BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hagrid. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hagrid. Pokaż wszystkie posty

09 lutego 2022

Od Hagrid CD. Lokiego

 *skip do teraz*

- Co ty znowu tam znalazłeś? - zapytała poirytowana, zwracając spojrzenie na Felixa.
Rudy kocur zawęszył i wbił wzrok w jakiś punkt przed sobą.
- Patrz! Kociak! - zawołał, podbiegając do szaro-białej kulki futra siedzącej na chodniku.
- Felix! - warknęła - Wracaj tu!
Zrezygnowana ruszyła za kocurem, zatrzymując się obok niego.
- Patrz jaka słodka! - miauknął uradowany, zniżając się do poziomu małej, zielonookiej koteczki.
- Dień dobly! - miauknęła nieznajoma, przytulając się do łap czarnej kocicy.
Hagrid wzdrygnęła się i ruchem ogona odsunęła kocię.
- Zabierzemy ją? - zapytał rudy, wbijając w nią błagalne spojrzenie.
Przewróciła oczami.
- Nie. Masz swoje własne kociaki, nie pamiętasz?
- Ale wiesz, mogłyby się razem bawić... Moglibyśmy zrobić obóz dla bezdomnych kociaków! Uczylibyśmy je wspinania po zasłonach, przymilania do dwunogów, i...
- Nie - odparła stanowczo, smagając mu ogonem po pysku - Wracamy, zanim Felicjana zacznie się drzeć, że nas tak długo nie ma.
I pociągnęła go za sobą, sztywnym krokiem udawając się w stronę jej domu. W pewnym momencie z płotu zeskoczyła czarno-biała sylwetka, zamaszyście lądując na ziemi.
- No proszę, kogo my tu mamy - odezwał się Loki - Naszą czarną damę.
Felix napuszył ogon.
- Znajdź sobie własną kotkę! - warknął - Ona jest moja!
Prychnęła zniesmaczona.
- Bla bla bla bla, mówiłam, że wracamy! - odezwała się ostro - Złaź nam z drogi, Loki. Idź do swoich pokręconych braci.

<Loki?>

27 września 2021

Od Hagrid CD. Felixa [...]

 Opko miotowe

Popatrzyła na kumpla wielkimi oczami.
- Że co przyniosłeś?
- Kocimiętkę no. Takie ziółko. - odparł.
Czarna podeszla do kocura i obwąchała roślinkę.
- To jest jadalne?
- Tak! Choć, weźmiemy sobie po listku!
Niepewnie skubnęła, a rudzielec zrobił to samo.
Przyjemny, słodki smak rozpłynął się na jej języku. 
- Dobre to - miauknęla tylko, po czym oboje odpłynęli w świat miłości i magicznych snów.
Felix przysiadł się bliżej, opierając głowę na jej grzbiecie.
- Kocham cię, wieeeeesz? - odezwał się.
- Jaaaa ciebie teeeeeż!
Położyli się na dywanie i przytulili. Było im tak dobrze... Mogli by tak w nieskończoność.

*Godzinkę później*

Obudziła się, leżąc na podłodze.
- Co ja tu- - spojrzała na Felixa.
- Zawsze wiedziałem, że mnie kochasz!
Co? Nie, nie. Że co?
Kocur przysunął się i polizał ją za uchem. Z niesmakiem zrobiła to samo, czując, jak cętkowany zaczyna mruczeć.

*Skip do teraz*

- No? Co ty znowu tam masz? - zapytała, słysząc kroki Felka.
- Zaraz zobaczysz! Zamknij oczy.
Niepewnie zrobiła to co jej kazano. Kocur wcisnął jej do pyska kilka miękkich liści do pyska, po czym sam robił to samo.
Zakręciło jej się w głowie, gdy przeżuwała kocimietkę.
- Tak cię koooocham, nawet nieee wiesz jaaaak! - wydarł się Felix.
- Chooooć, taak mi tuuuu dobrzeeee!
I każdy będzie wiedział, co się potem stało.

<Felix?>

26 sierpnia 2021

Od Hagrid CD. Belzebuba

- Serio? Co ci jest? - zapytała. Samuel wytknął język, jednak nie podniósł się z posłania. 
- Mówię ci, zmęczony jestem. - warknął, ziewając przeciągle. Hagrid przewróciła oczami. - Tylko mnie nie zaraź, mam już wystarczająco na głowie.
Przecież nie była chora?! Chyba mu się coś w głowie pomieszało. Jednak postanowiła sobie z niego zażartować.
- Tiaaaa, ciekawe czego. Może wylegiwanie się tak bardzo cię zmęczyło? Z resztą, ty pierwszy zacząłeś cos kręcić. - odparła sucho.
Czekoladowy warknął pod nosem, ze zirytowaniem trzepiąc ogonem. 
- A żebyś wiedziała, jesteś bardziej męcząca niż nocne zabawy Mel. - mruknął.

***

Dwunożna się wkurzyła, zabrała całą trójkę do weterynarza. Hagrid rzucała się i prychała w transporterku przez całą drogę powrotną, aż w końcu na ich ulicy Wyprostowana puściła ją wolno. Czarna kocica warczała pod nosem, przeklinając istnienie tych wszystkich dziwnych płynów i pastylek, wpychanych jej głęboko do gardła. Usiadła pod niskim drzewkiem na jakimś podwórku, zaczynając zlizywać zapach pozostawiony przez lekarza z jej nieskazitelnie czystego, krótkiego futra. Nonsens. Nic jej nie było, ale ten głupi człowiek w fartuchu i tak ją obejrzał! Gdy polizała prawą łapę, pod językiem wyczuwając chropowatą skórę blizny. Cholerny twór pożaru. To przez nią właśnie kulała, dlatego Samuel wyzywał ją od starzejących się bab, ona była powodem jej odmienności. 
W domu obok dosłyszała zduszone warkoty i miauczenie, gdy po chwili zza drzwi wychyliła się czarno-biały bengal. Kolejny idiota do towarzystwa. 
- Czeeeeeść! - zawołał do pieszczoszki, gdy ją dojrzał. Hagrid prychnęła.
- Tia, hej.

<Buba?>

Wyleczony: Samuel

14 sierpnia 2021

Od Hagrid

*C.D.N. poprzedniego oneshota, tego z DZIWNĄ kuchnią* 
 
W kuchni stał młody mężczyzna, z mnóstwem papierzysk i teczką w ręce. Pokazywał Dwunożnej jakieś zadrukowane kartki, nie zwracając najmniejszej uwagi na otoczenie. Za czarną weszli też Samuel i Mel, rozdziawiając pyski ze zdziwienia. Nieznajomy za szturchnięciem odwrócił się w stronę kotów i przypatrywał się nim, dopóki Hagrid nie wydała z siebie zniecierpliwionego miauknięcia. 
- Hagrid pierwsza. 
Zaraz, że co? Ona się o nic nie prosiła! Przecież tylko zwróciła mu uwagę! 
Po kilku próbach Dwunożna w końcu złapała hebanową w ręce, kładąc na wcześniej przygotowanym stołku. Usiadła na nim, trzepiąc ogonem ze zirytowania. Nieznajomy obejrzał ją dokładnie, poprosił o “książeczkę zdrowia” i porównał ją z jakimiś papierami, na których pełno było zdjęć kotów. Po kilkunastu dłuuuuuugich chwilach, gdy Hagrid już miała chęć podrapać porządnie obu “człowieków”, mężczyzna puścił ją wolno. 
- Tak jak mówiłem... Kot Brytyjski. Jeśli cała trójka jest z tego samego miotu, to wszyscy będą rasowi. Oczywiście, tylko wtedy, gdy ich rodzice byli - ciągnął nieznajomy, czy też “człek”, jak go czarna zdążyła nazwać. - Ale wszystkie papiery na to wskazują, możemy być pewni... Nie mam nawet potrzeby oglądać reszty - zakończył. 
Odezwała się Dwunożna, wcześniej przypatrująca się z uwagą gościowi. 
- A powie mi pan... Nadawały by się na wystawy? - zapytała, a Hagrid wyczuła niepewność w jej głosie. 
Czym były te wystawy?! 
Mężczyzna zastanawiał się chwilę, jakby nad sensem swojej wypowiedzi. 
- Oczywiście, dużo mogłyby osiągnąć. 

Od Hagrid CD. Papieża

- Właśnie widzę... - mruknęła, machając ogonem – Ale to raczej tobie przydałoby się poćwiczyć. 
- I właśnie to robię! - odparł dumnie Papież, wcale nie przejmując się jej kąśliwa uwagą.  
Hagrid przewróciła oczami, z nudów szurając łapą po ziemi. Nawet tu nie było nic do roboty. Czarna kotka zastanawiała się, czy ten dzień po prostu taki będzie. Spojrzała w niebo, mrużąc oczy. Słońce błyszczało, rzucając ciepłymi, pomarańczowymi promieniami. Pieszczoszka rozejrzała się po ogrodzie kolegi, szukając jakiegoś miejsca z cieniem. W końcu wpadła jej w oczy rozłożysta paproć, która prawdopodobnie nią nie była, ale nie zwracała na to uwagi. Wpełzła pod roślinę, zostawiając łaciatego kocura z tyłu. Nie obchodziła ją zbytnio jego reakcja, szukała po prostu spokoju. 
I tak jak przewidywała, koci Papież zostawił ją w spokoju.  
 
*** 
 
- Halo? Jest tu ktoś? 
Niechętnie otworzyła oczy, rozciągając ścierpnięte łapy. Chyba musiała zasnąć. Wyjrzała ze swojej kryjówki, starając się dostrzec coś w ciemnościach.  Zobaczyła tylko świecące oczy pewnego kota, którego poznawała chyba tylko po głosie.  
- Halo?! - rozległ się kolejny wrzask, na który czarna AŻ musiała zareagować. 
Hagrid westchnęła zrezygnowana, wyczołgując się spod krzaka. Strzepnęła ogonem, próbując nie wpaść na żaden krzew czy kwiat. Nie był to jej teren, nie znała za dobrze otoczenia. 
- Doprawdy, jesteś aż takim idiotą, żeby zgubić się we WŁASNYM ogrodzie? 
 
<Papaj?>

Od Hagrid

To było... Bardzo dziwne. Najpierw Dwunożna wychodziła częściej z domu, co Hagrid oczywiście rozumiała - nie dało się przecież wytrzymać tyle czasu w jednym miejscu. Raz czy dwa rozmawiała też z innym Dwunożnym, tym jeżdżącym po okolicy w swoim kruczoczarnymi potworze. Czarna nie wiedziała o co my chodzi, ale nie to martwiło ją najbardziej. Otóż właścicielka całej trójki coraz częściej przeglądała jakieś papiery, sprawdzała coś w tym swoim świecącym pudełku z ''myszką'', oglądając uważnie każdego ze swoich kotów. Hagrid nie podobało się to, już nie raz podrapała kobietę w takich okolicznościach. Przecież nie mogła pozwolić sobie na zbyt wiele, a Hagrid z chęcią o to dbała.
Leniuchowała właśnie na jednym z posłań dwunożnych, rozciągnięta chyba najbardziej jak się dało, gdy do jej uszu dobiegł odgłos otwieranych wrót. Ocho, wróciła.
- Hagrid! Samuel! Mel! - w podekscytowanym głosie właścicielki dosłyszała swoje imię. Z ociąganiem zwlokła się na ziemię, kierując kroki swych kocich łap w stronę... Kuchni, tak. Ostatnimi czasy nie miała już takich problemów z poruszaniem się, co uszczęśliwiło nie tylko ją - Felix też się cieszył, bo w końcu mogła za nim nadążyć. A to żadnemu z nich zdecydowanie nie przeszkadzało.
Ale wracając może do tematu...
To, co ujrzała na miejscu było co najmniej dziwne. Ale dziwne przez duże DZ.

<C.D.N>

13 sierpnia 2021

Od Hagrid

Było około 6 rano, a Hagrid leżała i leniuchowała po skończonym śniadaniu, składającym się z resztki karmy z dnia poprzedniego i odrobiny mleka podkradzionej Samuelowi. Jednak coś tu nie grało.  
- Kotkiii! - dosłyszała wołanie właścicielki, która weszła do kuchni, już ogarnięta.  
Ale- 
Coś było nie tak, ona nigdy nie wstawała tak wcześnie.  
Mel otarła się o nogi Dwunożnej, która pogłaskała ją, jak i jej brata. Czarna – w przeciwieństwie do rodzeństwa - nie podeszła do niej, obserwując świat z półprzymkniętych powiek. 
Kobieta zjadła ten swój pokarm, wyszła do innego pomieszczenia i wróciła, w rękach trzymając kocie transporterki. Hagrid zamachała ogonem ze zdenerwowana, ona nie zamierzała i nie chciała nigdzie jechać. Ale jednak... nie miała szans wyrwać się właścicielce. Zrezygnowana położyła po sobie uszy, gdy długowłosa zamknęła drzwiczki transporterka.   
 
*** 
 
Hagrid znała tą drogę aż za dobrze. Prowadziła ona do obrzynacza i weterynarza, a pomarańczowooka nie zamierzała znów trafić na ten okropny stół lekarski. Śmierdziało tam lekami i dezynfekcją, nigdy nie mogła idę szybko pozbyć ich zapachu z futra. Dlatego też wyrywała się, gdy dwunożna próbowała położyć ja na stole. W końcu przytrzymała ją za kark i przydusiła do jego przezroczystej powierzchni, skąd kotka nie miała szans się wyrwać. Lekarz popryskał ręce tym dziwnym płynem i chwile grzebał w tej swojej skrzynce, a gdy się obrócił, czarnej zmroziła się krew w żyłach. 
Igła.

Od Hagrid CD. Felixa […]

Głupi mysi móżdżek. 
Warknęła cichą kurwę pod nosem, po czym zawróciła i wychyliła głowę za drzwiczki. 
- Oczywiście że żyję, ty idioto - miauknęła, poruszając lekko wąsami. - Właź, nie będę czekać tu cały dzień. 
Rudzielec po chwili niepewności zbliżył się do przejścia, szybkim ruchem wskakując do środka. 
- Moi dwunożni czegoś takiego nie mają - stwierdził, mrużąc oczy – Sami otwierają mi drzwi. 
- No to masz problem, ja tam wychodzę, kiedy chcę. 
Zaprowadziła kocura do jednej z jaskiń, gdzie Dwunożna akurat leżała na jednym z tych swoich posłań. Hagrid zwróciła na siebie uwagę właścicielki, miaucząc donośnie. 
Długowłosa podniosła głowę z nad swojego małego pudełeczka, a jej oczy rozszerzyły się. 
- Hagrid! I kicia! - zawołała podekscytowana, podnosząc się. - Poczekajcie tu, zaraz wracam! 
Wstała, pobiegła do kuchni; po chwili wróciła z miską pełną zimnego mleka. Postawiła ją na podłodze, a Felix zaczął łapczywie pić. 
Hagrid spojrzała na właścicielkę z wyrzutem – czemu ona nie dostała mleka?! 
Jednak Dwunożna nie zwracała już na nią uwagi, zajęta mizianiem Koperka. Czarna kotka prychnęła poirytowana, lecz i to nic nie dało. Po chwili speszona zaczęła pić, chcąc czy nie chcąc złączając głowę z pyskiem cętkowanego. Felek zamrugał, mrucząc - jakby zadowolony. Hagrid przeklnęła w myślach. Głupie kocury, nic nie rozumieją. Ona została do tego ZmuSzOnA! 
 
<Felix? xd>

Od Hagrid

*Pod koniec pory zielonych liści* 
 
Postanowiła wyjść do ogrodu, bo w domu można było się z nudy udusić. Przecisnęła się przez klapkę w drzwiach, z jękiem prostując grzbiet. Chwilowo utkwiła wzrok w Dwunożnej, która wsiadła do potwora i wytoczyła się na ulicę, przyspieszając. Po kilku sekundach obiekt zniknął jej z oczu, zostawiając za sobą chmurę pyłu. Hagrid strzepnęła ogonem i sztywno wskoczyła na ceglane ogrodzenie. 
- Co, starzejesz się? - dosłyszała ironiczny ton głosu Samuela. 
- Nie pierdoło, po prostu źle spałam. Może jeszcze wymiętolić ci tą słodką buźkę, by jakaś kotka chociaż do ciebie podeszła? - odgryzła się, nie mając ochoty na przekomarzanie z bratem. 
Z tymi słowy zeskoczyła na chodnik, po dłuższej chwili znikając za rogiem.  
- Głupi. - warknęła tylko pod nosem, zatrzymując się pod jakąś paprocią, wystającą zza płotu. Było strasznie gorąco, nawet drobne deszcze nad ranem nie pomogły. Słońce chyliło się już ku zachodowi, rzucając na - przegrzaną już - kotkę swe ciepłe promienie. Potrząsnęła głową. Nie mogła już tu dłużej siedzieć, bo by sobie tyłek usmażyła.  
Wolnym krokiem ruszyła przed siebie, rozglądając się po okolicy. W tej części miasta jeszcze jej nie było, nawet Dwunożna nie jeździła tędy swoim potworem. Gdzieś po drugiej stronie ulicy przebiegł jeż, a w trawie można było dosłyszeć ciche cykanie świerszczy.  Gdzieś w ogrodzie dosłyszała miauczenie. Wdrapała się na murek, wyłapując wzrokiem czarno-białego osobnika. 
 
<Anubis?>

01 sierpnia 2021

Od Hagrid CD. Felixa […]

- Ładny… - zaczęła delikatnie, ale przerwał jej pełnym ekscytacji piskiem. 
- Przepraszam… - wymamrotał z szelmowskim uśmiechem. 
Wąsy Hagrid drgnęły z rozbawieniem. Ten to się nigdy nie zmieni. 
- Um, dzięki? - mruknęła zmieszana, po długiej chwili obdarowując Felixa szybkim muśnięciem ogonem po policzku. Kocur spojrzał na nią z lekka niedowierzając, ale prawie od razu wyraz jego pyska zmienił się na zadowolenie. 
- I co, czy chciałabyś może przejść się gdzieś? - zapytał, cały czas spoglądając na nią w ten szczególny sposób. Doprawdy, czy z niego taki idiota? 
- A jak myślisz? - widząc ironiczny wyraz jej pyska, rudzielec zwątpił - No chodź, chyba nie zamierzasz sterczeć tu cały dzień.  
Pieszczochy podążyły w losowym kierunku, gdzieś daleko, gdzie wschodziło słońce. Cętkowany prowadził pewnie, co jakiś czas przystając i obwąchując kwiatki. Hagid z przyzwyczajenia podążała za nim, przez co wiele razy o mało co nie wpadli pod potwora czy nie dali się zjeść psu, ale żadne z nich jakoś się tym nie przejmowało. Po prostu szli, nie przejmując się otaczającym ich światem. 
 
*maybe skip do następnego dnia* 
 
- Cześć! - zza płotu dobiegło ją zawołanie przyjaciela. Ale właśnie. Kim on dla niej był? Sama nie wiedziała. Może i nie mieli jakiejś głębszej relacji, ale kocur i tak znaczył dla niej wiele. Był dla niej niemal jak członek rodziny, ale co na to poradzić? Było tak i już. 
- Już idę! - miauknęła, z lekkim potknięciem zeskakując z parapetu. Blizna. Podeszła do ogrodzenia, przepuszczając zdyszanego kocura pod spodem. - Co ty taki zmęczony? 
Felek-Koperek przewrócił oczami, uspokajając oddech. 
- Chciałem po prostu cię zobaczyć, droga damo. 
- Weź ty już przestań z tą damą, mam imię. W każdym razie, chciałbyś poznać moją właścicielkę? 
 
<Felek? Damować już pora skończyć, przejdź do bardziej... no innych “ksywek” xd>

25 lipca 2021

Od Hagrid CD. Papieża

- Czyżby... Blask zieleni moich oczu?
Czarna zamrugała. Wait, o co mu chodzi?
- Nie, a przynajmniej nie wydaje mi się - odparła z agresywnym akcentem, na wszelki wypadek spuszczając uszy - Mieszkam tu, więc mogłabym raczej zapytać, co ty tu robisz? - ostatnie słowa wywarczała.
- Jej nie ma powodu do agresji! Celem Papieża jest wprowadzenie spokoju, nie walk! A co do pytania, przyszedłem cię zobaczyć.
Kotka prychnęła, wywijając ogonem w powietrzu. Postawiła jednak uszy do pionu, z powrotem siadając przed niebieskim.
- Hagrid, miło mi - mruknęła bardziej dla zasady niż z własnych chęci.
Papież nadal stał naprzeciw pieszczoszki, co trochę irytowało Hagrid.
- Będziesz tu sterczał i się gapił? Ja idę, jak coś, to wiesz gdzie mnie szukać. Nara!
I zniknęła pod ogrodzeniem, zauważając Samuela. Podeszła do brata, który zjeżył futro na jej widok.
- Kolejny się na mnie gapi. Co z wami nie tak!? - prychnęła.
Czekoladowy zerknął na nią ze zdziwieniem.
- Jaki kolejny? O co ci chodzi? - zapytał.
Strzepnęła ogonem, czując narastającą irytację.
- A co cię to interesuje?! Zajmij się sobą, bo ci nos odgryzę! - wycharczała, znikając w drzwiach domu.

***

Kilka dni później postanowiła po raz kolejny spotkać się z kocurem, zobaczyć co robi. Po zapachu wytropiła jego dom. Po chwili wspięła się na parapet jaskini, zaglądając do środka przez szybę.

<Papież?>

21 lipca 2021

Od Hagrid CD. Felixa […]

- Dużo tego. O wiele za dużo.  
- Tak się złożyło, droga damo.  
- Dziwny jesteś.  
- Wiem. A może wyjawisz swoje imię? Założę się, że jest krótsze. Znakomite koty mają długie. 
Hagrid prychnęła poirytowana. Jeszcze zaczął się przechwalać. 
- Hagrid jestem - odparła prosto, z dumą - Nie potrzebne mi imię niemożliwe do wymówienia, moje mi wystarcza. 
- Miło poznać, mów mi Felix. Nie Felek. - odparł kocur z szelmowskim uśmiechem, zupełnie ignorując drugą część jej wypowiedzi.  
Szczerze mówiąc, kocur ją nieco zainteresował. Nie był taki jak Samuel oraz jej ojciec. 
- Co tu właściwie robisz? - zapytała po chwili, nadal pozostając w “obronnej” pozycji. 
- Stoję i z tobą rozmawiam, nie widać? - odparł kpiąco, a Hagrid przewróciła oczami – Pozwolisz, że się dosiądę? 
- Niech ci będzie - odparła ostrożnie, przesuwając się kawałek. Rudzielec zwinnie wskoczył na kamienny słup, siadając obok kotki – Ale jeden fałszywy ruch i stąd wylatujesz. - dodała z ostrzegawczym akcentem, czym znowu zaskoczyła Felixa.  
- O nie, droga panno, nie zamierzam nigdzie stąd iść. To moje podwórko, mogę robić tu wszystko. 
Pomarańczowooka uśmiechnęła się delikatnie. Czy aby na pewno?  
- Jesteś tego pewien? Pobić się ze mną też możesz? - zagadnęła go ironicznie. 
Cętkowany zamilkł na chwilę, analizując jej słowa. Po kilku sekundach na jego mordce pojawił się wyraz niedowierzania. Hagid właśnie tego oczekiwała. 
- Ty tak na serio? - odezwał się w końcu, przyglądając się jej badawczo – Nie uderzyłbym ciebie, poza tym nie dałabyś rady. - odparł z zadziwiającą pewnością siebie, co trochę zbiło kotkę z tropu. Ale nie, nie mogła dać się omamić. Pora było wprowadzić w życie jej pomysł. 
- A co, jeśli zaczęłabym pierwsza? - odparła nagle, zupełnie innym tonem. Szybkim ruchem zepchnęła kocura z słupa. Ten wydał z siebie zaskoczony pisk, lądując jednak – jak na kota przystało - na czterech łapach. Po kilku uderzeniach serca zeskoczyła na ziemię, stając obok towarzysza. 
- No sorki, to był przyyyypadeek - westchnęła, widząc upokorzenie na pysku pieszczocha. - W każdym razie, wiesz czy może mieszkają tu inne kotki? Z kocurem moja siostra nigdy się nie dogada, odliczając mojego brata... 
Rudas spojrzał na nią zainteresowany. 
- Nie, nie widziałem żadnej oprócz ciebie, moja droga. A poza tym, jaki jest twój brat? Na pewno mniej piękny i doskonały ode mnie! - szczerze mówiąc, nie mogła zaprzeczyć słowom sąsiada. 
- Noooo... Nie – sama nie wierzyła, że to przyznała. Jednak ten osobnik był... Inny. 
Nastąpiła chwila ciszy, bo każde z nich nie wiedziało co powiedzieć. 
 
<Felek... sory, Felix? Wiem, że odpiszesz jak wrócisz, będę czekać>

18 lipca 2021

Od Hagrid

No pięknie. Jeszcze tego jej brakowało. 
- Co chcesz? - mruknęła niewyraźnie w kierunku Mel. 
Czekoladowa nerwowo przestąpiła z łapy na łapę. 
- B-bo... ja nie chcę spać! Nudzi mi s-się! 
- Nawet o tym nie myśl, nie pobawię się z tobą. Możesz spróbować tu zasnąć, ale nic nie obiecuję. 
Hagrid normalnie zajęłaby się siostrą, ale po podróży nadal była zmęczona. Bicolorka wcisnęła się między rodzeństwo. Jednak czarna wyczołgała się spod łapy młodszej, wiedząc, że przy niej nie ma szans zasnąć. Mel posłała jej błagalne spojrzenie, lecz ta pokręciła głową. Szybkim, lecz nienaturalnie sztywnym ruchem wskoczyła na półkę, nie zapełnioną jeszcze roślinami czy innym pierdołami dwunożnych. Uwaliła się na drewnianą powierzchnię, kiwając opuszczonym ogonem na boki. Nieco załzawionymi oczami wyjrzała za przysłonięte okno, próbując dostrzec przez przezroczystą powierzchnię coś więcej niż ciemność, jednak bezskutecznie. Brakowało jej matki. Rozejrzała się po pokoju, pomimo ciemności dokładnie rozróżniając umieszczone w nim obiekty. Kanapa, stolik, szafki. Szorstki w dotyku dywan na podłodze, na którym młoda dwunożna czasem siadała, wykonując te swoje “ćwiczenia”. Jakieś rośliny, ich posłania leżące w kącie naprzeciwko wejścia. No i pudła, pełno nierozpakowanych pudeł. Nudy, nudy i jeszcze raz nudy. Jeśli szczerze, to w tamtym momencie rozumiała Mel. Wizja snu nie wydawała jej się tak miła jak kilka chwil temu. Zeskoczyła z półki, starając się przy tym nie obudzić pozostałych. Cicho skierowała się w kierunku innego pomieszczenia. Nachyliła się nad miską, lecz w niej była ciągle ta sama resztka suchej, niedojedzonej przez Hagrid karmy. Niechętnie przełknęła jej kilka kęsów, strzepując uchem. Podeszła do “Wrót Więzienia”. Na szczęście dwunożna zapomniała zablokować kocich drzwiczek. Czarna wymknęła się na zewnątrz, wdychając chłodne powietrze. Dobrze wiedziała, że jest w ciemnościach prawie niewidoczna. Lecz jak na złość gdzieś w oddali zaczynało robić się jaśniej, a oznaczało to jedno - zbliżał się dzień. Musiała się pospieszyć, jeśli chciała pozwiedzać, bo lepiej byłoby, jeśli wróciłaby przed szczytowaniem słońca - inaczej dwunożna zaczęłaby się martwić. Z jękiem przecisnęła się pod drucianym ogrodzeniem, starając nie obetrzeć się bardziej niż zwykle. Żwawym krokiem ruszyła wzdłuż ogrodów, węsząc w poszukiwaniach tych, w których mogli mieszkać jej koci “sąsiedzi”. Wyczuła dwie, może ze trzy młodsze kotki, kilka kocurów w podobnym wieku. Jednak żaden z zapachów jej nie zainteresował. Szła i szła, rozglądając się dookoła. W końcu wskoczyła na jakiś kamienny słupek, złączony z ogrodzeniem. Zajrzała w głąb podwórka, przy okazji wyczuwając oznaczenia zapachowe jakiegoś nieco młodszego osobnika. Ziewnęła przeciągle, spoglądając na niebo. Słońce zdążyło już wzejść, jednak nadal miała dość czasu, by posiedzieć tam jeszcze trochę. Liznęła się po piersi, otulając łapy ogonem. Po chwili jej uwagę przykuł dźwięk otwieranych “wrót” oraz miauczenie. Oho, zaraz ją zauważą. Jednak Hagrid pozostała w miejscu, jedynie odwracając głowę w kierunku głosu. Dojrzała rudego kocura z niebieską obróżką. Sama też miała niedługo taką dostać, nie była zbytnio zadowolona z tego powodu. 
- Kim jesteś? - zapytała z ostrzegawczym akcentem, spuszczając nieprzyjaźnie uszy. 
 
<Felix?>