BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księżyc x Zawilcowa Korona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księżyc x Zawilcowa Korona. Pokaż wszystkie posty

05 stycznia 2026

Od Zawilcowej Korony CD. Księżyca (Księżycowej Łapy)

 Czy był okropnym wujkiem? Z pewnością. Każdy, kto nie był Rozkwitającą Szantą, by to potwierdził, patrząc na jego zachowanie. Jednak co mógł poradzić? Dał im czas, aby przepłakać to wszystko, poukładać wszystko w swojej głowie. Powinni stanąć ponownie na swe łapy, jak zrobił to każdy. Powinni pójść dalej, jednak tego nie zrobili. Dlaczego? Na to pytanie nie znał odpowiedzi. Najbardziej zauważył to zachowanie u Księżycowej Łapy, którego widział coraz rzadziej w obozie. Przez to postanowił zainterweniować, a przynajmniej spróbować. Jeśli sam nie mógł pójść dalej, to może jego słowa to zmienią. Kiedy tylko upewnił się, że nie pozostawia legowiska pustego, udał się w stronę Groty Pamięci, którą Wędrujące Niebo wskazał jako miejsce przebywania jego ucznia. Tylko co powinien mu powiedzieć? Musiał dobrać odpowiednie słowa, aby nie zabrzmieć na bezdusznego. Jego wzrok padł na chwilę na niebo nad nim, nim powrócił nim na drogę przed nim. Gdyby tylko Wyrocznia mogłaby wyszeptać mu odpowiednie słowa, jednak tak nigdy się nie wydarzyło, ani nie wydarzy. Wyrocznia milczała, obserwowała ich drogę, stawiając na ich drodze ciernie, bądź płatki kwiatów, zależnie od ich czynów. Ostatnio jednak Zawilec mógł przyrzec, że cały czas stąpał po cierniach, chociaż nie widział w swoim zachowaniu złych rzeczy. Milczał, przyjmując na siebie wszystkie kary, a najwyraźniej był karany również za to. Więc jakie było wyjście z tej sytuacji? Iść dalej i przyjmować na siebie coraz więcej kar, czy przerwać to koło i jednocześnie sprzeciwić się Wyroczni? A co jeśli tym czynem wypadnie z jej łask i przyniesie na siebie śmierć? Tego nie chciał. Zatrzymał się przed wejściem, patrząc w jego wnętrze. Co, jeśli popełniał błąd? Co, jeśli nie powinien tego robić, a jego decyzja była błędem? Kocur wziął głęboki oddech, stawiając łapę za wejście. Podjął już decyzję i nie mógł ją zmienić pod wpływem chwili. Wreszcie wkroczył do Groty Pamięci, rozglądając się w poszukiwaniu swego bratanka.
– Księżycowa Łapo – zaczął spokojnie, nie chcąc wystraszyć ucznia swoją obecnością. – Wiem, że tu jesteś, Wędrujące Niebo mi to zdradził. Chciałbym z tobą porozmawiać.
– Co chcesz. – Do uszu medyka dotarł cichy i chrapliwy głos Księżycowej Łapy, który nie był zachwyconym z jego towarzystwa. Zwracając pysk w stronę źródła, dostrzegł srebrnego kocura, skulonego na jednym z posłań. Nie zajęło mu długo, aby znaleźć się przed nim.
– Abyś przestał gnić w swym legowisku. Szkodzisz tylko sobie, a zmarłych do życia nie przywrócisz. Uwierz mi, próbowałem – powiedział medyk, siadając przed uczniem. – Rozumiem rozpacz, tęsknotę lub cokolwiek co siedzi w twej głowie, ale kiedyś musi przejść do pamięci, a ty to ciągniesz za długo.
– A może wy wyszliście z tego zbyt szybko – parsknął. – Zachowujecie się, jakby nigdy nie istniała.
– Zapomnienie o kimś a pogodzenie się z czyimś losem, to dwie różne rzeczy, a to drugie właśnie musisz zrobić. Rozkwitająca Szanta istniała, dalej będzie w naszych wspomnieniach, jednak spoczywa już pod ziemią i tego nie da się zmienić. Wszystko ruszy dalej, nie czekając na Ciebie, więc czemu postanawiasz gnić? Jedyne co możemy zrobić, to trzymać ją w naszych myślach i iść dalej, aż do momentu, w którym do niej nie dołączymy. Chyba że bardzo chcesz do niej dołączyć teraz.
Po tej wypowiedzi nastąpiła dłuższa cisza, która nie została przerwana przez żadnego z nich. Księżyc milczał, jak zmarli i Wyrocznia, co było najgorszą możliwą odpowiedzią. Widząc, że uczeń nie ma zamiaru kontynuować tej rozmowy, medyk wzdychnął cicho.
– Przemyśl to. Przemyśl to wszystko raz i dobrze, a gdybyś potrzebował pomocy, to wiesz gdzie mnie znaleźć. – Wraz z tymi słowami obrócił się i zmierzył w stronę wyjścia. Tyle było z jego rozmowy i pomocy.

*****

 Wzrok Zawilcowej Korony przeskanował obóz, kiedy wspinał się po schodach do legowiska przywódcy, niosąc miód w swym pysku. Zawodzące Echo doniósł mu o chrypie Króliczej Gwiazdy, co asystent medyka wziął za idealną okazję na rozmowę z przywódcą, chociaż domyślał się, że będzie to tylko monolog z jego strony. Stanął on nagle, gdy zauważył on niebieskiego kocura przy kronikarzu. Ich drogi rozeszły się i nie wyglądało, jakby miały przeciąć się w najbliższym czasie. Czy powinno go to smucić? Może, jednak jeśli Księżyc nie potrzebował jego pomocy, to nie miał zamiaru się narzucać, tylko pogorszyłoby to sytuację. Zwrócił swój pysk ponownie przed siebie, ponawiając swoją wspinaczkę. W głowie słyszał głos Szanty, która z pewnością nie byłaby zadowolona z tego wyboru, jednak już jej nie było, nigdy nie wróci i z tym się zdołał pogodzić, a przynajmniej tak myślał. Teraz musiał zająć się rzeczywistością chorymi, którzy go otaczali, a nie rozpaczą. Nie chciał pójść podobną ścieżką co lider Klanu Burzy.

Wyleczeni: Królicza Gwiazda

27 września 2025

Od Księżyca CD. Zawilcowej Korony


Pozwolono mu samemu iść na badania. Albo raczej narzucono coś w rodzaju ,,Naucz się samodzielności", które nie było co prawda narzucane przez Szantę, ale było to czuć w powietrzu kiedy żłobek odwiedzały niektóre koty. Problem w tym, że kocurek nie potrzebował być samodzielny! Jasne, czasem lubił robić coś sam i całkiem dobrze sobie wtedy radził, jednak przez większość czasu polegał na mamie i wcale mu z tym nie było źle. Teraz więc, stojąc przy wyjściu ze żłobka, został lekko popchnięty przez Śniątko. 
– No idź! – Ponaglił. 
– Będziemy zaraz za tobą jakby coś się miało stać – Głos Szanty rozległ się za nim, co tylko spowodowało, że jego oczy zaszły łzami. To było już trzecie podejście i wizja bycia oglądanym przez te wszystkie koty wydawała się być przerażająca. Jasne, nie widział ich, ale przecież ich czuł! Tak więc, na drżących łapach, po chwili walczenia ze sobą, zrobił kilka kroków w przód. Bez mamy, bez Wróżki, której ogona mógłby się uczepić, czuł się jak zagubiona sierota pośrodku wielkiej, przerażającej pustki. Krok za krokiem, krok za krokiem... ktoś go ominął, poczuł, jak czyjeś ciepło owiewa go gdzieś z boku. Szedł jednak dalej, człapiąc i szurając łapami po ziemi, aż w końcu nie siadł na środku, blisko już całkiem wejścia do legowiska medyka, całkowicie się poddając. Po prostu usiadł i się rozpłakał, całkowicie bezradny, nie wiedząc, jak blisko już był celu. Może gdyby był sam, całkowicie sam, byłoby mu łatwiej? 
 – Zgaduję, że ty do mnie – Nad głową zabrzmiał mu szorstki głos, przez który zamknął pyszczek. Chwilę później rozległo się również westchnięcie. – Twa matka naprawdę lubi Cię wysyłać do mnie. – Wraz z tymi słowami, kremowy chwycił kociaka za kark, szybko wracając do środka legowiska i kładąc go na jednych z bliższych posłań, przy odpoczywającym szylkretowym wojowniku. – Byłeś blisko. Jeszcze kilka kroków i trafiłbyś w me progi. Chociaż nie jestem pewien, że był to twój cel.
– Gdzie mama...? – Roztrzepany Księżyc spytał jedynie, kiedy w końcu się uspokoił i przestał łykać gluty. Łzy jeszcze gęsto leciały mu z oczu, ale się nie darł, a jedynie próbował nieudolnie wytrzeć łapami swój pysk, powoli się uspokajając. Był blisko...? Jak blisko? Chociaż, czy go to obchodziło? Chyba nie specjalnie przejmował się swoim brakiem osiągnięcia czegoś, jakby było to raczej mało istotne. Nie zdołał czegoś zrobić, trudno.
– Pewnie zaraz tu przyjdzie, przynajmniej mam taką nadzieję – Rzucił medyk, wzrokiem skanując kociaka. Nie mylił się co prawda, jednak na razie kotka nie była w zasięgu wzroku. – Szanta dobrze wie, że nie lubię i umiem się zajmować kociakami, w przeciwieństwie do niej. Zignorujmy to na chwilę. Po co Cię tu Szanta wysłała? Bo pewnie ona wpadła na taki dobry pomysł.
– Nie wysłała mnie – Wytłumaczył, kończąc wycierać pysk. – Sam chciałem... bo muszę się nauczyć sam, tak mófią niektórzy... a przyszedłem na badanie kon-kontrolne. – Niby powinien się usamodzielnić, szczególnie on, żeby nie być na garnuszku innych przez całe życie, jednak wcale nie czuł takiej potrzeby. To był tylko dodatkowy stres.
– Więc był to twój pomysł? Nie sądziłem, że twa matka na to pozwoli, ale niech będzie. Dam Ci chwilę, abyś mógł powrócić do stanu sprzed płaczu i możemy zaczynać. Chociaż to częściej Wdzięczna Firletka Cię przyjmuje niż ja. – Westchnął cicho. – Dlaczego wyrocznia musiała wysłać Cię kiedy jej nie ma?
– Może chciała żebyśmy porozmawiali – Podrzucił niewiele myśląc co mówi. W ogóle jak na chwilę obecną mało myślał, a jedynie kierował się czymś innym, dziwnym uczuciem. Uczuciem usprawiedliwienia się. A uczucie to walczyło z nieśmiałością która zakała mu zamknąć jadaczkę i po prostu już się nie wykłócać. – I to nie był... do końca mój pomysł.
– O czym ja niby mam z tobą rozmawiać? Stąpasz po tej ziemi krócej niż posiadam rolę medyka. Jedyne co nas łączy, to małe odstępstwo od normy, z którym ty zmagasz się aktualnie, a ja od bycia uczniem. Nic więcej. I bycie moim siostrzeńcem nie zobowiązuje mnie do posiadania z tobą jakiejkolwiek większej relacji.
– Co? – Spytał szczerze. Nie miał pojęcia o co kocurowi chodziło i poczuł się trochę głupi. To on czegoś nie rozumiał, czy to kocur mówił zbyt zawile? Czy miał na imię Zawilec bo zawile mówił? Musiał spytać mamy. – Nie wiem – Dodał odpowiadając jeszcze z czapy na pierwsze pytanie. Po tym nastąpiła cisza, przeznaczona na wszelkie badania. Nie wiadomo dokładnie kiedy zjawiła się Szanta, która być może przysłuchiwała im się od początku rozmowy. Teraz jedynie podziękowała za opiekę, chwytając w pysk księżycowe kocię, zanosząc je spokojnie do żłobka. I młodziak już teraz doskonale wiedział, że nigdy więcej nie da się namówić na opuszczenie swojej komfortowej przestrzeni, nie ważne, co mieli na ten temat do powiedzenia mieszkańcy klanu.

<Zawilec?>

Od Zawilcowej Korony CD. Księżyca

 Rozmowa z kociakiem ciągnęła się dla niego za długo, jednak ani kociak nie miał zamiaru jej zaprzestać, ani Rozkwitająca Szanta nie wyglądała jakby szybko miała zakończyć rozmowę z asystentką medyka. Takim sposobem był zmuszony do kontynuowania tej bezsensownej rozmowy.
 – Nauczysz się – odpowiedział Zawilec, na wcześniej zadane pytanie przez kocię. – Niezależnie od ścieżki, którą wybierze Ci Królicza Gwiazda przy mianowaniu. Mam nadzieję, że nie będzie to ścieżka medyka. – Ostatnie zdanie rzucił bardziej do siebie, przekręcając lekko głową. – Każdy musi umieć postawy walki, aby móc się obronić przed kotami, które próbują zrobić Ci krzywdę, bądź drapieżnikami. – Żałował, że ta wiedza nie przyszła do niego, gdy był uczniem, a teraz.
 – Czemu nie? – Księżyc zmartwił się nieco i zmieszał. – Czemu nie medykiem? Lubię zioła, wiesz? Mama kilka przyniosła roślin i naprawdę ładnie pachniały, a pani Firletka i pan Skowronek wydają się być mili. 
 – Nie taką drogę wybrała Ci wyrocznia – odpowiedział sucho, nie chcąc zagłębiać się w większe szczegóły. – Jeśli nie zrobi nic, aby strącić Cię z ścieżki wojownika, to powinieneś nią podążać. Jeśli zależy Ci na ziołach w twej roli, to istnieją również kronikarze, którzy czasem nam pomagają. Bycie medykiem to opcja ostateczna w twoim przypadku.
 – Czemu? – Teraz już się całkiem zmieszał. – Przecież wszyscy lubią medyków, a ja nie mogę być wojownikiem, przynajmniej tak słyszałem... – Wyjaśnił, łapą wskazując na swoje oczy. – Przez to. Z resztą, co to wyrocznia? Czemu ma mi mówić co robić?
 – Wyrocznia, to kot, który widzi, słyszy i wie wszystko. Każda twa myśl, każdy ruch, każdy wybór, jest przez nią widziany i oceniany. – Ogon kremowego drgnął lekko. – To ona wyznacza nasze ścieżki, którymi podążamy przez całe życie, a jeśli zboczymy z nich, jest w stanie nas ukarać na sposób, który uważa za dobry. Przez nią żyjesz. Również wyrocznia za dobre sprawowanie i wiarę, wynagradza nas dobrostanem, chroni przed zagrożeniem, gdy jest to potrzebne.
 – Ale to mama mnie ma. – Zdziwił się. Mama miała kocięta, nie wyrocznia, więc to mama go urodziła i mama nadała mu życie. Z resztą, to wciąż nic nie wyjaśniało i kompletnie nic nie rozumiał. Dodatkowo niezbyt mu się podobało, że go ktoś obserwuje, kiedy sam go nie widział. Po chwili też zamyślenia, dodał. – To tak jak Wróżka! – Zauważył z uśmiechem. – Wróżka, Biały i Lotos. Pan Alba mówi, że oni nas będą chronić, a Wróżka już mnie chroni, wiesz? – Zagderał wesoło – A gdzie ta Wyrocznia jest?
 – Nie! Nie jak oni – wysyczał kremowy, a jego futro zjeżyło się. – Wyroczni nie da się zabić, nieliczni mają okazję ją zobaczyć. Żaden z nich nie jest wyrocznią, Alba tak tylko uważa, gdyż zapatrzony jest w czubek własnego nosa. Próbuje wyśmiać rolę wyroczni, nadając jego kociętom bezsensowną rolę. Prowokuje naszą rodzinę i jej wierzenia, a przypłaci za to surowo.
 Kociak przez chwilę milczał, czując jak mu w głowie paruje. 
 – Zawilcowa Korono, rozmawiasz z kilku księżycowym kociakiem. – Rozkwitająca Szanta dołączyła się do ich rozmowy, stając za kociakiem, a wzrok Zawilcowej Korony skierował się na nią. Czyżby przypomniała sobie o swym kocięciu, gdy medyk zaczął rzucać w jego stronę kilka niezbyt miłych słów? Teraz raczyła zareagować, jednak wcześniej oddała go w opiekę kremowego, jakoby ten kochał przebywać i rozmawiać z tymi kulkami futra.
 – To nie znaczy, że nie mogę go traktować na równi z innymi - rzucił ostro Zawilec – i mówić mu o Wyroczni. Ryk tak działała i na dobre jej wyszło.
 – Tak, na dobre jej wyszło. W szczególności, że straciła piątkę kociąt, których tak pragnęła... – prychnęła, jednak już po chwili westchnęła schodząc z tonu. Nie chciała się kłócić z bratem. Nie o to w końcu chodziło. – Możesz mu mówić o Wyroczni, nie będę Ci tego bronić, sama również mogę mu o niej opowiedzieć, ale pamiętaj, że nie rozmawiasz, ze swoim rówieśnikiem tylko z siostrzeńcem, który dopiero co skończył księżyc... I pamiętaj, aby dostosować opowieści do jego wieku, bez zbędnych wtrąceń na temat pewnego przygłupa... Niepotrzebnie się tak unosisz Zawilcu, nikt przecież nie traktuje go poważnie. – Kotka spojrzała się na brata łagodnie, by już po chwili przenieść spojrzenie na Księżyca, którego otuliła ogonem. 
 – Denerwuje mnie. Denerwuje mnie, że wyśmiewa się z nas, a wszyscy milczą w tym Królicza Gwiazda, który miał niby zarządzać tym klanem. Ktoś powinien mu pokazać, że jego słowa mają konsekwencje – prychnął, odwracając wzrok z kocicy. – Ryk postąpiła najlepiej jak mogła. A to, że znaleźliśmy się w Klanie Burzy, było winą Cykoriowego Pyłku, który przypłacił za to życiem.
 – Porozmawiamy o tym później, na spokojnie, dobrze? –  zapytała po krótkiej chwili milczenia, chwytając Księżyca za kark i przenosząc kawałek dalej na badanie do Firletki, która zazwyczaj przyjmowała srebrnego pacjenta. Kocur westchnął cicho, kierując się w stronę składziku z ziołami. Czy swoimi słowami odpychał swoją siostrę i jej kocięta? Tak, robił to nawet z premedytacją. Ostatnio zbyt często zauważał, że to właśnie bliskie mu koty krzywdziły go najbardziej, więc najmądrzejszym rozwiązaniem było zachować małą liczbę kotów blisko. Im mniej ich będzie, tym mniejsza szansa, że któryś z nich go skrzywdzi. To była najlepsza opcja i ją postanowił wybrać.

<Siostrzeńcu? Czemu mnie nie zostawisz w spokoju?>

Od Księżyca do Zawilcowej Korony


Został przyprowadzony na klasyczne badania do medyka, które odbywały się raz na jakiś czas. Chyba chcieli wybadać co się stało, że mu zniknął wzrok, skoro podobno wszystko było dobrze, kiedy pierwszy raz otworzył oczy, czego kompletnie nie pamiętał. Chociaż podobno było z nim jeszcze więcej problemów, ale żaden dorosły nie chciał mu powiedzieć co to było. No, ale już wszystko było dobrze, a to najważniejsze! Naprawdę nie chciał zajmować umysłu jakimiś problemami, które same starały się od niego uciec.
— Zostawię cię tu z wujkiem skarbie, dobrze? — został postawiony na ziemię w wieży — Ja pójdę zamienić słowo z Wdzięczną Firletką, będę zaraz obok, po twojej prawej stronie — Szanta dotknęła łapą policzka srebrnego, dając mu znać która to prawa strona, chwilę później znikając, zostawiając ślepy puszek z... z podobno kimś. Wujek? Z żadnym się nie "widział". 
— Halo...? — Odezwał się niepewnie, nieporadnie się czując, siedząc tak w jednym miejscu, bez czegoś stabilnego obok siebie. Gdzieś z kąta dobiegło go ciche prychnięcie. 
— Siedź tam gdzie jesteś, a nic Ci się nie stanie — rzucił niechętny głos. — Szanta zaraz wróci do Ciebie.
— Mhm.... — kociak wydał z siebie dźwięk, nieco przestraszony, zaczynając bawić się łapami, wgniatając je w ziemię. Siedział przez chwilę grzecznie cicho, aż w końcu nie otworzył pyszczka. To na pewno był jego wujek? On? A może ktoś inny się odezwał? Nigdy tego głosu nie słyszał. — A co może mi się stać?
— Nie wiem, możesz upaść i zrobić sobie krzywdę. Jeśli wyjdziesz poza legowisko, to może porwać Cię jakiś ptak —– zaczął wymieniać niechętnie. — A co najgorsze możesz wpaść pod łapy Norniczego Śladu, czego nie chcesz. I z jakiegoś powodu to ja będę zmuszony z tłumaczenia się Szancie, czego nie chcę. Dlatego siedź i się nie ruszaj.
Wujek się nieco rozgadał, a to tylko Księżyca zachęciło, żeby się nieco rozluźnić, chociaż wciąż bardzo niezręcznie ubijał ziemię. No i nie spyta od razu z mostu, czy to akurat jego wujo czy nie... chociaż? 
— Nie upadnę, umiem cho-chodzić — poprawił go kociak nieśmiało — A kto to Ślad? Czemu mam wpadać pod łapy? Jest pan moim wujkiem? 
— To jest kotka, którą nie chcesz poznać. Chociaż muszę przyznać, że bardziej zaliczyłbym ją do drapieżników niż kotów, patrząc tylko na jej czyny. Kociaki z jakiegoś powodu kochają biegać pod łapami, więc założyłem, że ty też byś się pod nie rzucił. Z jakiegoś nieznanego powodu kochacie wkładać swój nos wszędzie, co staje się szybko irytujące. I tak, jestem, można to tak nazwać. 
— A czemu? — kolejne pytanie. Nie odnośnie czemu jest jego wujkiem, tylko czemu nie chciał poznać Norniczego czegoś. Bo może chciał, ale nie wiedział? Nie miał pojęcia, czemu rozmawiają o jakiejś kotce. Jest z rodziny? W sumie bardzo miło ze strony wujka, że go ostrzegał. — Jest to tesz ktoś z rodziny? — spytał, nadając swoim myślom wydźwięk. — No i ja nie biegam bo obóz jest jeszcze bardzo obcy... chodzę z ogonem brata albo mamy w pysku, albo Wróżki! O tak... — tu spróbował zademonstrować, ale jedyne co mu się udało to zakręcić w kółko i upaść znów na zad.
— Na szczęście nie. Gdyby była w tej rodzinie, to osobiście ja już bym w niej nie był. Po prostu trzymaj się od niej z daleka, dobrze? — przerwał na chwilę, aby zaobserwować nieudaną próbę Księżyca. – A mówiłeś, że nie upadniesz, huh? No cóż, nie ważne. Jesteś i tak dopiero kociakiem.
— Nie upadam podczas biegu — naprostował speszony, otrzepując ogon z pyłu, troszkę zawstydzony. Nie podobało mu się to uczucie. Trochę, jakby wystawił się na pośmiewisko i teraz wujek nie będzie na niego patrzeć tak, jak Księżyc chciałby, żeby patrzył. — A to da się wyjść z rodziny?
— Da się od niej odciąć. To prawie jak wyjście z niej. Ignorowanie faktu jej istnienia aż do momentu, w którym cała wasza relacja się nie rozpadnie, to mogę nazwać wyjściem z rodziny. Jednak nie jest to łatwe ani przyjemne.
— Ale po co wychodzić z rodziny? Wtedy mamie by było smutno, jakbym wyszedł i się o-o-odciął. I Śniakowi pewnie też i Kołysankowi... byłoby im przykro. Chociaż czasem chce uciec z obozu wiesz? Jak mnie z-zdenerwują. Ale zawsze wtedy na kogoś wpadam...
— Czasem najlepszym rozwiązaniem jest właśnie ten krok. Rodziny niestety nie da się wybrać. — na wspominkę o ucieczce z obozu, jego ogon drgnął nerwowo, chociaż Księżyc nie mógł tego zauważyć. Chociaż nawet jeśli, to co by to zmieniło? — Nie. Myśl. O. Tym. Ponownie. Najlepiej wybij sobie ten pomysł z głowy, aż do momentu, kiedy ktoś nauczy Cię podstaw walki. 
— Umiem się bić — stwierdził znów kociak — Wystarczy napluć w przeciwnika i zazwyczaj ucieka — podzielił się swoim szerokim zakresem wiedzy. — A medycy umieją walczyć? — kolejne pytanie wypadło z jego pyska. W sumie był ciekawy jaki był zakres wiedzy takiego medyka. Może znał tajemne techniki walki przy pomocy wiązki jakiegoś ziela? 

<Zawilec?>