BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gęsi Wrzask x Chłodny Omen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gęsi Wrzask x Chłodny Omen. Pokaż wszystkie posty

08 września 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Gęsiego Wrzasku

 Gęsi Wrzask obraził się. Może fakt, nie zachował się jak na partnera przystało, ale czemu miał wspierać tą inicjatywę? Mroczna Gwiazda nie żył, point nie był mu nic winien. Nawet jeśli przyszedłby we śnie, aby przypomnieć mu o nadanej obietnicy, to był tylko duchem. Co niby mógł mu zrobić? Przecież dla ojca, Gęś był ideałem. Nie skrzywdziłby go, gdyby ten po prostu odmówił. Ta cała nagonka, by mieć potomstwo była dla niego chora. Był ofiarą tej ideologii, dlatego też jej nie popierał. Dał swoim dzieciom wybór. Nie stał nad Koszmarnym Omenem i Wieczorną Marą grożąc im, że jak nie dadzą mu wnuków to przerobi ich na dywanik. Nie był aż tak nienormalny jak swój ojciec. 
Po tej akcji, nie wiedział jak podejść do partnera. Co mu powiedzieć. Widział, że ten podjął już decyzję i raczej jej nie zmieni. Na samą myśl, że będzie wyrywał jakąś samotniczkę w jego krwi zawrzało. To naprawdę było dla niego ciężkie. Nawet jeśli ten obiecał się jej po wszystkim pozbyć, będzie widział na co dzień jego dzieci. Jeszcze wyjdą podobne do medyka i co? Na zawsze będą przypominać mu o tej chwili. 
Oczywiście. On nie był lepszy. Też miał dzieci, ale został do nich zmuszony. Ojciec praktycznie groził mu w pysk, że będzie stał nad nim, aż nie weźmie się do roboty. A Gęś? Gęś nie miał na szyi pazurów, które rozerwałyby mu gardło. To była jego świadoma decyzja. 
Dopiero po paru dniach postanowił z nim porozmawiać. Wszedł do legowiska medyka, patrząc jak kocur bawił się roślinkami. Gdy point go dostrzegł zaprzestał swojej roboty, wpatrując się w niego z milczeniem. 
— Przemyślałem sprawę. Jeżeli tego chcesz to możemy zrobić to po twojemu. Ale ja jej nie zabiję. Ty to zrobisz — powiedział. 
Nie chciał zabijać niewinnej kotki, osieracając młode kocięta. To kłóciło się z jego moralnością. Nawet w kulcie zabijanie niewinnych ofiar było dla niego ciężkie. Dlatego też preferował szybką śmierć. Aby samotnicy najmniej cierpieli. Ojciec nigdy nie dostrzegł, że robił to z litości. Gdyby wiedział, na pewno znów usłyszałby jego zawiedziony głos. Teraz jednak, gdy odszedł, a żałoba po nim minęła, czuł się... wolny. Niczym nowonarodzony. Mógł decydować o sobie. Mógł być tym kim chciał. A chciał ograniczyć szerzenie przez swój pysk śmierci. Mogli to robić inni kultyści. On jako wielki kapłan wolał zajmować się organizacyjnymi sprawami, a nie bawić się w pana życia i śmierci, wykonując egzekucję. 

<Gęś?>

16 sierpnia 2023

Od Gęsiego Wrzasku CD. Chłodnego Omenu

To, że był zły na Chłoda, było aż zbyt delikatnym określeniem. Kocur był wręcz wkurwiony, że jego partner robił nagle z tego wielkie halo, niczym jakaś urażona księżniczka. No i co z tego, że Chłoda zmusił do tego ojciec? Gęś sam obiecał to teściowi, a jakoś mu się nie widziało mieć koszmarów z odwiedzinami kocura. Jeszcze tego do szczęścia brakowało, wściekły duch teścia wypominający mu, że jeszcze nie zrobił kultowi bachorów, a czas mu ucieka.
Też coś.
— Nie wiem, czy jestem w stanie, wybacz. Nie chcę ci nikogo wskazywać i się temu przyglądać. Jeżeli ci tak na tym zależy, to sam sobie poradzisz. Im mniej wiem, która to, tym ma większe szanse, że ci te dzieci da. Bo teraz nie ma ojca i nic mnie nie powstrzyma przed zabiciem tej wroniej strawy — burknął do niego. Gęś przewrócił ślepiami na zachowanie Chłoda. Gorzej niż rozpieszczony bachor, który nagle czegoś nie dostał. Zmarszczył nos, wbijając twardo turkusowe ślepia w ukochanego. 
— Uwierz, tak będzie lepiej — dodał jeszcze, biorąc głęboki wdech, aby się uspokoić. Point ledwie powstrzymał się, by nie zasadzić mu lepy na ryj. Uznał jednak, że tym razem lepiej będzie, jak porozmawia z nim spokojnie.
— Na mroczne duchy i cały kult! — syknął gniewnie, odsłaniając ostre jak brzytwa kły. — To ją zabijesz! Mam to w dupie, rozumiesz? Wedle mnie, jak tylko bachory będą samodzielne, czyli około księżyc, dwa, wedle mnie możesz zrobić z niej dywanik do naszego legowiska! — zamknął pysk, żeby wziąć głęboki wdech. Kończył mu się powoli oddech od tego trajkotania. — Tylko ten dywanik ma być ładny — upomniał go.
Chłód odwrócił łeb, nadal naburmuszony.
— Słuchaj, nie odwalaj mi hipokryty, dobra? — tonkij obszedł partnera dookoła, zagradzając mu dalszą drogę. — Ja wytrzymałem latanie tej nawiedzonej idiotki za tobą, to ty też. Jakoś nie widzi dostać mi się na łeb niczym Kruk, bo twój tatuś uzna, że złamałem obietnicę, więc będzie mnie w snach nachodził! — tupnął łapą, zbliżając niebezpiecznie swój pysk do nosa Chłoda.
— Nadal nie rozumiesz, ojciec by mnie zatłukł, gdybym nie-
Gęś wywróci wściekły ślepiami. Miał szczerze dość tłumaczeń rudego.
— Znajdę jakąś durną babę w mieście, przywlokę ją do obozu, a jak urodzi bachory, ty ją zabijesz. Potem… nie wiem, możemy przerobić jej futro na dywanik a o gwiazdach urządzić sobie romantyczną kolację.
Mistrz odwrócił do niego wzrok, co wywołało u Gęsi niezadowolone prychnięcie.
— Nadal nie rozumiesz…
— Czy ty sugerujesz, że cię do cholery nie kocham? — zetknął się z nim klatami, jakby właśnie rzucał starszemu wyzwanie. — No, odpowiedz. Bo tak się właśnie zachowujesz, Chłodny Omenie! Zazdrosny o jakąś głupią babę, chociaż powiedziałem, że możesz ją sobie zjeść i przerobić na dywan! — wykrzyknął, oddychając ciężko.
W końcu złagodniał, odsunął się od partnera, kuląc uszy. Tym razem to on odwrócił wzrok niezadowolony.
— Z resztą, nieważne. Muszę odpocząć. Sam. — bruknął, kładąc nacisk na ostatnie słowo. Naprawdę zaczął się zastanawiać, czy Chłód kwestionuje jego miłość, że byłby w stanie zostawić go dla jakiejś durnej baby… Mimo wszystko było mu przykro, tak zwyczajnie. Jemu też się nie podobał pomysł, żeby rudy miał bachory, jednakże ugryzł się w dupę i jakoś to znosił.
Dlaczego więc Omen tego nie umiał zrobić dla niego? Dlaczego nie rozumiał, że Gęś nie chce oszaleć przez złe duchy tak, jak Upadły Kruk?

<Chłód?>

15 sierpnia 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Gęsiego Wrzasku

 Skrzywił się, bo nie podobał mu się pomysł, aby partner miał dzieci. On swoje owszem miał, ale zrobił je, ponieważ zmusił go ojciec. A teraz? Teraz nie było nad nimi nikogo, kto wymagałby od nich, aby przekazać swoje geny dalej. Szakala Gwiazda była normalna i raczej wątpił, by stała nad kocurem i żądała, by wziął się do roboty i spełnił swoją powinność. 
— Ale dlaczego? — wystękał jak stary dziadyga, marszcząc swój nos. — Ojciec nie żyje, nie jesteś mu nic winien... 
Gęsi Wrzask posłał mu spojrzenie sugerujące, że myśli co innego. No dobra... Może staruch mógłby przyjść nękać medyka we snach, skoro złożył mu taką obietnicę i dalej nic z nią nie zrobił, ale na Mroczną Puszczę! Dlaczego teraz? Nie podobało mu się to. Nie chciał dzielić się partnerem z żadną babą. I chyba teraz rozumiał skąd wzięła się zazdrość u pointa, gdy musiał oglądać jak latała za nim Frezjowy Płatek. Teraz zamieniali się rolami, co mu się oczywiście nie podobało. 
— No co krzywisz pyska? Nie rzucę cię przecież dla babsztyla! Chłód! — wymiauczał partner widząc jego minę. 
Westchnął ciężko, przewracając oczami. 
— Nie chcę szukać ci baby — rzekł prosto z mostu. — Nie chce być taki jak mój ojciec. Obiecałem sobie, że będę od niego zdecydowanie lepszy. Nie chcę cię do niczego zmuszać. 
— Przecież nie zmuszasz, idioto! — Point popukał go łapą po głowie. — Poszerzamy tylko kult, nie rycz tak.
Łatwo mu było mówić! A co jeśli ta kotka zacznie za nim latać, tak jak to było w jego przypadku? Mu jakoś się udało odepchnąć Frezję i pokazać jej, że nie znaczy dla niego nic, bo kochał tylko i wyłącznie Gęś, ale... Ale co jeśli... Te i inne pytania powodowały w nim natłok myśli. Położył po sobie uszy. 
— Nie wiem czy jestem w stanie, wybacz. Nie chcę ci nikogo wskazywać i się temu przyglądać. Jeżeli ci tak na tym zależy, to sam sobie poradzisz. Im mniej wiem która to, tym ma większe szanse, że ci te dzieci da. Bo teraz nie ma ojca i nic mnie nie powtrzyma przed zabiciem tej wroniej strawy — burknął do niego już czując jak złość na przyszłą matkę kociąt partnera w nim buzuje. Nie... nie mógł tego zrobić. Był zbyt impulsywny. Działał poprzez gniew. Będzie sprawiał tylko mu problemy. — Uwierz tak będzie lepiej — dodał jeszcze, biorąc głęboki wdech, aby się uspokoić.

<Gęś?>

04 sierpnia 2023

Od Gęsiego Wrzasku CD. Chłodnego Omenu

 Sam nie bardzo wiedział, dlatego zgłosił się sam, aby naprostować niewychowanego bachora. Może to jakaś względna troska o Szakal i to, aby nie miała problemów, przez rozwydrzone bękarty… Może trochę o nią się martwił, jednak tak tylko trochę, ociupinkę. Wychowywał przecież tego pyskatego szczeniaka, od kiedy miała sześć księżyców. Więc no… logiczne było, że w pewnym sensie i stopniu się do niej przywiązał.
Mimo wszystko dopiero po fakcie skumał, że będzie miał zdecydowanie mniej wolnego czasu do dyspozycji. Szczególnie tego, który z przyjemnością przeznaczyłby na wspólne spędzanie czasu z Chłodnym Omenem. No, mówiło się trudno.
Przynajmniej nie będzie się nudził, wizja poznęcania się psychicznie nad tym bachorem brzmiała ciekawie.
Pierwszy trening mógł być bardziej owocny, chociaż nie narzekał. On bawił się świetnie, w przeciwieństwie do czarnej uczennicy, która zaczynała drżeć na jego widok.
Uśmiechnął się pod wąsem, stykając z rudym czołami, nim otarł się o jego policzek, mrucząc nisko. Stęsknił się i to bardzo. Miał nadzieję, że jego ukochany miał przyjemny dzień.
Liznął go w policzek, przejeżdżając ogonem pod brodą kocura, nim podreptał w kierunku legowiska wojowników. Oblizał pysk, unosząc sugestywnie brwi. Może im się uda dzisiaj wyrwać na wieczorny spacerek?
— I co? — zapytał zaciekawiony Omen junior, dołączając do niego. — Dałeś jej w kość? Jak coś możesz użyć swojej muszli do wbicia jej czegoś do łba. Tak. Przyniosłem ci ją. Nie dziękuj.
Przymknął ślepia z radością, gdy poczuł jego ciało tuż obok. Liźnięcie za uchem tylko poprawiło mu paskudny humor, który towarzyszył kocurowi od rana.
— Dziękuję… — mruknął z wyczuwalną radością w głosie. — A Rozwydrzona… Cóż, wypluła ząb, ha. Musiałbyś widzieć, jak krew jej z mordy leciała — zamruczał wesolutko, wręcz dumny z siebie, że znęca się nad młodszą od siebie kotką.
Pozwolił myślom płynąć, z tyłu głowy nadal dźwięczała mu obietnica, którą złożył teściowi. Eh… westchnął ciężko, gapiąc się na partnera. Jak miał zacząć ten temat? Może i on zignorował to, że Chłód musiał zrobić bachory, jednakże nie oczekiwał, że jego luby zareaguje tak samo, jak on.
— Ej, co jest? Rozwydrzona odgryzła ci język? — mistrz trącił go barkiem, wyprowadzając z letargu.
— Nie, nie… Jest okej. Dziękuję ci za muszelkę. Bardzo cię kocham — powtórzył spokojnie, biorąc głębszy wdech. — Musimy porozmawiać, wiesz? Złożyłem twojemu ojcu obietnicę, że zrobię kocięta dla dobra kultu i…
— NO NIE RÓB JAJ, ŻE ZE MNĄ ZRYWASZ?! — wrzasnął Chłód, zwracając na nich kilka zainteresowanych spojrzeń.
— Aleś z ciebie debil. Nosz… mysi móżdżek! — syknął, waląc go łapą przez łeb. — Chcę, żebyś pomógł znaleźć mi odpowiednią kotkę. Nie chcę, żeby moje bachory były słabe. Zasady takie same jak u ciebie. Robię dzieci, wychowuje je na kultystów i nic więcej. Jak jakieś wyjdzie… inne, pozbywamy się problemu — burknął, patrząc na ukochanego. Na moment zakrył łapą pysk. Na samo wspomnienie o pójściu w krzaki z kotką brało go na potężne rzyganie.

< Chłód? >

Od Chłodnego Omenu CD. Gęsiego Wrzasku

 Partner znów mu dogryzał, jakby sądził, że to zrobi na nim wrażenie. Przywykł do jego stylu bycia i te wyzwiska w jego kierunku go nie ruszały. Zresztą... Sam miał szpetny ryjec, ale za bardzo go kochał, by uznawać to jako coś, co wadziło w jego wyglądzie. 
Gdy Gęsi mu przylał w pysk, jedynie co dostał w odpowiedzi to uśmieszek. Przecież wiedział, że takie coś, to dla niego niczym pieszczota. Wstał, skracając pomiędzy nimi dystans, wręcz chcąc jeszcze raz, aby jego łapa dotknęła boleśnie jego twarzy. 
— Nie zachowuj się jak kocię — skarcił go, wystawiając mu język, gdy ten sapnął oburzony na to porównanie. 
Zaraz poczuł jak point na nim ląduje, przyciskając go do ziemi. Zaśmiał się na to jego zachowanie, kręcąc łbem. Uniósł głowę i musnął go językiem po pysku, zaraz zamieniając się z nim miejscami. 
— Lepiej wracajmy, bo zaczynasz gwiazdorzyć, a jeszcze czekają na nas obowiązki — to powiedziawszy zszedł z niego i słysząc jego niechętne jęki do zostawiania ich azylu, gdzie mogli nacieszyć się sobą bez ciekawskich spojrzeń, ruszyli w drogę powrotną.

***

Naprawdę nie wierzył, że partner podczas zgromadzenia wrobił go w szukanie muszelek, a potem się zmył. Podobno dostał rozkaz od Szakalej Gwiazdy, aby ogarnąć Nocną Łapę, ale i tak nie był zadowolony z tego, że przerwano im tak miły wieczór. Uczennica spowodowała katastrofę nie tylko dla siebie, ale i dla niego, bowiem musiał resztę czasu spędzić sam. Kiedy wracali do obozu, wrócił po muszlę, którą Gęsi Wrzask uznał za idealny prezent i teraz niósł ją do legowiska wojowników, gdzie dziad spał w najlepsze. Położył podarunek nieopodal ich legowiska, po czym położył się na kocurze, nie reagując na jego warkot, gdy odebrał mu dech. Zaraz point jakoś się ułożył robiąc mu miejsce, przytulając do swej piersi, a on mógł oddać się snom.
Gdy się zbudził Szakala Gwiazda ogłosiła co następuje. Zrobiła z Nocnej Łapy Rozwydrzoną Łapę i od teraz Gęsi Wrzask miał ją szkolić. Wspaniale... Będą teraz mieć mniej czasu na czułostki, bo point zacznie musztrować rozwydrzonego bachora, który nie potrafił zachować się kulturalnie w publicznym miejscu. 
Kiedy partner wrócił ze swojego pierwszego treningu z uczennicą, podszedł do niego ciekaw, jak tam mu się podobało.
— I co? — zapytał zaciekawiony. — Dałeś jej w kość? Jak coś możesz użyć swojej muszli do wbicia jej czegoś do łba. Tak. Przyniosłem ci ją. Nie dziękuj. 

<Gęś?>

31 lipca 2023

Od Gęsiego Wrzasku do Chłodnego Omenu

 Pora Zielonych Liści była naprawdę piękna, jedna z jego ulubionych, do tego nie musiał babrać się w kociej krwi, którą zdecydowanie trudniej było wyczyścić. Rozbawiony, upadł na ziemię, tarzając się po trawie. Znów spędzali czas z Chłodnym Omenem, wolni od trosk czy obowiązków, które nakładał na nich teść.
Teraz mieli spokój, którym mogli się cieszyć tylko we dwoje. Daleko od spojrzeń tych, którzy im zazdrościli tak cudownej relacji.
Przyparty do gruntu, nawet nie oponował.
~*~
Wcisnął nos w ciepłe, miękkie futro, które pachniało lasem. To właśnie w nim uwielbiał. Nie ważne, jak paskudną robotę wykonywał, Chłód nadal nosił na sobie woń świeżej trawy, liści oraz żywicy płynącej po korze drzewa.
— Hm?
— Nic, nic, Chłodzie — wymruczał, przymykając ślepia. Słońce muskało mu futro na policzkach swoimi promykami. Nikt im nie przeszkadzał, byli sami — Po prostu cię kocham — szepnął, splatając razem ich ogony.
Zdecydowanie polubi wspólne noce w borsuczych norach.
~*~
Wpatrywał się w niego na tyle długo, że Chłodny Omen poruszył zaciekawiony wąsami, odwracając pysk w stronę partnera. Ten szybko odwrócił łeb, jakby nigdy nic się nie stało. Rudy nie dawał jednak za wygraną, podszedł bliżej, dotykając jego boku.
Gęś przymknął ślepia, skupiając się na marszu.
Szli zabijać, nie flirtować czy urządzać sobie romantyczne schadzki. Nie teraz.
Cichy śmiech otarł się o jego uszy. Liliowy wojownik podniósł łeb.
Ponownie wbijał w niego swojego morskie ślepia.
~*~
Zamknął ślepia, gdy ciało teścia było zasypywane piaskiem. Łzy cisnęły się do jego ślepi niczym oszalałe, wiedział jednak, że przywódca nie chciał, by ten ryczał za nim jak jakaś wątła baba.
Przycisnął się mocniej do boku Chłodu, który ani drgnął, jakby wprowadzony w trans. Otarł się o jego bark, obserwując, jak łza spływa po białym futrze.
Będzie przy nim. Do końca.
~*~
Droczył się z nim, znowu. Miał tego dosyć. Chłodny Omen dobrze wiedział, jak takie zagrywki wkurzają. Ostatnim razem nagrabił sobie za to wszystko, tym razem też mu się zbierało.
Niezadowolone warknięcie opuściło pysk pointa, lecz dla rudego nawet nie było nawet straszne. Znali się od dzieciaka niemalże, spędzali każdą wolną chwilę wspólnie. Chłód doskonale wiedział, jak pociągnąć za sznurki, by Gęś mu uległ.
— Tylko bądź ostrożny… — poprosił cicho, pozwalając partnerowi przesunąć szorstkim językiem po jego policzku. — Wiesz, jak Sosna jest na ciebie cięta…
— Będzie dobrze, nie panikuj — mówiąc to, złapał go za ucho.
Mimo wszystko kocur nie był tego taki pewien.
~*~
Pożar. Wszędzie ogień trawiący to, co znał. Głos uwiązł mu w gardle, gdy jego ukochany skoczył między czerwone języki. Miał ochotę kopnąć go za to w łeb. Niewiele myśląc, ruszył za nim.
— Uciekaj stąd! To niebezpieczne!
Kocur zamrugał ślepiami, jakby nie dosłyszał.
— Powiedział największy debil klanu! Jeśli myślisz, że poz- — urwał. Przerwano mu.
Chamsko. Brutalnie. Gwałtownie.
— Wrócę, zanim się obejrzysz, będę przy tobie — przez uderzenie serca zobaczył lekki uśmiech na tym szpetnym pysku. — Kocham cię.
— Obyś miał więcej szczęścia, niż rozumu — liznął go po pysku, nim uciekł w bezpieczne miejsce.
~*~
Byli bezpieczni. Widząc zabrudzone sadzą i popiołem futro, nawet się nie zastanowił. Ruszył przed siebie niemalże ze łzami w oczach. Przylgnął do boku kocura, rzucając bluzgami.
Ciągle i ciągle aż nie przerwał mu szorstki język przejeżdżający po jego czole.
— Ty jebany debilu… — warknął, oddychając ciężko.
Stykali się klatkami piersiowymi, wtuleni w siebie wzajemnie.
Czuł na sobie większość oczu.
I miał to w dupie.
~*~
Znowu mieli czas dla ciebie, gdy większość rzeczy wróciła do normalności. Stara, borsucza nora stała się ich azylem. Miejscem, gdzie mogli chodzić tylko we dwoje, bez obaw, że ktoś im przeszkodzi.
Gęsi Wrzask zdecydowanie mógł nazwać się szczęśliwie zakochanym. Myślał o nim, niemalże codziennie, jak będzie wyglądała ich przyszłość, jak się zestarzeją…
— Hej… znowu odpłynąłeś… — mruknął Chłód, wylizując jego futro do czysta, po spędzeniu czasu sam na sam. — Co tak cię trapi?
— Twoja szpetna morda — odparł buńczucznie, nadymając policzki. Odsunął się, uderzając partnera w pysk. Niech się broni, dziad jeden.

< Chłód? >