— Mówię ci przecież! Słyszałem głosy i śmiechy, przy Zrujnowanym Moście! Nie żartuje, Szałwiowe Serce, oddam moje jedyne oko, na to, że to miejsce jest zamieszkałe przez ducha!
— Nawiedzony most? Siwa Czaplo, daj spokój. Byłeś z całym patrolem w tamtym miejscu i nikt nie słyszał śmiechów — odpowiedział książę, ewidentnie nie wierząc w zwierzenia kocura.
— Bo wtedy milkną! Trzeba, być tam samemu!
Kotka wstała z zamiarem podsłuchania dalszej części rozmowy kocurów, jednak tamci zniknęli w legowisku wojowników.
“Na zdechłą żabę! Chciałam ich podsłuchać! Taka soczysta i ciekawa plotka!”
Była tak bardzo pogrążona w swoich myślach, że nagle wpadła na kogoś. Upadła na ziemię i złapała się za głowę.
— Ała… Moja głowa… — syknęła pod nosem.
Z wyrzutem spojrzała się na również leżącą na ziemi Gąbczastą Łapę. Uczennica medyczki niosła zioła, jednak ona przeszkodziła jej w tym przez swoją ciekawość. Chociaż, czy dziwiło to kogoś? Takie fajne historie na temat nawiedzonych miejsc, ekscytowały kotkę. Jej wyobraźnia intensywnie pracowała, by przedstawić jej odgłosy złego ducha Zimorodkowego Życzenia, która nawiedza miejsce, w którym zginęła. Tak bardzo chciałaby tam pójść, jednak wiedziała, że Mandarynkowe Pióro nie puściłaby ich tam za żadne skarby Klanu Gwiazdy.
— Oj przepraszam cię bardzo Gąbczasta Łapo — odpowiedziała, czując, jak jej uszy palą się ze wstydu. – Pomogę ci zebrać twoje zioła… To wszystko przez tę plotkę, którą roznosi po obozie zdesperowany Siwa Czapla. Nawiedzony most… Pfff, jeszcze czego. Sama bym tam chętnie poszła, pewnie nie ma tam nic złowieszczego.
< Gąbczasta Łapo? >
[418 słów]
[przyznano 8%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz