Przez długi czas nic się nie działo. Nikt nie potrzebował pomocy, a nawet jeśli, to zajmował się tym Widmowy. Klon miał masę czasu na zioła i... w sumie nic. Oddalił się od Miodowej, ale nadal spędzał z nią czas. Na zioła chodził z różnymi kotami i kotkami. Nie przejmował się nimi zbytnio. Tak samo, jak nie przejmował się swoją córką. Dopóki nikt nie robił mu wyrzutów, to znaczyło, że nie wygadała się. A nawet jakby się wygadała, to komu by uwierzyła przywódczyni? Swojemu tak-jakby-partnerowi, który spędził z nią masę czasu i obiecał poprawę, będąc jeszcze medykiem z imieniem od Gwiezdnego Klanu, czy ledwie wojowniczce, która wszczynała kłótnie na zgromadzeniu? Odpowiedź jest prosta.
Nie miał co robić tego dnia. W magazynku niczego nie brakowało, a wszystkimi zdarzeniami (których było mało) zajmował się w tym momencie Widmowy Wilk. Postanowił więc przespacerować się po terenach. Szedł długo. Rozglądał się, ale też czasem zwyczajnie wpatrywał w niebo. Nie miał co robić. Nudził się. Nawet podrywanie samotniczek nie było tutaj interesującą opcją.
Doszedł do granicy czterech klanów dość szybko. Obszedł miejsce zgromadzeń dwa razy i... nagle coś go napadło. Syknął i kopnął, aby zrzucić z siebie przeciwnika, ale nie powiodło mu się. Został ugryziony. Kopnął jeszcze raz i udało się. Napastnik syknął, odlatując i przetaczając się dwie lisie długości dalej. O tak, Klon miał dużo siły.
- Czy... kodeks... czasem... nie... zabrania... atakowania... medyka...? - wycharczał, a sierść mu się zjeżyła, gdy tylko wstał. Po chwili jednak odetchnął i położył futro. Nie było potrzeby bycia agresywnym. Nikomu się nic nie stało.
<Ktoś nie z KW?>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klonowe Futro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klonowe Futro. Pokaż wszystkie posty
17 kwietnia 2017
22 grudnia 2016
Od Klonowej Łapy cd Ciernia
Na nieszczęście dziwnego, egoistycznego dziecka, do kociarni akurat wchodził Klon. A miał on władzę dużą - w końcu był ojcem większości żyjących tu kociąt. Obserwował całe zajście, czekając na odpowiedni moment. Łosoś wyrwał się i odepchnął Ciernia, po czym pacnął Lilię w nos, aby po chwili oberwać od rozpędzonego buraska.
- Co... tu... się... dzieje...? - wycharczał głośno, a jego głos był wyraźny i czuć w nim było złość. Klon miał dziecko, które było najmniej lubiane - a był to właśnie Cierń, który zachowywał się jak rozwydrzony pieszczoch dwunożnych, który musi mieć wszystko dla siebie. To wkurzało ucznia medyka do końca. Jak można było takie geny zmarnować na takiego idiotę? Nie wolno krzywdzić nikogo, tym bardziej umyślnie. A ten robił to jeszcze z kimś innym.
- Nic. - pisnął bury, udając, że nic nie zrobił, ale Łosoś warknął i podbiegł do rudego kocura.
- Oni mnie atakowali! Oni są zli! - pisnął przerażony, wskazując łapką na przyszywane rodzeństwo. Łosoś był młodszy - z góry więc był skazany na porażkę przeciwko dwóm starszym kociętom.
- Miodowa Gwiazda... o wszystkim... się... dowie... - wysyczał przez zaciśnięte zęby w stronę swoich dzieci. Kochał je, nawet bardzo, ale miał dość takiego zachowania. - Łososiu... jakby... jeszcze coś... ci zrobili... to mów. - wycharczał do kociaka i podszedł do swojego potomstwa. - Kocham... was... ale... nie... możecie... tak... robić... - wysyczał, liżąc ich po głowach. Wychowanie kociąt to ciężka sprawa. Tym bardziej, gdy są to pierwsze kocięta, z jakimi ma się styczność. I gdy jest się takim młodym. Klon nie obwiniał Miodowej za ich zachowanie - sam też nie mógł ich opanować. Próbował, zamiast się tylko uczyć, zbierać zioła i leczyć koty musiał jeszcze się zajmować tą dzieciarnią. Wspierał swoją ukochaną, mimo tego, że ani oni, ani ich kocięta nie miały prawa istnieć. Marnował wiele swoich cennych chwil na obserwowanie swoich dzieci i na próby wychowania ich, ale miały to gdzieś. Zupełnie, jakby traktowały go jak nic nie wartego wypierdka, który nie ma co robić, tylko ciągle na nich krzyczeć, mimo tego, że ten krzyk średnio mu wychodził.
<Dziecki? Miodek?>
- Co... tu... się... dzieje...? - wycharczał głośno, a jego głos był wyraźny i czuć w nim było złość. Klon miał dziecko, które było najmniej lubiane - a był to właśnie Cierń, który zachowywał się jak rozwydrzony pieszczoch dwunożnych, który musi mieć wszystko dla siebie. To wkurzało ucznia medyka do końca. Jak można było takie geny zmarnować na takiego idiotę? Nie wolno krzywdzić nikogo, tym bardziej umyślnie. A ten robił to jeszcze z kimś innym.
- Nic. - pisnął bury, udając, że nic nie zrobił, ale Łosoś warknął i podbiegł do rudego kocura.
- Oni mnie atakowali! Oni są zli! - pisnął przerażony, wskazując łapką na przyszywane rodzeństwo. Łosoś był młodszy - z góry więc był skazany na porażkę przeciwko dwóm starszym kociętom.
- Miodowa Gwiazda... o wszystkim... się... dowie... - wysyczał przez zaciśnięte zęby w stronę swoich dzieci. Kochał je, nawet bardzo, ale miał dość takiego zachowania. - Łososiu... jakby... jeszcze coś... ci zrobili... to mów. - wycharczał do kociaka i podszedł do swojego potomstwa. - Kocham... was... ale... nie... możecie... tak... robić... - wysyczał, liżąc ich po głowach. Wychowanie kociąt to ciężka sprawa. Tym bardziej, gdy są to pierwsze kocięta, z jakimi ma się styczność. I gdy jest się takim młodym. Klon nie obwiniał Miodowej za ich zachowanie - sam też nie mógł ich opanować. Próbował, zamiast się tylko uczyć, zbierać zioła i leczyć koty musiał jeszcze się zajmować tą dzieciarnią. Wspierał swoją ukochaną, mimo tego, że ani oni, ani ich kocięta nie miały prawa istnieć. Marnował wiele swoich cennych chwil na obserwowanie swoich dzieci i na próby wychowania ich, ale miały to gdzieś. Zupełnie, jakby traktowały go jak nic nie wartego wypierdka, który nie ma co robić, tylko ciągle na nich krzyczeć, mimo tego, że ten krzyk średnio mu wychodził.
<Dziecki? Miodek?>
27 listopada 2016
Od Klonowej Łapy cd. Miodowego Futerka
Dzień jak co dzień. Klon przekładał i segregował zioła, owijał rany kotów pajęczyną, dawał im jakieś zioła... W sumie nic ciekawego. Jednak w pewnej chwili przyszła do niego niespodziewana wiadomość, przyniesiona przez Nietoperz, siostrę Widmowego.
- Klonowa Łapo, Miodowe Futerko chce cię widzieć w kociarni. - mruknęła bez większego przekonania i wyszła. Uczeń medyka skinął jej głową i wziął parę ziół. Podejrzewał, co się działo, łapy mu się trzęsły, ale wytrwale zbierał paczkę. W końcu popędził do kociarni z ziołami w zębach, jak najszybciej umiał. A szybki był. Wszedł do kociarni i rzucił zioła obok Miodowej. Wiedział, co się dzieje, ale nie do końca wiedział, co robić. Bolało ją... Umm... Uśmierzyć ból! Z pakunku wysunął makówkę, wyjął jakiś liść i wytrząsnął dwa ziarenka, podsuwając kotce pod pyszczek.
- Dasz radę... Miodowe Futerko... przyj... - wycharczał. Wtulając głowę w futro na jej falującym boku. Po chwili jednak oderwał się od niej i przeszedł do pilnowania, czy kocięta rodzą się prawidłowo.
...
Pierwszy kociak... Klon kompletnie zbladł i zesztywniał. Był rudy, futro miał kompletnie po ojcu. Uczeń medyka zacisnął szczękę i podsunął kociaka do brzucha Miodowej, aby ten mógł już spokojnie pić mleko, gdy matka będzie go myła.
...
Następna w kolejce była biała kotka, a po niej prawie od razu bury kocurek. Klon był prawie pewny, że zejdzie się dłużej, ale cieszył się, że jednak nie. Zamruczał cicho, wtulając pyszczek w policzek zastępczyni. Udało jej się. Urodziła trzy piękne kociaki, jednak... Rudzielec nie dawał mu spokoju. A co, jeśli ktoś się domyśli? Obdarował każdego kociaka czułym liźnięciem.
- Dałaś... radę... Brawo... - wychrypiał. Był szczęśliwy, jak zawsze przy burej kotce. Nic więc dziwnego, że jej kocięta obdarowywał większym uczuciem, niż kocięta jego i jakiejkolwiek innej kotki.
<Miodek?>
- Klonowa Łapo, Miodowe Futerko chce cię widzieć w kociarni. - mruknęła bez większego przekonania i wyszła. Uczeń medyka skinął jej głową i wziął parę ziół. Podejrzewał, co się działo, łapy mu się trzęsły, ale wytrwale zbierał paczkę. W końcu popędził do kociarni z ziołami w zębach, jak najszybciej umiał. A szybki był. Wszedł do kociarni i rzucił zioła obok Miodowej. Wiedział, co się dzieje, ale nie do końca wiedział, co robić. Bolało ją... Umm... Uśmierzyć ból! Z pakunku wysunął makówkę, wyjął jakiś liść i wytrząsnął dwa ziarenka, podsuwając kotce pod pyszczek.
- Dasz radę... Miodowe Futerko... przyj... - wycharczał. Wtulając głowę w futro na jej falującym boku. Po chwili jednak oderwał się od niej i przeszedł do pilnowania, czy kocięta rodzą się prawidłowo.
...
Pierwszy kociak... Klon kompletnie zbladł i zesztywniał. Był rudy, futro miał kompletnie po ojcu. Uczeń medyka zacisnął szczękę i podsunął kociaka do brzucha Miodowej, aby ten mógł już spokojnie pić mleko, gdy matka będzie go myła.
...
Następna w kolejce była biała kotka, a po niej prawie od razu bury kocurek. Klon był prawie pewny, że zejdzie się dłużej, ale cieszył się, że jednak nie. Zamruczał cicho, wtulając pyszczek w policzek zastępczyni. Udało jej się. Urodziła trzy piękne kociaki, jednak... Rudzielec nie dawał mu spokoju. A co, jeśli ktoś się domyśli? Obdarował każdego kociaka czułym liźnięciem.
- Dałaś... radę... Brawo... - wychrypiał. Był szczęśliwy, jak zawsze przy burej kotce. Nic więc dziwnego, że jej kocięta obdarowywał większym uczuciem, niż kocięta jego i jakiejkolwiek innej kotki.
<Miodek?>
19 listopada 2016
Od Klonowej Łapy cd. Miodowego Futerka
Bolało go. To wyznanie było najcięższe na świecie. Wiedział, że mu nie wybaczy, ba! nawet o to nie prosił. Chciał tylko, żeby poznała prawdę. Żeby nie zadręczała się pytaniami "kto?". Wyszło gorzej. Cała ich relacja praktycznie runęła w przepaść, a szanse na naprawienie jej były niskie. Klonowi nadal zależało na burej, mimo tego, co powie, czy co zrobi.
- Miodowe... Futerko... Jeśli chcesz, żebym... powiedział... ci wszystko... to usiądź... Tylko proszę... Nie mów nikomu... że to ja... Możesz mnie nienawidzić... Możesz mi nie wybaczyć... Nawet nie proszę... bo to, co zrobiłem... nie zasługuje... na wybaczenie... - wycharczał, jednak jego głos raz na jakiś czas był pozbawiony tego zwyczajowego mruczenia, a przepełniony zwykłym smutkiem. Teraz, albo nigdy.
- To wszystko stało się... na zgromadzeniu... Widmowy mówił mi, że... kocimiętka uspokaja... A ja byłem... nerwowy... Zabrałem bez jego wiedzy parę listków... I to otępiło... moje zmysły... Praktycznie nie myślałem... Nie wiedziałem, że to tak działa... Najpierw... zaczęło się od... jakiejś terminatorki... Była czarna... z klanu Nocy... Potem już... ledwie pamiętam... Tylko małe urywki... To moja wina... Powinienem... posłuchać Widmowego... - po jego policzku spłynęła łza. Jak bardzo żałował tamtej nocy... A przynajmniej tego, co zrobił Miodowej. Resztę kotek miał gdzieś, nie obchodziły go. Bura zastępczyni była najważniejsza, kochał ją. Teraz mógł sobie to przyznać. Kochał ją bardziej, niż swoje rodzeństwo, niż swoją mamę, niż klan. Była mu najbliższa. A on ją zranił...
- Proszę... nie mów... nikomu... Przepraszam... - dokończył i odwrócił się, chcąc odejść w najciemniejszy kąt swojego legowiska i zwinąć się tam, a następnie umrzeć z głodu. Tylko na to zasługiwał.
<Miodek?>
- Miodowe... Futerko... Jeśli chcesz, żebym... powiedział... ci wszystko... to usiądź... Tylko proszę... Nie mów nikomu... że to ja... Możesz mnie nienawidzić... Możesz mi nie wybaczyć... Nawet nie proszę... bo to, co zrobiłem... nie zasługuje... na wybaczenie... - wycharczał, jednak jego głos raz na jakiś czas był pozbawiony tego zwyczajowego mruczenia, a przepełniony zwykłym smutkiem. Teraz, albo nigdy.
- To wszystko stało się... na zgromadzeniu... Widmowy mówił mi, że... kocimiętka uspokaja... A ja byłem... nerwowy... Zabrałem bez jego wiedzy parę listków... I to otępiło... moje zmysły... Praktycznie nie myślałem... Nie wiedziałem, że to tak działa... Najpierw... zaczęło się od... jakiejś terminatorki... Była czarna... z klanu Nocy... Potem już... ledwie pamiętam... Tylko małe urywki... To moja wina... Powinienem... posłuchać Widmowego... - po jego policzku spłynęła łza. Jak bardzo żałował tamtej nocy... A przynajmniej tego, co zrobił Miodowej. Resztę kotek miał gdzieś, nie obchodziły go. Bura zastępczyni była najważniejsza, kochał ją. Teraz mógł sobie to przyznać. Kochał ją bardziej, niż swoje rodzeństwo, niż swoją mamę, niż klan. Była mu najbliższa. A on ją zranił...
- Proszę... nie mów... nikomu... Przepraszam... - dokończył i odwrócił się, chcąc odejść w najciemniejszy kąt swojego legowiska i zwinąć się tam, a następnie umrzeć z głodu. Tylko na to zasługiwał.
<Miodek?>
18 listopada 2016
Od Klonowej Łapy cd. Miodowego Futerka
Czuł się z każdą chwilą coraz gorzej. Co on narobił? Zranił ją. Przypadkiem, ale dla własnej przyjemności. Nie do końca wiedział wtedy, co się dzieje. Nie rozpoznał jej. Ale przecież mógł tego uniknąć. Mógł nie brać ze sobą na zgromadzenie tej głupiej kocimiętki! Po co w ogóle ją wziął? A no żeby móc kogoś spacyfikować bez użycia siły. Czy to gdyby na kogoś napadł, czy to dla własnych celów. Ale było jeszcze coś. Ciekawość. To ona zaprowadziła go wtedy w te krzaki, gdzie powędrowała czarna uczennica Klanu Nocy. A kocimiętka, którą też wziął z ciekawości i zwyczajnej chęci sprawdzenia jej działania w praktyce sprawiła, że stało się to. Że Miodowe Futerko teraz leżała obok niego płacząc, cierpiąc. Nawdychał się za dużo i jego zmysły zostały stłumione zwykłą, chorą rządzą. Dlaczego nikt mu nigdy nie powiedział, że to zielsko tak otępia?
- Miodowe Futerko... Tak mi... przykro... - wycharczał smutnym głosem. To był jeden z tych momentów, kiedy jego głos stawał się normalniejszy choć na chwilę. Przepełniony emocjami. - Na pewno... będziesz... dobrą matką... Jestem tego... pewien... - wymruczał cicho, wtulając się w jej futro. I teraz przypomniał sobie, co powinien zrobić. Przyszedł czas na zwierzenia. Trzeba powiedzieć prawdę... Niech to wszystko odejdzie precz. Miał tylko cichą nadzieję, że bura nikomu nie powie o niczym.
- Miodowe... Futerko... Mam ci coś... do powiedzenia... Skoro ty zwierzyłaś... mi się ze... swoich uczuć... Ja też muszę... Ze wszystkiego... - przełknął ślinę, odsuwając się trochę. - To wszystko... moja wina... Miodowe Futerko... Te kocięta są moje
<Miodek? DUM DUM DUUUUUUM>
- Miodowe Futerko... Tak mi... przykro... - wycharczał smutnym głosem. To był jeden z tych momentów, kiedy jego głos stawał się normalniejszy choć na chwilę. Przepełniony emocjami. - Na pewno... będziesz... dobrą matką... Jestem tego... pewien... - wymruczał cicho, wtulając się w jej futro. I teraz przypomniał sobie, co powinien zrobić. Przyszedł czas na zwierzenia. Trzeba powiedzieć prawdę... Niech to wszystko odejdzie precz. Miał tylko cichą nadzieję, że bura nikomu nie powie o niczym.
- Miodowe... Futerko... Mam ci coś... do powiedzenia... Skoro ty zwierzyłaś... mi się ze... swoich uczuć... Ja też muszę... Ze wszystkiego... - przełknął ślinę, odsuwając się trochę. - To wszystko... moja wina... Miodowe Futerko... Te kocięta są moje
<Miodek? DUM DUM DUUUUUUM>
Od Klonowej Łapy cd. Miodowego Futerka
Aż serce go zabolało. O ile nie rozumiał tego całego szału, tego płaczu o niechciane kocięta, to względem Miodowej czuł... Współczucie? Pierwszy raz widział ją w takim stanie. Taką... Zagubioną, smutną, przestraszoną, złą... Pustą w środku... Jakby to ją wyniszczało. A przecież nie było aż tak źle. Będzie z nią. Cokolwiek się stanie. Jakkolwiek by się nie czuła. Jest jego ciocią i najbliższą mu osobą. Nawet z mamą nie spędza tyle czasu. Zamknął oczy i gwałtownie wtulił się w futro burej kotki.
- Widzę... że... coś... jest... nie... tak... Co... się... stało...? Czemu... się... nie... cieszysz...? - wymruczał cicho. Jej sierść była ciepła i miła w dotyku. Aż nie chciał się od niej odczepić. Ufał jej i wiedział, że nie ważne, co jej było, to trzeba jej pomóc. Nie chciał jej w takim stanie. I może gdyby była kimś innym, to zwyczajnie by odszedł dalej liczyć zioła w składziku, albo poszedłby zjeść... Ale nie wtedy, gdy ona leży i cierpi. Nie może jej zostawić. Mimo tego, że sam doprowadził ją do tego stanu, to coś wewnątrz jego duszy krzyczało. Płakało. Bolało. A on mógł jedynie starać się wspierać Miodową tak długo, jak mógł. Tak długo, jak będzie trzeba.
<Miodek?>
- Widzę... że... coś... jest... nie... tak... Co... się... stało...? Czemu... się... nie... cieszysz...? - wymruczał cicho. Jej sierść była ciepła i miła w dotyku. Aż nie chciał się od niej odczepić. Ufał jej i wiedział, że nie ważne, co jej było, to trzeba jej pomóc. Nie chciał jej w takim stanie. I może gdyby była kimś innym, to zwyczajnie by odszedł dalej liczyć zioła w składziku, albo poszedłby zjeść... Ale nie wtedy, gdy ona leży i cierpi. Nie może jej zostawić. Mimo tego, że sam doprowadził ją do tego stanu, to coś wewnątrz jego duszy krzyczało. Płakało. Bolało. A on mógł jedynie starać się wspierać Miodową tak długo, jak mógł. Tak długo, jak będzie trzeba.
<Miodek?>
15 listopada 2016
Od Klonowej Łapy cd. Miodowego Futerka
Co czuła kotka w niechcianej ciąży? Nie wiedział. Nie obchodziło go to. Uważał, że wyolbrzymiały. Przecież to nie jego wina, że zaciążyły! Tak uważał. Przecież ich kocięta staną się świetnymi wojownikami, będą miały jego geny. Wojownicy z jego genami muszą być świetni, najlepsi. A to, że jakaś kotka sobie pocierpi kompletnie bez sensu, to nie miało znaczenia. Jednak widząc smutek i ból Miodowego Futerka, nie mógł nie cierpieć wraz z nią.
- Czy... wszystko... w... porządku...? Nie... cieszysz... się...? - spytał, charcząc. Wiedział, że będzie miał prze***ane, jak jakikolwiek kociak będzie wyglądał tak, jak on, ale nie dbał już o to. Teraz liczyła się jego ciocia, chyba najbliższa mu osoba. Dlaczego jest przed Kryształową Łzą, jego matką? Sprawa jest prosta, Kryształowa rzadko z nim rozmawiała, jakby kompletnie zapomniała, że ma syna przyszłego Medyka. Cóż, zdarza się. Nie tęsknił. I tak jej nie rozumiał.
Smutek i ból. To były uczucia towarzyszące jego cioci, których za nic nie rozumiał. No bo jak? Jednak współczuł. Nie współczuł tej czarnej uczennicy, która była pierwsza. Nie współczuł ostatniej uczennicy, która była jego siostrą. Całe współczucie, którego i tak miał mało, dawał Miodce. Ona niedawno rozmawiała z nim, jak z przyjacielem. Ale cóż, kocięta przynajmniej będą czystej krwi z Klanu Wilka. Chyba. Klon nie wiedział, jakie korzenie miała jego matka, nie dociekał tego nigdy. Bo i po co?
<Miodowa?>
- Czy... wszystko... w... porządku...? Nie... cieszysz... się...? - spytał, charcząc. Wiedział, że będzie miał prze***ane, jak jakikolwiek kociak będzie wyglądał tak, jak on, ale nie dbał już o to. Teraz liczyła się jego ciocia, chyba najbliższa mu osoba. Dlaczego jest przed Kryształową Łzą, jego matką? Sprawa jest prosta, Kryształowa rzadko z nim rozmawiała, jakby kompletnie zapomniała, że ma syna przyszłego Medyka. Cóż, zdarza się. Nie tęsknił. I tak jej nie rozumiał.
Smutek i ból. To były uczucia towarzyszące jego cioci, których za nic nie rozumiał. No bo jak? Jednak współczuł. Nie współczuł tej czarnej uczennicy, która była pierwsza. Nie współczuł ostatniej uczennicy, która była jego siostrą. Całe współczucie, którego i tak miał mało, dawał Miodce. Ona niedawno rozmawiała z nim, jak z przyjacielem. Ale cóż, kocięta przynajmniej będą czystej krwi z Klanu Wilka. Chyba. Klon nie wiedział, jakie korzenie miała jego matka, nie dociekał tego nigdy. Bo i po co?
<Miodowa?>
14 listopada 2016
Od Klonowej Łapy cd. Miodowego Futerka
A Klon, jak to Klon, siedział w legowisku, nawet nie myśląc, że to, co zrobił, może mieć jakieś konsekwencje. No bo wtf, jakie konsekwencje. Co to, skąd to, zabierz to, pls. PLS. Skąd znał słowa takie, jak wtf, pls, czy RIP? A no nic interesującego. Klon łaził po lesie, Klon spotkał typowego Janusza (imienia nie znał, bo skąd) i usłyszał piękne zdanie "EJ, Zenek, cho no tu pls, bo wtf, tu RIPnął se jakiś ptak." UPS. Ale wróćmy do wydarzeń...
Gdy Miodowa przyszła do niego, od razu wiedział, co się dzieje. Czuł, jakby w jego ciało wgryzało się milion psów. RIP Klon. Odetchnął ciężko i jak gdyby nigdy nic poszedł po zioła. Przyniósł jakieś na ból brzucha, makówkę i inne takie rzeczy. Podszedł do niej, usiadł przed kotką i ułożył medykamenty na ziemi.
- Jadłaś... może... coś... nieświeżego...? Albo... coś... co... nie... wiesz... czym... było...? - wychrypiał, patrząc na nią uważnie. Te pytania były zbędne, ale cóż... Musiał sprawiać jakieś pozory. W końcu jakby się dowiedziała...
- Nie. - odparła krótko.
- Opisz... jak... się... czujesz... Nie... jest... ci... zimno...? - spytał z troską w oczach. W sumie Miodowa mogła się tylko rozchorować! Nic nie musiało jej być, nie musiała być w ciąży! Pocieszenie godne idioty aka tępaka. RIP Klon. UPS.
- Od jakiegoś czasu boli mnie brzuch, dziwnie się czuję. Myślałam, że to tymczasowe, ale przez to nie mogę normalnie polować. - jej głos był pełen bólu. Nie takiego mordującego, ale bólu.
- Yhym... - mruknął, udając, że się zastanawia. - Połóż... się... na... boku... - powiedział po chwili. Gdy kotka położyła się, zaczął łapami badać jej brzuch. Badał badał i... Trafił na ruch. Tyknął jeszcze raz. No bez problemu módl wyczuć takie malutkie, ledwo ruszające się coś!
- Miodowe Futerko... - zabrał w sobie całą siłę, by wypowiedzieć to bez chrychania. Jego głos był stabilnie neutralny. - Jesteś w ciąży.
<Miodeu?>
Gdy Miodowa przyszła do niego, od razu wiedział, co się dzieje. Czuł, jakby w jego ciało wgryzało się milion psów. RIP Klon. Odetchnął ciężko i jak gdyby nigdy nic poszedł po zioła. Przyniósł jakieś na ból brzucha, makówkę i inne takie rzeczy. Podszedł do niej, usiadł przed kotką i ułożył medykamenty na ziemi.
- Jadłaś... może... coś... nieświeżego...? Albo... coś... co... nie... wiesz... czym... było...? - wychrypiał, patrząc na nią uważnie. Te pytania były zbędne, ale cóż... Musiał sprawiać jakieś pozory. W końcu jakby się dowiedziała...
- Nie. - odparła krótko.
- Opisz... jak... się... czujesz... Nie... jest... ci... zimno...? - spytał z troską w oczach. W sumie Miodowa mogła się tylko rozchorować! Nic nie musiało jej być, nie musiała być w ciąży! Pocieszenie godne idioty aka tępaka. RIP Klon. UPS.
- Od jakiegoś czasu boli mnie brzuch, dziwnie się czuję. Myślałam, że to tymczasowe, ale przez to nie mogę normalnie polować. - jej głos był pełen bólu. Nie takiego mordującego, ale bólu.
- Yhym... - mruknął, udając, że się zastanawia. - Połóż... się... na... boku... - powiedział po chwili. Gdy kotka położyła się, zaczął łapami badać jej brzuch. Badał badał i... Trafił na ruch. Tyknął jeszcze raz. No bez problemu módl wyczuć takie malutkie, ledwo ruszające się coś!
- Miodowe Futerko... - zabrał w sobie całą siłę, by wypowiedzieć to bez chrychania. Jego głos był stabilnie neutralny. - Jesteś w ciąży.
<Miodeu?>
30 października 2016
Od Klonowej Łapy CD. Miodowego Futerka
I tak nie miałem teraz za dużo do roboty, więc mogłem sobie pozwolić na rozmowę. W sumie Medyk i tak musi znać, kojarzyć i lubić członków klanu, nawet, jeśli znał ich prawie od początku. A Miodowe Futerko była z nami i mamą od początku, w końcu to jej siostra. Miło byłoby mieć takie rodzeństwo... Które cały czas się wspiera i jest razem mimo ciężkich chwil. Niestety, moje rodzeństwo bardzo rzadko do mnie przychodzili, aby chociaż sprawdzić, czy żyję. Cóż, nie można mieć wszystkiego. Ale ja w sumie nie mam nic. Z moim głosem jest kiepsko, rodzeństwo ma mnie gdzieś i jestem uczniem Medyka, którego prawie nikt nie respektuje. Grr.
Uśmiechnąłem się, gdy się ucieszyła. Miło było widzieć czyjąś radość. To było chyba najlepsze w życiu medyka. Koty wokół ciebie zazwyczaj uśmiechały się, gdy udzielono im pomocy. Zazwyczaj. Bo były też takie, które odchodziły warcząc. Na te niestety nic się nie poradzi.
- Bo... jest... interesujące... Tylko... mało... kotów... tak... o tym... myśli... - wycharczałem ze smutkiem. Samo moje rodzeństwo często sprawiało wrażenie, jakby myślało o medyku jak o słabym, głupim kocie zajmującym się rannymi, słabymi wojownikami...
<Miodek?>
Uśmiechnąłem się, gdy się ucieszyła. Miło było widzieć czyjąś radość. To było chyba najlepsze w życiu medyka. Koty wokół ciebie zazwyczaj uśmiechały się, gdy udzielono im pomocy. Zazwyczaj. Bo były też takie, które odchodziły warcząc. Na te niestety nic się nie poradzi.
- Bo... jest... interesujące... Tylko... mało... kotów... tak... o tym... myśli... - wycharczałem ze smutkiem. Samo moje rodzeństwo często sprawiało wrażenie, jakby myślało o medyku jak o słabym, głupim kocie zajmującym się rannymi, słabymi wojownikami...
<Miodek?>
23 października 2016
Od Klonowej Łapy cd. Miodowego Futerka
- Chodzimy... po... zioła... jak... się... nam... coś... kończy... Dzisiaj... poszedł... Widmowy... - odparł spokojnym głosem. Ej, chwila, on przecież praktycznie nie ma głosu, więc wszystko wychrypiał.
- Jasne... że... możesz... pójść... Zawsze... przyda... się... wojownik... bo... to... jest... niebez...pieczne czasami... - uśmiechnął się do Miodowej. Lubił ją chyba nawet bardziej od części rodzeństwa. Lubił spędzać z nią czas, bo w odróżnieniu od jego braci i sióstr ją obchodziło, co się dzieje u niego, a nie to, co oni. Wiecznie tylko się chwalą "Patrz co złapałem!", czy "Mam fajnego mentora, będę najlepszy!". Owszem, nieraz lubił posłuchać parę takich "historyjek", ale gdy on też mógł się wypowiedzieć, a nie tylko wiecznie oni.
- A... na... serio... cię... to... intere...suje...? - gdyby miał głos, to pewnie teraz byłby lekko nasączony nadzieją i radością. NOALECÓŻ. Coś nie pykło i głosu nie ma. Choć Klon chciałby go mieć. Właśnie, chciałby. Marzenia... Te same marzenia, w których chciałby w końcu zostać przydatny dla klanu, nie raniąc nikogo. Jako medyk owszem, jest przydatny, ale może kogoś przypadkiem zranić... Nic nie było pewne, nic nie było w stu procentach dobre.
- Jasne... że... możesz... pójść... Zawsze... przyda... się... wojownik... bo... to... jest... niebez...pieczne czasami... - uśmiechnął się do Miodowej. Lubił ją chyba nawet bardziej od części rodzeństwa. Lubił spędzać z nią czas, bo w odróżnieniu od jego braci i sióstr ją obchodziło, co się dzieje u niego, a nie to, co oni. Wiecznie tylko się chwalą "Patrz co złapałem!", czy "Mam fajnego mentora, będę najlepszy!". Owszem, nieraz lubił posłuchać parę takich "historyjek", ale gdy on też mógł się wypowiedzieć, a nie tylko wiecznie oni.
- A... na... serio... cię... to... intere...suje...? - gdyby miał głos, to pewnie teraz byłby lekko nasączony nadzieją i radością. NOALECÓŻ. Coś nie pykło i głosu nie ma. Choć Klon chciałby go mieć. Właśnie, chciałby. Marzenia... Te same marzenia, w których chciałby w końcu zostać przydatny dla klanu, nie raniąc nikogo. Jako medyk owszem, jest przydatny, ale może kogoś przypadkiem zranić... Nic nie było pewne, nic nie było w stu procentach dobre.
<Miodeu?>
16 października 2016
Od Klonowej Łapy cd. Miodowego Futerka
Skinąłem głową, gdy podziękowała. Gdy podeszła obejrzeć zioła, spojrzałem na nią zdziwiony, ale uśmiechnąłem się i odsunąłem trochę, aby pozbierać resztę nieużytych medykamentów. Zawinąłem ponownie pajęczynę na patyk i odniosłem do składziku. Szczerze mówiąc, to cieszyłem się, że ktokolwiek tu przyszedł bez jakiś "Opatrz mi to. Pa.".
- Co... u... mnie...? - zamyśliłem się. W sumie wiele ciekawych rzeczy się nie działo... Zostałem uczniem medyka, pouczyłem się i... tyle! - Nic... cieka...wego... A... jak... u... ciebie...? - wychrypiałem, patrząc na burą. Gdyby nie cholerne geny, to powiedziałbym, że jest ładna, ale cóż. Rodziny podrywać raczej nie przystoi. Poza tym Miodowa jest jakieś trzy razy starsza i jest siostrą mojej mamy. To by było bardzo zueeeeee.
- A... co... u... mamy...? U... mojego... rodzeństwa...? - wycharczałem z lekkim uśmiechem. Dawno się z nimi nie widziałem, zachowywali się, jakby mnie nie było. Olewali mnie. Czasem tylko uśmiechnęli się, przechodząc obok, ale wyglądało to, jakbym w ogóle nie był z nimi spokrewniony. Tym bardziej po wyglądzie.
<Miodeu? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>
- Co... u... mnie...? - zamyśliłem się. W sumie wiele ciekawych rzeczy się nie działo... Zostałem uczniem medyka, pouczyłem się i... tyle! - Nic... cieka...wego... A... jak... u... ciebie...? - wychrypiałem, patrząc na burą. Gdyby nie cholerne geny, to powiedziałbym, że jest ładna, ale cóż. Rodziny podrywać raczej nie przystoi. Poza tym Miodowa jest jakieś trzy razy starsza i jest siostrą mojej mamy. To by było bardzo zueeeeee.
- A... co... u... mamy...? U... mojego... rodzeństwa...? - wycharczałem z lekkim uśmiechem. Dawno się z nimi nie widziałem, zachowywali się, jakby mnie nie było. Olewali mnie. Czasem tylko uśmiechnęli się, przechodząc obok, ale wyglądało to, jakbym w ogóle nie był z nimi spokrewniony. Tym bardziej po wyglądzie.
<Miodeu? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>
Od Klonowej Łapy cd. Miodowego Futerka
Jak to fajnie mieć rodzinę, która zapomina, że dla mnie mówienie jest katorgą! No cóż, lubię rozmawiać z bliskimi, ale i tak nie odzywam się za dużo. Zwyczajnie się boję, że pewnego dnia obudzę się kompletnie bez możliwości mówienia. I co wtedy?
- Normalnie... po... prostu... pamiętasz... - wycharczałem, uśmiechając się lekko i nakładając ostatnią warstwę pajęczyny. Nie powinno być źle. Rany raczej się nie otworzą, ani zakażenie się nie wda. Popatrzyłem chwilę na opatrunki i zwróciłem wzrok na pyszczek kotki.
- Gotowe... Tylko... uważaj... żeby... znowu... się... nie... zadrapać... i... żeby... opatrunki... nie... spadły... - uśmiechnąłem się i wstałem, żeby skontrolować ilość pozostałych medykamentów. Mimo swojego wieku odnajdywałem się w tym. Spoważniałem. Moje rodzeństwo zapewne ściga się w treningach, a ja mam to gdzieś i robię co lubię. No bo przecież medyk jest ważny, bo kto ich uleczy, jak dostaną po ryju? Nikt inny, jak medyk. A kto tym medykiem będzie? NO JA BĘDĘ. W głębi duszy prosiłem, aby Miodowa podjęła temat rodziny. W końcu o tym zawsze mogłem rozmawiać.
<Miodek?>
- Normalnie... po... prostu... pamiętasz... - wycharczałem, uśmiechając się lekko i nakładając ostatnią warstwę pajęczyny. Nie powinno być źle. Rany raczej się nie otworzą, ani zakażenie się nie wda. Popatrzyłem chwilę na opatrunki i zwróciłem wzrok na pyszczek kotki.
- Gotowe... Tylko... uważaj... żeby... znowu... się... nie... zadrapać... i... żeby... opatrunki... nie... spadły... - uśmiechnąłem się i wstałem, żeby skontrolować ilość pozostałych medykamentów. Mimo swojego wieku odnajdywałem się w tym. Spoważniałem. Moje rodzeństwo zapewne ściga się w treningach, a ja mam to gdzieś i robię co lubię. No bo przecież medyk jest ważny, bo kto ich uleczy, jak dostaną po ryju? Nikt inny, jak medyk. A kto tym medykiem będzie? NO JA BĘDĘ. W głębi duszy prosiłem, aby Miodowa podjęła temat rodziny. W końcu o tym zawsze mogłem rozmawiać.
<Miodek?>
15 października 2016
Od Klonowej Łapy
Dzień był słoneczny. Minął już jakiś czas od mianowania mnie na terminatora medyka, więc coś tam wiedziałem. Wszystko było takie... interesujące. Nie musiałem w sumie nic robić, tylko zapamiętywać pewne roślinki i czasem chodzić je zbierać. No żyć nie umierać!
Nagle wyczułem znajomą woń, po czym do legowiska zajrzała bura kotka. Mojego mistrza nie było, więc zobaczyła tylko mnie. Skinąłem jej głową na powitanie i zachęciłem machnięciem ogona, żeby podeszła. Znałem ją, to Miodowe Futerko, siostra mojej mamy. Mimo, że bure koty raczej kojarzą się z dwunożnymi, to ona idealnie pasowała do Klanu Wilka. Była inna.
- Co... się... stało? - wycharczałem do niej, po czym znów zacząłem przeglądać zioła. Sporo tego tu było, były też takie, których kompletnie nie znałem! Wolałem jednak tego nie dotykać, zanim mój mentor nie wróci. W końcu mógłbym przypadkiem zrobić więcej krzywdy, niż chciałem.
- Polowałam dzisiaj i wpadłam w jakieś ciernie. Niby nic, ale mam trochę pokaleczone łapy. Dasz radę coś z tym zrobić? - przechyliła łepek pytająco. Kiwnąłem głową i poszedłem po najpotrzebniejsze rzeczy. Wziąłem w zęby kawałek czosnku niedźwiedziego i motek pajęczyny i wróciłem. Powoli wycisnąłem sok na rany i owinąłem kotce łapy pajęczyną.
- Jak... to... jest... być... wojo...wnikiem? - spytałem jak zwykle charczącym, cichym głosem, nakładając drugą warstwę pajęczyny.
<Miodek?>
Nagle wyczułem znajomą woń, po czym do legowiska zajrzała bura kotka. Mojego mistrza nie było, więc zobaczyła tylko mnie. Skinąłem jej głową na powitanie i zachęciłem machnięciem ogona, żeby podeszła. Znałem ją, to Miodowe Futerko, siostra mojej mamy. Mimo, że bure koty raczej kojarzą się z dwunożnymi, to ona idealnie pasowała do Klanu Wilka. Była inna.
- Co... się... stało? - wycharczałem do niej, po czym znów zacząłem przeglądać zioła. Sporo tego tu było, były też takie, których kompletnie nie znałem! Wolałem jednak tego nie dotykać, zanim mój mentor nie wróci. W końcu mógłbym przypadkiem zrobić więcej krzywdy, niż chciałem.
- Polowałam dzisiaj i wpadłam w jakieś ciernie. Niby nic, ale mam trochę pokaleczone łapy. Dasz radę coś z tym zrobić? - przechyliła łepek pytająco. Kiwnąłem głową i poszedłem po najpotrzebniejsze rzeczy. Wziąłem w zęby kawałek czosnku niedźwiedziego i motek pajęczyny i wróciłem. Powoli wycisnąłem sok na rany i owinąłem kotce łapy pajęczyną.
- Jak... to... jest... być... wojo...wnikiem? - spytałem jak zwykle charczącym, cichym głosem, nakładając drugą warstwę pajęczyny.
<Miodek?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)