BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zajęcza Troska x Makowe Pole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zajęcza Troska x Makowe Pole. Pokaż wszystkie posty

21 kwietnia 2024

Od Zajęczej Troski CD. Makowego Pola

Błogi spokój tego dnia przerwał jej podniesiony głos pewnej dobrze jej znanej srebrnej kotki. Spojrzała na nią z niezadowoleniem, że w ogóle raczyła jej przeszkadzać po tym, jak ostatnimi czasy odważyła się kwestionować decyzje Sroczej Gwiazdy.
Temat, jaki Makowe Pole poruszyła, brzmiał wyjątkowo ciekawie. Czyżby jej niespełna rozumu potomek, w końcu okazał się w czymś przydatny? Pomijając kwestię, iż jak zawsze musiał w czymś nawalić, bo w końcu dał się przyłapać na swoim czynie, to Zając była... całkiem zadowolona z faktu, iż w ogóle spróbował.
— Zważaj na słowa — odparła, dosyć spokojnie jak na nią. — Masz to, na co zasłużyłaś. Nie rozumiem twego oburzenia. Idź powarczeć na kogoś innego, ja jestem zajęta — stwierdziła chłodno.
Srebrna uderzyła gniewnie ogonem o ziemię, posyłając jej pełne poirytowania spojrzenie.
— Czym niby zasłużyłam? Tym, że dbam o godność tego klanu? — warknęła. — A czym ty niby jesteś zajęta? Nie widzę, byś robiła cokolwiek ważnego, w przeciwieństwie do mnie! — obruszyła się. — Ten klan schodzi na psy...
Liliowa przeciągnęła się, pozwalając Mak wsłuchać się w piękne dźwięki ciszy, kiedy ta nie strzępiła jęzorem na prawo i lewo. Ich przyjaźń była skomplikowaną do opisania relacją. Niby się lubiły, ale teraz mało co na to wskazywało.
— Jestem zajęta unikaniem przerośniętych pcheł. Niestety, przez ciebie mi to nie wyszło — rzuciła z udawanym żalem. Starała się pohamować swoją pogardę względem czarnej, bo inaczej jej odczuć w tym momencie nie była w stanie nazwać. — Jesteś mało bystra, skoro nie wiesz, czym zawiniłaś.
— Czy ty nasłałaś na mnie swojego bachora? — syknęła. — Wiesz co, Zając? Kiedyś byłaś lepsza. Dużo lepsza. Stoczyłaś się. Przez tę swoją dzieciarnię i bezmyślne podążanie za Sroczą Gwiazdą — stwierdziła, znacznie spokojniejszym tonem głosu. — Żyj sobie dalej w ten sposób. Pogadam z kimś rozsądniejszym, ale nie zdziw się, jak będziesz musiała kopać dołek dla swojego dzieciaka. Jeszcze jedna taka akcja, zapamiętaj to sobie.
Vanka nie odpowiedziała jej na to. Nie ruszając się z miejsca, w spokoju obserwowała, jak srebrzyste futro znika pośród trzcin.
— A żebyś się utopiła... — rzuciła pod nosem.

***

Mak się może i nie utopiła, ale Zając nie miała okazji już więcej usłyszeć jej głosu. Za to robiła za pocieszycielkę dla Pszczółki, która uznała, że z ich grupy przyjaciół tylko ona jej została, bo Cedr zmarła już dawno, a Sroka była zajęta swoimi liderowskimi obowiązkami.
Liliowa zaszyła się w legowisku wojowników, gdy już wszyscy raczyli dać jej spokój. Zwinęła się na posłaniu, jednak nim zdążyła zmrużyć oczy, uformowała się przed nią pewna czekoladowa postać.
— Mamo... — wykrztusił. — Chyba nie wyszło mi to, co ci obiecałem...
Strzepnęła ignorancko ogonem.
— Wiem, słyszałam — mruknęła. — Nie było źle. Za to oburzenie na pysku Mak, mogę ci wybaczyć, że nie podołałeś.
Kocur zesztywniał, patrząc na nią w osłupieniu.
— Naprawdę? — wykrztusił.
Westchnęła. Teraz będzie to przeżywał jak kocię upolowanie pierwszej zwierzyny.
— Tak. Jak na ciebie, mogę powiedzieć, że jestem nawet zadowolona, że w ogóle spróbowałeś.
Nie wiedziała, skąd ta łaska i dobroć w jej głosie. Cuchnący Śledź zdawał się za to rozpromieniony, bo wrócił do swojego posłania w podskokach. Przyglądała mu się tylko chwilę w zamyśle, nim w końcu nie zmrużyła porządnie oczu i nie oddała się snu.

14 kwietnia 2024

Od Makowego Pola CD. Zajęczej Troski

Prychnęła. Oczywiście, że będzie dobrą matką, a jak! O ile urodzą się kotki. Co do kocurów... ich los był jeden. Skończą tak samo jak ich ojciec, w rzece. Nie widziała innego wyjścia. Nie zamierzała tak jak Zajęcza Troska opiekować się jakimiś kocurami. Ogólnie kocica przynosiła sobie tak wstyd. Ta czekoladowa pokraka powinna dawno wybyć z Klanu Nocy. 
— Widzę, że nie jestem mile widziana — zaczęła obrażonym tonem, zadzierając nosa. — Zapamiętaj jednak moje słowa, Zajęcza Trosko. To ty jesteś panią swojego życia. Żadne dzieci nie mają prawa mówić ci jak masz żyć. Zawsze możesz paru defektów się pozbyć. Nikt za nimi nie będzie płakał — to powiedziawszy odeszła do Pszczółki. 
Kocica rzeczywiście wyglądała zdecydowanie lepiej, gdy tylko do niej podeszła. Wręcz promieniowała szczęściem, którego długo nie pojmowała. Teraz jednak były parą, więc... to chyba normalne? Ułożyła się obok niej i pozwoliła, aby jej język miło ją połaskotał za uchem. Było jej dobrze. Nie to co Zajęcza Troska, która wzdychała do swojej ukochanej, która miała ją w nosie. 

***

Była oburzona tym co się stało. Ten obrzydliwy czekoladowy kocur, który był synem Zajęczej Troski coś kręcił się podejrzanie przy jej legowisku. Gdy to zauważyła, jej czujność się wzmogła, dzięki czemu dostrzegła te rybie ości, które ponapychał jej do mchu! Tego to było za wiele! Zamierzała naskarżyć na jego zachowanie jego matce. Czy naprawdę ten klan tak schodził na psy? Już pozwalali czekoladowym kotom na głupie dowcipy? Dalej była zła z decyzji Sroczej Gwiazdy. Była od włos od zagryzienia jej na miejscu. Jedynie Pszczółka powstrzymywała ją błagalnym głosem, aby nie robiła niczego głupiego. Przypominała, że przecież to była ich przyjaciółka. Ha! Już dawno nią przestała być, gdy to władza okazała się ważniejsza od ich przyjaźni. Zresztą... Gdyby nie te głupie poprzednie liderki to ona teraz byłaby przywódczynią! Srocza Gwiazda musiała pamiętać jak bardzo zależało jej na osiągnięciu szczytu, a teraz? Teraz na zawsze miała gnić na dnie, bo ta sobie wymyśliła władze dziedziczną! A zaraz wytruje wszystkie jej dzieci i niech rozpacza! Zanim jednak zmieniła swoje plany na dzisiejszy dzień, znalazła poszukiwaną przez nią wojowniczkę. 
— Zajęcza Trosko! Czy mogłabyś ogarnąć swojego bachora? Nie dość, że przyniosłaś wstyd klanowi, że w ogóle pozwoliłaś mu żyć i pałętać się pod łapami, to jeszcze te lisie łajno próbuje mnie zabić! Nawkładał mi ości do legowiska. Rozumiesz to?! Jak nie potrafisz się zająć dzieckiem to zaraz jego łeb skończy pod wodą i tyle będzie z tej twojej zepsutej krwi! 

<Zając?>

12 listopada 2023

Od Zajęczej Troski CD. Makowego Pola

Nie wiedziała kiedy, ale musiała przespać moment rozkwitu relacji Mak i Pszczółki. Pamiętała, jak niebieska latała co krok za burą, a gdy Zając zdarzało się porwać jedną z przyjaciółek na polowanie bądź spacer, szylkretka zerkała na nią ze zbolałą miną i usilnie próbowała im towarzyszyć. Zazwyczaj liliowa się godziła, bo wydawała jej się po prostu znudzona i samotna. Teraz wiedziała, że kwestią tego wszystkiego była zazdrość.
Wysunęła pazury w podmokłe podłoże żłobka, patrząc z ukosa na przyglądającą jej się wojowniczkę. Mimo wszystko nie potrafiła po tym co przeszła spokojnie zareagować na jej słowa. Orientowała się, że Pszczela Dumą sama chciała dzieci i chociaż nie wiedziała, jak je zdobyła, była świadoma, że porównanie Mak było nie na miejscu.
Zając przez okres ciąży zdążyła sobie przemyśleć to wszystko. Piski kociąt były jej stałym akompaniamentem do wszelkich refleksji. Nie chciała nigdy potomstwa, ale owszem, skoro się stało, skoro dała im już żyć, to zrobi pożytek dla klanu i uczyni z nich porządnych wojowników. Tylko tak potrafiła nie kojarzyć tego z cierpieniem i upokorzeniem. Nie mogła patrzeć jednak ze spokojem na małą kopię jej ojca. Odsuwała go łapą, karmiła jako ostatniego i dawała krótki czas na posiłek. Spełniała wobec niego minimum rodzicielskie, bo więcej jej zdaniem nie potrzebował.
Miała gdzieś, czy los się kiedyś na niej zemści. Zresztą, już to zrobił, tylko za co? Oczyściła klan z brudu, pozbyła się jednego pasożyta i ceną jej bezkarności była obrzydliwość, jaka ją spotkała?
Zając była zawistna, to fakt. Ale w życiu nie życzyłaby żadnej kotce tego samego, co przytrafiło się jej.
— Nie, nie musisz iść do Sroczego Lotu. Jak będę miała chęci, to sama z nią pogadam — palnęła, choć prawda była taka, że chęci było, ale brakowało jej odwagi.
Nie przemyślała jeszcze tego, co jej powie. Przyjdzie na to odpowiedni czas.
— To o co się tak w zasadzie dąsasz? — drążyła srebrna, na co wpierw, mimowolnie, vanka strzepnęła uchem, a dopiero potem zaszczyciła ją spojrzeniem.
— O nic — burknęła, nie brzmiąc zbyt przekonująco, o co jednak na ten moment nie dbała.
— Przestań Zając, była z ciebie taka dobra wojowniczka, a teraz co? — rzuciła prowokacyjnie.
Liliowa na ten moment nie miała wobec siebie samej zbyt wysokich oczekiwań. Chciała wrócić do swojego życia, ale wiedząc, że po terenach obozu snuć będą się jej własne kocięta, że wyrosną kiedyś, a ona już młodsza nie będzie — traciła nadzieje na to, iż będzie to w ogóle możliwe.
— Teraz nic. Wykarmię je i wrócę do bycia dobrą wojowniczką — powtórzyła, przełykając ślinę. — Zmykaj do Pszczółki, bo wydaje się zazdrosna. Na pewno będziesz dobrą mamusią dla waszych pociech — dodała, z myślą, że tymi słowami ostatecznie ją od siebie odgoni.

<Mak?>

24 października 2023

Od Makowego Pola CD. Zajęczej Troski

 Oburzona, wystawiła jej język. Może i damie nie wypadało tak prostacko się zachowywać, ale Zajęcza Troska zasłużyła, aby dojrzeć tą formę dziecięcego buntu, która przez nią przemówiła w tamtym momencie. 
— Ja będę wiecznie piękna — odparła przyjaciółce, ponieważ była co do tego przekonana. Żadna siwizna nie będzie jej szpecić, a brud? O brudzie to zapomnij! Nie pozwoli, aby ktoś ją zobaczył w takim stanie! 
Od razu wzięła się za obmywanie sierści z błota, biadoląc pod nosem ile będzie teraz musiała układać swą sierść! A to nie była prosta sprawa. Do niektórych części na ciele nie dosięgała, ale w tym wyręczała ją Pszczółka. Kocica pewnie będzie zdumiona, gdy dojrzy w jakim stanie wróciła. Na pewno wraz z Cedr zaczną wypytywać co takiego się stało. 
Kiedy obie wojowniczki zakończyły swoją niezapowiedzianą kąpiel, powróciły do obozu, chichocząc pod nosem z tylko im wiadomo czego. 

***

Zajęcza Troska urodziła kocięta, co sprawiło, że na jej pysku pojawiała się raz po raz pogarda, gdy tylko widziała ją ze swoimi młodymi w pobliżu. A ostatnio dość często bywała w żłobku, ponieważ Pszczółce zachciało się dzieciaków i leżała teraz do góry brzuchem. Sam fakt, że Zajęcza Troska mogła być świadkiem sceny, gdzie wyznały sobie miłość, bardzo ją peszył. Wtedy nie zastanawiała się nad tym czy vanka była w tym miejscu. Była zbyt oburzona wiadomością, że jej ukochana Pszczółka została skrzywdzona przez kocura. 
Ale wracając skąd brała się ta niechęć do córki Zdradzieckiej Rybki? Otóż nie miała jej za złe, że zataiła fakt, że na boku miała jakiegoś partnera. Bardziej bolało ją to, że nie pozbyła się tych przebrzydłych kocurów, które z niej wyszły! Kotki to już pal licho, ładne były, przydałyby się ich sprawie, ale te drugie pasożyty? Liczyła na to, że Pszczółka nie urodzi żadnych larw pokroju jej brata. Wtedy na sumieniu nie miałaby jedynego kocura z własnej rodziny, ale także i te młode. 
Jednak, gdy tak przychodziła do żłobka, by siedzieć z partnerką, widziała jej zmarnowanie. Dziewczyna się poddała, co wydawało jej się naprawdę bardzo żałosnym widokiem. Dlatego też pewnego dnia po prostu wstała i usiadła obok niej, posyłając jej karcące spojrzenie. 
— Co masz taką zbolałą minę? Powinnaś wziąć się w garść, a nie biadolić. Masz bachory? Stało się. Pszczółka też niedługo urodzi. Chyba, że chodzi o Sroczy Lot? — strzelała, ponieważ zauważyła, że zastępczyni unikała swojej dawnej przyjaciółki jak ognia. — Mam jej wlać? — rzuciła żartem. — Wtedy powinna zjawić się tu w podskokach, przepraszając cię za swoje dziecinne zachowanie. 

<Zając?>

15 września 2023

Od Zajęczej Troski CD. Makowego Pola

Wciąż była z lekka zdezorientowana, jednak na jej pysku dalej gościł uśmiech. Pokiwała głową, zgadzając się wprost z przyjaciółką. Gdyby znalazła się w takiej sytuacji ze Sroką, spaliłaby się ze wstydu. Nie przepadała za upokarzaniem się przy czarnej, dla niej starała się zawsze być idealna. Przy Mak jednak, którą traktowała jak zwykłą, bliższą znajomą, mogła sobie pozwolić na takie głupoty. Nikt ich w końcu nie widział.
— Czym prędzej, bo aż zczekoladowałaś od tego błota — palnęła liliowa, zbierając się na równe łapy.
Srebrna zmrużyła oczy i spojrzała na nią spod byka.
— Ty bardziej — stwierdziła, jednak pomimo jej srogiego wzroku, w głosie nie było ani krzty złości. Raczej czyste rozbawienie, spowodowane tą całą sytuacją. — Poza tym, liliowy i czekoladowy są do siebie bardziej podobne, niż czarny i...
Vanka trzepnęła ją lekko ogonem w pysk.
— Nie znasz się na żartach, tak jak myślałam — westchnęła, ze sztuczną miną zawodu. — Ale z ciebie sztywniak — dodała, a na jej skrzywionym pysku zawitał lekki, triumfalny uśmiech.
Zeszły z głównego tematu. Obie postanowiły uznać, że Trzcinowa Sadzawka nie ma skąd brać dowodów na jej winę, a poza tym, nikogo nie powinien interesować tamten zdechły już staruch. Był tyle wart, co jeden z ich poprzednich liderów, a po jego brutalnej śmierci nikt się jakoś nie przejmował.
Chłodny wiatr znad rzeki musnął ich futra. Liliowa jako pierwsza zanurzyła łapy w wodzie, a widząc, że srebrna się waha, wyszła na brzeg i z rozpędu popchnęła ją do przodu. Wpierw rozległ się plusk, a potem ciche warknięcie.
Zając dołączyła do niej w momencie, w którym pysk czarnej znajdował się już ponad taflą, z nadwyraz niezadowoloną miną.
— Czy ty postradałaś już do reszty zmysły? — pisnęła, chlapiąc w jej stronę wodą. — No oszalałaś Zając, naprawdę! — prychnęła.
Vanka uśmiechnęła się, opływając kotkę dookoła.
— Już się tak nie denerwuj Maczek, złość piękności szkodzi — mruknęła, rozkoszując się przyjemnym chłodem. — Zmywaj z siebie to błoto, bo ci tak zostanie na zawsze i nie będziemy mogły się już kolegować — zagroziła w żarcie.

<Mak?>

28 czerwca 2023

Od Makowego Pola CD. Zajęczej Troski

 Spojrzała przelotnie na Pszczelą Dumę, która nie była zadowolona, że zamierzała pójść z liliową vanką na stronę. Nie za bardzo rozumiała, dlaczego kotka tak żywo reagowała wpychając się do nie swoich spraw. Widząc i słysząc, że Zajęczej Trosce zależy na prywatności, domyśliła się, że mogło chodzić o sprawę z jej ojcem. Ona też nie przepadała za tym, aby ktoś przysłuchiwał się takim poufnym informacją i chociaż ufała Pszczółce, tak wątpiła, by wojowniczka czuła się swobodnie w obecności szylkretki. 
Dlatego też podeszła do przyjaciółki, kładąc jej łapę na ramieniu. 
— Tym razem zostań. Możesz pogadać z Cedrową Rozwagą, ostatnio skarżyła się, że tak ciągle we dwie wszędzie chodzimy i wygląda na niezadowoloną. Na pewno ucieszy się z twojego towarzystwa. A ja... Muszę coś z Zajęczą Troską załatwić. Sam na sam — powtórzyła, aby do niebieskawej to dotarło. 
Ciężko było zrozumieć co kotłowało się jej w głowie, ale powoli skinęła łbem, nie spuszczając jednak swojego wzroku ani z Makowego Pola, ani z Zając. 
Mak odwróciła się do córki Zdradzieckiej Rybki, po czym skinęła do niej głową. Wyszły obie nie nękane dłużej przez ciekawskie spojrzenia. 

***

Szła przed siebie, a u jej boku zamiast wiecznie rozgadanej Pszczółki, tym razem szła Zajęcza Troska. Oddaliły się spory kawałek od obozu, kierując kroki na łąkę pokrytą mnóstwem przepięknych i kolorowych kwiatów. Naprawdę miłe miejsce na spacer. Chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że to nie on będzie głównym tematem dzisiejszej rozmowy. Kotka w końcu jasno stwierdziła, że sprawa dotyczyła jej staruszka. 
— Więc... Mój ojciec cię przepytywał? Musze przyznać, że mnie także. Zainteresował się tą sprawą, co jest przedziwne. W końcu miał gdzieś Zdradziecką Rybkę przez większość swojego życia, a tu nagle zaginął, znaleziono jego trupa i bum, zaczął węszyć. Zgaduje, że ci się to nie podoba? — Spojrzała na vankę, która pokiwała łbem. 
— Nie zakładałam, że ta sprawa obejdzie się bez echa, ale też nie przewidziałam, że ktoś się w to aż tak zaangażuje — westchnęła wojowniczka, trzepiąc uchem. — On ledwo co polował, do niczego się już nie nadawał, więc pozbycie się go było jedyną słuszną opcją, aby pomóc utrzymać temu klanowi choć odrobinę godności we właściwym miejscu.
— Prawda. Był tylko ciężarem dla klanu — zgodziła się z nią. — Cieszę się, że nie muszę go już widywać w obozie. Był... odrażający. — Skrzywiła nos. — Nie dbał o siebie i na dodatek przynosił ci wstyd. A coś o tym wiem, bo mój tatulek też nie był lepszy, gdy ryczał za swoim ukochanym. — Przewróciła oczami przypominając sobie tą jego żałość i rozpacz po śmierci Rudzikowego Śpiewu. — Mogę spróbować z nim porozmawiać i wybić mu te całe śledztwo z głowy, ale dostał jakiejś nieznanej mi wcześniej werwy. Pewnie to wina tego całego Sarniego Tupotu. Ma na niego zły wpływ — żaliła się przyjaciółce. — Wiesz co mi powiedział jak chciałam, aby złapał dla mnie świeżą piszczkę? Że mam sama iść na polowanie, bo on zajęty! Rozumiesz to? On? Zajęty! Nigdy mi nie odmawiał... 
Zajęcza Troska zmarszczyła nos i przytaknęła z niechęcią łbem. 
— Stacza się. Jak większość kocurów, to u nich normalne — stwierdziła z wyższością, omijając większą kałuże błota. — Dziwny duet, naprawdę, Sarni zawsze miał wszystko głęboko pod ogonem, nie widzę żadnego sensu w tym, że mu się moralność zmieniła i postanowił szukać sprawiedliwości na tym świecie. Niedorzeczne — marudziła.
Cieszyła się, że wojowniczka rozumiała co czuje. Obie w końcu miały beznadziejnych i niekompetentnych ojców. Jeżeli Trzcinowa Sadzawka się nie ogarnie i zacznie jej przynosić wstyd, to kto wie, czy sama również go nie wyeliminuje dla dobra Klanu Nocy. 
Nagle jej łapa została wessana przez rozmokłą ziemię, czego oczywiście nie dostrzegła, stawiając kolejne kroki, które spowodowały, że przewróciła się, zbijając z łap przyjaciółkę. Zaklęła pod nosem, sycząc wrogo na tutejsze warunki, które nie nadawały się do spacerowania, wlepiając spojrzenie w białą, która także leżała na ziemi. 
— Ugh... Gdybym była liderką zarządziłabym, aby naprawili tą ziemię — fuknęła pod nosem, gramoląc się na łapy, które nagle rozjechały się jej na boki, a ona sama upadła ciałem na Zając. Z pyska obu wyrwał się śmiech, ponieważ sytuacja naprawdę była przezabawna. 
— Jest z nami źle — stwierdziła Makowe Pole. — Skoro bawi nas to, że taplamy się w błocie. — Wzięła głębszy oddech, odganiając radosne łezki z kącika oczu. — Lepiej chodźmy się obmyć, Zajączku, póki nikt nas nie widzi w takim stanie. 

<Zając?>

25 czerwca 2023

Od Zajęczej Troski Do Makowego Pola

Pozwoliła pojedynczym kroplom deszczu spłynąć po jej już i tak przemokniętym futrze. Otrzepała się z nadmiaru wody, który wsiąkł w jej sierść, kiedy przepływała rzekę w celu dostania się do obozu. Odkąd jej ojciec umarł, o wiele przyjemniej spędzało jej się tu czas. Patrole poszukiwawcze nie przynosiły żadnych skutków, a i większości po prostu nie zależało na odnalezieniu kocura. Uznali go za zmarłego, więc oficjalnie mogła przestać chodzić za nimi i tracić czas.
Zaszła do legowiska, znużona przebiegiem dnia. Miała ochotę tylko wtulić się w mech i poleżeć chwilę w bezruchu, a potem ewentualnie przejść się na drobne polowanie. Ot, zwykły plan na dzień.
Nie przewidziała jednego zamieszania. Chociaż jej oczy zmrużył już sen i zdążyła uznać to za krótką drzemkę, przed sobą ujrzała parę jasnych łap. Nie musiała podnosić wzroku, by poznać ich właściciela.
— Znaleźli ciało twojego ojca. — Słowa Makowego Pola brzmiały niczym wyciągnięte z najgorszego koszmaru. Zawahała się, nim raczyła na nią spojrzeć.
— Co? — wykrztusiła cicho. — Kto? Gdzie? Jak?
— Mój ojciec i Sarni Tupot — rzuciła z lekkim niesmakiem. — Okolice Brzozowego Zagajnika. Jest tak poturbowany, jakby go jakieś dzikie zwierzę próbowało zeżreć — mruknęła, obserwując znajomą z zaciekawieniem.
Liliowa wstała z wielką niechęcią, wymijając srebrną z poirytowaniem wymalowanym na pysku. Uwzględniła w swojej zbrodni, że komuś uda się go odnaleźć, ale nie przewidziała, że zajmie się tym akurat Trzcinowa Sadzawka. Kocur lubił wszystkich, a to było irytujące, bo jego altruistyczne pobudki właśnie zakłócały jej spokój.
— I co, przynieśli go gdzieś tutaj? — spytała, wyglądając z legowiska.
— Jak mieliby to zrobić, skoro podobno była tak rozszarpany, że nie dało się go jakkolwiek pozbierać? — prychnęła.
Zając skinęła głową na znak, że zrozumiała, po czym w ciszy patrząc na teren obozu, starała się wyjaśnić sobie samej to wszystko.
Śnieżna Gwiazda skomentowała całą akcję tym, by w okolice Brzozowego Zagajnika nie chodzić samemu. Jej zaleceniem była grupa składająca się z co najmniej trzech kotów.
Vanka chciała zawrócić do przyjaciółki, ale bure futro, tym razem niesrebrne, stanęła na jej drodze.
— Czy możemy pogadać, Zajęcza Trosko? — Głos Trzcinowej Sadzawki brzmiał dosyć spokojnie.
Kotka skinęła głową, nawet nie zerkając na Mak, tylko od razu ruszyła za jej ojcem. Ziemia była mokra od deszczu, ale w tym momencie nie dbała o unikanie kałuż błota. Futro oczyści łatwiej niż całą swoją osobę z potencjalnych zarzutów.
— Nie wiem, czy słyszałaś, ale znaleźliśmy Zdradziecką Rybkę... — zaczął, a jego mina wpatrująca się w nią w skupieniu w ogóle jej się nie podobała. Czekał na jej skuchę? Na zmianę w mimice? Może zaśmieje mu się niczym psychopatka prosto w pysk i ułatwi robotę?
— Makowe Pole mi przed chwilą powiedziała — przyznała, brzmiąc na zmartwioną. — Ja... Ciężko mi w to wszystko uwierzyć. Tyle razy go szukaliśmy, a on tkwił w tym przeklętym miejscu...
— Rzeczywiście, jest tam dosyć koszmarnie. Szczególnie po tym, co uczyniła Śnieżna Gwiazda — mruknął, wzdychając. — Żal mi twojego ojca. Skończył tak tragicznie... Wyglądał, jakby dopadł go tam jakiś drapieżnik. Tylko nie rozumiem, jakim cudem tam się znalazł...
Zając pokiwała głową, wiedząc, że oczekiwał od niej jakichś słów na swoje usprawiedliwienie.
— Sama nie wiem, pod koniec życia stał się dla mnie... Skomplikowany — rzekła z niepewnością. — Wiem, że już wcześniej miewał różne problemy, ale ostatnimi czasy to się chyba nasiliło. Mówił tylko o tej Zajęczej Gwieździe, który tak go wykończył w Klanie Burzy i do którego tak często mnie porównywał. Zaczynał też wspominać o koszmarach z Kruczą Gwiazdą, ale to akurat w przelocie. Mówił coraz mniej — mruknął, spuszczając wzrok. — Świat mnie chyba nie lubi, wiesz Trzcinowa Sadzawko? Najpierw brat, potem matka i siostra, a teraz ojciec. Dlaczego wszyscy muszą umierać tak tragicznie? Czy to jakaś zasada dla mojej rodziny? Mnie też czeka wkrótce śmierć w okrutny sposób? — gdybała, a ton jej głosu zahaczał o płaczliwy i pozbawiony nadziei na lepsze jutro.
Nie uśmiechnęła się, gdy były zastępca oparł na moment łapę o jej bark. Miała nadzieję, że to mu wystarczy na jakiś czas, aby przestać się jej czepiać.
— Przykro mi z powodu tego, co cię spotyka. To racja, Zdradziecka Rybka dużo wariował pod koniec. Może... Może chciał uciec przed tym, co go męczyło? A skoro tkwiło to w jego głowie, nie miał już dla siebie ratunku? — westchnął. — Nasz Klan od wielu księżyców wydaje się być dręczony masą problemów. Mam nadzieję, że nadejdą dla nas jeszcze lepsze czasy — dodał, wahając się. Najwyraźniej widząc jej rozpacz postanowił się z lekka wycofać. — Dasz radę odpowiedzieć mi na jeszcze jedno pytanie, Zajęcza Trosko? — spytał. — No może na dwa — dodał, gdy skinęła mu głową. — Czy zauważyłaś coś podejrzanego w zachowaniu Śnieżnej Gwiazdy?
Zamrugała. Zmienił temat, ale ona nie mogła zmienić postawy. Dalej musiała udawać zdruzgotanie tym, co stało się z jej "ukochanym" staruszkiem.
— Nie wiem... Staram się jej szczerze unikać, odkąd... Sam widziałeś, co się stało z tamtym samotnikiem na granicy — wybełkotała z obrzydzeniem.
— Tak... — Obejrzał się do tyłu. Zając podążyła dyskretnie za jego wzrokiem i ujrzała, że spoczął on na Sarnim Tupocie. To był dopiero ciekawy duet. — A Gawroni Obłęd? — kontynuował. — Co o nim myślisz?
— Oh... Również jest z lekka dziwny.
Powstrzymała się od skomentowania, że to trzeba mieć naprawdę coś nie tak z głową, aby być dzieckiem Kruczej Gwiazdy i przynosić jej wstyd udawaniem obłąkańca.
— Będąc szczera, to nie zwracam na niego zbytnio uwagi. Pamiętam, co zrobił z Rudzikowym Śpiewem i zdecydowanie nie popieram takiej formy przemocy. — To kłamstwo przyszło jej z taką łatwością, że aż sama na moment w nie uwierzyła. — Trochę mnie przeraża, więc po prostu nie wchodzę mu w drogę. Wiesz, ja mam swoje życie, swoich znajomych i to mnie trzyma w rysach.
Kocur uśmiechnął się słabo, acz współczująco.
— To zrozumiałe. Swoją drogą cieszę się, że moja córka ma tyle przyjaciółek i dobrze się dogadujecie — dodał.
Postali chwilę w ciszy, nim w końcu jej nie zostawił. Przez moment wpatrywała się tępo w ziemię, udając zamyślenie i dalszą rozpacz nad ojcem, a potem zawróciła do legowiska. Dorwała się do Makowego Pola, która w najlepsze wylegiwała się w swoim legowisku.
— Chodź na spacer. Muszę z tobą porozmawiać z dala od nich wszystkich — mruknęła. — Twój ojciec bawi się w jakieś dochodzenie w sprawie tego co stało się z moim ojcem i zrobił mi przesłuchanie — burknęła.
Srebrna popatrzyła na nią zaskoczona, a potem niespiesznie wstała, przytakując głową.
Prawie wyszły z obozu, ale cichy głosik za ich grzbietami zatrzymał je.
— Ooo, gdzie idziecie? — Pszczela Duma wyjątkowo pozbawiona była siły w swoim zazwyczaj przepełnionym entuzjazmem głosem.
— Przejść się — odparła liliowa, spoglądając kątem oka na Trzcinową Sadzawkę. Tym razem rozmawiał z Sarnim Tupotem. To dalej było dla niej dziwne, że akurat ta dwójka zaczęła się ze sobą dogadywać.
— Mogę z wami? — zagadnęła pogodnie.
Zając nie była pewna, czy chciała teraz jej towarzystwa. Kotka była zmieszana ich czynami i też nie było pewne, czy do końca załapała, że to liliowa zabiła Zdradziecka Rybkę.
— Mi to obojętne, a tobie, Mak? — mruknęła do koleżanki, skrycie licząc, że będzie im dane pogadać we dwójkę. Srebrna rozumiała, że okaz słabości, jakim był czekoladowy, zasługiwał tylko i wyłącznie na śmierć. Pszczółce ciężej było to wytłumaczyć. — Chociaż jak mam być szczera, liczyłam na spędzenie odrobiny czasu we dwójkę i rozmowę w cztery oczy — palnęła, licząc, że to odpędzi szylkretkę. 

<Maczek?>