BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czerwiec x Czajka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czerwiec x Czajka. Pokaż wszystkie posty

10 listopada 2025

Od Czajki CD. Czerwca

Przeszłość

— Co ty sobie wyobrażałeś?! Chciałeś zginąć?! — wykrzyczał wyraźnie zdenerwowany. Czajka nawet nie wiedział, co dokładnie się stało, w końcu chwilę temu jeszcze znajdował się w koronach drzew, przeskakując pomiędzy gałęziami, a jego umysł był wolny i niezmącony niczym innym niż spokój. Szaleńcze nieprzyjemne myśli ucichły na ten czas, pozwalając młodszemu uwolnić się, chociaż na chwilę od tego wszystkiego. Czuł się wtedy na miejscu, to wszystko utwierdziło go w tym, że wybrał odpowiednią profesję.
— Ja… Przepraszam… Chciałem po prostu uciec od uciążliwych myśli — wyjaśnił, czując, jak jego oczy powoli zachodzą łzami. Mimo to ani jedna nie opuściła jego ślepi, gdyż uczeń z całej siły zaciskał powieki, kiedy Czerwiec robił mu wykład o tym, że to niebezpieczne, nieodpowiedzialne, a co gdyby spadł z drzewa, natknął się na lisa lub dwunożnych. Niebieski nawet nie zauważył, gdy nieświadomie zaczął podążać za starszym do obozu, jednak wykład nie miał końca. Całą drogę powrotną miał wzrok utkwiony w ziemi, a ogon nisko zwisał, niemal szurając po ściółce leśnej.
Cała ta samotna eskapada zakończyła się zakazem wyjścia w pojedynkę z obozu aż do odwołania.

***

Teraźniejszość

Mimo to, że minęło trochę od samotnego wyjścia do Dębowej Ostoi, a epidemia zielonego kaszlu zapanowała w obozie, to Czajka próbował jakoś odbudować dobry wizerunek w oczach Czerwca. Ten doczekał się trójki kociąt — Czajka czasem ich odwiedzał, kiedy nie był pochłonięty patrolami łowieckimi lub nie odsypiał całego dnia. Grasująca choroba każdemu dawała się we znaki, nawet jemu, pomimo bycia zdrowym.
Oczywiście Kajzerkę także starał się odwiedzić, lecz uzdrowiciele zawsze go z kwitkiem odsyłali, tłumacząc, że mógłby się zarazić i jeszcze bardziej roznieść epidemię. Zwiadowca zbytnio nie dyskutował, rozumiejąc, że to wszystko jest dla dobra klanu.
— Czerwcu, możemy porozmawiać? — spytał, wchodząc do żłobka, gdzie akurat starszy odwiedzał swoją partnerkę oraz malutkie potomstwo, które na razie dobrze się trzymało, pomimo grasującej chorobie. Czekoladowy na dźwięk swojego imienia, przeniósł wzrok na swojego dawnego ucznia z lekkim chłodem w oczach. Niebieski miał zamiar z nim odbyć pierwszą poważną rozmowę, odkąd zrobił głupi wybryk jako uczeń oraz odkąd został mianowany na zwiadowcę.

<Czerwcu, dasz drugą szansę?>

06 listopada 2025

Od Czerwca CD. Czajki

Przeszłość

Kocur doskonale pamiętał rozmowę z poprzedniego dnia. Czajka nie był sobą, a mimo to unikał powiedzenia mu, o co chodziło. Może i Czerwiec by się tym nie zainteresował, gdyby nie to, że wpływało to źle na treningi i zdrowie ucznia. Nie potrzebowali opóźnień. Nie mógł zawieść Owocowego Lasu. Nie wybaczyłby sobie tego. Wszak społeczność ta była dla niego ważna. Pragnął zapisać się w jej historii tylko w dobry sposób. Trening Czajki był jednym z kroków, mogących go przybliżyć do tego celu. Nadal miał młodszemu za złe, że ten nawet nie poczekał na jego wypowiedź. Poczuł się zignorowany i znieważony. W końcu, od kiedy uczeń tak po prostu mógł sobie odejść? Mógł tak robić względem rówieśników, ale starszym? Starszym należał się szacunek. Co z tego, że sam, gdy uczył się pod czujnym okiem Figi, często tego nie przestrzegał. W tym momencie jednak wymagał, by pozwolono mu na wypowiedzenie się w każdej kwestii. Zamierzał dziś pogadać o tym wszystkim z ciemnym uczniem. Kiedy skierował się do legowiska uczniów, dostrzegł znaną mu sylwetkę Czajki. Kocur właśnie opuszczał w pośpiechu obóz. Oczywiście nie powinien tego robić, więc zwiadowca jako świecący przykładem mentor ruszył za młodszym. Nadążenie za przyszłym zwiadowcą nie było niczym trudnym. Oczywiście w międzyczasie próbował zwrócić na siebie uwagę ucznia, ale ten zdawał się go nie zauważać lub go ignorował. Jeśli to drugie, to młodziak miał jeszcze większy problem. Choć bez względu na wszystko, kara i tak go czekała. Uczniom wszak nie wolno było samotnie wychodzić i Czerwiec jakoś potrafił się tego trzymać. Zero dyscypliny ze strony opiekunów. Gdyby to on był ojcem, sprawa wyglądałaby kompletnie inaczej. Mógł być wdzięczny za to zarówno matce, jak i ojcu. Przyłożyli się do jego dobrego wychowania. Pominął w tym wszystkim parę innych rzeczy, uznając je za mało istotne. Wracając jednak do obecnej sytuacji, wyglądało na to, że kolejnego ucznia trzeba będzie potraktować podobnie jak Guziczka. Dlaczego te dzieciaki były takie lekkomyślne i nieodpowiedzialne? Gdziekolwiek Czajka się nie kierował, Czerwiec niczym cień nie odstępował go ani na krok. Próbował go jakkolwiek złapać, ale młodszy wykonywał jakieś nieobliczalne ruchy. Zupełnie jak w jakimś amoku. W pewnej chwili Czajka znalazł się na gałęzi. W tym stanie łatwo było o wypadek. Z kolei Czerwiec nie miał zamiaru skończyć jako morderca lub wspólnik Czajki w próbie szaleńczego skakania w powietrzu. Podążył więc za nim. Na szczęście tutaj były w miarę gęste gałęzie. Czerwiec odbił się od gałęzi i doskoczył do Czajki w ostatniej chwili, chwytając go zębami za kark. Zdusił jęk, gdy młodszy pociągnął go gwałtownie w dół. Może Czajka był młodszy, ale prędkość zrobiła swoje. Zaparł się o gałąź pazurami i chyba tylko cudem ta się nie złamała pod ich ciężarem. Kocur przez chwilę zamarł w takiej pozycji. Wszystko na moment ucichło, zostawiając pręgowanego z szaleńczo bijącym sercem i lekkim bólem w jednej z łap. Dopiero po kilku sekundach czas ponownie ruszył, a on zeskoczył na ziemię, krzywiąc się na moment. Wypuścił Czajkę z pyska, a sam po prostu padł na podłoże. Starał się uspokoić oddech, a gdy doszedł nieco do siebie, podniósł się na łapy.
— Co ty sobie wyobrażałeś?! Chciałeś zginąć?! — wykrzyczał wyraźnie zdenerwowany. Gdyby tylko ktoś przyjrzał się bliżej, dostrzegłby załzawione ślepia. Chyba jeszcze nigdy aż tak się nie przeraził, jak w tym momencie.

<Czajko? Coś ty sobie myślał?>
[538 słów]

[przyznano 5%]

25 października 2025

Od Czajki CD. Czerwca


Nieco zmieszany słuchał z uwagą słów Czerwca, który zdecydowanie czuł, że brak interakcji z Borowikiem to nie wszystko, co go trapi. Uczeń jednak nie był młodszy czy na pewno powinien się wszystkim dzielić z mentorem — wolał samemu stawić czoła własnym zmartwieniom, jednak może pomoc kogoś starszego podsunie mu rozwiązanie, którego nie dostrzega przez młody wiek?
— Nie rozmawiałem z nim, choć bardzo chce to zrobić — mruknął w odpowiedzi, udając, że zwiadowca nie dopytywał o nic więcej. — Jednak nie mogę go w ogóle złapać… Zawsze się mijamy, nie wiem, czy przypadkiem, czy specjalnie to robi, lecz jak mam z nim porozmawiać, skoro nie mam takiej możliwości?
— A ktoś nie mógłby mu przekazać, że chcesz z nim pogadać?
— W teorii Kurka mógłby, lecz nie chce go w to mieszać… Czy moglibyśmy wrócić do tej rozmowy jutro lub kiedy indziej? Nie czuje się dobrze — mruknął, podnosząc się na łapy i nie czekając na odpowiedź kocura, oddalił się w stronę kasztanowca, zostawiając po sobie nietkniętą mysz. Po chwili zniknął w przerzedzonej koronie drzewa, gdzie uczniowie mieli swoje legowiska.
Kocur ciężko opadł na swoje posłanie, czując się coraz bardziej przytłoczony tym wszystkim. Zaczął mieć wrażenie, że Wszechmatka musi naprawdę za nim nie przepadać, skoro tak źle się czuje w ostatnich księżycach. Odetchnął od tego tylko na chwilę, kiedy to na wczorajszym treningu jakoś poczuł się lepiej, lżej i wszystko zaczynało nabierać sensu. To uczucie jednak minęło wraz z nastaniem kolejnego dnia, a Czajka czuł się, jakby uzależnił się od tego jednorazowego momentu. W końcu stwierdził, że może jak utnie sobie krótką drzemkę, to obudzi się ze świeżą głową i gotowym rozwiązaniem. Jednak nie przewidział tego, że jego umysł nie czuł się w żadnym stopniu zmęczony, podobnie ciało, także chyba po setnej zmianie pozycji podniósł się sfrustrowany z posłania. W głowie miał tylko jeden cel i to bardzo głupi. Niby nie powinien tego robić, lecz czuł, jak go łapy mrowią na samą myśl ponownego uczucia wolności.
Nawet nie zauważył, gdy łapy samego go poniosły do wyjścia z obozu i zdziwiony bez problemu opuścił bezpieczne miejsce otoczone gęstymi drzewami i krzewami. Mimo tego, że był tylko raz w Dębowej Ostoi, to doskonale wiedział gdzie się kierować, łapy same go prowadziły w odpowiednim kierunku. Podróż do wyznaczonego przez siebie celu także nie trwała długo, choć to zapewne z racji tego, iż niemal całą drogę przebył biegiem. Ciało, jak i umysł były spragnionego tego uczucia błogości, kiedy biega i skacze po gałęziach wysoko nad ziemią, nie bojąc się upadku z wysokości — na tyle ufał swoim umiejętnością i własnemu ciało, że nie obawiał się tego.
Był tak pochłonięty dotarciem do Dębowej Ostoi, że nawet nie zauważył, że ktoś cały ten czas podążał za nim.

<Czerwiec?>
[443 słowa]

[przyznano 9%]

21 października 2025

Od Czerwca CD. Czajki

Co prawda Czerwiec nie planował dziś żadnego treningu, ale nie zaszkodziłoby mu zerknąć co tam u jego wychowanka. Zwłaszcza po wczorajszym treningu ze wspinaczki. Mało tego, Czajka zachowywał się zupełnie inaczej niż jeszcze parę księżyców temu. Czekoladowy nie był przecież bez serca, więc zmartwiło go to. Zamierzał poruszyć z nim ten temat. Uznał, że najpierw z nim pogada, a dopiero po tym spotka się z ukochaną. Miodunka z pewnością to rozumiała, bo i ona miała ucznia. Był z tego powodu naprawdę dumny. W końcu pręguska zasługiwała na wszystko, co najlepsze. Wyprostował się i zaczekał na Czajkę. Ciemny kocurek podszedł do niego wyraźnie zaskoczony. Pręgowany niemalże od razu wyjaśnił, o co mu chodziło. Nie chciał niepotrzebnie go stresować. Nie taki był cel.
— Rozumiem — odparł, a słysząc o Miodunce, wyraz jego pyszczka jeszcze bardziej zmiękł. Nie mógł nic poradzić na to, że na samą wzmiankę o partnerce czuł nieopisaną radość, ciepło czy czułość. Kilka uderzeń serca później ruszył do stosu ze zwierzyną. Myślał, że młodszy załapie jego intencje. Pomylił się. Zatrzymał się i odwrócił pysk do przyszłego zwiadowcy. Widział w nim potencjał, więc miał zamiar tak poprowadzić Czajkę, by nim został. W tym celu był gotów zrobić naprawdę wiele. Zaraz po jego słowach młodszy podszedł do niego. Czerwiec kiwnął lekko łebkiem i ponowił marsz. Słysząc pytanie młodszego, westchnął. Owszem miał zamiar z nią zjeść, a następnie wzajemnie podzielić się językami, ale wpierw liczyła się rozmowa. Musiał dowiedzieć się, co gryzło jego podopiecznego. Wskazał mu łebkiem wygrzane przez słońce miejsce. Było ono na uboczu, ale o to właśnie chodziło.
— Chodźmy tam — mruknął i ruszył do celu. Położył się na trawie i ułożył przed sobą wzięty posiłek. Czajka z kolei dołączył do niego chwilę później. Czekoladowy przez chwilę milczał, układając w głowie ciąg słów. W końcu zwiadowca odezwał się po jakimś czasie. Najwidoczniej zmieszał swoją wypowiedzią młodszego, ale czy było się czemu dziwić? Wiedział, jak nikt inny, że ukazywanie słabości dla kocura było wręcz ciosem w brzuch. Jednak czasem było to konieczne, by dojść do porozumienia z samym sobą. Chodziło, więc o osłabienie relacji z Borowikiem? Ciekawe. Czyżby o coś się posprzeczali? Nie był to dobry znak. Osłabienie relacji zdawało się dosyć ciężkie, ale czy tylko o to mogło chodzić młodszemu? Czy może było jeszcze coś, o czym Czajka bał się powiedzieć? Nie mogło przecież tak być. Chciał, by uczeń mu ufał i nie bał się mówić o swoich uczuciach. Rozumiał to, chociaż dopiero od niedawna. Miodunka go tego nauczyła.
— A rozmawiałeś z nim o tym? Jeśli twoja odpowiedź brzmi nie, to popełniasz ogromny błąd. Może i rozmowa będzie ciężka, ale jej brak tylko cię pogrąży. Nie chodzi już nawet o rolę zwiadowcy, chociaż i do dobrego jej wykonywania potrzebujesz spokoju. Uprzedzając pytania, mam na myśli ciebie. Nie, przyszłego zwiadowcę czy ucznia, a kota. Mam na myśli twoje serce czy duszę. Dla swojego zdrowia nie powinieneś doprowadzać się do takiego stanu. Mało tego możesz potem żałować, że nie pogadałeś. Pamiętaj, że życie bywa nieprzewidywalne — rzekł, odwracając pysk w stronę ucznia. 
— Ale czy to wszystko? Nie dręczy cię jeszcze coś innego? Możesz mi powiedzieć — dopowiedział, nim umilkł. Czekał na jego odpowiedź. Liczył, że młodszy po prostu wyrzuci z siebie wszystko. Słyszał, że było to najlepsze, co można było dla siebie zrobić. Musnął delikatnie jego grzbiet ogonem.
— Obiecuję, że cokolwiek mi powiesz, pozostanie między nami. Wszechmatka mi świadkiem — dodał, by po chwili ucichnąć.

<Czajko? Powiesz mi?>

[557 słów]

[przyznano 6%]

19 października 2025

Od Czajki CD. Czerwca

Jakiś czas przed wyruszeniem do Dębowej Ostoi

Kocur jedynie kiwnął głową na znak, że rozumie. Starszy dał znak do wymarszu i ruszyli w stronę Owocowego Lasku. Czajka już był pośród owocowych drzew, także będąc na miejscu, już nie był tak rozproszony, jak za pierwszym razem. Mimo to jego myśli mimowolnie wędrowały, czasem w zupełnie innym kierunku niż powinny. O dziwo Czerwiec jedynie zwracał mu uwagę, by bardziej uważał, nic więcej. Niebieski był trochę tym zdziwiony, jednak nie chcąc wykorzystać całej cierpliwości mentora, skupił się na powierzonym zadaniu.
Znał już podstawy wchodzenia i schodzenia z kasztanowca, gdzie mieściło się legowisko uczniów, jednak na inne drzewa dotąd się nie wspinał, dlatego też początkowo dość niepewnie stawiał każdy krok. Wszystko wymagało jednak czasu i wprawy, o czym zapewne bury zwiadowca wiedział, ponieważ nie poganiał młodszego, a jedynie mówił za każdym razem, co jest do poprawy i na co ma zwracać uwagę. Czajka był mu wdzięczny za takie podejście, mając wrażenie, że gdyby ktoś inny zająłby się jego szkoleniem to kocur, by szybko stracił zapał do tego.

Dzień po treningu w Dębowej Ostoi

Brązowooki czuł, jak jego ciało odmawia posłuszeństwa. Wczorajsza szalona gonitwa dawała się obecnie we znaki w postaci potężnych zakwasów. Jak dotąd kocur nie doświadczył jeszcze aż takiego wysiłku, jednak właśnie wtedy czuł się... dobrze, na właściwym miejscu. To ten trening upewnił go w tym, że szkoli się w odpowiednim kierunku i to chce robić już zawsze, czując tę wolność pośród drzew i ptaków. Szum wiatru w uszach oraz jego powiewy targające ciemne futerko kocura były czymś niesamowitym dla niego i niepowtarzalnym.
Czajka z lekkim grymasem na pysku właśnie schodził z kasztanowca, zastanawiając się, kiedy zakwasy w łapach przejdą. Skupiony na własnych odczuciach ciała, nie zauważył, że Czerwiec już na niego czekał. Lekko zmieszany uczeń, machnął nerwowo końcówką ogona, próbując dojść w myślach czy spóźnił się na trening? Jednak nic nie pamiętał, by starszy wczoraj mówił, kiedy mają się dziś spotkać, by wyruszyć na trening.
– Czy... coś się stało? – spytał niebieski.
– Sprawdzam, czy żyjesz po wczorajszym treningu – wyjaśnił spokojnie, obserwując ucznia.
– Raczej żyje, aczkolwiek czuje jego skutki – mruknął. – A jak u ciebie? Podobno dobrze Ci się układa z Miodunką. Jest ona stróżem, tak?
– Owszem – odpowiedział bury, kierując się następnie do stosu ze zwierzyną. Czajka lekko zmieszany nagłym odejściem zastrzygł prawym uchem z nerwów. Wtem Czerwiec zatrzymał się i spojrzał w jego strony. – Idziesz?
– Tak – rzucił i żwawym krokiem dołączył do mentora, z którym udał się po coś do zjedzenia. – A nie chciałbyś zjeść ze swoją partnerką? – spytał zdziwiony.
– Zjem, ale najpierw chce z tobą porozmawiać – odparł, biorąc nornicę ze stosu. Młodszy za to wziął mysz i udał się za zwiadowcą w bardziej ustronną część obozu. Oboje położyli się na wygrzanym kawałku trawy, kładąc piszczki przed sobą. – A więc powiedz mi co się ostatnio dzieje. Jesteś bardziej rozkojarzony niż na naszych pierwszych treningach. Ciągle chodzisz z głową w chmurach, co dla zwiadowcy może się źle skończyć.
Zmieszany, poczuł gule w gardle, która nie pozwalała mu wydusić choćby słowa – a żołądek miał zawiązany w supeł, przez co stracił szybko ochotę na mysz. Nerwowo machnął ogonem, nie wiedząc, czy powinien się dzielić z Czerwcem swoimi odczuciami, choć w sumie o nich nikt nie wiedział. Młodszy zastanawiał się, czy by nie pójść porozmawiać z Orzeszkiem i Kajzerką, jednak nie chciał szylkretce robić przykrości ani tym bardziej jej martwić swoim stanem. Lepszym wyjściem było udawanie, że jest wszystko w porządku.
Wtem uświadomił sobie, jak się zmienił przez te księżyce – dawniej to był bojową kulką futra, a teraz miał bardziej pokorne podejście, szczególnie do swojego mentora, którego nie chciał zawieść. Wręcz zależało mu na jego aprobacie i by ten go polubił.
– Nic się nie dzieje, po prostu ostatnio mniej rozmawiam z Borowikiem... Czuję, jakby mnie unikał – mruknął, obserwując swoje białe łapy, które w tym momencie były niezwykle interesujące.
– Mówisz o bracie Kurki? – Młodszy pokiwał potakująco głową.

<Czerwcu?>
[638 słów]

[przyznano 13%]

Od Czerwca CD. Czajki

Dzień mianowania Czajki

— Twoim mentorem zostaje Czerwiec. — Słowa Sówki uniosły się w powietrzu i zawisły tam na jakiś czas. Czerwiec był zaskoczony decyzją babci. Czajkę poznał całkiem przypadkiem, ale nie sądził, by ten został jego uczniem. Właściwie nie spodziewał się, że w ogóle tak szybko dostąpi zaszczytu jako mentor. W końcu on sam wcale nie tak dawno temu skończył swój własny. Podszedł do kocurka.
— Najwidoczniej przyszło nam współpracować — miauknął, ale ten zdawał się nie reagować, na co Czerwiec machnął ogonem z dezaprobatą. — Dziś wprowadź się do legowiska uczniów. Jutro zaczniemy, bo na obejście terenu potrzebujemy całego dnia — rzucił w odpowiedzi, a następnie się obrócił, by odejść w swoją stronę.
— Dobrze — odpowiedział mu młodszy i lekkim skinieniem głowy pożegnał się z kocurem. Czerwiec westchnął, a następnie ruszył do swojego legowiska i posłania. Po drodze jednak pogadał z Miodunką przez parę chwil. Coraz częściej z nią przebywał i podobało mu się to.

Następnego dnia po mianowaniu

Pręgowany zwiadowca już czekał na ucznia. Musiał dać przykład młodemu, a także wyznaczyć czas na ich treningi. Regularne spotkania o podobnej porze to było to, czego było mu trzeba.
— Spóźniłeś się — poinformował krótko, a następnie westchnął. Kiedyś myślał, jakby to było mieć ucznia, ale teraz gdy faktycznie go miał, to czuł jakieś dziwne napięcie w ciele. Zaraz jednak pokręcił łebkiem. Nie czas na takie zastanawianie.
— Wybacz... — mruknął przyszły zwiadowca, ale czekoladowy jedynie skomentował to westchnieniem.
— Zatem już oficjalnie mogę powitać cię jako mojego ucznia. Jak doskonale wiesz, nazywam się Czerwiec i od teraz to do mnie należy wychowanie cię na porządnego kota. Co więcej, w jakiejkolwiek sprawie zgłaszasz się do mnie. Rozumiemy się? — spytał, ale tak naprawdę już podążał w stronę wyjścia z obozu. Mieli sporo do zrobienia, a czas nie był ich zwolennikiem.
— Oczywiście — odpowiedział. Niemalże od razu ruszył za pręgusem.
— Mam nadzieję, że się wyspałeś — mruknął nieco chłodno. Zwiadowca musiał być szybki i to już na początku treningu. Nie było innej rady. — Czy wiesz, jaki powinien być zwiadowca? — zapytał jeszcze. Oczywiście miał zamiar zobaczyć, jak młodzian radził sobie pod każdym względem. Jednak nie wszystko naraz. Nie mógł przecież wykluczyć, że by to młodszego nie spłoszyło. Jednak wtedy od razu poleciłby mu wybór roli stróża. Wszak na tchórzy nie było miejsca wśród znamienitych zwiadowców.
— W miarę — odparł na jego pytanie młodszy. — Co nieco, Kajzerka mi opowiadała o zwiadowcach — dodał jeszcze, nim umilkł. Czerwiec westchnął bezgłośnie. Nie o takiej odpowiedzi myślał. Raczej sądził, że młodszy faktycznie powie mu coś więcej. Najwidoczniej przecenił go.
— Inaczej. Dlaczego akurat obrałeś ścieżkę zwiadowcy, a nie na przykład wojownika czy stróża? — Prowadził młodszego w stronę owocowego lasku.
— Szczerze to sam do końca nie wiem, jednak czuję, że byłbym kiepskim wojownikiem lub stróżem — odpowiedział mu Czajka. Zwiadowca lekko się skrzywił. Nie wiedział? To dopiero niezły żart. Sam Czerwiec czuł powołanie do tej rangi. No dobra, poniekąd chciał zaimponować Czereśni. Jednak to był tylko szczegół.
— Ach tak? Cóż zobaczymy czy nadajesz się na zwiadowcę. W razie co zawsze możesz jeszcze prosić Sówkę o przemianowanie na ucznia stróża czy wojownika — rzucił wyraźnie niezadowolony z takiej odpowiedzi. Oczekiwał nieco więcej. Westchnął i przyśpieszył kroku. W końcu po marszu dotarli do Owocowego Lasku.
— To pierwszy cel naszej podróży. Dobrze się przyjrzyj, bo to miejsce będzie teraz często przez ciebie odwiedzane — dodał i przystanął pomiędzy drzewami. Nie doczekał się odpowiedzi, bo młodszy po prostu zatrzymał się w ciszy niedaleko niego. — Nieważne — mruknął w końcu, a następnie przysiadł. Skinieniem głowy zachęcił młodszego, by zrobił to samo. — Owocowy Lasek jest złożony z grusz, jabłoni, śliw i czereśni. Co więcej, w tym miejscu przebywają spore ilości ptaków. Możesz tu również spotkać jaskółki czy jerzyki — rzekł, a następnie wsłuchał się przez chwilę w odgłosy gaju.
— Rozumiem — odparł niebieski i skinął łebkiem. Oba kocury przez chwilę słuchały odgłosów Owocowego Lasku.
— Jeżeli nie ma pytań, idziemy dalej — dodał, podnosząc się.
— Czego będę się uczyć jako zwiadowca? — zapytał go młodszy, zatrzymując czekoladowego w miejscu.
— Zwinności, szybkości, maskowania czy rozpoznawania gatunków drzew i ich chorób. Jako zwiadowca będziesz musiał poradzić sobie w każdych warunkach pogodowych. Nasze treningi będą głównie na drzewach. Odkryte przestrzenie to nie do końca nasza bajka. Zrozumiesz to wkrótce — wyjaśnił, a następnie ruszył dalej.
— Dobrze — odparł Czajka, a następnie ruszył za starszym. Czerwiec parł naprzód, podczas gdy młodszy rozglądał się na boki. Zwiadowca pokazał kocurowi Wrzosową Polanę i Śliwowy Gaj. Co jakiś czas się zatrzymywał i tłumaczył to i owo. Na sam koniec zostawił Dębową Ostoję.
— To jedyny skrawek lasu, gdzie nie zobaczysz drzew owocowych. Głównie dominują tutaj dęby, ale także kasztanowce czy jawory. Warto wspomnieć, że tutaj najlepiej poluje się na gryzonie. Musisz pamiętać, że tutaj dość często przychodzą lisy w tym samym celu. Zatem nie zapominaj o tym, by być uważnym, Czajko — mruknął, a jego żółte spojrzenie było naprawdę poważne.
— Dobrze — rzekł młodszy. Czerwiec westchnął cicho, a następnie skinął łebkiem. Kilka uderzeń serca później skierował ich do obozu.
— Dobrze, wracajmy. — Nie czekając na kocura, przyśpieszył kroku. Był ciekaw czy ten za nim nadgoni. — Masz jeszcze jakieś pytania? — dodał po chwili, nie zwalniając kroku.
— Chyba nie. Przynajmniej nie na ten moment — przyznał Czajka. Zwiadowca przyjął to milczeniem. Po jakimś czasie dotarli do obozu.
— Spotykamy się tu jutro o tej samej porze, co dziś. Nie spóźnij się — rzekł tylko pręgus i nie czekając na odpowiedź, odszedł w swoją stronę.

Chwila obecna

Czerwiec od niedawna miał partnerkę. W każdej wolnej chwili przebywał z Miodunką. Normalnie wyrabiał się na czas, ale dziś prowadził z nią pewną rozmowę, która się przeciągała.
— Skarbie, wrócimy do tego później. Twój uczeń na ciebie czeka — miauknęła czule Miodunka. Kocur spojrzał za siebie. Miała rację.
— Dobrze, na ciebie też czeka twój uczeń. Kocham cię i do potem — wymruczał pręgowany. Kotka liznęła go w policzek.
— Ja ciebie też. Do zobaczenia — rzuciła za zwiadowcą. Czerwiec zatrzymał się przy uczniu.
— Wybacz mi to opóźnienie. Miałem coś ważnego do załatwienia. Chodźmy — mruknął starszy. Na dziś zaplanował wchodzenie i schodzenie z drzew. Chciał, by Czajka czuł się pewnie.
— Nic się nie stało, co będziemy dziś robić? — dopytał starszego.
— Poćwiczymy wchodzenie i schodzenie z różnych drzew. Chciałbym, byś czuł się na drzewie, jak i pod nim, niczym ryba w wodzie, a ptak w locie — rzekł ze spokojem pręgus. Od jakiegoś czasu traktował Czajkę nieco łagodniej niż na początku. Wciąż jednak wyznaczał granicę między nim a przyszłym zwiadowcą.

<Czajko? Zaczynamy?>

[1020 słów]

[przyznano 10%]

07 września 2025

Od Czajki CD. Czerwca

Może nie był uczniem lub dorosłym kotem, jednak on aż tak bardzo nie pałętał się pod łapami innych Owocniaków, chcąc po prostu wyjść ze żłobka nieco dalej i zobaczyć inne zakamarki obozu. Mimo wszystko nie czuł się urażony słowami starszego, ponieważ ten faktycznie miał rację.
– Nie – odpowiedział krótko na pytanie kocura o jedzenie pliszki. Nie kojarzyłby, miał taką zwierzynę w pysku.

***
W końcu nadszedł ten upragniony dzień przez Czajkę, dzisiaj miał dołączyć do innych uczniów i poznać swojego mentora. Po niedawnej rozmowie z Kajzerką kocurek poznał zadania wojowników, zwiadowców i stróży, wyrażając chęci nauki w drugiej nacji. Od samego rana kociaka rozpierała energia, a przybrana matka starała się w tym czasie ułożyć niesforne futerko syna, choć ten przy każdej próbie wyrywał się i szamotał, wyrażając swój sprzeciw. Szylkretka jednak także nie dawała za wygraną, aż udało jej się ulizać sterczącą sierść młodszego – oczywiście jego niezadowolenie było widać z daleka i przy pierwszej możliwej okazji próbował samemu ułożyć fryz, co było trudne z racji, iż królowa uważnie obserwowała czy jej przybrany potomek nic nie kombinuje. Finalnie Czajka dał sobie z tym spokój, skupiając się na tym, co miało niedługo nastąpić.
“W końcu nie będę musiał czekać, aż Borowik łaskawie uraczy mnie swoją obecnością w żłobku” – pomyślał, mając nadzieję, że ów zielonooki ucieszy się z mianowania Czajki na zwiadowcę.

***
– Twoim mentorem zostaje Czerwiec. – Słowa Sówki wywarły na nim niemały szok. W końcu jak duże było prawdopodobieństwo, że kociak dostanie kocura, którego spotkał podczas swojej samotnej eskapady poza żłobek? Wiedział, że zwiadowców jest mniej od wojownik, ale jednak byli, a on akurat dostał Czerwca. Nie czuł zawodu ani nic podobnego, jedynie szok i niedowierzanie zbiegiem okoliczności. Choć to może nawet lepiej, że jego mentorem jest kot, którego zdążył minimalnie poznać.
Nawet nie zauważył, kiedy Czerwiec stał obok niego, czekając, aż ten myślami wróci na ziemię. Wokół każdy chodził swoją ścieżką, a uczeń stał jak kamień, nie reagując na nic.
– Wybacz – mruknął w końcu niebieski, powracając świadomością do obecnego momentu i tego, co się dzieje dookoła. – Co na początek? – spytał, będąc już gotowym na swój pierwszy trening jako uczeń.

[345 słów]
<Czerwcu?>

[przyznano 7%]

Od Czerwca CD. Czajki

— Nie wytrzymam — rzekł do siebie. Naprawdę nie rozumiał tego wszystkiego. Było tu tyle kotów, ale to właśnie jemu pod łapami kręciły się futrzaste, małe kulki. Zawracały mu głowę i rujnowały spokój. Czy on im wyglądał na opiekunkę? Jeśli tak to chyba powinno się je leczyć. Wszak był dla nich obcym kocurem. Zwiadowcą, a przede wszystkim dorosłym członkiem Owocowego Lasu, który miał swoje zadania do wykonania, a także prawo do odpoczynku po ich zrobieniu.
— Czemu? Może dlatego, że wciąż plasujesz się jako kociak nie uczeń czy dorosły kot. Może dlatego, że wciąż brakuje ci odpowiedniego wieku? Może dlatego, że tak jak i reszta twoich żłobkowych kumpli kręcisz się pod łapami innych? Wpadasz na nich? Czy to tak trudno wam zrozumieć? — miauknął dosyć poważnie. Jeszcze trochę i może dojść do tragedii. Kocię mogło się zawieruszyć gdzieś, zostać zdeptane czy cokolwiek innego. Oczywiście takim małym jednostkom trudno to było zrozumieć. Przewidzieć. Cała odpowiedzialność spadała na innych. To było w tym wszystkim najgorsze. Czekoladowy słysząc poruszenie, przeniósł wzrok na Czajkę. Ten uszanowane jego wytyczone granice i rozsiadł się nieco na boku. Przynajmniej nie piszczał i nie błagał o jakieś opowiastki czy zabawy. To było coś zdecydowanie innego. Bardziej znośnego.
— Wydajesz mi się nieco bardziej spokojny niż Guziczek czy Kurka. To całkiem... miła odmiana — mruknął cicho, odwracając głowę ponownie na swoją zdobycz.
— Jadłeś kiedyś pliszkę? — spytał w pewnym momencie. Sam nie był do końca pewien czemu. Być może postanowił zmienić temat? Dać młodemu szansę, a może co innego było przyczyną? Tak czy inaczej, zszedł nieco z tonu.

<Czajko? Łapka na zgodę?>

30 sierpnia 2025

Od Czajki CD. Czerwca

Jakiś czas po trafieniu Czajki do Owocowego Lasu

Kociak już jakiś czas był w żłobku Owocowego Lasu u boku Kajzerki, lecz oprócz niego, brata i siostry w legowisku znajdowały się inne kocięta – niejaki Kurka i Borowik – lecz niebieski solid z bielą jedynie złapał, jak na razie, lepszy kontakt z pręgowanym kocurkiem, który był największy z ich wszystkich. Obecnie Czajka miał powoli dość tego, jak Guziczek z Kurką rozrabiają w żłobku, dlatego korzystając z nieuwagi kochanej mamy, wymknął się na polanę obozu, gdzie przebywało o wiele więcej kotów. Przez przypadek wpadł na jednego z nich, niejakiego Czerwca, choć kociak w tym momencie jeszcze nie wiedział, jak zwiadowca się zwie.
Czajka nie był zrażony negatywnym podejście do jego persony, w końcu nie wszyscy muszą się wzajemnie miłować – pomimo młodego wieku już trochę wiedział więcej niż jego rówieśnicy, sprawiając wrażenie bardzo pojętnego kociaka.
– Już dawno zwiedziłem cały żłobek – odpowiedział, obserwując mowę ciała starszego. Jakiś czas temu zauważył, że ciało kota mówi więcej niż zwykłe słowa, nad którymi ma się większą kontrolę. – Poza tym i tak już niedługo go opuszczę, także czemu nie mógłbym spróbować już teraz? – dodał, po chwili siadając obok Czerwca, jednak zachowując przy tym odległość, którą stworzył starszy. Sam dobrze wiedział, jakie to uczucie, gdy ktoś nieproszony narusza twoją przestrzeń osobistą.

<Czerwiec?>

12 sierpnia 2025

Od Czerwca Do Czajki

Zwiadowca niedawno wrócił z patrolu na, którym dane mu było być. Mógł uznać go za udany. Zbliżył się do stosu ze zwierzyną i wziął niewielkiego stworka jako jego posiłek. Usiadł gdzieś z boczku. Jednak nie zaczął jeść od razy, gdyż starał się wypatrzeć w tłumie znane mu futro Figi. Śledził żółtym spojrzeniem każdą sylwetkę, ale nie potrafił dostrzec tych charakterystycznych zielonych oczu. Westchnął cicho. Ugryzł kęs zwierzyny, kiedy to mignęła mu znana sierść. Figa. Oczka mu błysnęły, ale nim w ogóle zdołał się podnieść coś lub raczej ktoś, uderzył w jego bok. Czekoladowy przeniósł spojrzenie na futrzastą kulkę.— Uważaj, jak leziesz — warknął niezadowolony. On chyba przyciągał kocięta, chociaż nie miał do nich cierpliwości. Męczyła go ich obecność. — Zjeżdżaj młody — dodał jeszcze, a następnie znów spojrzał w stronę, gdzie jeszcze przed chwilą była czekoladowa sierść. Niestety kocicy już nie było. Szlag, by to trafił.
— Co tu robisz? — rzucił kąśliwie, odsuwając się nieco od Czajki. Nie uraczył go jednak ani jednym spojrzeniem.
— Zwiedzam — usłyszał w odpowiedzi. Kolejny, który myślał, że wszędzie mógł się pałętać.
— Zwiedzać to ty możesz co najwyżej żłobek, a nie obóz. Wracaj do matki — dodał ostrzej, niż zamierzał, a następnie odsunął się od kociaka bardziej, zagarniając swój posiłek bliżej siebie. Był wyraźnie niezadowolony z sytuacji. Jakim prawem ten bachor mu przeszkodził w planach? Do tego kręcił się tak beztrosko poza żłobkiem. Czy naprawdę matki, czy ojcowie nie potrafili przypilnować tych mysich futer? Nic tylko pałętały się pod łapami dorosłych kotów i przeszkadzały.

<Czajko?>