Krucze Pióro smętnie wychylił nos z legowiska wojowników. W klanie panowała ciężka atmosfera po ostatnich wydarzeniach. Nikt nikomu nie ufał, każdy patrzył na rzekomych potomków medyka krzywo. Nie było zbyt przyjemnie, ale czy kiedykolwiek w tym klanie panowała miła atmosfera? No właśnie.
- Krucze Pióro, pójdziesz z nami na patrol, okej? - powiedział do niego Czarny Ogień.
- Jasne - odparł.
Wylizał szybko swoje futro, żeby nie zostawili go w tyle. Ruszył z Czarnym Ogniem i innymi wojownikami. Szli powoli przez tereny klanu klifu, a koty nawiązywały z sobą niezobowiązujące rozmowy. Kruk raczej stronił od plotek, czy jakichś rozmówek z nimi. I tak każdy na każdego krzywo patrzą, to po co jeszcze z nimi próbować rozmawiać i psuć sobie wizerunek?
Po dłuższym czasie chodzenia, podeszła do niego Gawronie Skrzydło.
- Co tam u ciebie Kruku? - zapytała przyjaźnie.
- Po staremu raczej - mruknął.
Szli chwilkę w ciszy, słysząc jedynie stąpanie po śniegu, i charakterystycznego chrupania pod łapami.
- Lubisz chodzić na patrole? Bo masz taką smętną minę - zagadnęła go znowu.
- Taką mam twarz - odparł.
- Oh. Nie uważam tak. Na pewno potrafisz się uśmiechać.
- Może i tak, ale nie teraz. Jest zimno i mokro, a my jeszcze długo nie wracamy do obozu - mruknął.
Koty przystanęły na chwilę, żeby się rozejrzeć i powęszyć za potencjalną zdobyczą łowiecką. Czarny Ogień pierwszy palił się do zadania. Szukał węchem wiewiórek, które wyszły z norek, by odkopać swoje zakopane orzechy.
Po dłuższym czasie nie znaleźli nic wartego uwagi. Zaczęli więc wracać do obozu. Kruczemu to było strasznie zimno, więc było mu to na łapę. Miał krótką sierść, nie tak jak niektórzy długą i ciepłą. On potrzebował miękkiego mchu oraz przyjemnej jaskini za zamarzniętym małym wodospadem.
Wrócili, Czarny Ogień poszedł zdać raport z ich patrolu, a rudzielec szybko potuptał do legowiska. Otrzepał sierść z białych kryształków, wylizał je starannie, żeby dalej było piękne oraz gładkie. Następnie przycupnął na tak zwany chlebek i patrzył, jak powoli toczy się życie w obozie, próbując się grzać na kawałku wilgotnego mchu.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krucze Pióro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krucze Pióro. Pokaż wszystkie posty
30 stycznia 2023
03 listopada 2022
Od Kruczej Łapy (Kruczego Pióra)
Krucza Łapa wyszedł z legowiska uczniów. Rozciągnął się, jak to miał w zwyczaju i zaczął myć futro po przespanej nocy. Mógłby rzec, że miał dziś całkiem dobry humor.
Po niedługim czasie zauważył idącą w jego stronę Marchewkę. Była bardzo uśmiechnięta, wręcz emanowała energia, jakiej jeszcze u niej nie widział.
- Gratulacje! - Oznajmiła.
- Czego?
- Dzisiaj zostaniesz mianowany na wojownika! W końcu! - Aż podskoczyła z radości.
Kruk zamrugał parę razy.
- Rychło w czas. - Skomentował tylko.
Dla Kruka mianowanie na wojownika nie było niczym szczególnym. Ot, zmiana imienia. Myślał o tym jak o czystej formalności, którą musi przejść. Miał tylko nadzieję, że otrzyma ładne imię od lidera, a nie jakąś Kruczą Pokrakę.
Marchewka przez większość popołudnia kazała powtarzać Krukowi formułki, jakie będą mu potrzebne do mianowania. Była nader szczęśliwa, że się go pozbędzie. W sensie, i tak będą się widzieli, jako wojownicy śpią w jednym miejscu, po prostu nie będzie musiała go niańczyć. Krukowi też to odpowiadało. W końcu pełna niezależność. Nikt nie będzie się czepiał, jeśli wychodzi z obozu, ani nikt nie będzie pytał, jeśli postanowi wyjść rano pobiegać.
Kiedy w końcu Marchewka go zostawiła, Kruczy poszedł się posilić. Nie był dziś na żadnym treningu, ani patrolu.
Zbliżał się wieczór, Lamparcią Gwiazda zwołał koty, które były w obozie. Wyszedł na środek, oznajmiając wszystkim powód zgromadzenia.
- Dziś mianujemy nowego wojownika, który ukończył trening! - Miauknął.
Zgromadzone koty spojrzały po sobie ciekawsko. Zastanawiało ich, który z uczniów dołączy do ich grona?
- Ja, Lamparcia Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
Krucza Lapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysięgam. - Miauknął Kruczy.
Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Krucza Lapo, od tej pory będziesz znany jako Kurcze Pióro. Klan Gwiazdy cieni twoją odpowiedzialność i odwagę, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Klifu!
Zgromadzone koty zaczęły skandować jego mię, jak to było w zwyczaju, a lider dotknął jego barku pyszczkiem. Dokładnie tak, jak mówiła mu Marchewka.
Kiedy odszedł od lidera, słyszał wśród kotów różne pomruki. Niektóre były nieprzyjemne, typu "myślałam, że nigdy nie skończy tego szkolenia", inne neutralne. Kruk się nimi nie przejmował. Najważniejsza teraz była jego niezależność i to, że mógł robić co chciał, przynajmniej w teorii.
Tym razem na noc poszedł do legowiska wojowników, zasypiając gdzieś na uboczu snem płytkim, ale regenerującym.
25 października 2022
Od Kruczej Łapy CD Oliwkowej Łapy
Kruczy wstał z niespokojnego snu. Księżyc powoli chylił się ku zakończeniu nocy, ustępując miejsca słońcu, jednak wciąż było cicho, spokojnie, a przede wszystkim ciemno. Dzięki bystrym oczom widział w ciemności całkiem dobrze, jak zresztą większość kotów. Zauważył ruch z drugiej strony legowiska uczniów. Podszedł tam, widząc kocurka z wcześniej.
Zauważył, że było trochę miejsca obok niego, a że wciąż nie musiał wstawać, pomyślał, że obok niego usiądzie.
Kruk nie należał do kochanych, miłych kotów. Był raczej nieuprzejmy, z ciętym językiem. Miał jednak w sobie kilka dobrych cech, w tym odpowiedzialność, momentami współczucie. Nie lubił Klanu Klifu jako ogółu, ale niektóre koty zdążyły zdjąć z siebie łatkę "nie wartych uwagi". Marchewka do nich należała, bo mimo długiego treningu swojego ucznia, dalej hardo wciskała w niego wiedzę. Była wytrwała, co imponowało Kruczemu.
Trójłapy kocur wydał z siebie cichy pisk. Kruczy strzyknął uchem, wyłapując ten dźwięk.
- Aż tak cię te kamienie zmęczyły? - szepnął do niego, popchnięty przez chwilowe współczucie.
Kocur myślał dłuższą chwilę.
- Jak na tak ładnego kota, masz wyjątkowo ohydne wnętrze - odparł w końcu, speszony, spoglądając zmrużonymi ślepiami na rozmówcę.
Kruk nie spodziewał się przyjaznej odpowiedzi, ale na pewno nie tego.
- Znalazł się kandydat na wzór do naśladowania - prychnął.
- Co z ciebie za marudaaa! Możesz w końcu przymknąć pysk i zastanowić się nad swoim zachowaniem? - Oliwka uśmiechnął się złośliwie - Po prostu mi zazdrościsz i dlatego taki jesteś.
- Czego mam Ci zazdrościć? Trzech łap i krzywego nosa? - burknął w odpowiedzi, unosząc jedną brew, czekając na odpowiedź. - I nikt Ci nie mówił, by nie podskakiwać starszym?
- Ah tak? Bo niby jesteś starszy? Ciekawe jak mi to udowodnisz - mruknął, ignorując przytyk do własnego wyglądu, nie biorąc nawet pod uwagę, że może się mylić - Jak dla mnie to oszukujesz!
Kruk zmarszczył brwi. Wszyscy w obozie uważali, że jest nieudacznikiem, bo długo grzał stołek ucznia, a ten tutaj nawet o nim nie słyszał.
- Nic nie muszę udowadniać. Jestem dojrzalszy niż Ty, wyższy, silniejszy i bardziej doświadczony. - Odparł. - Jestem starszy czy w to uwierzysz, czy nie, to już twój problem. Nie posądzaj mnie o oszustwo bez przyczyny. - Ostrzegł go.
Oliwkowa Łapa zastanowił się chwilę nad odpowiedzią i już otwierał pysk by coś odparsknąć, ale uznał, że już nic nie wymyśli, więc odwrócił się ostentacyjnie do ściany i warknął tylko pod nosem:
- Twoja stara.
- Cokolwiek. - Prychnął Kruczy.
Na wzmiankę o jego matce, która go tu zostawiła, wkurzył się. Nie to, że było mu smutno, bo w klanie się nim zajęli. Zwyczajnie miał wrażenie, że nie byłby takim dupkiem, gdyby miał nad sobą matczyną opiekę.
Położył się opodal Oliwki, na boku.
Westchnął. Zresztą...
- Co to za matka co cię zostawia - mruknął pod nosem.
- No właśnie, wtedy to się nazywa stara a nie matka - zastanowił się chwilę nad słowami Kruka, poczuł ciekawość - Hmm? Czemu Cię zostawiła? Trochę jak moja, też w sumie nas zostawiła, ale ona była chyba w porządku. Nie pamiętam. Wszyscy twierdzili, że była sympatyczna.
Odwrócił się do Oliwki, jednak jego spojrzenie nic nie wyrażało.
- Nie pytaj. Coś jej do łba strzeliło i mnie zostawiła. - Kruk nic praktycznie nie wiedział o swojej rodzinie. Spotkał kiedyś swoją rzekomą siostrę Łasicę. Przynajmniej tak się przedstawiła, jako jego biologiczna siostra, coś mu mówiła, że Klan Klifu to zdrajcy, jednak nie wiedział, czy mógł ufać jej słowom. Namawiała go do dołączenia do ich ojca, o którym jedynie słyszał. Chyba był gdzieś liderem, więc teoretycznie, w żyłach Kruka płynęła szlachetna krew. Dziecko lidera. Co z tego, że obcego klanu, który zresztą się go wyrzekł?
Westchnął ponownie, nie chciał mówić kocurkowi tego wszystkiego, bo po co zresztą? Kogo obchodziło, że nie wiedział, kto go urodził, skoro nawet sam Kruk miał to w nosie. Przynajmniej tak mu się wydawało.
- Tacy jak my nie mają lekko. Nikt się tobą nie zajmie, jak będziesz mieć problemy. - Odparł tylko. - Klanowicze podejrzanie na ciebie patrzą, nie możesz nikomu ufać. Masz tylko siebie.
- Nie może być chyba aż tak źle? - Słowa Kruczego brzmiały bardzo przykro, trójnogi uczeń poczuł się odrobinę nieswojo. Podniósł głowę i spojrzał rudemu w oczy - W sumie... to wiele by wyjaśniało - stwierdził po chwili.
Kruczy podtrzymał kontakt wzrokowy bez większego problemu.
- Znalazł się wszechwiedzący. - Kruczy przewrócił oczami. - Nie wszyscy tak mają. Po prostu... ugh nie lubię takich gadek o życiu.
Kruk zmarszczył nos, nie mogąc się wysłowić. Rozmawianie o życiu było dla niego niekomfortowe i Nie lubił tego. Po co miał się wyżalać jakiemuś obcemu kotu, skoro mógł dusić w sobie własne emocje.
- Wszystko jedno - burknął. On sam nie miał zbyt wielu okazji by pogadać z kimś o życiu, więc ciężko było mu na ten temat wykształcić opinię. Odwrócił wzrok i zaczął się drapać w ucho tylną nogą, którą posiadał. Myślał nad tym co Kruczy mu powiedział.
Bicolor nie skomentował.
Kruczy nie mógł albo nie chciał spać. Dźwignął się na cztery łapy, rozciągnął nieco i skierował do wyjścia. Wodospad przyjemnie szumiał w jego uszach.
Wyjrzał z legowiska uczniów, dostrzegając blednące niebo, a wschodzące słońce. Pomyślał sobie, że to odpowiednia pora na poranny trening. Potrzebował ruchu, by oczyścić umysł, poza tym dodatkowe ćwiczenia mu nie zaszkodzą. Odwrócił się za siebie, czy nikt za nim nie podąża (miał tu na myśli Marchewkę), po czym ruszył ku wyjściu z obozu.
<Oliwka? >
[przyznano 5%]
23 października 2022
Od Kruczej Łapy
Kruk biegł przed siebie, goniąc zwierzynę, która myślała, że może mu uciec. Kocur gnał jak szalony, żeby złapać wredną mysz. Była wyjątkowo wytrzymała, testowała swojego niedoszłego oprawcę. Kruk się jednak nie poddawał, tak jak prawdziwe kruki, był uparty i denerwujący.
Kiedy znalazł się odpowiednio blisko, wybił się z tylnych łap, zabijając mysz.
Może i nie udało mu się jej złapać od razu, bo zawalił z kamuflażem, ale nie ma kotów idealnych.
Złapał mysz za ogon, niosąc do obozu. Położył na stosie ze zwierzyną, dla siebie wybierając jakiegoś ptaka, którego nazwy nie pamiętał. Odszedł na bok i zjadł ze smakiem. Zauważył siedzącego niedaleko wojownika. Przez chwilę na niego patrzył, a po sekundzie wpadł mu do głowy świetny pomysł. Może by się czegoś od niego nauczył? W końcu są lepsi od Marchewki.
Wstał, oblizał pysk, a następnie ruszył ku białemu kotowi. Kojarzył go z obozu, więc nie zaliczył gafy z imieniem.
- Wężowa Łuska? - Zapytał.
- Huh? Czegoś potrzebujesz? - Odparł kocur.
- Tak. - Usiadł obok starszego. - Potrzebuję od ciebie porad, jak zostać najlepszym wojownikiem.
Kocur mrugnął powoli.
- Trenować.
- No tak, ale co dokładnie? - Mruknął zniecierpliwiony Kruk.
- Wszystko. Wojownicy są wszechstronni. Ucz się tropić, polować, kopać w ziemi, wspinać na drzewa, walczyć.
- Naucz mnie zatem walki. - Oznajmił.
- Nie masz swojego mentora? - Zapytał kocur.
- Mam, ale pragnę wiedzy od innych. - Powiedział, aż nazbyt oficjalnie. Kruk nie mówi w ten sposób, ale wie, że musi być miły, by wojownik się zgodził.
- Hmm, no dobra - Oznajmił Wężowa Łuska. - Nauczę cię kilku rzeczy, ale nie więcej.
- Dziękuję. - To słowo ledwo przeszło mu przez gardło. Nie cierpiał miłych, uprzejmych słów. Rzadko kiedy zdobywał się na takowe. Z temperamentu był wrednym gnojkiem, który lubił denerwować innych.
- Zaczniemy już jutro, bo teraz muszę iść na patrol. - Oznajmił starszy kocur.
- Patrol?? Mogę iść z tobą? - AŻ Kruczego oczy się zabłysły. Rzadko chodził na patrole, bo w kółko musiał trenować te same rzeczy z Marchewką.
- Jak twoja mentorka pozwoli.
- Ona się zgadza.
- Skąd wiesz?
- Bo wiem wszystko. - Przewrócił oczami. - To jak??
- Niech będzie - zgodził się po dłuższym namyśle.
~*~
Kruk spotkał starszego wojownika przy wyjściu z obozu. Słyszał szum wody, odbijającej się od skał po bokach rzeczki.
Stanął obok niego i razem z resztą ruszyli wgłąb terenów.
Nie napotkali nic nowego, to co ostatnio było na topie, czyli smród dzikich psów, poza tym mieszanina zapachów zwierzyny. Bicolor miał nadzieję, że stanie się coś nieoczekiwanego, jednak los go zawiódł. Szedł z niewzruszoną miną obok Wężowej Łuski.
Wrócił do obozu, starsi poszli zdać raport liderowi, a Kruk podszedł do Węża.
- Pamiętaj o obietnicy. Jutro uczysz mnie walki. - Oznajmił kocurowi.
- Wiem. - Rzucił tylko tamten, oddalając się do legowiska wojowników, w którym Kruk chciał być tak bardzo.
Bicolor poszedł na swoje miejsce w legowisku uczniów i niechętnie patrzył na koty chodzące po obozie. Nie miał nic do roboty, więc po prostu przez resztę dnia marnował czas.
[przyznano 5%]
Od Kruczej Łapy
Kruk poszedł z Marchewką na trening. Kotka postanowiła dzisiaj zwiedzać nowe tereny. Dużo mówiła, jakie wiąże z tym miejscem nadzieje, ze będą mieli w końcu trochę spokoju, że wszystko się ułoży. Kotka była głupia, skoro tak myślała. Kruk wiedział, że nie można ślepo liczyć, iż przeprowadzka wyzwoli ich od problemów. Wiedział również, że inne klany rosły w siłę i na pewno nie będą dla nich zbyt kochane. Przy najbliższej okazji ich zaatakują albo coś.
Kruczy szedł za mentorką mozolnie, bez większych chęci. Rozglądał się dookoła, zapamiętując miejsce, w którym się znajdowali.
Kotka nagle przystanęła, w ładnym miejscu, było parę drzew.
- Super, to teraz potrenujemy węszenie. - miauknęła.
- Skoro muszę - burknął.
- Musisz, bo widocznie dalej masz braki w wiedzy, skoro siedzisz na stanowisku ucznia.
Przewrócił oczami, co ta baba mogła wiedzieć.
Kotka przystąpiła do tłumaczenia poszczególnych opisów zapachów, chcąc, by kocur je zapamiętał, a następnie nauczył się rozpoznawać.
Rudzielec powtarzał za kotką, słuchał jej, bo uznał, że ta wiedza mu się przyda. Kotka niedługo później wywęszyła coś i chciała, by kocur rozpoznał ten zapach.
Kruk wziął głębszy wdech, pociągając nosem.
- Chyba wiewiórka. - Oznajmił.
- Chyba? - Uniosła brew Marchewka.
- Tak. Taka wkurzająca jak ty. - Rzucił wrednie.
Kotka machnęła nerwowo ogonem. Otworzyła pysk, by coś powiedzieć, po chwili uznając, że nie będzie się zniżać do jego poziomu i mu pyskować. Wzięła głęboki wdech, uspokajając się, żeby nie rozszarpać gówniaka.
- Racja. To wiewiórka.
Kruk uniósł się dumą, bo nie dość, że wkurzył mentorkę, to jeszcze miał rację.
Później kotka uczyła go wspinania się na drzewa, a następnie kazała za nią biegać, żeby wyrobić sobie szybkość. Wybierała różne trasy, od takich z przeszkodami, żeby wyrobić zwinność oraz mięśnie, aż po dłuższe dystanse przez całe tereny.
Kruk był bardziej, niż wykończony. Dosłownie, nie mógł złapać oddechu, ale czuł, że było mu to potrzebne. Nie mówił tego Marchewce, ale był jej wdzięczny. Zamierzał sam zacząć takie samozwańcze treningi, biegając po całym ich terenie, żeby wzmocnić mięśnie i wytrzymałość.
Wrócił do obozu, padł plackiem w legowisku uczniów i od razy zasnął, nie myśląc już o jedzeniu.
Kruczy szedł za mentorką mozolnie, bez większych chęci. Rozglądał się dookoła, zapamiętując miejsce, w którym się znajdowali.
Kotka nagle przystanęła, w ładnym miejscu, było parę drzew.
- Super, to teraz potrenujemy węszenie. - miauknęła.
- Skoro muszę - burknął.
- Musisz, bo widocznie dalej masz braki w wiedzy, skoro siedzisz na stanowisku ucznia.
Przewrócił oczami, co ta baba mogła wiedzieć.
Kotka przystąpiła do tłumaczenia poszczególnych opisów zapachów, chcąc, by kocur je zapamiętał, a następnie nauczył się rozpoznawać.
Rudzielec powtarzał za kotką, słuchał jej, bo uznał, że ta wiedza mu się przyda. Kotka niedługo później wywęszyła coś i chciała, by kocur rozpoznał ten zapach.
Kruk wziął głębszy wdech, pociągając nosem.
- Chyba wiewiórka. - Oznajmił.
- Chyba? - Uniosła brew Marchewka.
- Tak. Taka wkurzająca jak ty. - Rzucił wrednie.
Kotka machnęła nerwowo ogonem. Otworzyła pysk, by coś powiedzieć, po chwili uznając, że nie będzie się zniżać do jego poziomu i mu pyskować. Wzięła głęboki wdech, uspokajając się, żeby nie rozszarpać gówniaka.
- Racja. To wiewiórka.
Kruk uniósł się dumą, bo nie dość, że wkurzył mentorkę, to jeszcze miał rację.
Później kotka uczyła go wspinania się na drzewa, a następnie kazała za nią biegać, żeby wyrobić sobie szybkość. Wybierała różne trasy, od takich z przeszkodami, żeby wyrobić zwinność oraz mięśnie, aż po dłuższe dystanse przez całe tereny.
Kruk był bardziej, niż wykończony. Dosłownie, nie mógł złapać oddechu, ale czuł, że było mu to potrzebne. Nie mówił tego Marchewce, ale był jej wdzięczny. Zamierzał sam zacząć takie samozwańcze treningi, biegając po całym ich terenie, żeby wzmocnić mięśnie i wytrzymałość.
Wrócił do obozu, padł plackiem w legowisku uczniów i od razy zasnął, nie myśląc już o jedzeniu.
[przyznano 5%]
20 października 2022
Od Kruczej Łapy do Oliwkowej Łapy
Przeprowadzili się do nowego obozu. Po wielu dniach męczącej wędrówki znaleźli ładne miejsce, by w nim zamieszkać. Wodospad wyglądał okazale, oddzielał ich od reszty świata, przyjemnie szumiała woda, zawsze mieli jej pod dostatkiem.
Kruk wstał z samego rana, zbudzony chłodnym wiatrem wiejącym od wody. Przeciągnął się, a później wyszedł przed obóz. Podeszła do niego Marchewa, mówiąc, żeby pomógł usuwać luźne kamienie z klifu. Świetnie, sprzątanie z samego rana. A trening to niby kiedy? Nigdy?
Nie chciał słuchać mentorki, ale miał też swój rozum i wiedział, że powinien pomóc, chociażby dlatego, by jemu nie spadł żaden kamulec na głowę.
Poszedł więc niechętnie tam, gdzie zbierały się koty i sprzątały. Zapytał, w którym miejscy usuwa się kamienie, bo on nie miał o tym pojęcia.
Zaczął sprzątać większe kamienie których inni uczniowie nie dawali rady ruszyć. W końcu Kruk był od nich sporo starszy i silniejszy, bo długo już grzał stołek ucznia. Odsuwał je na bok, a później znosił na teren, w którym nikomu nie zagrażały. Pracował tak dłuższą chwilę, po sekundzie słysząc jakieś kroki. Odwrócił głowę, widząc niższego, trójłapego kota. Kojarzył go z legowiska dla uczniów.
- I co się gapisz? - Warknął niższy, zaczepiając tym samym Kruczego.
- Od tego mam oczy - rudzielec przewrócił nimi.
- Nie pyskuj mi! - Miauknął hardo tamten.
Kruk podszedł do niego w dwóch długich krokach, wywyższając się swoim wzrostem.
- A bo co mi zrobisz? - Mruknął.
- Nie chcesz wiedzieć - burknął trójłapy. - Jak się nazywasz?
- A co ci do tego? Lepiej byś pomógł sprzątać, a nie się wydurniasz. - Odparł.
Bez słowa wrócił do usuwania luźnych skał. Miał dosyć, a dopiero co zaczął. Kątem oka widział, jak tamten uczeń bez łapy siłuje się z kamieniami. Aż mu go było żal. Kruk nie należał do najprzyjemniejszych, ani najukochańszych, jednak postanowił mu pomóc. Bez słowa podszedł do niego, i pomógł przesuwać większy kamień. Później wrócił do swoich zadań, zabezpieczając krawędzi ziemią, by zatrzymywała gruz.
Kiedy skończył był tak zmęczony, że poszedł od razu na bok obozu, by się zdrzemnąć. Nie jadł nic, przez co burczało mu w brzuchu, ale uznał, że zje coś później. Potrzebował odpoczynku, bo myślał, że łapy mu zaraz odpadną. Nie zauważył nawet, kiedy zasnął, a w jego otoczeniu znalazł się trójłapy osobnik.
<Oliwka? >
[przyznano 10%]
08 października 2022
Od Kruczej Łapy do Cichej
Przeprowadzka nadal trwała. Kruk był wkurzony, wszyscy byli. Ileż można było łazić i nie móc się nigdzie na dłużej zatrzymać? Jedyne pauzy jakie robili to na noc, żeby się wyspać. Za mało. Nie mógł ani porządnie potrenować, ani zapolować, najeść się. Jedzenie w ogóle było ograniczone, bo wojownicy musieli na bieżąco sprawdzać trasę, czy nikt się na nas nie czai i zwyczajnie nie mieli czasu polować. Zajmowali się tym też uczniowie, w tym on, chociaż szczerze mówiąc, Kruk zabierał sobie jedną ze zdobyczy podczas polowania i zjadał ją sam. Potem albo udało mu się złapać drugą, albo wracał z pustymi łapami i pełnym brzuchem.
Łamanie kodeksu można rzec, ale prawda jest taka, że trzeba walczyć o przetrwanie w trudnych czasach i on sobie poradzi, a ci lojalni wojownicy nie.
Przechodził przez ich prowizoryczny obóz, który na szybko zrobili, bo ktoś tam się pochorował. Wracał z treningu z Marchewką, uczył się wspinaczki na drzewa, co bardzo mu się podobało.
Miał podbudowaną motywację i całkiem dobry humor. Teren, po którym szli bardzo mu się podobał. Gdzieś tam rzeczka, sporo pagórków. Podobało mu się.
Usiadł na uboczu, zaczynając myć swoje futro, kiedy przerwała mu jego mentorka.
- Krucza Łapo - Miauknęła.
- Nie mów mi Krucza Łapo - burknął rozdrażniony. - Jestem za stary na bycie uczniem. Mów mi normalnie Kruk.
- Przykro mi, puszku. - Odparła. - Ale muszę, takie zasady. Rusz tyłek i przyłóż się do treningów, to przestanę tak mówić.
- Wcale nie jest Ci przykro. - Burknął ponownie.
Kotka wzruszyła ramionami.
- Czego chcesz? - Odkąd przekroczył próg dwudziestu księżyców, przestał respektować swoją mentorkę i tytuować ją jak należy.
Uznał po prostu, że jest za stary na zabawę w ucznia i mentora. Musiał prędko skończyć trening, żeby kotka przestała za nim łazić i zmuszać do aktywności. Poza tym dalej nazywała go Kruczą Łapą, co niezmiernie go denerwowało. On sam przestał zwracać się do niej z szacunkiem. Albo jest Marchewą, albo "ej" tudzież "czego chcesz". Kotka po kilkunastu sprzeczkach, zaczęła to normalnie ignorować. Nie będzie przecież traciła nerwów na tego gałgana.
- Idź i pomóż Cichej. Szłam przez obóz i widziałam, że sobie nie radzi.
- Kto to jest? I po co mam pomagać? - Mruknął.
- Bo ci tak każę. Idź już.
Kruk odpuścił kłótnię. Machnął ogonem nerwowo, idąc przed siebie i szukając tego gówniaka. Nigdy o niej nie słyszał, nie spotkał. Jakoś musieli się mijać. Nie żeby zwracał uwagę na współklanowiczów.
Zaczepił jakiegoś kota idącego obok.
- Ej ty - zaczął. - Który z kotów to Cicha?
- Tamta. - Wskazał ogonem.
Kruk ruszył w jej stronę, nie dziękując. Zaszedł od tyłu mniejszą od niego kotkę. Zauważył, że kotka trenuje pozycje łowieckie.
- Eh. Tak się tego nie robi. - Miauknął, przewracając oczami.
Kotka nie odpowiedziała.
- Haloooo! - Podniósł nieco głos.
Kotka dalej nie reagowała, tylko wymachiwała łapami, próbując złapać wyimaginowaną zdobycz.
Kruk nie miał cierpliwości. Pacną kotkę łapą, a ta zszokowana spojrzała na niego.
Przekręciła głowę pytająco.
- Źle wykonujesz tą pozę. - Oznajmił.
Kotka wyczytała z jego ruchu pyska, co mówi. Kruk nie wiedział, że kotka jest głucha.
- Kto cię uczy? - Zapytał.
Kotka wskazała ogonem medyka siedzącego daleko od nich.
- Medyk? Ale ty jesteś wojownikiem? Znaczy, chcesz być, co nie? - Pytał. - To po jaką cholerę uczy cie medyk. Dobra, nieważne, chodź za mną po prostu.
Popchną ją łapą, i kotka pobiegła przodem, wkrótce obydwoje oddalili się od bazy.
Kruk znalazł trochę miejsca, żeby potrenować. Niedaleko stado wron i kruków dziobalo ziemię. Widać było młode ptaki, które uczyły się dopiero życia, ale kogo to obchodziło w tym momencie.
- Dobra. Patrz teraz na mnie.
Kotka kiwnęła głową. Kruk mówił, odwrócony do niej tyłem, pokazując ułożenie łap i tak dalej. Nagadał się ile mógł, nie wiedząc że Cicha i tak go nie słyszy.
Jedyną chyba dobrą cechą Kruka była odpowiedzialność. Wziął sobie za cel poduczyć młodą, i zamierzał spełnić to zadanie.
Kotka nie wyglądała, jakby ogarniała, ale mniejsza o to.
- Twoja kolej. - Oznajmił.
Cicha ruszyła niepewnie, powtarzając po kocurze. Nie wychodziło jak powinno, ale czego się spodziewać po młodziaku.
Kruk korektorował jej błędy przez jakiś czas, a potem kazał jej spróbować złapać te ptaki, które skakały sobie po trawie niedaleko.
Cicha niepewnie ruszyła. Była posłuszna i nic nie mówiła, co było w porządku, chociaż momentami denerwujące. Kruk jednak się nie łamał, tylko dalej poprawiał jej łapy, bez gadania, po prostu jej je ustawiał.
Kotka zaczaiła się na ptaki. Niestety, krucza mama zauważyła ją i postanowiła obronić swoje młode, przypuszczając atak na kotkę. Kruk, stając za nią, zareagował szybciej, niż uczeń.
Zębami złapał jej ogon i przyciągnął do siebie. Łapą z wyciągniętymi pazurami odgonił wrednego ptaszora. Następnie, złapał Cichą za kłąb i zaciągnął do prowizorycznego obozu, gdyż kotka zdawała się wystraszona.
Zostawil ją tuż pod obozem, żeby nikt nie widział jak wchodzą razem. Stanął naprzeciwko niej, żeby widziała, jak mówi.
- Ja pierwszy wchodzę, ty później. I nie odzywaj się do mnie. I nie znasz mnie, rozumiemy się? Zrobiłem to, bo musiałem. - Oznajmił.
Nie spodziewał się odpowiedzi. Myślał, że kotce coś zjadło język, dlatego się nie odzywa, więc po odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę obozu. Musiał zdać raport Marchewie, że pomógł Cichej.
Łamanie kodeksu można rzec, ale prawda jest taka, że trzeba walczyć o przetrwanie w trudnych czasach i on sobie poradzi, a ci lojalni wojownicy nie.
Przechodził przez ich prowizoryczny obóz, który na szybko zrobili, bo ktoś tam się pochorował. Wracał z treningu z Marchewką, uczył się wspinaczki na drzewa, co bardzo mu się podobało.
Miał podbudowaną motywację i całkiem dobry humor. Teren, po którym szli bardzo mu się podobał. Gdzieś tam rzeczka, sporo pagórków. Podobało mu się.
Usiadł na uboczu, zaczynając myć swoje futro, kiedy przerwała mu jego mentorka.
- Krucza Łapo - Miauknęła.
- Nie mów mi Krucza Łapo - burknął rozdrażniony. - Jestem za stary na bycie uczniem. Mów mi normalnie Kruk.
- Przykro mi, puszku. - Odparła. - Ale muszę, takie zasady. Rusz tyłek i przyłóż się do treningów, to przestanę tak mówić.
- Wcale nie jest Ci przykro. - Burknął ponownie.
Kotka wzruszyła ramionami.
- Czego chcesz? - Odkąd przekroczył próg dwudziestu księżyców, przestał respektować swoją mentorkę i tytuować ją jak należy.
Uznał po prostu, że jest za stary na zabawę w ucznia i mentora. Musiał prędko skończyć trening, żeby kotka przestała za nim łazić i zmuszać do aktywności. Poza tym dalej nazywała go Kruczą Łapą, co niezmiernie go denerwowało. On sam przestał zwracać się do niej z szacunkiem. Albo jest Marchewą, albo "ej" tudzież "czego chcesz". Kotka po kilkunastu sprzeczkach, zaczęła to normalnie ignorować. Nie będzie przecież traciła nerwów na tego gałgana.
- Idź i pomóż Cichej. Szłam przez obóz i widziałam, że sobie nie radzi.
- Kto to jest? I po co mam pomagać? - Mruknął.
- Bo ci tak każę. Idź już.
Kruk odpuścił kłótnię. Machnął ogonem nerwowo, idąc przed siebie i szukając tego gówniaka. Nigdy o niej nie słyszał, nie spotkał. Jakoś musieli się mijać. Nie żeby zwracał uwagę na współklanowiczów.
Zaczepił jakiegoś kota idącego obok.
- Ej ty - zaczął. - Który z kotów to Cicha?
- Tamta. - Wskazał ogonem.
Kruk ruszył w jej stronę, nie dziękując. Zaszedł od tyłu mniejszą od niego kotkę. Zauważył, że kotka trenuje pozycje łowieckie.
- Eh. Tak się tego nie robi. - Miauknął, przewracając oczami.
Kotka nie odpowiedziała.
- Haloooo! - Podniósł nieco głos.
Kotka dalej nie reagowała, tylko wymachiwała łapami, próbując złapać wyimaginowaną zdobycz.
Kruk nie miał cierpliwości. Pacną kotkę łapą, a ta zszokowana spojrzała na niego.
Przekręciła głowę pytająco.
- Źle wykonujesz tą pozę. - Oznajmił.
Kotka wyczytała z jego ruchu pyska, co mówi. Kruk nie wiedział, że kotka jest głucha.
- Kto cię uczy? - Zapytał.
Kotka wskazała ogonem medyka siedzącego daleko od nich.
- Medyk? Ale ty jesteś wojownikiem? Znaczy, chcesz być, co nie? - Pytał. - To po jaką cholerę uczy cie medyk. Dobra, nieważne, chodź za mną po prostu.
Popchną ją łapą, i kotka pobiegła przodem, wkrótce obydwoje oddalili się od bazy.
Kruk znalazł trochę miejsca, żeby potrenować. Niedaleko stado wron i kruków dziobalo ziemię. Widać było młode ptaki, które uczyły się dopiero życia, ale kogo to obchodziło w tym momencie.
- Dobra. Patrz teraz na mnie.
Kotka kiwnęła głową. Kruk mówił, odwrócony do niej tyłem, pokazując ułożenie łap i tak dalej. Nagadał się ile mógł, nie wiedząc że Cicha i tak go nie słyszy.
Jedyną chyba dobrą cechą Kruka była odpowiedzialność. Wziął sobie za cel poduczyć młodą, i zamierzał spełnić to zadanie.
Kotka nie wyglądała, jakby ogarniała, ale mniejsza o to.
- Twoja kolej. - Oznajmił.
Cicha ruszyła niepewnie, powtarzając po kocurze. Nie wychodziło jak powinno, ale czego się spodziewać po młodziaku.
Kruk korektorował jej błędy przez jakiś czas, a potem kazał jej spróbować złapać te ptaki, które skakały sobie po trawie niedaleko.
Cicha niepewnie ruszyła. Była posłuszna i nic nie mówiła, co było w porządku, chociaż momentami denerwujące. Kruk jednak się nie łamał, tylko dalej poprawiał jej łapy, bez gadania, po prostu jej je ustawiał.
Kotka zaczaiła się na ptaki. Niestety, krucza mama zauważyła ją i postanowiła obronić swoje młode, przypuszczając atak na kotkę. Kruk, stając za nią, zareagował szybciej, niż uczeń.
Zębami złapał jej ogon i przyciągnął do siebie. Łapą z wyciągniętymi pazurami odgonił wrednego ptaszora. Następnie, złapał Cichą za kłąb i zaciągnął do prowizorycznego obozu, gdyż kotka zdawała się wystraszona.
Zostawil ją tuż pod obozem, żeby nikt nie widział jak wchodzą razem. Stanął naprzeciwko niej, żeby widziała, jak mówi.
- Ja pierwszy wchodzę, ty później. I nie odzywaj się do mnie. I nie znasz mnie, rozumiemy się? Zrobiłem to, bo musiałem. - Oznajmił.
Nie spodziewał się odpowiedzi. Myślał, że kotce coś zjadło język, dlatego się nie odzywa, więc po odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę obozu. Musiał zdać raport Marchewie, że pomógł Cichej.
<Cicha? Możesz go pomęczyć >
[przyznano 5%]
20 sierpnia 2022
Od Kruczej Łapy cd Łasiczego Skowytu
Kruk stał wyprostowany, cały czas patrząc na kotkę.
- Ja też nie sądziłem, że spotkam kogoś z innego klanu - mruknął obojętnie. Może gdzieś w środku był zaskoczony widokiem obcego kota, akurat kiedy uczył się węszyć i rozpoznawać zapachy, jednak nie okazywał tego.
Jego błękitne, chłodne oczy wpatrywały się w kotkę, analizując ewentualne ruchy z jej strony.
- Kogoś z innego klanu? To ja! Łasica! Twoja siorka? - syknęła do niego. - Obudź się durniu w końcu ze swojego zimowego snu.
Krucza Łapa zmarszczył brwi. Jego siostra? Ostatni raz widział ją, kiedy byli dziećmi. Wtedy któregoś razu po prostu zniknęła, nie wracając do obozu. Kruk nigdy nie interesował się rodzeństwem, może dlatego słabo pamiętał tą osobniczkę.
- Nie przypominam sobie, żebym miał siostrę w obcym klanie. - Szepnął do siebie.
- Udowodnij. - Oznajmił chłodno.
- Pogrzało cię?! Nie będę Ci nic udowadniać, jak masz mózg to będziesz mnie pamiętać! - Warknęła.
Kruk patrzył na nią jak na wariatkę. Może i mówiła z sensem, jednak on też miał swój rozum i nie zamierzał dać się oszukać jakiejś pierwszej lepszej, że jest jego siostrą.
Kotka zmarszczyła brwi, patrzyła chwilę na niego, a potem westchnęła.
- Eh, niech Ci będzie. - mruknęła niechętnie. - Nasz brat to Mróz. Mroźna Wichura.
Kruk patrzył podejrzliwie. Pamiętał brata o imieniu Mróz. Widocznie przez te wszystkie księżyce pewnie został wojownikiem, w którymkolwiek klanie był.
- Skoro jesteś moją siostrą, to co robisz w innym klanie? Jesteś zdrajczynią?
- Zdrajczynią?! Ty jesteś zdrajcą bo się tu nawet nie urodziłeś. - Odparła ostro.
- Co ty pierdolisz?
- Kolejny się znalazł... Nie należysz do nich, najchętniej by cię zabili. W końcu jesteśmy bachorami zdrajczyni. - Wyjaśniła.
Kruk nie mógł powiedzieć, że się tego spodziewał. Jeśli jej wierzyć, byli znienawidzeni. Dzieci zdrajcy, naznaczone potomstwo, od urodzenia wytykani. Kruk nigdy tego nie doświadczył. Nie mówił oczywiście, że nikt go nie obgadywał za plecami, co szczerze go nie obchodziło.
- Łżesz. Nic mi o tym nie wiadomo.
- Ah, pewnie nikt ci nie powiedział, żeby nie było ci przykro.
Zacisnął zęby. - Nie bądź taka mądra. - Powiesz mi o tym więcej? - Dodał po chwili namysłu.
- Już ci powiedziałam. Jesteś synem zdrajczyni, tak jak ja i reszta. - mruknęła niechętnie po czym zlustrowała go spojrzeniem. - Urodziłeś się w Klanie Wilka, później matka nas wyniosła na tereny klifiaków. Mogliśmy tu zginąć. - wypluła. - Masz szczęście że liżą ci tam tyłek.
- Nikt mi nic o tym nie mówił - stwierdził.
- A myślisz, że dlaczego? Rusz tym pustym łbem Kruk. I tak już cię tam pewnie nikt nie lubi, ale boją się to pokazać. - uśmiechnęła się złowieszczo.
- Skoro się boją, to nic mi nie grozi. - Wysunął pazury. - Nie daję sobie w kaszę dmuchać.
- Pokazujesz pazurki siostrze tak? Sądzisz, że jesteś na tyle silny by w razie co powstrzymać mój atak? No pochwal się, jak się teraz nazywasz, bo chyba nie wmówisz mi, że dalej jesteś Kruczą Łapą! - syknęła.
- Kto mówił, że pokazuje pazury tobie? - Syknął. - Nie jesteś dla mnie żadnym przeciwnikiem. Za kogo ty się uważasz?
- Za kogoś lepszego od ciebie. Ot co. - splunęła na ziemię wysuwając pazury. - Dalej, pochwal się Kruczy...?
- Oczywiście, że nazywam się Krucze Pióro. - Skłamał z pewnością siebie. - Myślisz, że upadłym na tyle nisko, by być dalej uczniem? Nie żartuj sobie. - Wbił pazury w ziemię, machając ogonem.
Może byli rodzeństwem. Łączyły ich więzy krwi, ale na pewno nie przyjazne stosunki.
- Skoro jesteś wojownikiem... - zaczęła z cynicznym uśmieszkiem. - przydałbyś się nam. Nigdy nie jest za późno, aby wrócić do rodziny.
- Jeśli cała nasza rodzinka jest tak sympatyczna jak ty, to podziękuję - burknął.
- Nie jesteś ani trochę lepszy. - burknęła pod nosem.
- Odezwała się, najlepsza z nas. - Przewrócił oczami. - Zastanowię się.
Usiadła i zadarła nos do góry.
- Phi. Może coś z ciebie jeszcze będzie. - dodała.
- Przymknij się. Jeszcze jakieś wielce błyskotliwe uwagi?
Uniosła brew w jawnym szoku.
- Nie wiedziałam, że klifiaki uczą cię pyskowania, z tego co kojarzę same tam ciepłe kluchy. Może poza Lamparcim Rykiem...
- W końcu nie pochodzę od nich - zrobił krok w przód, a w jego oczach tańczył chłód. - Jestem wyrzutkiem, tak jak ty. Dzieci zdrajcy, czyż nie?
Pokręciła ze zdumieniem łbem.
- Jesteś wyrzutkiem, ale tylko ty i Mróz. Ja z Chłodem znów jesteśmy u siebie, a nasza matka? Dla nas to już przeszłość.
Przewrócił oczami.
- Dobrze mi tak. Nikt mnie nie zaczepia. - odparł. - przemyślę twoją propozycję powrotu do klanu. Na razie zostanę tutaj.
- Jak tam sobie chcesz Kruk. - odparła obojętnie. - Ja się będę już zmywać, może się kiedyś znowu spotkamy.
- Nie będę czekać - zmrużył oczy.
Patrzył, jak kotka odchodzi. Zamyślił się chwilę. Dlaczego akurat teraz na nią wpadł? Czy to znak? Czy powinien wracać do swojego rodzimego klanu? Nigdy o tym nie myślał, że nie znał matki, zapomniał ojca, rodzeństwa. Co prawda nie minęło wiele księżyców, jednak Kruk nigdy nie przywiązywał do nich uwagi. Wszelkie plotki klanowe go omijały, bo Krucza Łapa nie był chętny do siedzenia wśród kotów. Na zgromadzenia również nie chodził, także nie mogli spotkać się wcześniej.
Chłodny wiatr sprawił, że powrócił na ziemię.
Rozejrzał się ostatni raz, postanawiając wracać do klanu.
Czuł, że to nie było przypadkowe spotkanie. Gwiezdni, lub ktokolwiek tam na górze jest, miał jakiś plan. Pytanie tylko jaki? Może chcieli by Kruk dowiedział się prawdy, znienawidził Klifiaków i wrócił do Wilczaków?
Stawiając wielkie kroki w śniegu, zastanawiał się głęboko nad tym, co ma począć. Na pewno na pierwszy ogień idzie ukończenie treningu. Musiał zdobyć oficjalnie imię wojownika, by, gdy spotkają kiedyś się z siostrą na zgromadzeniu, nikt nie mówił do niego per "Krucza Łapa". Wszystko szlag by trafił.
Kruk ogonem odgarnął śnieg z frustracji. Był wkurzony, bardzo wkurzony. Nawet nie tym, że tak długo był uczniem, tylko zarozumiałością swojej siostrzyczki, którą miał chwilami ochotę pobić, jak za dzieciaka, kiedy pojedynkowali się w żłobku. Westchnął głośno.
Dotarł do obozu, łapy od razu kierując w stronę legowiska uczniów, gdzie, bez kolacji, leżał i miał wszystkich w nosie.
<Łasica?>
[przyznano 5%]
15 sierpnia 2022
Od Kruczej Łapy
Krucza Łapa siedział na uboczu bardzo znużony. Miał dookoła się śnieg, który niesamowicie moczył mu łapy. Nie lubił tego uczucia. Gniewnie machnął ogonem, roznosząc śnieg na boki.
Czekał na mentorkę, która była omówić coś z innymi wojownikami. Marchewka podeszła do niego po chwili, machając przyjaźnie ogonem.
- Dzień Dobry, Krucza Łapo.
- Bry. - Mruknął, wstając.
Nie miał za bardzo humoru. Zresztą, czy kiedykolwiek widać było u niego uśmiech na pysku? Niby czerpał przyjemność z treningów, bo wiedział, że są pożyteczne, a jednak nie był tak entuzjastycznie nastawiony jak jego mentorka.
Rudzielec poczłapał za starszą kotką. Po drodze dowiedział się, że będzie miał trening z tropienia. Pożyteczna umiejętność, na którą Kruk zapatrywał się bardzo pozytywnie. Był niemal pewny, że przyjdzie mu łatwo, w końcu co jest trudnego w tropieniu zająców?
Dotarli na miejsce, w którym czuł naprawdę wielką mieszankę zapachów. Jedną z nich był on, drugą mentorka, a poza nimi jeszcze z sześć różnych woni zwierząt, nie mówiąc już o zapachu, który dawało otoczenie.
Marchewka przekazała mu najważniejsze informacje, wraz z opisami zapachów, których Kruk do tej pory nie poznał. Wiadomo, zająca czy wiewiórka kojarzył, ponieważ jadł je ze stosu ze zwierzyną. Może i były martwe jakiś czas, ale zapach pozostał. Kruk mógł go gdzieś wyczuć w całej tej mieszańce woni. Co znaczyło, że kiedyś gdzieś przechodził tedy zając.
Marchewka opowiadała mu o plusach tropienia, że to bardzo przydatna umiejętność, a jej uczeń się z nią zgadzał. Dawała również opisy innych klanów, i ich specyficznych zapachach. Napomniała z kim mamy dobre relacje, z kim gorsze, kogo miał unikać. Ogólnie, Kruk nigdy nie był specjalnie chętny do zawierania nowych przyjaźni, także nie planował również szlajać się po granicach w poszukiwaniu guza.
- Dobra, więc pora na praktykę! Wiem, ta teoria mogła być strasznie nudna, ale nie przejmuj się bo zaraz zrobi się ciekawie! - oznajmiła mentorka.
- Teoria była w porządku - odparł, wstając z ziemi, bo od gadaniny Marchewki przysiadł, wiedząc, że to chwilę potrwa.
Poszedł za mentorką.
- Zaciągnij się powietrzem. Co czujesz? - zapytała.
Wziął głębszy wdech.
- Nie wiem. Ptaki chyba i może wiewiórkę? - mruknął.
- Nie tak źle! A jesteś w stanie powiedzieć mi, czy ich zapachy są słabe, mocne?
- Hmm, niespecjalnie. Wydaje mi się, że wiewiórkę gorzej czuć, niż ptaki. - powiedział.
- Super! - pochwaliła go. - Wiesz, co to znaczy?
- A skąd mam wiedzieć? - Przewrócił oczami.
- Mocniejszy zapach oznacza, że zwierzę niedawno tutaj było i nadal masz szansę je odnaleźć i upolować. - odpowiedziała. - Słabszy znaczy, że prawdopodobnie wiewiórka już dawno stąd uciekła.
Kruk pokiwał głową w zrozumieniu. Marchewka zaczęła coś mówić o kierunkach wiatru. Jeśli wiał w naszą stronę, jesteśmy na wygranej pozycji. Jeśli nie, to mamy problem. Zwierzyna wyczuje drapieżnika na długo, nim do nich podejdziemy i ucieknie. Kruk słuchał i słuchał. Śnieg w międzyczasie zaczął spadać z nieba.
- Fajnie, że uczysz się w zimę - powiedziała Marchewka, kiedy wspólnie szli przez warstwę śniegu, wracając do obozu.
- Czemu?
- W Porę Nowych Liści będziesz miał prościej, bez śniegu dookoła, a z drzewami pełnymi liści - odparła.
Kruk pokiwał głową. Szli przez tereny klanu, patrząc na spadający dookoła śnieg. Marchewka przyspieszyła kroku, bo marzły jej łapy, z kolei Kruk oznajmił jej, że jeszcze tu chwilę pobędzie. Po pięćdziesięciu obietnicach, że wróci przed nocą do obozu, dostał zgodę na zostanie.
Wyruszył więc w losowym kierunku, docierając w końcu do jakiejś granicy klanu, bo wyraźnie mógł poczuć obcą woń. Dobrze się składało, bo dzisiaj nauczył się je rozróżniać. Nie był tylko pewien który to był klan.
<Ktoś z innego klanu może? >
[przyznano 5%]
05 maja 2022
Od Kruka
*skip time do momentu, kiedy maluchy mogą już chodzić i widzą i tak dalej*
Kruk wytarzał się w piachu, brudząc całego siebie. Słyszał dookoła różne dźwięki, które nadal były dla niego nieodgadnione. Nie mógł przecież wyjść ze żłobka, by je wszystkie poznać, dlatego na razie tylko nasłuchiwał i wymyślał, czym to mogło być.
Gdzieś dalej, kątem oka widział też swoje rodzeństwo, które wielokrotnie chciało zachęcić go do zabawy. On był nieugięty i siedział na dupie, patrząc na wyjście ze żłobka, jakby miał się tam przeteleportować.
Któreś z jego rodzeństwa wpadło na niego, a Kruk syknął, odpychając sprawcę łapami. Ugryzł go w ogon i takim sposobem wplątał się w walkę. Ale to taką poważną! Nie jakąś tam sprzeczkę...
Walczył z jednym z braci na śmierć i życie! No, może nie do końca, ale było bardzo poważnie. Właśnie, było, ponieważ ktoś przyszedł i ich rozdzielił, przywołując ich do porządku. Kruk go nie znał, ale nie podobał mu się sposób, w jaki do nich mówił. Jakby wymagał od dzieci bycia dorosłymi. Przecież po to mieli pazury, żeby bić nimi rodzeństwo, co on, nie wiedział?
- Nie bijcie się, a szanujcie – mówił dalej przybyły.
Kruk wypiął język w jego stronę, a gdy kocur chciał go uderzyć łapą, ten szybko uciekł, chowając się gdzieś w kącie. Znał żłobek na pamięć, więc chowanie się było dla niego pestką.
Nie wiedział, ile spędził pod tym głupim mchem, ale tamten kocur już sobie poszedł. Zaczęło się ściemniać, tak więc wszystkie dzieci musiały zjeść kolację, a następnie zasnąć. Kruk wyszedł ze swojej kryjówki, zjadł wraz z rodzeństwem, a następnie zaklepał sobie – a dokładniej – wykopał brata z najwygodniejszego miejsca na mchu, i poszedł spać.
Gdzieś dalej, kątem oka widział też swoje rodzeństwo, które wielokrotnie chciało zachęcić go do zabawy. On był nieugięty i siedział na dupie, patrząc na wyjście ze żłobka, jakby miał się tam przeteleportować.
Któreś z jego rodzeństwa wpadło na niego, a Kruk syknął, odpychając sprawcę łapami. Ugryzł go w ogon i takim sposobem wplątał się w walkę. Ale to taką poważną! Nie jakąś tam sprzeczkę...
Walczył z jednym z braci na śmierć i życie! No, może nie do końca, ale było bardzo poważnie. Właśnie, było, ponieważ ktoś przyszedł i ich rozdzielił, przywołując ich do porządku. Kruk go nie znał, ale nie podobał mu się sposób, w jaki do nich mówił. Jakby wymagał od dzieci bycia dorosłymi. Przecież po to mieli pazury, żeby bić nimi rodzeństwo, co on, nie wiedział?
- Nie bijcie się, a szanujcie – mówił dalej przybyły.
Kruk wypiął język w jego stronę, a gdy kocur chciał go uderzyć łapą, ten szybko uciekł, chowając się gdzieś w kącie. Znał żłobek na pamięć, więc chowanie się było dla niego pestką.
Nie wiedział, ile spędził pod tym głupim mchem, ale tamten kocur już sobie poszedł. Zaczęło się ściemniać, tak więc wszystkie dzieci musiały zjeść kolację, a następnie zasnąć. Kruk wyszedł ze swojej kryjówki, zjadł wraz z rodzeństwem, a następnie zaklepał sobie – a dokładniej – wykopał brata z najwygodniejszego miejsca na mchu, i poszedł spać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)