BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łososiowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łososiowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

21 sierpnia 2020

Od Łososiowej Łapy

*kontynuacja poprzedniego opka, bo wyszło w ciul długie*
Kremowy poczuł, jak chłodna woda obmywa mu łapy, kiedy skakał po kamieniach. Uwielbiał to uczucie, zupełnie jakby rzeka porozumiewawczo puszczała mu oko. W pewnym momencie wlepił w nią wzrok i po prostu nie mógł go od niej oderwać. Nagle, pod wpływem impulsu po prostu dał nurka do wody, nie czekając nawet na reakcję Iskrzącego Kroku.
- No chodź! - krzyknął przez ramię, kiedy oddalił się od kamieni na długość dwóch ogonów. - Zrobimy kółko i wrócimy!
Iskrzącego Kroku nie trzeba było długo zachęcać. Wskoczył do wody równie szybko, co tamten karaś, którego Łososiowa Łapa wyrzucił na brzeg przed Pstrągową Gwiazdą. Uczeń zanurkował. Spod powierzchni wody spoglądał na błękitne niebo. Wodną wstęgę co chwilę rozświetlały złociste promyki słońca, tuż za nim sunął Iskrzący Krok, próbując go dogonić. Jutro sam miał zostać wojownikiem. Czy w ogóle może być lepiej?
Niedługo potem wynurzył się, mrużąc oczy. Wyszedł na trawę, a kiedy tylko stanął obok niego cynamonowy wojownik, otrząsnął się jak pies i tym samym strząsnął sporą część wody prosto na swojego kompana.
- Co ty, zdziczałeś? - krzyknął wojownik z udawanym oburzeniem i po chwili zrobił to samo, jednak Łososiowa Łapa był już poza jego zasięgiem. Kremowy kocur upadł jak do przysiadu łowieckiego i skrył się w poszyciu iglastego lasku, mając nadzieję, że uda mu się uniknąć zemsty przyjaciela. Wtedy jednak, jak piorun spadł na niego Iskrzący Krok i przycisnął do ziemi. - Mam cię. - Wyszczerzył zęby.
- Dobra, dobra, nie popisuj się - zaśmiał się Łososiowa Łapa. - A teraz złaź!
Cętkowany cofnął się, ale niechcący nastąpił uczniowi na ogon. Łososiowa Łapa syknął z bólu.
- Przepraszam - wymamrotał Iskrzący Krok. - To ja zrobiłem?
- Nie, nie sądzę - miauknął, delikatnie wylizując ogon. - Pstrągowa Gwiazda dziś na niego nadepnęła, może dlatego tak boli. Nieważne. Znajdźmy sobie coś do roboty.
Iskrzący Krok najpierw rozejrzał się wokół siebie, po czym z zawadiackim uśmiechem zaproponował:
- Co powiesz, na wyścig?
Oczy Łososiowej Łapy zalśniły.
- Pewnie! Jakieś pomysły na trasę?
- Pomyślałem, że moglibyśmy zacząć stąd. Potem jedno okrążenie wokół sadzawki i przez las w stronę łąki. Zatrzymalibyśmy się na granicy z Klanem Burzy. Tylko bez żadnych głupich sztuczek!
Zanim się obejrzeli, obydwaj pędzili już pod osłoną drzew.
Kremowy musiał przyznać, że najwięcej trudności przyniosło mu przedarcie się przez jeżyny. Nie było to miłe, kiedy kolce kłuły cię w poduszki łap. Powinien był biec prosto za Iskrzącym Krokiem, a nie obok niego. Kiedy nareszcie wyplątał się z pędów, znowu ruszył przed siebie. W oddali migał mu gdzieś cynamonowy ogon. Wydawało się, że nie ma już możliwości, aby udało mu się go dogonić, ale nagle wojownik potknął się o wystający z ziemi korzeń i stracił równowagę, po czym na chwilę upadł na ziemię. Co prawda nie sprawiło to, że Łososiowa Łapa zdołał go od razu dogonić, ale był teraz znacznie bliżej. Doskonale. Uczeń wiedział, że w czystej próbie szybkości, nie ma szans z przyjacielem, dlatego postanowił trzymać się na ogonie. Da Iskrzącemu Krokowi złudne poczucie triumfu i przy okazji oszczędzi energię, aby na finiszu, kiedy jego kumpel się zmęczy, pobiec do mety najszybciej, jak mu się uda. Plan wydawał się idealny do czasu, kiedy nie dotarli do łąki. Wysoka trawa skutecznie ograniczała widoczność, przez co  kocurkowi o wiele ciężej było śledzić pozycję Iskrzącego Kroku. Przez chwilę wydawało mu się nawet, że się zgubił, bo całkowicie stracił z oczu futro wojownika. Rozejrzał się gorączkowo w trawie. Nagle dostrzegł jakieś poruszenie i bez namysłu skoczył w tamtą stronę. Jeśli dystans między nimi będzie za duży, nie będzie miał szans na zwycięstwo. Był pełen nadziei, że Iskrzący Krok pobiegł właśnie w tę stronę.
Pomylił się.
Miał nadzieję, że kiedy opuści łapę, spotka się ona z trawą i ziemią. Zamiast tego, nastąpił na twardą, rozgrzaną od słońca płytkę. Moment później, złączone z nią rdzawe szczęki zacisnęły się na nodze kocura. Powietrze rozdarł przeraźliwy wrzask.
- Iskrzący Kroku! - krzyczał. - Iskrzący Kroku, ratuj!
Bał się spojrzeć na swoją łapę. Bał się tego, co tam zobaczy. Ból był tak przeogromny, że Łososiowa Łapa najchętniej odgryzłby sobie całą nogę. Zupełnie nie mógł się ruszyć, niosło to ze sobą zbyt duże cierpienie. Pozostawało mu czekać na ratunek. Ale wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie w porządku, prawda? Iskrzący Krok jest blisko, musiał go usłyszeć. Musiał. Zaraz po niego wróci i go uratuje. Wszystko będzie dobrze.
Próbował to sobie wmówić do momentu, kiedy nie poczuł, jak z rany cieknie krew. Początkowo była to cienka stróżka, potem pojawiło się jeszcze kilka. Wtedy spanikował. Nie może tutaj umrzeć. Mimo ogromnego cierpienia, spróbował wyszarpać łapę z pułapki, jednak przyniosło to tylko więcej bólu. W rezultacie zaczął się szamotać, wciąż próbując się wydostać, aż jego zakleszczona łapa nie trzasnęła i nie wygięła się pod dziwnym kątem. Powietrze rozdarła kolejna fala krzyku. Teraz krew nie sączyła się powoli, a obficie ściekała z rozległej rany.
- Iskrzący Kroku! - krzyknął rozpaczliwie.
- Łosiosiowa Łapo! Gdzie jesteś!? - przez łąkę poniósł się głos zielonookiego.
- Tutaj! Tutaj! Pośpiesz się!
Nie mógł już unikać widoku swojej łapy. Krew była wszędzie wokół. Serce ścisnął mu lęk. Nie może się tutaj wykrwawić. Jutro będzie wojownikiem. To nie może się tak skończyć!
W prawdziwą panikę wpadł dopiero, kiedy zorientował się, że stracił czucie poniżej miejsca, w którym zacisnęły się szczęki. Pojawienie się Iskrzącego Kroku przyniosło mu jednak minimalną ulgę.
- Proszę, zrób coś! - lamentował. Kocur wyglądał na równie przejętego. I przerażonego.
- Nie ruszaj się - zarządził. - Siedź spokojnie, a ja sprowadzę pomoc. - Powiedziawszy to, pomknął w stronę wysepki.
Oczekiwanie na pomoc było najgorszym czasem w jego życiu. Umierał ze strachu i bólu. Czuł, jak przypieka go słońce. Kiedy w ostatecznym akcie desperacji miał podjąć próbę odgryzienia nogi, na widoku pojawił się patrol.
Na przedzie biegł Iskrzący Krok i prowadził resztę kotów. Za nim Łososiowa Łapa zauważył swoją mentorkę oraz zastępcę, Aroniowy Podmuch. Z tyłu szedł Poziomkowy Blask, pomagając Porannej Zorzy. Uczeń chciał się opanować przed członkami swojego klanu, ale nie potrafił. Jęknął jeszcze kilka razy, zanim Poranna Zorza zdołał mu się przyjrzeć. Z rany wciąż ciekła krew. Łososiowej Łapie zrobiło się słabo. Ostatnie, co zapamiętał to fakt, że połknął kolosalną dawkę ziaren maku, przyniesioną na miejsce przez medyka. Potem zakręciło mu się w głowie i całkiem odleciał.

Od Łososiowej Łapy

*jeszcze przed ucieczką Porannej Zorzy*
Łososiowa Łapa razem z Karasiową Łuską wracał właśnie z kolejnego treningu. Nie to, żeby uczniowskie życie jakoś bardzo mu się sprzykrzyło, ale nie mógł odrzucić pewnego ukłucia zazdrości, kiedy widział, jak Iskrzący Krok udaje się do legowiska wojowników, podczas gdy sam Łososiowa Łapa wciąż musi tkwić w legowisku uczniaków. Wykorzystując więc okazję, postanowił porozmawiać z mentorką.
- Myślisz, że Pstrągowa Gwiazda niedługo mnie mianuje? - zagadnął.
- Szczerze mówiąc, też o tym myślałam. - Spojrzała na kremowego kocurka. - Chciałam niedługo zaprosić ją na lekcję, żeby ci się przyjrzała. Ale wiesz, wolałam, żebyś za długo był uczniem niż za wcześnie wojownikiem. Co powiesz na to, aby jutro z nami poszła?
- Jutro? - spytał. Był trochę zaskoczony tym, że ma to nastąpić tak szybko, ale nie zamierzał narzekać. Zrobi co w jego mocy, żeby wypaść dobrze. - Jasne, żaden problem.
~*~
Patrol myśliwski właśnie wyruszał z obozu z Pstrągową Gwiazdą na czele. Towarzyszyła jej Pluskająca Łapa oraz Ropuszy Język razem z Wieczornikowym Wzgórzem. Bura kocica rozkazała swojej uczennicy oraz dwójce wojowników przejść przez rzekę i zapolować pod lasem, a sama została z Karasiową Łuską i Łososiową Łapą nad brzegiem. Kremowy przesiedział chwilę cały spięty.
- Na co czekasz? - wychrypiała jego ciotka. - Weź się do roboty, bo nie chce mi się nad tobą sterczeć.
Uczeń otrzepał się, żeby rozładować stres. W zasadzie to nie wiedział, na co czekał. Przecież to oczywiste, że Pstrągowa Gwiazda chce obejrzeć go w akcji! Spróbował uspokoić szalone bicie serca i skupił się na połyskującej w słońcu rzece. Że też akurat dzisiaj musi być tak słonecznie! Bał się, że przez przypadek rzuci cień na wodę i wypłoszy wszystkie ryby. Wtedy liderka na pewno przerwałaby egzamin.
Koniec. Dość tego roztrząsania. Pokaże, że jest godny tytułu wojownika.
Wbił nieruchomy wzrok w wodę, kiedy nagle zarejestrował jakieś poruszenie. Karaś! I to całkiem spory, jak mu się wydawało. Jeszcze raz upewnił się, że na pewno nie rzuca cienia na rzekę. Nerwowo spiął mięśnie i wyrzucił rybę ponad powierzchnię wody, jednak ta chwilę przeleżała na brzegu, po czym nagle machnęła ogonem i udało jej się stoczyć z powrotem do rzeki.
Pstrągowa Gwiazda wyglądała na bardzo niezadowoloną, co nie umknęło uwadze ucznia.
Co jest! - strofował siebie w myślach. - Ogarnij się wreszcie, ty kupo futra i pokaż, że zasługujesz na mianowanie!
Dosłownie moment później dostrzegł kolejne poruszenie w rzece - tym razem był to ogromny, upstrzony białymi plamkami szczupak. Po krótkiej obserwacji, kocur wbił pazury w rybę. Normalnie pewnie wyrzuciłby ją na brzeg, ale ten szczupak był tak duży, że musiałby chyba użyć dwóch łap. Był tak pochylony nad wodą, że zdecydowanie nie wchodziło to w grę. Przysunął szczupaka bliżej brzegu i teraz udało mu się wyrzucić go ponad powierzchnię wody. Ryba szczęśliwie wylądowała na ziemi. Nauczony doświadczeniem, odsunął go znacznie od brzegu i położył łapę na jego ogonie, czekając na osąd Pstrągowej Gwiazdy. Kocica podeszła i obwąchała zdobycz.
- Niezły - skwitowała. - Jest dosyć duży, ale odpracujesz tego karasia, który na początku ci uciekł.
Łososiowa Łapa znowu posłusznie wlepił spojrzenie w wodę. Jakże był wdzięczny Gwiezdnym, że bura zdecydowała się, aby jeszcze dać mu szansę! Teraz musi to jak najlepiej wykorzystać, bo inaczej może być nieciekawie... Po kilkudziesięciu, straszliwie długich uderzeniach serca, kocur wypatrzył kolejną ofiarę. Tym razem padło na pasiastego okonia. Kiedy ryba wypadła w powietrze, kremowy miał nieodparte wrażenie, że zaraz mu się wyślizgnie i straci zdobycz, jednak tym razem udało mu się szczęśliwie zakończyć polowanie, nawet wiedząc, że mógł zrobić to lepiej. Ryba upadła na brzeg i po kilku szarpnięciach zastygła w bezruchu.
W międzyczasie patrol łowiecki zdążył już wrócić z pyskami pełnymi zwierzyny. Cętkowana rozkazała Ropuszemu Językowi zabrać upolowane ryby do obozu i ogonem przywołała do siebie Pluskającą Łapę. Szykuje się egzamin z walki.
~*~
Kierowali się w stronę terenu osłoniętego drzewami. Przywódczyni biegła na przedzie, za nią podążała Karasiowa Łuska, a z tyłu biegli Łososiowa Łapa i Pluskająca Łapa.
- Pewnie każe mi z tobą walczyć - miauknęła cicho szylkretka, sprawdzając przy okazji, czy mentorka jej nie słyszy.
- Tak sądzę - odparł bez namysłu. - Nie martw się, nie musisz być delikatna. Jakoś dam sobie radę. - Uśmiechnął się.
- Nie o to chodzi... Po prostu przygotuj się na to, że to będzie walka na poważnie. - Położyła po sobie uszy i uciekła spojrzeniem w bok.
Kremowy już miał zacząć zadawać pytania, ale wtedy usłyszał, że Pstrągowa Gwiazda woła ich oboje. Doprowadziła ich na ciepłą słoneczną polanę, gdzie zwykle trenował z Karasiową Łuską.
- Pokażcie, co umiecie! - krzyknęła cętkowana i usadowiła się na skraju polany, tuż obok mentorki Łososiowej Łapy.
Pluskająca Łapa jako pierwsza przystąpiła do ataku. Od razu chciała uderzyć brata w bark, jednak udało mu się wykonać unik. Kątem oka zauważył, że tortie ma wysunięte pazury. A więc to miała na myśli, mówiąc o walce na poważnie? Ale dlaczego miałaby to robić?
Widząc, że nie trafiła, kotka wycofała się i biegiem okrążyła oponenta. W chwili, kiedy miała w niego uderzyć, wybiła się w powietrze i przejechała pazurami po jego grzbiecie. Kremowy spróbował się uchylić, ale był zbyt wolny. Syknął, kiedy zadrapania go zapiekły. Zagłuszył nieco szczypanie, przygryzając wargę i rzucił się pędem za Pluskającą Łapą. Szybko jednak zrozumiał, że w ten sposób tylko niepotrzebnie się zmęczy. Postanowił stać bez ruchu, czekając, aż siostra znowu spróbuje go zaatakować. Najwyraźniej tortie domyśliła się o co mu chodzi, bo również stanęła w miejscu. Wtedy kocur zdecydował się zaatakować - pobiegł w stronę uczennicy i kiedy dostrzegł, że ta znowu chce wyskoczyć w powietrze, oparł cały ciężar ciała na jej zadzie, sprowadzając ją tym samym na ziemię. Przyszpilił ją do podłoża, jednak szylkretka kopnęła go w brzuch. Na szczęście zdołał to wytrzymać i postanowił przesunąć się trochę, nadal utrzymując ciężar ciała na barkach siostry.
Wtedy to Pluskająca Łapa syknęła z bólu.
- Zejdź ze mnie, zejdź! To boli! - krzyknęła. Łososiowa Łapa nie trzymał jej dłużej. Kotka z trudem podniosła się na łapy i zaczęła wylizywać swój bark. Po chwili zwróciła przerażone spojrzenie na swoją mentorkę, a potem na brata. - Przepraszam - wyszeptała.
- Dosyć! - wrzasnęła liderka ochrypłym głosem i zerwała się na łapy. - Pluskwa, siadaj. Sama muszę go sprawdzić.
Łososiowa Łapa z pewnością odprowadziłby siostrę wzrokiem, gdyby jego uwaga nie koncentrowała się teraz na ogromnej górze mięśni, która właśnie biegła w jego kierunku.
Pstrągowa Gwiazda od razu przeszła do rzeczy. Zdzieliła go po grzbiecie ogromną łapą i nie da się ukryć, że na krótką chwilę stracił równowagę. Szybko jednak zerwał się na łapy i biegiem okrążył ciotkę, po czym wczepił się zębami w jej bark. Nie pozostała mu jednak dłużna, bo mimo iż nie trafiła go w pysk, to z całą siłą stanęła mu na ogonie, co dosadnie odczuł. Mimo bólu, wspiął się na jej kark, po czym wczepił się w grzbiet burej i ugryzł ją w ucho. Kocica syknęła wściekle i padła na grzbiet, przetaczając się z boku na bok. Przestała, kiedy poczuła, że uścisk ucznia zelżał. Łososiowa Łapa leżał w wygniecionym w ziemi dołku, nieco obolały, ale całkowicie świadomy. Nie zdążył jednak uniknąć przywódczyni, która przyszpiliła go do ziemi. Nawet, gdyby ją kopnął, była zbyt ciężka, żeby w ten sposób dać sobie z nią radę... Szykował się już na cios potężnej łapy w brzuch, jednak w ostatniej chwili zaświtał mu pewien pomysł. Ostatkiem sił wyrwał się z uścisku kotki, przeturlał na brzuch i wybił w powietrze. Ciotka oberwała w pysk jego grzbietem. Przez kilka uderzeń serca była trochę oszołomiona, ale to wystarczyło Łososiowej Łapie, aby przemknąć pod brzuchem burej i przejechać pazurami po jej zadzie. Znowu spróbował skoczyć na jej kark, ale liderka odzyskała już trzeźwość umysłu, więc wcale nie było to takie łatwe. Po kilku udanych unikach, Pstrągowa Gwiazda znów zyskała przewagę - trafiła kocura w łeb i powaliła na ziemię, po czym przygniotła do podłoża. Łososiową Łapę ogarnęła dezorientacja. Jedyne, co rozumiał to to, że szczypał go grzbiet i że jego głowa znajdowała się teraz między trawą a ogromną, ciężką łapą Pstrągowej Gwiazdy. Przywódczyni stała nad nim, lekko dysząc. Ostatkiem sił próbował ugryźć ją w nogę, ale wtedy postawiła mu na głowie drugą łapę.
- Nieźle - stwierdziła, unosząc jedną brew. - Widzę, że nie zmarnowałeś czasu z Karasiową Łuską. Jutro z rana zorganizujemy ci mianowanie. Tylko się nie spóźnij, nie mam całego dnia - rzuciła przez ramię, kiedy oddalała się w stronę obozu, ogonem przywołując do siebie Pluskającą Łapę.
Karasiowa Łuska i Łososiowa Łapa popatrzyli po sobie, aby chwilę później wybuchnąć niekontrolowanym entuzjazmem.
- Nie zapomnisz chyba o mnie, co? - spytała kremowo-biała zaczepnie. - Poświęciłam wiele mojego cennego czasu na tym świecie, aby cię wytrenować.
- No coś ty! - mruknął kocurek. - Będę cię odwiedzał u starszyzny - mruknął zadziornie, a kotka z udawanym oburzeniem dała mu kuksańca.
Dopiero w drodze do obozu do Łososiowej Łapy dotarło, co tak właściwie się stało. Zostanie wojownikiem. Zostanie wojownikiem! Musi szybko powiedzieć o tym Rzecznej Łapie i Iskrzącemu Krokowi!
~*~
- Karasiowa Łusko... Tak się zastanawiałem, czy skoro Pstrągowa Gwiazda mnie jutro mianuje, to mógłbym dzisiaj wyjść z kimś z obozu i trochę posiedzieć na zewnątrz?
- Pewnie! Korzystaj z ostatnich chwil wolności - dodała z teatralnym westchnieniem.
- Dzięki! - miauknął. Zastanawiał się, kogo mógłby ze sobą zabrać. Z początku chciał się powłóczyć z siostrami, ale Pluskająca Łapa wyglądała na zmęczoną po treningu, a słabo byłoby pójść tylko z Rzeczną Łapą. Od razu pomyślał więc o Iskrzącym Kroku. Gdy tylko znalazł się w obozie, od razu wystrzelił w stronę legowiska wojowników. Zastał tam cynamonowego odpoczywającego na posłaniu
- Cześć, popielico! - krzyknął z uśmiechem, kiedy tylko wsunął łeb przez wejście. - Słyszałeś nowiny?
- Jakie nowiny? - Kocur z zaciekawieniem zwrócił wzrok na przyjaciela.
- Niedługo będziemy się tu gnieść razem!
- Żartujesz! - Wojownik poderwał się na łapy. - Gratulacje, Łososiowa Łapo!
- Tak sobie myślałem, czy może nie chciałbyś gdzieś wyskoczyć?
- Pewno! - cynamonowy mruknął z entuzjazmem. Kilka chwil później obydwoje stali już nad brzegiem i szykowali się do przekroczenia rzeki.

10 sierpnia 2020

Od Łososiowej Łapy cd Mgiełki

— Jestem Mgiełka i chciałam zobacyc ten kwiatek. — Czarno-biała przedstawiła się i  wskazała łapką w kierunku roślinki. — Cym on jest?
Szczerze mówiąc, poczuł się trochę zaskoczony tym pytaniem. Nie czuł się na siłach opowiadać kotce o roślinach.
— Kwiatkiem, medycy się o tym uczą.
Po wypowiedzeniu tych słów zauważył, że oczy Mgiełki zalśniły ciekawsko.
— Ja chcę byc medykiem! — Koteczka podskoczyła na swoich krótkich łapkach. — A ty jestes wojownikiem?
Łososiowej Łapie zrobiło się ciepło na sercu. Fakt, że ta mała wzięła go za wojownika, był iście schlebiający. Nie chciał jej jednak okłamywać, więc szybko rzucił tylko wzmiankę o tym, że wciąż jest uczniem, a potem zmienił temat.
— Chyba powinnaś wracać już do żłobka — rzekł, szykując się na opór ze strony kociaka.
— Jesce nie! — krzyknęła Mgiełka, ponownie strosząc futerko. — Zaplować mnie do tej Pstrągowej Gwiazdy albo do medyka!
Po chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że zawracanie głowy Pstrągowej Gwieździe z tak błahego powodu może być wręcz niebezpieczne. Oczami wyobraźni zobaczył ciotkę, z której gardła wydobywa się głośny, lwi ryk. Szybko odrzucił ten pomysł. Z kolei Poranna Zorza nie był zbyt towarzyski... no i dodatkowo płowy zdecydowanie nie pałał do ucznia sympatią po tym, jak na niego naskoczył, kiedy Śledziowe Futro zagrzewała miejsce w legowisku medyka... Ku jego zaskoczeniu, koteczka przybrała nagle inną strategię.
— Belek! — pisnęła i pacnęła go łapką w ogon. Nie udało mu się stłumić pomruku, kiedy Mgiełka się od niego oddalała w nadziei, że zacznie ją gonić. Upadł do przysiadu łowieckiego, po czym zaczął się skradać w stronę kotki.
Starał się stanąć tak, żeby miała go akurat za plecami. Czarno-biała rozglądała się jednak bacznie i przez chwilę Łososiowa Łapa nie był w stanie umknąć swoim cielskiem przed jej wzrokiem. W pewnym momencie skrył się za dużym, powykrzywianym korzeniem, dzięki czemu Mgiełka straciła go z oczu na krótką chwilę. To wystarczyło, aby błyskawicznie przemknął pod korzeniem i już miał postawić łapę na ogonie niczego nieświadomej kotki, kiedy to poślizgnął się na mokrej trawie, przewrócił się i zaczął staczać się w stronę rzeki, niechcący pociągając żółtooką za sobą. Spodziewał się, że mogą wpaść do rzeki, więc przygotował się psychicznie, że być może będzie musiał ratować koteczkę przed rwącym nurtem, ale jego obawy rozwiały się natychmiast, kiedy obydwoje wylądowali pod łapami dwójki kotów. W jednym z nich Łososiowa Łapa rozpoznał swoją siostrę, Rzeczną Łapę, z kolei obok niej stał płowy point o zdeformowanych przednich kończynach. Na widok ziół, które nieśli w pyskach, oczy Mgiełki znowu zalśniły. Uczeń spodziewał się, że dostaną burę za pajacowanie, ale Poranna Zorza obdarzył ich tylko zirytowanym spojrzeniem. Łososiowa Łapa podniósł się.
— Dzień dobry. — Skinął łebkiem medykowi i wskazał na stojącego obok kociaka, zupełnie pomijając fakt, że przed chwilą prawie staranowali kocura. — To jest Mgiełka, chciała cię poznać. — Potem przysiadł przy czarno-białej. — Mgiełko, to właśnie jest medyk, Poranna Zorza.
Koteczka zmierzyła go zaintrygowanym spojrzeniem. Po chwili jej wzrok przeskoczył na stojącą tuż obok liliową szylkretkę, której pyszczek wypełniony był do tej pory liśćmi.
— Ucys się na medyka? — spytała, zasiadając przed łapami kotki. Rzeczna Łapa odłożyła liście.
—  No coś ty, nie  — odparła niemal urażonym tonem, a Łososiowa Łapa zauważył, że lekko zjeżyło jej się futro. Po chwili jednak je wygładziła i zaczęła mówić nieco spokojniej.  — Po prostu mu dzisiaj pomagam. Nie sądziłam, że zostałeś niańkiem, Łososiu  — dodała ciszej, kiedy Mgiełka zajęta była oglądaniem ziół. Kocurek spróbował pacnąć ją w ucho, ale - jak zwykle - uniknęła ciosu i odpłaciła się bratu tym samym.  — Nigdy się nie nauczysz  — wymruczała z uśmiechem.
—  Rzeczna Łapo  — odezwał się nagle Poranna Zorza.  — Zanieś te zioła do mojego legowiska.
—  Może moglibyśmy pomóc razem z Mgiełką? — miauknął pręgowany, choć nie był pewien reakcji starszego kocura. Czarno-biała wyglądała natomiast na oczarowaną taką propozycją.

<Mgiełko? :3 Przepraszam, że czekałaś tak długo ,^,>

02 sierpnia 2020

Od Łososiowej Łapy cd. Mgiełki

 — Dobrze ci dzisiaj poszło — pochwaliła kocurka Karasiowa Łuska, kiedy wchodzili na wysepkę. - Byłam pewna, że ta nornica ci ucieknie — dodała z rozbawieniem.
     — Sęki! — odparł kremowy, jednocześnie starając się nie wypuścić niesionej w pysku zdobyczy. Zapewne chciał przez to powiedzieć coś w rodzaju "dzięki".
     Łososiowa Łapa skinął mentorce na pożegnanie i mrucząc z zadowolenia, rzucił swoją piszczkę w miejsce, gdzie leżała reszta zwierzyny. Stosik wyglądał teraz o niebo lepiej niż w Porze Nagich Drzew. Strach pomyśleć co by było, gdyby tyle kociąt, co teraz, urodziło się w tamtym okresie. Klan pewnie mocno przymierałby głodem. Odpędził jednak od siebie te myśli i czując ucisk w żołądku, już miał zabrać się do pałaszowania jakiegoś smakowitego kąska, kiedy jego uwagę przykuła nieduża, czarna postać najwyraźniej wymykająca się ze żłobka. Przez chwilę zrobiło mu się ciepło na sercu na wspomnienie misji, którą Pluskwa otrzymała od Rzecznej Łapy i jak złościła się, kiedy ją wydał... Po chwili jednak wrócił do rzeczywistości i dźwignął się na łapy. Jako młody, odpowiedzialny prawie-wojownik chyba powinien ukrócić samotną wyprawę tak małego kociaka. Potruchtał w kierunku ciemnej kupki futra i zatrzymał się tuż przed jej pyszczkiem.
     — A ty gdzie się wybierasz? - spytał zaczepnie.
     Mała kotka stanęła jak wryta i podniosła łebek, mierząc przybysza dużymi, okrągłymi oczami.
     — A co ci do tego? — Wyglądało na to, że chciała wyglądać poważnie, więc zjeżyła lekko futerko i zdobyła się na najbardziej dojrzały wyraz pyszczka, na jaki tylko mógł zdobyć się kociak, jednak nie wyglądała o wiele dostojniej od rozeźlonego jeża. Łososiowa Łapa uśmiechnął się. Ta mała wydawała się całkiem fajna. Odsunął od siebie myśl, że gdyby jego w jej wieku tak złapano poza żłobkiem, pewnie nie wychodziłby z legowiska przez następny księżyc.
     — Niby nic, tylko widzisz... — rzucił niby to od niechcenia. — Próbuję tylko być miły. Chyba nie chciałabyś, żeby Pstrągowa Gwiazda znalazła cię poza żłobkiem i zjadła, co?
     — Zja-Zjadła...? — Koteczka przez moment wydawała się wystraszona, ale po chwili otrząsnęła się i dumnie wypięła pierś. - Nikogo się nie boję!
     — I słusznie. — Kremowy uczeń przysiadł na ziemi. — Tylko żartowałem, Pstrągowa Gwiazda ma charakterek, ale nie jest jakimś kociakożercą. — Wąsy mu drgnęły, kiedy w oczach czarnej koteczki dostrzegł ulgę, mimo jej zapewnień o braku jakiegokolwiek strachu. — Jestem Łososiowa Łapa, a ty? Co robisz poza żłobkiem?

<Mgiełko? :3>

22 lipca 2020

Od Łososiowej Łapy

*dzień bitwy z Klanem Klifu*
Pstrągowa Gwiazda szykowała oddział do wymarszu.
    Niektórzy jeszcze pobieżnie ostrzyli pazury lub rozciągali mięśnie, inni zażywali zioła na wzmocnienie przygotowane przez Truskawkową Łapę, a jeszcze inni siedzieli przy wyjściu z obozu z ogonem owiniętym wokół łap, czekając na rozkaz przywódczyni. Szałwiowa Chmura wtulała się w futro Żółwiego Brzasku, Owcze Futerko i Biały Kieł zetknęli się nosami. Muszy Bzyk i Ropuszy Język stały tak blisko, że ich futra ocierały się o siebie, z kolei Pluskająca Łapa i Pigwowy Kieł nawzajem próbowali dodawać sobie otuchy.
    Łososiowa Łapa po raz piąty wygładzał futro na piersi, choć doskonale wiedział, że nie ma to najmniejszego znaczenia. Napięcie związane z wizją rychłej walki nie pozwalało mu jednak spokojnie usiedzieć bez ruchu. Choćby musiał przeliczyć ziarenka piasku na brzegu rzeki, zrobiłby to, byleby tylko się czymś zająć i nie myśleć o nieuniknionym. Starał się jednak nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów, bo wszyscy mogliby wtedy zobaczyć, jak bardzo sztywny się zrobił. Napięcie to nie trwało jednak długo. Na sygnał koty ustawiły się w szyku i z ogromną burą kocicą na czele, opuściły wysepkę.
    Kremowy kocurek starał się dojrzeć najbliższych wśród natłoku Nocniaków. Szczerze mówiąc, najmniej obawiał się o życie sióstr. To nie tak, że były mu obojętne, po prostu je znał. Pluskwa zdecydowanie zmężniała dzięki treningom z Pstrągową Gwiazdą i był pewny, że liderka doskonale przygotowała ją do bitwy, z kolei Rzeczna Łapa nie dałaby się ot tak zabić, jest na to po prostu... zbyt sobą. Iskrząca Łapa też miał spore pojęcie o walce, tak jak Karasiowa Łuska. Z kolei Szakłakowy Cień i Śledziowe Futro nie zostali przecież wojownikami z litości. Co prawda kocurek nie miał wielu okazji, żeby zobaczyć swoich rodziców w akcji, ale był pewien, że dzisiaj skopią parę nieprzyjacielskich zadków!
    Tak przynajmniej mu się z początku wydawało, bo kiedy tylko Śledziowe Futro, Poziomkowy Blask i Biały Kieł odłączyli się od oddziału i ruszyli przodem, poczuł rosnącą gulę w gardle. Rozejrzał się, szukając wśród wojowników wspierających spojrzeń sióstr, jednak żadna z nich nie szukała jego wzroku. Poczuł się nieco osamotniony.
    — Pstrągowa Gwiazdo! — na przedzie rozległ się krzyk czarno-białego kocura. — Natknęliśmy się na duży patrol! Potrzebujemy pomocy!
    Liderka pomknęła do przodu. Pręgowany mógłby przysiąc, że nawet mimo swoich gigantycznych rozmiarów pofrunęłaby, gdyby ktoś dał jej skrzydła. Na granicy zastali patrol składający się z sześciu kotów, jednak szybko udało się go przegonić. Prawdziwie druzgocącym widokiem była natomiast Śledziowe Futro. Póki Łososiowa Łapa nie ujrzał jej na pół żywej, do szczętu wyczerpanej oraz oblepionej kurzem i niewysłowioną ilością jej własnej krwi, nie sądził, że tak mocno ją kocha. Chciał się wyrwać z szeregów i choćby na chwilę zobaczyć ją z bliska, ale wiedział, że nawet sama matka nie byłaby zadowolona z takiego zachowania. Klan przede wszystkim. Próbował złapać jej spojrzenie, ale była na tyle mocno poturbowana, że najpewniej myślała wtedy jedynie o bólu. Mógł tylko modlić się do Klanu Gwiazdy o to, aby okazała się tak silna, że uda jej się powrócić do zdrowia. Wiadomość o powrocie Szakłakowego Cienia do obozu przyjął z ogromną ulgą. Chyba serce by mu pękło, gdyby przyszło mu oglądać również ojca w takim stanie, w jakim była obecnie jego matka.
    Po ucieczce patrolu, Pstrągowa Gwiazda ruszyła szybszym truchtem. Teraz, kiedy zostali wykryci, liczyło się tylko to, aby jak najszybciej dotrzeć do obozu Klifiaków. Biedna Słodki Język... Trzeba być parszywym lisim bobkiem bez krzty honoru, żeby porwać medyczkę!
    Płomiennorude futro Lisiej Gwiazdy można było dostrzec już z daleka. Koty Klanu Klifu ustawiły się w zwartym szyku, gotując się na atak. Kocur przemówił, kiedy wojownicy Pstrągowej Gwiazdy podeszli na tyle blisko, aby mogli go usłyszeć.
    — Czego? — warknął, obnażając przy tym zęby i pazury.
    — Oddawajcie Słodki Język! — zawołał ktoś w tłumie, wzbudzając bojowe nastroje.
    Wtedy Lisia Gwiazda zniknął we wnętrzu obozu, co niewątpliwie nieco skonfundowało Klan Nocy. Chciał się poddać bez rozlewu krwi? Stał przed nimi kot, którym w opowiastkach straszy się niesforne kocięta i chciał tak po prostu odpuścić? Czy to było w ogóle możliwe? Takie wątpliwości najpewniej naszły sporą część Nocniaków, bowiem zaczęli intensywnie szeptać między sobą. Po niedługiej chwili, rudzielec znów wyłonił się spomiędzy szeregów, jednak nie było z nim czarnej kotki o płaskim pysku. Wyrzucił w stronę Nocniaków jakiegoś jasnego kocura ze zdeformowanymi przednimi łapami.
    — To nasz medyk. Macie, a teraz wynocha! - fuknął Lisia Gwiazda.
    Ta przeklęta wronia strawa sobie z nich kpiła. Czy ta rybia głowa naprawdę myśli, że zadowolą się byle jakim medykiem? Przyszli tu po Słodki Język i nie odejdą bez niej! Pstrągowa Gwiazda stwierdziła jednak, że nie ma sensu puszczać wolno kocura wyrzuconego przez Lisią Gwiazdę, rozkazała więc Żółwiemu Brzaskowi i Białemu Kłowi zabrać go do obozu.
    — Co się tu dzieje? — Uwagę wszystkich zwróciła niewielka postać o czarnym futrze i charakterystycznym płaskim pysku. Był tylko jeden szkopuł — raczej nie wyglądała na szczególnie ubezwłasnowolnioną. 
    Łososiowa Łapa nie chciał wierzyć własnym oczom. Zdradziła ich. Ta pokraka ich zdradziła! Jego matka walczyła dla zdrajczyni, a teraz musi walczyć o życie!
    Jeśli coś jej się stanie, będziesz mieć ją na sumieniu — pomyślał. Między wyżej postawionymi jednostkami toczyła się jeszcze przez chwilę zażarta dyskusja, jednak krew szumiała kremusowi w uszach tak głośno, że nawet nie chciało mu się silić na próbę zrozumienia tej wymiany zdań. Wychwycił jedynie rozkaz do ataku.
    Rzucił się w wir walki. Kątem oka dostrzegł, jak Karasiowa Łuska wczepiła się w bok jakiegoś Klifiaka. Zauważył również Rzeczną Łapę i Sasankową Łapę, które wspólnie próbowały obezwładnić sporego, czarnego kocura. Gdzieś z tyłu słyszał bojowe okrzyki Brzoskwiniowej Bryzy. Ale Łososiowa Łapa nie pragnął już zwycięstwa. Chciał zemsty na płaskopyskiej. W tamtej chwili był gotów rozszarpać gardło każdego, kto przed nim stanie. Pech chciał jednak, że jego pierwszym przeciwnikiem okazała szylkretowo-biała kotka o rozwścieczonym spojrzeniu. Natarła w jego stronę. Kocurek spróbował wykonać unik, jednak oponentka trafiła go w zadnie łapy i powaliła na ziemię, odrzucając go od siebie. Widząc, że znowu biegnie w jego stronę, tym razem nie uciekał, a zrobił dokładnie to samo. Pędził całkiem na wprost i wbiegłby prosto na szylkretkę, gdyby przed samym zderzeniem nie wyminął jej. Kotka straciła jednak równowagę, zatoczyła się, a wtedy Łososiowa Łapa zatopił zęby w jej barku. Kocica syknęła z bólu i przejechała Nocniakowi pazurem po pysku, jednak nie udało jej się trafić w oko. Uczeń chciał wczepić się w jej ogon — w międzyczasie pozostawiając jej pamiątkę w postaci długiego zadrapania na grzbiecie — ale kotka zdołała złapać go za kark i przyszpilić do ziemi. Kopnął ją w brzuch, jednak nacisk nie zelżał. Łososiowa Łapa szykował się już na otrzymanie śmiertelnego ciosu, jednak nagle ucisk na jego klatkę piersiową zupełnie zniknął. To Sumowy Wąs skoczył na kotkę, a ta potoczyła się nieco dalej. Kocurek nie mógł ich już dostrzec, bo dosłownie parę uderzeń serca później zniknęli w tabunie innych walczących. Następnie przyszło mu mierzyć się z kremowo-białym kocurem. Z początku chciał bez zastanowienia rzucić się na jego grzbiet i rozorać go pazurami, jednak kocur ten do złudzenia przypominał mu Karasiową Łuskę. Czuł się więc trochę nieswojo, zadając mu kolejne ciosy.
    Zdawało się, że walka trwała w najlepsze, ale co jakiś czas uczniowi mignął gdzieś kot Klanu Nocy, który wycofywał się z pola bitwy. W momencie, kiedy do jego przeciwnika dołączyła jakaś uczennica, uznał, że najwyższa pora się ulotnić. Prychnął im tylko na pożegnanie i zbiegł z klifu, o mało co się nie przewracając. Chwilę potem usłyszał pełen wściekłości rozkaz swojej liderki, mówiący o powrocie do obozu. Biegnąc w stronę własnego terytorium oblizał resztki krwi przeciwników, która ciekła mu po brodzie. Z niepokojem uznał, że wydało mu się to aż nazbyt satysfakcjonujące.
~*~
Pierwszym, co zrobił po wejściu do obozu, było pognanie do legowiska medyka, nawet pomimo bólu w jednej z tylnych łap, który spowodowało ugryzienie jakiegoś Klifiaka. Oczywiście było kilkoro kotów z poważniejszymi obrażeniami, jednak nie przyszedł tam po leczenie. Chciał po prostu zobaczyć swoją matkę. Szylkretową pointkę ledwo było widać spod grubej warstwy pajęczyn. Tuż przy niej siedział Szakłakowy Cień. Gdzieś w głębi legowiska krzątał się już jasny kocur, którego oddał im Lisia Gwiazda. Gdy znowu poczuł w nozdrzach ostry zapach Klanu Klifu, coś w nim pękło. Powalił kocura i po chwili ich pyski dzieliła tylko długość mysiego ogona. Medyk syknął oburzony, jednak na Łososiowej Łapie nie zrobiło to wrażenia. 
    — Zrobisz wszystko, co w twojej mocy, żeby jej pomóc, rozumiesz? — wycedził, obnażając przy tym kły. 
    Płowy najwyraźniej uznał, że nie ma sensu kłócić się z takim furiatem, więc przytaknął. Mimo tego zapewnienia, Łososiowa Łapa nadal miał ochotę zatopić kły w jego gardle.
    Wtedy poczuł szarpnięcie za kark. Obejrzał się z gniewem, żeby dowiedzieć się, kto śmie odbierać mu możliwość poczucia na języku ciepłej krwi wroga. Napotkał jednak jedynie czuły, rozrzewniony wzrok Szakłakowego Cienia. Rozluźnił się i dał odciągnąć od płowego. Wydawało się, że ojciec chciał mu coś powiedzieć, jednak oparł tylko głowę na jego barku. Łososiowa Łapa siedział przez chwilę jakby otumaniony, jednak z upływen czasu tylko mocniej wtulał się w liliowe, puchate futro. Poczuł się bezbronny jak kociak. Mógł usłyszeć rytm dwóch bijących serc, jednak nie był w stanie odróżnić swojego od tego należącego do jego ojca. Zamknął oczy. Pozwolił, aby ciężka łza stoczyła się po jego pysku.

18 lipca 2020

Od Łososiowej Łapy

*wczesną jesienią*
- Nie mogłaś mnie tego nauczyć wcześniej? - bąkał kremowy kocur, kiedy chłodne wody rzeki obmywały mu łapy. Dzień był pochmurny i wietrzny, nie mógł nawet liczyć na to, że słońce trochę przygrzeje i ociepli wodę.
- Nie marudź - odparła Karasiowa Łuska. - Wcześniej może i było ciepło, ale ty byłeś zdecydowanie za słaby. Nurt porwałby cię szybciej, niż ci się wydaje.
Z tym argumentem trudno mu było dyskutować. Wciąż pamiętał pojedynek z Iskrzącą Łapą, w którym to przegrał z kretesem... Ale jeszcze kiedyś mu pokaże! Z drugiej strony, dobicie do brzegu chyba nie mogło być aż takie trudne. Mentorka wyprowadziła kocurka z wyspy i przywiodła na brzeg, niedaleko od kamieni, po których przeskakiwało się przez rzekę. Zielonooka kocica kazała mu pozostać na lądzie, a sama zanurzyła się w wodzie tak, że całe jej nogi i brzuch zniknęły pod powierzchnią.
- Zaczniemy od czegoś łatwego - zdecydowała. - Podejdź do mnie i nie daj się porwać po drodze - rzuciła z przekornym uśmieszkiem.
Uczeń po raz kolejny niechętnie zanurzył łapy w wodzie. Ku jego zaskoczeniu, tym razem nie było to już tak bardzo nieprzyjemne. Zebrał się w sobie i nie zważając na chłód, podszedł w kierunku kremowo-białej kotki, choć łatwo było zauważyć, że ten dystans zdecydowanie wolałby na przykład przelecieć. Położył po sobie uszy, dając wyraz irytacji, jaką powodowała u niego stawiająca opór woda. Czy chociaż ona nie mogłaby współpracować?
Zatrzymał się na kilkanaście kocięcych kroków przed miejscem, w którym znajdowała się Karasiowa Łuska.
- Umm... Karasiowa Łusko, nie czuję dna - rzekł, spodziewając się, że zbliża się nieuniknione.
- W tym rzecz, słońce. Podpłyń do mnie!
- Ale przecież jest strasznie zimno...
- Ty przynajmniej masz długie futro! Zimno to może być mi, kiedy słucham twojego marudzenia. Wskakuj i nie każ mi marznąć!
Pręgowany w odruchu zrobił krok do przodu i nietrudno się domyślić, że dobrze się to nie skończyło. Łapami rozpaczliwie próbował uratować się przed zanurzeniem głowy, ale woda pociągnęła jego puchatą postać w dół. Ciecz była wszędzie - a przynajmniej tak mu się wydawało, bo zdecydował się zamknąć oczy. Gdyby tylko mógł, uszy i nozdrza też chętnie by zamknął. Słyszał tylko własną, żałosną szamotaninę z siłami przyrody. No, być może również płynącą za nim Karasiową Łuskę, ale nie czuł się na siłach, aby teraz o niej myśleć. Rzeka zakręciła nim tyle razy, że nie był pewny, gdzie jest dół, a gdzie góra. Z tej nieprawdopodobnie dzielnej walki o życie, wyrwała go natomiast skała. Tak, dokładnie ta sama, po której skacze się, chcąc wydostać się z wyspy. I dokładnie ta sama, z której kiedyś ześlizgnął się do wody. Nie był więc przekonany, czy i tym razem kamień go nie zdradzi. Ostatecznie wczepił się jednak w niego pazurami, bo nie spodziewał się prędko innej deski ratunki. Kiedy już przekonał się, że skała nie zamierza go zrzucić, jedną łapą odgarnął mokre kępki sierści, które przysłaniały mu oczy. Zdecydowanie wolałby nie wiedzieć, kto nad nim stał. Równie dobrze mógłby się schować z powrotem pod powierzchnię.
- No cześć, Łososiu - miauknęła rozbawiona Pluskająca Łapa, która najwyraźniej czekała na mentorkę. - Nie sądziłam, że aspirujesz do zostania rybą.
Łososiowa Łapa miał ochotę pacnąć ją w ucho, ale szybko się opamiętał, kiedy na chwilę znowu stracił przyczepność.
- Nieważne! Jest z tobą Pstrągowa Gwiazda?
- Nie, jeszcze nie, ale zaraz powinna tu przyjść.
- Pomóż mi się wspiąć!
- Za późno, idzie tu! - wypowiedziała zduszonym szeptem i wcisnęła łososiową głowę pod powierzchnię wody. Ledwo zdążył nabrać powietrza. Tym razem spróbował otworzyć oczy, żeby wiedzieć, kiedy będzie mógł się wynurzyć. Trochę szczypało, ale to niewielka cena za możliwość zachowania reputacji w oczach liderki. Zauważył, że nad wodą pojawił się ogromny cień Pstrągowej Gwiazdy, która po chwili zniknęła po drugiej stronie kamieni. Na początku chciał gwałtownie się wynurzyć i szybko nabrał powietrza, ale zorientował się, że bura kocica na pewno by go wtedy usłyszała. Powoli wystawił więc łebek ponad powierzchnię i z trudem powstrzymywał się, aby łapczywie nie wciągnąć powietrza. Po chwili, ni stąd, ni zowąd, nad jego głową pojawiła się tylko trochę przemoczona, szczupła sylwetka Karasiowej Łuski, której udało się wyciągnąć ucznia na twardy grunt. Łososiowa Łapa cały dygotał, ale nie przeszkodziło mu to w zmierzeniu gniewnym wzrokiem swojej mentorki.
- No dobrze, powinnam być bliżej brzegu, kiedy wchodziłeś do wody - miauknęła niechętnie, ignorując wlepione w nią rozeźlone ślepia. - To trochę moja wina.
Kocur tylko burknął coś w odpowiedzi i wytrząsnął wodę z przylegającego mu do ciała futra.
- Słabo zaczęliśmy, na razie dam ci już spokój. Idź odpocząć, ale najpierw zajrzyj do legowiska medyka, niech ktoś da ci coś na te dreszcze. Jeśli wieczorem poczujesz się lepiej, zabiorę cię jeszcze na polowanie.
Łososiowa Łapa posłusznie kiwnął łbem. W sumie wizja wolnej reszty dnia nie prezentowała się teraz tak źle.
~*~
*tajm skip, nadal trwa jesień*
- Jesteś pewna, że tym razem to dobry pomysł? - Łososiowa Łapa sztywnym krokiem zaczął iść w stronę rzeki i po chwili zanurzył się już w wodzie. Zimna ciecz okrążała jego postać, jak gdyby nie stanowił dla niej żadnej przeszkody.
- Nie umrzesz od wejścia do wody, więc nie powinno być tak źle - skwitowała jego mentorka.
- I na pewno Pstrągowej Gwiazdy akurat nie ma w obozie?
- Tak, sprawdzałam dwa razy. Przestań biadolić, gdyby coś się działo, tym razem cię złapię.
Owszem, zanim Karasiowa Łuska ponownie dopuściła swojego ucznia do kontaktu z rzeką, na sucho sprawdziła jego umiejętności i szczegółowo poinstruowała, co powinien zrobić. Można więc powiedzieć, że Łososiowa Łapa nie był już tak całkiem zielony w kwestii pływania, jak poprzednio, ale wciąż targały nim pewne obawy o własne bezpieczeństwo. Tym razem jednak, kiedy stracił grunt pod nogami, zaczął przebierać łapami tak, jak na lądzie uczyła go mentorka. Ku jego zdziwieniu, nie poszedł na dno, ale nadal ciężko mu było poruszać się w pożądanym kierunku. Wydawało mu się, że próbował już wszystkiego - szybsze przebieranie łapami, dalsze wyciąganie tylnych nóg... W pewnym momencie nawet zdecydował się poddać prądowi, aby się przemieścić, jednak żadne z tych rozwiązań nie było dla niego w pełni zadowalające, mimo iż trenował przez dobre godziny.
- Zróbmy sobie krótką przerwę, bo jeszcze mi tu zemdlejesz - zarządziła kremowo-biała kocica.
Długowłosy kocurek wydostał się z rzeki i przysiadł na piaszczystym brzegu. Skierował spojrzenie na kotłującą się, ciemną wodę. Zobaczył w niej swoje odbicie, które skręcało i wiło się wraz z falistą powierzchnią wody.
- Aha! - Pomimo zmęczenia zerwał się na równe nogi, wprawiając Karasiową Łuskę w osłupienie. - Już wiem, co powinienem zrobić! Cały czas chciałem walczyć z rzeką, a chodzi o to, żeby dostosować się do tego, jakie możliwości akurat daje!
- Wiedziałam, że w końcu na to wpadniesz - zielonooka wojowniczka spojrzała na niego z dumą. - To jak, spróbujesz jeszcze raz?
- Pewno! - Łososiowa Łapa niemal natychmiast znów znalazł się w wodzie.
Ileż by dał, żeby tak przyjemnie pływało mu się od samego początku! Zaczął postrzegać wodę nie jako coś, co go ogranicza, teraz nie musiał aż tak mocno starać się, aby utrzymać się na powierzchni. Zrozumiał, że w walce z nią nie wygra, więc o wiele lepiej jest po prostu z nią współpracować. Teraz dopłynięcie z miejsca na miejsce nie było aż tak wielkim problemem. Kiedy szykowali się do powrotu do obozu, z pyska Łososiowej Łapy - oprócz sporadycznych kichnięć - wydobywało się jedynie pytanie, kiedy znowu pójdą popływać.
~*~
- Truskawkowa Łapo? - miauknął, zaglądając do legowiska medyków. Kiedy ujrzał sparaliżowanego kocura, kichnął, a następnie wyszczerzył zęby w lekko głupkowatym uśmiechu i zapytał: - Zostało ci jeszcze trochę wrotyczu?

02 lipca 2020

Od Łososiowej Łapy

~przełom lata i jesieni~

Łososiowa Łapa jadł właśnie śniadanie, ciesząc się ostatnimi promieniami złotego słońca. Zaczynały wiać coraz silniejsze wiatry i każdy rozumiał, że dni pory zielonych liści są policzone. Z żalem spojrzał na stertę zwierzyny i zdał sobie sprawę, że mimo iż upały niedługo przestaną mu tak dokuczać, to piszczki nie będą już tak dobrze odżywione. Do tego mieli naprawdę wiele kotów do wyżywienia, odkąd Pstrągowa Gwiazda sprowadziła Klan Lisa do obozu. Po tych rozmyślaniach, od razu nabrał chęci na polowanie, póki jeszcze jest na co. Po chwili uczeń usłyszał za sobą kroki. Odwrócił się i dostrzegł zbliżającego się do niego Szakłakowego Cienia.
- Cześć, Łososiowa Łapo - rzucił kocur i uśmiechnął się do syna. - Organizujemy patrol łowiecki, a Karasiowa Łuska podszepnęła mi, że chętnie z nami pójdziesz.
- Jasne! - ucieszył się kremus. Miał nadzieję, że uda mu się trochę popisać przed ojcem. - Tylko skończę jeść.
- Dobrze, ale pospiesz się. - Wojownik już miał odejść, ale rzucił jeszcze przez ramię: - Zanim przyjdziesz, zgarnij jeszcze kogoś z legowiska uczniów.
Łososiowa Łapa pokiwał głową i pochłonął posiłek tak szybko, jak umiał. Po chwili rozejrzał się po obozie w poszukiwaniu towarzysza. Najpierw chciał zabrać ze sobą Iskrzącą Łapę, ale chwilę później przypomniało mu się, że kocurek wyszedł już na trening ze swoim mentorem. W następnej kolejności pomyślał o swoich siostrach, ale Rzecznej Łapy najwyraźniej też już nie było w obozie, a Pluskająca Łapa szła na patrol graniczny z Pstrągową Gwiazdą, Pigwowym Kłem, Lodowym Szponem i Jaskrowym Pyłem, więc również odpadła. Nagle jego wzrok przykuła ładna, niebieska kotka, myjąca się przed uczniowskim legowiskiem. Nigdy w zasadzie nie rozmawiali, ale nigdy nie jest za późno, żeby zacząć, prawda? Dźwignął się na łapy i dziarskim krokiem ruszył w stronę uczennicy.
- Cześć Sasankowa Łapo! Idę na patrol łowiecki i zastanawiałem się, czy może też nie chciałabyś pójść.
Kotka przerwała pielęgnację futra i przez chwilę wpatrywała się w kocura z konsternacją, jakby nie była pewna, że ktoś coś do niej mówił.
- Pewnie... - Na jej pysku zaczęło malować się zakłopotanie.
- Łososiowa Łapo - dokończył za nią. W sumie to nie dziwił jej się, że nawet nie pamięta jego imienia.
- Musiałabym jeszcze zapytać Borsuczy Warkot, ale wątpię, żeby miał coś przeciwko... Poczekaj na mnie! - krzyknęła, oddalając się w  stronę legowiska wojowników. Po niedługiej chwili wystawiła łebek spomiędzy poskręcanych korzeni i miauknęła: - Zgodził się!
Uczniowie podreptali więc w stronę wyjścia z obozu, gdzie czekała reszta patrolu.
- Ja, Żółwi Brzask i Brzoskwiniowa Łapa ruszamy na granicę z Klanem Burzy - zakomenderował liliowy wojownik. - Zawilcowy Deszcz z Karasiową Łuską i Pędrakową Łapą niech zapolują w lesie. Łososiowa Łapo i Sasankowa Łapo, wy zostańcie nad rzeką i zapolujcie na ryby.
Pręgowany skrzywił się delikatnie. O ile już całkiem nieźle szło mu podkradanie się do gryzoni albo ptaków, o tyle siedzenie w miejscu bez ruchu mogło już być problematyczne. Karasiowa Łuska chyba też zwróciła na to uwagę, bo uśmiechnęła się do niego krzywo i wyszeptała coś w rodzaju "bądź silny". Po chwili koty wyruszyły w wyznaczone miejsca, a dwoje uczniów przycupnęło nad brzegiem rzeki. Łososiowa Łapa z całych sił starał się nie zbłaźnić przed starszą uczennicą, ale nie szło mu najlepiej. Usiadł tak, aby jego cień nie padał na wodę, ale nawet wtedy nic nie chciało do niego podpłynąć. Naprawdę próbował być cierpliwy, ale w pewnym momencie zapomniał się i z frustracją machnął puszystą kitą, płosząc tym samym niedoszłą ofiarę. Sasankowa Łapa nie wyglądała jednak ani na rozbawioną, ani na zirytowaną jego nieudolnymi próbami.
- Mi też na początku wszystkie uciekały - wyszeptała, aby nie spłoszyć ryb i uśmiechnęła się. - Nie martw się, na pewno niedługo coś wpadnie.
Kremowy był wdzięczny za słowa otuchy, ale z niedowierzaniem wpatrywał się w miejsce, gdzie powinien już leżeć stosik ryb. Niebieska bengalka złapała za to już trzy sztuki. Jak pokaże się ojcu bez choćby jednej, marnej rybki? Zawilcowy Deszcz na pewno go wyśmieje, a Karasiowa Łuska znowu walnie mu wykład na temat rzeki i różnych gatunków ryb, a tego szczerze by nie zniósł.
- Wiesz... - odezwała się nagle kotka. - Jeśli chcesz, to mogę ci oddać jedną. - Wskazała ogonem na swój stosik ryb.
- Poważnie? - spytał kocurek z niedowierzaniem. - Byłoby cudownie!
Na te słowa uczennica wzięła w zęby pokaźnego pstrąga i położyła u łap kolegi.
- Dzięki, Sasankowa Łapo. Mam u ciebie dług.
Sytuacja wyglądała teraz o niebo lepiej. Co prawda jedna rybka to wciąż nie było dużo, ale gdyby teraz ktoś miał wrócić, to w porównaniu do bengalki nie wyjdzie teraz na absolutnego nieudacznika. Miło z jej strony. Ze spokojną głową polowanie szło mu znacznie lepiej. Co prawda towarzyszka nadal go wyprzedzała w ilości złapanych ryb, ale kocur już nie martwił się tak bardzo. Kiedy obydwa stosy były już dosyć okazałe, uczniowie postanowili zrobić sobie krótką przerwę. Pogawędzili nieco, ale w pewnym momencie niebieska zwróciła wzrok z powrotem na brzeg. Łososiowa Łapa podążył za jej spojrzeniem i dojrzał mieniące się w słońcu, rybie łuski.
- Jakie śliczne! - miauknęła zachwycona Sasankowa Łapa  i potruchtała w ich kierunku.
Kocur musiał przyznać, że faktycznie było na czym oko zawiesić. Na początku udawał, że jakieś tam kolorowe łuski niespecjalnie go obchodzą, ale w końcu ciekawość zwyciężyła i podszedł bliżej. W cieniu wyglądały na bure, ale w słońcu migotały różnymi barwami. Chętnie poprzyglądałby im się jeszcze dłużej, ale po chwili na drodze prowadzącej do obozu pojawił się Szakłakowy Cień z całą resztą członków patrolu, których pyski wypełnione były przez rozmaitą zwierzynę. Siłą rzeczy, on i Sasankowa Łapa również musieli zabrać się ze zdobyczą do obozu. Po kilku spacerach w tę i we w tę, przenieśli wszystko. Łosoś jednak postanowił wrócić jeszcze nad rzekę.
- Sprawdzę, czy na pewno niczego nie zostawiliśmy - rzekł i w podskokach ruszył nad wodę. Chwilę krążył przy brzegu, póki nie znalazł tych błyszczących łusek, które oglądał razem z Sasankową Łapą. Zabrał jedną z nich i włożył między futro na piersi, modląc się, aby po drodze nie wypadła i lekko sztywnym krokiem powędrował z powrotem do obozu. Kiedy nareszcie znalazł się w legowisku uczniów, wyjął łuskę z futra i schował pod swoim posłaniem tak, żeby nikt tego nie zauważył. Ale była taka śliczna, że nie mógł się jej oprzeć! Zamruczał i położył się w legowisku. Cieszył się, że kotka pokazała mu to znalezisko. W zasadzie, to Sasankowa Łapa jest całkiem w porządku. Może jeszcze kiedyś powinien ją namówić na wspólne polowanie?

17 czerwca 2020

Od Łososiowej Łapy

Łososiowa Łapa wstał dziś cały podekscytowany. Miał po raz pierwszy potrenować walkę, ale to nie koniec rewelacji. Oprócz Karasiowej Łuski, miał mu towarzyszyć Iskrząca Łapa! Uczniowie nie posiadali się z radości. Przez ćwiczenia sporo czasu musieli spędzać osobno, a jeśli mieli coś robić razem, czy to na treningu, czy w wolnym czasie, na pewno będą się dobrze bawić. Mentor zielonookiego kocurka, Szczupaczy Grzbiet, stwierdzi, że rozbolał go nieco brzuch, więc poprosił Karasiową Łuskę, aby na dzisiaj przygarnęła jego terminatora. Kremowo-biała kotka udała się w stronę niewielkiej sadzawki, a za nią grzecznie podreptali dwaj uczniowie. Stopniowo zwiększali dystans na tyle, żeby móc swobodnie porozmawiać.
- Zobaczysz, jeszcze skopię ci zadek - powiedział półszeptem Łososiowa Łapa. 
- W twoich snach, rybia głowo - odparował Iskrząca Łapa ze śmiechem. - Załatwiłbym cię jednym pazurem.
- Tak? - spytał przekornie kremus. - Może jakiś mały zakładzik? Pod koniec treningu zawalczymy i  poprosimy Karasiową Łuskę, żeby nam sędziowała. Przegrany wyciąga starszyźnie kleszcze zamiast zwycięzcy przez pół księżyca.
- Stoi!
- Szybciej no, tam z tyłu - włączyła się kremowo-biała kotka. - Jak się nie pospieszycie, to zapuścicie korzenie,  a, ja was z ziemi wyrywać nie będę.
Uczniowie rzucili sobie wymowne spojrzenia i potruchtali w stronę Karasiowej Łuski. Zatrzymali się dopiero nad brzegiem oczka wodnego, gdzieś w lesie. Mentorka Łososiowej Łapy najpierw dowiedziała się, czego też Iskrząca Łapa się już nauczył, a następnie zwróciła się do własnego ucznia:
- Iskrząca Łapa trochę mi dzisiaj pomoże. Pamięta podstawy bardziej szczegółowo niż ja, dlatego słuchaj go uważnie, bo może to być dla ciebie cenna wiedza.
Chwilę później, zaprezentowała bursztynowookiemu stabilną pozycję, z której mógł zarówno atakować, jak i się bronić.
- Widzisz? - dopytywała. - Pazury mam wbite w ziemię. Zapewnia to większą przyczepność, ale łatwo można cię uszkodzić, jeśli się na ciebie wpadnie. Złamany pazur to nic przyjemnego, dlatego lepiej nie stosować tej sztuczki w dużych bitwach, a raczej w małych potyczkach, gdzie można łatwo śledzić położenie przeciwników.
~*~
Trening zdawał się ciągnąć bez końca, ponieważ obydwaj terminatorzy nie mogli się doczekać pojedynku. Karasiowa Łuska - w ramach popisu - pokazała swojemu uczniowi kilka cięć oraz nauczyła prostych uników. Podczas ćwiczeń Łososiowa Łapa zauważył również, że ilekroć Iskrząca Łapa chce a wybić się w górę, kładzie uszy do tyłu. Taka wiedza mogła mu się przydać, jeśli miał go pokonać. Szczerze mówiąc, widząc umiejętności przyjaciela, zaczynał trochę żałować, że założył się o aż pół księżyca, zamiast o kwartę. Był ciekaw, czy on sam też ma jakiś odruch, który Iskrząca Łapa mógłby wykorzystać przeciwko niemu.
<Iskrząca Łapo? Wynik pojedynku powierzam twojej klawiaturze ❤>

Od Łososiowej Łapy

- To jak? Dzisiaj wreszcie zapolujemy? - dopytywał się ciekawsko Łososiowa Łapa, kiedy razem z Karasiową Łuską przekraczali rzekę.
- Być może - odparła mentorka przekornie. - A zaniosłeś jedzenie Słodkiemu Językowi i Truskawkowej Łapie?
- Owszem. - Kocurek wyprostował się dumnie.
- W takim razie zobaczymy. - Uśmiechnęła się, widząc zabawny grymas na pysku swojego ucznia.
- Hej! Przecież jest tak wcześnie... A ja przyszedłem punktualnie i zrobiłem co mi kazałaś. Miejże serce! - westchnął teatralnie.
- No już, niech ci będzie. - Karasiowa Łuska przewróciła oczami i zaczęła mówić w przerysowany sposób. - Znaj me dobre serce, malućki.
Kremowy prychnął i podążył za mentorką na łąkę, leżącą pod lasem. Dobrze, że słońce jeszcze nie szczytowało, bo chyba ugotowałby się żywcem w tych swoich długich kłakach. Mentorka poprowadziła Łososiową Łapę pod drzewo i usadowiła się na leżących na ziemi igiełkach.
- Zgadnij, co będzie teraz. - Zielonooka wymownie spojrzała na kocura.
Łososiowa Łapa nie musiał zgadywać. Wiedział, że kocica odpyta go z teorii. Cóż za niewyobrażalne szczęście, dosłownie nic lepszego nie mogło mu się przytrafić. Co prawda z początku starał się skupiać na treningach bardziej na praktycznej stronie ćwiczeń, ale szybko zorientował się, że takie postępowanie nie miało za wiele sensu, ponieważ kremowo-biała pytała go wyrywkowo ze wszystkiego, co mu tłumaczyła, a wszystkie braki uzupełniała... kolejnymi wykładami, a jakże. Nawet nie czekając na pytanie, Łosoś jednym tchem wyrecytował:
- Mysz usłyszy nas szybciej, niż zobaczy, dlatego trzeba stąpać bardzo lekko i ostrożnie, ciężar ciała utrzymujemy na tylnych łapach, nie oddychamy za głośno, nasłuchujemy, póki mysz nie znajdzie się w zasięgu wzroku i zabijamy ją jednym, zdecydowanym ruchem, bo inaczej może zwiać.
- No i brawo - miauknęła zadowolona. - A teraz ruszaj, bo wszystkie ci się pochowają, jak słońce wzejdzie trochę wyżej. Ja też zapoluję i widzimy się pod tym drzewem o porze wysokiego słońca.
Uczeń już nie za bardzo przysłuchiwał się słowom kocicy, dodatkowo zniekształconych przez wiejący wiatr. Czuł radosne podniecenie przeszywające całe jego ciało. Wreszcie zapoluje sam! Co prawda wcześniej Karasiowa Łuska przyniosła mu już kiedyś jedną czy dwie ranne myszy, aby to na nich poćwiczył polowanie, ale teraz to było co innego! Ciekawe, jak to jest poczuć smak krwi swojej pierwszej upolowanej zwierzyny... Łosoś znowu z wizualizował sobie, jak brawurowo podkrada się do myszy i zadaje jej śmiertelne ugryzienie. Z rzeczywistością miało to jednak niewiele wspólnego. Przez cały ten entuzjazm, serducho waliło mu jak młot. To przełożyło się na szybszy i głośniejszy oddech, a z kolei przez niego mysz szybko zdała sobie sprawę z obecności drapieżnika i uratowała się bezzwłoczną ucieczką. Druga zdobycz najwyraźniej musiała poczuć wibracje, bo choć terminator był pewien, że nie wydał najcichszego dźwięku, gryzoń znowu się mu wymknął, zanim znalazł się w zasięgu kocich pazurów. Pech - tłumaczył sobie kremus. Z tyłu jego głowy zaczęły się jednak kłębić wątpliwości. Może polowanie to nie jego mocna strona? A może za mało czasu poświęcił na trening? A może po prostu jest życiowym niedorajdą, skoro nie potrafi przechytrzyć tępej myszy! Potrząsnął łebkiem, żeby odpędzić od siebie te myśli. Przecież wiedział, co i jak ma robić. Upoluje coś. Nagle usłyszał szelest pośród wysokiej trawy, a tuż za nim pojawiła się Karasiowa Łuska. O mało nie wyskoczył ze skóry.
- Wiesz, jaki jest twój problem? - spytała. - Za bardzo skupiasz się na celu, zamiast na własnych akcjach. Nie próbuj mi udowodnić, że umiesz polować. Po prostu poluj! - Uśmiechnęła się życzliwie i nie czekając na odpowiedź, znowu zniknęła w trawie.
Łososiowa Łapa musiał przyznać, że słowa kotki dodały mu nieco otuchy. Powtarzał sobie w myśli jak mantrę, że to tylko trening i nikomu nie musi nic udowadniać, jednak teraz, jak na złość, nie mógł znaleźć nawet pojedynczej myszki. Szlajał się przez jakiś czas po łące i na skraju lasu, lecz
nic nie znalazł. W pewnym momencie po prostu się położył.
- Tak, wygrałyście, wy przeklęte gryzonie. Możecie mnie pożreć, czekam - mruknął, moszcząc sobie legowisko pomiędzy trawami. Leżał tak przez jakiś czas, kiedy do jego uszu dotarł cichutki pisk. Słońce było już dość wysoko, więc Łososiowa Łapa wolał raczej spać, aniżeli zaprzątać sobie głowę polowaniem, ale kiedy myszka znalazła się na długość ogona przed nim, nie wahał się. Szybko podniósł się z wygniecionego legowiska i równie prędko uśmiercił zwierzątko. Gorąca krew ofiary spływała mu z pyska cienką strużką. Co za genialne uczucie! Kiedy ochłonął, przyjrzał się upolowanej zwierzynie. Była raczej przeciętnych rozmiarów, być może nawet lekko żylasta. On jednak na to nie zważał. Przyniesie ją do obozu i wrzuci na stos zwierzyny z dumą.

15 czerwca 2020

Od Łososiowej Łapy

~dzień pierwszego treningu~
Łososiowa Łapa prawie nie spał dzisiejszej nocy. Nie to, że się bał. Przecież prawdziwy wojownik powinien zaglądać strachowi głęboko w oczy! Kremus był po prostu niezwykle podekscytowany. W nocy co i rusz kierował spojrzenie w stronę wejścia do legowiska, żeby przekonać się, czy przypadkiem blade promyki nie przedostają się już przez mrok. Można sobie więc wyobrazić, jakże zawiedziony był, gdy już któryś raz z kolei otwierał oczy, a widział tylko ogarniającą wszystko i wszystkich ciemność. Zdążył się zdrzemnąć dopiero nad ranem, a jego sen - choć głęboki - był pełen dziwnych i niezrozumiałych kształtów i odgłosów. Kiedy nareszcie się przebudził, z przestrachem zauważył, że nie tylko słońce już dawno wstało, ale uczniowskie legowisko niemal opustoszało. Czemu nikt go nie obudził? Zdecydował, że teraz nie będzie marnować czasu na czynności tak zbędne, jak czyszczenie futra i z prędkością wiatru wybiegł na zewnątrz. Pech chciał, że z impetem wpadłby wprost na pysk Karasiowej Łuski, która najwidoczniej już znudziła się czekaniem i chciała osobiście stawić się po ucznia, gdyby tylko nie zrobiła kroku w bok. Kocurek stracił równowagę, podejmując rozpaczliwą próbę wyminięcia mentorki. Kotka kucnęła, więc łeb pręgowanego nie ucierpiał, jednak po chwili przekoziołkował nad jej grzbietem i wylądował brzuchem do góry. Fenomenalnie.
Kremowo-biała kocica zmierzyła go uważnym, zirytowanym spojrzeniem.
‑ To jak, idziesz, czy wolisz obrosnąć mchem? - mruknęła niezadowolona, wylizując się pobieżnie w miejscu, gdzie rozpędzona kocia torpeda zmierzwiła jej futro. Łososiowa Łapa na początku uśmiechnął się głupawo, ale kiedy zauważył, że wyraz pyska mentorki nie złagodniał, postanowił obrać inną strategię.
‑ Bardzo przepraszam, Karasiowa Łusko - miauknął z udawaną skruchą, wlepiając wzrok w ziemię. - To się więcej nie powtórzy, obiecuję.
Kotka przewróciła oczami, ale już chwilę później prowadziła swojego ucznia w stronę wyjścia z obozu. Łosoś odetchnął z ulgą. Udało mu się wykaraskać. Dobrze, że w pobliżu nie było Pstrągowej Gwiazdy albo Aroniowego Podmuchu, bo chyba spaliłby się ze wstydu. Karasiowa Łuska pewnie i tak niedługo o tym zapomni.
Kotka zgrabnie skakała z kamienia na kamień podczas przekraczania rzeki, jednak młodemu terminatorowi sprawiło to nieco więcej trudu. Miał ochotę przywrzeć do największego kamienia, jaki znajdzie i nie ruszać się z niego ani na krok.
‑ Hej, suchołapy! - krzyknęła Karasiowa Łuska z pewną dozą sympatii. - Jak się zaraz nie ruszysz, to zmyje cię rzeka i tyle cię widzieli!
Suchołapy? Uczeń wlepił spojrzenie w nieco mętną wodę. Co to, to nie! Nie pozwoli, żeby jakiś nędzny strumyczek zrujnował mu reputację.
‑ Już idę!
Napiął mięśnie i skoczył. Był tylko jeden szkopuł - kiedy próbował wylądować na obmywanym wodą kamieniu, ześlizgnął się z jego powierzchni i cały jego zadek wylądował w wodzie. Karasiowa Łuska próbowała udawać powagę, kiedy szła mu na pomoc, ale kremus dostrzegł, jak jej wąsy drgają z rozbawienia. Wyjść na kretyna i boimyszkę na pierwszym treningu, tylko tego mu brakowało. Jeszcze jej pokaże, że nie boi się wody.
‑ To... czym się dziś zajmiemy?
‑ Pewnie przydałaby się lekcja pływania - zażartowała zielonooka, ale potem dostrzegła grymas na twarzy kocurka. ‑ Oj, nie martw się. Jeszcze zdążę cię tego nauczyć. Najpierw przerobimy polowanie w teorii, a potem pozbieramy mech do legowiska starszyzny.
‑ Mech? - zdziwił się Łososiowa Łapa. ‑ Nie moglibyśmy zapolować od razu?
‑ Musisz być bardziej cierpliwy i punktualny - skwitowała kremowo-biała. - Po pierwsze nic jeszcze nie umiesz, więc prędzej przepłoszyłbyś zwierzynę, niż cokolwiek złapał. Po drugie w środku dnia może być ciężej coś znaleźć. Zwierzyna nie lubi upału. Jeśli chce się polować, trzeba wstawać trochę wcześniej.
Po chwili kocica doprowadziła go na skraj lasu, wcale nie tak bardzo oddalony od obozu. Ten zaciszny zakątek okazał się doskonałym miejscem do ćwiczeń, bo nie dość, że drzewa chroniły przed słońcem, można było trenować bez poczucia, że ktoś cię obserwuje. No, może poza mentorem. Karasiowa Łuska pokazała Łososiowej Łapie, jak należy zakradać się do myszy. Co prawda niby jej słuchał, ale wciąż uciekał myślami do wizji, w której sam zasadza się na zwierzynę i zadaje śmiertelne ugryzienie... Z rozmyślań wyrwał go dopiero głos kotki.
‑ No, teraz ty spróbuj.
Psiakość. Trzeba było słuchać uważniej.
Pręgowany niezgrabnie spróbował odtworzyć pozycję zaprezentowaną mu przez wojowniczkę, ale szło mu - delikatnie mówiąc - miernie. Co prawda Iskrząca Łapa już kiedyś mu ją pokazywał, ale Zawilcowy Deszcz bezceremonialnie im wtedy przerwała. Obecnie wyglądał bardziej, jakby szykował się do zwrócenia kłębka sierści, aniżeli upolowania myszy. Kremowa bicolorka poprawiała go, jak umiała, ale ostatecznie stwierdziła, że jeszcze nad tym popracują. Udali się nieco głębiej w las, aby odnaleźć najbardziej obrośnięte mchem drzewa. Kotka poleciła terminatorowi formować znaleziska w zbite kulki.
‑ Porażająco nudne zajęcie - zagaił bursztynowooki, kiedy jedna z jego kulek trzeci raz się rozpadła.
‑ Zdziwiłbyś się, ile może cię to nauczyć. Podziękujesz mi, kiedy już będziesz mistrzowsko posługiwał się pazurami - miauknęła.
Łosoś skupił spojrzenie na swojej łapie z wyciągniętymi pazurami. Ta czynność naprawdę miała go czegoś nauczyć? Był przekonany, że zbieranie mchu to po prostu jego psi obowiązek, jako nowego ucznia. Fajnie, że kryło się za tym coś więcej. Po skończonym lepieniu kulek, trzeba było jakoś przetransportować je do obozu. Karasiowa Łuska zaproponowała, aby nieść jedną w pyszczku i jedną pod brodą i wracać się tyle razy, ile będzie to potrzebne. Łosoś wpadł jednak na inny pomysł.
‑ A gdyby tak wziąć jedną do pyska, jedną pod brodę, a kilka nabić na pazury? - spytał z nadzieją. Karasiowa Łuska spojrzała na zlepione kulki, jak gdyby rozważała ten pomysł, aż w końcu przemówiła:
‑ Nawet jeśli, to i tak nie zabierzemy się ze wszystkim naraz, ale to nabicie na pazury wcale nie jest takie głupie. Możesz spróbować, ale jeśli pazury zaczną cię boleć, lepiej po prostu zacznij toczyć ten mech.
Kocurek skinął głową z entuzjazmem. Może i będzie musiał tu wracać, ale odjął sobie przynajmniej odrobinę nadprogramowego dystansu. Na początku próbował nabijać po trzy kulki na łapę i normalnie stawiać kroki. Kiedy jednak po drodze mech nieco się zgniótł, postanowił pozostawić go tylko na jednej łapie, podkulić ją i pokuśtykać do brzegu. Wszystkie pięć kulek bezpiecznie trafiło na miejsce. W takim tempie na pewno upora się z zadaniem znacznie szybciej. Kiedy przenosił zebrany mech przez rzekę, wciąż był trochę niepewny, skacząc po kamieniach, ale z każdym nowym susem czuł, że idzie mu coraz lepiej. Kiedy właśnie kończyli ostatni kurs, w wejściu do obozu minęli się z Szakłakowym Cieniem.
‑ Świetnie się dzisiaj spisałeś, Łososiowa Łapo - naumyślnie miauknęła nieco zbyt głośno Karasiowa Łuska. Kocurek od razu zauważył ciepłe, dumne spojrzenie ojca.
‑ Dzi-dziękuję - odparł nieco speszony.
‑ Zanieś ten mech do legowiska starszyzny. A potem idź coś zjedz, bo zaraz padniesz. Cały dzień bez śniadania!
Kiedy Łososiowa Łapa przeniósł już cały ładunek, wściubił łeb do legowiska starszych i przywitał się grzecznie. Wśród korzeni znajdowała się szylkretka o krótkich nóżkach i śpiąca biała kotka, której futro poprzecinane było wieloma bliznami.
‑ Dzień dobry, Oszroniony Płatku - wyszeptał.
- Dzi-dzień do-dobry, ko-ko-kochany.
Już miał zabrać się za wymianę starego posłania, kiedy to biała kotka przewróciła się na drugi bok, ukazując młodemu uczniowi kikut zamiast łapy, który do tej pory skrywała pod ogonem. Zrobiło mu się żal kotki, co najwyraźniej wymalowało mu się na pysku, bo Oszroniony Płatek miauknęła cicho:
‑ Szkod-szkoda jej, c-co? T-ta-taka mło-młodziutka, a już-już u sta-star-starszych.
Kremus nie odpowiedział. Zastanawiał się, jak musi wyglądać codzienna egzystencja z tylko trzema łapami. To musiało być straszne, zawsze jesteś od kogoś zależny. Szybko opuścił więc legowisko starszyzny i udał się po posiłek, który zaczął zajadać na brzegu rzeki. Miał nadzieję, że jutro zajmą się z Karasiową Łuską czymś bardziej poważnym, o ile tylko rano będzie mógł coś zjeść. Już nigdy nie wyjdzie z obozu na pusty żołądek.

04 czerwca 2020

Od Łososia (Łososiowej Łapy)

~podczas mianowania uczniów~

Działo się. Wraz z siostrami stał właśnie w centrum obozu, skupiały się na nich dziesiątki ciekawskich oczu. Szałwiowa Chmura spoglądała na nich przyjaźnie, leżąc w wejściu do żłobka, uczniowie obserwowali ich bacznie, jak gdyby próbowali ocenić, na ile takie smarki jak oni dadzą sobą rządzić, a Pstrągowa Gwiazda miała pojawić się lada moment. Matka wygładzała mu jeszcze pobieżnie futro na grzbiecie w najtrudniej dostępnych miejscach. Z czasem udało mu się ją przekonać, że jest już wystarczająco ulizany, jednak nie przyszło mu to łatwo. W chwili, kiedy Śledziowe Futro nie patrzyła, otrząsnął się, jakby wyszedł z wody. Teraz wyglądał znacznie bardziej przyzwoicie. Śmiechy i rozmowy umilkły, kiedy w miejscu przemówień pojawiła się potężna sylwetka przywódczyni. Kocurek nie wiedział, jak dokładnie wyglądają lwy, ale gdyby miał zgadywać, powiedziałby, że nie różnią się zbytnio do Pstrągowej Gwiazdy. Przywódczyni zmierzyła ich spojrzeniem. Kremowy mógłby przysiąc, że kryje się w nim cień zadowolenia. Kiedy jednak skierowała wzrok konkretnie na niego, poczuł całą odpowiedzialność, jaka teraz na nim ciąży. To już nie zabawa. Od jutra zacznie się ciężka praca.
‑ Od dziś do przyjęcia imion wojowników, będziecie zwać się Pluskającą Łapą, Łososiową Łapą oraz Rzeczną Łapą ‑ miauknęła donośnie bura kotka.
Łososiowa Łapa... Kocurek napawał się chwilę dumnym brzmieniem swojego nowego imienia, jednak szybko wrócił do rzeczywistości. Uderzyła go teraz jedna niewiadoma, na którą przez całe to podekscytowanie przestał zwracać uwagę. Kto będzie go szkolił?
‑ Karasiowa Łusko, wystąp. ‑ Łososiowa Łapa zastrzygł uszami na dźwięk tego imienia. Kojarzył kotkę tylko z widzenia, ale wyglądała całkiem przyjaźnie. Na pewno jakoś się dogadają! Przeszedł go dreszcz, kiedy dotknął nosa mentorki, która po chwili uśmiechnęła się do niego życzliwie. Niedługo potem Klan Nocy zaczął entuzjastycznie skandować nowe imiona rodzeństwa. Łososiowa Łapa postanowił nacieszyć się tym w pełni. Następnym razem będą wiwatować na jego cześć dopiero, kiedy zostanie wojownikiem. A szkoda, bo w sumie mógłby do tego przywyknąć...
‑ Gratulacje, Pluskająca Łapo i Rzeczna Łapo! ‑ miauknął zadowolony, wypowiadając imiona szylkretowych kotek. Rzeczną Łapę miała trenować Owcze Futerko, natomiast Pluskającą Łapę miała szkolić sama Pstrągowa Gwiazda. Ta to ma szczęście! Musiał sam przed sobą przyznać, że był trochę zazdrosny, ale nie zamierzał tego okazywać siostrze. Niech obydwie wiedzą, że cieszy się razem z nimi.
Cała ceremonia była naprawdę zajmująca, ale świeżo upieczony uczeń nie mógł się już doczekać chwili, kiedy obejrzy swoje nowe legowisko. Spędził jeszcze chwilę z rozanielonymi Śledziowym Futrem i Szakłakowym Cieniem, wysłuchując ich gratulacji oraz dumnych pomruków. Następnie pożegnał się z Karasiową Łuską i z impetem popędził do uczniowskiego legowiska, ścigając się z Iskrzącą Łapą. Niektórzy uczniowie zaraz po mianowaniu wyszli na własne treningi, toteż choć zostało ich niewielu, w środku wciąż było dosyć ciasno. Łososiowa Łapa zmierzył spojrzeniem pozostałych terminatorów - większość uśmiechała się przyjaźnie z wyjątkiem kilku Lisiaków... W środku panował wręcz skwar, a słońce nawet nie było u szczytu nieba. Uczeń pomyślał przez chwilę, że chyba jednak lepiej byłoby sobie wyrwać całe futro niż gotować się tam żywcem.
‑ Pokazać ci, gdzie śpię? ‑ spytał wesoło cynamonowy towarzysz Łososiowej Łapy.
‑ Jasne!
Lepiej będzie teraz zająć myśli czymś innym, niż gorącem pory zielonych liści. Iskrząca Łapa poprowadził go w jeden z kącików legowiska, gdzie znajdowało się jego posłanie wyłożone pierzem, mchem i liśćmi różnego rodzaju. Kremowy rozejrzał się i po chwili poszukiwań dostrzegł dwa wolne miejsca w pobliżu Gruszkowej Łapy - kojarzył kocura, czasami przynosił im jedzenie, kiedy jeszcze mieszkali w żłobku. Skinął mu przyjaźnie i rozłożył się na całej wolnej przestrzeni.
‑ Chyba będzie potrzebne jeszcze jedno posłanie ‑ mruknął do przyjaciela, przekręcając się z boku na bok. ‑ A może dwa...
‑ Jeśli chodzi o waszą trójką ‑ miauknął nieśmiało Iskrząca Łapa ‑ to możesz się nie martwić. Zaklepałem już jedno! Ty i Pluskająca Łapa możecie spać tam, a Rzeczna Łapa tutaj obok.
Łososiowa Łapa leniwie rozchylił powieki, leżąc brzuchem do góry i wciąż zajmując dwa legowiska.
- Ty to masz łeb... - mruknął zrelaksowany. Całe to uczniowanie może być całkiem zabawne.

26 maja 2020

Od Łososia (Łososiowej Łapy) CD Rzeki (Rzecznej Łapy)

Kocurek podniósł wzrok na stojącą obok siostrę. Wąsy zaczęły mu drgać na wzmiankę o jakiejś pozażłobkowej aktywności. Niby nikt nie pozwalał im wychodzić, ale przecież nie mogą uszkodzić się we własnym obozie! A obecność Lisiaków? Proszę! Sami daliby sobie z nimi radę, a nawet jeśli nie, to przecież w obozie jest pełno wojowników, którzy na pewno z chęcią im pomogą. W razie czego wystarczy tylko wydać kilka pisków i zaraz pojawi się wokół nich pełna obstawa. Łosoś wstał i zbliżył się do Rzeki na tyle, żeby Śledziowe Futro ich nie usłyszała.
- Masz jakiś plan? - wyszeptał podekscytowany.
- Prawie - miauknęła szylkretowa i zaczęła wodzić wzrokiem po przechadzających się po obozie kotach, krzywiąc pyszczek. - Ta szlajająca się zgraja to chyba nasz największy problem.
Wtedy do małego, łososiowego łebka wpadł pewien pomysł. Skierował połyskujące entuzjastycznie ślepia w stronę Plusku, która wciąż siedziała z podwiniętymi pod siebie łapami. Musiała zauważyć, że kocurek na nią patrzy, bowiem również na niego spojrzała, ale szybko odwróciła wzrok.
- Pluskuuuuś... - przeciągnął jej imię, mając nadzieję, że dzięki temu nada wypowiedzi więcej słodyczy. Wtedy obydwie siostry spojrzały na niego z konsternacją.
- Niech lepiej nigdzie nie idzie! - syknęła Rzeka na wspomnienie ostatniego incydentu.
- Nie o to chodziło! Przecież Pluskwa koleguje się z tym całym Pigwowym Zębem, nie? Mogłaby go wkręcić w pomaganie nam.
- Pigwowym Kłem! - poprawiła pręgowanego Plusk.
- Nieważne! Dałabyś radę załatwić nam przechadzkę po obozie?
- Zaraz, zaraz - wtrąciła się Rzeka, wydymając policzki. - Niby po co nam jakiś nadzorca? Chyba nie chcesz się go trzymać jak rzep psiego ogona?
- W tym cała sztuka! - Łosoś upewnił się, słyszą go tylko Rzeka i Plusk. - Jak już nas stąd wyprowadzi, wymkniemy się mu! Zawsze moglibyśmy pójść do taty, ale jak tylko straciłby nas z oczu, od razu powiedziałby mamie i byłby niezły raban. Tak będzie bezpieczniej, bo Pigwowy Kieł najpierw sam próbowałby nas szukać, żeby nie dostać ochrzanu, że nas zgubił.
Rzeka pokiwała głową. Brat i siostra zwrócili wyczekujące spojrzenie w stronę Plusku. Kremowemu kocurkowi nie wydawało się, aby spodobał jej się ten plan. Faktycznie, może byłoby to trochę nieuprzejme z ich strony, ale przecież wróciliby do niego, zanim zdążyłby zauważyć. A nawet jeśli, to co? Trochę by się pomartwił, ale znalazłby ich w jednym kawałku. Plusk wciąż się namyślała, ale w końcu liliowa szylkretka zaczęła niespokojnie machać kitą.
- To jak? - spytała z niecierpliwością, zwracając się do siostry. - Wchodzisz w to?
<Plusk? Rzeka?>

21 maja 2020

Od Łososia

Mama nie pozwoliła im wychodzić ze żłobka. Trzy kociaki siedziały więc skulone tuż u wejścia do legowiska. Ciekawskie spojrzenie Łososia utkwione było w wejściu do obozu, w którym z czasem pojawiła się umięśniona sylwetka burej przywódczyni. Miała potargane, pokryte pyłem, kurzem i krwią - zapewne nie tylko swoją - futro, widocznie odbijało się na niej zmęczenie, ale była żywa, a co więcej - wyszła z tej akcji zwycięsko! Bratanek Pstrągowej Gwiazdy nie mógł się napatrzeć, jak potężna kocica nadzorowała prowadzenie więźniów, a żaden z nich nie odważył się nawet spojrzeć prosto w jej stronę. Co za potęga! Pstrągowa Gwiazda musi być naprawdę odważna, skoro tak szybko wyeliminowała część potencjalnych wrogów. Przez chwilę obserwował zrezygnowane i obolałe koty Klanu Lisa z triumfem, jakby to on sam stawił im czoła, póki nie zauważył, jak wojownicy wnoszą do obozu bezwładne, sponiewierane ciała kilku Nocniaków: Karpiej Płetwy, Szopowego Ogona oraz jakiegoś rudego kocura z białymi łatkami na ogonie, na piersi i pod okiem, którego imienia pręgowany niestety nie znał. Nie przeszkodziło mu to jednak w odczuciu sporego szoku. Te zimne, puste oczy, nie wyrażające sobą zupełnie nic, matowa, wyrwana gdzieniegdzie sierść oraz krwisty ślad, jaki za sobą zostawiały te pogruchotane trupy wspaniale zobrazowały mu, jak wygląda wojna. Nie wiedział jednak, czy chciał to widzieć. Może jeszcze nie teraz. A może i tak nigdy nie byłby gotowy na tak makabryczny widok? Po chwili zauważył, że zjeżyło mu się futro, a on sam drży na całym ciele, więc prędko potrząsnął łebkiem, aby odpędzić od siebie nazbyt silne emocje. Znów rozejrzał się po pyskach własnego klanu i chyba jeszcze nigdy tak się nie cieszył, widząc Szakłakowego Cienia. Co prawda miał kilka mniejszych i większych ran, ale nie na tyle poważnych, aby bardzo się o niego martwić. Kociak miał tylko nadzieję, że za bardzo nie bolą. Miał nawet ochotę po prostu do niego pobiec i pomóc w jakikolwiek sposób, ale czujne spojrzenie Śledziowego Futra skutecznie utrzymało go w kociarni. Na początku obecność obcych w pobliżu nieco niepokoiła kocurka, ale przecież Pstrągowa Gwiazda na pewno wie, co robi. Dobry przywódca stawia dobro swojego klanu na pierwszym miejscu, więc dlaczego teraz miałoby być inaczej? Z pewnością nie zadziałaby na ich szkodę. Sam chętnie skopałby kilka lisich zadków. Ten ponoć najlepszy w życiu okres dzieciństwa zaczynał mu się niemiłosiernie dłużyć. No bo ile można spacerować w tę i z powrotem po znanym od urodzenia obozie? Ile można leżeć plackiem i nie móc samemu o siebie zadbać? Już od dawna wizualizował sobie wspólne polowania, patrole i treningi z Pluskiem, Rzeką i Iskrzącą Łapą, od którego też na pewno sporo się nauczy. Oby tylko ten nieszczęsny księżyc zleciał jak najszybciej.

<Plusk? Rzeka? Albo ktoś w ogóle niepowiązany? Jak komuś się chce, to można odpisać -w->

14 maja 2020

Od Łososia

~niedługo po mianowaniu Iskierka na ucznia~

- Tylko nie siedź tam za długo! - krzyknęła Śledziowe Futro za radośnie wybiegającym z legowiska synem.
- Dobrze! - wrzasnął przez ramię Łosoś, choć zdawać się mogło, że ten prosty komunikat puścił mimo uszu. Pierwszy raz był sam! Bez Plusku i Rzeki, bez Śledziowego Futra i Szakłakowego Cienia stojących mu nad głową! Mógł robić wszystko i iść gdziekolwiek by zechciał. Tak czysto teoretycznie, bo wszechobecni w obozie wojownicy i uczniowie mogli skutecznie utrudnić mu to zadanie. Chwilę plątał się między korzeniami wierzby oraz łapami przypadkowych kotów, aby w końcu przysiąść elegancko przy stercie zwierzyny i czekać na powrót Iskrzącej Łapy z treningu. Szczerze mówiąc, trochę brakowało mu kolegi w żłobku. Zwłaszcza w momentach, kiedy akurat pokłócił się z Rzeką, a takich momentów było całkiem sporo. Chciałby już być uczniem!
Wtedy spomiędzy poskręcanych, wierzbowych korzeni wychynął srebrny łebek Szopowego Ogona, a tuż za nią dumnie kroczył Iskrząca Łapa. Jego ogon był wysoko uniesiony, a wąsy drgały beztrosko. Łosoś natychmiast zerwał się na swoje jeszcze stosunkowo krótkie łapki i podbiegł do przyjaciela z błyskiem w oku.
- I jak było? Co robiłeś? Złapałeś coś? - miauknął i zaczął przebierać łapkami z podekscytowania.
- Kiedy poszliśmy na łąkę - zaczął, uśmiechając się promiennie, młody uczeń - Szopowy Ogon pokazała mi całe stado wróbli! Chciała złapać jednego, ale nie udało się jej, więc pozostałe się spłoszyły i odleciały... Ale to nie wszystko! Widzieliśmy z daleka jakiegoś Dwunoga! A, no i Szopowy Ogon pokazała mi jedną pozycję łowiecką, ale mówiła, że jeszcze nad tym popracujemy.
Wtedy kocurek przykucnął i zaczął się skradać wokół Łososia. Wyglądało to trochę zabawnie, jak czasami nieporadnie się potykał, ale robił to z takim skupieniem, że szybko udzieliło się ono synowi Śledziowego Futra. Przekręcił pociesznie łebek i po dłuższej chwili przyglądania się uczniowi, sam upadł do przysiadu łowieckiego.
- W ten sposób?
Zadek miał wyżej, niż głowę i raczej ciężko byłoby mu się wybić z pozycji, którą zaprezentował, ale razem z Iskrzącą Łapą skorygowali te błędy na tyle, na ile sami potrafili. Nie minęło dużo czasu, zanim nie zaczęli bawić się w zapasy pod uczniowskim legowiskiem. Wtedy, wygrzewająca się w jednym z nikłych, bladziutkich promieni słońca Zawilcowa Łapa, przemówiła:
- Jeśli nasi wojownicy skradaliby się do zwierzyny tak, jak wy dwaj, wszyscy umarlibyśmy z głodu - prychnęła i jakby nigdy nic zaczęła myć swoje łapy.
- To możesz pokażesz nam co umiesz, mysi móżdżku! - wypalił bez namysłu Łosoś, bijąc ogonem na boki. Przecież na pewno nie zrobi tego lepiej! Tymczasem szylkretowa kotka nieśpiesznie wstała i rzeczywiście zgrabnie zaczęła przekradać się między korzeniami. Kremowy kocurek zauważył, że Iskrząca Łapa skulił się trochę i położył po sobie uszy. Wyglądał, jakby było mu wstyd.
- Teraz wreszcie rozumiecie o co chodzi? - prychnęła pogardliwie. Już miała ułożyć się tam, gdzie wcześniej, ale Łosoś, najeżywszy mocno futerko, syknął:
- Przynajmniej Iskrząca Łapa nie wyśmiewa innych, tak jak ty, ty rzepie na ogonie!
- Widocznie zasłużył, żeby go wyśmiewać. Może dzięki temu weźmie się do roboty, zamiast pokazywać ci coś, czego sam nie potrafi!
Iskrząca Łapa skulił się jeszcze bardziej. Tego było za wiele! Ta wredna pchła myśli, że może go tak poniżać? Chyba jej się coś pomyliło! Kocurek najeżył się jeszcze bardziej i wysunął swoje - niezbyt okazałe - pazurki. Jeśli ten ślimaczy śluz chce obrażać Iskrzącą Łapę, będzie miała z nim do czynienia.

<Zawilcowa Łapo? Iskrząca Łapo? Ewentualnie Plusk albo Rzeka?>

02 maja 2020

Od Łososia CD Rzeki

- Kogo to był pomysł? - Śledziowe Futro położyła po sobie uszy i zaczęła intensywnie machać ogonem na boki. Było bardzo, bardzo, bardzo źle. Co Rzeka sobie myślała, żeby w ogóle wpaść na taki pomysł? Co on sam sobie myślał, że dał się wkręcić w plan tego pokroju? Przecież próbował ją odwieść od tego pomysłu! I co mu z tego przyszło? Teraz ma dać się ukarać za jej wybryk? Na pewno nie! Niech Rzeka wie, że nie jest popychadłem i jego opinia też jest ważna!
- To wszystko był pomysł Rzeki! - miauknął. Skulił się trochę pod karcącym spojrzeniem mamy. Wyprostował się jednak, kiedy spostrzegł, że Rzeka również wlepia w niego wzrok. Biła od niej wściekłość, ale nie ta zimna, którą wyrażały błękitne oczy Śledziowego Futra. Wściekłość liliowej szylkretki była iście diabelska, miała wyszczerzone zęby i oczy lśniące bursztynowym płomieniem. Do tego zjeżone futro niemal dwukrotnie podwoiło jej rozmiary. Coś mówiło Łososiowi, że jeśli będzie dłużej się w nią wpatrywać, siostra zaraz wymierzy mu siarczystego kopniaka w pysk. Chociaż pewnie i bez tego nieźle mu się potem oberwie. Poza tym, co Rzeka niby chciała zrobić? Kocurek nie wierzył, że dałaby radę okłamać mamę, przynajmniej nie w tej sytuacji. No bo co mogła jej powiedzieć? Bajeczka, którą na początku próbowała jej wcisnąć nie była już zbyt wiarygodna. Zresztą chyba lepiej powiedzieć prawdę w tej beznadziejnej sytuacji, aniżeli narażać się na bycie oskarżonym o kłamstwo.
Śledziowe Futro zaczęła ganić Rzekę, ale Łosoś nieszczególnie przysłuchiwał się treści tej rozmowy. Dopiero w momencie, kiedy zauważył niepewną, lekko zmieszaną minę Plusku, zaczął się zastanawiać, czy aby na pewno dobrze postąpił. On sam pewnie nie chciałby, żeby to Rzeka tak go załatwiła. Zdaje się, że akurat tym razem będzie musiał ją przeprosić... chociaż jeszcze się zastanowi. On też nie obraziłby się, gdyby ten mysi móżdżek przeprosił za wplątanie ich w taką hecę.
- Możecie już iść coś zjeść - głos Śledziowego Futra wyrwał go z rozmyślań. - A ty Rzeko, pójdź do kąta i przemyśl swoje zachowanie.
Zawsze mogło być gorzej, nie? Przecież to prawie żadna kara!
Razem z Pluskiem potruchtał po cichu w miejsce, gdzie mieli spożyć posiłek. Dostała im się całkiem zgrabna i dorodna rybka.
- Zostawimy coś dla Rzeki, prawda? - spytała Plusk, rozglądając się na boki.
- Jasne - rzekł Łosoś. Chociaż tyle powinni dla niej zrobić.
<Rzeczko? Plusk?>

29 kwietnia 2020

Od Łososia CD Plusku

Nie był do końca pewien, jak powinien się zachować. Którą z szylkretek powinien poprzeć? Szczerze mówiąc, nie do końca podobał mu się plan siostry. Plusk z minuty na minutę wyglądała na coraz bardziej przekonaną do tego pomysłu. W dwójkę może jakoś udałoby im się zatrzymać Rzekę w żłobku, ale jeśli Plusk się zgodzi... Przecież Łosoś nie zostanie w kociarni sam, jak jakaś boi-myszka! Potem pewnie musiałby wysłuchiwać tyrad Rzeki o tym, jakim to okazał się tchórzem. Po chwili namysłu stwierdził, że raczej nie ma nic gorszego, nawet solidne baty od mamy nie przebijają jej kazań. Poza tym może i miała trochę racji... Dobry wojownik powinien być odważny, a leżenie plackiem w legowisku z pewnością do najodważniejszych czynów nie należało. Niby mama może się złościć, ale chcą tylko popatrzeć, a nie dzielić się językami z chorymi kotami. Nie powinna być zła, jeśli nic się nikomu nie stanie... Chyba. Wciąż jednak obawiał się, że czegoś nie przewidział albo Rzeka próbuje ich wkręcić w jakiś głupi kawał, więc położył po sobie uszy.
- Plusk... nie... - mruknął cicho, samemu już nie wierząc, że siostra go posłucha. Rzeka podjęła próbę uciszenia go, wymierzając celny cios w ucho pręgowanego kocurka. Spróbował jej się odpłacić, ale ta zrobiła zręczny unik i łapka Łososia dosięgnęła jedynie powietrza.
- Plusk, tak! - zawtórowała Rzeka. - No dawaj, nie bądź mięczak! Nie jesteś ciekawa co dzieje się w obozie? Może ta choroba sprawia, że kotom wyrasta drugi ogon? Albo trzecie oko!
Kremowy kocurek rzucił Rzeczce spojrzenie mówiące "Poważnie? Przecież Plusk się na to nie nabierze!", ale ta albo go nie zauważyła, albo nie chciała go widzieć. Ku jego zdziwieniu, zainteresowanie czarno-rudej kotki jedynie wzrosło.
- Dobra! Prowadź! - pisnęła. Łosoś - wyraźnie niezadowolony z takiego obrotu sprawy - powlókł się za siostrami. Ale na pewno nie robił tego, bo Rzeka mu kazała. Wcale by za nimi nie szedł, gdyby nie miał na to chociaż minimalnej ochoty... prawda?
Musiał przyznać, że plan Rzeki wcale nie był głupi i mimo iż wolałby być rozdarty przez lisa niż powiedzieć to na głos, trochę mu zaimponowała. Wykombinowała to tak, żeby mama nie nabrała żadnych podejrzeń. "Cwaniara" - pomyślał.
Chwilę po tym, kiedy wreszcie ujrzeli światło dzienne, z pyszczka liliowej szylkretki dał się słyszeć zduszony pisk. To Plusk ciągnęła ją za ogon z powrotem do kociarni. Czyżby istniała jeszcze nadzieja, że kotka wycofa się z planu? Po chwili razem z Rzeczką poznali przyczynę takiego zachowania siostry.
 - N..No-o, bo t-te koty s-są normalne... - wydukała ciemna tortie.
- Oczywiście, że są! Na Gwiezdnych, naprawdę uwierzyłaś w ten bełkot Rzeczki?- zaśmiał się Łosoś machając puszystym ogonkiem. Rzeka posłała mu mordercze spojrzenie, po którym zdecydował się na razie siedzieć cicho... Ale to tylko i wyłącznie dla dobra misji! Po chwili zauważył, że Plusk mocno się speszyła, ale z osłupienia wyrwało ją lśniące bursztynem spojrzenie Rzeki. To nie mogło wróżyć nic dobrego.
 - Pluskuś... - zaczęła słodko liliowa tortie - a wyszłabyś na dwór? - zapytała unosząc swój puchaty ogon. Łosoś postawił uszy a jego sierść zjeżyła się w jednej chwili.
- Chyba oszalałaś! - warknął nieco zbyt głośno, niż powinien - Ona? Przecież Plusk to strachajło! Ja pójdę - miauknął i wypiął dumnie pierś.
- Ty mysi móżdżku, jesteś wielgachny i dobrze widoczny! - Rzeka zaczęła się mocno jeżyć. - Nie to co Plusk. Może jest...duża, ale świetnie ukryje się w cieniu. Co ty na to?
- Nie, to niebezpieczne - stwierdził kocurek kategorycznie. - Narażasz ją.
- To sama pójdę!
- Zrobię to! - Plusk odezwała się piskliwie, patrząc jak sytuacja powoli zmierza ku bójce. - Zrobię.
Łosoś jeszcze przez chwilę z konsternacją i niedowierzaniem spoglądał to na Rzekę, to na Plusk. Jak mogło dojść do tego, że to nie on idzie?
- Dobra, plan jest  taki. Zasłonimy przejście tak, że nikt cię nie zauważy. Wyjdziesz na chwilę. Od medyka do nas jest jakieś parę kroków. Zajrzysz do środka i bum! Gotowe! Poruszaj się w cieniu, jak prawdziwy wojownik!
Kocurek chciał jeszcze spytać, czy jest pewna, że da radę, ale ostatecznie uznał, że nie ma sensu dodatkowo jej denerwować - serducho i tak waliło jej jak nigdy. Kilka uderzeń serca przed wyruszeniem szylkretki na zwiady, Łosoś i Rzeka ustawili się w taki sposób, żeby przejście było jak najmniej widoczne, wymachując przy tym bujnie owłosionymi kitami. Cóż, nie była to co prawda brawura, o jakiej Łosoś marzył, ale chociaż mógł się na coś przydać.
Wtem do jego uszu dotarł straszliwy dźwięk. Ciężka łapa któregoś z wojowników nastąpiła na gałązkę tuż pod żłobkiem, chwilę później Łosoś dojrzał jego pysk. Uprzytomnił sobie coś okropnego - Plusku wciąż nie było z nimi. Gorączkowo obejrzał się za siebie i z przestrachem odkrył, że mama zbliża się w ich stronę. Są osaczeni ze wszystkich stron, brakowało im odpowiedniej wymówki, a do tego wciąż istniało ryzyko, że ktoś zauważy Plusk na zewnątrz. Podsumowując - bywało lepiej. Podczas tej chwili koszmarnych rozmyślań, mama zdążyła znaleźć się tuż obok nich, a Rzeka rozpoczęła czarowanie jej na wszystkie możliwe sposoby. W tym czasie rozpędzona niczym wicher czarno-ruda koteczka wpadła wprost na liliowo-kremowy zadek. Łosoś mógł tylko z głupawym uśmiechem przyglądać się, jak Śledziowe Futro szykuje się do rozszarpania ich na strzępy.
<Rzeczka? Plusk?>

14 kwietnia 2020

Od Łososia

Pewnego dnia, których na razie nie miał na koncie za dużo, Łosoś zaczął uważać, że życie jest całkiem przyjemne. Ciągłe ciepło otaczające go ze wszystkich stron, miły, mleczny zapach, miękkie posłanie, dominujące poczucie bezpieczeństwa oraz pożywienie dostępne na żądanie sprawiały, że maluch nie miał absolutnie żadnych zmartwień. No, może poza tą mokrą, szorstką masą, która czasami się o niego ocierała, pozostawiając na nim przemoknięte, ale czyste futerko. To nie było zbyt przyjemne. Jak do tej pory, większość swojego życia przespał, pozostawiając w ściółce wygnieciony dołek. Czasami zdarzało mu się również zaspokajać głód albo wchodzić na grzbiety rodzeństwa lub matki. Tylko raz opuścił swoją bezpieczną, pachnącą mlekiem przestrzeń i wyściubił nosek poza żłobek, ale jego krótka wycieczka została prędko udaremniona, a kocurek został zwrócony rodzicielce w jednym kawałku. Okazało się, że po prostu pełzał nie w tę stronę, w którą chciał, ale przez zamknięte oczy nie był w stanie ocenić kierunku. Do pewnego czasu nie czuł najmniejszej potrzeby opuszczania miejsca, w którym niczego mu nie brakowało, jednak w jego małej główce w końcu zrodziła się myśl, że chciałby poznać coś więcej, niż uwielbianą bliskość matki, nieco bardziej uciążliwą bliskość rodzeństwa oraz wszechogarniający dobrobyt. Coraz chętniej więc poruszał się po żłobku i wychodził ze znajomego, pachnącego Śledziowym Futrem gniazda. Słyszał coraz lepiej każdego dnia, jego węch również nie szwankował, więc następstwem jego rozwoju było to, że zechciał lepiej zrozumieć ten zewnętrzny świat, od którego był odcięty przez chwilowy brak zmysłu wzroku. Kierowany więc tą niepohamowaną chęcią doświadczania tego, czego jeszcze nie znał, otworzył jedno ze swoich ciekawskich ślepi, a później drugie. Otwarłszy nareszcie obydwoje oczu zrozumiał, że wokół znajduje się o wiele więcej do poznania, niż kiedykolwiek sobie wyobrażał.