BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mglista Ścieżka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mglista Ścieżka. Pokaż wszystkie posty

26 października 2019

Od Mglistej Ścieżki

Kotka uważnie patrzyła na biegnących bardzo szybko uczniów. Żywiczna Łapa wysuwał się o kilka kroków przed Poranną Łapę jednak i tak dobrze sobie radzili obydwoje. Poranna Łapa zawzięcie machał łapkami próbując dogonić sprawnego ucznia. Wszystko to jednak przerwał zbyt nieprzyjazny i nieznany zapach.
- Stać! - Wrzasnęła stanowczo i spojrzała na wychodzącego kota kładąc po sobie uszy i podchodząc szybko do młodziaków. Co jak co ale nadal miała instynkt chronienie młodszych od siebie.
- Moje uszanowanie...-usłyszała głos biało czarnego z lekką chrypką. Miał zadrapany biały pysk z czarnymi uszami a właściwie uchem, bo z drugiego została tylko kępka. Niebieska kotka popatrzyła na uczniów z lekkim strachem, że może im się coś stać jednak nie kazała im biec do obozu. Jeśli było więcej niż jednego przybłędy to z łatwością by ich złapali.
- Zjeżdżaj z terenów Klanu Klifu - powiedziała sycząc i warcząc ostrzegawczo, kiedy kocur stawiał choćby krok w ich stronę.
- K-kto to? - zapytał Poranna Łapa po raz drugi się odzywając. Mglista Ścieżka tylko musnęła ogonem po grzbietach obydwóch kocurków by ich uspokoić ale to raczej nie pomogło. Spojrzała to na las za sobą to na uczniaki aż w końcu wróciła do kocura który nie słuchał ostrzeżeń i podchodził coraz bliżej mając oko na kociaki.
- Odejdź! - wrzasnął drżącym nieco tonem Żywiczna Łapa.
- Ucisz się - syknęła a raczej warknęła odwracając się do ucznia.
-Problemy z młodymi?-wycharczał.-Mogę ci się ich pozbyć...-powiedział kuszącą jednak niebieskooka za żadne skarby tego nie zrobiła. Warknęła i zadrapała tylko pysk kocura, gdy zbliżył się za nadto.
- Nie ruszajcie się - powiedziała nie odwracając się ale jej ogon został poproszony o uwagę.
- Nie możemy się schować...? - zapytał Poranna Łapa co ją oburzyła.
- On z łatwością by was wytropił! - powiedziała odwracając się i patrząc kątem oka na kocura. Kotka warknęła niebezpiecznie strasząc trochę młodych. Mglista Ścieżka wiedziała już, że samotnik jest tylko jeden, jednak i tak bała się ich wysłać do obozu. Jednak w czasie tych rozmyślań kocur coraz bardziej się zbliżał czając się na najsłabszego kota czyli Żywiczną Łapę. Zanim wojowniczka zdążyła zareagować kocur skoczył chwytając w pysk syna Sroczego Żaru której szczerze nienawidziła. Mglista Ścieżka wrzasnęła za kocurkiem zaraz skoczyła na kark większemu kocurowi. Wbiła zęby w grzbiet odrywając kępki skóry i sierści. Usłyszała chrzęst co oznaczało uwolnienie ucznia.
-Uciekajcie do obozu!-krzyknęła jednak widząc, że Poranna Łapa stoi jak lis w smole syknęła złowieszczo.-Uciekajcie!-ryknęła tonem zdecydowanie wywyższającym się i tak bardzo rozkazującym, że obydwoje położyli uszy. Po kilku chwilach już nie było po nich śladu. Kotka jednak zaraz po tym została zrzucona i przybita do ziemi. Wysunęła pazury w tylnych łapach i spojrzała ostrzegawczo na kocura, który nic się nie odezwał tylko dopadł jej do gardła. Kotka nie miała szans w obronie więc musiała przyjąć atak gdzie indziej. Tym miejscem okazał się bok. Zawyła z bólu i zawarczała. Od razu pełna wściekłości rzuciła się na kocura próbując dostać się do podbrzusza lub gardła jednak to wszystko stało się zupełnie odwrotne. Kotka natychmiast wylądowała na ziemi przygwożdżona do ziemi przez wielką łapę kocura. Już się nie ruszała jedynie jej klatka piersiowa unosiła się co odbicie serca.
- Już nie jesteś taka cwana... - warknął, a jednak młoda wojowniczka się nie odezwała. - Czemu nic nie mówisz?! Powinnaś kwilić! - powiedział a kotka dalej milczała. Jeśli zginie to przynajmniej w słusznej sprawie. Nagle zobaczyła znajome jej błyszczące oceaniczne oczy. To był Poranna Łapa. Mimo że pazury wciskały, jej się już w szyje, powiedziała.
- Skąd wiesz, że sprawa nie będzie miała obrotu dla mnie? - wychrypiała z krwią w pysku. Gdyby choćby drgnęła, pazury by ją zabiły, przecinając tętnice jednak tak się nie stało. Na karku kocura wylądowała kilkokilogramowa masa a za nią druga poruszając kocura w lewo i przewalając go. Mglista Ścieżka od razu wstała i złapała kilka pożądanych oddechów. Popatrzyła szybko na uczniów, którzy odganiali kocura stojącego bokiem. We dwóch się nie bali, jedne miał oparcie na drugim. Kotka skoczyła za uczniów a jej wibrysy powędrowały do góry.
Kocur w końcu odszedł podkulając ogon. Gdy tylko jego zapach zniknął Mglista Ścieżka wtuliła głowę w futro na swojej piersi. Rana strasznie piekła i była ubrudzona piachem i różnymi obrzydlistwami. Niebieska spojrzała na uczniów. Nie odnieśli większych ran niż ze dwa małe zadrapania niezasługujące na poważną uwagę. Kotka westchnęła.
- Czemu nie pobiegliście do obozu? - zapytała wymuszająco Żywicznej Łapy.
- Chcieliśmy pomóc... trochę... - usłyszała chrypko waty głosik syna Sroczego Żaru. -Wiem, że źle zrobiliśmy i...
- Dobrze zrobiliście... mimo niebezpieczeństwa pamiętaliście o kodeksie wojownika i... wróciliście... -powiedziała. - Powiem o tym liderowi na pewno będziecie zasługiwać na pochwałę. A do najważniejsze zostaliście w jednym kawałku. Nie wiecie, jaki to wstyd zostać pokonanym przez młodszych. Ten kocur zapamięta was do końca życia.
- Co...? - usłyszała krzykliwe miauknięcie Porannej Łapy. - A-ale przecież...
- Nie posłuchaliśmy!-dokończył, Żywicza Łapa jednak kotka, nie odezwała się ale po chwili powiedziała.
-Wracamy do obozu. - po chwili wysiliła się na kiwnięcie głowy w geście podziękowania. Widziała konkretne zaskoczenie uczniów jednak po chwili podcięła im łapy.-Straciliście czujność -powiedziała i po raz pierwszy podczas obecności uczniów się zaśmiała. Jej futro z powrotem starannie opadło na skórę, a jej pysk się wyrównał. Mgiełka trochę kulawo zaczęła iść do obozu. Widziała zszokowane spojrzenie Porannej Łapy. W czasie drogi powiedziała:
-Idźcie przodem nie będziecie na mnie czekać-powiedziała a raczej rozkazała. Kiedy zaprotestowali, po prostu płynnie ich wyminęła. Wyprostowała, się próbując iść dumnie jednak coś jej nie wychodziło. Stukoty łap uczniów po chwili się uspokoiły a koło niej stanęła dwa koty, które miała pod opieką. Zanim weszli, do obozu przywróciła, swój naturalny wyraz pyska.
- Co się stało?!-zapytały zdenerwowane siostry; Sroczy Żar i Zimorodkowa Pieśń. Mglista Ścieżka splunęła tylko.
- Od kiedy wy takie chętne do rozmowy ze mną... - warknęła jednak po chwili kontynuowała.-Zaatakował nas samotnik, dosyć wysoki. Mają kilka zadrapań i siniaków. Mogłybyście zabrać też z łaski swojej Poranną Łapę? - zapytała.
Sroczy Żar spojrzała, na dziko pręgowaną z chęcią mordu jednak zobaczyła, wahające kiwnięcie głową.
- Albo wiecie co? Pójdę sama. - powiedziała i odeszła do medyka razem ze swoim uczniem.

timeskip

Mglista Ścieżka leżała niczym rozgnieciony liść w legowisku. Nie mogła walczyć, bo by rozerwała okłady, nie mogła polować, bo by se rozkleiła ranę i nie mogła szkolić ucznia, bo bolał ją łeb. Co najgorsze, miało być tak przez „przynajmniej 3 dni!". Sfrustrowana przekręciła się na bok i o mało nie dostała, zawału widząc, dwóch uczniów, Żywiczną Łapę i Poranną Łapę.
- A wy tu czego? Wiesz, nie narażaj, mojego życia Żywiczna Łapo bo twoja matka może mnie zabić w nocy. - powiedziała pół-żartem. W tym momencie do legowiska wszedł wilk, o którym była mowa.
- Mysie łajno...-sykneła, ale na JEJ szczęście młodziaków już nie było.

(Żywica? Poranek?)

13 września 2019

Od Mglistej Ścieżki CD. Żywicznej Łapy

Kotka zdenerwowana, najeżona i z machającym ogonem wróciła do obozu z zaledwie kilkoma myszami czy ptakami. A dlaczego? Wysłano ją na patrol z Baranim Łbem, Poranną Łapą, Bluszczową Łapą i Wierzbowym Sercem. Na samą myśl co wyprawiał Barani Łeb zbierało jej się słabo. Ze wściekłością rzuciła swój łub na lichą stertę. Przeciągnęła się by zaraz śmignąć ogonem Sroczy Żar. Mruknęła ciche "Sorry" i odeszła w cień. Brat Koziej Nóżki co chwilę ją straszył, płoszył zwierzynę czy oceniał wszystko co robiła lub co robił Poranna Łapa. Miała go już serdecznie dość. Prychnęła zgrabiając się. Gdy zobaczyła starszego bicolora mocno się zjeżyła i uderzyła wściekle ogonem o ziemię. Spojrzała na Poranną Łapę odkładającego swoją zdobycz. Od razu do niego podeszła mając dalej wysunięte pazury.
- Masz chwilę żeby odpocząć. Zaraz idziemy na trening, dzisiaj tematem są uniki i obrona. Zjedz coś -powiedziała i poczekała aż uczeń zje porządnego wróbla.
- A czemu ty nie jesz? - zapytał bezczelnie bez odpowiedniego zwrotu ale Mglista Ścieżka przywykła.
- Bo sterta jest i tak już za mała i nie potrzebna jest pomoc w zmniejszaniu jej. Powiedziała i spojrzała na wyjście z obozu które zadrżało. Wyłonił się z niego mentorka Żywicznej Łapy która od razu podeszła do pierwszej lepszej mentorki.
- Weźmiesz za mnie Żywiczną Łapę? Ja nie mogę bo mam ważną sprawę. Proszę - powiedziała Zimorodkowa Pieśń.
- Nie ma sprawy - powiedziała a po chwili Żywiczna Łapa dostał się w jej łapska, a mentorka jak z procy wystrzeliła do przodu i fru z obozu. Kotka popatrzyła na kocurka wyczekująco w końcu zobaczyła uniesiona u niego brew. - Zjedz i zaraz ruszamy - powiedziała łagodnie. Widziała kręcącego głową z zawodem Porannej Łapy. Ten za to już kończył jeść, a po nie długim czasie i Żywiczna Łapa skończył. Kotka prześlizgnęła się w las z uczniami aż doszła do Słonecznej Polany.-Dziś będziemy się uczyć tu. Żywiczna Łapo my sobie poćwiczymy ataki lekkie, a twój kolega sobie poćwiczy zbieranie mchu - widziała ironie w oczach Porannej Łapy jednak nie przedłużała już. Płowy kocurek podszedł do kory i tak jak co jakiś czas zaciął ciąć korę.
- Od czego zaczniemy? - usłyszała ciekawski głos młodszego kocurka. Odwróciła się ku niemu i obejrzała go. Przez chwilę nie wiedziała od czego zacząć ale po chwili jęknęła.-Może zacznijmy od polowania.-powiedziała i kazała mu wywęszyć zdobycz. Usłyszała odpowiedź pełna dumy:
-Ryjówkę.
-No to teraz się podkradnij i ja złap. Z ryjówką jest jak z myszą. No dalej...-powiedziała z lekką ironią ale i ostro. Patrząc na nieudolnie skradającego się Żywiczną Łapę oklapły jej uszy a ogon niczym liść spadł na ziemię z uniesionej pozycji. Szybko rzuciła okiem na Poranną Łapę drapiącego z niewielkimi trudnościami mech który spadał z drzewa. Machnęła ogonem i po chwili go wyprostowała.- Na wieczór pójdziemy spróbować upolować kilka krabów na plaży.-powiedziała a zaraz za jej wypowiedzią rozległo się przekleństwo ucznia Zimorodkowej Pieśni. Czuła że trzeba będzie go pomęczyć bardziej niż Poranną Łapę. Warknęła pod nosem, a Żywiczna Łapa wrócił.-Widzę że trzeba poćwiczyć bieganie i skradanie oraz i technikę polowań...-syknęła zdenerwowana tak że aż jej uczeń skulił trochę uszy.-Widzisz tamten dąb? Biegnijcie do niego jak najszybciej umiecie. -powiedziała do obydwóch. Po chwili wystartowali.

<Żywiczna Łapo? Pościgasz się? Szanse wyrownane.>

29 sierpnia 2019

Od Mglistej Ścieżki

(przed chorobą Porannej Łapy)
Kotka wskoczyła do legowiska uczniów. Ptaki jeszcze spały, a słońce drzemało. Było bardzo wcześnie co każdy mógł potwierdzić. Niebieska trąciła płowego bicolora na co ten się obudził.
-Jak mówiłam...-szepnęła czekając aż kocurek się rozbudzi.-Trening...
-Nie... daj trochę pospać-warknął na wpół z szacunkiem. Jednak starszej kotki to nie uraziło. Złapała niebieskookiego i wyniosła na zewnątrz, a następnie przez ''przypadek'' upuściła.
-Oj... jak mi przykro-wycedziła i trąciła go ponownie.-Wychodzimy już-warknęła na co Poranna Łapa zrobił maślane oczy. Mglista Ścieżka rzuciła mu przelotne spojrzenie pełne kpiny.-Ruszaj się.-rzuciła i wyszła przed wejście do obozu.
-P-proszę panią-jęknął ziewając na co Mglista Ścieżka prawie się poddała.
-Idziemy-powiedziała drżącym od wysiłku swojej woli głosem. Odetchnęła cicho i wyszła przed stróżującego Żurawinowe Bagno.
-A gdzie ty idziesz… i ty…?-zapytał bardzo zdziwiony. Spojrzała na zaspanego ucznia i przewróciła oczami.
-Idziemy na trening… że tak powiem, przedwczesny-mruknęła i jakby nigdy nic przeszła obok kocura i poszła na miejsce treningów. A inaczej pod wielki dąb.-Polowałeś kiedyś?
-Proszę? N-nie-powiedział normalnie.
-O nie… będzie z tobą dużo pracy…-jęknęła i siadła gdy byli już na miejscu. Wiał zimny wiatr i zbierało się na burze o czym świadczyły ciemne chmury. Strzepneła gniewnie ogonem.-To może zacznijmy od polowania. Bo walki słowne masz opracowane.-powiedziała i nastawiła uszy na grzmienie jednak nie śpieszyło jej się do obozu. Zaczęła po kolei tłumaczyć jak polować, o jakiej porze na co i gdzie jest pewnej zwierzyny. Ostatnim zwierzęciem był gronostaj który panoszył się wiele razy na terenach. Uczeń za każdym razem kiwał głową.-Gronostaje można znaleźć najczęściej na słonecznej polanie, tutaj i w drodze do przeprawy. Najczęściej widziałam go w zimie. Poluje się na nie jak na myszy tylko więkrze. Rozumiesz i pamiętasz?-Zapytała patrząc na w pełni zaangażowanego uczniaka.-Powtórz jak poluje się na myszy.-rozkazała i usłyszała nieco zmienioną formułkę na co kiwnęła głową. Potem wreszcie machnęła pyskiem na wielki dąb.-Jest tam pełno nornic i myszy w lecie. Teraz pewnie też jest ich tam kilka. Spróbuj złapać.

-Skip Time-

Uczyła tego uczniaka ledwo cztery wschody księżyca a on już tyle umiał. Jednak nie można było powiedzieć że się lubili. Przed klanem zgrywali wielkich przyjaciół i w ogóle a na samotnych treningach obydwoje zachowywali się jak obrażone ropuchy. Aktualnie wschodził księżyc a oni dalej ćwiczyli przy wielkim dębię polowanie i techniki.
-Na dziś wystarczy.-warknęła do twardo trzymającego się na ziemi płowego kocura. Zastrzygła uszami kilka razy i rzuciła mu jeszcze.-Idz od razu spać. Jutro zaczynamy ciężką pracę nad walką, obroną i ucieczką.-odwróciła się i słysząc kroki łap za nią zaczęła iść pewnie po śniegu do obozu klanu. W wejściu rzuciła tylko krótkie ‘’Nie twoja sprawa’’ do Baraniego Łba. Odprowadziła ucznia do legowiska. Napotkała tam dzierżące spojrzenie Żywicowej Łapy które szybko tamta zatarła. Kiedy usłyszała jęknięcie któregoś z innych uczniów warknęła na ciszę. Takim sposobem zostawiając ich.-Radziłabym ci nie rozmawiać i iść spać bo jak się nie wyśpisz to będzie ci ciężej ćwiczyć.-powiedziała. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego że za ostro traktowała tego ucznia i mogła doprowadzić do nieszczęśliwego obrotu zdarzeń. Gdy usypiała obiecała sobie że ciut zmieni swoje zachowanie i wytłumaczy dlaczego tak ostro z nim trenuje. Nie chciała się non stop kłócić z młodym a i nie mogła go traktować ulgowo.

<Poranna Łapo? PS. Szczęściarz miałam wenę.>

Od Mglistej Ścieżki CD. Koziej Nóżki

Kotka omal nie udusiła, się z radości widząc, liliowo białe futro tak bardzo jej znajome, jak żadne inne. To był na pewno Kozia Nóżka. Bardzo się cieszyła, tak bardzo, że zapomniała o towarzyszach z patrolu.
-Chodź Mglista Ścieżko!-syknął, cicho Żurawinowe Bagno a na to niebieska szybko zareagowała.
-Już idę...-powiedziała i w końcu wyskoczyła z obozu i skierowała się do lasu.
-Gdzie polujemy?-usłyszała pytanie Porannej Łapy.
-Przy wielkim dębie i na słonecznej polanie. Jak myślisz gdzie iść o tej porze?-zapytała ucznia. Słońce dopiero wschodziło, więc była, to idealna pora na polowanie na ptaki i mniejsze gryzonie.
-Na słoneczną polanę?-usłyszała.
-Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie.-powiedziała ostrzegawczo.-Tak. Na słoneczną polanę.-dodała z małą nutą dumy. Szkoliła tego uczniaka od trzech wschodów słońca i nawet wiele umiał. Jednak widziała, jak kocurek jest, zmęczony i może paść z wycieńczenia.

-Skip Time-

Gdy wrócili, z polowania przynieśli, nie wiele, bo tylko dwie sikorki, trzy nornice i królika, który był wychodzony. Widząc, jak Poranna Łapa jest, zmęczony i padnięty podeszła do niego.
-Resztę dnia i jutro do górowania słońca masz czas wolny...-powiedziała, odwracając, głowę.-Zasłużyłeś na to, Poranna Łapo.
Uczniak skinął z wolna głową i pobiegł do legowiska uczniów. Już miała odejść, kiedy poczuła na sobie spojrzenie Perłowej Łapy, która mrużyła na nią oczy. Niebieska tylko uniosła głowę i rzuciła, jej wyzywające spojrzenie, na co tamta się, odwróciła. Mglista Ścieżka strzepnęła ogonem zdenerwowana i odeszła. Nagle przypomniała sobie o Koziej Nóżce i zaczęła go szukać. W końcu go znalazła, siedział, sam przy kępie krzewów jedząc, wiewiórkę. Od razu do niego skoczyła i położyła po sobie uszy.
-Czemu mi nie powiedziałeś, że odchodzisz i gdzie?!-wydarła, się na niego przytrzymując, go do ziemi.-Ja bym umarła jakbyś nie wrócił!-syknęła już trochę ciszej. Widząc przerażoną minę bicolora, zaśmiała się i go puściła. Po chwili jednak wtuliła głowę w jego bok.-Nawet nie wiesz, jak tęskniłam...
-Co? Nie uważasz mnie za... zdrajcę?-usłyszała niedorzeczne pytanie.
-Nie...-wyszeptała.-Dla mnie zawsze będziesz tym samym Kozią Nóżką...
Nie słysząc, odpowiedzi spojrzała, na kocura znacznie się odsuwając. Przechyliła głowę.
-Co?-zapytała, a kocur ją obszedł, zatrzymując się przy ranach na boku.
-A ty to z kąt masz?-zapytał.
-Od aroganckiego Sroczego Odoru.-powiedziała.
-Co?-usłyszała śmiech żółtookiego i przekręciła głowę.
-Od Sroczego Żaru.-powiedziała tylko spokojnie i siadła.
-Ty tak serio?-zapytał i kotka kiwnęła głową.
-Nie ważne. Najważniejsze, że wróciłeś...-powiedziała. Mimo że widziała do aroganckie spojrzenie Baraniego Łba, wywyższony wzrok Sroczego Żaru i kpiące iskierki w oczach niektórych Klanowiczów. Mogła być też zdrajcą. Dla innych, ale nie dla niej.

<Kozia Nóżka? PS Nie, Śnieżko ,TO NIE SHIP D=<>

20 sierpnia 2019

Od Mglistej Ścieżki CD. Lisiej Gwiazdy

Kotka spojrzała kpiąco na swojego ucznia. Na pewno dostała takiego bo uważano ją za bezużyteczną. Przednie łapy kocura były za krótkie a sama jego postura była drobna. Naprawdę nie wiedziała za co to. Kątem oka dojrzała kpiące spojrzenie Martwego Cienia i arogancki pysk Baraniego Łba. Jej ogon zaczął machać nerwowo na boki. Skoro go już dostała wyszkoli go na najlepszego wojownika w klanie. Splunęła na Baraniego Łba idąc z kocurkiem. Nie wiedziała czemu ale poczuła małą dumę kiedy zobaczyła ucznia Baraniego Łba. O mało nie parsknęła śmiechem. Skoczyła do legowiska uczniów razem ze swoim podopiecznym.
-Chyba wiesz że śpisz tu?-zapytała kpiąco.
-Tak-usłyszała odpowiedz małego ucznia.
-Powinieneś też wiedzieć że skazano cię na najcięższą pracę z najbardziej wymagającą mentorką zaraz po dwóch kotach.-powiedziała oschle. Zobaczyła jak po plecach Porannej Łapy przechodzi dreszcz.
-T-tak?-powiedział.
-Wyśmienicie-zamruczała.-Jutro przed wschodem słońca trening-warknęła i odeszła od legowiska uczniów. Przez całą resztę dnia próbowała złapać lidera jednak ten gdzie tylko nie zerknęła znikał jej z oczu. Uszy mała cały czas położone po sobie. W końcu się doczekała. Lisia Gwiazda zawzięcie rozmawiał z Martwym Cienie. Trochę zdziwiona popatrzyła na nich krzywo jednak nie dochodziła. Gdy skończyli a przynajmniej jak jej się wydawało lider odwrócił się i machnął głową na nią. Martwy Cień odszedł a niebieska podbiegła do lidera.
-Czego chcesz Mglista Śnieżko?-zapytał olewającym tonem.-Chodzisz za mną cały dzień-powiedział podirytowany. Niebieskooka przez dłuższą chwilę milczała, czekając aż lider się uspokoi, w końcu zaczęła:
-Dlaczego dostałam jakąś kruszynkę z za krótkimi nogami?-zapytała spokojnie. Popatrzyła do góry by zobaczyć pysk kocura. Tym zdaniem mogła go wkurzyć ale chciała się dowiedzieć czemu akurat tego małego kocurka z karłowatymi łapami.

<Lisia Gwiazdo? PS: Sorka że takie krótkie>

18 sierpnia 2019

Od Mglistej Ścieżki

Kotka kłapnęła pyskiem na Sroczy Żar. Nie chciała by tak wyszło jednak taki już miała charakter i relacje z klanem.
- Kiedyś zobaczysz że nie mieliście racji. Kozia Nóżka nie jest zdrajcą i będę się trzymać tego zdania - fuknęła na co dostała pazurami w bok na co syknęła.
- Zapamiętaj sobie. Jeśli choć na centymetr podejdziesz do moich kociaków, będziesz dostawała pazurami. Moimi i tych maluchów. - Już miała coś powiedzieć ale dostała pazurami w pysk. - Nie możesz się już odzywać ani do mnie ani do moich kociaków. Poza tym Kozia Nóżka to głupi zdrajca, oszust, lisie łajno, tchórz i wróg. - kontynuowała rzucając najgorsze obelgi ku bicolorowi. Niebieska wiedziała że partner Śnieżnego Sopla uciekł razem z nim i pokłóciła się z liderem dlatego bo miał powód a ona dowie się jaki i go tu z powrotem sprowadzi... nawet jeśli miała by zginąć. Zwiesiła głowę i popatrzyła na Sroczy Żar.
- Nienawidzę cię - wyszeptała. - Tylko mi uprzykrzasz życie od samego początku. Nienawidzę cię za wszystko co robisz i co pragniesz zrobić. Gnij w najgorszej otchłani Ciemnego Lasu... - wyszeptała chociaż nie była pewna czy matka kociąt ją usłyszała.
Wyskoczyła ze żłobka najeżona z krwawiącym bokiem i pyskiem.

-Skip Time-

Minęły dwa wschody słońca od incydentu. Mglista Ścieżka wyskoczyła z legowiska i przeciągnęła się. Rany się zaklepiły dzięki medykowi którego nazywała kociakożercą w młodym wieku. Rana po walce ze Sroką ba samotnikiem jak to nazwały, stała się blizną już prawie zdrową. Jedynie te zadrapania ze wczoraj. Okazało się że to na boku ma sporą szanse na zamaskowanie i zagojenie się jednak nie dostała informacji co z tą na pysku. Przełknęła ślinę kiedy poczuła płatki śniegu na grzbiecie. Pora Nagich Drzew... no tak... pomyślała i doskoczyła do Księżycowego Pyłu.
-Idę na patrol myśliwski. Teraz i pózniej. -powiedziała pewnie polizała łapę i przejechała nią po rozczochranym pysku. Widziała jak Sroczy Żar a dla niej Odór pilnuje swoich kociaków. Zastępca syknął na nią i ochrzanił za odzywanie się w taki sposób ale puścił ją na te patrole a nawet dołączył do wieczornego i jeszcze popołudniowego. Kazał też przed patrolem wieczornym. Dla niej to wyglądało jak jakaś fajna kara a dla Księżycowego Pyłu pewnie jak jakaś syzyfowa praca. Mglista Ścieżka i tak chciałaby pobyć sama i poza obozem. Wszędzie byle daleko od ciemnej kupy futra lub Sroczego Odoru. (jak kto woli) Czekała zatem aż zbierze się jej patrol czyli Niebiański Lot, Żurawinowe Bagno, Barani Łeb i Jaszczurczy Język. Ona i jej grupa szybko wrócili ale nie na marne. Przynieśli trzy myszy i dwie nornice niestety wychudzone oraz jakiegoś młodego nawet grubego wróbla który nie odleciał na czas. Po tym wyszła na samotne polowanie. Ruszyła na ulistnione tereny a raczej nagie drzewa. W lecie było tam wiele liści gdzie mogłyby chować się myszy. Ale była pora nagich drzew... i było zimno... nie było liści ani orzechów. Mimo to wychwyciła zapach gronostaja. Może zdołałaby zdobyć to zwierzątko jeśli dobrze by się podkradła i obrała odpowiednią technikę. Niedaleko ujrzała biały kształt kopiący w śniegu jak i w ziemi. Co chwilę rozglądało się na boki nieświadome niebezpieczeństwa. Kotka delikatnie stąpała po śniegu. W końcu skoczyła przed zdobycz. Gronostaj zaczął syczeć a gdy chciał uciekać niebieska tylko złapała go za kark szybko go skręcając. Zadowolona z siebie podniosła się jednak gdy wyczuła zapach kota najeżyła się i upuściła zdobycz, nastawiła uszy. Po chwili rozległ się jęk spadającego śniegu na co Mglista Ścieżka napuszyła się i położyła po sobie uszy. Nie trzeba było długo czekać na kolejny dzwięk którym okazał się być dzwięk pękającej gałęzi. Syknęła cicho i odwróciła się w stronę dzwięku. Mógł to być Barani Łeb, Sroczy Żar lub jakiś samotnik. Wysuneła pazury. To był kot. Mglista Ścieżka nie była w pełni zdolna do wali z powodu rany na boku i pysk oraz niezagojonych ran po bitce. Nie miała wielkich szans. uchyliła pysk pokazując zęby i zaczeła raz syczeć raz miauczeć. Wróg był zdrowy, silny ale jej obcy ale był na terenie Klan Klifu tyle wiedziała o przeciwniku.

<Klifiaki albo Samotnik? Mozę ktoś z innego klanu?>

10 sierpnia 2019

Od Mglistej Ścieżki CD Wschodzącej Fali

Kotka stała prawie że w wodzie. Widziała na miejscu pochówku jakąś postać jednak nie była pewna jaką. Była puszysta i ciemna przez co wtapiała się w tło. Mglista Ścieżka podeszła cicho i spokojnie bliżej prawie się skradając. Kiedy miała już zobaczyć pysk kot obrócił się i odszedł. Niebieska przeklnęła się w duchu. Po chwili przypomniała sobie o węchu. Mruknęła oś do siebie gniewnie i spróbowała złapać zapach Jeśli dobrze wyczuła była t królowa z Klanu Klifu bo z kąt indziej. Po chwili poszła tropem królowej. Jak się okazało to była Wschodząca Fala. Po chwili postanowiła rzucić śledzenie i postanowiła zapolować. Zeszła ze szlaku zapachu królowej i skierowała się na prawo. Musiała dosyć długo chodzić bo dopiero kiedy się ściemniło złapała zapach nornicy. Przybrała pozycję łowiecką i zaczęła się skradać ale nadepnęła na gałąź. Zwierzątko stanęło na dwóch łapach i rozejrzało się nerwowo. Po chwili Mglista Ścieżka skoczyła nie zważając na inny zapach i pozycje nornicy. Ledwo co zadrapała ją na plecach a jednak udało jej się ją złapać. Teraz zwierzątko leżało martwe u jej stóp. Dopiero teraz wyrwała się z transu i zwróciła uwagę na zapach.
-Udane polowanie, ale chyba musisz poćwiczyć skupianie się na terenie-powiedział głos kotki. Mglista Ścieżka wrzasnęła i odwróciła się do mówiącej.
-Ahahah… Cześć Wschodząca Falo-powiedziała zmuszając się na przyjazny ton.-Co u ciebie?-zapytała na co szylkretka się zaśmiała.
-Cześć Mglista Ścieżko. Bardzo dobrze w żłobku wreszcie mam towarzystwo-powiedziała.
-Uh… robi się ciemno nieprawdaż?-zapytała.-Nie chciałabym się spotkać z Baranim Łbem na warcie…-mruknęła niechętnie. I odwróciła się mając zamiar iść do obozu jednak druga kotka ją zatrzymała.
-Dziś wartę pełni Żurawinowe Bagno.-powiedziała Wschodząca Fala.
-A…Aha…-jąknęła się. Nie wiedziała jak kontynuować rozmowę.

<Wschodząca Fala?>

07 sierpnia 2019

Od Mglistej Ścieżki CD Sroczego Żaru

Kotka spojrzała na cętkowaną.
-Nie, dzięki-zaśmiała się.-Jeśli są tak samo drapieżne jak mamusia to chyba stracę łapę.-przymrużyła oczy. Sroczy Żar uśmiechnęła się.
-Ja muszę już iść, zobaczę co nowego. Poza tym mam patrol wieczorny za niedługo.-powiedziała ciepło do karmicielki.
-Dobra. Spływaj-powiedziała siostra Zimorodkowej Pieśni i przy wejściu zawołała.-Powiesz mi co tam się dzieje później!
Mglista Ścieżka wyskoczyła ze żłobka i rozejrzała się po obozie. Nic nowego... małe grupki kotów, zminy wiatr, słońce pochylające się ku zachodowi... przejechała jeszcze raz zmęczonym wzrokiem po polance. W końcu zorientowała się że stoi przy żłobku jakiś czas. Uskoczyła z drogi jakiemuś kotowi. Nawet nie patrzyła jakiemu. Wyszła z obozu i skierowała się ku granicy z Klanem Wilka. Przeszła szybko pod drzewo i siadła opierając się o nie w pewnym stopniu. W końcu postanowiła się szybko przejść w miejsce pochówku. Wstała i nie równym krokiem ruszyła na swój obrany cel, po drodze zbierając kwiatki. Rana po niewielkiej bójce ze Sroczym Żarem dalej jej doskwierała. Gdyby nie ona, skończyło by się to tragicznie. Lśniące Słońce powiedział, że ta rana na grzbiecie może jej zostać jako blizna ponieważ nie było to tylko powierzchniowe zadrapanie. Ale nie był pewny. W czasie gdy rozmyślała dotarła na plażę i była blisko miejsca pochówku. W pysku miała kilkanaście kwiatów. Siadła przed miejscem pochówku a przed tem rozłożyła kwiaty.
-Wiatajcie-zaczeła.-Co u was? Wszystko dobrze?-zapytała. Co prawdą była nie znała zmarłych klanowiczów za dobrze. Nie byli nawet jej przodkami... chyba... nie poznała ich tak dobrze jak reszta klifiaków.-Mam nadzieję że wszystko dobrze. Dziękuje Potokowa Gwiazdo że wtedy przygarnąłeś mnie do klanu.-Zmrużyła oczy w podzięce.-A ty Okopcony Dzwonku? Jak u ciebie? Jakie to uczucie gdy się umiera...?-zapytała pochylając głowę. Owineła ogon w okół łap.-Głuszcowa Łapo jak myślisz. Gdzie mógł sie podziac Kozia Nóżka...?-mrukneła. W końcu pożegnała się i ruszyła do obozu po drodze łapiąc ze swie myszy.

-Skip Time-

Właśnie wróciła z wieczornego patrolu
o mało nie zapominając o Sroczym Żarze. Wzieła gołębia ze stosu i ruszyła do żłobka.
-Dobry wieczór mamuśko-mrukneła dla żartu na co cętkowana o mało nie wyszła ze skóry. Widząc jednak gołebia chyba się uspokojiła.-Proszę-powiedziała upuszczając go przy Sroczym Żarze. Siadła i zaczeła obserwować małe włochate kuleczki. Śnieżny Sopel pewnie już urodziła... pomyślała smutno. Tak bardzo chciałaby je zobaczyć... Klan Lisa, Klan Burzy i Klan Nocy nie mieli żadnych informacji na ten temat. Nic a nic. Za to do Klanu Wilka by nie uciekli... chyba...
-Nad czym tak rozmyślasz?-zapytała cętkowana niebieska.
-Nad kociakami Koziej Nóżki...-mrukneła pół głosem.
-Tu ciągle o tym... pogódź się z tym że sie wynieśli bo nie interesował ich Klan Klifu...-powiedziała irytująco na co Mglista Ścieżka prawie wybuchła.
-Ty nie rozumiesz!-warkneła.-Na pewno mieli jakiś powód. Nigdy by nie uciekli tak poprostu. Poza tym...-zaczeła ale Sroczy Żar popatrzyła na nią pytająco.-Kozia Nóżka...
-A no. Tak się nazywa.-powiedziała przerywając pręgowanej jednak ta nie zwróciła na to uwagi.
-... jest dla mnie jak brat...-powiedziała cicho kuląc się. To była jej jedyna i najgorsza słabość. Czekała na reakcje Sroczego Żaru której pyska nie widziała.

<Sroczy Żar?>

02 sierpnia 2019

Od Mglistej Ścieżki do Sroczego Żaru

Fuknęła na nią. Odkąd Sroczy Żar, została wojownikiem coraz bardziej, dokuczała niebieskiej. Zjeżyła się i wbiła pazury w ziemię.
-Jeszcze mnie popamiętasz...-wy warczała do siebie i odeszła do wyjścia z obozu z wysoko podniesionym ogonem. Nie da się temu lisiemu łajnu, ale z drugiej strony... jeśli ich ktoś złapie na gorącym uczynku. Myślała, idąc ścieżką...
-Walczyć czy nie?- Zapytała samej siebie. W końcu porzuciła temat i zaczęła polowanie. Zaczęła, lekko stąpać po terenie próbując, nie wydać żadnego dźwięku. W końcu złapała zapach królika, który pewnie przybiegł z terenów Klanu Burzy. Kotka od razu przyległa do ziemi i zaczęła iść za zapachem. Królik nie był rzadko spotykany na terenach, ale zawsze był mile widziany. Co prawda samo upolowanie wymagało szybkości i zwinności. Kotka zakradała się coraz bliżej, a widząc śnieżno-biały puszek wśród krzewów nabrała skupienia. Skoczyła i przyszpiliła, królika do ziemi jednak nie minęła, chwila, a ten się jej wyślizgnął.
-Mysie łajno!-warknęła głośno i rzuciła się za swoją zdobyczą.-Upoluję, go choćby nie wiem, co -wysyczała w biegu i zaczęła najszybciej, jak umiała przebierać łapami. Pochwali się przed Sroczym Żarem i tamta nie będzie miała się do czego przyczepić! Nie minęła chwila, a kotka nabrała idealnej prędkości. Z boku mogło, to wyglądać jakby miała, sześć nóg jak nie więcej. Zmrużyła oczy i skoczyła, przyszpilając królika do ziemi i nie czekając dłużej, zabijając go. Zaczęła mruczeć tak głośno, że słyszeli ja chyba wszyscy w odległości 20 ogonów lisa. Nagle zorientowała się, że o mało nie przekroczyła granicy z Klanem Wilka. Kotka miała naprawdę fuksa. Oblizała pysk z krwi i ruszyła do obozu z wysoko uniesiona głową i ogonem. Po niedługim czasie położyła swoją wspaniałą zdobycz na stosie zwierzyny.

-Wspaniale, Mglista Ścieżko!-powiedziała Gronostajowy Krok z dwoma myszami w pysku.-Wytrenowałam wspaniałą wojowniczkę -zamruczała, na co Mglista Ścieżka, kiwnęła głową. Niebieskooka obróciła się i zobaczyła zgarbioną Sroczy Żar, patrzyła na nią morderczym wzrokiem, na co Mglista Ścieżka uśmiechnęła się triumfalnie. Potruchtała do swojej przeciwniczki.
-I co? Nadal jestem chrząszczem?-zapytała.
-Nie. Cofnęłaś się do pchły -warczała do niebieskookiej.
-Tak? A ty niby do czego? Myślisz, że jestem głupia?-zapytała.
-Nie myślę, tylko tak jest - odparła Sroczy Żar.
-To się jeszcze okaże -fuknęła i odeszła od niej. Patrol wieczorny wyruszył nie dawno, więc ta już zaczęła kierować się do przeprawy.

-Skip Time-

Kotka siedziała niedaleko przeprawy. Z czasem coraz bardziej wyczuwała zapach innego kota, którym okazała się jej zadziorna przeciwniczka. Niebieska kotka postawiła łapę na niewielkiej polance.
-A więc zmierzmy się -powiedziała pewnie siebie Sroczy Żar. Jednak Mglista Ścieżka nie odezwała się ani nie ruszyła. Miała zamiar pokazać tej pchle prawdziwy rozsądek, którego tamta nie miała za wiele. Zresztą Mglista Ścieżka też nie miała się czym chwalić.-Boisz się pchło -zadrwiła z niej współlokatorka. Ku zdziwieniu jej samej Mglista Ścieżka podniosła podbródek i spróbowała popatrzeć na nią wyzywająco i drwiąco.
-Powiedz mi... uczyłaś się kiedyś kodeksu wojownika? Wyzywasz do pojedynku pobratymca, ale sama nie jesteś pewna do końca tego, co robisz. Zachowujesz się jak niewyrośnięty dzieciak.-powiedziała. To ona, postanowiła być tą, mądrą jednak nie przewidziała tak dużej agresywności Sroczego Żaru. Kotka napuszyła się i popatrzyła na nią spod byka, wysuwając pazury, ale jeszcze nie atakując. Nie zwracając na to uwagi Mglista Ścieżka, kontynuowała.-Co chcesz tym udowodnić? To, że jesteś silna, odważna i mądra? Grubo się mylisz. Prawdziwy wojownik nie rzuca bezsensownych wyzwań, komu popadnie. Możesz myśleć, że ja robie wszystko źle. Możesz mnie nienawidzić i możesz myśleć, że bredzę, bo nie jestem z klanu...-urwała, widząc, jak wbija głęboko pazury w ziemie, a jej źrenica mają już prawie rozmiar szpilek. Uśmiechnęła się na to i machnęła ogonem.-Zapytam się jeszcze raz. Pamiętasz kodeks wojownika?-zapytała przez chwilę, żałując, jednak zaraz to odwołała. Druga kotka widocznie nie wytrzymując, skoczyła na nią i przejechała pazurami po grzbiecie dziko pręgowanej kotki.

<Sroczy Żar?>

24 lipca 2019

Od Mglistej Ścieżki CD Zimorodkowej Pieśni

Kotka przekrzywiła łebek.
-Dlatego nigdy nie chce mieć partnera.-powiedziała niebieska to do siebie to do Koziej Nóżki.-Spróbuj się nie przejmować. Pewno dostała czegoś w rodzaju focha bo nie może polować.-powiedziała pół żartem.
-Może-zaśmiał się cicho po chwili ruszając do sterty zwierzyny i wracając do żłobka z najpulchniejszą myszą. Mglista Ścieżka pokręciła głową z niedowierzaniem stworzonym przez zaangażowanie kocura.

-Skip Time-

Kotka właśnie wracała z patrolu myśliwskiego rozmawiając z Żurawinowym Bagnem.
-Bardzo dobrze polujesz-powiedziała przez trzymane piszczki do liliowego kocura.
-Dzięki ty też.-odparł.-Nie mogę się doczekać kociąt Śnieżnego Sopla.
-Ja też, na pewno będą przepiękne -miauknęła, Żurawinowe Bagno pokiwał głową i tak zakończyli rozmowę. Właśnie przekraczali wejście do obozu kiedy wpadli na grupę kotów.
-Co się dzieje?-zapytał dowódca patrolu w którym uczestniczyła Mglista Ścieżka. Żaden z kotów nie odpowiedział, tylko przepchnęły się dalej i zniknęły z pola widzenia niebieskiej. Wszyscy z patrolu myśliwskie weszły do środka i odłożyły zdobycze. Mglista Ścieżka natychmiast odbiegła do Zimorodkowej Pieśni.
-Co się dzieje?-zapytała z ogonem uniesionym wysoko do góry i uszami przygotowanymi do słuchania każdego słowa wojowniczki.
-Śnieżny Sopel i Kozia Nóżka zniknęli-powiedziała pointka. Puszysty ogon Mglistej Ścieżki zaczął opadać, a jej uszy leżały płasko na głowie.
-J-jak to?-jęknęła się nie dowierzając. Po chwili jednak dodała ze sztucznym uśmiechem.-Pewnie wyszli na chwilę...-miauknęła próbując przekonać samą siebie. ''To prawda... nie widziałam ich już wczoraj...'' pomyślała uświadamiając sobie rzeczywistość.
-Nie...-powiedziała współlokatorka.-Mglista Ścieżko ich naprawdę nie ma-miauknęła wojowniczka.
-Nie ma ich...-wpoiła sobie w końcu. Zimorodkowa Pieśń kiwnęła głową. ''Ale skoro uciekli to musieli mieć jakiś powód'' pomyślała.-Jaki mogli mieć powód?-zapytała to do siebie to do współlokatorki.

<Zimorodkowa Pieśń?>

09 lipca 2019

Od Mglistej Ścieżki C.D. Koziej Nóżki

Kotka wyraźnie zdezorientowana najeżyła się. Nie chciała przeszkadzać Koziej Nóżce i Śnieżnemu Soplowi, szczególnie wtedy kiedy aż tak głęboko i widocznie zaniedbała stosunki z przyjacielem.
- Ja... ja przepraszam nie chciałam przeszkadzać - jednym susem skoczyła z powrotem w krzaki z których wyskoczyła. Jej ogon napuszył się lekko, spojrzała jeszcze przez ramię, sprawdzając czy na pewno nie zepsuła żadnej chwili. Szczerze? Miała wielka nadzieję, że nie. Nigdy jakoś specjalnie nie obchodziły ją związki i pary, ale widać trzeba będzie przywyknąć. Skierowała się do Płaczącego Strażnika, musiała trochę pobyć w samotności i ciszy. Po niedługim czasie siedziała pod utworzoną przez drzewo kopułą. Słyszała szumiącą wodę około dwa ogony dalej jednak nie wzruszało jej to. Teraz miała za zadanie tylko jedno... mianowicie rozmyślanie. Nie miała zamiaru dalej siedzieć w tym bagnie i zdobywać nowych przyjaciół, bawić się i wygłupiać. Niebieska pusto patrzyła w długie gałęzie drzew. Może i byli to współklanowicze, może i musiała zachowywać się do wszystkich z umiarem ale bez przesady. Nie chciała już być tą małą, wesołą i szaloną Mgiełką. Niesfornym dzieciakiem który sprawiał tylko problemy. Chciała być pewna siebie i poważna. Położyła głowę na łapach. Tak zajęła się sobą, że przeraźliwie zaniedbała przyjaciół... wszystkich... nawet Kozią Łapę który chociaż mógł tego nie wiedzieć był dla niej jak brat... i pewnego kocura... a Zlepioną Łapą? Nie interesowała się drobnym kocurkiem, tak samo Zimorodkową Łapą... to byli przecież jej współlokatorzy... I tak bezsensownie rozmyślała. Mglista Ścieżka nawet nie zauważyła, że się dosyć mocno ściemniło. Zignorowała to całkowicie, dopiero po krótkim czasie zauważyła że księżyc już prawie górował. Spanikowana wyskoczyła spod drzewa i popędziła co tchu do obozu. Z ciężkim oddychaniem od biegu weszła do środka, większość już spała. Gdy wchodziła do legowiska wojowników mocno walnęła w kogoś. Syknęła cicho i popatrzyła na... znajomego liliowego kocura ze zdziwieniem które po chwili wykryła także u niego.
- Co ty robisz? - zapytała niebieska.
- Miałem iść cię już szukać - powiedział Kozia Nóżka. Niebieskooka na opuszkach weszła do środka zagłębienia. Legowisko Koziej Nóżki i Śnieżnego Sopla było w prawdzie niedaleko siebie, a jej jakiś dwa ogony dalej od innych z czego się cieszyła.
- Gdzie byłaś? - zapytał kocur za nią. Ups? Trochę o nim zapomniała.
- Co? Aaa... - mruknęła. - Poszłam się przejść - zamruczała z ukrytą niechęcią. Żółtooki przekrzywił głowę ale nic nie powiedział. Po chwili ułożył się w swoim legowisku, a Mglista Ścieżka zrobiła to samo. Miała nadzieję że w żaden sposób nie uraziła liliowego kocura.

<Kozia Nóżko?>

02 lipca 2019

Od Mglistej Łapy (Mglistej Ścieżki) C.D. Lisiej Gwiazdy

Kotka jak zwykle sprzeczała się z uporczywą Sroczą Łapą póki nie usłyszała wezwania rudego kocura. Podniosła głowę na położenie lidera.
- Mglista Łapo. Wystąp - zaskoczona niebieska połknęła ślinę. Mogła coś przeskrobać ale nie wiedziała co... a co jak ktoś coś o niej doniósł?! Zdezorientowana podeszła pod wielki kamień.
- Ja nic nie zrobiłam... - wyszeptała. Ku jej zaskoczeniu lider zaczął ceremonie mianowania.
- Ja, Lisia Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, by spojrzeli na tę uczennicę. Ciężko pracowała, by zrozumieć wasz szlachetny kodeks, więc polecam wam ją jako wojowniczkę. - mówił jak zwykle pozbawionym emocji tonem. Mglista Łapa była w wielkim szoku, słuchała słów Lisiej Gwiazdy. - Mglista Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika, chronić klan i bronić go nawet za cenę życia? - dodał po wdechu.
- O-obiecuję - odparła pewnie, ale jąkając się. Niebieska nie myślała że będzie tak... zaskoczona i dumna z siebie kiedykolwiek.
- Zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Mglista Łapo, od dzisiaj będziesz znana jako Mglista Ścieżka. Klan Gwiazdy ceni twoją wierność i lojalność oraz wita cię jako pełnoprawną wojowniczkę Klanu Klifu! - wykrzyknął i zeskoczył na ziemię. Oparł pysk na ciemnej głowie Mglistej Ścieżki. Kotka polizała go w bark na znak szacunku. Rudy kocur odszedł w tył. Klan zaczął skandować nowe imię błękitnookiej, na jej pysku pojawił się cwany uśmiech a jej ogon wprost balansował. Wyprostowała się. W okrzykach było słychać zniechęcenie, radość i... złość. Odwróciła się w stronę wrogiego tonu wołającego jej imię. Był to teraz mały, wredny i paskudny Barania Łapa. Gdy całe przedstawienie się skończyło poszła na swoje ostatnie polowanie uczennicy i pierwsze wojowniczki razem z (teraz) byłą mentorką.

~timeskip~

Wkroczyła po raz ostatni do legowiska uczniów. Było jej trochę przykro że nie będzie już widziała Koziej Łapy i Śnieżnej Łapy razem, ale też dobrze ponieważ Barania Łapa będzie czekać na swoje mianowanie... odeszła i oficjalnie weszła do legowiska wojowników ale nie za bardzo jej to odpowiadało. Wyszła i siadła na środku polany. Zbliżała się noc, a to znaczyło czuwanie. Wyprostowała się i zaczekała na ostatni promień słońca. Następnie siadła na środku obozu. Księżyc zaczął się pojawiać ale jedyne co ją zastanawiało to... gdzie podziewa się Lisia Gwiazda. Nie było go w legowisku ponieważ Księżycowy Pył coś chciał. Zaczęła pusto obserwować wejście do obozu. Stała tak póki nie mignęło jej rude futro. Podskoczyła na cztery łapy i cała się zjeżyła czekając na przeciwnika. Były dwie opcje był to lis lub wrogi przeciwnik.

<Lisia Gwiazdo? PS: Przepraszam że takie krótkie. To rude futro to ty>

Od Mglistej Łapy C.D. Koziej Łapy

Nie zbyt rozumiejąc słowa kotów przypatrzyła się chwilę. Już niedługo błysnęła jej lampeczka.
- Jesteście parą? - zapytała wesoło jednak w ich odpowiedzi przeszkodził jej Sokole Skrzydło.
- Mglista Łapa? - zapytał zaskoczony. - Ty przypadkiem nie miałaś iść do Gronostajowego Kroku?
- Eh... - sapnęła. - Już spływam - mówiąc to pobiegła do swojej mentorki.

***

Siedziała na polanie słuchając nauki Gronostajowego Kroku. Była to chyba ta sama gadka piąty raz z rzędu a mimo to dalej siedziała.
- Mglista Łapo, jak poluje się na mysz? - zapytała. Niebieska kotka bez słowa ustawiła odpowiednio ciało. - Doskonale. Myślę, że poćwiczymy jeszcze walkę i na dzisiaj wystarczy. - dodała i przybrała pozycje do ataku. Niebieskooka zrobiła dokładnie to samo. Zaczęła drapieżnie machać ogonem aż wysunęła pazury i zaatakowała pierwsza. Wielkim susem skoczyła na swoją mentorkę i wylądowała na jej plecach. Szylkretowa podskoczyła zrzucając Mglistą Łapę. Tym razem to starsza kotka zaatakowała. Podbiegła do niebieskiej i przyszpiliła ją do ziemi. Niebieska szybko ale z trudem się uwolniła i leciutko przejechała pazurem po uchu swojej mentorki. Poleciało kilka kropelek czerwonej krwi. Następnie Gronostajowy Krok machnęła jej ogonem przed nosem i przejechała leciutko po jej boku. Mglista Łapa skoczyła na mentorkę i przytrzymała jej głowę przy ziemi po chwili puszczając. Obydwie zziane kotki popatrzyły na siebie.
- Brawo. Poradziłaś sobie doskonale - miauknęła szylkretka.
- D-dziękuje - powiedziała drżącym ze zmęczenia głosem.
- Wracajmy do obozu... - powiedziała. Mglista Łapa miała w głowie tylko jedno. "Ćwiczyć siłę...". Oby dwie skierowały się do obozu. - Już prawie mi dorównujesz wzrostem. Zauważyłaś? - zaskoczona niebieska popatrzyła na siebie i mentorkę.
- Rzeczywiście - miauknęła po chwili radosna. Oby dwie weszły do obozu, a ich drogi się rozeszły. Córka Gałązki poszła w stronę legowiska uczniów gdzie zastała ponownie Kozią Łapę i Śnieżny Sopel.
- To jesteście parą? - zapytała lekko dysząc. Futro na jej boku było zabarwione rubinową cieczą ale to nic, całkowicie to zignorowała. -Jesteście parą? - powiedziała głośniej z uśmiechem na pyszczku.

<Kozia Łapa? PS: Jest to przed mianowaniem>  

01 lipca 2019

Od Mglistej Łapy CD Sroczego Żaru

Kotka schowała się nieopodal legowiska wojowników. Ale zaraz... co ona wyprawia?! Wyskoczyła szybko i poszła spowrotem na środek polany. Nagle coś na nią skoczyło.
-Ha!-krzyknał triumfalnie znany jej głos.
-Sroczy Odorze zejdź ze mnie!-powiedziała podduszana w tej chwili Mglista Łapa.
-Pierw mnie przeproś.-miałkneła Sroczy Żar.
-O wszechwielka i najmądrzejsza Sroczy Żar ja mała Mglista Łapa bardzo cię przepraszam za moje naganne zahowanie w obec pełnoprawnej wojowniczki. Ciebie-powiedziała iroicznie i niechętnie, a druga kotka z niej zeszła.-Sroczy Odór...- dodała cicho i odeszła zanim ta druga ponownie ją przygniotła. Usłyszała jak zwykle... kociaki bawiące się w żłobku, dzielenie się językami klanowiczów i... szum wiatru. Spojrzała na niebo i wróciła do nasłuchiwania. Zastrzygła bezsensownie uchem.
-Mglista Łapo?-usłyszała głos Sroczego Żaru. Obejrzała się.-Wiesz że przypominasz pchłe?-Mglista Łapa tylko przewróciła oczami.-Nie serio. Nie rośniesz tak jak inni, jesteś drobna i smukła. Właściwie... nie wiele różnisz się od kociaka.
-Zostawie to bez komentarza.-poczekała na wychodzącą Gronostajowy Krok.
-Nie no na serio-miałkneła ponownie ciemno niebieska kotka. Mglista Łapa zmrużyła natrętnie oczy.
-Nie odzywaj się...-wymruczała i wstała idąc do mentorki.
-Ale to prawda! Na serio przypominasz kociaka-powiedziała Sroczy Żar ale po chwili wybuchła śmiechem. Niebieska doskonale wiedziała że druga żartuje.
-Cicho-powiedziała Mglista Łapa ale gdy była ogon od swojej mentorki usłyszała że Lisia Gwiazda zwołał zebranie. Niepewnie skierowała się pod wielką skałę.

<Sroczy Żar? PS: u opo do Lisa będzie miano>

Od Mglistej Łapy CD Koziej Łapy

- Nie umiesz kłamać - mruknęła przewracając się na plecy.-Co ci się śniło?
- Powiedziałem, że nic ciekawego - odparł Kozia Łapa patrząc na bok.
- Na pewno coś ciekawego - miauknęła wstając. Spojrzała na bicolora ale ten... zaczął udawać, że śpi.- Nie śpisz. Za szybko oddychasz. - Kocur prychnął tylko i po kilkunastu uderzeniach serca zasnął. Niedługo wschód słońca więc nie było co spać. Mglista Łapa wstała i skierowała się pod wejście do legowiska uczniów. Siadła i zaczęła cierpliwie czekać na mentorkę lub zastępce jednak oni raczej nie byli rannymi ptaszkami. Westchnęła cicho. Było strasznie nudno. Zaczęła obchodzić dookoła obóz po chwili przestając i wracając na poprzednie miejsce. Zaczęła ćwiczyć ruchy na polowanie na mysz i ptaki. Wszystko szło dobrze póki nie wyczuła na jakiegoś sobie wzroku.
- Dobrze ci idzie - ziewnęła z legowiska wojowników Gronostajowy Krok. Mglista Łapa zesztywniała powodując wywalenie się.
-Przepraszam-powiedziała zakłopotana.-Gronostajowy Kroku mam prośbę...
-Jaką?-zapytała szylkretowa.
-Czy... mogłabyś się spytać Księżycowego Pyłu kiedy będę mogła iść na jakiś patrol..?-zapytała niepewnie.
-Dob-urwała zdanie przeciągle ziewając.-Dobrze, tylko daj jeszcze chwilkę-dokończyła wracając do środka. Niebieska znowu została sama... siedziała tak nudno póki nie usłyszała jakiegoś ptaka. Wsłuchała się w lekką melodie wyćwierkiwaną przez ptaka. Po chwili uśpiona śpiewem zasnęła.

-Sen-

Mglista Łapa wstała i podrapała się rozruchowo za uchem. Jednak... gdy się rozejrzała miała nadzieję zobaczyć legowisko i legowiska razem z uczniami. I owszem było nim ale jakieś ponure... niebieska natychmiast wstała.
- Halo?! - krzyknęła w okół była pustka. Odpowiedziało jej ciche echo.-Jest tu ktoś?-zapytała. Nastała znowu głucha cisza. - Co jest...? -rozejrzała się. Obóz nagle trzasnął. Kotka najeżyła sie widząc tafle wody zalewająca obóz. Szybko zaczęła machać łapami jak nigdy dotąd trafiła na drzewo. Nie wiedziała co się właśnie działo. Jej oczy przybrały kształt pomaramczy. Wysunęła pazury i wbiła je w ziemię. Stała tak póki woda nie wciągnęła jej z powrotem. Ta zaczęła się dusić. Nagle czar prysł.


-Koniec Snu-

Obudziła się cała drżąca. Rozejrzała się. Zobaczyła zszokowanego Kozią Łapę. Miał zadrapanie na boku.
-J-Ja...-wyjąkała.-Przepraszam!-skuliła się i zakryła łapami swoją głowę przyciskając ją do ziemi i zaciskając oczy.

<Kozia Łapa?>

11 czerwca 2019

Od Mglistej Łapy

Kotka napięła mięśnie, gdy usłyszała słowo start, rzuciła się pędem do przodu. Nagle uderzyła w jakiegoś wojownika... albo gorzej... Baranią Łapę. Najeżył się i skoczył na niebieską, przygniatając ją.
-Zejdź!-miauknęła. Zaczęła się szarpać, aż wyskoczyła spod cielska kocura.
-Kupa futra...-mruknął i jak nigdy dotąd odszedł. Syknęła na zadrapanie. Najeżyła się i pokazała zęby Baraniej Łapie. Z ogonem u góry odeszła pod wejście i skuliła się, przyglądając się ziemi. Miała serdecznie dość! Wbiła pazury w ziemię i zacisnęła zęby. Po kilkunastu uderzeniach serca uspokoiła się, następnie podeszła do niej Gronostajowy Krok.
-Chodź. Zabieram cię na trening - powiedziała i zaczekała przy wyjściu. Niebieskooka podbiegła do Sroczej Łapy.
-Muszę iść na trening z Gronostajowym Krokiem - miałkneła szybko i pobiegła za Gronostajowym Krokiem.
-Co będzie pierwsze?-zapytała niebieska.
-Tereny znasz?-zapytała druga kotka.
-Mniej więcej - odparła.
-Więc zaczniemy o polowaniu na ptaki - powiedziała szylkretowa.
-Dobrze - miałkneła Mglista Łapa. „Tak!” Pomyślała szczęśliwie i dogoniła mentorkę czekającą już na Słonecznej Polanie.
-A więc... przede wszystkim musisz iść pod wiatr... mysz cię wyczuje, królik usłyszy - dodała i kontynuowała.-Głowa i ogon muszą być w jednej prostej linii. Szurasz po ziemi.
-O tak?-zapytała Mglista Łapa, schylając się i robiąc to, co przed chwilą mentorka tłumaczyła. Co prawda wyglądało to nieco śmiesznie. W końcu Gronostajowy Krok powiedziała, by niebieskooka coś upolowała. Mała zwęszyła nosem. Wyczuła zapach myszy. Ogon zadrgał jej i zaczęła się skradać do zdobyczy. Skoczyła i uderzyła głową w kogoś centralnie nad myszą. Szybko wstała i zaczęła ja gonić w końcu, przyszpilając do ziemi i jednym ruchem zabijając. Spojrzała na... Sroczą Łapę.
- Widać, to będzie moja pasja- miauknęła.-Co tu robisz?

<Srocza Łapo?>

31 maja 2019

Od Mglistej Łapy CD. Koziej Łapy

Spojrzała pytająco na kocura.
-Byłam w żłobku, ale Lawendowy Strumień jest strasznie zamyślona - powiedziała ciszej.-Nie za bardzo wiem, czy jest załamana, czy się cos poprawiło...-mruknęła. Westchnęła i rezygnując z i tak dosyć małego stosu zwierzyny poszła do legowiska uczniów. W obozie jednak nie było tak nudno. Sokole Skrzydło jest fajny, w żłobku może się bawić z kociakami i oglądać ich zabawy...przyciągnęła się.
-Hej, Zimorodkowa Łapo - powiedziała i położyła się w swoim legowisku.
-Mistrzyni kłopotów przyszła!-krzyknął niedaleko Barania Łapa.
-Tak - odparła, o mało nie sycząc.
-No nie wiem. Zakładam, że Lisia Gwiazda da ci kolejne uziemienie jeszcze w tym księżycu, ty kupo futra.-powiedział bicolor, drwiąc z niej. Kotka trudem powstrzymała się, by nie rzucić się na niebieskookiego. Warknęła cicho i wyszła z legowiska uczniów. Siadła w cieniu patrząc pod wielką skałę. Księżycowy Pył organizował patrol poranny i polowania. Popatrzyła tęsknie na wyjście i zmrużyła oczy.
-Mysie bobki...-mruknęła. Znowu ją kusiło, żeby wyjść. Wbiła pazury w ziemię, a widząc wychodzący patrol myśliwski. Syknęła pod nosem. W końcu zorientowała się, że nastał koniec kary.
-Koniec... kary...-wyszeptała.-Koniec kary - miałkneła radośnie. Podbiegła do Księżycowego Pyłu.-Mogłabym iść na patrol myśliwski?-zapytała prawie, dławiąc się własną śliną. Niedaleko zobaczyła znajomą liliową sierść. Popatrzyła na bok i chwilę wlepiła wzrok w kocurka. Szybko wróciła do Księżycowego Pyłu.

<Kozia Łapa? PS: Mam nadzieje, że kocurek usłyszy to, bo nie za bardzo wiedziałam co napisać...>

29 maja 2019

Od Mglistej Łapy

Pacnęła łapką Sroczkę.
- Goń mnie! - krzyknęła wesoło.
Po chwili obie biegały i robiły dziurki w śniegu.
- Kociaki wracamy! - krzyknęła jakaś karmicielka. Wszystkie kociaki wróciły oprócz dwóch rozbrykanych kotek. Obie znudziły się po jakimś czasie.
- Co robimy? - zapytała Mgiełka.
- Wracamy do żłobka - powiedziała Sroczka. Kocica machnęła ogonkiem.
- No co ty! - krzyknęła. Zaczęła łapać śnieżki na język. - To jest jak woda !- druga kotka dołączyła się do niej. W końcu zdenerwowane królowe złapały je za kark i siłą wniosły do żłobka.

-Skip Time-

Mglistej Łapie było trochę przykro, że nie poszła na bitwę. Przez to, że Barania Łapa ją wnerwił, jest uziemiona na dwa księżyce! Kopnęła kamyk, który uderzył w ścianę. Zastrzygła uszami, słysząc oddział powracający z bitwy. Podbiegła tam szukając Okopconego Dzwonka. Kocur miał opowiedzieć jej, co się wydarzyło na bitwie. Spojrzała po wchodzących. Została na swoim miejscu. Niebieska cały czas szukała kocura, ale zamiast tego zobaczyła zastępcę kilka rannych kotów. Podeszła do Sroczej Łapy.
- Srocza Łapo? Gdzie Okopcony Dzwonek? - zapytała się.
-On...
- Zginął... - zamilkły. Bardzo lubiła tego kocura, jednak ten musiał odejść. - Widocznie taka była wola klanu gwiazd... -mruknęła cicho.
Ruszyła z mchem w stronę legowiska starszyzny do Różanego Kwiatu. Weszła do środka.
- Witaj Mglista Łapo - powiedziała Różany Kwiat. - Jak z bitwą? Wiesz coś?
- Z tego, co widać, udało się.- przełknęła ślinę. W gardle poczuła kule. - Okopcony Dzwonek nie żyje.
- Oh... - nastała chwila ciszy, jednak za chwile niebieska postanowiła iść do starszyzny. Różany Kwiat na prośbę niebieskiej zaczęła historię. W tym czasie młoda wyścieliła legowisko kotki i przygotowywała się do wyciągania kleszczów. Po dwóch opowieściach starszej kotki Mglista Łapa pozbyła się wszystkich pasożytów, zniknęły. Futro kotki błyszczało czystością.
-Te historie były naprawdę ciekawe - powiedziała niebieskooka, zbierając rzeczy. Wyszła do Sroczej Łapy.
- Fu! Ale cuchnie! - powiedziała nagle.
- Przyzwyczaiłam się - odpowiedziała kotce. - Opisz mi tę bitwę - powiedziała niebieska z ciekawością.
Kotka po chwili niechętnie zaczęła opowiadać. Jednak po krótkim czasie w jej głosie słychać było satysfakcje. Mglista Łapa wkręcała się coraz bardziej w historie koleżanki.
- To wspaniale! - powiedziała.- Ale niestety muszę iść do żłobka z mchem i zdobyczą. - dodała po chwili i skierowała się do żłobka.
Po niedługim czasie wyszła wykończona. "Fajnie było z kociakami, ale są bardzo meczące..." pomyślała i wróciła do Sroczej Łapy.

<Srocza Łapa? Jak obiecałam może nieidealnie ale bym nią jeszcze gdzieś poszła jakby było więcej xd>

22 maja 2019

Od Mglistej Łapy CD Koziej Łapy

Kotka zjeżyła się, czując zapach zdobyczy.
-Na wszystkie kolce i ciernie nie może być gorzej...-mruknęła do siebie.-Nie mogę polować, biegać, wspinać się...-zaczęła się przypatrywać ruchom innych uczniów. Po jakiś kilkunastu uderzeniach serca zapamiętała pozycję do łapania ptaka i sposób. Poszła za krzewy i zaczęła powtarzać ruchy. Po kilku minutach uważała, że wychodzą jej perfekcyjnie. Niebieska koteczka podeszła do stosu zwierzyny i złapała świeżą sójkę. Zaczęła obserwować obóz. Niedaleko siedział Lisia Gwiazda z Księżycowym Pyłem,a dwa ogony dalej Kozia Łapa i Śnieżna Łapa. Po zjedzeniu widząc, że Kozia Łapa kieruje sie do niej. Natychmiast wstała i poszła do Różanego Kwiatu. Była medyczka opowiadała ciekawe historie. Kotka nie wiedziała ile tam siedziała i do kiedy. Zupełnie tracąc poczucie czasu i miejsca zasnęła w kącie legowiska starszyzny. Już wiedziała gdzie zajmie miejsce jako starsza.

-Skip Time-

Kotka przeciągnęła się. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że jest w legowisku starszyzny. Wstała i poszła siąść na zewnątrz. Po zimie nieduże kwiaty zaczęły kwitnąć w lesie. Wiał zimny wiatr który muskał futro kotki. W końcu wstała i poszła spróbować zapolować na ptaka siedzącego na ziemi siedem ogonów dalej. Napięła mięśnie i zaczęła się skradać. Skoczyła i z trudem zabiła ptaka. "Udało się!" Pomyślała triumfalnie.
-Brawo-powiedziała Gronostajowy Krok.-Wyjdziemy na polowanie?
-Nie. Jestem uziemiona-odparła odnosząc zdobycz na stertę zwierzyny. W oddali błysnęła ruda kita. Zanim zdążyła się obrócić Lisia Gwiazda i Kozia Łapa zaczęli wychodzić. Resztę dnia kotka spędziła na pomaganiu i wykonywaniu obowiązków. Nie zauważając wcześniejszego powrotu bicolora i rudego kota stwierdziła, że jeszcze nie wrócili więc siadła w cieniu. Zajęła się już wszystkimi obowiązkami, a na dodatek zajęła się żłobkiem. Przeciągnęła się leniwie. Wszystkie kości strzeliły jak na machnięcie różdżki. Podskoczyła słysząc głos Koziej Łapy i Lisiej Gwiazdy. Lider jak zawsze był poddenerwowany jednak Kozia Łapa jakby... wystraszony? Kiedy głos rudego kocura ucichł kotka podeszła do niego.
-Co się stało?-zapytała bicolora. Podirytowana nie słysząc odpowiedzi powtórzyła pytanie.

<Kozia Łapo?>

01 maja 2019

Od Mglistej Łapy CD Koziej Łapy

Dwa księżyce w obozie?! Nie wiedziała przeciecież nic o jakimś kodeksie wojownika. Rozpaczała w kącie jaskini. Schowała głowę w łapy. Żadnych polowań, żadnej nauki, ale siedzenie w obozie, sprzątanie legowiska starszyzny i zajmowanie się Różanym Kwiatem. Pięknie! Podeszła do Baraniej Łapy.
-Przepraszam...-mruknęła.
-Co? Nie dosłyszałem- powiedział złośliwie.
-Przepraszam -powiedziała wyraźnie, a ten uśmiechnął się chytrze.
-Dwa księżyce w obozie. Tak. Najlepsza kara dla takiej kupy futra jak ty- zadrwił. Niebieska z trudem powstrzymała, się od ponownej walki wsuwając, i wysuwając pazury. Zacisnęła zęby.
-Nie masz gorszej.-wysyczała i odwróciła, się tyłem do kocura wracając na swoje miejsce.
-Mamy nową najlepszą uczennicę pakowania się w kłopoty- popatrzył na niebieskooką z pogardą.-Ha! Teraz uciekasz z podkulonym ogonem?
-Może i tak- powiedziała, patrząc, na niego wzrokiem żądzy mordu.-Nie będę się zniżać do twojego poziomu.-dodała i zatkała uszy łapami.
-Co?-zapytał gwałtownie, a kotka nie odpowiedziała.
-Ty miałeś podawane wszystko na łapie, a ja musiałam sobie radzić.-powiedziała, nie zwracając, uwagi na podchodzącego Baranią Łapę.
-Skoro jesteś, taka mądra to ze mną zawalcz.-powiedział, patrząc, na nią wyzywająco.
-Odrzucam wyzwanie.-powiedziała krótko i odeszła w stronę swojego legowiska niedaleko Zimorodkowej Łapy i Koziej Łapy.

-Skip time-.

Księżyc powoli wschodził, ukazując, również Srebrną Skórę, na której błyszczeli przodkowie. Światło odbijało się od obojętnych oczu niebieskiej kotki. Postawiła, uszy słysząc, ruch. Spojrzała, na bok nie poruszając, głową.
-Tak?-zapytała, wzdychając i odwracając się do bicolora. Jemu jedynemu jeszcze ufała.

<Kozia Łapa?>