Gęsi Wrzask obraził się. Może fakt, nie zachował się jak na partnera przystało, ale czemu miał wspierać tą inicjatywę? Mroczna Gwiazda nie żył, point nie był mu nic winien. Nawet jeśli przyszedłby we śnie, aby przypomnieć mu o nadanej obietnicy, to był tylko duchem. Co niby mógł mu zrobić? Przecież dla ojca, Gęś był ideałem. Nie skrzywdziłby go, gdyby ten po prostu odmówił. Ta cała nagonka, by mieć potomstwo była dla niego chora. Był ofiarą tej ideologii, dlatego też jej nie popierał. Dał swoim dzieciom wybór. Nie stał nad Koszmarnym Omenem i Wieczorną Marą grożąc im, że jak nie dadzą mu wnuków to przerobi ich na dywanik. Nie był aż tak nienormalny jak swój ojciec.
Po tej akcji, nie wiedział jak podejść do partnera. Co mu powiedzieć. Widział, że ten podjął już decyzję i raczej jej nie zmieni. Na samą myśl, że będzie wyrywał jakąś samotniczkę w jego krwi zawrzało. To naprawdę było dla niego ciężkie. Nawet jeśli ten obiecał się jej po wszystkim pozbyć, będzie widział na co dzień jego dzieci. Jeszcze wyjdą podobne do medyka i co? Na zawsze będą przypominać mu o tej chwili.
Oczywiście. On nie był lepszy. Też miał dzieci, ale został do nich zmuszony. Ojciec praktycznie groził mu w pysk, że będzie stał nad nim, aż nie weźmie się do roboty. A Gęś? Gęś nie miał na szyi pazurów, które rozerwałyby mu gardło. To była jego świadoma decyzja.
Dopiero po paru dniach postanowił z nim porozmawiać. Wszedł do legowiska medyka, patrząc jak kocur bawił się roślinkami. Gdy point go dostrzegł zaprzestał swojej roboty, wpatrując się w niego z milczeniem.
— Przemyślałem sprawę. Jeżeli tego chcesz to możemy zrobić to po twojemu. Ale ja jej nie zabiję. Ty to zrobisz — powiedział.
Nie chciał zabijać niewinnej kotki, osieracając młode kocięta. To kłóciło się z jego moralnością. Nawet w kulcie zabijanie niewinnych ofiar było dla niego ciężkie. Dlatego też preferował szybką śmierć. Aby samotnicy najmniej cierpieli. Ojciec nigdy nie dostrzegł, że robił to z litości. Gdyby wiedział, na pewno znów usłyszałby jego zawiedziony głos. Teraz jednak, gdy odszedł, a żałoba po nim minęła, czuł się... wolny. Niczym nowonarodzony. Mógł decydować o sobie. Mógł być tym kim chciał. A chciał ograniczyć szerzenie przez swój pysk śmierci. Mogli to robić inni kultyści. On jako wielki kapłan wolał zajmować się organizacyjnymi sprawami, a nie bawić się w pana życia i śmierci, wykonując egzekucję.
<Gęś?>