BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cierń x Gęgawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cierń x Gęgawa. Pokaż wszystkie posty

18 listopada 2024

Od Cierń CD. Gęgawy

- Ćśśś - uciszyła delikatnie malca, po czym zaczęła jeść mysz przyniesioną przez ojca.
- To... Ja już pójdę - pożegnał się Gęgawa i wyszedł. Odprowadziła go wdzięcznym wzrokiem.
***
Pewnego dnia jej ojciec wrócił do obozu opuchnięty, ze żmiją w pysku. Od tego dnia ciągle leżał w legowisku medyka. Regularnie go odwiedzała, oczywiście z Wiciokrzewem, bo nie miała z kim go zostawić. Jej jedyny zaufany kot przecież leżał u Świergot.
- Cierń, nie myślę, żeby przyprowadzanie tu twojego syna było dobrym pomysłem...
Warknęła.
- To ja go wychowuję. Wiciokrzew jest silny. Ja wiem co dla niego najlepsze.
***
tw opis martwego ciała
Nie polepszało się. Na początku codziennie była spokojna, bo była pewna, że czarny z tego wyjdzie. Teraz się pogorszyło. Wiedziała o tym, ale nie dopuszczała do siebie tej myśli. Kiedy tak leżała otulając ogonem syna Bukszpana, zobaczyła w wejściu do żłobka Świergot. Uniosła się.
- Wyleczył się? - zapytała z uśmiechem nadziei. Jej ciocia opuściła głowę. Serce zabiło jej szybciej, a adrenalina wzięła ster.
- Co to ma znaczyć?!
Wzięła w pysk Wiciokrzewa i popędziła do legowiska medyka. Tam leżał on. A raczej jego ciało. Zimne, bez duszy. Śmierć go zabrała. Niby to samo futro, w które wczepiała się, gdy jako kocię jeździła na jego grzbiecie. Niby ten sam pysk. Ale to nie był on. Prawdziwy Gęgawa był już daleko. Jeżeli w ogóle dalej istniał. Wyczuła za sobą obecność szamanki. Odstawiła syna na ziemię i gwałtownie odwróciła się w stronę ciotki. Łzy spływały po jej polikach.
- Miał się wyleczyć! Miał żyć!
- Przykro mi...
Już miała się rzucić na liliową, gdy usłyszała pisk Wiciokrzewa niezadowolonego hałasem. Schowała pazury i wróciła razem z nim do żłobka.
***
Siedziała tam. Widziała jak wsuwają jego ciało do grobu. To było smutne jak mało osób o nim pamiętało. Na pogrzebie pojawili się tylko Świergot - zdrajczyni, która była winna jego śmierci, Bryza, ona sama oraz malutki Wiciokrzew, który przez cały czas wtulał się w jej bok, nie wiedząc co się dzieje i pragnąc mleka. Jej wujostwo patrzyło na nią jak na wariatkę. Może zabieranie mniej niż księżycowego kociaka na pogrzeb nie było najnormalniejszą rzeczą, lecz dla niej jedynym rozwiązaniem.
***
Przez kolejne dni leżała w żłobku, bez przerwy płacząc. Dość mało jadła. Nie wiedziała właściwie po co ma dalej żyć. Nie miała już nikogo na kim mogłaby się oprzeć. Rodzice leżeli pod ziemią, siostra była zdrajczynią, mnóstwo długości drzewa stąd, a jej przyjaciele... Nie byli chyba przyjaciółmi. Coraz częściej widziała Rokitnika patrzącego się na nią z góry oraz Żagnicę kłócącego się z nim. Mogła tylko na to patrzeć ze strachem. Nie wiedziała co się dzieje. Świat się zawalił. Była sama z synem, którym musiała się zajmować. Gdyby tylko mogła jeszcze raz podzielić języki z ojcem...
[*] Żegnaj ojcze

10 listopada 2024

Od Gęgawy CD. Cierń

Czarny głośno przełknął ślinę.
— Więc... Jak ci minął dzień? — zapytał, gryząc trzymanego między swoimi łapami drozda. 
— Dobrze — odparła tylko lakonicznie Cierń, wyglądając na bardziej zainteresowaną leżącą na ziemi zdobyczą, aniżeli rozmową ze swoim ojcem. Był przygnębiony. Gdzie podziały się jego pełne energii i wigoru córeczki? Strasznie za nimi tęsknił...
— Nie było cię na porannym patrolu? Nie było tam niczego interesującego? — dopytał z nadzieją na ożywienie rozmowy.
— Byłam, ale nie widzieliśmy nic ciekawego — mruknęła. — Odnawienie zapachów na granicach, sprawdzanie, czy nie dzieje się nic dziwnego... Standard — dodała jeszcze, zanim znów zatopiła zęby w zwierzynie.
— Poranki to teraz jedyna część dnia, gdy można opuścić obóz. Nie mylę się? — miauknął, lekko podśmiechując.
— Tja.

***

Został... dziadkiem. Prawdziwym dziadkiem. Jego córka, Cierń, urodziła jedno pojedyncze kocię.
Gęgawa nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Prawda, ostatnimi czasy rzadko kiedy bywał na dłużej w obozie, większość dnia spędzając na patrolach i polowaniach, ale nadal jedną z ostatnich rzeczy, o jakie podejrzewałby wojowniczkę, było zostanie matką. W końcu nie miała partnera... Nie, żeby go potrzebowała, ale Gęgawa nawet nie wiedział, kogo ta mogła wybrać na ojca dla swojego potomstwa. Dużo czasu spędzała w towarzystwie Żagnicy i Rokitnika... Lecz ci wyglądali na bardziej zajętych sobą nawzajem, aniżeli swoją przyjaciółką. A żaden inny kocur z Owocowego Lasu nie pasował mu na kogoś, kogo wybrałaby Cierń, która, swoją drogą, nie zdradzała tożsamości ojca swych kociąt. Miał jedynie nadzieję, że była to jej osobista decyzja, a nie nieszczęśliwy incydent...
W przerwach pomiędzy ciężką pracą, jaka ostatnimi czasy pochłaniała Gęgawę, znalazł odpowiednią chwilę na odwiedziny. Narodził się jego wnuk! Ze złapaną samodzielnie piszczką, starszy zwiadowca wszedł do kociarni, aby zobaczyć samotnie leżącą na skrawku mchu karmicielkę. Patrzył na nią przez parę długich uderzeń serca, wzrokiem szukając jej kocięcia, aż zdał sobie sprawę, że było ono przykryte jej łapą. Wpatrywał się na tyle długo, że zielone, przymrużone ślepia Cierń zauważyły stojącego w przejściu kota.
— Wejdź — mruknęła tylko cicho. Kot nie miał wątpliwości, że musiała być zmęczona po porodzie. Czym prędzej wszedł do żłobka, odstawiając przy swojej córce niedużą mysz, na wypadek jakby chciała się pożywić.
— Mogę zobaczyć? — zapytał słabym głosem Gęgawa, trącając łapę Cierń, za którą skrywał się maleńki, przysypiający kociak. W przeciwieństwie do swojej matki, miał jasną, szarą sierść, na której znajdowały się spiralne wzorki. Dodatkowo okrągły brzuszek, pyszczek i łapki malucha spowite były bielą. Choć uroczo, wyglądał także nieco niepokojąco mizernie. — Jaka słodka — wymruczał w przekonaniu, że kocię było płci żeńskiej.
— Słodki — prędko poprawiła go córka. 
— Słodki, słodki — powtórzył za nią, lekko zakłopotany. — Jedynak? — dopytał, na co Cierń przytaknęła głową. — Twoja matka także nie miała rodzeństwa... Miejmy tylko nadzieję, że niebawem w żłobku pojawią się jakieś kocięta, które mogłyby dotrzymywać mu towarzystwa — miauknął, przyglądając się swojemu wnukowi. Trudno było Gęgawie uwierzyć, że faktycznie był dziadkiem... Och, to znaczyło, że już był taki stary...
— Nazywa się Wiciokrzew — powiedziała królowa, wiedząc, jakie pytanie miał już zaraz zadać jej ojciec.
— Ładne. Pasuje do niego — miauknął, przechylając delikatnie łebek. Czarny wysunął w przód jedną z łap, chcąc nią dotknąć malca i przygładzić jego zmierzchwione futro, jednak wraz z jego lekkim dotykiem ten zapiszczał, poruszając swoimi krótkimi łapkami. Widząc to, Gęgawa odsunął gwałtownie łapę z cichym "Och!".

<Cierń?>

EVENT NPC: Wiciokrzew 

14 października 2024

Od Cierń CD. Gęgawy

- Podzielić językami? A tak, jasne - mruknęła bez przekonania. Po wylądowaniu swojej złości spowodowanej przez Murmur, jedyne co czuła, to monotonną pustkę i wyprane rutynowe życie. Najbardziej przejmowała się Rokitnikiem. On i Żagnica już na pewno chodzili ze sobą. Czyli nie było szans.
- Wszystko dobrze Cierń? Wiesz, przez te wszystkie sytuacje, ostatnio nam wszystkim jest ciężko... - Gęgawa próbował jakoś zacząć wielką pogadankę o emocjach, ale kotka tylko wzruszyła ramionami.
- Ta, wszystko okej - miauknęła bez przekonania, po czym odeszła.

***

Ostatnio umarł Przebiśnieg. Normalnie nie zawracałaby sobie tym głowy, ale nie doszło do pogrzebu i teraz wszyscy o tym gadali. Podobno ciało kocura po prostu znikło. To znaczy nie po prostu. Ktoś musiał je ukraść. A plotkarze, których wśród owocówek było wiele, już mieli swoje teorie na ten temat. Ona się tam nie mieszała. Nie, żeby uznawała, że to nic ważnego. Wręcz przeciwnie. Ktokolwiek ukradł ciało musiał być niezłym psycholem. W końcu, po co komu trup? Wątpiła, żeby to był ktokolwiek z ich społeczności. Dziwne osobowości się tu znajdowały, ale chyba nikt nie miał na tyle poprzewracane w głowie, żeby kraść zwłoki.
- A co ty o tym sądzisz, szczurze? - wyrwał ją z rozmyślań głos Rokitnika.
- Jak dla mnie to sprawka jakiś dzikich zwierząt. Wszyscy po prostu dramatyzują - ucięła szybko. Wiedziała, że to raczej nie drapieżniki. Zostawiłyby ślady lub zapach. Był to raczej kot, lecz starała się nie dopuszczać do siebie takich myśli, bo po co histeryzować.

***

Siedziała, znowu jedząc zwierzynę, tymczasem już nie z Rokitnikiem i Żagnicą. Znowu ich gdzieś wywiało, pewnie na jakąś randkę. Tym razem jednak towarzyszył jej ktoś inny. Gęgawa.
- Hm? - westchnęła pytająco przełykając zwierzynę.

<Tata?>

06 października 2024

Od Gęgawy CD. Cierń

gdy Cierń była uczennicą
— Fajnie jest, przynajmniej zazwyczaj. I nie, mentorka mnie nie dręczy, nie licząc chodzenia z mchem przez cały dzień — mruknęła Cierń, powodując u zwiadowcy rozbawione drżenie wąsów.
— Ach, widzisz. Bycie uczniem to nie tylko gonitwa za zwierzyną, czy walka z lisami. Chociaż może część chciałaby, żeby tak było... — mówił, nie zauważając, że jego córka na to znudzenie wzdycha. — Tak samo wygląda służba swojej grupie. Nie będziesz codziennie przeganiać włóczęg, czy rzucać się do prędkiej gonitwy za ogromnym, tłustym zającem... Większość dni spędzisz na odnawianiu zapachów albo łapaniu myszy, ale tak to już jest...
— Dobra, dobra — przerwała mu Cierń, wytykając język. — Rozumiem, tak, tak, obowiązki, lojalność, wiem. Słyszałam już ze sto razy, więcej mi nie potrzeba — mruknęła z rozbawionym uśmiechem, pozostawiając swojego ojca nieco zagubionego. Przecież chyba aż tak dużo tego nie powtarzał... Chociaż to były ważne słowa, które każdy uczeń powinien znać! Czy Cierń tego nie doceniała?
— Nawet jeśli, warto to pamiętać!
— Tak, kumam. A teraz idę się przespać — kotka ziewnęła ostentacyjnie. — Kto by pomyślał, że przerzucanie mchu może tak wykończyć? — zaśmiała się, zanim odeszła w stronę drzewa, na którym znajdowało się legowisko uczniów.
— Tylko wyśpij się przed jutrem! Fretka może cię zabrać na poranny patrol! — rzucił do niej jeszcze, choć nie był pewny, czy go usłyszała. Gęgawa obserwował przez chwilę, jak uczennica wdrapuje się po chropowatej korze, po czym wdaje się w wir dyskusji, z pewnością nie zamierzając drzemać w takim hałasie.
Zamrugał, siedząc tak w miejscu. Chyba... chyba jego kocięta dorastały. I trudno było mu się z tym uporać.

***

również, gdy Cierń była uczennicą
Słyszał to wszystko, co szemrali za jego plecami i jego córki. Trudno byłoby nie słyszeć, jak zwano Cierń, a zwano ją wszystkim, tylko nie jej imieniem. Dziwadło, cudak, krzak, czasem leciały i przekleństwa, gołębi móżdżek, mysi bobek. Nawet on sam nie był wolny od plotek, jakie wyjątkowo członkowie Owocowego Lasu uwielbiali. O tym, jakim był naiwniakiem, a jego partnerka wężowym językiem. Mało kto wierzył, że jej kociaki były Gęgawy, łącznie z nim samym, o czym doskonale wiedział. Nie obchodziło go to, czy Cierń i Murmur powstały z jego krwi – nic nie mogło zaważyć na jego miłości do córek. Historii ich narodzin, której nikt poza parą nie znał, była zbyt przykra do opowiadania. Ufał, że była prawdą, chociaż... nigdy nie mógł być pewny.
Nieraz się zastanawiał, co tak naprawdę się wydarzyło dnia, w którym Łuska wróciła do obozu, niosąc już pod sercem dwa powoli rosnące malce. Czasem nawet nachodziła go obawa, że to wszystko było jednak jego winą, a jej opowieść kłamstwem. Może nie był wystarczający? Może Łuska sekretnie potrzebowała czegoś więcej, czegoś, co był w stanie zapewnić jej ktoś obcy?
Słyszał, jak ciężko biło mu serce.

***

tw - opis trucheł

zaraz po ataku borsuków na patrol
Pusty wzrok wbijał w martwych, nie potrafiąc wykrzesać z siebie nic więcej. Nawet natarte słodko pachnącą lawendą, nie przestawały wydzielać z siebie odoru śmierci. Metaliczny zapach krwi, jaki przy użyciu szponiastych łap drapał jego nozdrza, zaczynał go już mdlić. Tylu zmarłych zdążył już zobaczyć, lecz patrząc na Iskrę i Bławatka, jego żołądek wywracał się na drugą stronę. Wojowniczka, która zdawałoby się, że zaledwie kilka wschodów słońca temu nareszcie pozbyła się upokorzenia i zaznała prawdziwego życia – leżała nienaturalnie wykręcona, ze szkarłatnymi śladami przegranej bitwy. Swąd przerażenia utrzymywał się zarówno na niej, jak i na jej towarzyszu, na którego trudno było mu patrzeć. Stróż. Tak niewinny i zupełnie nieprzystosowany do walki. Brakowało na jego ciele skóry, która w niektórych miejscach była boleśnie rozerwana przez silne, borsucze szczęki. Nie krwawiły – powoli przyjmowały brudną, brązową barwę. Pomimo należytego przygotowania do pogrzebu, brunatne plamy juchy wżarły się w futro Bławatka jak komarze stado, wbijając się w białe strączki sierści, pokrywając ją szeroką gamą krwawych rozbłysków. Potworne stworzenia, myślał sobie Gęgawa, odwracając wzrok. Szukał oczami Łuski, chcąc porozmawiać o masakrze, jednak nigdzie jej nie było. Jedyną żywą z patrolu, którą był w stanie zobaczyć, była roztrzęsiona Sówka. Zadrżał.
— Gdzie jest Łuska? — zapytał przyciszonym głosem Cierń, podrygując niespokojnie ogonem. Jego córka wzdrygnęła się, odwzajemniając pełne trwogi spojrzenie.
— O ile dobrze wiem, pod lodem — odparła, uciekając wzrokiem.
Gęgawa przestał oddychać. Miał wrażenie, że się dusi, że ktoś oplótł ciasno łapami jego gardło, pomimo tego, że po uderzeniu serca zaświszczał jego głośny wdech.
— Co? — wymsknęło się z jego pyska. Zwiadowca na chwilę stracił swój stoicki spokój, a przez jego grzbiet przebiegły widoczne dreszcze. Żartowała. Musiała żartować. Gęgawa nie potrafił tak nagle przyjąć do wiadomości, że jego partnerki już z nim nie było.
— Ponoć zawaliła się na nią i na Śliwkę wielka zaspa... Nawet nie było jak ich uratować. Czy też wyciągnąć — dodała smętnie.
Przez chwilę Gęgawa nie wiedział zupełnie, co odpowiedzieć. Przerzucał swoje spojrzenie z córki na martwe ciała, a z nich na krzątającą się wokół Murmur i jedyną ocalałą Sówkę. Odeszła jego przyjaciółka. Najbliższa, o ile tak mógł ją nazwać po tych wszystkich księżycach ciszy. Zachwiał się na nogach. Na pysku tak spokojnego kota, który przyjmował wszystko z pokorą, widniał teraz czysty szok. Nawet Cierń zdawała się zaskoczona jego nagłą zmianą.
— Wszystko w porządku, tato? — zapytała nieco niepewnie, wpatrując się prosto w jego ciemne oczy. Musiał się ogarnąć. Przecież nie będzie się zachowywać jak roztrzęsione kocię. Czarny zacisnął zęby i zrobił długi wydech. Tak, jak zawsze radziła ich szamanka.
— Oczywiście.

***

sezony temu
Pogrzeb mógł się odbyć dopiero teraz, gdy stopniały śniegi. Pomimo upływu czasu, Łuska wyglądała, jakby zmarła wczoraj – nie było widać po jej ciele żadnych oznak rozkładu. Jak gdyby zupełnie zatrzymała się w chwili, gdy spadła na nią lodowa zaspa, a on musiał żyć bez niej dalej. Już samotnie.
Chociaż, czy właściwie od jej śmierci tak wiele się zmieniło? Od dawna byli poróżnieni. Odsunięci. Cisi. Śmierć Łuski po prostu zakończyła to, co ciągnęło się przez księżyce. Miał tę myśl z tyłu głowy, ale nie chciał jej do siebie dopuścić, choć mogło być to dziecinne. Kiedy jeszcze żyła, Gęgawa miał gdzieś cichą nadzieję, że to wszystko jeszcze się zmieni. Wierzył, że uda im się na powrót złapać wspólny język i ich relacja się naprawi. Będzie taka jak dawniej. Teraz jednak... Teraz już nie było nadziei. Nie miał już na co liczyć. Następnym razem, kiedy spotkają się z Łuską, będzie to już w zaświatach, o ile w ogóle jakiekolwiek istniały. Jeśli nie, to był już koniec. Jedynym, co pozostało Gęgawie po jego partnerce, był usypany z ziemi kurhan i gorzkie wspomnienie.

***

Odeszła i Murmur. Choć nie tak, jak jej matka, to i tak było dla Gęgawy ostrym ciosem – może nawet i gorszym, niż sama śmierć. Jego córka była... zdrajczynią. Miał wrażenie, że współklanowcy raz po raz zerkali na niego krzywo, być może i nawet szepcząc coś pod nosami. Czuł się okropnie nieswojo, lecz nie chciał tego przekuwać w jakikolwiek rodzaj agresji. Wolał wypatrywać na patrolach z oddali biało-srebrnego futra swojej córki w nadziei, że wróci. Cierń natomiast... Czarny był świadomy tego, że jego córki nie były nigdy przyjaciółkami. A dodając do tego lojalność Cierń do Owocowego Lasu, wcale nie dziwiło go, że wojowniczka teraz
Gęgawa rozmawiał ze Świergot. Powiedziała mu o motywach Murmur i jej obawach, które skłoniły ją do opuszczenia klanu. Nadal jednak nie potrafił zaakceptować jej decyzji. Cokolwiek ją kierowało, skończyło się to i tak tym, że stracił kolejnego członka swojej stale pomniejszającej się rodziny. Nawet nie wiedział, czy kiedykolwiek wróci.
Musiał pielęgnować to, co mu zostało. Nie chciał oddalić się od kolejnych bliskich, skoro nie było ich już za wielu. Cierń... Może i była dorosła, lecz to nie znaczyło, że zamierzał pozwolić ich relacjom na zatarcie. Szczególnie nie teraz. Kiedy udało mu się znaleźć w tłumie wylegujących się w świetle wiosennego słońca kotów samotną Cierń (co nie było takie trudne, zważając na jej nietypowy wygląd), natychmiast stwierdził, że była to idealna okazja na zacieśnienie wspólnych więzów.
— Cześć — rzucił jej na powitanie, podchodząc do leżącej kotki. — Już jakiś czas nie udało się nam znaleźć czasu na dłuższą rozmowę. Nie chciałabyś... podzielić się językami?

<Cierń?>

05 grudnia 2023

Od Cierń CD. Gęgawy

 Dzisiaj dostała za zadanie wymienić posłania w legowisku uczniów. Nie podobało jej się to. Nie powinni tego robić stróże albo ich uczniowie? Daglezjowa Igła powiedziała że to bardzo potrzebna umiejętność. No to chyba nie miała zbytnio wyboru. Tak więc po zjedzeniu na śniadanie nornicy wyruszyła na zbieranie mchu. Było to trochę trudne gdyż najwyraźniej niedawno ktoś wymieniał mech w innym legowisku bo wszystkie kępki blisko obozu były całkowicie obskubane. Po dość długich poszukiwaniach wróciła do obozu z wielką kulą z mchu. Była taka duża że wszystkie kociaki w lesie jej pewnie teraz zazdrościły. Sama gdyby była kociakiem to wczołgała by się pod nią i nie wyszła. Po wyniesieniu starego mchu z obozowiska (i dokładnym pilnowaniu wielkiej kuli) dopiero zaczęła się zastanawiać jak ona w ogóle wejdzie na drzewo z takim wielkim kłębkiem mchu. W końcu po godzinie wchodzenia uwijania pojedynczych gniazd i schodzenia przy tym omal nie spadając z drzewa wszystko było gotowe i nareszcie mogła zjeść kolejny posiłek. Wzięła więc mysz i kiedy jadła zobaczyła że podchodzi do niej jej tata.
-Cześć Jak ci się podoba bycie uczniem? Mentorka cię nie dręczy?- zapytał.
-Fajnie jest przynajmniej zazwyczaj. I nie mentorka mnie nie dręczy nie licząc chodzenia z mchem przez cały dzień- zażartowała.

[203 słów]
<Gęgawo?>
[Przyznano 4%]

Od Gęgawy CD. Cierń

Nie rozumiał, co się wydarzyło. 
— Co się dzieje, Cierń? — miauknął, upuszczając złapaną wiewiórkę na ziemię. Chciał, aby córka mu ufała i mogła powiedzieć, co jest nie tak, ale ta jednak tylko głośniej zapłakała. Nie znał się na kociętach. W środku trochę spanikowany podszedł do kupki trawy, mchu i piór, w której skryła się Cierń i położył się przy niej. — No chodź. Przy tacie możesz czuć się bezpiecznie — mówił mało przekonującym głosem. Musiał przyznać wiele razy, że nie wiedział, jak powinien się zachowywać przy dzieciach. Wcześniej jedyne kontakty z kociętami jakie miał, polegały na przynoszeniu im jedzenia. A teraz musiał postawić się w roli ojca, czyli rodzica... to było trudne. Zwłaszcza, że została mu narzucona na plecy bez zapowiedzi.
Zielone oczka małej kotki wyglądały na niego z równie zielonej kupki. Nie wyglądała, jakby zamierzała się ruszyć, a samemu Gęgawie kończyły się pomysły. Podniósł się, gdy nadal nie widać było u niej reakcji.
— Coś się stało? — zapytała z głębi legowiska Łuska. 
— To samo pytanie mógłbym też zadać tobie. Cierń płacze — przyznał, zerkając raz na partnerkę, raz na córkę. — Próbowałem spytać dlaczego, ale nie chce mi powiedzieć — mruknął, a jego partnerka wstała, kręcąc głową.
— Cierń. Cierń! Wyłaź stamtąd — mruczała, siedząc nad miejscem, w którym kociak postanowił się skryć przed resztą świata. — Ehh — westchnęła w końcu i jakby nic, wróciła na swoje poprzednie miejsce. Gęgawa spojrzał raz jeszcze na małe zawiniątko.
— Jak chcesz tam zostać, to powiedz.
Cierń wymruczała coś niezrozumiałego przez łzy. Potraktował to jako tak. Nie wiedząc co powinien dalej zrobić, wziął z ziemi przyniesioną piszczkę i położył ją przy karmicielce, która machała nerwowo ogonem. Kiedy zauważyła wiewiórkę przysunęła ją do siebie i zaczęła skubać.
— Dajesz radę? — zapytał, siadając obok niej i okrywając łapy ogonem. Łuska rzuciła mu trochę zmęczone spojrzenie i oderwała się na chwilę od posiłku.
— Chyba widać — odparła, co nie wiedział, czy miało oznaczać "tak", czy "nie", ale tylko wolno przytaknął. Prześledził wzrokiem, jak z jakiegoś kąta (czemu nie widział jej wcześniej?) wyłania się Murmur i ciekawsko podchodzi do wiewiórki, aby wziąć z niej dla siebie jakiś smaczny kąsek. Rzucił jej szybkie "hej" na przywitanie. — Po prostu to trochę męczące. Ale jest wszystko w porządku. 
— Radzisz sobie świetnie. Z resztą, niedługo już wrócisz do obowiązków — poklepał ją po głowie, lekko się uśmiechając. — Czy już z Cierń wszystko okej? — odwrócił łeb w jej stronę. Widział, że łysa wypełzła ze swojej kryjówki. Podszedł do niej bliżej. — Jesteś może głodna? Proszę — wskazał jej ogonem miejsce przy siostrze i matce. 
— Niezbyt — mruknęła cicho.
Gęgawa chciał podejść i pocieszyć kociaka, widząc, że coś jest zdecydowanie nie tak, ale rozległ się krzyk z zewnątrz. Co gorsza, mówiący jego imię.
— Muszę zmykać na patrol — wyjaśnił, gdy mijał Cierń. — Odwiedzę was, jak wrócę — zapewnił, wychodząc ze żłobka.

***

Żadna z ich córek nie obrała drogi zwiadowcy. Nie miał jednak im tego za złe. Ba, naprawdę cieszyło go, że Murmur zaczęła szkolić się na medyka. Był to najwyższy czas. Od dawna zauważał, że Witka ma problemy w ogarnianiu wszystkiego samemu. Asystent dobrze jej zrobi.
Cierń natomiast... musiał przyznać, że ze względu na swoją sierść, a raczej jej brak, pójdzie na stróża. Sam się zaskoczył, gdy usłyszał, że kotka postanowiła pójść ścieżką wojownika, jednak w pełni ją w tym wspierał. Nie był pewien, co będzie, gdy nadejdzie pora nagich drzew, ale wierzył, że jakoś sobie poradzi. W końcu już pokrywała się jakimś mchem, trawą. Chyba była inteligentnym urwisem, prawda?
— Cześć — dorwał ją, gdy siedziała samotnie w obozie. — Jak ci się podoba bycie uczniem? Mentorka cię nie dręczy? — mruknął, uśmiechając się delikatnie. 

<Cierń?>

25 listopada 2023

Od Cierń do Gęgawy

 Nudziło jej się. Chciała się z kimś pobawić! No z Murmur chyba raczej jej nie wyjdzie. Siedziała tak sobie znudzona, patrząc na Witkę. Medyczka niedawno wprowadziła się do żłobka i od kiedy tylko tam była, Cierń miała nadzieję, że za jakiś czas pojawią się nowi lokatorzy, z którymi będzie dało się coś robić. Tak więc nic dziwnego że gdy tylko zobaczyła listek, od razu zaczęła gonić za nim, zapominając o wszystkim. W końcu to jedna z najlepszych zabaw, w którą można się bawić samemu! Udawała, że jest wielką łowczynią goniącą za myszą. Biegała między królowymi, slalomem, gdybyś to widział to byś i z dziesięć fikołków naliczył! W końcu uderzyła w kota. Był to Gęgawa. Niósł właśnie wiewiórkę dla Łuski.
-P..przepraszam- wymamrotała. Nie interesowała ja wiewiórka. Po ostatnim razie miała ich serdecznie dość. Przestraszyła się, że Łuska znowu zacznie krzyczeć, żeby nie przeszkadzała kotom odwiedzającym to miejsce. Uciekła pod ścianę żłobka. Narzuciła na siebie trochę liści i piór, po czym zwinęła się w kulkę, udając, że jest trawą. Była smutna. Naprawdę smutna. Nigdy nie czuła miłości ze strony matki. Zawsze była tym obciążeniem. Zaczęła płakać. Wyszło jej to głośniej, niż chciała. Poczuła w końcu, że ktoś nad nią stoi.
-Co się dzieje Cierń?- zapytał partner Łuski. Nic nie odpowiedziała, tylko bardziej załkała.

<Gęgawo?>