BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pustułkowy Dziób. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pustułkowy Dziób. Pokaż wszystkie posty

16 września 2017

Od Pustułkowego Dziobu CD Płonącej Łapy

  Po tych słowach zastępca wyszedł z tego miejsca, za sobą ogonem wołając ucznia. Nie chciał przez to wszystko omijać treningi! Płonąca Łapa już znał wiele rzeczy odnośnie życia w klanie, jednak wciąż musiał się nauczyć... Polować. Susza już minęła, i teraz żywności jest kilka razy więcej. Spojrzał kątem oka na syna liderki i przybrał sobie przyjazny uśmieszek.
  – Jak już wiesz, susza już minęła. A to oznacza, że możemy zacząć się uczyć polować. Z twoimi znajomościami z walką na pewno dasz radę. – miętowooki wyszedł z rejonu drzew na polankę, gdzie ostatni raz był z Borsuczym Gońcą. Usiadł na ziemi. – Ale na początek przypomnijmy sobie Kodeks Wojownika. Ostatnie wydarzenia mogły sprawić dziury w twojej wiedzy. A więc?
  Płonąca Łapa westchnął ciężko i również usiadł. Powtórzył cały, calusieńki kodeks bez żadnego błędu. Na to Pustułkowy Dziób uśmiechnął się promiennie.
  – Znakomicie! – pochwalił go mentor i wstał. – Dobrze. Chodź za mną. Znasz już zapach myszy, prawda?
  – Tak.
  – To świetnie. Powinieneś ją już wyczuć. – zniżył głos do szeptu. – Patrz.
  Szarak ustawił się w pozycji łowieckiej, uginając pod sobą łapy, i podniósł lekko ogon. Ustawił uszy tak, by poznać, z której strony leci wiatr, po czym okrążył miejsce, w którym była zdobycz, żeby powietrze leciało w jego stronę. Podszedł powoli, bez żadnego szmeru. Spojrzał na ucznia i zawołał go sygnałem, a ten, wiedząc, o co mentorowi chodzi, szybko, lecz ostrożnie również ustawił się w takiej pozie, po czym podszedł do kocura. Może i wydawał bardzo cichy szelest, jednak sama pozycja wyszła uczniowi prawie idealnie. Pustułkowy Dziób wskazał pyskiem na mysz, skubającą ziarenko, i wydał rozkaz uchem, aby Płonąca Łapa ją złowił. Uczeń lekko się zmieszał, ale kiwnął głową i podszedł bliżej. Przy okazji Pustułek uniósł łapą ogon ucznia, by ten nie szurał po ziemi.
  Uczeń wskoczył na mysz lekko niezdecydowanym, lecz silnym ruchem, przyciskając ją do ziemi łapą, wysuwając pazury. Szybko wylądował na ziemi, nie asekurując przy tym łapą - mysz prawie uciekła. Teraz Pustułkowy Dziób ruszył do działania. Szybko przygotował się do skoku, napinając wszystkie jego mięśnie u łap, i wskoczył daleko przed tą myszą, zamykając tej drogę. Z szybkością spadającej gwiazdy odwrócił się i nacisnął wielką łapą na zwierzątko, szybko odgryzając jej gardełko. Zostawił już martwą zdobycz i spojrzał na ucznia wyczekująco.

<Płonąca Łapo?>

12 września 2017

Od Pustułkowego Dziobu CD Kwiecistego Śpiewu

  Cudownie się poczuł, gdy pojawił się na siedlisku owiec. Zaczęła się wtedy mocna ulewa po ogniu. Czuł na sobie brud, a orzeźwiająca pogoda dawała świetną możliwość na wyczyszczenie. Usiadł przy drzewie z Kwiecistym Śpiewem, zaczynając ją lizać po głowie, umywając od osiadłego dymu na sierści ukochanej. Najbardziej na świecie wśród kotów martwił się za kotkę Pustułkowy Dziób, który pomagał jej uciec przed pożarem, przechodząc przez okazałe trudności, na przykład upadłe drzewo lub jakiś większy pagórek. Tego dnia praktycznie nie miał siły na wszystko, dlatego, gdy Kwiecisty Śpiew położyła się u jego łap, przytulił się do niej, okrywając ogonem. Może deszcz był teraz idealny, ale posiadał odrobinę zimna. Zamknęli oczy, mrucząc do siebie, i zasnęli.
  Wychodząc na polowanie z partnerką, był ciągle przyciśnięty do niej. Zastępca nie mógł patrzeć na las, gdyż od razu nachodziły mu łzy do oczu. Gdyby był z innym kotem, nie chciał by mu się pokazać beksą, ale jednak - był z Kwiecistym Śpiewem. Tylko jej dowierzał, tylko ona była tą, przy której mógłby nawet pokazać swoje łzy. Patrzył tylko na drogę, próbując wywęszyć coś sensownego, ale to i tak było na marne - zawsze trafiał do nozdrzy smród niczym z Drogi Grzmotu, jednak bardziej naturalny i mocniejszy.
  – Co sądzisz o tym... Wszystkim? – szepnęła wojowniczka, zatrzymując się. Nie odwracała łebka, ponuro patrzyła również na drogę. Pustułek odwrócił się do ukochanej i również zatrzymał.
  – O pożarze? A co ja mogę sądzić, kochanie... – spojrzał jej prosto w oczy i podszedł do Kwiatuszka. Jego wzrok miętowych ślepi był przepełniony smutkiem i bólem. Kwiecisty Śpiew również miała ochotę się rozpłakać. Sytuacja, która wówczas panowała, była praktycznie najgorszą z możliwych. Usiadł na zwęglonej ziemi, opadając ciężko. Znowu stracił siły. Znowu przestał w siebie wierzyć. Patrzył na kotkę i dotknął noskiem jej różowawy, czując na sobie oddech, po czym szybko wtulił się w sierść partnerki. Koteczka przytuliła go łapami, i obaj położyli się na ziemi. Mieli całkowicie równe oddechy.

<Kwiecisty Śpiewie?>

06 września 2017

Od Pustułkowego Dziobu CD Borsuczego Gońcy

  Pustułkowy Dziób spojrzał na swojego byłego ucznia z rozbawieniem na mordce, po czym nagle spoważniał, nabierając minę godnego zastępcy. Rozejrzał się wokół siebie wzdychając, po czym kilka razy pokręcił głową.
  – Potem cię nauczę, gdy odejdzie ta susza. Obecnie widzisz, jaka jest sytuacja, wiewiórek praktycznie nie ma. Ale wiesz, to jest jak zmieszać łowienie ptaka i myszy, jak ucieknie na drzewo to lepiej zapomnieć już o niej. Te małe zwierzątka to istne bestie! – wyjaśnił kocur, trochę ciężej oddychając od żaru.
  – Mam nadzieję, że te upały szybko się skończą... – mruknął wojownik.
  – Też mam taką nadzieję. Jak ci idzie z Milczącą Gwiazdę? Widuję was bardzo często ostatnio, i powiem ci, że naprawdę do siebie pasujecie. – uśmiechnął się zastępca i zatrzymał przy losowym drzewie, które przynajmniej dawało jakiś cień, a Borsuczy Goniec postąpił to samo. Młodszy spojrzał prosto w miętowe oczy szaraka.
  – Wiesz co... Chyba nawet dobrze. A tobie z Kwiecistym Śpiewem? – swoje pytanie zadał z niepojętym Pustułkowi lekkim bólem. Gdy wymieniał imię pręgowanej wojowniczki, odwrócił wzrok przed siebie.
  – Też dobrze. – odpowiedział systematycznie kocur. Nastała cisza. Wiedział, że jego były uczeń chce porozmawiać, wyżalić się i o coś obwinić Pustułkowego Dzioba za coś, o czym ten nie wie. Szary westchnął, oczekując pierwszych słów Borsuka, jednak potem wstał i wrócił do obozu, mówiąc, że pewnie klan go potrzebuje, i że jak chce wciąż porozmawiać, to niech potem to zrobi.

* * *

  Po pożarze dużo się zmieniło. Większość terenów Klanu Wilka została odebrana przez płomienie ognia, w tym i obóz, który trzeba było odbudowywać. Akurat Pustułkowy Dziób dostał od Milczącej Gwiazdy rozkaz na przeprowadzenie podwójnymi patrolami. Widać było, iż liderka była roztrzęsiona incydentem, przy czym czasami ją widywał ze swoją partnerką. Na te widoki uśmiechał się z powodu szczęścia, gdyż Milczka i Kwiatuszek nie za bardzo ze sobą się dogadywały ostatnio.
  Zbierając wieczorny patrol, przy tym obserwując kotów w pracy nad nowym obozem, podszedł do zastępcy Borsuczy Gońca. Miętowooki spojrzał na niego pytająco zmęczonym wzrokiem.

<Borsuczy Gońco?>

28 sierpnia 2017

Od Pustułkowego Dziobu CD Palącej Łapy

  – Dzisiaj będziesz się uczył walki. – powiedział Pustułkowy Dziób. Pomyślał, że nie ma sensu się uczyć teraz, w okropną suszę, jak się łowi myszy i króliki. Szybko pomodlił się do Klanu Gwiazd o skrócenie tego upału, by jeszcze mógł zdążyć nauczyć kocurka dobywać jedzenie.
  – Dlaczego tak wcześnie? Raczej treningi się zaczyna od polowań, albo przynajmniej pokazania terenów. – Płonąca Łapa nie wyglądał na zbytnio uszczęśliwionego. Zastępca uśmiechnął się i wstał naprzeciwko kocurka, by potem przejść się po polance.
  – Widzisz tę suszę? Albo inaczej - kiedy ostatnio widziałeś, słyszałeś bądź czułeś jakąś dzicz? Bo ja, osobiście, od dawna nie wywęszyłem żadnej myszy. Więc na treningu również tego nie zrobisz. Mam nadzieję tylko, że ta susza już minie niedługo.
  – A tereny? Chciałbym przynajmniej je poznać...
  – Chcesz je zapamiętać jako suche, gorące, z popękaną ziemią miejsca? Wiesz, możemy je pozwiedzać, a ja mogę ci o nich opowiedzieć, ale aktualnie ta polanka to jedyne miejsce, gdzie możemy zacząć twój trening.
  – No... – kocurek westchnął, po czym się rozejrzał. Stan polany słabo ucierpiał, chociaż i tak gdzieniegdzie ziemia była popękana, a trawa żółtawa. – No dobra. To jak zaczniemy?
  Pustułkowy Dziób usiadł, po czym burknął słowa, które aż napaliły rudego do treningu.
  – Zaatakuj mnie. – Płonąca Łapa szybko naskoczył na mentora, ale ten był szybszy i odskoczył do tyłu. Młody dalej atakował, a jego walka, jak na dopiero co mianowanego ucznia była zaskakująco dobra. Jednak nie lepsza od uników zastępcy klanów. Gdy kocurek chciał zadać cios w łopatkę, miętowooki wyrzucił go z siebie jednym ruchem i usiadł obok leżącego ucznia. – Bardzo dobrze. Jak na ciebie, mającego 6 księżyców, jesteś w tym dobry. Będziesz świetnym i walecznym wojownikiem, gdy zdobędziesz więcej praktyki. – uśmiechnął się do syna liderki.

<Płonąca Łapo?>

24 sierpnia 2017

Od Pustułkowego Dziobu CD Płonącej Łapy

  Drugi uczeń dla zastępcy Klanu Wilka to była dobra wiadomość. Pustułkowy Dziób wszedł do obozu, niosąc chudego zająca w pysku, idąc u boku Kwiecistego Śpiewu. Bardzo, bardzo ją kochał, i szczerze chciałby mieć kocięta, ale... Bał się o nią. Wiedział, że kotka była słaba, a urodzenie kociaków to najcięższa sprawa dla kotek, ale miał w myślach jakie by kociaki były, widział przed sobą obraz swojej ukochanej z dziećmi przy brzuchu. A co, jeżeli będzie jak z Jelenią Gwiazdą? Małe ledwo co wyjdą na świat, a już została zarażona i uśmiercona przez los w postaci Czarnego Kaszlu? Kocur westchnął, liznął kotkę po pysku z podziękowaniem i podszedł do zauważonego wcześniej ucznia.
  – Jadłeś już? – zapytał, gdy ten od razu wstał z miejsca, po czym skierował się do małego stosu z jedzeniem. Wybrał myszkę dla Płonącej Łapy, podsuwając ją do niego.
  – Nie...
  – To jedz. Przed nami dosyć długa droga do miejsca, gdzie będziemy się uczyli. – uśmiechnął się uprzejmie.
  – A ty już jadłeś? – zmartwił się uczeń, zaczynając swoje śniadanie.
  – Owszem, przed polowaniem. Dziś będzie gorący dzień. Okropny czas dla nauki. – fuknął i czekał, aż przyszły wojownik ukończy jedzenie myszki, po czym wyszedł z Płonącą Łapą. – Coś cię łączy z Borsuczym Gońcą? Widziałem, że masz dosyć dobre relacje z nim.
  – Jest moim przybranym ojcem. – szarak podniósł brwi ze zdziwienia i się uśmiechnął.
  – Borsuczy Gońca był moim pierwszym uczniem, i nazywa mnie tatą. Więc licz, że jestem twoim dziadkiem. – zaśmiał się głośno, a uczeń już wyluzował i również się uśmiechnął. – Dobrze, przed nami jeszcze długa droga. Co wiesz o Kodeksie Wojownika?
  – To jest... Taki jakby regulamin wojownika, tak?
  – Tak. Musisz go przestrzegać, inaczej uznają cię za zdrajcę, zabiją lub wygonią z klanu. Znasz jakiś punkt z kodeksu?
  – Napewno wiem, że było coś tam o medykach... – powiedział, lekko pewny siebie kocurek.
  – Dobrze. Coś jeszcze? – miętowooki spojrzał na syna liderki.

<Płonąca Łapo?>

16 sierpnia 2017

Od Pustułkowego Dziobu CD Nocnego Nieba (i Kwiecistego Śpiewu)

  Zastępca spojrzał na nieznajomego, czarnego kocura, przeszywając go wzrokiem miętowych oczu. Zasyczał i  podszedł do niego. Kocur był bardzo młody, z pewnością przed chwilą ukończył naukę, dlatego przygniecienie go do ziemi łapą nie sprawiło trudności. Wysyczał mu do ucha następujące słowa z niemiłosierdną powagą:
  – Nie czujesz tego zapachu, nie widzisz tych terenów? Chyba ja, jako zastępca Klanu Wilka, wiem, że nasze tereny się nie kończą się tutaj. – wypuścił wojownika z uścisku, a ten od razu odskoczył. Pustułkowy Dziób spojrzał na złotą kotkę obok Burzowicza i prychnął. Mierzył ich wzrokiem, gdy ci wracali do swoich terenów, po czym westchnął. Zmienił się. W swoim klanie był miły i pomocny dla innych klanów, a teraz nabrał powagi i jakiejś powagi. Odwrócił się, słabo dysząc, i, przeklinając swoją półdługą sierść, szybko poszedł do obozu. Potrzebował czegoś do jedzenia, żołądek skręcał mu się z bólu. Jednak zawsze, gdy się znajdowało jakieś jedzenie, on dawał to wszystko swojemu klanowi, szczególnie swojej partnerce. Partnerce...?
  Wkraczając na teren obozu, zwolnił krok i rozejrzał się. Kwiecisty Śpiew siedziała obok Borsuczego Gońcy, który natomiast wodził wzrokiem legowisko liderki. Tam się właśnie zmierzył Pustułkowy Dziób, jednak jego uczeń go zatrzymał. Odwrócił się, gdy usłyszał swoje imię, z lekką gracją i usiadł od razu przed pointem. Borsuczy Gońca uśmiechnął się do dawnego mentora.
  – Wyglądasz na słabego, tato. Nie chcesz może czegoś do jedzenia? – spytał kocurek, lekko wskazując pyskiem na jamkę, gdzie znajdowała się ledwie chuda myszka. Zastępca pokręcił głową.
  – Nie, dziękuję. Spytaj się Milczącej Gwiazdy, myślę, że ona bardziej potrzebuje tego. – również podniósł kąciki ust, jednak już trochę słabiej. Westchnął i puścił wojownika do liderki, po czym szybko pokroczył do Kwiecistego Śpiewu, spotykając się z nią w formie przytulenia się i dzielenia języków.
  Ich nosy były suche, łapy twarde, kości coraz bardziej widoczne. Za co tak, Gwiezdny Klanie? Za co ta susza?

* * *

  Ponownie samotne polowanie obok granic, w tym samym czasie ich pilnując. Miał nadzieję, że nie spotka się ponownie z jakimś wojownikiem z Klanu Burzy, ponieważ oni są niemile widziani na zalesionych terenach. Szedł po popękanej ziemi, nie czując żadnych zapachów. Słońcie przedzierało się przez ledwo liściaste gałęzie, mech już nie był taki zielony i soczysty. Krótko mówiąc, już wiedział, że Klany na tej suszy ucierpią.
  Poczuł nagle czyiś zapach, już znajomy. To ten mały, czarny gówniarz, który myśli, że jego tereny są wciąz Klanu Burzy. Wyłonił się z krzaków, po czym zastępca zasyczał wrogo.
  – Znowu ty? To nie twoje tereny!

<Nocne Niebo?>

25 lipca 2017

Od Pustułkowego Dziobu C.D. Kwiecistego Śpiewu

  Mianowanie Pustułka na zastępcę było bardzo niespodziewane, jak dla kocura. Widział te wszystkie spojrzenia tych kotów, które patrzyły się na niego po słowach liderki. Ten coś zamruczał pod nosem, zdziwiony i powoli podszedł do Milczącej Gwiazdy. Czuł na sobie wzroki wojowników, już o tym wspominał od czego podniósł sierść na karku i spojrzał na liderkę z widocznie pytającym wzrokiem. Usiadł z jej prawej strony i nerwowo zaczął spoglądać na wszystkich dookoła i westchnął. Liderka zaczęła:
  – Przyszedł czas na nowego zastępcę. Niech Gwiezdny Klan usłyszy mój wybór i go zaakceptuje.
  Każdy zaczął wiwatować, wykrzykując imiona Milczącej Gwiazdy i Pustułkowego Dziobu. Spojrzeli na siebie,  a potem wstali, by wejść do legowiska niebieskawej kotki i wszystko objaśnić.

* * *

  W następnych dniach codziennie liderka wołała zastępcę do siebie, by porozmawiać o dniu i planach. Zawsze tylko niebieskooka gadała i gadała, a Pustułkowy Dziób tylko kiwał głową, po czym odchodził. Dzisiaj miał pójść z Kwiecistym Śpiewem, Borsuczym Gońcą i Makową Łapą na wieczorny patrol, oznaczając na nowo tereny swojego klanu. Gdy wyszedł, spotkał się wzrokiem z Kwiatuszkiem, uśmiechnął się do niej i zawołał, podając znak swoim długim, puszystym ogonem. Koteczka najpierw nie zrozumiała, o co mu chodzi, jednakże potem szybko z nim wyruszyła na polowanie.
  – Jak dobrze, że zaczyna się Pora Nowych Liści. Już miałem lekko dość tych mrozów w nocy. – przez jego silne, umięśnione ciało przeszedł dreszcz, gdy przypomniał sobie chłód w legowisku w ciemną porę dnia. Miętowooki popatrzył na wojowniczkę obok, a ta kiwnęła z uśmiechem, zgadzając się z jego słowami. Na Gwiezdny Klan, tak jej pasował ten uśmiech! Żółte ślepia zaiskrzyły się ciepłymi płomykami, a biała z pręgami koloru rdzy sierść lekko aż zabłyszczała na słońcu. Światło wyłaniało się spośród liści i igieł wysokich sosen oraz dębów. Chmury na pięknym, błękitnym niebie poruszały się powoli, a korony drzew lekko się bujały we wszystkie strony. Do nozdrzy zastępcy dotarł aromat smacznego, dosyć tłustego królika, więc kocur na to zareagował padnięciem na ziemię w pozycji łowieckiej. Krok po kroku stąpał jak na cienkim lodzie, nie wydawając żadnego szmeru. Po kilku uderzeniach serca w pysku szaraka tkwiła zdobycz, na którą Kwiecisty Śpiew patrzyła z apetytem. – Potem go sobie zjemy razem. – puścił do niej oczko i zakopał przy pobliskim drzewie dzicz z radością i wyruszyli dalej.
  Zaczęli gadać o tym, co by było, gdyby nagle na świecie pojawiłby się wróg klanów. Kwiatuszek podawała propozycje z lekko zniesmaczonym i bojaźliwym się tonem, a ten próbował ją rozweselić, rzucając co jakiś czas żarty, na które wojowniczka reagowała swoim dzwoneczkowym śmiechem. Wrócili do podobozu razem, odkładając dwie myszki, jednego królika i drozda, po czym zastępowy zawołał Borsuczego Gońcę, Makową Łapę i Kwiecisty Śpiew na wieczorny patrol. Najpierw pozwolił im zjeść, przy czym rzeczywiście dotrzymał słowa i spożył z przyjaciółką, a może już nawet i ukochanką, owego królika. Gdy wszyscy już zjedli, koty wyszły z obozu.

<Kwiatuszkuuuuu?>

30 czerwca 2017

Od Pustułkowego Dziobu CD Kwiecistego Śpiewu

  – Dziękuję ci za tę gałązkę. Jest śliczna. – wyszeptała Kwiecisty Śpiew do ucha Pustułkowego Dziobu, a ten aż poczuł dreszczyk, przebiegający przez jego ciało.
  – Skąd wiesz, że była ode mnie? – spytał kocur z uśmiechem i spojrzał prosto w oczy kotki. Ta cicho zachichotała.
  – Czułam na niej twój zapach. A wcześniej jakoś czułam, że to od ciebie...
  Pustułek zaczął lizać wojowniczkę po szyi szorstkim językiem z mruczeniem, a ta w odpowiedzi umyła głowę miętowookiego. Ten spojrzał nagle w bok, zauważając swojego byłego ucznia, siedzącego z miną poważną, i chyba nawet zapełnioną bólem.
  – Chciałabyś się przejść? – zadał pytanie kot, odwracając wzrok na, chyba już, ukochaną koteczkę. Ta go liznęła w nos z uśmiechem i wstała, zgadzając się tym samym na wspólny spacer.

* * *

  Szli obok siebie nie w milczeniu, jedbak pogrążeni w rozmowie. Rozmawiali o wszystkim - Pustułek gadał o swojej rodzinie, zaginionym ojcu, ślepym bracie-medyku i smutnej matce. Natomiast Kwiatuszek mówiła coś o sobie tak, jakby jakiś fakt ukrywała. Kocur nie chciał jej tego wypominać, skoro nie chce o tym rozmawiać, to niech nie rozmawia. Jednak wciąż go trapiło te zachowanie lekko.
  Usiedli pod zwykłym drzewem i zaczęli patrzeć się w niebo, delikatnie ukrytego za gałęziami drzew. Pogoda nie była najwspanialsza - wiadomo, wszędzie pokrywał powierzchnię biały puch, a powietrze mroźne, od czego, gdy Pustułkowy Dziób chuchnął, z pyska leciał par. Kwiecisty Śpiew, zobaczyw to, cichutko zachichotała i również tego doświadczyła z uśmiechem. Miętowoki patrzył na to z uśmiechem i zbliżył się do koteczki, by ją ogrzać.
  – Myślę, że dzisiaj jest bardzo ładna pogoda. – szepnął kocur do jej ucha.

<Kwiecisty Śpiewie? AaaaSaaAaAAA nareszcie odpisalam>

26 czerwca 2017

Od Pustułkowego Dziobu

  Ta noc nie była wcale taka ciężka. Śpiąc u ciepłego boku mniejszej Kwiecistego Śpiewu, Pustułkowy Dziób obudził się dopiero o świcie i wstał, opuszczając legowisko jako pierwszy, po drodze polizaw Kwiecisty Śpiew po uchu. Uśmiechnął się i leniwie wybiegł z obozu, kierując się po zimnym pokrowcu ze śniegu. Już nadeszła Pora Nagich Drzew, to było czuć. Praktycznie wszystkie liście już wypadły i pokryły się czernią, a na drzewach już tkwiły jagódki jarzębiny. Kocur zwolnił i zaczął się przechadzać, szukając ładnej gałązki, trzymając nos u góry. Zimne powietrze mroziło mu uszy z rana, a ciepło boku zauroczonej przez niego kotki już minęło, jednak wciąż czuł, że w środku jest ogrzany. Jejku, ale on się zadurzał w niej! Owszem, może i bardzo lubił jej białą, wypełnioną rudymi pręgami sierść, i owszem, może i kochał jej głos, ale dziś jemu się śniła nawet gromadka kociąt, podejrzanie podobnych do wojowniczki z klanu wilka...
  Kocur nagle się zatrzymał, gdy znalazł idealną, nisko umiejscowioną gałązkę z krwistoczerwonymi jagódkami jarzębiny. Uśmiechnął się szeroko i wstał na tylnich łapach, i, już gdy tracił równowagę, złapał kłami gałąź i pociągnął do siebie. Stanął na czterech łapach, dumnie z udanego "łowu" pociągnął pierś do przodu, patrząc na złapaną w pysku jarzębinę. Śnieg na nosie, oczywiście, wytrzepał z chrząknięciem. Szybko i ostrożnie pokroczył do obozu, i, gdy już tam był, usłyszał przeraźliwy kaszel. Zjeżył futro i wszedł cicho do legowiska, kładąc na łapach śpiącej Kwiecistego Śpiewu gałązkę. Patrzył na to z umileniem i wyszedł z legowiska. Pokroczył do Widmowego Wilka, spodziewając się ujrzeć miły obraz, jak medyk z łatwością pokonuje słabą chorobę Sosnowego Ogona. Lecz obraz wyglądał całkiem inaczej.
  Zmęczony Widmowy Wilk, również co jakiś czas chrząkając, przechadzał się leniwie obok traw, a na posłaniu leżała kotka, tym razem już coraz mocniej kaszląc. Kocur bardzo się martwił o zdrowie jego klanu. Ostrożnie omijając chorą kotkę, kocur podszedł do Widmowego Wilka, pytając się, czy może w czymś pomóc, na co ten odpowiedział cicho, że co najwyżej mógłby przynieść więcej mięty, która już się kończyła.
  – Niech Klan Gwiazdy z tobą będzie. – mruknął wojownik do Sosnowego Ogona z wyrazem współczucia i smutnie wyszedł z legowiska. Na polance napotkał obudzoną już Kwiecisty Śpiew i parę innych kotów, a tym i Milczącą Sadzawkę, która właśnie przeprowadzała selekcję wśród kotów. Dębowy Liść również poszedł do medyka, a kotka skierowała się do liderki, a po krótkiej chwili wybiegła z niego, szybko przemierzając do Widmowego Wilka.

* * *

 Po pogrzebie nastąpiła cisza. Każdy kot smutnie siedział na polance, śmierci kotów w  ich klanie totalnie im zniszczyło nastroje. Szary westchnął i, gdy znalazł w tłumie Kwiecisty Śpiew, podszedł do biało-rudej wojowniczki i liznął ją po uchu na przywitanie. Spojrzała na niego szklanymi, żółtymi oczami, a ten uśmiechnął się, chociaż sam miał ochotę się rozpłakać. Jego klan powoli upadał. Mocno się przytulił do kotki, napuszając się, by się rozgrzać.

<Kwiatuszku moj kochaniutki?>

25 czerwca 2017

Od Pustułkowego Dziobu CD Kwiecistego Śpiewu i Milczącej Sadzawki

  Pustułkowy Dziób był oburzony zachowaniem Milczącej Sadzawki. Dlaczego ona jest teraz aż tak niemiła? Owszem, może i Kwiecisty Śpiew nie była najlepsza w walce, ale aż tak jej uniżanie jest zachowaniem nieodpowiedznim dla zastępczyni. Oczywiście, to było zdanie kocura.
  – Milcząca Sadzawko, co ty mówisz? – spytał z wyrazem nie zdziwienia, lecz niemałej pretensji. Wytrzepał z mokrego nosa piasek łapą i wstał, podchodząc do Kwiecistego Śpiewu. Odwrócił się do zastępczyni klanu i niemal zasyczał: – Z każdym kotem da się coś zrobić. A ty teraz, zamiast pomóc jej jakoś, odsyłasz na polowanie! Mamy dość zwierzyny na kilka dni, musimy nauczyć Kwiecisty Śpiew walki. A nuż ktoś nas zaatakuje? – po czym, zwracając się do wojowniczki, od razu się uśmiechnął miło i odparł z nadzieją: – Uda się. Dasz radę, skoro umiesz cudownie polować, to będziesz i cudownie walczyła.
  Kwiecisty Śpiew aż nabrała powietrza do płuc i kiwnęła szybko głową.

* * *

  Treningi Kwiecistego Śpiewu nie odbywały się zbyt często. Powodem były zajęcia Pustułkowego Dziobu z Borsuczą Łapą, a, jako iż uczeń teraz został wojownikiem, miętowooki mógł teraz częściej uczyć białą z pręgami kotkę.
  Aktualnie trwała Pora Spadających Liści, a dni stawały się coraz mroźniejsze. W nocy w legowisku ciągle był słychać czyiś kaszel, i, gdy kocur otworzył oczy i wstał z posłania, obejrzał się po miejscu. Nie było nigdzie Kwiecistego Śpiewu i Sosnowego Ogona, że aż kocur zaczął się zamartwiać, że z pierwszą mogła się przytrafić jakaś choroba. Pustułkowy Dziób szybko wyszedł z legowiska i aż kamień z serca mu spadł, gdy ujrzał swojego byłego ucznia w towarzystwie wojowniczki. Usiadł przy wejściu i spoglądał na koty, rozmawiające ze sobą, a szczególnie patrzył na żółtooką z miłym wyrazem.
  – Pustułkowy Dziobie, idziesz ze mną, Kwiecistym Śpiewem i Borsuczym Gońcą na patrol. – powiedziała żwawo i chłodno zastępczyni, która, mimo iż dopiero wstała i wyszła z legowiska, świeciła energią na kilometr. Kocur wstał i poszedł za niebieskawą kotką, która właśnie powiadamiała o tym wyznaczone koty. Uśmiechnął się do ucznia, na co ten tak samo odpowiedział, a do Kwiecistego Śpiewu wysłał mrugnięcie, na co ona zareagowała dosyć śmiesznie - podkuliła ogon i odwróciła wzrok.
  Gdy koty wyszły z obozu, Pustułkowy Dziób ruszył obok swojego byłego ucznia.
  – No, i jak tam, tato? – ostatnie słowo podkreślił, dyplomatycznie bawiąc się brwiami. – Jak się spało, gdy ja, biedny i nieszczęsny, musiałem siedzieć i czuwać całą noc bez żadnego słowa?
  – A powiem ci... – miętowooki najpierw zareagował śmiechem, po czym spojrzał przed sobą z szerokim uśmiechem. – Że w sumie nieźle. Prawda, ktoś w legowisku chyba zachorował i bardzo się martwię o tę osobę, ale mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. A jak tam się czuwało, mój synie? – ostatnie słowo również zaznaczył i również zaigrał brwiami.
  Kocurek się zaśmiał.
  – Myślę, że też dobrze. Czuwanie udane, żadnych dziwnych zjawisk nie odnaleziono! – odparł śmiesznie Borsuczy Gońca, jakby właśnie zgłaszał patrol.
  – No to się bardzo cieszę, Borsuczy Gońco. – powiedziała nagle cicho Kwiecisty Śpiew, niemal wydając pisk i się uśmiechnęła.

<Borsuczy Gońco, Kwiecisty Śpiewie, Milcząca Sadzawko? sry ze sie tak wtracilam>

23 czerwca 2017

Od Pustułkowego Dziobu CD Borsuczej Łapy

  Kocur był zszokowany umiejętnościami jego ucznia. Pokonać borsuka w tak łatwy sposób! To było aż niesamowite, jak los chciał, by Borsucza Łapa pokonał zwierzęcia z praktycznie taką samą nazwą. Po krótkiej akcji z borsukiem kocurek otrzymał ranę na uchu, ale Pustułkowy Dziób wiedział, że Widmowy Wilk coś z tym poradzi.
  I to było cudowne. Kocur, który przez całe swoje życie żył, urodził się i dorastał w innym klanie, nagle pokochał ten. Klan Wilka był wprost cudowny. Gdy wrócili do obozu, Pustułkowy nakazał Borsukowi iść z nim do medyka, bo napewno w takim stanie nigdzie wiecej nie pójdzie. Wpuścił kocurka do namiotu, polizaw go w drugie, niezranione ucho, po czym, z uśmiechem, odszedł wziąć królika na posiłek. Usiadł przy Kwiecistym Śpiewie i opowiedział jej całą historię, a w jego głosie czuć było nutkę chwalenia się. Mówił, jaki to Borsucza Łapa jest odważny, i że jest świetnym materiałem na wojownika. Kotka słuchała go uważnie ze słabym, delikatnym uśmiechem, że aż Pustułek pomyślał, że życie jest piękne.
  Po posiłku i rozmowie z wojowniczką, z którą również czasami wyprawia treningi, poszedł do legowiska medyka, biorąc po drodze niemałego królika, i położył go przed Borsuczą Łapą. Wciąż świecił dumą przez dzisiejszy jakże odważny wyczyn ucznia.
  – To za to, co dziś zrobiłeś. – podsunął kocurkowi królika z uśmiechem. – Jak ucho? – zwrócił się do Widmowego Wilka, który właśnie wrócił z szukania zdobyczy w jamce z jedzeniem dla klanu.
  – Dobrze. Po następnej nocy będzie miał tylko szramę. – odburknął, rzucając chudą mysz na ziemię i usiadł przy Pustułkowym Dziobie. – Myślę, że to co Borsucza Łapa zrobił jest i nie w porządku, i w porządku.
  – Może to jest i tak, ale przynajmniej wygrałem z borsukiem! – wykrzyczał z wielką satysfakcją kocurek. – A co, gdybym nagle stchórzył? Te okropne zwierzę wtargnęło by do obozów klanów, a, co gorsza, i naszego! Przecież wiesz, jakimi są zwierzęciami te borsuki, nieprawdaż? – spojrzał ze zrozumieniem na medyka, a ten powoli zakiwał głową, po czym wrócił do jedzenia. Siedzieli w milczeniu, słuchając jedynie odgłosów mlaskania medyka.
  – Dobra, to ja już idę, bo całkiem ciemno się zrobiło. Mam nadzieję, że wkrótce wszystko będzie dobrze z twoim uchem. Dobranoc, Borsucza Łapo i Widmowy Wilku! – wypowiedział kocur i szybko wyszedł z jaskini, maszerując do legowiska wojowników. Położył się przy Kwiecistym Śpiewie, lekko do niej się przytulając i zamknął oczy, zasypiając.

* * *

  – Drogi Borsucza Łapo... – zaczął Pustułkowy Dziób z poważnym wyrazem twarzy, patrząc na ucznia z góry. Prawie już nie mógł wytrzymać, miał uchotę uściskać swojego ucznia. – Test, który właśnie przechodziłeś, zdałeś na...
  Tak, tak, test. Pustułkowy Dziób w ostatni dzień nauki z uczniem postanowił, iż sprawdzi jego umiejętności w postaci niekrótkiego testu, trwającego kilka godzin. Nie spał w nocy dla takiej okazji! Przygotowywał to wszystko z myślą o uczniu i specjalnie go zbudził, gdy słońce dopiero zaczęło wstawać. Teraz zaczęła się Pora Spadających Liści, a niedługo zacznie panować chłodny okres.
  Spojrzał jeszcze raz na już prawie dorosłego kocura, i, wypierając z dumy pierś do przodu, objawił głośno.
  – Zdałeś na ocenę celującą, wzorową, po prostu najlepszą! Będziesz miał przyszłość, dziecko. – uśmiechnął się do niego po bratersku, liznął między uszami i prawie aż wylał łezkę ze wzruszenia.

<Borsuczątko? pisz juz ceremonie ;;)))>

14 czerwca 2017

Od Pustułkowego Dziobu CD Borsuczej Łapy

  Pustułkowi bardzo się podobały postępy Borsuczej Łapy. Z każdym dniem czuć było, że walczy coraz zwinniej i mocniej, i tym razem mentor pozwolił na walkę z pazurami. Dwójka kocurów czuli się jak na prawdziwej bitwie, toteż kilka kropel krwi upadlo na ziemie. Ale to nic - Pustułkowy Dziób uderzal lżej, niż jego uczeń, bo wiedział, że coś się może stać takiego, jak rozlanie masowo krwi.
  Gdy tak walczyli, nie mogąc przestać, usłyszeli jakieś szumy. Nagle się od siebie oderwali, oddychając ciężko, a szarak uśmiechnął się, siadając na ziemi.
  – Świetnie walczysz. Widać, że będzie z ciebie ktoś. – powiedział to na jednym oddechu i wstał, nastroszyw sierść. Poczuł zapach. A dokładniej smród. – Czujesz to? – zapytał u Borsuczej Łapy kocur, węsząc w powietrzu.
  – Ten "aromat"? – ostatnie słowo wypowiedział z wyczuwalną nutką sarkazmu i powtarzał za nauczycielem, próbując znaleźć zapach nieznajomego stworzenia. – Czy to jest borsuk?
  Pustułkowy Dziób spojrzał na ucznia z poważnym wzrokiem i pokiwał głową.

<Borsucza Łapo? sry bw>

05 czerwca 2017

Od Pustułkowego Dziobu CD Borsuczej Łapy

  Pustułkowy Dziób szczerze lubił swojego ucznia, bardzo był dumny z jego postępów. Chciał, żeby kocurek przyswoił dużo wiedzy na temat bycia wojownikiem, a sztuka walki była jedną z tych trudniejszych zajęć.
  – Martwy! – powiedział głośno szarak, lekko go przyciskając do ziemi. Teraz nie mógł się z nim odnosić jak z kociakiem, niedługo musi już przyswoić całą wiedzę, którą dotychczas zdobył. Szczerze, Pustułek robi to tylko i wyłącznie dla dobra swojego ucznia. Nie chciał, by naśmiewano się z Borsuczej Łapy w legowisku uczniów. – Pamiętaj, myślenie jest najważniejsze - musisz je wyćwiczyć, by używać szybko i sprawnie. To tak jak z... Z łowieniem dziczy. Wyobraź sobie, że jestem myszką. Umiesz łowić myszy, prawda?
  Borsucza Łapa kiwnął głową i stanął w prawidłowej pozycji. Szarak się uśmiechnął i również przygotował, gdy nagle poczuł ciałko na swoim boku. Uczeń poruszał się z niewybaczalną szybkością, trafiając pociskami z łapy tu i ówdzie. Jak na kociaka był bardzo szybki i silny, więc Pustułkowy Dziób nagle upadł na ziemię, wydając z siebie przyduszony jęk.
  – Ach!... – wojownik położył się na plecach i przymrużył oczy, kwasząc minę, jakby bolało jego życie. – To są me ostatnie westchnienia...
  Głos mentora brzmiał, jakby faktycznie umierał, przez co Borsucza Łapa od razu podbiegł do Pustułka ze zmartwionym wyrazem. Na ten fakt miętowooki zaczął się śmiać, po czym od razu pacnął leciutko terminatora po nosku z uśmiechem. Nadchodził wieczór.
  Ta scena śmiesznie wyglądała. Pustułkowy Dziób, czyli dosyć duży, długopyski kocur, leżał na plecach wśród trawy, a Borsucza Łapa siedział przy nim. Promienie ciepłego słońca grzały przyjemnie ich futerka. Wojownik wstał.
  – Czas wracać. – uśmiechnął się starszy. –  Świetnie ci poszło, jutro przećwiczymy to jeszcze raz. Złowimy coś po drodze?
  – Tak!

<Borsucza Łapa? BW :__ >

31 maja 2017

Od Pustułkowego Dziobu CD Milczącej Sadzawki

  Nowina o nowej zastępczyni była entuzjastycznie zaskakująca, gdyż Milcząca Sadzawka nie tak dawno dołączyła do Klanu i już została tak zwaną "prawą łapą" liderki. Szczególnie, że sądząc po stanie Miodowej Gwiazdy, niebieskawa koteczka już niedługo będzie mogła odbyć wyprawę do Księżycowego Kamienia. Z tego powodu Pustułkowy Dziób chciał z nią porozmawiać.
  Gdy koty już odeszły do swoich spraw po gratulacjach, szarak podszedł do zastępczyni i zaprosił ją na spacer. Milcząca Sadzawka westchnęła na jego widok z błyszczącymi oczami, po czym zgodziła się. Pustułek wiedział, że niebieskawa koteczka wciąż darzyła miętowookiego wojownika uczuciami, przez co okropnie się czuł, ponieważ nigdy takich poważnych spraw nie lubił. Zawsze wielbił kotki, owszem, ale tylko z kultury zachowania, a żeby pokochać...
  Nie, to już dla niego zbyt wiele.

  Powoli krocząc wśród drzew, rozmawiali o klanie. Pustułkowy Dziób, rozgadany jak nigdy, pytał w stylu "Jak to jest, zostać zastępczyni?" albo "Wiesz, że teraz będziesz musiała ogarniać cały klan?". Kocur nie zauważał, jak bardzo takie pytania męczyły Milczącą Sadzawkę, ta jednak postanawiała odpowiadać krótkimi zdaniami.
  Gdy doszli do Siedliska Owiec, zatrzymali się. Pustułek wskoczył na płot i usiadł na nim, a po krótkiej chwili począł wylizywać łapę. Nowa zastępczyni zrobiła to samo, a jakże kruchą ciszę przerywał odgłos tytułowych owiec. Biała, puchata chmurka z łapami, przyozdobionymi kopytami, podbiegła do kotów z tępą miną. Wojownik napuszył się i zasyczał do stworzenia, na co Milcząca Sadzawka zareagowała głośnym śmiechem. Owca uciekła, zostawiając po sobie ledwo kłębek swojej niezadbanej wełny.
  – Masz ochotę na małe polowanie? – zapytał po krótkiej chwili Pustułkowy Dziób u znajomej.
  – Wiesz... W sumie... Można... – cicho odparła zastępczyni i wyskoczyła na ziemię w tym samym czasie, co puszysty szarak, przez co jakimś zbiegiem okoliczności zderzyli się łapami, a potem pyskami. Pustułek trafił na niebieskawej kotce, co nie od razu pojął, jednak zostali w swoich pozycjach.
  Błękitno-krystaliczne ślepia Milczącej Sadzawki patrzyły prosto w miętowe oczy wojownika. Znowu ten wzrok. Znowu. Kocur odskoczył od niej zmieszany i krótko powiadomił, że wraca do obozu.

<Milcząca Sadzawko?>

10 maja 2017

Od Pustułkowego Dziobu CD Borsuczej Łapy

  Gdy ujrzał i usłyszał pytanie swojego nowego, i, w sumie, pierwszego ucznia, wychodzącego z legowiska, Pustułkowy Dziób posłał do niego porozumiewawczy wzrok, wskazując na jamę z wyłowionym pożywieniem dla klanu. Sam szarak czuł się dosyć dobrze - myślał o czymś dobrym, by nie zepsuć dnia uczniowi. Zapomniał o wszelkich biedach i, przeczekaw, aż kocurek już skończy swoje śniadanie, podszedł do niego.
  – Dzień Dobry! – uśmiechnął się. – Mam nadzieję, że twój posiłek był dziś smaczny i doda energii na trening. Przygotowałem pewną rzecz, raczej ci się spodoba. A teraz, chodź. – wyszedł z obozu, a gdy Borsucza Łapa poszedł za nim, szarak trochę zwolnił i się zwrócił do kotka. – Po drodze ci opowiem o Kodeksie Wojownika. Musisz go zapamiętać, inaczej bez tego ani rusz. Postaram się ci go wyjaśnić jak najłatwiej.
  Kocur zaczął opowiadać jak najbardziej dostępnym językiem uczniowi o "regulaminie" każdego kota. Opowiedział, że Borsucza Łapa powinien wierzyć w Klan Gwiazdy, dziękować za posiłek i wiedzieć, czym jest wojna i kogo tam spotka. Nie zapomniał również wspomnieć o miłościach poza klanowych i z medykiem, a tym bardziej o kociakach w takich relacjach. Gdy już skończył, upewnił się, że do głowy jego ucznia trafiła bardzo ważna informacja i podpowiedział, że niedługo już dojdą do miejsca treningu. Borsucza Łapa i Pustułkowy Dziób szli w milczeniu, gdy nagle, po ominięciu kilku drzew, w końcu przyszli na niewielką polankę.
  – Tutaj będzie nasz trening? – spytał się kocurek, na co miętowooki przytaknął. – I co będziemy robić?
  – Przygotowałem pewną "zabawę", że tak to ujmę. – zaczął wojownik – W różnych miejscach przygotowałem różne rzeczy, na przykład zdechłą mysz czy inne takie rzeczy. Będziesz musiał z zamkniętymi oczami zgadnąć, gdzie i czyj jest aromat, do którego cię poprowadzę. To będzie łatwe i raczej ci się spodoba. – uśmiechnął się czule.
  Borsucza Łapa posłusznie zamknął oczy i pokręcił łbem w różne strony. Chyba poczuł jakiś zapach, pomyślał mentor i skierował się wraz z kotkiem do gęstwiny. Pustułek przypilnował, by ten nie otwierał oczu i nagle dotarła do jego uszu pewna wiadomość.
  – Fujka! Co to, lisie bobki czy co? – z obrzydzeniem wykrzyczał uczeń i otworzył oczy. Faktycznie przed jego nosem leżały odchody, a gdy ten spojrzał na swojego nauczyciela, tamten zaczął się śmiać.
  – Nie dziwię ci się, że zauważyłeś ten zapach pierwszym. Co z tego wynika?
  – Że lisie bobki to idealny środek to starcia zapachu ze swojego futra? – zaproponował.
  – No, bardzo blisko. Odchody zwierząt często maskują zapachy innych zwierząt, na przykład małej nornicy. W dodatku, często można po zapachu bobków określić, czy są świeże czy stare. Jeżeli są stare i już mają się rozkładać, to można się wyluzować. Jednak, jeżeli jest na odwrót...
  – To to znaczy, że lisy są niedaleko.
  – Dokładnie. A umiałbyś określić, czy te bobki są świeże czy stare?
  – No ty chyba sobie ze mnie żartujesz! – wykrzyczał z oburzeniem kocurek, na co Pustułkowy Dziób ponownie odpowiedział radosnym śmiechem.
  – Daj spokój, ja tylko żartuję. – nadal nie ukrywając uśmiechu, miauknął wojownik. – Dobra, poczekaj chwilę i przejdziemy do części dalszej naszej gry.
  Młody pokiwał głową i wrócił spowrotem na polankę, gdzie po chwili pojawił się również szarak. Borsucza Łapa zamknął oczy i zaczął wdychać powietrze, szukając jakiegokolwiek zapachu. Pustułek uważnie go wypatrywał, będąc coraz bardziej dumnym ze swojegk nowego ucznia.
  – Chyba czuję twój zapach... – zażalił się kocurek. – Znam go doskonale. Zapach Klanu Wilka... O, i jeszcze coś..!
  Kocurek zaczął zmierzać przed siebie z coraz większym uśmiechem na pysku. Przycisnął się do ziemi, od czego miętowooki był bardzo zdziwiony, bo owa postawa prawie przypominała prawdziwą pozycję podczas polowania na myszy. Kocurek otworzył powoli oczy i spojrzał na nornicę, która leżała tuż przed jego pyskiem.
  – Bardzo dobrze. Zapamiętaj ten zapach i zakopaj tę mysz pod drzewem. Wrócimy do niej gdy skończymy, po czym oddamy do pozostałej żywności dla klanu.
  Borsucza Łapa kiwnął z entuzjazmem. Chyba bardzo mu się spodobała ta zabawa, gdyż po kilku uderzeniach serca już wrócił do mentora, chcąc więcej szukania aromatów.
  Uczeń radził sobie bardzo dobrze. Doskonale zapamiętał sobie zapachy, przydatne w wojowniczym życiu. Nastąpił już wieczór. Koty wrócili do znalezionych zdobyczy i zaczęli powoli przemierzać w stronę obozu, niosąc żywność dla klanu w pyszczkach. Szli uśmiechnięci, zadowoleni z dzisiejszego treningu. Uczeń z pewnością będzie miał się czym chwalić innym koleżankom i kolegom z legowiska, opowiadając, jak to natrafił na lisie bobki, a potem na świeżą, zdechłą mysz. Gdy wrócili i odłożyli wszystko do nory, wzięli sobie po myszce. Usiedli razem przy legowisku uczniów, gdy nagle Pustułkowy Dziób zaczął rozmowę.
  – Wiesz co? Jestem z ciebie bardzo, bardzo dumny. Szczególnie, gdy potrafiłeś zachować pozycję przy szukaniu nornicy. To naprawdę mnie zamurowało! Myślę, że jutro ponownie przystąpimy do opowiedzenia o klanach, a na koniec nauczę cię wstawania w prawidłowych pozycjach podczas łowienia dziczy. Dla ciebie to raczej będzie łatwe, szczególnie po dzisiejszym. – uśmiechnął się radośnie, patrząc na kocura.

<Borsucza Łapo?>

04 maja 2017

Od Pustułkowego Dziobu CD Milczącej Sadzawki i Sowy

  – Czy ty mnie w ogóle... Kochasz?
  Pustułkowy Dziób spojrzał z ogromnym zdziwieniem na Milczącą Sadzawkę. Czuł się okropnie. Poczucie winy, w sumie, niewiadomo z jakiej przyczyny, zmęczenie, lekka złość i zdezorientowanie - to wszystko sprawiało, że kocur chciał po prostu odpowiedzieć bardzo chamsko i wyjść. Jednak, przez jego naturę, nie mógł tego dokonać. Nie potrafił po prostu zrobić coś strasznie niemiłego. Ale również nie umie kłamać.
  Mrugnął kilka razy, wciąż patrząc na wilgotne oczy wojowniczki, z którą się znał od dosyć dawna, po czym odwrócił łeb w stronę nieba. Myślał nad odpowiedzią trochę długo - do tego czasu na polanie już nikogo nie było, byli tylko on i ona. Pomyślał o ojcu.
  Nie znał go. To znaczy, znał, ale nigdy go nie widział z drugiej strony. Z opowieści matki zawsze wynikało, że był idealnym ojcem i świetnym zastępcą. Zamknął oczy i wyobraził siebie z jakąś kotką, byle jaką. Myśl się w ogóle nie ułożyła, była bardzo ciężka i nie przyjemna. Wszystko się nagle rozsypało, niczym szkło na podłodze. Szybko otworzył oczy i znów, powoli, przeniósł wzrok na kotkę.
  Patrzyła się na niego, cierpliwe czekając odpowiedzi. Łzy już wyschnęły, a w oczach odbijały się gwiazdy na ciemnym niebie. Była piękna. Gdyby coś do niej czuł, mógłby to powiedzieć. Ale problem tkwił w tym, że on jej nie kochał.
  – Milcząca Sadzawko... – zaczął, niepewnie i cicho. Nie wiedział, jak dobrać słowa. W końcu się jednak zebrał, i wydusił z siebie bardzo, bardzo powoli – Przepraszam, ale... Nic do ciebie nie czuję.
  Zacisnął zęby i szybko wstał. Nie miał ochoty patrzeć na kotkę, począł tylko czekać, aż odpowie.
  Jednak ta mu nie odpowiedziała.
  Pociągnęła tylko nosem, a gdy miętowooki zdecydował się spojrzeć na nią, siedziała, uśmiechnięta, ze łzami w oczach. To był dziwny widok. Pewnie Gwiezdni to oglądają, niczym film,  i przeklinają wszystkich bohaterów.

  Aktualnie Pustułkowy Dziób to szary z przejaśnieniami kłębek emocji. Musiał się na czymś wyżyć, więc postanowił dzisiaj się spotkać z daleką kuzynką i o wszystkim jej opowiedzieć. Prawda, nigdy wcześniej spotkania nie były zamierzone. Po prostu szedł na polowanie bliżej Siedliska Dwunogów, gdyż tam najlepiej się łapało nornice. Ale teraz... Teraz to był obowiązek. Szczerze mówiąc, Sowa była jedyną osobą, która by go zrozumiała i ewentualnie pocieszyła. Miętowooki się delikatnie, mimo woli uśmiechnął swoim myślom, gdy przypomniał sobie historię koguta i "dzikiej pieszczoszki".
  Gdy już tam przyszedł, jak zawsze, poczuł jej zapach. Aromat lasu zmieszany ze smrodem szczurzych bobków tworzył coś wyodrębniętego, coś innego i pięknego. Prawda, wolałby, gdyby tego leśnego zostało więcej.
  Zapach się zbliżał. Pewnie Sowa również poczuła, że jej kuzyn przyszedł. Wyszła z krzaków i od razu się promiennie uśmiechnęła, nawet, jeżeli Pustułek miał na mordce smętną minę. Zamruczała i polizała ucho kocura.
  – Co się stało? – spytała cicho, na co Pustułkowy Dziób odpowiedział całą historią o zauroczeniu Milczącej Sadzawki i tamtejszej nocy. Nastrój jemu się polepszył - poczuł, jak wielka skała emocji spadła z serca, pozostawiając po sobie kilka ziarenek samotności, by później wykwitnąć.
  Sówka westchnęła i zaproponowała wspólne polowanie. Kocur podniósł brwi, obawiając się najgorszego. A co, jeżeli ktoś to zobaczy?
  Kocur się nie zgodził, ale podziękował ją za wszystko i wyszedł polować samemu.

  Roślinka samotności szybko rosła. Pustułek wziął w pyszczek chudego, młodego drozda, i zaczął powoli go zjadać, czując świeże mięso i metaliczną krew. Podobał mu się ten smak. Może i był typowym smakiem leśnego ptaka, ale wciąż był dobry. Gdy skończył swój posiłek, ziewnął i wyszedł z obozu. Tak wyglądało jego życie od kilku dni.
  I nie lubił takiego życia. Chciał po prostu wnieść do niego coś kolorowego, coś ciekawego. Zatrzymał się, gdy z krzaków wyszła niebieskawa kotka. Spojrzał na nią zmęczonym wzrokiem, a ta próbowała go ignorować.
  Pustułkowy Dziób poszedł dalej. Miał znowu ochotę na rozmowę z kuzynką, więc przyszedł na znajomą polankę i usiadł w milczeniu.
  Cichy szum lekkiego, ciepłego wiaterka był bardzo przyjemny, a słońce, którego promyki oświetlały dosyć puszyste futerko kocura, miło grzało powietrze. Pustułek zamknął oczy, nasłuchując śpiewu ptaków.

<Sowa? Milcząca Sadzawka?>

01 maja 2017

Od Pustułkowego Dziobu CD Milczącej Sadzawki i Sowy

  Wymęczony wyprawą, Pustułkowy Dziób wszedł z Milczącą Sadzawką do obozu i ziewnął przeciągle, marząc tylko o długim śnie w cieple. Rozejrzał się po nieznajomym jemu obozie przymulonym wzrokiem i się lekko uśmiechnął. Spojrzał na kotkę obok, dziękując ją za odprowadzenie, po czym spytał się, co ma zrobić teraz - iść do liderki, czy może jednak zostać i nazajutrz się zgłosić?
  – Lepiej idź do niej teraz. Pomogę ci. Po prostu powiem, że jesteś z daleka i bardzo zmęczony. Bo jesteś, prawda? – popatrzyła jemu prosto w oczy, czekając na odpowiedź. Pustułek przytaknął, po czym ponownie ziewnął. Ta się uśmiechnęła i pokroczyła do legowiska liderki, a szarak podążył za nią, od czasu do czasu spoglądając na lekko zdziwionych wojowników, patrzących na nieznajomego, brudnego kocura.
  Gdy wreszcie tam dotarli, Milcząca weszła pierwsza i spróbowała zacząć rozmowę z liderką klanu. Pustułek nigdy wcześniej jej nie widział, ba, nawet nie zna jej imienia. Usłyszał ciche "Miodowa Gwiazdo...", które wydała niebieskawa kotka i nagle zawołała wędrowca do nory liderki. Szarak zaczął się obawiać, że tam będzie za ciasno, ale mocno się zdziwił, gdy wszedł do legowiska - w środku było obszernie i bardzo przytulnie, aż poczuł senność mocniej. Oprócz tego, poczuł słabe zapachy wcześniejszych liderów, od czego uśmiechnął się lekko.
  – To jest Pustułkowy Dziób. – zaczęla Milcząca Sadzawka, która poczuła się szczęśliwa, gdy wymówiła te imię. Miętowooki kiwnął na przywitanie, powstrzymując ziewanie, a liderka odpowiedziała jedynie przeszywającym wzrokiem, od czego sierść na grzbiecie chwilowo się zjeżyła. Milczka, ignorując to, kontynuowała – Przyszedł z bardzo daleka i jest mocno zmęczony.
  – Medyk w twoim klanie nie dawał ci traw dla podróży? – zapytała, lekko kpiąco, Miodowa Gwiazda.
  – Medyk jest ślepy i pomylił trawy. – krótko odpowiedział kocur ochrypłym głosem. Patrzył liderce Klanu Wilka prosto w oczy ze zmęczeniem.
  – I przyszedł tutaj tylko po to, by dołączyć do tego klanu. – mówiła dalej niebieskawa, na co Miodowa się kpiąco zaśmiała. – ...i że jest krewnym Jeleniej Gwiazdy i Sowiego Skrzydła. Miodowa Gwiazdo, to przecież świetna nowość! Mamy kocura z krwią pierwszego lidera, chyba jedynego w całym lesie... – Milcząca postanowiła nie wspominać o nowopoznanej pieszczosce, Sowie.
  Liderka spojrzała na Pustułka krytycznym wzrokiem.
  – Idź się wyspać, jutro pójdziesz do medyka. – odparła, kładąc się na mchu. – Wyjdźcie.
  Dwójka kiwnęła i skierowała się do wyjścia z legowiska. Kocurowi bardziej się śpieszyło do snu niż komukolwiek innemu, a dzięki temu, iż był dzień, to w środku było puściutko. Na ten widok Pustułkowy Dziób się uśmiechnął i wybrał miejsce w kącie, ostrożnie krocząc wśród cudzych, wilgotnych miejscach do snu. Położył się na ziemi i od razu zamknąl powieki, po czym szybko zasnął.

  Kilka dni po dołączeniu do Klanu Wilka Pustułkowy Dziób się czuł znakomicie. Prawda, jedna rzecz go dosyć "irytowała", bowiem, Milcząca Sadzawka ciągle spędzała z nim czas, a szarak próbował jak najbardziej się od niej oddalić. Jednak problem tkwił w tym, że ona się w nim zauroczyła. Bardzo, bardzo mocno zauroczyła. I to, stety albo i niestety, niewzajemnie.
  Chociaż pewnego ranka to się zmieniło. Wojownik obudził się bardzo wcześnie i, zauważając, że Milcząca Sadzawka wciąż spała, przytulona do jego boku, spróbował wstać. Gdy wreszcie jemu się to udało, wyszedł po cichu z legowiska i od razu poszedł do lasu, by upolować zwierzynę dla pozostałych. Zatrzymał się, ziewnął i zaczął się wylizywać, słuchając poranne świergoty ptaków. Nagle usłyszał jakiś dziwny krzyk, dobiegający z Siedliska Dwunogów. Brzmiało niczym molestowany orzeł, których w tej miejscowości akurat nie było. Pustułek pobiegł w stronę dziwnego odgłosu z wielką ciekawością.
  Gdy był już coraz bliżej, poczuł znajomy, pieszczoszkowy zapach, który aż wybuchł, gdy z krzaków wyskoczyła kuzynka Sowa z szerokim uśmiechem na mordce.
  – Wiedziałam, że to ty! – pisnęła kotka. – Co ty tu robisz tak wcześnie?
  – A tak, poszedłem na polowanie, ale usłyszałem jakiś dziwny krzyk... Postanowiłem to sprawdzić.  Wiesz może, co to mogło być?
  Sowa chwilę pomyślała, patrząc na domy, po czym nagle wydała długie "aaa".
  – Chodzi ci o koguta? Przywieźli go dziś w nocy, dzi-
  Nagle znowu ten sam dźwięk, który przerwał pieszczosce w połowie zdania. Pustułek podniósł jedną brew i się zaśmiał.
  – ...dzisiaj postanowił wszystkich obudzić. A najgorsze jest to, że on mieszka za tym płotem! To tuż obok mojego domu! – użalała się kuzynka. – Wiesz co? Widziałam go, i jest bardzo gruby i jeszcze młody! Myślę, że możesz go złapać!
  – Och, dlatego tu przyszedłem! – uśmiechnął się kocur, lecz do jego uszu dotarł odgłos łamającej się gałęzi pod czyjąś, najwidoczniej, kocią łapą. Do nosa Pustułka uderzył zapach nikogo innego, jak znajomej wojowniczki, zakochanej w niego po uszy.
  – Milcząca Sadzawka? – spytał głośno kocur i wstał w miejsca. Z krzaków wyszła niebieskawa kotka z wstydem i złością zmieszaną razem w oczach.
  – Pustułkowy Dziobie! Co ty tutaj robisz?! – spytała wojowniczka, od czego szarak czuł się bardzo zmieszanie.
  I nagle wpadł na pomysł.
  Wykorzystując zachowanie Milczki ostatnim razem, kocur podszedł do niej i zaczął lizać kotkę po uszach, próbując ją uspokoić - i faktycznie zadziałało. Nie dość, że wszelkie emocje zamieniły się w zakochanie, to i jeszcze jakby odpłynęła. Uśmiechnął się do niej, zbliżając swoją mordkę do jej pyszczka, i spojrzał prosto w oczy.
  – To jest przypadkowe spotkanie. I już. Nie musisz się złościć. Chcesz pójść ze mną na polowanie?
  Ta kiwnęła kilka razy głową. Pustułek mrugnął do Sowy i zaprowadził Milczkę w stronę Siedliska Dwunożnych. Powiadomił kotkę, że chce złapać tego "koguta", jednak ta, niestety, zbytnio go nie słuchała. Kocur, ignorując to, wdrapał się ostrożnie na drugą stronę płotu i wylądował łapami na zielonej, sztucznej trawie, która szczypała go w poduszeczki łap. Zaczął cicho szukać swoją ofiarę.
  Ujrzał swój cel przed nim, kroczącego po wytworze dwunożnych i szukającego w nim jakieś pożywienie. Kocur zawołał Milczącą Sadzawkę, a ta szybko przeskoczyła przez płot i błyskawicznie się pojawiła, cała wesoła i mrucząca, u jego boku. Wojownik szepnął jej do ucha taktykę - on łapie, a w razie czego, jeżeli ptak wyleci lub ucieknie (chociaż pierwsza opcja mniej prawdopodobna, gdyż gdyby kogut chciałby uciec, to zrobiłby to od razu), to niebieskawa go łapie i uciekają razem do obozu, by pominąć zbędnych konfliktów z Dwunogami.
  Zaczęli swój plan.
  Pustułek zaczął się zakradać do małego grubasa i już miał skakać, gdy nagle zawiał wiatr na jego tyły. Ptak podniósł głowę, czując nieznajomy, lecz groźny, leśny zapach i uciekł w stronę Milczącej. Jednak ta w ogóle nie reagowała.
  – Milcząca Sadzawko, łap! – wykrzyknął kocur, biegnąc w jej stronę. Ta dopiero się zorientowała i zaczęła się ganiać za kogutem, jednak ptak totalnie zawrócił i wojownik w porę złapał ofiarę. Szybko wziął ją za gardło i, uciekając razem z Milczącą Sadzawką z tego ogrodu, zaczął ją dusić.
  Gdy już byli w połowie drogi, zwolnili, zmęczeni. Miętowooki wlókł w pyszczku ptaszysko, bardzo zadowolony. Spojrzał kątem oka na wojowniczkę.

<Milcząca Sadzawka? Sowa? Uhuhuhuhu>

13 kwietnia 2017

Od Pustułkowego Dziobu C.D Milczącej Sadzawki i Sowy

Pustułkowy Dziób czuł się bardzo zamieszany - ciągle się rozglądał po bokach, wymyślając krótką odpowiedź. Jednak, gdy usłyszał coś o Klanie Wilka, spojrzał na nieznajome kotki, kierując uszy do przodu w zaciekawieniem. Kocur otworzył szeroko oczy, w których pojawiły się miętowe iskierki nadziei.
– Ja... Mam na imię Pustułkowy Dziób. I chyba dobrze, że dotarłem akurat teraz. Jak widać, trochę umieram. – szarak spróbował się uśmiechnąć, jednak zamiast tego wyszła krzywa mina. – Czy natrafiłem na Jelenią Gwiazdę i Sowie Skrzydło? Przyznać muszę, inaczej sobie wyobrażałem moją kuzynkę-liderkę...
Kotki spojrzały na siebie zdziwione, bo czym brunatna zaczęła się domyślać, o co łaskawie chodzi. Zaśmiała się i pokręciła głową.
– Ależ nie! Sowie Skrzydło i Jelenia Gwiazda są w klanie. Ja jestem pieszczoszkiem. Prawda, mam imię po babuni. Jestem Sowa.
– A ja Milcząca Sadzawka. Co do Jeleniej Gwiazdy i Sowiego Skrzydła... – srebrna, prawie że błękitna kotka zamyśliła się, po czym cicho odparła: – Aktualnie naszą liderką jest Miodowa Gwiazda. A o Jeleniej Gwieździe mało co słyszałam... Może jest z innego klanu?
– Nie nie! – zaprzeczyła Sowa. – Jelenia Gwiazda jest liderką Klanu Wilka. Wiem, bo mi mama opowiadała kiedyś. Może zmarła przez coś?
Pustułkowy Dziób zmarszczył brwi w niedorozumieniu. Prawdopodobnie nie żyje? Jak to? Przecież matka opowiadała, że jest całkiem młoda... Może zachorowała? Ktoś ją zabił? W tym lesie faktycznie się czuje ten mrok.
– Dobrze, dziękuję panienkom... Milcząca Sadzawko, odprowadziłabyś mnie do klanu swojego? Chętnie dołączę. Może czegoś się dowiem od miejscowych.
Sowa, natomiast, podskoczyła w miejscu i wydała dziwny dźwięk.
– Czekaj, czekaj! Czyli Jelenia Gwiazda jest twoją kuzynką? – kotka wyglądała teraz bardzo dziwnie, przypominając sobie jej flirtujące słowa sprzed kilku szelestów liści. – O Klanie Gwiazdy!
– Owszem, jestem... To dosyć długa historia.

<Sowa? Milcząca? sry trochę dawno nie pisałam opek>

07 kwietnia 2017

Od Pustułkowego Dziobu CD Sowy

Szczerze mówiąc, jak Pustułkowy Dziób usłyszał o jakiejś odległej rodzinie, to pierwsze, co zrobił, to pogadał z bratem. Na temat traw. Do podróży. Od razu, jak do jego uszu docierały słowa "odległa rodzina", to na mordce kocura pojawiał się szczery, szeroki uśmieszek. Ta wiadomość była niczym "Twoja partnerka przeżyła pożar", albo "Znaleźliśmy twojego syna".
Właśnie wyruszał. Spożył już wybrane trawy przez Ślepą Łapę (wtedy jeszcze nie był pełnoprawnym medykiem), przez które może wytrzymać kilka zachodów słońca bez polowania. Polizał matkę, ciocię, brata między uszami na pożegnanie, mając na sumieniu fakt, iż może nie powrócić, i wyszedł z obozu w stronę wschodu, pamiętając z wiadomości o odległych klanach. Gdzieś tam powinien być Klan Wilka, czyli jego cel.

Dzień piąty.
Pustułkowy Dziób ma przerąbane. I to ostro.
Jego własny brat chyba pomylił medykamenty, bo te właściwe miały działać do siedmiu wschodów słońca, a miętowooki już teraz jest zmęczony i bardzo głodny. Ogółem, czuł się bardzo źle. Nie miał siły złowić czegoś większego niż myszki, to raz, na drodze spotyka tylko drzewa, to dwa. I tak ciągle. Drzewa, drzewa, drzewa. Miał ich już dość. Bał się zasnąć, bo nie wiadomo, czy właśnie teraz nie czai się na niego jakiś borsuk. To trzy. Powoli już wątpił w to, że w ogóle kogoś znajdzie. To cztery.
Nagle poczuł jakiś smród, którego nigdy nie dowiodło się poczuć w życiu. Był nie do wytrzymania, paskudny i okropny. Kiedyś w sumie o nim słyszał. To chyba właśnie ta... Grzmotowa Droga? Chyba tak. W jego rodzinnym lesie nie było tych Grzmotowych Dróg. Bo nie było Dwunożnych. Kolejna kwestia nie do zrozumienia.
Pustułek pokasłał kilka razy od smrodu i rozejrzał się. Droga ciągnęła w większych odstępach między drzewami i dłużyła się w nieskończoność. Kocur spojrzał na niebo, orientując się, w którą stronę ma iść, i poszedł na prawo. Przez chwilę nagle zapomniał o aktualnych problemach. Szedł szybko, mając szeroko otwarte oczy. Próbował mniej więcej zrozumieć, czy aby na pewno droga idzie dalej.

Następnego dnia, już czując, jakby miał umierać, nagle usłyszał szelest. Dziwny szelest, nie podobny do tego, gdy mysz lub królik jest w krzakach. W zaroślach był kot. I to było również czuć.
Zapach przypominał mysie bobki i zapachy słodkich kwiatów w jednym. Dosyć obrzydliwe, ale da się oddychać. Kocur odwrócił się za siebie i usłyszał dosyć piskliwy, ale ładny głosik.
– Ooo, dzień dobry! – Pustułek cały się napuszył, ale stał wciąż w miejscu. Kotka wyglądała dosyć podobnie, jak z opowieści o córce Miętowego Listka. Chyba Sowie Skrzydło się nazywała. Natomiast ta oceniająco spojrzała na szarego kocura, i, zauważając jak bardzo kocur jest niezadbany przez wędrówkę, próbowała ukryć swój grymas flirtującym tekstem: – Czy twoja sierść jest tak samo brudna jak twoje myśli?
Pustułkowy Dziób skrzywił się, patrząc na prawo i lewo, poszukując ratunku. Wtem z krzaków wyszła pewna istotka...

<Sowa? Milcząca Sadzawka?>