*skip do teraz*
- Co ty znowu tam znalazłeś? - zapytała poirytowana, zwracając spojrzenie na Felixa.
Rudy kocur zawęszył i wbił wzrok w jakiś punkt przed sobą.
- Patrz! Kociak! - zawołał, podbiegając do szaro-białej kulki futra siedzącej na chodniku.
- Felix! - warknęła - Wracaj tu!
Zrezygnowana ruszyła za kocurem, zatrzymując się obok niego.
- Patrz jaka słodka! - miauknął uradowany, zniżając się do poziomu małej, zielonookiej koteczki.
- Dień dobly! - miauknęła nieznajoma, przytulając się do łap czarnej kocicy.
Hagrid wzdrygnęła się i ruchem ogona odsunęła kocię.
- Zabierzemy ją? - zapytał rudy, wbijając w nią błagalne spojrzenie.
Przewróciła oczami.
- Nie. Masz swoje własne kociaki, nie pamiętasz?
- Ale wiesz, mogłyby się razem bawić... Moglibyśmy zrobić obóz dla bezdomnych kociaków! Uczylibyśmy je wspinania po zasłonach, przymilania do dwunogów, i...
- Nie - odparła stanowczo, smagając mu ogonem po pysku - Wracamy, zanim Felicjana zacznie się drzeć, że nas tak długo nie ma.
I pociągnęła go za sobą, sztywnym krokiem udawając się w stronę jej domu. W pewnym momencie z płotu zeskoczyła czarno-biała sylwetka, zamaszyście lądując na ziemi.
- No proszę, kogo my tu mamy - odezwał się Loki - Naszą czarną damę.
Felix napuszył ogon.
- Znajdź sobie własną kotkę! - warknął - Ona jest moja!
Prychnęła zniesmaczona.
- Bla bla bla bla, mówiłam, że wracamy! - odezwała się ostro - Złaź nam z drogi, Loki. Idź do swoich pokręconych braci.
<Loki?>
Rudy kocur zawęszył i wbił wzrok w jakiś punkt przed sobą.
- Patrz! Kociak! - zawołał, podbiegając do szaro-białej kulki futra siedzącej na chodniku.
- Felix! - warknęła - Wracaj tu!
Zrezygnowana ruszyła za kocurem, zatrzymując się obok niego.
- Patrz jaka słodka! - miauknął uradowany, zniżając się do poziomu małej, zielonookiej koteczki.
- Dień dobly! - miauknęła nieznajoma, przytulając się do łap czarnej kocicy.
Hagrid wzdrygnęła się i ruchem ogona odsunęła kocię.
- Zabierzemy ją? - zapytał rudy, wbijając w nią błagalne spojrzenie.
Przewróciła oczami.
- Nie. Masz swoje własne kociaki, nie pamiętasz?
- Ale wiesz, mogłyby się razem bawić... Moglibyśmy zrobić obóz dla bezdomnych kociaków! Uczylibyśmy je wspinania po zasłonach, przymilania do dwunogów, i...
- Nie - odparła stanowczo, smagając mu ogonem po pysku - Wracamy, zanim Felicjana zacznie się drzeć, że nas tak długo nie ma.
I pociągnęła go za sobą, sztywnym krokiem udawając się w stronę jej domu. W pewnym momencie z płotu zeskoczyła czarno-biała sylwetka, zamaszyście lądując na ziemi.
- No proszę, kogo my tu mamy - odezwał się Loki - Naszą czarną damę.
Felix napuszył ogon.
- Znajdź sobie własną kotkę! - warknął - Ona jest moja!
Prychnęła zniesmaczona.
- Bla bla bla bla, mówiłam, że wracamy! - odezwała się ostro - Złaź nam z drogi, Loki. Idź do swoich pokręconych braci.
<Loki?>