BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikt x Nic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikt x Nic. Pokaż wszystkie posty

06 listopada 2022

Od Niczego CD. Nikogo

 Mrugnęła, nie wiedząc co powiedzieć. 
— Nie zrobiłeś nic złego.— szepnęła cicho, patrząc na jego łapy. 
Zamruczała uspokajająco i oparła się o niego niepewnie.
— To nie twoja wina.
Nie spodziewała się, że tak szybko będzie zmuszony założyć rodzinę. 
***
Czuła jak sklejona sierść pociera o zranioną skórę. Omijała co rusz nowe drzewa, z nisko schyloną głową i podwiniętym ogonem. Bez siły, by je trzymać w jakiejkolwiek innej pozycji. Nie była pewna gdzie była, zarówno przez ciemność, jak i nowe tereny. Ale nie była aż tak głupia, potrafiła wyczuć, że zapachy znajomych kotów się nasilały. 
Nikt tego nie zauważył, gdy weszła do obozu, rozejrzała za braciszkiem, a nie znajdując go, położyła na strzępkach swojego skromnego posłania. Położyła głowę w łapach i zapłakała, samotna i zagubiona jak nigdy dotąd. Nikt nie skomentował rano krwi na jej sierści, której nie miała siły zmyć. 
***
Mruczała do samej siebie, korzystając z pustki w legowisku. Cicho, uspokajająco. Ktoś miły podrzucił jej do żłobka mysz. Mdliło ją od jej zapachu. Patrzyła na nią niechętnie, trzymając głowę na łapach. Czuła pod brodą swoje braki w sierści na nich, przypominające kolce zabierające jej wolność. Praktycznie jej nie widziała, choć była tuż przed nią. Nie chciała dostrzegać świata wokół. 
***
Nie była tego dnia spokojna. Nigdy nie była, ale tego dnia bardziej. Nikogo z nią nie było, by powiedzieć, że zaraz się zacznie to piekło. Nie było słyszalne z zewnątrz, gdy się zaczęło, bo przyzwyczajona do tłumienia odgłosów bólu, zrobiła to automatycznie. Medyczka przybyła dopiero po godzinie, gdy pierwszy już był na świecie, a ktoś akurat przechodził obok i ją dostrzegł, jak się męczyła. Zdążyła go dostrzec. Maleńki, miał więcej plam niż ona, ale zdawały się być w podobnym kolorze. Jedną na oku jak… on. Czemu był podobny do nich? Wszyscy będą pamiętać.
***
Spały. Chociaż raz nie kwiliły. Dawało jej to małą satysfakcję, że może nie była taka zła. Bolały ją ich imiona; wcale nie chciała robić im takiej krzywdy. Dlatego w myślach nazywała je inaczej; Śnieżyczka, Szafirek, Wisteria, Pustynnik, Hiacynt. Czasami szeptała do nich nazwy tych kwiatów, które zdążyła poznać, śledząc spojrzeniem łaty na ich ciałach. Mruczała przy tym głośno, wyobrażając sobie lepsze życie. Jak zwykłe koty społeczności. Jej małe robaczki.
Potem pojawiały się te myśli, mówiące, że byłoby lepiej rzucić nimi, by poleciały jak najdalej, najdłużej, by ich organy potłukły się, a kości przebiły skórę. By nie musiały istnieć. Oczywiście, że nigdy by tego nie zrobiła, nie była potworem. Chciała od nich uciec, potem przychodziły wyrzuty sumienia, że tak w ogóle myśli. Była nieudolna. Zmęczona. Oczy bolały ją od nagłych ataków płaczu. Byłoby im lepiej poza tym światem.
Mimo to, gdy ktoś o jasnej sierści pojawił się w środku, sycząc i strosząc sierść, wlepiała w niego spojrzenie, nie dając się zbliżyć do nikogo z nich. 
Któregoś dnia krążyła po żłobku, nie mogąc na nie patrzeć. Nie mogła spać kolejną noc. Wył. Bachor wył i pragnęła, by w końcu po prostu się zamknął. Zamilkł, przestał tu być, zniknął. Była pewna, że jego głowa obraca się w dziwne kierunki i oczy śledzą każdy jej ruch. Gdzie ona była. On patrzył. Zabić. Nie powinni istnieć. Ktoś ich porwał. Co to za miejsce. To jej wina.
Czuła mięso myszy w zębach. Gwałtownie potrząsnęła głową, jakby miała sprawić, że będzie smaczniejsze. Jej różowe wnętrzności wyleciały na wierzch z dodatkowym plask! gdy ją wypuściła. Nie dostawała dzisiaj od nieznanego miłego kota myszy. Śnieżnobiałej... Oh. 
Nie mogły żyć. Nie powinny się męczyć. Prawie przecież same się powybijały przy porodzie.
Wzięła kocię w pysk i zaczęła biec. Gdzieś z tyłu zamglonego umysłu czuła się wolna. Nikogo nie było, by na nią nakrzyczeć, choć może ktoś za nią biegł. Albo nie. Pod łapami czuła zimno, cudownie szczypiące w łapy, znieczulając na to, co kryło się pod śniegiem. Stanęła na kamieniu, tuż na jego granicy, zapominając o wadze w zębach i dysząc, wypuszczając z pyska parę. Była zmęczona. Obraz się zakręcił. Pływała. 

14 października 2022

Od Nikogo cd Niczego

 Ucieszył się, gdy siostra usiadła tuż obok niego. Potrzebowała nieco pomocy, ale sobie poradziła. Był z niej bardzo dumny. Wierzył, że kotka sobie poradzi i niedługo zostanie mianowana na wojownika.
- Widzisz? Było tak źle? - uśmiechnął się do niej, pokazując jej ogonem widoki. - Spójrz. Całkiem tu fajnie. Możesz poobserwować teren, który należy do Owocowego Lasu. Trochę wysoko, fakt, lecz o nic się nie martw. Jak będziesz mocno się trzymać i nie skakać po gałęzi, to nie spadniesz - zapewnił, przypominając sobie swoje traumatyczne przeżycia, gdy Lukrecja sprawił, że prawie gałąź pękła, a on zawisł nad ziemią. Nie chciał jednak straszyć siostry, więc nie wspomniał o tym. Widać było po niej, że nieco się bała tej formy treningu. Kiedyś też to wydawało mu się przerażające. Te bolące mięśnie i wiszenie na gałęziach, okropieństwo! Dzięki temu jednak zdobył potrzebne siły, które teraz pomagały mu bez problemu znaleźć się na szczycie rośliny. 
- Mhm - odparła tylko. 
To i tak było coś. Cieszył się z tego małego i niepozornego dźwięku. Kochał siostrę. Ona jedyna pojmowała to jak się czuł, będąc na najniższym szczeblu łańcucha w klanie. 
- No dobrze. Skoro łapy odpoczęły, teraz trzeba zejść - powiadomił ją, wiedząc że mentorzy mieli to do siebie, że nie lubili czekać. No... przynajmniej taki był jego. - By to zrobić musisz mocno objąć korę łapami, a potem powoli się zsuwać - poradził. - Pokaże ci. Jakbyś nie dała rady, to cię złapie - zapewnił wbijając się w drzewo pazurami obok siostry. 
Zaczęli żmudna wędrówkę w dół, aż w pewnym momencie, Nic straciła oparcie. Z piskiem zleciałaby na ziemie, łamiąc przy tym kości, gdyby nie chwycił jej w porę za kark. Dobrze zrobił, że ją asekurował i schodził tuż obok niej! 
-Tszymum cię - powiadomił ją, wolno schodząc na ziemie, a następnie wypuszczając ją z pyska. - Nie było tak źle. Trochę ćwiczeń i będziesz mieć wprawę. 
- No dobrze, to Nic wracaj do obozu, koniec na dzisiaj - zarządził Perkoz, gdy tylko znaleźli się na ziemi. 
Postanowił potowarzyszyć siostrze i w tym, zagadując ją raz po raz, chcąc nacieszyć się jej towarzystwem. Bardzo mu go brakowało odkąd zostali uczniami, a ich życie bardziej się pokomplikowało. 

*** 

- N-n-nic... ja... ja zrobiłem coś złego - miauknął do niej, gdy zapłakany dorwał ją na uboczu. Była jego siostrą, więc powinna wiedzieć co się działo. Chociaż zastanawiał się długo czy ją tym martwić, stwierdził że potrzebował jej wsparcia. Właśnie teraz, bo być może za dwa księżyce zostanie ciocią. 
- Chyba... chyba będę ojcem... - wydusił to z siebie. - A-ale jeszcze nic nie wiadomo. Ja... ja to zrobiłem przypadkiem! N-naćpała mnie - Pociągnął nosem. - Ale chce byś wiedziała... B-bo w końcu... t-te kocięta b-będą naszą rodziną.

<Nic?>

30 września 2022

Od Niczego CD. Nikogo

 Spojrzała nerwowo w górę, w stronę mentora. Ten prychnął i zeskoczył w dół i usiadł pod sąsiednim drzewem, jakby dając im miejsce na pokaz, zamiast tego zajmując się zmywaniem błota z rudego futra. Jej modły zostały wysłuchane, ktoś przerwał trening. Ale nie chciała, żeby braciszek narażał się na krzywe spojrzenie jej nauczyciela. I widział jaką porażką jest. Chociaż już to zobaczył, nieprawdaż? Teraz tylko przekona się o tym dokładniej. Jego wiara zostanie zepsuta.
Nie, żeby miała wyjście, terazteraz gdy mentor się odsunął. 
— Pomożesz? — mruknęła, patrząc na jego łapy, nie wiedząc, co zrobić. 
Braciszek jakby się rozpromienił jak niebo po deszczu. Posłusznie robiła co mówił, z marnymi skutkami. Po kilku próbach i zachętach czarnego, pewnie też wewnętrznej motywacji, by go nie zawieść, udało jej się dostać odrobinę wyżej. 
On też się bał, tak powiedział. Więc miała jakieś szanse. Na razie miał więcej cierpliwości niż inne koty. 
Jednak gdy znalazła się blisko celu, znów zwątpiła, słysząc za plecami poruszenie się rudego ogona. Spanikowana i wyrwana ze skupienia zsunęła się pierwsze długości. Zaraz zęby chwyciły ją za kark; był to nagły ruch, ale nie bolesny, jak to zwykle bywało. No może w pierwszym uderzeniu serca, przy złapaniu, odrobinkę. Ale braciszek na pewno tego nie chciał. Pomogła mu podciągnąć się wyżej, przynajmniej próbowała, odpychając się łapami od pnia. Udało jej się usiąść obok!

<Nikt?>

[przyznano 5%]

20 września 2022

Od Nikogo cd Niczego

*przed przeprowadzką*

Nie tak wyobrażał sobie bycie wojownikiem. Zawsze sądził, że to będzie jego szansa na zdobycie imienia. Że ten moment udowodni wszystkim, że nie jest nikim i że stać go było na więcej. Mylił się. Bardzo. Owocniacy nigdy nie dadzą mu szansy. Zawsze będzie poniżej marginesu społecznego, a dlaczego? Tego nikt do dzisiaj nie chciał mu wytłumaczyć. Miał jednak pewne przypuszczenia. Ile razy stykał się z określeniami skierowanymi w jego stronę, jakby miał coś wspólnego z nocniakami. Czy to prawda? Miał w sobie ich krew? To by tłumaczyło czemu jego życie było takie kijowe. Nie wiedział po jakie licho więc, trzymali ich w tym klanie. Skoro uważali ich za balast... Coś co nie zasługuję na nazwanie... 
A właśnie, że nie! Zasługiwał! Mentor nauczył go wiele. Był silny, może nawet od samej liderki i tego jej zastępcy. Nie umywali mu się do łap. Zabił już trzy koty, dwoje na posiłek, jednego podczas wojny. Wiedział jak należało uderzać, by pozbyć się ich "lepszego" życia. Tylko nikt w klanie o tym nie wiedział... Pewnie wtedy by go wygnali... 
Idąc przez las i rozmyślając o swoim beznadziejnym życiu, dostrzegł swoją siostrę. Nic dalej szkoliła się i robiła marne postępy. Martwił się o nią. Była słabsza i podatniejsza na otoczenie. Dzięki Krwawnikowi nauczył się walczyć o swoje, ale... czy ktoś przekazał tą wiedzę srebrnej? 
Obserwował jak kotka wspina się na drzewo. Tą umiejętność miał w małym palcu u łapy. Tyle razy to ćwiczył, wzmacniając w dodatku swoje kończyny, że patrząc na jej próby, dostrzegał gdzie popełniała błędy. 
- Nic, cześć - przywitał się z siostrą, która znów zsunęła się na ziemię. Jej mentor dostrzegając go, łypnął na niego okiem, mówiąc coś o tym, że trenują i aby nie przeszkadzał. - Mogę wam pomóc - zaproponował, podchodząc do vanki. - Nic... - zwrócił się do niej. - Ja wiem, że ostatnio było między nami źle... Ten cały stres z wojną, treningami, a potem to mianowanie... Jeżeli chcesz to... To ci pomogę. Wspinanie się na drzewo może wydawać ci się przerażające, też się tego bałem, ale gdy się ćwiczy, strach znika. Nie musisz się obawiać. O dziwo to najlepszy sposób, by wzmocnić swoje łapy. A ja wierzę, że jesteś w stanie to osiągnąć. - miauknął dopingująco. 
Miał nadzieję, że siostra się zgodzi. Mogliby spędzić wtedy ten czas razem. Z jej mentorem na ogonie, ale jednak... Warto było. Później mogła być zbyt zmęczona, by z nim gdzieś iść na spacer. To brzmiało koszmarnie! Był naprawdę okropnym bratem! Czy naprawdę tylko wtedy mógł z nią rozmawiać? Przecież pewnie ją dekoncentrował! Jego pewność siebie znów poszybowała w dół, oczekując na jej decyzję.

<Nic?>

09 września 2022

Od Niczego CD. Nikogo

 — Jak... Jak ci minął trening? — zapytał ją — Mentor ci nie dokucza? 
Spojrzała na niego, na chwilę zahaczając o jego mokrą sierść na pyszczku. 
— Niemiły. — mruknęła bardzo cicho. Ale braciszek nie usłyszał i musiałaby powtórzyć, na co już się nie odważyła. Z oczami uciekającymi w bok, oparła głowę o jego szyję, powoli przesuwając policzkiem o sierść.
***
Z głębi legowiska uczniów wodziła mętnym spojrzeniem po kotach na zewnątrz. Braciszek tak szybko skończył trening! Musiał być zdolny! Widziała go teraz w obozie. 
Nie był taki jak ona, której nie wychodziło kompletnie nic. Nic dziwnego, że przestali ze sobą rozmawiać. Kto by chciał się z nią zadawać. Nawet on nie chciał. Pod koniec swoich dni tutaj ciągle siedział z inną kotką. Ta była na jego mianowaniu i głośno krzyczała. Czekoladowa też tam była; chciała podejść i mu pogratulować, ale brat zniknął w tłumie i schował się przy swoim mentorze. 
Zrezygnowała z tego spotkania. I kolejnych, zbyt nieśmiała, by wchodzić w kontakt, gdy on tego nie chciał.
Odwróciła się plecami do wyjścia, nie czując spiętych mięśni, gdy tylko coś się poruszyło, nie odróżniając trybu paniki od spokoju, bo zawsze w nim żyła. Schowała pysk w łapach, czując uciekające łzy.
***
Stała po brzuch w błocie, gdy jej mentor siedział na gałęzi drzewa. Z góry znów paplał o tym, jak krew jest najważniejsza i nigdy ona i braciszek nie będą pasować do społeczności. W międzyczasie ona próbowała wspiąć się w górę, do niego, ciężko dysząc ze zmęczenia i stresu. Było jej niedobrze i gdy tylko s wchodziła wyżej, zaraz spanikowana puszczała się kory, czując, jak pusty żołądek podchodzi jej do gardła. Cicho modliła się o cokolwiek, co przerwałoby ten trening. 
<Nikt?>

[przyznano 5%]


28 lipca 2022

Od Nikogo cd Niczego

 Księżyc wybił ząbek Nic, bił ich i znęcał się. To chyba dobrze, że zniknął? Prawda? Leżał w legowisku uczniów, zerkając na siostrę. Ciekawe jaki był jej mentor. Czy też był tak nienormalny jak Krwawnik? Obserwował z uwagą jak ta wraca ze swoich zajęć, lecz nie zauważył nic podejrzanego. On sam... jeszcze nie doszedł do siebie po tym co się stało. Co zamykał oczy widział tą scenę, czuł smak mięsa w pysku. Dostał od Plusk zioła na uspokojenie, gdy wyjaśnił jej, że stracił swojego ukochanego ślimaka. Nie zdziwiła się, nie dopytywała, w końcu w jej oczach był kocięciem, które mogło mieć takich dziwnych przyjaciół. Nie domyślała się, że właśnie zjadł jednego z nich i przeżywał ataki paniki. Trudno było mu ukrywać, że coś jest nie tak. Nie był w stanie. Ryczał w mech, drżąc na całym ciele, nie chcąc iść na trening z mentorem. 
Oszalał.
Zwariował. 
Nikt jeszcze nie dostrzegł zaginięcia kocura. Nie odnaleziono jego zwłok. To była cisza... cisza przed burzą, gdy odkryją ten sekret. Nie mógł pozwolić, by ktoś się o tym dowiedział. Ich los mógł zostać na zawsze skreślony. Pomyśleliby, że jego siostra jest taka sama jak on i ją zamordują. 
Widząc jak Nic wróciła ze swojego treningu, wstał podchodząc do niej. Oczy miał zapuchnięte i zaczerwienione. Łzy już dawno mu się skończyły, więc czuł nieprzyjemną suchość. 
- Jak... Jak ci minął trening? - zapytał ją. - Mentor ci nie dokucza? 
Liczył, że mu odpowie. Zawsze była ta cicha. Taka delikatna. Chciał ją móc ochronić przed całym złem tego świata. Nie był jednak w stanie nawet ocalić siebie, a co dopiero ją. Nigdy nie słyszał jej głosu, prócz pisków bólu. Nie zamierzał jej jednak zmuszać do odezwania się. On dawniej też taki był. Teraz jednak... czuł się bardziej wykorzystany i przemielony niż wcześniej. 
Ciężar jego ostatniego posiłku, ciążył mu boleśnie na żołądku. Nie mógł jednak się poddać. Musiał być przy niej. Dla niej żyć, bo kto wie? Co jeżeli Krwawnik spełni swoje słowa i nakarmi ją jego ciałem, gdy okaże się aż takim tchórzem?

<Nic?>

[przyznano 5%]

21 lipca 2022

Od Niczego CD. Nikogo

Koteczka wpatrywała się w braciszka, czekając, aż spełni polecenia dorosłego. Przecież musiał, bo kot by się zezłościł. Nie chciała, żeby go uderzył bardziej, niż już to zrobił. A Jaskółka wciąż spała i bała się, że płaczem ją obudzą. I wtedy się zezłości.
Z gardła chciały jej się wydobyć piski bólu; tłumiła je jednak, oprócz tego pojedynczego, który wyrwał się i przyspieszył bicie jej serca. Żeby nie było to trudniejsze dla braciszka, który płakał i ją przepraszał. Gdy wylądowały kolejne ciosy na polecenie czarnego, chciała tylko zakryć oczy łapkami i płakać, ale nie mogła, bo bała się ruszyć i z tego wszystkiego wydawało jej się, że nie ma siły w kończynach.
Kocur podniósł ją i upuścił z góry, przez co uderzyła pyszczkiem w ziemię. Coś zgrzytnęło jej w pyszczku i z przerażeniem pisnęła, czując w nim metaliczny posmak. Kocur gdzieś poszedł, a Jaskółka, zaspana, mrugnęła. Spojrzała najpierw na swoje kocięta, a potem na nich. Na zszokowanego brata i siostrę, która właśnie wstawała do siadu z otwartym, zakrwawionym pyszczkiem i zębem przed sobą na ziemi. Kotka podniosła się i od razu podeszła, złapała i truchtem pobiegła z nią do rudej kotki, którą widywali w żłobku.
Ta oglądnęła ząbki znieruchomiałego kociaka.
– Wszystko będzie dobrze. Odrośnie ci ząb stały. Możesz iść do żłobka. – poczuła delikatny dotyk na główce, na który znowu zebrały jej się łzy w oczach. Zaniesiona z powrotem do żłobka przylgnęła do braciszka.

<Nikt?>

16 lipca 2022

Od Nikogo cd Niczego

 Czarny kocur z białymi plamkami pojawił się w żłobku, gdy bawili się kulką mchu. Od razu wyczuł kłopoty, widząc wzrok przybysza. Nieznajomy podszedł do Nic i nadepnął łapą na jej główkę. Wtedy też wojownik się odezwał:
- Że też was dalej tu trzymają, śmiecie - wypluł to słowa z odrazą. - Chodź tu, tak ty. - Jego chłodny wzrok spoczął na nim. Cały spięty, powoli zbliżył się do kocura. Nie wiedział czego od nich chciał. Jaskółka nadal spała i nie wyglądało na to, aby się miała obudzić. - Bliżej - syknął, a on stanął tuż przy siostrze, która ulegle leżała, oczekując na to co ma nastać. - Pobij ją - rozkazał, a mu aż opadł pyszczek ze zdziwienia. 
Miał skrzywdzić siostrę? Skulił się pod naporem jego wzroku. Kotka zerknęła na niego zaniepokojona, a on nadal tam stał, nie mogąc spełnić polecenia starszego. Poczuł uderzenie w głowę. Pisnął, a z oczu zaczęły spływać mu łzy. Wojownik przyciągnął go za ogon, by dotknął łapkami siostry. 
- Bij ją. Jest śmieciem tak jak i ty, więc co ryczysz? Chyba, że mam ci urwać ogon, co? Chcesz tego? - syknął. 
- N-n-ie... - pisnął cieniutko, znów kierując spojrzenie na małe ciałko Nic. Niebieskooki nadal czekał, a widząc jak kończy się mu cierpliwość, zamachnął się łapką, uderzając siostrę w ciałko. Czuł się z tym bardzo źle. Nie chciał sprawić jej bólu i co najważniejsze, by przestała go lubić. 
Znów poczuł uderzenie w główkę, a łzy wydostały się z jego oczu. 
- Co to miało być? Uderz tak jak ja ciebie, dalej, bo pożałujecie oboje - warknął, szczerząc swoje kły w geście groźby. 
Pozbierał się na łapki i płacząc, z całych sił uderzył Nic. Usłyszał jej pisk i sadystyczne "jeszcze raz" kocura. Bił ją, sam płacząc, tak jakby on dostawał te ciosy. Nie był z siebie dumny. Jednak za bardzo się bał, że wojownik naprawdę zrobi im coś gorszego, więc to robił, aż zabrakło mu tchu. Łapki go bolały, a z oczu ciekł strumień łez. 
- Przepraszam, siostrzyczko - miauknął pomiędzy pociągnięciami nosem. 
Miał nadzieję, że kocurowi to starczy i ich już zostawi w spokoju. Nie chciał więcej krzywdzić siostry. Była jedyną osobą, którą kochał. 

<Nic?>

12 lipca 2022

Od Niczego CD. Nikogo

Rodzeństwo turlało między sobą kulkę mchu, korzystając z faktu, że Jaskółka spała. Musieli robić to lekko, żeby nie uszkodzić jeszcze bardziej łapki braciszka i żeby nikogo nie obudzić. Dlatego piłeczka nie latała zbyt daleko, choć czasami leciała dalej, niż zamierzali i musieli do niej podbiegać.
Teraz też tak było i musiała podejść aż do wyjścia, by ją zatrzymać. Była gotowa do odbicia jej do brata, gdy nagle rozległ się jakiś dźwięk i Nic podskoczyła w miejscu, odruchowo oglądając się do tyłu. Czyjeś łapy stały kilka centymetrów od niej, tuż za granicą żłobka. Zatrzęsła się, bo obok nich leżała zabawka. Kot nie ruszał się do przodu, tylko stał i prawdopodobnie patrzył. Wyrwała się z transu przerażenia i na ułamek sekundy spojrzała w górę, na jego pysk. Nie wyglądałby pewnie groźnie dla innych, ale dla niej wyraz pyska nie miał znaczenia. Kopnął piłkę w jej stronę, co logicznie przyjęła jako oddanie jej, ale nie ruszyła się i ta tylko poturlała się dalej. Podążyła za nią wzrokiem, więc nie dostrzegła zbliżającej się do głowy czarnej łapy, która przygniotła ją do ziemi. Nagle przypomniała sobie, skąd zna zapach kocura i pisnęła; ząbek nadal ją bolał po tamtym dniu. Ulegle rozłożyła się pod pazurami kota, czekając, co będzie chciał. A zwrócił się do braciszka.

<Nikt?>


27 czerwca 2022

Od Nikogo cd Niczego

 Wrócił do żłobka z usztywnioną przednią łapką. Musiał przez to kicać jak króliczek, co nie było wygodne. Przynajmniej ból zelżał. Od razu zauważył zaniepokojony wzrok siostrzyczki. Powolnym krokiem dotarł aż do niej, przytulając się do jej futerka. 
Tęsknił. Bardzo. Mieli w końcu tylko siebie. Tylko na sobie mogli polegać w tym ciężkim świecie. 
- To nic... - miauknął widząc gdzie patrzy. Spuścił po sobie uszka, liżąc kotkę na pocieszenie. - Zrobiłem coś głupiego... - wyznał. 
Musiał zdradzić siostrzyce, że czasem warto wbić oczy w ziemię niż obserwować coś czego nie powinno się widzieć. Może właśnie w taki sposób ocali ją przed popełnieniem błędu, jaki on zrobił, gdy Wielki go przyuważył? Ta kara była taka straszna! Bał się, że już tutaj nie wróci, a umrze na drzewie. Co wtedy by się stało z Nic? Jak mógłby ją wspierać, gdy przepadłby w nicość? Aż zadrżał. Nie mógł popełnić drugi raz tego błędu. Musiał to zrobić właśnie dla niej. Dla jedynej istoty, która dawała mu poczucie bezpieczeństwa i szczęście. 
- Nie patrz na nich, siostrzyczko - miauknął cichutko. - Bo cię ukarzą. Musimy być grzeczni, by móc być razem. 
Siostra skuliła się bardziej. Otarł się o jej główkę, pocieszająco. Los był dla nich niezbyt łaskawy, ale może zła passa kiedyś odejdzie? Słyszał, że niedługo zostaną mianowani na uczniów. Nie za bardzo wiedział co to oznaczało, ale według Jaskółki, nauczą się polować i być użyteczni dla Owocowego Lasu. Może właśnie wtedy udowodnią wszystkim na co ich stać i dostaną imiona? Miał taką nadzieję. 
- Nie płacz, siostrzyczko. Musimy być silni.

<Nic?>

21 czerwca 2022

Od Niczego CD Nikogo

Niepewnie zerkała to na braciszka, to na opiekunkę, nie wiedząc co ma zrobić. Chciała go jakoś pocieszyć, ale bała się wstać. Nie była w stanie też zdobyć dla nich jedzenia.
Jedynie wtuliła się w niego bardziej, by odwzajemnić jego gest i dodać otuchy, chowając pyszczek w jego policzek. Liznęła tam jego sierść, chcąc zetrzeć łzy. Pragnęła, żeby był szczęśliwy…
***
Gdy tylko otworzyła oczy, poczuła to. To, czyli zimno. Jej bok był samotny. Uniosła głowę tak szybko jak nigdy wcześniej. Gdzie brat? Zasypiali obok siebie! Cały żłobek był pusty! Czy wszyscy wyszli i ją tu zostawili? Oddzielili ich? W rozpaczy, widząc, że nikogo nie ma, wybiegła na zewnątrz. Zatrzymała się praktycznie od razu, zdając sobie sprawę co zrobiła. Nie mogła wychodzić! Ale braciszek!
Nim rozwiązała wewnętrzny konflikt, przed nią pojawił się cień i aż cała się wzdrygnęła, gdy dostrzegła niezadowolony pysk jakiegoś wysokiego kota, którego nigdy wcześniej nie widziała.
– Co tu robisz, bachorze? – warknął, a ona przylgnęła do ziemi, patrząc w górę przestraszonymi oczami. – Pewnie chcesz ukraść jedzenie, co? – zaczęła gwałtownie kręcić głową; jak miała mu wyjaśnić, że szuka braciszka? Czarny kocur syknął głośno i podniósł gigantyczną łapę, po czym opuścił ją, wpychając jej głowę w glebę w pół pisku. Przygniótł jej uszy, ale usłyszała, że ma się nią najeść. Siła naporu z góry sprawiła, że faktycznie czuła ją na języku. Coś też nieprzyjemne zgrzytnęło, nie wiedziała jednak co, bo wszystko bolało ją od ciężaru. Załkała, ale gdy łapa zniknęła, nie podniosła się. Dorosły prychnął i usłyszała oddalające się kroki. Poczekała chwilę i koślawym biegiem ruszyła do żłobka, przełykając ziemię, kryjącą metaliczny smak na języku. Zdążyła się zaszyć w kąciku i przytulić do kulki mchu, gdy wróciła kotka, która mieszkała z nimi. Nie było jednak arlekina. Jaskółka początkowo nie zdawała sobie sprawy z jego nieobecności, rzucając w jej stronę tylko przelotne spojrzenie. Potem jednak rozejrzała się dokładniej i wstała, zaalarmowana. Zaczęła zadawać pytania, na które Nic opuściła uszy i kręciła głową, co okropnie bolało, ale nie miała innego sposobu komunikacji.
Odpowiedział jednak młody kocur, wchodząc z Nikim do środka i kładąc go na środku.
— Znalazłem go w lesie w takim stanie. Nic nie mówi, więc nie wiem, co mu jest, ale chyba coś się stało z jego łapą. Mam nadzieję, że szybko wróci do zdrowia.
Jaskółka zaniepokojona odeszła od niej bliżej niego, a młody kocur się ulotnił. Czekoladowa chciała podbiec, zapytać się co się dzieje i wesprzeć chwiejącego się arlekina, ale opiekunka zdążyła złapać go w pysk i wyjść.
Znowu została sama, więc usiadła i czekała, aż wrócą, ignorując łzy stresu.
 
<Nikt?>

11 czerwca 2022

Od Nikogo do Niczego

 Cisza była przyjemna i błoga. Dryfował w ciepłej toni, nie martwiąc się życiem czy też światem zewnętrznym. Było tu dobrze.
Zmiany zaszły jednak szybko. Za szybko. Jego matka przerwała tą utopie, ściskając mocno jego ciałko i wydalając go na świat.
To było straszne.
Zimno; poraziło wszystkie jego nerwy. Zmusiło do wzięcia oddechu, napełnienia zapadniętych płuc. Bolało. Tak bardzo, że wydał pisk.
A wraz z nim... krzyknęła jego matka, widząc jego sierść.
Był kopią potwora, który zmusił ją do wyplucia kociąt na świat. Nic więc dziwnego, że został sam, sam bez imienia, bez rodziny, bez przyszłości.
Nie wiedząc, dlaczego właściwie przyszedł na ten świat.

***

- Ej ty! - głos sprawił, że zwrócił uwagę na pysk zniesmaczonej białej kotki, która postanowiła na chwilę ich przypilnować, gdy Jaskółka wyszła za potrzebą. - Masz leżeć w miejscu słyszysz?
Zrobił zdziwioną minę, ponieważ jego wcześniejsza niańka pozwalała mu zwiedzać żłobek. Spojrzał w miejsce, do którego pragnął się dostać. Mała kulka mchu. Była tylko kilka kroków stąd. Mógł ją chwycić i pobiec do siostry, która z pewnością ucieszyłaby się z zabawki.
Wskazał na przedmiot, by pokazać jej, że chciał tylko to i że już będzie grzeczny.
Wojowniczka wstała, łapą odganiając zabawkę z dala od kocięcia. Ten widok zranił jego serduszko.
- Powiedziałam coś. Ktoś taki jak ty nie zasługuję na zabawki.
Spuścił uszy, wpatrując się z powrotem w swoje łapki. Najwidoczniej musiał tak spędzić resztę czasu, modląc się by ta milsza pani wróciła szybko.
A nudził się. I to potwornie. Jeszcze brzuszek boleśnie dawał o sobie znać, że potrzebuje jedzenia. A nie mógł poprosić o to tej kotki, bo pewnie dostanie karę.
- Rany, czemu się na to zgodziłam... - usłyszał jej niezadowolony głos.
Już dowiedział się od wojowników, którzy ich odwiedzali, że nie miał imienia. Był nikim, więc na nie nie zasługiwał. Nie wiedział czemu, nie chcieli mu tego wyjaśnić. Tak najwidoczniej musiało być. Czy tego chciał czy nie, koty z tego miejsca wydawały się ponad niego.
Gdy upewnił się, że kotka nie patrzy, zbliżył się do siostry, która leżała w kącie. Przycisnął się do niej, chcąc zaznać odrobiny ciepła. Tylko ją mógł dotknąć i nie zostać okrzyczanym czy uderzonym. Raz przyszedł jakiś niebieski pan i tak właśnie zrobił, gdy tylko chciał się przywitać.
- Brzuszek boli - miauknął jej do uszka, dzieląc się swoją tajemnicą, którą ukrywał przed dorosłymi. W kącikach oczu zebrały się łzy, które powoli zaczęły spływać mu po policzkach, mocząc sierść Nic.
Imiona adekwatne do ich życia. Byli nikim i nic nie znaczącym kawałkiem futerka, które musiało zwalić się tym kotom na głowy.
Starsza kocica fuknęła niezadowolona pod nosem, obserwując wracającą do nich Jaskółkę.
- Nareszcie. Te kocięta są niewychowane, jesteś dla nich za miękka - podzieliła się z nią swoją opinią, opuszczając żłobek.
Od razu odetchnął z ulgą, zerkając w stronę czarnej. Kotka zajęła swoje poprzednie miejsce, gdzie miała na nich oko i się lekko uśmiechnęła. Lubił to, jednak sam nie mógł się zmusić, by powtórzyć ten gest. Bojąc się, że wojowniczka zaraz porzuci swoją miłą maskę po słowach białej, bardziej wtulił się w siostrzyczkę, marząc o zielonym kłębku mchu, leżącym teraz po drugiej stronie żłobka.

<Nic?>