BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karzełek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karzełek. Pokaż wszystkie posty

01 września 2018

Od Karzełka

Gdy podane mu środki na ból i uspokojenie się zaczęły u niego działać, jego kark został złapany przez rękę, a następnie wbito w niego igłę i wstrzyknięto to, co miało go wysłać tam, gdzie chciał trafić, wskakując pod biegnącego po grzmiącej ścieżce potwora. Nie bolało go to tak, jak zastrzyki, które mu dawano, kiedy tu dotarł. Wręcz przeciwnie - tak naprawdę przez to, co mu podano do karmy, świat zaczął mu się odrobinę rozmazywać, a ból, towarzyszący mu do tej pory, zniknął, zostawiając po sobie ledwo widoczny ślad. Od jakiegoś czasu, kiedy poruszył choć trochę tylnymi łapami, przeszywał go niesamowity ból w kręgosłupie, więc ciągłe miauczenie stało się dla dwunogów nieprzyjemną codziennością przez ostatnie pół księżyca. Gdy to się działo, w ogóle nie kontaktował ze światem, bowiem skupiał się na tym, by się nie poruszać, a to doprowadziło do tego, że leżał w tym samym miejscu - wydalając swoje odchody pod siebie, acz nie było ich wiele, ponieważ Karzełek jadł prawie wcale. Myśl o bólu skutecznie uciszała jego głód i apetyt. Gdyby nie dwunodzy, którzy mu podawali prosto na język karmę, z pewnością dawno by umarł z braku pożywienia. W tej chwili nie wiedział, co się dzieje, a siedząca przed nim Tunia i jej zmartwiony wzrok dodawały mu kolejnych pytań do głowy. Liczyło się dla niego jedynie to, że nie czuł bólu, jakby go nic nie obchodziło i nie miał żadnych zmartwień, dlatego pierwszy raz od naprawdę wielu księżyców szczerze uśmiechnął się do kotki, czego ta zapewne uświadczyła od niego pierwszy i ostatni raz w swoim życiu.
- Czemu się smucisz, Tuniu? - zapytał, a widząc zbierające się w jej oczach łzy, zbliżył się do niej, po czym przesunął językiem po jednej, która zdołała się wydostać i popłynąć po policzku kotki.
Ta mu jednak nic nie odpowiedziała. Kiwała przez chwilę głową na boki, a następnie spuściła swoją głowię i patrzyła na łapy, nie mogąc spojrzeć na Karzełka. Dotarło do niej to, że on nie wiedział, co jej Pan i Pani wpuścili do jego ciała, zaś ona miała o tym doskonałe pojęcie - będąc u obżynacza, zwanego również weterynarzem, spotkała starszą kotkę, która opowiedziała jej o tym, czym jest taki zastrzyk i kiedy się go robi. Tunia w duchu modliła się przez te wszystkie dni, by Karzełek wyszedł z tego i mógł na nowo z nią porozmawiać. Chciała, aby ten zastąpił jej kociętom kota, którym powinien być ich ojciec. Miała nadzieję na poznanie go i to, iż kiedyś ten w końcu cały się przed nią otworzy, a ona sama będzie miała kogoś, z kim spędzi resztę życia. Niestety, on i Tunia mieli to do siebie, że nie zaznali w swoich życiach tyle szczęścia, ile powinni. Należeli do tych, którzy zapewne cierpieli za innych, by oni mogli być radośni. Z jednej strony było to bardzo szlachetne, jednak z drugiej oboje mieli tego dość - bo tak naprawdę wmawiali sobie, że robią to dla dobra innych, by poczuć się choć trochę lepiej. Niestety to nie pomagało, a wręcz z czasem coraz bardziej ich dołowało. Wzbudziło to w kocurze uczucia, które go popchnęły do próby odebrania sobie życia. Gdy obudził się w domu u Tuni, naprawdę poczuł, jakby był śmieciem, na którym Gwiezdni mogą wylać swoje żale i bawić się nim do woli, zsyłając na niego porcję bólu przydzieloną dla innych kotów. Miał dość tego ciągłego smutku i choć w tej chwili czuł ulgę, to nie mógł patrzeć na kotkę, która wyraźnie cierpiała, dlatego wtulił się w jej futro. Przez te wszystkie substancje, które zostały mu podane, niepewność i jego wstydliwość ustąpiły miejsca odwadze i pewności siebie. Nie dziwnym było to, że potarł o rudo-czarny policzek swoim, a następnie zaczął mruczeć - tak, jak to zrobiła Miodowe Serce, gdy go spotkała. Na samo wspomnienie o niej jego serce zaczęło bić szybciej, a uśmiech mimowolnie poszerzył się. Wszystko to, co z nią przeżył, wydawało się dla niego być snem. Nie wierzył, że udało mu się odnaleźć kogoś, kto go pokochał ze wzajemnością i zaufał na tyle, aby powierzyć mu tak ważne zadanie jak wykreowanie nowego życia. Było to trochę samolubne, jednak Karzełek liczył na to, że niedługo spotka się z Miodowym Sercem w Klanie Gwiazd, a tam będą mogli być wiecznie szczęśliwi. W końcu nie wiedział, czy medyczka jeszcze żyje.
- Karzełku... - miauknęła, a jej głos lekko się załamał.
Kocur o czarnym futrze odsunął się od Tuni i spojrzał na nią z pytającym wzrokiem. Ciążąca jej w gardle gula została przez nią przełknięta, a pieszczoszka nabrała odwagi i popatrzyła prosto w pomarańczowe oczy Karzełka. Nie powstrzymywała się od płaczu, więc nieustannie spływające po jej policzkach łzy zostawiły po sobie wyraźny, mokry ślad. To, co zrobiła chwilę po tym, nieco go zaskoczyło, bowiem Tunia uśmiechnęła się do niego.
- W końcu mogłam zobaczyć twój uśmiech - powiedziała i wtuliła się w jego futro, wiedząc, że nie ma za wiele czasu, bowiem lada chwila kocur może zapaść w wieczny sen.
- Przepraszam - odparł, na co ta zerknęła na niego, nie rozumiejąc, o co mu chodzi. - Przepraszam, że tyle musiałaś na niego czekać - dodał.
Tunia wzruszyła swoimi barkami i jeszcze bardziej przycisnęła głowę do zagłębienia w szyi kocura.
- Warto było - odpowiedziała, a gdy poczuła, że Karzełek kładzie na niej swoją głowę i przenosi na nią ciężar ciała, odsunęła się.
Świat przed jego oczyma zaczynał się coraz bardziej rozmazywać, aż w końcu widok był na tyle niewyraźny, że zamknął oczy. Z niewiadomych dla niego powodów nie mógł utrzymać równowagi, więc postanowił położyć się na miękkim dywanie. Nie sprawiało mu to bólu, a wręcz przeciwnie - z każdą sekundą czuł się coraz spokojniejszy i lżejszy. Ostatnim, co poczuł, był szorstki język Tuni na jego czole, który ze starannością starał się mu pokazać, jak ważny Karzełek był dla niej. Robiła to z taką intensywnością, jakby wiedziała, że jej słowa nie dotrą już do niego, a mimo to szeptała, ponieważ czuł, jak jej ciepły oddech muska jego zimną skórę. Mimo wszystko miał nadzieję, że Tunia niedługo do niego dołączy, aby nie zmagać się z trudami tego świata i zostać wynagrodzoną za cały ból, którego doświadczyła, bo naprawdę warto było wycierpieć, żeby teraz doświadczyć tak bardzo upragnionego przez nich wiecznego spokoju.

< Tuniu? W sumie to nie musisz odpisywać, ale jeśli chcesz - wolna ręka >

31 lipca 2018

Od Karzełka C.D Tuni

Poruszył jednym ze swoich uszu, gdy usłyszał, że Tunia go zapytała o burą kotkę z rudymi akcentami i niebieskimi jak lód w porę nagich drzew oczami. Moment, w którym wracał z nią do Klanu Wilka i chwila, kiedy Szepczący Wiatr została złapana przez patrol z Klanu Burzy wyryły się bardzo dokładnie ze wszystkimi szczegółami w jego pamięci. Pamiętał to, jak bardzo się bał i nie mógł ruszyć, gdy dostrzegł, że jedna z córek Milczącej Gwiazdy jest atakowana przez innego kota, a następnie zabierana przez kolejną trójkę do ich obozu. Wolał nie myśleć o tym, co jej tam zrobili, bowiem po powrocie do Klanu Wilka wyglądała na cień dawnej siebie - niegdyś gęste i lśniące futro było w niektórych miejscach wyrwane i brudne, oczy jakby się trochę zapadły, a jej ekstrawersja zamieniła się na melancholijną osobowość, przez co Szepczący Wiatr ucichła i nie była tak towarzyska jak kiedyś. On od razu dostrzegł w niej zmianę i to, że jakby coś w jej środku pękło i nie dało się tego ponownie skleić, jednak nie do końca wiedział co to było. Mimo tego i tak nie odważył się do podejść do kocicy, obawiając się, iż przypomni jej tylko o nieudanym powrocie do Klanu Wilka.
— Należy d-do Klanu Wilka, czyli ta-tam, skąd ja po-po-pochodzę — odpowiedział, a przez pyszczek Tuni przebiegł promyk nadziei, który został zgaszony równie szybko jak się pojawił, bowiem kotka prawdopodobnie uświadomiła sobie, że już nigdy się z nią nie zobaczy.
— Rozumiem — mruknęła. — Jak si-się czuje? — zapytała z wyraźnie zasmuconym głosem.
W tym momencie Karzeł nie wiedział, czy powinien jej powiedzieć prawdę i sprawić, by poczuła się gorzej, czy wybrać tę drugą opcję i ją uspokoić. Jego serce zabiło kilka razy, nim w końcu wybrał to, co uważał za lepsze rozwiązanie i otworzył pyszczek, by odpowiedzieć pieszczoszce.
— Wszystko z nią w po-porządku, ni-nie musisz się martwić, bo jest te-teraz szczęśliwa ze swoją r-rodziną — odparł.
Kotka o brązowych oczach wypuściła ze świstem powietrze przez nos, z trudem powstrzymując się od tego, by nie wydać z siebie szlochu. Nie odpowiedziała nic Karłowi, co ten uznał za lekko niepokojące, więc po krótkiej chwili dodał:
— Na pewno o t-tobie nie zapom-mniała, uwi-wierz mi.
W odpowiedzi na to, co powiedział do niej Karzeł, wymamrotała pod nosem kilka słów, których nie udało mu się zrozumieć, a po tym nastąpiła cisza. Mimo, że kocur nie należał do kotów rozmownych, czuł się w tej sytuacji niekomfortowo i myślał nad tym, w jaki sposób dalej pociągnąć ich pogawędkę, by nie ranić jeszcze bardziej Tuni. Miał wrażenie, iż każde z jego słów tylko stacza ją do większego dołka. Z tego powodu lekko spanikował, więc wziął kilka głębszych wdechów, aby się choć trochę uspokoić i kontynuować tę rozmowę.
— Jesteś w ci-ciąży, prawda? — zapytał. — Masz jakieś po-pomysły na imiona dla s-swoich ko-ko-kociąt? — i nie wiedział, dlaczego, mówiąc to, coś go ukłuło w serce.

< Tuniu? >

17 lipca 2018

Od Małej Łapy (Karzełka) C.D Tuni

Gdy ktoś wydał z siebie głośne miauknięcie, Mała Łapa ziewnął i z niekrytym lenistwem uchylił jedną ze swoich powiek, a kiedy zobaczył, kto przed paroma uderzeniami serca wszedł do pokoju, czuł, że w jego gardle pojawia się gula, nie pozwalająca mu na wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa. Otworzył szeroko oboje oczu i podniósł głowę, chcąc się lepiej przyjrzeć temu, kto tu przybył. Były to dwa kocury - młody o rudym futrze i starszy, którego by można dosłownie nazwać kopią Małej Łapy. Gdy czarny kot nazwał Tunię swoją mamą, syn Liliowej Łodygi był niemalże pewien tego, kto to jest. Głośno przełknął ślinę zalegającą mu w gardle, tym samym pozbywając się tej guli, a następnie poprawił się trochę, by móc w wygodniejszy sposób spoglądać na Virusa z góry. Podejrzewał, że miał on tak na imię, bowiem Verona brzmiało jak takie, które nadaje się kotkom. Mała Łapa nie wiedział, co powinien w tej chwili mu powiedzieć. Nawet nie miał pewności, iż Virus uwierzy w jego słowa i to, że on oraz Miodowe Serce są jego rodzicami. Jednak po chwili przypomniał sobie o tym, co powiedziała mu Tunia, gdy medyczka z Klanu Nocy odchodziła od niej - chciała, by Virus i Verona uwierzyli w to, że to pieszczoszka jest ich matką. Nie wspominała nic o nim, co było równoznaczne z tym, iż teoretycznie mógł mu o tym powiedzieć. Na całe szczęście jego problem rozwiązała Tunia.
— To jest Mał- t-to znaczy... — zamyśliła się. — Karzełek, o!
Mała Łapa popatrzył na nią ze zdziwieniem, jednak nic nie powiedział, wiedząc, że pieszczochy noszą różne i dziwne imiona. Skoro miał tu zostać na trochę dłużej, musiał zaakceptować to i żyć z tym, choć nawet nie bardzo wiedział, co znaczy to słowo.
— Karzełek? — powtórzył z lekkim zniesmaczeniem Virus. — Jakieś takie dziwne to imię... Ale to nie jest ważne! — stwierdził i posłał Małej Łapie podejrzliwe spojrzenie, badając go od czubka nosa po końcówkę jego ogona. — Jak on się tu znalazł? — zapytał, a następnie uderzył o swoje pięty ogonem, widocznie nie będąc zadowolonym z obecności tego kocura w tym domu.
— Potrącił go samochód, więc Pan i Pani postanowili się nim zająć — wytłumaczyła mu Tunia.
Gdy Mała Łapa spojrzał w pomarańczowe oczy swojego syna, zrozumiał, że jest dla niego całkowicie obcym kotem, nie mającym prawa przebywać w tym miejscu. Wypuścił ze świstem powietrze przez nos i odwrócił od niego wzrok, bowiem serce go bolało od samego patrzenia na kocura o krótkich łapach. W głębi serca chciał z nim porozmawiać o prawdzie, jednak czy nie byłoby lepiej, gdyby zostało tak, jak jest w tej chwili - by Virus uważał, że Tunia jest jego matką? Wiedząc o tym, że to tak naprawdę Miodowe Serce nią jest, mógłby podjąć niemądrą decyzję o szukaniu jej, a tym samym znowu by zranił pieszczoszkę, opuszczając ją. Karzełek, bo tak miał on teraz mieć na imię, do którego powinien się przyzwyczaić, postanowił, że jak Virus i ten rudy kocur zajmą się czymś, on porozmawia o tym z Tunią, aby wiedzieć, jak ona to wszystko widzi. W końcu ona też miała tu dużo do powiedzenia, ponieważ wychowywała jego kocięta, a i nie chciał jej znowu zranić oraz doprowadzić do stanu, o którym ona sama mu opowiadała.

<Tuniu? Virusie? Fenixie?>

15 lipca 2018

Od Małej Łapy C.D Tuni

Kocur o czarnym futrze wysunął spod siebie łapy i je wyprostował, kładąc jedną na drugą, a następnie ułożył na nich swoją głowę i wypuścił ze świstem powietrze przez nos.
— Nie mam na nic sił i czuję się bardzo ospały, choć dam radę porozmawiać z tobą przez chwilę — wyznał, a po chwili powiódł po pomieszczeniu wzrokiem i zatrzymał go na czymś, za czym widniało kilka drzew i innych roślin, co od razu skojarzyło mu się z lasem. — Co się ze mną stało? — zapytał, zwracając się w stronę Tuni.
— Podejrzewam to, że potrącił cię samochód — odpowiedziała i popatrzyła na niego ze smutkiem w oczach. — Z tego, co widzę, twoje tylne łapy zostały uszkodzone i będziesz miał trudności z chodzeniem.
— Samochód?
— U was to inaczej się nazywa, no tak, wybacz — powiedziała z lekkim zakłopotaniem. — To takie coś, czym się przemieszczają Pan i Pani. Ma cztery koła i jest duże. Wiesz, o co mi chodzi? — dopytała, a on kiwnął jej swoją głową. — Masz szczęście, że udało ci się to przeżyć — dodała.
Mała Łapa nie chciał jej przyznać, że się z tego nie cieszył. Gdy wyskoczył na Grzmiącą Ścieżkę, chciał, by jego życie się skończyło w tym momencie, a on sam trafił do Klanu Gwiazd i tam spotkał się ze Zroszonym Nosem, Skrą oraz jego rodzicami. Choć, gdyby się tak teraz nad tym zastanowić, to czy na pewno by się tam dostał po swojej śmierci? W końcu sam zadecydował o tym, że chce zakończyć swoje życie, więc było to w pewnym sensie morderstwo, a to z kolei naruszało Kodeks Wojownika. Nie wiedział już, co o tym ma myśleć, a z Tunią nie mógł o tym porozmawiać. Nie należała ona do społeczności czterech klanów, a to było równoznaczne z tym, że jej wiedza na ten temat była naprawdę skąpa i w żaden sposób by nie pomogła Małej Łapie. Poza tym nie do końca jej ufał. I choć miał pojęcie o tym, iż prawdopodobnie spędzi tu resztę swojego życia, tym samym przebywając z tą kotką, nadal miał pewne opory, by się przed nią otworzyć.
— Mio... — przerwał, bowiem trudno mu było wymówić imię jej ukochanej. — Co z Miodowym Sercem i naszymi ko-kociętami? — zająknął się przy ostatnim słowie, a po chwili przełknął ślinę, jakby był to dla niego niekomfortowy temat, o którym bardzo nie chciał rozmawiać.

<Tuniu?>

11 lipca 2018

Od Małej Łapy

Gwiezdni go chyba naprawdę nie lubili.
Nie wiedział, co się z nim stało i w jaki sposób się znalazł w tym miejscu - w Siedlisku Dwunożnych. Te istoty bez sierści wsadziły go do klatki, z której nie było wyjścia. Jego zmysły były otępione i nie do końca odbierał to, co się wokół niego dzieje. Nie miał siły na to, by się podnieść, choć wcale tego nie chciał - leżał na czymś, co przypominało mu futerko jego matki, a więc nie miał nic przeciwko temu, aby jeszcze chwilę na nim zostać. I gdyby nie to, że klatka została otworzona przez wielką łapę o jasnym kolorze, z pewnością by się pogrążył w przyjemnym śnie. Uniósł swój pyszczek do góry, a gdy zrozumiał, co się dzieje, odruchowo próbował się cofnąć wgłąb klatki, jednak coś mu na to nie pozwalało. Czuł, że nie ma władzy nad tylną częścią ciała, więc udało mu się tylko podnieść do siadu, aczkolwiek po kilku uderzeniach serca ponownie opadł na miękki materiał. Westchnął ze zrezygnowaniem i wbił swój wzrok w długie palce, bacznie je obserwując i będąc w gotowości na to, aż będą mu chciały zrobić krzywdę. Te jednak zamoczyły się w pojemniku na wodę, które Mała Łapa nie raz widywał, gdy był samotnikiem, i przysunęły się do jego pyszczka. Kocur chciał wydać z siebie jakiś dźwięk, by odstraszyć od siebie tego kogoś, jednak, ku jego zdziwieniu, jego gardło było na tyle suche, że jedynym, co się z niego wydobyło, był cichy warkot, po którym zakaszlał. Mimo, że nie ufał dwunogom, wiedział, iż w tej sytuacji nie mógł zrobić nic innego jak po prostu zlizać ciecz z palców. Gdy to zrobił, od razu poczuł ulgę, a bezwłosy, jakby czytając mu w myślach, ponownie zamoczył łapę w wodzie i podał mu ją. Powtórzył to kilka razy, dopóki Mała Łapa nie ugasił pragnienia. Następnie powiedział coś w swoim języku i zamknął klatkę, by po chwili od niej odejść. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że ktoś kilka uderzeń serca po tym ponownie zbliżył się do niego, lecz teraz, o dziwo, nie był to dwunóg, a kot - swoją drogą wyglądający podobnie jak Mała Łapa. Była to niska kotka o futerku w czarne i rude plamy z niebieską obróżką na szyi i dużymi, brązowymi oczami.

<Tuniu?>

07 lipca 2018

Od Małej Łapy

Smród, który się wydobywał z każdego przebiegającego przed nim potwora, nie drażnił go tak bardzo jak kiedyś, a wręcz można było powiedzieć, że się do niego przyzwyczaił. Wpatrzony w kamienną ścieżkę, która przez koty była nazywaną Grzmiącą Ścieżką, myślał o tym, co się dotychczas wydarzyło w jego krótkim, a jednak tak długim życiu. Wydawało mu się, że doświadczył on więcej bólu niż jakikolwiek kot w jego wieku z Klanu Wilka, choć miał być tego pewny? Z nikim się nie przyjaźnił, z nikim nie rozmawiał, a swój wolny czas spędzał samotnie - z dala od obozu. Było to spowodowane tym, że nie chciał ponownie stracić kogoś, kto był bliski jego sercu. Śmierć jego rodziny i utrata kontaktu z Miodowym Sercem wystarczyły mu do tego, by się zamknąć na nowe znajomości. Co prawda czasami myślał o tym, żeby do kogoś zagadać, jednak po chwili odganiał od siebie tę myśl, wiedząc, że los nie jest po jego stronie i ta znajomość przysporzy mu więcej cierpienia niż radości. Całe jego życie składało się z nieszczęść. Nie miał pojęcia o tym, dlaczego go tak ukarano. Był ciekaw, czy jest czymś w rodzaju reinkarnacji jakiegoś kota, który popełnił w poprzednim życiu wiele błędów i teraz musi za nie odpokutować. Wypuścił ze świstem powietrze przez nos i zamknął na chwilę oczy. Pustka w jego sercu doskwierała mu coraz bardziej z dnia na dzień i nie wiedział, jak się jej pozbyć, by nie wróciła z większą siłą. Po kilku uderzeniach serca otworzył swoje oczy i wzrokiem powiódł po okolicy. Dostrzegł, że po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki znajduje się żaba. Z lekkim zainteresowaniem obserwował ją i czekał na to, co zrobi. Zwierzę wykonało przed siebie kilka skoków i już prawie było po stronie, po której siedział Mała Łapa, acz nie dane było mu przejść dalej. W mgnieniu oka zostało rozgniecione przez potwora dwunożnych, a jego zwłoki wręcz się rozpłynęły po kamiennej powierzchni. Widząc to, w kocurze o czarnym futrze coś pękło. Przypomniał sobie o tych wszystkich obelgach, które posyłano w jego stronę, a szczególnie te z pyska Burzowego Kwiatu. O tym, jak go traktowano i na niego patrzono. Chwilę później widział w swoim umyśle uśmiechniętą do niego rodzinę i Miodowe Serce, którzy nieważne, co by się działo, zawsze przy nim byli i trwali u jego boku. Na jego pyszczku mimowolnie zawitał uśmiech - niewidziany u niego od wielu księżyców. Myśl o tym, że dzieli go zaledwie krok od znalezienia się w Klanie Gwiazd i zobaczenia swoich bliskich była dla niego bardzo kojąca. Nie myśląc o tym wiele, widząc, że w jego stronę biegnie ten dziwny pojazd, wyskoczył na ulicę i jedynym, co zapamiętał, był głośny pisk i chwilowy ból, który ustąpił całkowitej ciemności.

Ciąg dalszy nastąpi...

09 czerwca 2018

Od Małej Łapy

Siedzenie z boku i patrzenie na to, jak koty z Klanu Wilka cieszą się swoim życiem, było dla niego dość częste przez ostatni czas, a jak tego nie robił – polował. Nie chciał, by Burzowy Kwiat go jeszcze bardziej postrzegał za kalekę, która nie przydaje się jego klanowi. Przez to, że Mała Łapa ma krótkie łapy, nie udawało mu się łapać tłustych myszy czy wiewiórek, a częściej były to śnięte ptaki wyciągnięte z gniazd w dziuplach lub żaby. Mimo, iż to drugie nie było za smaczne, dało się to zjeść i napełnić tym komuś brzuch. Jego mentor nie był z tego zadowolony i w ramach treningu wysyłał go na polowania, z których mógł wrócić tylko z czymś, co on sam by mógł zjeść, przez co Mała Łapa był często nieobecny w obozie. Wypuścił ze świstem powietrze przez nos i wlepił swój wzrok w łapy. Wiedzieli, że jest bezużyteczny, a jednak go przyjęli do Klanu Wilka. Czy to przez to, by pocieszyć Liliową Łodygę po stracie jej córki? Czy dlatego, że przyszedł tu z wiadomością o Szepczącym Wietrze, która i tak została odzyskana w pokojowy sposób i oddana przez Lamparcią Gwiazdę? Nie wiedział, a i zapytać o to nie mógł, bo nikt by mu prawdy nie powiedział. Z tych myśli wyrwał go różniący się od innych zapach. Popatrzył na jego źródło, a gdy dostrzegł, że kilka kroków przed nim idzie medyczka, do głowy wpadł mu pewien pomysł.
— Bu-Burzowe Fut-tro! — zawołał.
Kotka o zielonych oczach popatrzyła w jego stronę i się zatrzymała. Mała Łapa to wykorzystał i się do niej zbliżył. Milczał, by zebrać w głowie słowa do kupy, a następnie z zamkniętymi oczami wziął głęboki oddech i zadał jej pytanie.
— Czy mo-mogę ci jakoś po-pomóc?
Czekał na jej odpowiedź ze zniecierpliwieniem. Nie mógł powstrzymać się od przebierania swoimi łapami. Miał nadzieję, że Burzowe Futro zgodzi się na to, by pójść z nim i zbierać zioła lub pomóc w czymś innym, czym zajmują się na co dzień medycy. Po tym, co przeżył z Miodowym Sercem, czuł się w pewien sposób zobowiązany do tego, aby choć trochę zapoznać się z tym tematem i liczył na to, że córka jego mentora mu w tym pomoże.

< Burzowe Futro? >

Od Małej Łapy

— Nie sądzisz, że powinieneś odpoczywać w legowisku starszyzny, Burzowy Kwiecie? — zapytał go z lekko złośliwym tonem Łososiowy Pysk.
Gdy Burzowy Kwiat zerknął z nienawiścią w oczach na kocura o niebieskim futrze, Mała Łapa z trudem przełknął gulę w swoim gardle. Przekonanie o tym, że wysłanie na patrol go, Łososiowego Pyska i jednego z najstarszych wojowników z Klanu Wilka nie było dobrym pomysłem, utwierdzało się w nim coraz bardziej. Jego ojciec był mniejszy od Burzowego Kwiatu i z łatwością mógł zostać zgnieciony przez tę dużą łapę, a jednak nie powstrzymywał się od komentarzy w jego stronę. Kocur o krótkim, czarnym futrze zastanawiał się nad tym, czy Łososiowy Pysk jest tak bardzo odważny, czy może po prostu niemądry i nie myśli o tym, jakie konsekwencje może ponieść za swoje zachowanie wobec starszego wojownika.
— W tym klanie są same koty o mysim sercu — Burzowy Kwiat zerknął na idącego z tyłu Małą Łapę, a ten, widząc to, wzdrygnął się. — Tylko ja jestem w stanie wycisnąć coś z tej pokraki i dopiero po wytrenowaniu go odejdę do starszyzny — mówił, a jego kroki stawały się coraz bardziej sztywniejsze i głośniejsze. — W tym wieku wyłącznie w ten sposób mogę się przysłużyć Klanowi Wilka i zrobić z niego wojownika, który nie będzie przynosił mu aż takiego wstydu jak w tej chwili.
Łososiowy Pysk nie wyglądał na zadowolonego ze słów Burzowego Kwiatu. Zrównał z nim krok, a następnie zadarł swój łeb do góry, by spojrzeć mu w jego zielone oczy.
— Nie mów tak o moim synu — warknął.
— Nie jest ci wstyd nazywać go swoim synem? — parsknął, a następnie odwrócił od niego swój wzrok i skupił się na prowadzeniu patrolu przy Siedlisku Owiec.
Gdy Łososiowy Pysk chciał skoczyć na Burzowy Kwiat z wysuniętymi pazurami, Mała Łapa w ostatniej chwili złapał go za jego ogon i powstrzymał.
— Ni-nie rób te-tego — powiedział z drżącym głosem i spojrzał na ojca z wręcz błagalnym wzrokiem.
Po tym, co się stało ze Zroszonym Nosem, nie chciał stracić kolejnego członka ze swojej rodziny. Był to dla niego wielki wstrząs, szczególnie, że umarła w momencie, gdy go nie było w klanie. W jego sercu istniała w tym momencie pustka, a gdzieś w jej otchłani znajdował się Łososiowy Pysk i Liliowa Łodyga – w tej chwili jedyne koty, które go akceptowały. Nie czuł się dobrze w Klanie Wilka, a będąc przy nim choć na moment mógł oderwać się od tej smutnej rzeczywistości i zapomnieć o tym, co go spotkało. Nie wiedział, dlaczego Klan Gwiazd go tak pokarał i odebrał mu tych, którzy byli dla niego ważni – Skrę, Zroszony Nos i Miodowe Serce, a także jego kocięta, których na oczy nie widział. Łososiowy Pysk wypuścił ze świstem powietrze przez nos i kiwnął do swojego syna głową, dając mu znak, że nie musi się o niego martwić. Mała Łapa odetchnął z ulgą, jednak nie trwała ona długo, bowiem rozglądając się, zauważył, że coś białego leży zaplątanego w czymś kolorowym. Wpatrywał się w to przez chwilę, a gdy zrozumiał, co, a raczej kto to jest, zatrzymał się i wydał z siebie dźwięk przypominający jęk, krzyk i skowyt w jednym.
— Zamknij si- — Burzowy Kwiat zamilkł i zwrócił swój wzrok w stronę, w którą patrzył Mała Łapa, a widząc to samo, zbliżył się.
Kocur o niebieskim futrze poszedł w jego ślady, a gdy w końcu rozpoznał w zaplątanym w śmieciach ciele swoją ukochaną, jego ciałem wstrząsnęły drgawki. Patrzył z szeroko otwartymi oczami na Liliową Łodygę, a gdy dotarło do niego to, co się tu stało, z jego gardła wydobył się zduszony jęk i upadł na ziemię. Mała Łapa nie mógł się poruszyć i nawet nie zauważył, kiedy z jego pomarańczowych oczu zaczął wypływać potok łez. Burzowy Kwiat ze spokojem patrzył na Łososiowy Pysk, a widząc, że ten się już nie rusza, podszedł do niego i trącił go nosem, chcąc sprawdzić, czy aby na pewno nie żyje, po czym zrobił to samo z Liliową Łodygą.
— Zaniesiemy ich do obozu — zwrócił się do Małej Łapy, lecz ten tylko łkał, nie chcąc uwierzyć w to, co widzi. — Na osty i ciernie! Rusz ten swój krzywy zad i podnieś jednego z nich — warknął, a gdy to nie poskutkowało, doskoczył do swojego ucznia i uderzył go w pysk łapą z wysuniętymi pazurami.
Dopiero w tej chwili do kocura o czarnym futrze dotarło to, co się tu stało. Liliowa Łodyga zmarła, bo zaplątała się w odpady, zaś Łososiowemu Pyskowi złamało się serce i jakby się rozpadło, uniemożliwiając mu dalsze życie. Z trzęsącymi się jak trzcina na wietrze łapami zbliżył się do martwego ciała matki, a następnie trącił ją swoim nosem.
— Ma... — nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa.
Wtulił się w jej zimne futro i zaczął w nie szlochać. W tym samym czasie Burzowy Kwiat chwycił Łososiowego Pyska za kark i jednym ruchem go umieścił na swoim szerokim grzbiecie.
— Rusz się, bo zaraz zlecą się tu te padlinożerne ścierwa — rozkazał, a po chwili ruszył w stronę obozu.
Mała Łapa wciągnął zwisającego mu gluta do nosa i ze skupieniem patrzył na Liliową Łodygę, by po chwili znów zanieść się głośnym płaczem. Chwycił ją za kark i zaczął ciągnąć za Burzowym Kwiatem, wiedząc, że by nie dał rady jej udźwignąć na swoim grzbiecie.

Do obozu dotarli w południe, a gdy to zrobili, od razu położyli martwych na jego środek. Mała Łapa przyległ do obu ciał i szlochał w nie przez cały dzień do samego rana. Nie mógł się pogodzić z tym, że Klan Gwiazdy zabrał mu do siebie kolejne mu bliskie koty – Łososiowego Pyska i Liliową Łodygę. Nie miał pojęcia, czy coś go jeszcze trzyma w tym klanie, a tym bardziej – przy życiu, bo jaki jest jego sens, kiedy wszyscy cię opuścili i zostałeś na tym świecie sam, zupełnie jak palec?

19 maja 2018

Od Małej Łapy C.D Milczącej Gwiazdy

Popatrzył ze zdziwieniem na kotkę, która weszła do legowiska Milczącej Gwiazdy i mówiła o tym, że udało jej się znaleźć lekarstwo. Nie wiedział, że w całym lesie jest epidemia, a z chorobą tą walczy w tej chwili jego siostra - Zroszony Nos. Milczał, bo nie miał pojęcia, co powiedzieć, i tylko zerknął na siedzącą przed nim kocicę, jakby poszukując w jej niebieskich oczach odpowiedzi. Wyglądała na tak samo zdziwioną jak on, ale starała się jakoś rozwiązać to, co tu zaszło. Gdy Burzowe Futro dostrzegła, że nie jest tu tylko z Milczącą Gwiazdą, cofnęła się o kilka kroków ze zdezorientowaniem i lekkim zakłopotaniem.
— A-ah, rozumiem — cofała się. — Wybacz...
I wyszła z legowiska, a gdy zniknęła z pola widzenia Małej Łapy, odwrócił się w stronę Milczącej Gwiazdy i czekał na to, co powie. Czy ukarze go za to, że nie przyszedł od razu po tym, jak porwano Szepczący Wiatr? Czy za to, że odszedł z Klanu Wilka i nikomu o tym nie powiedział? Zamknął swoje oczy i przełknął siedzącą mu w gardle gulę.
— Chcesz do nas wrócić?
Mała Łapa otworzył z zaskoczenia oczy i popatrzył na Milczącą Gwiazdę. Wodził po jej pyszczku wzrokiem, jakby chcąc się upewnić, że to, co powiedziała, nie jest żartem. Patrzyła na niego spod lekko zmrużonych oczu i cierpliwe czekała na to, co odpowie. Oczywistym było to, że chciał tu wrócić. Tęsknił za Liliową Łodygą i Łososiowym Pyskiem, a także za Zroszonym Nosem - jedynym kotem, który go rozumiał. Nie wiedział, czy na to zasługuje, choć po rozmowie z Szepczącym Wiatrem doszedł do tego, że warto to zrobić - choćby dla tych, którzy za nim tęsknili.
— Ta-tak, ale... Czy to w po-porządku? — zapytał. Nie patrzył w oczy Milczącej Gwiazdy, bo wiedział, że jeśli to zrobi, to jeszcze trudniej mu będzie mówić.

< Milcząca Gwiazdo? >

06 kwietnia 2018

Od Małej Łapy

Od czasu spotkania z Szepczącym Wiatrem minęły trzy księżyce, a co w tym czasie robił Mała Łapa? Siedział w swojej małej szopce i patrzył w rozbite okno na spadający z nieba śnieg. Czuł się bardzo źle z tym, że po porwaniu tej burej kotki w rude plamy uciekł z terenów Klanu Burzy i wrócił do miejsca, w którym spał i jadł przez te wszystkie księżyce od ucieczki z Klanu Wilka. Zamknął swoje lekko podkrążone oczy. Sumienie mu dawało się tak we znaki, że nie spał w nocy. Gdy chciał to odreagować, chodził w kółko przez długi czas lub, w ostateczności, wyrywał futro z łap, przez co miał na nich miejsca, w których widać było jego skórę.
Nie mogąc z tego powodu wytrzymać, wbił swoje pazury w starą deskę, a następnie przesunął po niej nimi.
– Na osty i ciernie! – syknął.
Wstał, by po chwili wyskoczyć ze starej szopy i pobiec w stronę lasu, a konkretniej do części, w której to żyły koty z Klanu Wilka. Nie wiedział, co się z nim stanie, gdy tam wróci, lecz jednego był pewien - musiał to zrobić, by powiedzieć im o Szepczącym Wietrze, bo jej widok zabieranej przez patrol z Klanu Burzy był dla niego nie do zniesienia.
Do terenów Klanu Wilka dotarł przed zachodem słońca. Ze zranionym od gałęzi pyskiem i popękanymi od białego puchu poduszeczkami łap dotarł do obozu Klanu Wilka. Gdy przechodził przez te tereny, nie spotkał żadnego patrolu, więc pierwszym kotem, którego zobaczył, był kocur o brązowym futrze z zielonymi oczami. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, wojownik z Klanu Wilka, stojący na warcie przed obozem, kilkoma skokami się znalazł przy Małej Łapie i zmierzył go swoim wzrokiem.
– Kim jesteś? – warknął do niego. – I czego tu szukasz? – jego uszy przyległy do głowy.
Mała Łapa uniósł swoją głowę do góry, by spojrzeć mu prosto w jego zielone oczy, a następnie otworzyć pyszczek i odpowiedzieć.
– Chcę po-porozmawiać z Milcz-czącą Gwiazdą – oznajmił, nie tracąc czasu na to, co było zbędne.
Kocur z Klanu Wilka popatrzył na niego ze zmrużonymi oczami.
– Czemu miałbym pozwolić takiej wywłoce spotkać się z nią? – zapytał go.
– Na-należałem do Klanu Wilk-ka – powiedział z lekko zmarszczonym nosem. – Moją m-matką jest Liliowa Łod-dy-
Nie zdążył dokończyć swojego zdania, bo przerwał mu czyjś głos.
– Mała... Łapo?... – z wyjścia z obozu wyszedł niebieski kocur z naderwanym uchem i niebieskimi oczami. – Czy to ty? Naprawdę?
Wojownik o dymnym futrze popatrzył na Łososiowego Pyska z lekkim zamieszaniem na swoim pysku, a gdy ojciec Małej Łapy podszedł do niego, ten się odsunął i przyglądał obu kotom z zaciekawieniem. Samotnik wlepił wzrok w swojego ojca, nie wiedząc, co powiedzieć.
– Muszę się sp-potkać z Milcząc-cą Gwi-wiazdą – powtórzył.
Łososiowy Pysk przez dłuższą chwilę nic nie mówił, zastanawiając się nad tym, co zrobić ze swoim synem.
– W porządku – westchnął. – Chodź za mną.
Mała Łapa zaczął iść za Łososiowym Pyskiem, a gdy weszli do obozu, unikał patrzenia innym kotom w oczy. Wiedział, że gdzieś w tym miejscu jest jego rodzina - Liliowa Łodyga, Zroszony Nos, a także jego młodsze rodzeństwo, jednak jego priorytetem było powiedzenie Milczącej Gwieździe o tym, co się stało przed trzema księżycami z Szepczącym Wiatrem.

Milcząca Gwiazdo?

13 marca 2018

Od Małej Łapy C.D Miodowego Serca

Kocur o pomarańczowych oczach popatrzył na kotkę ze zdziwieniem, bo, nie ukrywał, nie spodziewał się, że usłyszy od niej coś takiego.
— C-co? — wyrwało mu się.
Mała Łapa przeniósł swój wzrok z pyszczka Miodowego Serca na jej brzuch, a to, co zobaczył, sprawiło, że serce podeszło mu do gardła. Nie wiedział, czy był z tego powodu przestraszony, zdenerwowany czy zadowolony. Minęła krótka chwila, nim odpowiedział swojej towarzyszce.
— T-to zna-aczy... Z kim? — zadał jej pytanie, choć odpowiedź wydawała mu się oczywista.
Kotka o niebieskim futerku w białe i kremowe łaty zmarszczyła swój nosek, a następnie zacisnęła tak mocno zęby, że aż Mała Łapa mógł to zobaczyć. Odwróciła od niego wzrok, nie wiedząc, w jaki sposób mu odpowiedzieć. W końcu wzięła głęboki wdech i spojrzała mu prosto w oczy.
— Pamiętasz to, co robiliśmy na poprzednim naszym spotkaniu? — kocur kiwnął jej głową. — Okazało się, ż-że... — zacięła się. — Że to ty będziesz ojcem tych k-kociąt.
Zamrugał kilka razy swoimi oczami, a następnie wbił w Miodowe Serce z lekka zdezorientowane spojrzenie, nie bardzo wiedząc, jak jej odpowiedzieć, bo sam dopiero oswajał się z myślą, że będzie ojcem dla kociąt tej kotki.
— Je-jesteś tego pe-pewna? — zapytał ją, a ta tylko kiwnęła mu swoją głową w odpowiedzi. — I-i... czy t-to coś złe-ego? N-no bo... Matki ni-nie muszą mówi-ić nikomu o-o tym, kto je-jest ojcem ko-kociąt, prawda?
Miodowe Serce wbiła swoje pazury w ziemię, a oczy mocno zamknęła. Nie wyglądała na zadowoloną z tego, co powiedziała Małej Łapie, ale on nie rozumiał, z jakiego to powodu. Przejechał językiem po czubku jej głowy, by ją uspokoić i zachęcić do mówienia, co w pewnym stopniu zadziałało, bo spojrzała na niego, choć w jej oczach obecny był strach, a sama zaczęła się nieco trząść.
— Nie rozumiesz, prawda? — uśmiechnęła się do niego smutno, jakby chciała pocieszyć samą siebie. — Medycy nie mogą mieć kociąt, a jeśli będą je mieli, to w pewien sposób zdradzają Klan Gwiazdy i-i... — nie dokończyła, bo z jej oczu popłynęło kilka łez.
Mała Łapa przytulił do siebie Miodowe Serce i zaczął mruczeć do jej ucha, choć nie wiedział, z jakiego powodu jest tak smutna. Kotka o pomarańczowych oczach nie opierała się temu, co robił, a z czasem sama przycisnęła swój pyszczek do szyi kocura i cicho łkała. Samotnik uspokajał ją pojedynczymi liźnięciami, co sprawiło, że po jakimś czasie oderwała się od niego i już kolejny raz tego dnia popatrzyła mu prosto w oczy.
— Ki-kiedy mój klan dowie się o tym, j-ja... ja... — zaczęła. — W najlepszym wypadku zostanę wyrzucona z Klanu Nocy, a-ale Pierzasta Gwiazda... Może nie potraktować mnie tak łagodnie... I-i wtedy... — Miodowe Serce nie zakończyła zdania, bo wtuliła się w czarne futro towarzyszącego jej kocura, a on, oswajając się z przekazanymi mu informacjami, z coraz szybciej bijącym sercem mruczał do niej, by ją uspokoić.
Mała Łapa przerwał tą długą chwilę ciszy pytaniem, na które sam nie umiał sobie odpowiedzieć, bo nie znał na tyle dobrze Miodowego Serca, by przewidzieć, co zrobi w takiej sytuacji.
— Co zam-mierzasz te-teraz zrobić? — spytał się jej. — Ni-nie chcę, byś p-przeze mnie została s-skrzywdzona — podzielił się z nią swoimi obawami.

Miodowe Serce?

10 marca 2018

Od Małej Łapy C.D Miodowego Serca

Nie mógł powiedzieć, że nie było to przyjemne, bo zrobił to z kotką, której ufał, a na dodatek to ona go do tego zachęciła. Od próbowania nic nie powinno się stać, a nawet jeśli, to nie on będzie ponosił za to konsekwencje, choć czy on tego nie chciał? Nie miał nic przeciwko temu, by jego kocięta urodziła Miodowe Serce, jednak co na to ona? Wiedział, że uczucie, którym darzył tą kocicę nie jest zwykłą przyjaźnią, ale nie miał pojęcia o tym, czy jest to odwzajemnione przez nią. Bał się, że jak jej o tym powie, to ona nie będzie chciała się z nim spotykać i w taki sposób zakończy ich znajomość, co będzie dla niego wielkim bólem. Postanowił, że nie będzie jej o tym mówił, dopóki nie dowie się, co ona czuje wobec niego.
Mała Łapa otworzył swoje oczy, a kiedy zobaczył przed sobą Miodowe Serce, uśmiechnął się. Kotka o niebieskim futerku w kremowe i białe łaty odwzajemniła ten gest. Kocur zbliżył się do niej, a następnie dotknął czarnym nosem jej polika.
— Dzień dobry — miauknął.
Miodowe Serce popatrzyła na niego z czułością w swoich pomarańczowych oczach. Wcisnęła swoją głowę w zagłębienie, którym była jego szyja, na co ten zamruczał i przejechał językiem po jej czole. W towarzystwie tej kotki czuł się jak u nikogo innego, a to, co wydarzyło się w nocy, sprawiło, że jego więź z Miodowym Sercem była jeszcze silniejsza.
— Jak ci się spało? — zapytała go.
— D-dobrze — odpowiedział jej, a kiedy przypomniał sobie to, co robili, odwrócił od niej wzrok.
Nie mógł się oswoić z myślą, że ona - jedna z piękniejszych kotek, jakie widział - zrobiła to z nim, a nie z kimś, kto by na to bardziej zasługiwał. W Klanie Nocy na pewno były kocury, z którymi spędziłaby czas tak samo dobrze jak z nim, a przy tym nie ryzykowałaby. Spotkania z samotnikiem na terenie jej klanu na pewno nie były ani trochę bezpieczne.
— A-a tobie? — powiedział do niej, chcąc, by te myśli nie były tym, na czym ma się w tym momencie skupić.
— Było bardzo przyjemnie — uśmiechnęła się do niego, by po chwili powiedzieć o tym, że spanie z innym kotem jest o wiele lepsze od tego, gdzie robi to sama, choć tak nie do końca, bo przy jej boku zwykle leży medyk, który jest jej mentorem.
Rozmawiali o wszystkim i o niczym, bo dla nich nie liczyło się to, o czym rozmawiają, a to, że to w ogóle robią i są ze sobą razem. Wiedzieli, że ich spotkania nie są i nie mogą być częste, a jednak Mała Łapa ciągle czuł się z tym źle. Chciał, by kot, z którym tak dobrze się dogaduje, był obok niego w chwilach, w których go najbardziej potrzebował, a także w takich, które nie wymagają jego towarzystwa, jednak są dla nich obu przyjemne. Miał jednak pojęcie o tym, że Miodowe Serce nie zrobi tego samego co on i nie odejdzie ze swojego klanu tylko ze względu na niego.
— Ki-kiedy się j-jeszcze spotkamy? — zapytał ją, a w jego głosie był obecny smutek.
Kotka o niebieskim futrze w kremowe i białe plamy westchnęła i zamknęła swoje oczy na krótką chwilę, by je kilka uderzeń serca po tym otworzyć. Uśmiechnęła się do Małej Łapy, choć nie był to uśmiech, który by wyrażał radość.
— Mam nadzieję, że jak najszybciej — odpowiedziała mu. — Nie mogę opuszczać na tak długo swojego obozu, bo jestem medykiem, a nie wiadomo, czy nie jestem teraz w nim potrzebna — położyła swoją łapę na jego. — Co powiesz na to, by spotkać się w tym samym miejscu i o tej samej porze za jeden księżyc?
— W p-porządku.
Miodowe Serce i Mała Łapa nie odzywali się do siebie przez dłuższą chwilę.
— Z-za jakiś czas słońce w-wzejdzie w na-najwyższy punkt na ni-niebie — stwierdził. — O-odprowadzę cię d-do rzeki.
Wstali, a następnie wyszli z nory, by za jakiś czas dojść do Wodnych Głazów, po których Miodowe Serce przejdzie na drugą stronę brzegu i wróci do obozu. Dotarli tam po dłuższej chwili, a kiedy to zrobili, Mała Łapa zatrzymał się i popatrzył na kotkę ze smutkiem w oczach.
— B-będę za tobą tęsk-knił — powiedział do niej i odwrócił swój wzrok.
Widząc to, Miodowe Serce podeszła do niego, a następnie go polizała po nosie, po czym uśmiechnęła się do niego. Mała Łapa zerknął na nią i zrobił to samo.
— Nie chcę, byś się smucił — wyznała. — Do zobaczenia!
Otarła się o niego, by po chwili odsunąć się od kocura i wskoczyć na pierwszy z głazów, a później na kolejny, aż do drugiego brzegu. Dopiero kiedy sylwetka Miodowego Serca zniknęła za krzewami i pniami drzew, Mała Łapa westchnął i poszedł w przeciwną stronę, aby jak najszybciej opuścić tereny Klanu Nocy i coś upolować.

Miodowe Serce?

04 marca 2018

Od Małej Łapy C.D Szepczącego Wiatru

Mała Łapa patrzył na kocicę o burym futerku w rude plamy, a sierść na jego karku opadała. Jej imię i wygląd były mu znajome, a to, że znała jego imię, było potwierdzeniem, że jest ona tym, za kogo się podaje.
— Szepcz-cząca Łapa? — zadał jej pytanie.
— Szepczący Wiatr, a nie Łapa, ty mysi móżdżku! — odpowiedziała mu.
— N-no tak... Co ty tu robisz?
Szepczący Wiatr usiadła, owinęła ogon wokół łap, a następnie przejechała językiem po futrze. Wyglądała tak, jak by myślała nad czymś i zastanawiała się nad tym, w jaki sposób odpowiedzieć Małej Łapie. Nie odpowiadała mu przez dłuższą chwilę, a jedynie wpatrywała się w niego z zaciekawieniem. Po chwili otworzyła swój pyszczek, by udzielić czarnemu kotu odpowiedzi.
— To długa historia — zaczęła. — Będąc na polowaniu, zaatakował mnie pies, a ja, nie chcąc go poprowadzić na tereny Klanu Wilka, uciekłam w innym kierunku — na wspomnienie o tym lekko się skrzywiła. — Udało mi się go zgubić, i gdy chciałam wrócić na nasze tereny, to jeden z dwunogów zobaczył mnie, a następnie, jak mogłeś się domyślić, złapał mnie w te swoje okropne łapska, by zamknąć w swoim gnieździe z innym kotem — kontynuowała. — Był do ciebie bardzo podobny, bo miał krótkie łapy - tak samo jak ty — stwierdziła, a na jej pyszczku pojawił się mały uśmiech. — Siedziałam tam z kilka księżyców, ale w końcu udało mi się uciec i wracam na tereny Klanu Wilka, a ty? Myślałam, że nie żyjesz! — wytknęła mu.
Kocur o czarnym futrze odwrócił od niej wzrok i wbił go w swoje łapy, by po chwili wysunąć pazury - nie ze złości na Szepczący Wiatr, a ze złości na siebie, bo to był jego błąd. Gdyby nie odszedł z Klanu Wilka, razem z Zroszonym Nosem mógłby ukończyć trening kilkanaście księżyców temu i zostać wojownikiem, a następnie, być może, otrzymać własnego ucznia lub poznać kocicę, z którą chciałby mieć kocięta, jednak on podjął inną decyzję. Nie był z niej zadowolony, choć wiedział, że to pomogło mu się zmienić i strach, który w sobie trzymał, w większej części zniknął, a jego pewność siebie wzrosła.
— P-przepraszam, b-bo ja... — nie wiedział, co powinien powiedzieć.
— Liliowa Łodyga martwiła się o ciebie! — wtrąciła się mu w słowo. — Czy porwali cię dwunodzy? Chociaż... Gdyby tak było, to nie siedziałbyś tu przede mną, a więc o co chodziło?
— U-uciekłem, bo by-byłem tchórzem, a-a to życie wojownik-ka i całe t-te treningi prz-przeraziły mn-mnie — zaczął się jąkać bardziej niż dotychczas.
Jego serce biło bardzo szybko ze zdenerwowania. Nie lubił opowiadać o tym, ale nie byłoby to w porządku w stosunku do Szepczącego Wiatru, bo ona mu powiedziała z jakiego powodu nie było jej w Klanie Wilka.

Szepczący Wietrze?
możesz go jakoś zachęcić do powrotu, bo on powie, że nie zasługuje na drugą szansę

03 marca 2018

Od Małej Łapy C.D Miodowego Serca

Ostatnie promienie słońca znikały za drzewami, a dla Małej Łapy był to znak, aby przejść przez Drogę Grzmotu i spotkać się z Miodowym Sercem przy Wodnych Głazach. Od ich ostatniego, a za razem pierwszego spotkania, minął jeden księżyc. Kocur nie mógł ukrywać, że czekał na tą chwilę z niecierpliwością.
Kocur o czarnym futrze usiadł nad brzegiem rzeki. Ogon owinął wokół krótkich łap, a oczami wodził po drugim brzegu. Ze zdenerwowania przesunął językiem po swoim pyszczku, a palcami u przednich łap ugniatał mokrą od wody ziemię. Serce biło mu bardzo szybko, a towarzyszące Małej Łapie uczucie było nie do opisania. Był ciekaw, czy Miodowe Serce czuła się tak samo w jego towarzystwie, choć po chwili odpędził od siebie te myśli. Ona była miłą i sympatyczną kotką, a na dodatek jedną z ładniejszych, jakie w swoim życiu widział Mała Łapa. Był pewien, że wiele kocurów interesowało się nią, a on, jako jeden z nich, miał małe szanse na zaimponowanie jej, ponieważ do najpiękniejszych nie należał, a na pewno wśród jej adoratorów był ktoś, kto wyglądał i zachowywał się lepiej od niego. Potrząsnął swoją głową i wbił pazury w ziemię. Wiedział, że tym sposobem myślenia nie zachęci jej do siebie. Od tej chwili musiał pokazywać się z lepszej strony, a zacząć powinien od wyglądu, bowiem idąc tu jego futro zostało umazane błotem, co Mała Łapa zauważył dopiero w tej chwili. Zamrugał swoimi oczami i zaczął lizać łapy, a następnie przeszedł do czyszczenia sierści na jego piersi. Na całe szczęście udało mu się doprowadzić siebie do porządku przed tym, jak Miodowe Serce przeszła przez Wodne Głazy.
— Mała Łapo! — zawołała do niego kotka z drugiego brzegu.
Kocur uniósł swoją głowę, a na jego pyszczku pojawił się uśmiech. Wstał, a kiedy kotka o szylkretowym futerku przeszła przez rzekę i stanęła obok niego, zbliżył się do niej nieśmiało, by za chwilę polizać ją po poliku i odsunąć się. Odwrócił od niej wzrok, nie wiedząc, jak ona zareaguje na to, w jaki sposób ją przywitał.

Miodowe Serce?

10 lutego 2018

Od Małej Łapy C.D Miodowego Serca

Kocur o czarnym futrze pokręcił swoją głową.
— N-nie! — odparł. — J-ja po prostu... — próbował wyrazić w słowach to, co czuł, ale nie mógł znaleźć takich, które by pasowały. — I-inne koty ni-nie lubią mnie i-i nie jestem do te-ego przyzwyczajony. 
Ze świstem wypuścił powietrze przez nos i ze smutkiem w oczach popatrzył na siedzącą obok niego kotkę, a wzrokiem wodził po jej pyszczku. Nie chciał, by ona znała jego problemy, a jednak jej o nich opowiedział. Zachowanie tej kotki bardzo przypominało mu o Zroszonym Nosie i Liliowej Łodydze, a były to dwa koty, które kochał z całego serca. Do tej pory tylko one wiedziały o tym, co Mała Łapa ma w swoim sercu, ale to jego siostra była mu najbliższa, bo wiedziała o jego odejściu z Klanu Wilka więcej od Liliowej Łodygi. Miodowe Serce miała w sobie cechy z obu tych kocic i to było powodem, dla którego Mała Łapa opowiedział jej o sobie.
— Dlaczego? — zapytała z lekkim zdziwieniem. — Jesteś bardzo miłym kocurem i nie widzę w tobie niczego, przez co mogłabym ciebie nie lubić, a tym bardziej nie rozumiem, co inne koty widzą w tobie, że nie chcą ciebie polubić.
Nie wiedział, co powinien jej odpowiedzieć, bo nie chciał, by to ona go upewniała w tym, że jest normalnym kotem, a inni nie mogą go traktować w nie taki sam sposób jak pozostałych. Z jednej strony nie chciał, by rozmawiali o tym, a z drugiej miał ochotę na przytulenie się do niej i powiedzenie tego, co mu na sercu leżało. Jego spotkania z siostrą nie były częste i nie miał wielu okazji do tego, by opowiedzieć jej o tym, co czuł. Wiedział o tym, że jest ona wojowniczką i ma zadania do wykonania, a na dodatek nie powinna myśleć o spotkaniach z Małą Łapą, bo był on zdrajcą i z własnej woli opuścił Klan Wilka. On potrzebował jej, a jednak postanowił nie spotykać się z nią często - dla dobra Zroszonego Nosa. Co by powiedziała Milcząca Gwiazda czy Borsuczy Goniec, gdyby zobaczyli ją rozmawiającą z kotem, który w ich oczach był jedynie szkodzącym innym klanom samotnikiem? Na pewno nie byliby z tego zadowoleni, przez co Zroszony Nos mogła mieć problemy.
— Wi-widzę w sobie k-kota o mysim sercu, który uciekł z-ze swojego klanu i nie z-zasług-guje na pomoc od kogoś tak d-dobrego jak ty — odpowiedział jej. — Wiem, ż-że nie t-tylko ja tak o sobie myślę i nie roz-zumiem, z jakiego powodu ty nadal si-siedzisz przy mnie i zaj-jmujesz się mną.
Wiedząc, że spotkanie Miodowego Serca w kolejnych dniach nie będzie prawdopodobne, postanowił jej powiedzieć o tym, co go dręczy, a jak powie coś, co nie będzie na miejscu, to po prostu ucieknie i oboje o sobie zapomną. Jego oddech był spokojniejszy i medyczka z Klanu Nocy mogła to poczuć, bo Mała Łapa przysunął się do niej i teraz ich boki przylegały do siebie. Kotka o szylkretowym futerku słyszała jego mruczenie, którym wyrażał wdzięczność wobec niej za opiekę nad nim.

Miodowe Serce?

02 lutego 2018

Od Małej Łapy C.D Miodowego Serca

Mała Łapa popatrzył na kotkę ze zdziwieniem w swoich pomarańczowych oczach, a następie poruszył jednym z dwojga czarnych uszu. Trzy uderzenia serca po tym odwrócił swój zawstydzony wzrok i popatrzył w przeciwną stronę. Nie był on przyzwyczajony do takiego traktowania, a szczególnie ze strony kotki o takim wyglądzie. Miała ona oczy o kolorze podobnym do zachodzącego słońca i futro w trzech kolorach - niebieskim jak zachmurzone niebo, kremowym o barwie jasnego piasku i białym jak chmury o poranku. Przypominała mu jego siostrę. Co prawda Zroszony Nos miała na swoim futrze więcej tych rudawych plam, a jej oczy były w kolorze złocistym, jednak obie te kotki wyglądały podobnie i to sprawiło, że Mała Łapa chciał trochę bardziej poznać towarzyszącą mu kocicę.
— W-w porządk-ku — odpowiedział jej. — Ja-jak masz na imię?
Kotka o trzech kolorach na swoim futerku popatrzyła na niego z niepewnością w swoich pomarańczowych oczach, a chwilę później przełknęła ślinę.
— Miodowe Serce.
— Pasuje c-ci — powiedział Mała Łapa, nie zastanawiając się na swoimi słowami.
Mówił to, co mu ślina przyniosła na język, a było to spowodowane samą obecnością tej kotki. Była ona dla niego bardzo sympatyczna i opatrzyła mu ranę, przez którą kocur ten mógł mieć problemy z polowaniem i walką. Chciał ją poznać, bo była jednym z niewielu kotów, z którymi mógł normalnie porozmawiać. Mała Łapa bardzo często spotykał samotników o wybuchowym charakterze i to przez nich miał te wszystkie rany.
— J-ja... — zaczął po dłuższej chwili, widząc, że Miodowe Serce nic nie mówi. — Co z-zrobisz po tym? Pow-wiesz swojemu klanowi, że mnie s-spotkałaś? A-a co będzie, jeśli ktoś z nich zn-najdzie ciebie t-tu ze mną? B-będziesz mi-miała przez to k-kłopoty! — jego głos drżał.
Nie chciał, by patrol z Klanu Nocy przyszedł tu i nie dość, że koty te by go zaatakowały, to jeszcze i Miodowe Serce mogłaby mieć przez niego problemy. Wiedział, że cztery klany nie lubiły samotników i nie chciały, by te wchodziły na ich tereny. Będąc jednym z nich zauważył, że to nie jest w porządku i koty z klanów nie powinny mieć do nich tak bardzo wrogiego nastawienia. Nie mógł on na to nic poradzić, bo w oczach swoich jak i innych był kimś, kogo nie powinno tu być. Był jedną, wielką pomyłką i nie chciał, by i ktoś przez niego popełniał błędy. Nie wiedział, w jakim celu Gwiezdni dali mu życie, jednak nie był on na tyle zasmucony, aby zrobić coś, co mogłoby to zakończyć, a koty takie jak Miodowe Serce dawały mu nadzieję na to, że zostanie zaakceptowany.

Miodowe Serce?
przepraszam za gniota ;___

08 stycznia 2018

Od Małej Łapy C.D Mozarta

Wbił swoje pazury w ziemię.
– Ni-nie mów tak o-o mnie, ty domowy ko-kociaku! – odpowiedział mu Mała Łapa.
Kocur o dymnym futrze popatrzył na niego ze złością w oczach, a następnie prychnął. Powstrzymywał swój gniew, choć było to dla niego trudne. Nie wyglądał na cierpliwego kota i na pewno nie będzie chował swoich pazurów przez długi czas.
– B-bo co-o? – przedrzeźniał go.
Z wysuniętymi pazurami skoczył w stronę długowłosego kota i wbił je w jego bark. Mozart syknął z bólu i spojrzał na Małą Łapę z nienawiścią w swoich złocistych oczach. Kocur o czarnym futrze nie czekał na ruch ze strony drugiego i po kilku uderzeniach serca chwycił w zęby jego ucho, a pod wpływem ciężaru ciała samotnika Mozart przewrócił się na ziemię razem z nim. Pieszczoch przesuwał pazurami u tylnych łap po brzuchu swojego przeciwnika, aby go z siebie zrzucić. W przeciwieństwie do Małej Łapy nie był kotem urodzonym w lesie, a o jego pazury dbali dwunodzy, więc nie były one na tyle ostre, aby zadać mu głębokie rany, ale to nie znaczyło, że to go nie bolało. Kocur o dymnym futrze uniósł jedną ze swoich przednich łap, a następnie z wysuniętymi pazurami uderzył w nos Małą Łapę i przesunął nią do jego polika, zostawiając w tamtym miejscu bliznę. Mniejszy kot z jękiem odskoczył od swojego przeciwnika, a wraz z nim połowa prawego ucha Mozarta. Z trudem stanął na czterech łapach o długość kociego ogona od pieszczocha i wyrzucił z pyska to, co zostało z jego ucha.
– Na-nadal jestem tylko sa-samymi ko-ko-kośćmi i skórą? – syknął.

< Mozart? .o. >

27 grudnia 2017

Od Małej Łapy C.D Mozarta

Pora Nagich Drzew nie oszczędzała kotów, a tym bardziej Małej Łapy. Nie posiadał swojego legowiska, ponieważ jego stara szopa została z dnia na dzień usunięta, a co za tym idzie - musiał odejść i poszukać innego miejsca.
Śnieg nie ułatwiał mu i jego krótkim łapom chodzenia, bo musiał stawiać większe kroki, co w połączeniu z jego kondycją sprawiało, że nie minęła chwila, a on już musiał usiąść pod drzewem i odetchnąć. Z daleka widoczny był jego szybki oddech, bowiem para nieustannie wydobywała się z pyszczka tego kocura.
– Kim jesteś?
Głos nieznajomego mu kota wyrwał go z zamyślenia. Mała Łapa obrócił głowę w stronę pieszczocha i spojrzał na niego ze zdezorientowanym wzrokiem, aby za chwilę go odwrócić i wbić w swoje krótkie łapy.
– Je-eśli to t-twoje terytorium to m-mogę iś-ść stąd – odpowiedział mu.
Kocur o dymnym futrze zmrużył swoje żółte oczy, a następnie uniósł głowę i patrzył z góry na obcego mu kota.
– To oczywiste, że jest moje! – parsknął. – Ale nie mam nic przeciwko rozmowie z tobą – dodał i kontynuował. – Jak masz na imię?
– M-mała Ła- to znaczy Mały.
Pieszczoch wodził swoim wzrokiem po chuderlawym ciele samotnika, aby jego wygląd podsumować w kilku słowach:
– Twoje łapy i uszy są dziwne, a to futro? Kto cię tak zaniedbał?
Gniew opanował ciało Małej Łapy i dodał mu trochę odwagi, której nie mógł nie wykorzystać przeciwko pieszczochowi.
– Ja przynajmniej nie jestem całkowicie zależny od dwunogów i nie jem tego lisiego łajna, które tobie dają.
< Mozart?>

02 grudnia 2017

Od Małej Łapy

    Czarny kocur skoczył przed siebie i przycisnął swoimi łapami mysz do ziemi, a słysząc bardzo ciche chrupnięcie odsunął jedną z łap i z zadowoleniem w oczach spojrzał na drobne ciało gryzonia, którego mała głowa była odwrócona nienaturalnie w prawo. Jeszcze kilka księżyców temu nie umiałby nawet dostrzec czy usłyszeć tego zwierzęcia, a dzisiaj samemu udało mu się je upolować. Podczas swojej nieobecności w Klanie Wilka zauważył, że o wiele łatwiej idzie mu nauka na błędach i ich poprawianiu niż ta z mentorem, ponieważ w obecności Srebrnego Deszcza był poddenerwowany, a co za tym idzie - zdekoncentrowany.
    Brakowało mu matki, ojca oraz siostry (pomimo ich spotkań), nawet Szepczącej Łapy, która pewnie była w tym momencie wojownikiem w Klanie Wilka. Chciał wrócić do klanu, jednak znał jego przywódcę i wiedział, że to nie byłoby łatwe. Niebieska kocica o oczach zimnych jak najtwardszy lód miała opinię bezwzględnej i kocur nie był pewien tego, czy byłaby zadowolona z powrotu kota, który osiem księżyców temu opuścił swój klan bez większej przyczyny. Miał pojęcie o tym, że był samotnikiem, czyli kotem wyjętym spod kodeksu wojownika, a więc każdy kot pochodzący z klanu mógł go bez obaw zabić, co było jego największą obawą.
    Mały w krótkim czasie zjadł wcześniej upolowaną przez siebie mysz, a następnie zakopał jej szczątki w małym dołku na znak szacunku do Gwiezdnego Klanu, ponieważ wierzył w to, że jego kremowy brat czuwa nad nim i patrzy na niego ze Srebrnej Skórki. I choć minęło wiele księżyców od czasu suszy oraz jego śmierci, to i tak kocur o krótkich łapach nie miał zamiaru zapominać o Skrze. On sam nie chciałby, aby po jego odejściu do Gwiezdnych ktoś o nim zapomniał, a szczególnie jego rodzina, choć miał świadomość tego, że Liliowa Łodyga oraz Łososiowy Pysk mogli już wyrzucić ze swojej pamięci wspomnienia o obu synach i całą swoją uwagę przeznaczyć na ich drugi miot i Zroszony Nos, od której jakiś czas temu dowiedział się o Jaskółce, Orzełku, Popiele i Lipie. Był bardzo szczęśliwy z powodu nowego rodzeństwa i miał nadzieję, że kiedyś uda mu się ich spotkać.
    Rozmyślanie nad swoją przeszłością było dla niego tak zajmujące, że nie zauważył należącej do innego kota białej kity, która prawie dotknęła jego nosa. Zamrugał parę razy, a następnie pokręcił głową na boki, aby zobaczyć tego, do kogo należał o intensywnej barwie ogon. Jego ciemnopomarańczowe oczy ujrzały wysoką kotkę o szczupłej sylwetce i białym futerku. Patrzyła przez chwilę na niego swoimi zielonymi oczami, a następnie otworzyła pyszczek, aby coś powiedzieć.
< Jagódko? >

28 października 2017

Od Małej Łapy C.D Zajączka

Czarny kocur nie widział powodu, dla którego nie powinien odpowiedzieć na pytanie zadane przez pieszczoszkę.
– Urodziłem się w Klanie W-wilka – powiedział. – Moim bra-atem był S-skra, natomiast siostrą - Rosa, a-a rodzicami Łososiowy Pysk oraz Liliow-wa Łodyga. Susza zab-brała mojego brata do naszych przod-dków jeszcze przed tym, jak otrzymaliśmy nowe imiona. Moim treningiem zajął się Sre-rebrny D-deszcz. Ja jednak nie potrafiłem poradzić sobie z-ze straceniem bliskiego mi kota i to było p-powodem, dla któr-rego odszedłem z klanu. By-byłem im nie-epotrzebny...
– O-oh... – wydała z siebie dźwięk. – Czy twoja siostra nie będzie z-za tobą tęsknić? Straciła dwóch b-braci, a-a twoi rodzice? Na pewno są smut-tni.
Mały podniósł swoją głowę i oczami pełnymi goryczy oraz rozpaczy popatrzył na pyszczek burej kotki. Poczuł bardzo bolesne ukłucie w sercu, a Zajączek mogła dostrzec pojedynczą łzę płynącą po jego czarnym poliku. Dopiero jej słowa uświadomiły mu, że jego odejście mogło być bolesne dla Zroszonej Łapy oraz ich rodziców tak samo jak utrata kremowego kocura dla niego.
– Nie p-pomyślałem o-o tym... – oznajmił. – J-ja... Ja n-nie chciałem, aby ci-cierpieli przez-ze mnie i-i... – powiedział załamanym głosem i nie dokończył, ponieważ położył się na ziemi i swoimi krótkimi łapami zasłonił pyszczek, aby Zajączek nie widziała go płaczącego. Kocur był rozrywany od środka przez emocje i nie wiedział, w jaki sposób miał sobie z tym poradzić. Nienawidził siebie za bycie słabym oraz wrażliwym. Chciał chronić siostrę, a tymczasem przebywał w starej szopie w siedlisku dwunożnych i narzekał na siebie przed nieznajomą mu kotką. Istna mysia strawa.

<Zajączku?>