BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bluszczowe Pnącze x Fałszywe Serce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bluszczowe Pnącze x Fałszywe Serce. Pokaż wszystkie posty

14 lipca 2021

Od Bluszczowej Łapy CD. Fałszywego Serca

Szedł za towarzyszem, który w pewnym momencie zastygł w bezruchu, a jego wzrok spoczął na przeciętnych rozmiarów zającu. Bluszcz rzucił spojrzenie w danym kierunku i nastawił ucho, wyraźnie zaciekawiony zaistniałą sytuacją. Stworzenie wydawało się zupełnie nieświadome bycia obserwowanym. Beztrosko stało w miejscu, jedząc w spokoju swój posiłek.
Spojrzał na Fałszywego z zaintrygowaniem. Kocur ruszył do przodu, dając mu wcześniej sygnał, by był cicho i nie przeszkadzał. Van obserwował jego ruchu, przyglądał się z uwagą drżącym mięśniom i nastawionym uszom. Nigdy w życiu nie widział prawdziwego polowania. Szczerze go to po prostu nie interesowało, bo był zbyt bardzo zafascynowany wszelkimi roślinkami i ziołami, by kiedykolwiek patrzeć na drapieżników w akcji. Teraz jednak, skoro był już świadkiem, chciał zobaczyć wszystko. Każdy element, cały proces – w końcu, zbyt prędko może ponownie tego nie ujrzeć.
Wtem coś poszło nie tak. Point jakby wybił się z rytmu, a jego łapa za szybko dotknęła ziemi, zahaczając o korzeń. Przez to nie złapał równowagi i poleciał do przodu, robiąc po drodze kilka fikołków. Uderzył pyskiem o ziemię, a potencjalna ofiara spostrzegła go i w popłochu uciekła z miejsca zdarzenia.
Van zamarł w bezruchu. Z początku kącik pyska mu zadrżał, bo nieudolne lądowanie pointa go szczerze rozbawiło. Nie sądził, by wojownik miał w planach takie przedstawienie. Nie zamierzał jednak dogryzać leżącemu. Szedł do niego powoli, lecz kiedy ujrzał, że ten nie wstaje, lekko się zmartwił. Natychmiast do niego popędził, a ten zmierzył go wzrokiem.
- I czego się gapisz? - Burknął jak obrażony dzieciak.
- Nic ci nie jest? – zapytał, przyglądając się po kolei każdej części jego ciała. W głosie Bluszcza dało się wyczuć troskę. W końcu jako przyszły medyk powinien zawsze służyć pomocą. – Możesz wstać? Coś cię boli? Jesteś w stanie wyprostować wszystkie kończyny? Nie kręci ci się w głowie?
Prychnął pod nosem, jakby przyznanie się do cierpienia miało być ostatnia rzeczą, którą mógłby zrobić.
- Nic mi nie jest. Odsuń się - burknął, wstając, albo bardziej próbując. Zachwiał się, kiedy tylko uniósł zadek. Kiedy stanął na zranioną łapę, wydał z siebie pisk, natychmiast unosząc ją do góry, strosząc sierść i kładąc po sobie uszy. Van bez zastanowienia stanął przy nim, będąc gotowy do pełnienia funkcji oparcia. Spojrzał na jego kończynę i zmrużył oczy, zauważając, iż jest w nienaturalnym ułożeniu. Nie był do końca pewny, co zadziało się kocurowi, więc chciał jak najprędzej wrócić do obozu i upewnić się w swoich domysłach. Miał pewne podejrzenia, ale potrzebował jeszcze opinii Bursztynowego Pyłu bądź Firletkowego Płatku.
- Chodź, oprzyj się o mnie, jakoś damy radę dojść – polecił, czując ulgę, że od zawsze był dosyć wysoki i może nie upadnie pod naporem czyjegoś ciała.
Fałszywe Serce mruknął coś pod nosem niezrozumiale.
- Nie potrzebuję twojej pomocy. Wojownicy radzą sobie sami - odpowiedział co wiedział, następnie próbując się ruszyć. Z przyzwyczajenia stanął na przedniej łapie, zaraz tego żałując. Wzdrygnął się przez ból, który tańcował sobie w jego ciele. Zacisnął zęby.
Uczeń medyka spoważniał, patrząc na niego z pewnym oburzeniem. Dlaczego niektórzy nie mogą po prostu pojąć tego, że nie zawsze są w stanie sami sobie ze wszystkich poradzić? Wziął głęboki wdech, wciąż stojąc blisko pointa.
- Wojownik czy też nie, każdy czasem potrzebuję pomocy i nie ma w tym absolutnie nic złego. Po to jestem, by zadbać o twoje zdrowie, a w takim stanie nigdy sam nie dojdziesz do obozu – zaczął, przyglądając się nieustannie jego grymasowi. – Przestań, twoja duma na tym nie ucierpi. Powinieneś się poza tym cieszyć, że tylko ja widziałem twój pokaz.
Ten odwrócił wzrok, jednak po chwili dotarł do niego sens słów kocura. Wyprostował się na tyle, ile mógł, przeważając nad nim. W końcu był starszy, więc i wyższy. Nawet jeśli tylko odrobinę.
- Zamierzasz mnie tym szantażować? - Warknął, odsłaniając kły i nachylając się. z Jego oczu biło podejrzenie. - Nie radzę.
Gdyby nie to, że van był oazą spokoju, już dawno zirytowałby się i zostawił rannego w samotności.
- Czemu szukasz we mnie zagrożenia? – westchnął. – Nie, Fałszywy. Nie szantażuję cię, tylko robię to, co muszę. Moim obowiązkiem jest pomagać każdemu, kto jest w potrzebie. A cokolwiek sobie nie myślisz, to wierz mi, że jesteś ranny i musimy iść do obozu.
Spojrzał na niego pewnie, po czym podniósł łapę i lekko pacnął go w łeb, niczym matka karcąca nieposłuszne kocię. Nie miał w zwyczaju przemocy, ale z tym oto osobnikiem inaczej się nie dało.
- Oprzyj się – polecił, a jego ton głosu zabrzmiał dosyć władczo. – Klan Klifu potrzebuję cię zdrowego, a jeśli dalej będziesz się opierał, to skończysz całkowicie nieprzydatny.
Wysłuchał go, z każdą sekundą zwyczajnie odpuszczając. Miał rację. Klan Klifu potrzebował swojego najlepszego wojownika, a jeśli załatwi go taka drobnostka, jak upadek podczas pogoni za zającem, no to... wstyd się będzie przyznać. Poza tym...za co mu się oberwało!? Co on, mały kociak?
Bez większego namysłu, przysiadł, podnosząc zdrową łapę i oddając Bluszczowi. A niech nie myśli, że puści w niepamięć ten gest!
- To za to, że mnie uderzyłeś. - Mruknął. - A teraz chodź, pomożesz mi. - Dopowiedział, opierając się w końcu o miękkie futro kocura. - I żeby nie było, nie robię tego, bo mi każesz. Przemyślałem sprawę i uznałem, że rozsądnie będzie przyjąć twoją pomoc.
Van zaśmiał się cicho, ale nie powiedział nic więcej. Przez chwilę ugięły się pod nim łapy, kiedy poczuł ciężar, napierający na niego od boku. Przełknął ślinę i spiął mięśnie, po czym powoli ruszyli w stronę obozu. Nie rozmawiali, nie patrzyli na siebie – po prostu sunęli do przodu. Bluszczowi dziwnie było mieć kogoś tak blisko siebie, ale wiedział, że każdy na jego miejscu zrobiłby coś takiego.
Od wejścia poczuł na sobie wzrok niektórych wojowników. Wpatrywali się w uniesioną przez Fałszywego łapę, a on z kamiennym wyrazem pyska zmierzał w kierunku legowiska medyków. Bluszcz zaprowadził go na mech, po czym pomógł ułożyć się. Bursztyna akurat nie było w pobliżu, ale Firletka stała przy zbiorze ziół i była gotowa działać. Podeszła do pointa i z uwagą przyjrzała się zranionej kończynie.
- Jest skręcona, prawda? – zapytał Bluszcz, chcąc wiedzieć, czy chociaż dobrze ocenił sytuację.
- Tak – odparła krótko, od razu zawracając do stosu medykamentów. – Znajdź Liść Bzu.
Liliowemu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Od razu przypomniał sobie o jego właściwościach, a gdy go dorwał, starannie przeżuł i wyłożył na łapę kocura. Następnie Firletka zajęła się całą resztą, a on z uwagą przyglądał się jej ruchom i podawał to, czego potrzebowała.
Po wszystkim nakazała Fałszywemu pozostać u nich na jakiś czas na obserwację, a sama zajęła się innymi sprawami. Bluszczowa Łapa widząc, że nie jest chwilowo potrzebny, przysiadł przy znajomym.
- Za jakiś czas na pewno wrócisz do formy – miauknął łagodnie, uśmiechając się.
Fałszywy pomrukiwał jakieś przekleństwa, kiedy jego łapa zaczynała na nowo boleć. Firletka zajęła się nim fachowo, poza tym byli znajomymi, więc przy okazji wypytała go o jego życie, jakby było w nim coś ciekawego. Gdy skończyła, oddaliła się, jednak point nie zaznał upragnionego spokoju, bo czyjś kuper usiadł przy nim. Wojownik polizał zranioną łapę. Jak długo będzie tu tak siedzieć? Czy Bluszcz był w stanie mu odpowiedzieć?
- Za jakiś czas to mogą nas zaatakować, a ja nie będę w stanie nic zrobić - burknął.
- Są inni wojownicy, dadzą sobie chwilę radę bez ciebie. A poza tym chwilowo i tak każdy klan jest zajęty własnymi problemami, więc nie sądzę, by akurat teraz ktoś chciał nas zaatakować – mruknął.
Widział, jak kocur marszczy brwi. Jego wyraz pyska zdawał się wskazywać na niedowierzanie. On? Nerwowy? Niby z której strony?
- Nie mam czasu na "wyluzowanie" - odparł, przewracając oczami. Gdy tak chwilę pomyślał, zorientował się, że nie wiedział nawet, na czym to polega. Może zwyczajnie nie potrafił? - Czym to właściwie jest? To twoje "wyluzowanie".
- Wyobraź sobie chociaż przez chwilę nie myśleć o czymkolwiek, nie przejmować się problemami. Po prostu usiąść w jednym miejscu, skupić swój wzrok na jednej rzeczy i ignorować wszystko, co cię otacza. Jesteś po prostu sam ze sobą, nie przejmując się światem – wyjaśnił.
Zerknął na niego, jakby pytając, czy on tak na poważnie.
- To głupie. - Stwierdził, nawet nie próbując. - Nie można wyluzować się inaczej?
Nie chciał też, by go ktoś zobaczył, jak tak się wgapia w mech czy inną rzecz. Jeszcze rozniosą o nim plotki z pazura wyssane.
- Wiesz, każdy może mieć inny sposób. – odparł, zastanawiając się przez chwilę nad czymś. – Nie zaszkodzi ci jednak spróbować. Poza tym, nie masz tu nic lepszego do robienia, możesz chociaż przez ten czas trochę się uspokoić.

<Fałszywy?>

Wyleczony: Fałszywe Serce

16 maja 2021

Od Bluszczyka(Bluszczowej Łapy) CD. Fałszywej Łapy(Fałszywego Serca)

- Czyli, że możesz poznać ich tajne techniki leczenia? – spytał go Fałszywy, a w jego głosie dało się wyczuć pewne zainteresowanie tym wszystkim. Bluszczykowi wpierw wydało się to trochę podejrzane. Nie był jednak na tyle nieufny, by zaprzestać dalszej rozmowie z pointem. Będzie miał się jednak na baczności, bo przecież ostrożności nigdy nie za wiele.
- Nie nazwałbym tego jakimiś tajnymi technikami leczenia. Tu raczej chodzi o to, by dzielić się wiedzą na temat różnych chorób i sposobie ich leczenia. Taka pomoc międzyklanowa, a pomaganie innym jest dobre – wyjaśnił swój punkt rozumienia, uśmiechając się delikatnie. Możliwe, że momentami widział świat zbyt pozytywnie, aczkolwiek naprawdę wierzył w dobroć innych. Gdyby cały las składał się z życzliwych i miłych kotów, wszystko byłoby łatwiejsze.
Widać było, że Fałszywy słuchał go uważnie. Nie widział tego zapewne w taki sposób. Dla niego trzeba było wykorzystać okazję do zbierania informacji o innych klanach, a nie bawić się w dobre uczynki.
- Więc nasi medycy nie wiedzą wszystkiego? - Udał nieświadomego. - Inne klany mają lepsze techniki?
Bluszczyk w duchu się skrzywił, choć na zewnątrz wciąż miał spokojny wyraz pyska.
- Myślę, że wszyscy wiedzą tyle samo. Każdy może mieć inną technikę, ale żadna nie jest gorsza. Bo w końcu chodzi o to, by pomagać – mruknął, powtarzając któryś raz swoją ulubioną kwestię o służeniu innym w pozytywnym celu.
- U wojowników to wygląda inaczej - uznał - klany mają różne techniki polowań. Wiesz, w Klanie Burzy są prawie same zające, więc oni muszą być szybcy. U nas jest inaczej. Dlatego wiedza na temat technik obcych klanów jest bardzo ważna dla mnie. - Miauknął poważnie.
- Myślę, że u medyków nie ma to aż tak wielkiego znaczenia – stwierdził niepewnie. – Co prawda na różnych terenach rosną różne roślinki, ale choroby wszędzie są takie same, a wiedza medyków opiera się mniej więcej na tym samym. Tu naprawdę chodzi tylko o to, by pomóc komuś wrócić do zdrowia – przyznał. Trzymał się swojego toku rozumowania, choć był otwarty na opinię innych.
- Ale mimo wszystko choroby są dużo groźniejsze od obcych wojowników. - Zauważył point. - Czy jeśli nie znałbyś jakiegoś lekarstwa, to byś poszedł do innego klanu po pomoc? Nawet jeśli nasz klan byłby z nim skłócony?
- Ale mimo wszystko choroby są dużo groźniejsze od obcych wojowników. - Zauważył point. - Czy jeśli nie znałbyś jakiegoś lekarstwa, to byś poszedł do innego klanu po pomoc? Nawet jeśli nasz klan byłby z nim skłócony?
- Nie wiem, wolę nie myśleć, że taka sytuacja będzie miała kiedykolwiek miejsce. Wierzę, że Firletkowy Płatek i Bursztynowy Pył znają wszystkie choroby i mnie ich nauczą. Lecz jeśli zabraknie nam kiedyś jakiś roślin, a będą rosnąć tylko na terenie innego klanu… No to chyba trzeba wtedy pójść do innych medyków i poprosić o nie. Myślę, że powinno być dla nich ważne zdrowie każdego kota. Medyk ma w końcu obowiązek leczyć każdego kota, jeśli zostanie o to poproszony. Nawet te spoza klanu. – Przypomniał sobie jeden z podpunktów kodeksu, który będzie go w przyszłości obowiązywał.
Fałszywy przewrócił oczami. Bluszczyk mógł tak mówić, jednak on wiedział swoje. W sytuacji kryzysu każdy dba o siebie. Point wątpił, iż medycy z obcych klanów będą chętni pomagac innym, jeśli ich klan znajdzie się w krytycznej sytuacji. Bluszczyk nie przeżył jeszcze tragedii, w odróżnieniu do Fałszywego. Zarówno pożar klanu, jak i wojna - w obydwóch rzeczach brał udział i wiedział, co oznacza przerażenie, niepewność, czy medykom starczy ziół dla każdego. Przecież wszyscy chcieli być pierwsi do leczenia, przez co powstawały konflikty.
- Jeśli przeżyjesz kiedyś jakąś tragedię, wspomnij sobie własne słowa. - Polecił mu. - Na wojnie nie wystarczało medyków, by ratowali umierających. Wojownicy mieli dylemat, czy nosić rannych, czy bronić słabszych. Atakowali nas ze wszystkich stron. - Powiedział mu. - Możesz mówić co chcesz, ale jak przyjdzie co do czego, to nie będziesz w stanie uratować każdego, ani pozostali medycy nie będą chcieli udzielić ci pomocnej łapy.
Van spojrzał na niego niepewnie. Od razu pojął, że u kocura musiało się trochę w życiu zadziać.
- Ja... – zaczął i urwał swą wypowiedź. W duchu się trochę zakłopotał – będę po prostu uważać i uczyć się pilniej, by nigdy nie potrzebować pomocy innych medyków.
Fałszywy tylko westchnął, a kociak doszedł do wniosku, że może czas dać mu już spokój. Pożegnał się szybko i odszedł w stronę żłobka.

***

Był już uczniem, więc oficjalnie mógł poświęcać całe dnie nauce o roślinkach. Bursztyn był ciekawym nauczycielem, ale dopóki przekazywał mu jakąkolwiek wiedzę, liliowy uważał go za dobrego mentora. Znał już trochę medykamentów, a także potrafił rozpoznawać parę chorób i z góry wiedział, jak kogoś wyleczyć. Był z siebie całkiem dumny, bo nie spodziewał się, że to wszystko tak bardzo mu się spodoba.
Segregował w spokoju zioła, przy okazji powtarzając ich nazwy, a gdy nie mógł sobie czegoś przypomnieć, to pytał kremowego, który siedział po drugiej stronie legowiska. Starał się nie być upierdliwym, ale chciał jednak też coś wiedzieć.
Kiedy skończył, postanowił wyjść na zewnątrz i chwilę odpocząć. Od razu uderzyła go panująca w powietrzu duszność, a słońce mocno przygrzewało mu grzbiet. Skrył się w cieniu i rozejrzał po kotach, a jego wzrok zawiesił się na pewnym poincie. Akurat przechodził obok niego, więc van postanowił go zagadać.
- Cześć Fałszywa Łapo! – Uśmiechnął się przyjaźnie w jego stronę.
- Fałszywe Serce. – Poprawił go, przystając.
- O, mianowali cię? Gratulację, z pewnością będziesz jednym z najlepszych wojowników Klanu Klifu. – W jego głosie wciąż tkwiło pozytywne nastawienie. – Ja w końcu jestem uczniem, więc teraz czeka mnie dużo nauki o roślinach, ale zrobię wszystko, by być w przyszłości dobrym medykiem – zapewnił.



<Fałszywy?>

29 kwietnia 2021

Od Bluszczyka

W skupieniu obserwował legowisko uczniów. Nie był pewny, czy Srocza Łapa wyszedł już na trening, czy jeszcze siedział w środku i dopiero czekał na swojego mentora. Równie dobrze mógł być już po spotkaniu ze Śnieżną Zamiecią i teraz płakał sobie samotnie w ciszy. A vana przy nim nie było, chociaż obiecał go nigdy nie zostawić, szczególnie w tych trudnych sytuacjach. Westchnął cicho z żalem do samego siebie. Popsuł trochę sprawę, a wina leżała tylko i wyłącznie po jego stronie. Chciał być teraz blisko brata i pocieszać go, mówiąc, że naprawdę przeprasza i od teraz będzie z nim zawsze szczery i już go nie oszuka.
Bluszczyk nie zamierzał wpychać się do środka. Byłoby to mało rozsądne z jego strony. Siedział drętwo w miejscu, wpatrując się w głąb leża, ale niczego nie był w stanie dopatrzeć. Słońce akurat tego dnia świeciło w taki sposób, że przedzierało się pomiędzy korony drzew i lekko go oślepiało. Skrzywił się i zrobił kilka kroków wzdłuż wejścia.
Niespodziewanie z wnętrza wychyliła się głowa pointa, a para jego błękitnych oczu spojrzała z zaintrygowaniem na vana, który tylko niewinnie się wyszczerzył.
- Czego się tak tu kręcisz? – spytał nieznajomy, mrużąc oczy. – Nie jesteś raczej uczniem, nikogo ostatnio nie mianowano. 
 Liliowy uchylił pysk, wahając się nad swoją odpowiedzią. Cenił szczerość i to jej właśnie postanowił się trzymać. Kłamstwa nie lubił, toteż nie będzie hipokrytą i go nie zastosuje.
- Nie, nie jestem, to prawda. - przyznał. - Będę szkolił się na medyka, ale to dopiero, jak Bursztynowa Łapa zostanie mianowany - dodał i wyprostował się. Chciał spojrzeć ponad kocura, w głąb legowiska. Jedyne co widział, to tylko ciemne zarysy jakiegoś uczniaka, który i tak wydawał się mieć inną posturę, niż Sroczek.
- Szukasz czegoś? – zapytał z lekka oschle, jakby zirytowany tym, że ktoś tutaj węszy bez większego powodu. Bluszczyk nie dziwił się jego irytacji, bo tak naprawdę od dłuższego czasu po prostu tu siedział i zaglądał do środka. 
- Tak, mojego brata. Taki bury, chudy. Jest tam teraz? - Uśmiechnął się niepewnie do kocura, chcąc pokazać, że nie ma żadnych złych zamiarów. Po prostu szukał kogoś i tyle.
- Wyszedł jakiś czas temu na trening – odparł, zmieniając ton głosu z wrogiego na bardziej neutralny. Bluszczyk tylko westchnął, na co point przekręcił oczami i zaczął powoli się wycofywać.
- Poczekaj chwilkę! – Wyprostował się  kocurek, patrząc na starszego ucznia. - Jak masz na imię? 
- Fałszywa Łapa – mruknął tylko, zastygając w bezruchu. 
- Ja mam na imię Bluszczyk - przedstawił się, wciąż szczerząc się radośnie. Nie mógł zaprzepaścić szansy na porozmawianie z kimś. Resztę dnia pewnie i tak spędzi samotnie, więc co mu szkodzi?
- Czyli chcesz powiedzieć, że będziesz szkolił się na medyka, ale dopiero wtedy, kiedy aktualny uczeń zostanie mianowany? - odezwał się niespodziewanie Fałszywy. Van pokiwał powoli głową. 
- Tak, interesują mnie roślinki. Lwia Gwiazda pozwolił mi zostać uczniem medyka, ale muszę chwilę poczekać, aż zwolni się to miejsce - wyjaśnił. Czuł pewną satysfakcję z powodu podtrzymywanej rozmowy. Przez chwilę przynajmniej nie musiał martwić się o brata. Westchnął i spojrzał spokojnie na towarzysza. - Masz jakieś rodzeństwo? Dogadujecie się? - spytał.

<Fałszywa Łapo?>