BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bluszczowe Pnącze x Jaśminowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bluszczowe Pnącze x Jaśminowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

22 stycznia 2022

Od Jaśminowego Snu CD Bluszczowego Pnącza

Chociaż Jaśmin dało radę zachować spokój przy rozmowie z Iskrzącym Krokiem (wkrótce Iskrzącą Gwiazdą), to dopiero przy spotkaniu ze Rdzawym Futrem dało upust emocjom i zaczęło krzyczeć w niebogłosy. Głos ten był przepełniony paniką i bezradnością, aniżeli entuzjazmem, którym powinno się chełpić po wspaniałej wiadomości, jaką otrzymało od nowej przywódczyni klanu.
Nie, nie u nich. Nie, jeśli od początku wyczuło ogromną odpowiedzialność w swojej nowej roli.
— Jaśminku, czy ty masz gorączkę? — zapytała zatroskana kotka.
— Raczej załamanie nerwowe — Szynszylowe wtuliło się w futro ukochanej.
— Co się stało? — poklepała partnera łapą po głowie.
Milczało przez chwilę. Pospiesznie zbierało w sobie myśli, jakby nie mogło tego zrobić wcześniej. Ułożyło je w odpowiedź dla niej i miało nadzieje, że jak najbardziej sensowną.
— Staram się być kimś silnym, Futerku. Służyć naszej społeczności pazurem i przykładem, ale... Chyba nie tego się spodziewałom. Spadła na mnie odpowiedzialność, którą boję się w ogóle podnosić. Mogłobym coś spieprzyć i zawieść Iskrę, klan i ciebie.
— Proszę, przejdź do rzeczy... — ponagliła.
— Iskierka wybrała mnie na zastępcę lidera.
Rdzawe Futro zaśmiała się i ponownie poklepała swoją drugą połówkę po głowie. Myślała wręcz przeciwnie.
— Głuptasie! Nie masz się czego bać. Zacznijmy od tego, że zawsze będę z ciebie dumna. Poza tym, to nie może być ciężkie, co nie? Nie masz czego spieprzyć. Lider ma gorzej.
"Lider ma gorzej" - zabrzmiało odważnie, acz zawsze była taka szczera.
— Okej — mruknęło Jaśmin. — Tyle że Iskra nie jest w stanie pełnić swoich obowiązków przez jakiś czas i będę miało więcej na głowie.
— Słuchaj, skarbie — zaczęła. — Na razie skup się na tym, co jest potrzebne na ten moment. Trzeba pogrzebać zmarłych.
— No tak, będzie trzeba odwiedzić Bluszczyka w tej sprawie — stwierdziło. — Oczywiście, że pójdę.
— Możesz też porozmawiać z innymi. Zapytaj się Sroczego Pióra czy czegoś nie potrzebuje. W końcu Jemioła była jego mamą.
— O ile będzie chciał rozmawiać.
— Oj tam, chociaż spróbuj. A jeśli nie, to zostaje Zajączek. Na pewno jest w szoku po tym, co się działo z jej ojcem przez cały czas, kiedy Lis... no wiesz.
— W skrócie, podsuwasz mi pomysł, żeby odwiedzić bliskich ofiar Lisa-śmierdziela.
— Nie tylko. Moim zdaniem powinnoś porozmawiać z innymi kotami o jakichś poprawach dla klanu czy coś tam.
— Chyba masz rację — przytaknęło wojowniczce. — To nie może być takie trudne, prawda? 
— I o to chodzi! — krzyknęła entuzjastycznie Futerko.
— Może pójdziesz ze mną? Zaczniemy od Bluszcza i organizacji pochówku. Jego również musimy wesprzeć z powodu Jemioły...
Ruszyli w drogę. Dobrze by było mieć to za sobą, jednak rozmowa z Rdzawą bardzo podniosła Jaśmina na duchu.

***

Nie trzeba było długo szukać Bluszczowego Pnącza. Właściwie, wyszedł im naprzeciw i natychmiast zaczepił znajome mordki.
— Jaśminowy Śnie! — miauknął wesoło i klapnął sobie przy krzaku. — Nie miałem okazji pogratulować wam roli zastępcy. Cieszę się, że Iskrzący Krok wybrała akurat was, z pewnością poradzicie sobie w tej roli.
Ah, czyli pacjentka już się wygadała. Cudownie.
— Dzięki... — mruknęło z uśmiechem, choć miało ochotę zapaść się pod ziemię.
— Eee... jak to się mówi... Jemioła umarła, no i...
Rdzawe Futro zarobiła pazurami w ogon za swój niewyparzony język.
— Futerko, proszę... W każdym razie, przykro nam z powodu Jemioły. Była cudowną kotką...
Tak właśnie starli Bluszczykowi uśmiech z twarzy. Medyk zamilknął. Jaśmin wiedziało, że źle przekazało swoje współczucie i troskę.
— Przepraszam — powiedziało cicho, po czym przeszło do zmiany tematu. — Powinniśmy odprawić uroczystości pogrzebowe. Czy zechciałbyś nam w tym pomóc?
— Oczywiście — przytaknął kocur. — Ale potrzebuję silnych łap do przeniesienia i pogrzebania ciał. W sumie, zapytaj Niedźwiedziego Pazura i Dzikiego Kła czy mogliby pomóc.
Jaśminowy Sen przytaknęło. To wcale nie był głupi pomysł...
— Niedługo wrócimy.
 
*** 

Para się rozdzieliła. Rdzawe Futro miała odwiedzić Dziki Kieł, zaś Jaśminowy Sen obrało za cel swojego szwagra, Niedźwiedzi Pazur. Ta mała, ciapowata larwa, która jakimś cudem wzbudziła litość w ich siostrze, nie dała się znaleźć przez dłuższy czas. W końcu okazało się, że arlekin dopiero wracał z wyprawy po zwierzynę. Chociaż Jaśmin wolałoby, żeby upolował więcej niż jednego wróbelka...
— Jaśminie! — krzyknął entuzjastycznie, wierząc, że szanowny szwagier za nim przepada. W międzyczasie Jaśmin nie potrafiło określić, co czuje w stosunku do Niedźwiadka. Może niechęć? Tak, Piegusek bywała jędzowata, acz zasługiwała na kogoś lepszego.
— Niedźwiedzi Pazurze — spojrzało na marne jadło, które musiało chwilę poczekać na trawie. — Nie było cię stać na więcej?
— A, to... eee... — Wojownik speszył się. — To dla Piegowatej Mordki. Jest na mnie zła, ale nie chce powiedzieć o co. Myślisz, że jej się spodoba...
Szynszylowe przewróciło oczami bezdusznie.
— Zanieś to jej, a potem odszukaj mnie i Bluszczowe Pnącze. Potrzebujemy cię przy grzebaniu zmarłych.
— Co... znaczy... eee... tak, jasne, przyjdę...
— Musisz, Niedźwiedziu. Twój zastępca ci każe.
Okej, musiało przyznać, że zaczęło się odnajdywać w tej roli. Może faktycznie nie będzie tak źle.
 
*** 
Nim zakopano poległych, rozpoczęło się czuwanie, w którym brał udział każdy, kto chce. Odbywali je w milczeniu. Był to również czas na rozważania. Jakie błędy popełnili, że to się stało? Jak uniknąć czegoś podobnego w przyszłości? W końcu byli wolni, ale za jaką cenę? Nic nie przychodziło do głowy - tylko tyle, że muszą coś zrobić. Jakoś wyciągnąć wnioski... Iskrząca Gwiazda będzie miała trudne zadanie, a Jaśminowy Sen powinno jej pomóc. Jest dużo do zrobienia.
Nigdy więcej takich ofiar...
— Płoń, rzeźniku, płoń. — Nie powiedziało tego na głos, acz miało na myśli Lisią Gwiazdę, którego nie mógł spędzić z myśli, kiedy patrzył na zastygniętego Miętową Gwiazdę. Ciekawe, czy choć na chwilę odzyskał świadomość. Jaśmin nie umiało wyobrazić sobie wielkości tego uczucia - tej bezradności, kiedy ktoś porusza twoim ciałem, niczym marionetką, tak mimowolnie. Związane łapy, dusza utkwiła w bezruchu. Nie było ratunku.
Przynajmniej teraz mogli go godnie pożegnać.
Zakopywanie trwało całą noc, właściwie to do późnego ranka. Po tym Bluszczowe Pnącze, Niedźwiedzi Pazur, Dziki Kieł i Jaśminowy Sen rozeszli się.

***
— Infekcja — podsumował Bluszczyk po oględzinach Gawroniego Skrzydła.
— Mam wrażenie, że to ucho mi płonie — mruknęła szylkretka. — I słabo słyszę...
Do legowiska medyka weszło Jaśminowy Sen. Medyk chętnie skorzystał z okazji, że ich widzi.
— Oh, Jaśminie, dobrze, że jesteś! Podasz mi skrzyp?
Wojownik rozpoczął poszukiwania ziela, próbując przy okazji zagadać pana swej nory.
— A gdzie jest Cicha Łapa?
— Wysłałem ją po zioła — odparł, po czym przyjął ziele skrzypu od przyjaciela. Ten je przeżuł na papkę i nałożył do środka ucha. Gawronie Skrzydło zadrżała.
— Co za śmieszne uczucie — Szylkretka zachichotała. — Jak długo muszę czekać, żeby przestało boleć?
— Niedługo — odparł pogodnie medyk. — Jakby nie pomogło, daj znać.
— Dobrze! Dziękuję! — Uradowana wojowniczka pokuśtykała do wyjścia. — Do widzenia, Bluszczyku i Jaśminie!
Jaśmin kiwnęło głową na pożegnanie i zwróciło się do przyjaciela.
— Przyszłom sprawdzić, czy czegoś nie potrzebujesz i jak się czujesz.

(wyleczona Gawronie Skrzydło)

<Bluszczyku?>

07 stycznia 2022

Od Bluszczowego Pnącza CD. Jaśminowego Snu

Bluszczowe Pnącze bardzo ich lubił. Cokolwiek się ostatnio w klanie nie działo, jego opinia o Jaśminowym Śnie nie uległa zmianie i z pewnością doceniał każdą pomoc, którą otrzymał od tego kota. Czyny uczniów nie były w końcu zawsze winą mentorka, choć często sposób wychowania miał wpływ na zachowanie młodego osobnika. W tym przypadku jednak medyk wątpił w to, że błąd leżał po stronie nauczyciela.
- Racja, kocimiętka potrafi mocno namieszać, ale jest przede wszystkim najlepszym lekiem na czarny kaszel, a to choroba zazwyczaj kończy się śmiercią, więc trzeb doceniać właściwości tej rośliny. Poza tym można ją nawet użyć przy białym kaszlu, też bywa przydatna. A to, że niektórzy zachowują się po niej nie do końca rozważnie, to co innego - stwierdził, niepewnie myśląc o wspomnianej kotce, która zmarła z przedawkowania. - Nie na każdego zresztą działa w ten sposób kocimiętka.
- A na ciebie? - zapytało go. - Przepraszam za przerwanie, ale ciekawiło mnie to - dodało szynszylowe.
- Nie wiem - odparł, kręcąc głową z lekkim rozbawieniem. - Nigdy nie próbowałem i nie czuję do tego potrzeby. Jestem medykiem, powinienem być zawsze gotowy do pomocy, a jeśli byłbym w... -urwał, szukając odpowiedniego słowa - głupkowatym nastroju, to nie byłbym przydatny - stwierdził.
Następnie zaczął powoli przechadzać się obok stoisku z medykamentami, zatrzymując się przy każdym ziele, o którym wiedza mogłaby przydać się Jaśmin w przyszłości, gdyby kiedyś znaleźli się w sytuacji zagrożenia życia. Czuł się odprężony, mogąc porozmawiać z kimś o tym, co lubi. A oni wydawali się zainteresowani, co tylko popychało kocura do kontynuowania opowiadania.
Wczuł się tak bardzo, że nawet nie zauważył, jak wiele czasu minęło. Nie doszedł nawet do połowy zbiorów, ale ciche mruknięcie od strony Jaśmin zwróciło jego uwagę.
- Cieszę się, że podzieliłeś się swoją wiedzą. Dziękuję, ale jest już późno... - miauknęło, wskazując łapą na wyjście z lecznicy. Widać było, że słońce zniknęło już z nieba, ustępując swe miejsce księżycowi.
- Przepraszam was najmocniej, zagadałem się - przyznał, uśmiechając się ze skruchą. - Jesteście pewnie bardzo zajęci, nie powinienem was tyle przetrzymywać. Dziękuję mimo wszystko za spędzony czas, dobrze się z wami rozmawiało, aż straciłem jego poczucie - dodał pokrzepiająco, chociaż to tak naprawdę on przez cały czas nie zamykał pyska.
Jaśmin skinęło głową i wyszło, obiecując kiedyś wrócić i posłuchać o tym, co liliowy miał jeszcze do powiedzenia.

*** 

Po rzezi, jaką doświadczył Klan Klifu, pozostały już tylko wspomnienia. Lisia Gwiazda odszedł, a wraz z tym wydarzeniem wiele innych, niewinnych kotów poniosło śmierć. W tym Jemioła, jego matka, za którą coraz bardziej tęsknił pomimo mijających wschodów słońca. Ilekroć widział wejście do żłobka, chciał zajrzeć do środka i przywitać się z szylkretką. Myśl o jej braku nie opuszczała go ani na krok, ale i tak naiwnie wierzył, że pewnego razu zastanie ją wśród innych karmicielek i ich kociąt, czekającą na jego przybycie. Tak rzadko się odzywała, że jedynym, o czym teraz marzył, było usłyszenie jej głosu. Ten jeden, ostatni raz. Wiele by za to oddał.
Starał się jednak radować aktualnym stanem klanu. Iskrzący Krok będzie dobrą liderką i dzięki niej powinni być w stanie wrócić do choć trochę spokojniejszego trybu życia. Bardzo podobał mu się wybór na zastępcę, bowiem widział w Jaśminowym Śnie wiele pozytywów i wierzył, że oni sobie poradzą.
Nie miał okazji pogratulować im nowej pozycji, więc skoro tylko znalazł wolną chwilę, poprosił Cichą Kołysankę o zajęcie się każdym, kto tylko zajdzie do ich legowiska po pomoc.
Wyszedł i od razu uderzył w niego panujący zaduch. Dotknąwszy ziemi, poczuł lekkie pieczenie na spodzie łap. Słońce grzało w pełni i tylko korony drzew rzucały cień, stanowiący dla wojowników ratunek od przegrzania. Schronił się przy pniu, rozglądając się i wodząc wzrokiem za pewnym szynszylowym osobnikiem.
Dostrzegł ich niemalże po drugiej stronie obozu. Ruszył, ponownie narażając się na spieczenie futra. Żałował teraz długości swej sierści, bo choć Porą Nagich Drzew zapewniała dodatkowe ciepło, tak teraz stanowiła utrapienie.
- Jaśminowy Śnie! Dobrze was widzieć - miauknął pogodnie, siadając nieopodal i chłodząc się przy jednym z krzaków. - Nie miałem okazji pogratulować wam roli zastępcy. Cieszę się, że Iskrzący Krok wybrała akurat was, z pewnością poradzicie sobie w tej roli - mruknął. 

<Jaśmin?>

19 listopada 2021

Od Jaśminowego Snu CD. Bluszczowego Pnącza

 — I jak się czujesz? — zapytała Rdzawe Futro, mając myśli przykrą sytuacje z Gorzką Łapą, oskarżonego o zdradę. Wtuliła łeb w ich gęste futro.
— Bywało gorzej — podsumowało krótko, choć i tak nigdy nie byłoby w stanie wyrazić to, co naprawdę siedzi im w głowie.
W sumie, samo nie wiedziało, co tam się dzieje. Chaos w sercu. Irytacja. Niezręczność. Nawet nie wiedziało, czy wierzyć w tak absurdalne oskarżenie. Gorzka Łapa, a raczej już Gorzka Prawda, milczał i unikał rozmowy z mentorem. Skoro nie miał wyjaśnień od swojego byłego ucznia, tylko pogarszał sytuacje ich obu. Kiedy nie miało pojęcia, co o nim myśleć...
To ich irytowało - ta niewiedza, ciągłe tłumaczenia innym, że nie miało się nic z tym wspólnego oraz zachowanie Gorzkiego. Niezręczność zaś to odpowiednie słowo na niewygodne uczucie, które towarzyszyło im podczas niesienia ciężaru wzroku niektórych członków klanu na plecach. A nie pamiętało, żeby przekazało mu jakieś złe słowo o Miętowej Gwieździe, więc jest całkowicie pewne, że to nie oni doprowadzili do takiej sytuacji. Chociaż...
Nie pamiętało, ale... co, jeśli Gorzka Prawda zrozumiał coś źle? Wtedy Jaśmin miało powody do obwiniania się. Stąd te oczy pełne pogardy, zawieszone na nich, jak liście na gałęzi.
Zmieszanie. Dużo zmieszania.
— Cokolwiek się stanie, Jaśminku, zawsze będę po twojej stronie...
— Doceniam to, kochanie — zamruczało, czując się jak w najbezpieczniejszym miejscu na świecie.

***
 
 Zawołał ich Bluszczowe Pnącze - jeden z nielicznych, który w nich nie wątpiło. Oczywiście, podeszło do przyjaciela, żeby sprawdzić, co u niego słychać i jak sobie radzi. W końcu nie rozmawiali ze sobą, odkąd poszli uzupełniać zapasy.
— Dobrze cię widzieć — Tak medyk przywitał się z wojownikiem.
— Coś się stało? Potrzebujesz pomocy?
— W sumie nie do końca. Po prostu mam trochę wolnego czasu, zapasów też jest dużo. Zastanawiałem się, czy nie chciałobyś poznać trochę wiedzy o podstawowych ziołach i chorobach. Wiesz, wojownikom też przydaje się to w różnych kryzysowych sytuacjach, kiedy nie mają dostępu do medyków. Co o tym myślisz
Brzmiało kusząco. W końcu o ziołach wiedziało tylko tyle, że leczą.
— Bardzo chętnie! — odpowiedziało i natychmiast się wpakowało do lecznicy Bluszczyka.
— Może najpierw mi powiedz, co już wiesz — Tak kocur chciał zacząć swoje nauki.
— Cóż... — Jaśmin zająkało się i wskazało na ogromny liść, na którym leżały zapasy. — To służy do przenoszenia zapasów.
Wskazało również na stos z kocimiętką.
— A to coś ryje w bani i sprawia, że twoja matka to kretynka. Ale w dużych ilościach potrafi zabrać ją ze świata, a co najważniejsze, z twoich oczów, na zawsze — uśmiechnęło się dumnie na wspomnienie, kiedy usłyszało o tym, co zabiło Popielaty Grzbiet. Wyśmiało ją wtedy z pogardą, a o żalu nie było nawet mowy. — Kocimiętka, tak?
— Czyli jeszcze długa droga przed nami — westchnął Bluszczowe Pnącze.
Jaśmin nastawiło uszy, aby usłyszeć dalszy wykład.

<Bluszczyku?>


29 października 2021

Od Bluszczowego Pnącza CD. Jaśminowego Snu

Wychodząc ze żłobka, po raz ostatni rzucił przelotne spojrzenie na znajdujące się tu koty. Niektórzy mieli predyspozycje do ukrywania swoich chorób i takie przypadki trzeba było na siłę ciągnąć do legowiska medyków, bo uparcie wypierali się wszelkich infekcji, chociażby najdrobniejszego kaszlu.
Nastawił ucho, słysząc ciche popiskiwanie Wschodzika, narzekającego na ból ucha. Bluszcz nie był cudotwórcą - nie mógł od razu pozbawić go cierpienia, leczenie niektórych urazów potrafiło trwać znacznie dłużej, więc młodego i tak nie spotkało najgorsze zło świata. Musiał się przyzwyczaić, bo w dorosłości mogą go czekać znacznie poważniejsze uszczerbki na zdrowiu.
- Jesteś gotowy, Bluszczowe Pnącze? - zapytało go Jaśminowy Sen, stojąc przy wyjściu z obozu. Liliowy skinął głową, uśmiechając się w podzięce za cierpliwość.
- Tak. Dobrze, że zauważyłoś problemy u tego kociaka. Tacy jak on są uparci, sami się nigdy nie przyznają, że coś im dolega, a jak już się zgłoszą, to choroba potrafi się porządnie rozwinąć - westchnął z niedowierzaniem. - W sumie to zawsze lepiej późno niż wcale - doprecyzował swą myśl.
To towarzystwo było dla niego czymś ciekawym. Nigdy nie miał okazji spędzić z Jaśmin czas, bo był za bardzo pochłonięty ziołami i nauką na przyszłą rolę uzdrowiciela. Teraz kiedy przyszło mu zostać pełnoprawnym asystentem medyka, mógł sobie pozwolić na chwilę wyluzowania, bo z Bursztynowym Pyłem radzili sobie całkiem dobrze, jak na Porę Nagich Liści. Jedyny problem stanowiły nieustanne braki w ich zbiorach, ale wielu wojowników było chętnych do pomocy przy zbieraniu, więc częste wyprawy pozwalały zachować sensowną ilość medykamentów.
- Słyszałom jego marudzenie i zawodzenie z drugiego końca obozu, a że nie chciał się ruszyć ze żłobka, to udałom się do was, bo inaczej nic na niego by nie zadziałało - wyjaśnił sprawę.
- I dobrze, trzeba na bieżąco przypominać kociętom, że zawsze warto zadbać o swoje zdrowie i nie można niczego lekceważyć - oświadczył liliowy, wzdychając przy segregowania w głowie listy brakujących roślin.
- Dużo macie braków? - spytało niespodziewanie, rozglądając się za jakimikolwiek zielskami.
- Trudno stwierdzić, albo coś leży tak długo, że gnije i traci wartości, albo znika w ekspresowym tempie - przyznał, zatrzymując się gwałtownie przy zielonkawym okazie flory. - To jest potrzebne. Wystarczy, że ugryziesz trochę tu, w połowie łodygi i pociągniesz. Nie musisz ciągnąć korzeni - wyjaśnił.
Nim Bluszcz sam zabrał się za wyrywanie zioła, spojrzał na moment, czy szynszylowe dobrze sobie radzi. Ku jego radości - Jaśminowy Sen okazało się bardzo pracowite i pomocne, bo dzięki temu, uzupełnianie zapasów poszło znacznie szybciej.
- Dziękuję! - Liliowy nie krył zadowolenia, kiedy wracali z tyloma roślinami.
Bursztynowy Pył na starcie obdarzył ich pełnym satysfakcji uśmiechem, radośnie witając się, kiedy ledwo co przekroczyli próg legowiska. Niemalże wygłosił Jaśminowi długą przemowę na temat tego, jak bardzo jest wspaniałe i potrzebne klanowi.
Van w międzyczasie odstawił wszystko na właściwe miejsce, a potem pożegnał się z wojownikiem.

***

Przyszło mu tkwić samotnie w legowisku, skazanemu na całkowicie samodzielną pracę. Po śmierci Bursztyna trzymał się całkiem nieźle, ale i tak co jakiś czas przychodziło mu w duchu cierpieć. W końcu koty z dnia na dzień nie są mordowane. Na brak towarzystwa nie mógł niby narzekać, bo zawsze znalazł się ktoś chętny do pomocy, bądź taki, co po prostu przyszedł wymienić z nim parę słów.
Słońce jak zwykle kryło się za chmurami, ale panujące ciepło było całkiem przyjemne, chociaż niektórzy uznawali to już za uporczywe upały. Bluszcz wychylił pysk ze swego legowiska i spojrzał na znajdującego się koty w obozie. Zawiesił wzrok na pewnym szynszylowym osobniku.
- Jaśminowy Śnie! – miauknął głośno, zwracając ich uwagę. Przyszło do nich, pochylając głowę na powitanie. – Dobrze cię widzieć – dodał.
- Coś się stało? Potrzebujesz pomocy? – spytało.
- W sumie nie do końca. Po prostu mam trochę wolnego czasu, zapasów też jest dużo. Zastanawiałem się, czy nie chciałobyś poznać trochę wiedzy o podstawowych ziołach i chorobach. Wiesz, wojownikom też przydaje się to w różnych kryzysowych sytuacjach, kiedy nie mają dostępu do medyków – stwierdził, uśmiechając się przyjaźnie. – Co o tym myślisz?

<Jaśmin?>

17 września 2021

Od Jaśminowego Snu

~przed śmiercią Bursztynka, na razie~

Jaśmin dawno nie rozmawiało ze swoim drogim przyjacielem Fałszywym Sercem. Wiedziało tylko, że kocur jest ostatnio bardzo zajęty, tak samo, jak oni. Fałszywy chodził na patrole, natomiast Jaśmin miało ucznia do wytrenowania, a resztki wolnego czasu przeznaczało na schadzki z Rdzawym Futrem. Kiedy ostatnio weszli w jakąś większą interakcję niż pospieszne skinięcie głową na powitanie? Klan Gwiazdy wie! Księżyc lub dwa, kiedy spotkali się na chwilę przy dzieleniu języków. Pytał wtedy o ucznia szynszylowego, acz nie chciał opowiadać, co u niego, a przynajmniej to właśnie wynikło z jego wymijających odpowiedzi. Szkoda chłopa.
Następna okazja nadarzyła się dopiero niedawno, kiedy Fałszywe Serce odwiedzał Bursztynowy Pył. Z nosa spływała mu przezroczysta ciecz, brudząc futro na brodzie. Medyk klanu co chwilę podawał mu nowy liść do otarcia się. Ten taki duży, co pomaga przy katarze... ciężko im przypomnieć sobie nazwę. W każdym razie Jaśminowy Sen zostało wysłane po zioła dla kociaka Miętowej Gwiazdy, ale nie zaszkodziło zagadać do starego kompana, z którym niegdyś wycinało się numery wkurzającym uczniom.
- Pora Nagich Drzew bywa okrutna, a ciebie w ogóle nie oszczędziła. Czym się tym razem naraziłeś, że Klan Gwiazdy tak ci się odwdzięczył? - Choć były to słowa wyśmiewające Fałszywego, to Jaśmin nie miało na myśli szydzić z kocura, wręcz nadał temu przyjacielski wydźwięk.
- Jestem najgrzeczniejszym wojownikiem w tym klanie - Fałszywe Serce wzruszył ramionami i pokazał na Barwinkowy Podmuch. - Ale to nie mnie pokarało najbardziej. Popatrz na niego. Może dzisiaj staje już na nogi, ale wczoraj zdarzyło mu się majaczyć w gorączce. W tym roku Pora Nagich Drzew jest powalona, jakby Gwiezdni się na nas obrazili.
- Właśnie widzę - wzdrygnęło się. - A dopiero się zaczęło. Właśnie przychodzę po zioła dla kociaka. Bursztynowy Pyle...? Miałom przyjść po coś dla Wschodzika.
- A co mu dolega? - zmartwił się medyk, podając Fałszywemu kolejny liść na katar.
- Boli go ucho.
Bicolor podskoczył w miejscu i zwrócił się zarówno do Jaśminowego Snu, jak i Bluszczowego Pnącza, zajmującego się właśnie Barwinkowym Podmuchem.
- Dobra, słuchajcie uważnie. Bluszczyku, wiesz, co wziąć do kociaka. Zaniesiecie mu to, a potem razem pójdziecie uzupełnić zapasy. Pomożesz, Jaśminie, prawda?
Jaśmin kiwnęło głową. Na razie nie miało nic lepszego do roboty.
- Możemy iść - powiedział asystent Bursztynka i wziął w pysk liść bluszczu, na który wcześniej załadował zioła dla malucha.
Kocur wszedł sam do żłobka i pomógł przy aplikowaniu specyfiku dla kociaka Zajęczego Omyku. Wtedy mogli ruszyć w drogę po brakujące rośliny... o ile coś znajdą o tej porze.
 
<Bluszczyku?> 

Wyleczeni: Fałszywe Serce, Barwinkowy Podmuch, Wschodzik