BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czajkowe Zaćmienie x Różana Przełęcz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czajkowe Zaćmienie x Różana Przełęcz. Pokaż wszystkie posty

12 kwietnia 2022

Od Różanej Łapy C.D Czajkowej Łapy

  Powiedzieć, że cały świat Różanej runął, to może zbyt wielkie określenie. Ale tak właśnie czuła się teraz młoda kotka. Plątanina uczuć, której wcześniej nigdy nie zaznała, kłębiła się jej w głowie i żołądku, chcąc jakoś opuścić ciało. Jak to się stało, że kocur, który do tej pory był niczym ucieleśnienie matczynej miłości, zamienił się w te dziwne stwory które cię nawiedzają podczas paraliżu sennego? Sama wzmianka o właścicielu śnieżnej sierści sprawiała, że kotka odczuwała niepokój. Brak pewności własnego futra. 
Brązowe oczy zarejestrowały przybycie Czajkowej łapy, jednakże uczennica nadal wpatrywała się w obozową scenę, zapisując każdego przybyłego kota w głowie. Jej wzrok nie wylądował na siostrze nawet w momencie, kiedy na zadane przez nią pytanie sierść na kręgosłupie podniosła się nieznacznie. Właśnie. Czy wie? To pytanie krążyło od kilku dni po głowie kotki, skutecznie pozbawiając ją zdrowego snu. 
- Nie wiem - przyznała, wcześniej przecząco, prawie niezauważalnie kręcąc głową. Udało im się przynieść wtedy jakiegoś marnego ptaka, więc przynajmniej połowa podejrzeń powinna od nich odejść. Ale jeśli jednak wyczuł ich zapach obok miejsca zbrodni? Albo ktoś to zrobił i mu doniósł? Ślepia Róży zerknęły raz jeszcze w stronę martwego ciała, posyłając mu żałosne spojrzenie. 
- Trzymajmy się w większych grupach, i… poobserwujmy Zająca - Mruknęła, można by powiedzieć, że nieco zrezygnowanym głosem. Musiała pomyśleć, była zmęczona. A jak miała myśleć podczas zmęczenia i wiecznego poczucia zagrożenia? 
- Co innego możemy zrobić? Czekać, aż się dowie i nas dopadnie? Lepiej... lepiej, żebyśmy miały pod kontrolą co robi. Może jeszcze ktoś widział coś... niepokojącego? Tak jak my? - Róża kiwnęła krótko głową na znak zgody, czy też potwierdzenia. Chociaż niepokojący, to on był cały. Każdy gest jaki robił. Niepokojące było nawet to, jak oddychał. Ale przecież nie było tak od zawsze, prawda? Więc co go zmieniło? Z tymi myślami wstała, by w odpowiednim czasie pójść pożegnać się ze zmarłym, wtulając nos w niebieską sierść, która przecież jeszcze tak niedawno, pokrywała całkiem żywe ciało. Po chwili uniosła wzrok, by przelotnie spojrzeć na Zająca, rozmawiającego z jednym z Burzaków. A jeśli zabił kogoś jeszcze? Albo zabije, a jego kolejnym celem będą dwie uczennice? 
- Możemy kogoś spytać, kiedy sprawa ucichnie - Odpowiedziała dopiero wtedy, kiedy wróciła od zimnego ciała. Trzeba było iść do kogoś, z kim Zając był blisko. Na tyle blisko, by ten drugi kot zauważył jakiekolwiek czerwone flagi, które śnieżnofutry po sobie zostawiał.  


~~~**~~**~~~


- Zachowanie Zajęczej Gwiazdy nie jest logiczne. - stwierdziła pusto któregoś wieczora, kiedy do obozu zaczynał wkradać się półmrok, zagęszczający cienie otaczających ich terenów. Wiadomość nie była żadną nowiną czy czymś niezwykłym, jednak po czasie rozmyślania, Różę zaczęło coś irytować. Zając nie miał ciągu przyczynowo skutkowego. Gdzieś była dziura. Wielka dziura, której calico nie potrafiła wyjaśnić. Albo co gorsza, tych dziur było kilka. Losowo porozrzucanych po taśmie wydarzeń. Logicznym więc było, że zatrzymała Czajkę, jak tylko ta wróciła do obozu i się ogarnęła na tyle, by zaraz wywlec ją w jakieś osłonięte miejsce. Ale to nie wszystko. Irytację Róży potęgował głód, przez który wbijała pazury w ziemię, konkretnie zastanawiając się nad przerzuceniem na dietę korzonkową. 
- Próbowałam się czegoś dowiedzieć od klanowiczów, jednak albo podawali jakieś swoje wymyślone wersje, albo rzucali tekstem wyjętym z- -Przerwała, biorąc głębszy wdech nosem- Bezużyteczne szuje - syknęła cicho pod nosem, wpatrując się w jeden konkretny punkt. - A samo owijanie w bawełnę zaczyna męczyć. ,,DzIeŃ DobRy Szczypiorkowa Łodygo, wszystko u ciebie dobrze? Ten głód na terenach jest strasznie upierdliwy. Nawet Zajęcza Gwiazda wydaje się zrzędliwy" - Różana wyrecytowała podirytowanym, teatralnie melodyjnym głosem jeden ze swoich tekstów, którym to uraczyła starszą wojowniczę podczas spożywania posiłków. 
- Wyjęłaś mi to z ust - Czajka westchnęła, kręcąc głową. - Przecież nie tylko my widzimy jego dziwne zachowanie. Na pewno musi się ktoś jeszcze znaleźć. Ja pytałam Żara, ale dostałam tą samą odpowiedź co zwykle... - burknęła, kładąc po sobie uszy. - Zaraz... a pytałaś Rumiankowy Wschód? Albo Rzęsową Łapę? Oni powinni coś wiedzieć, w końcu Zając to ich ojciec. - Różaną nie specjalnie zadowalała część o pytaniu Rozżarzonego Płomienia. Miała wrażenie, że nawet gdyby wiedział, to jedyne co by zrobił to odpowiedział jakimś kłamstwem. Chociaż, może się myliła? Na razie nie powinna się na tym skupiać. Ważniejsza była sprawa dzieci Zająca. 
- Pytałam Rumiankowego- Oznajmiła, wracając gdzieś myślami - Jednak jedyne czego się dowiedziałam, to to, że Zając jest bardziej nerwowy. Trudno jednak określić od kiedy. - Zamilkła na chwilę, kiedy przez myśl przebiegła jej myśl kiełkująca jeszcze za czasów kocięcia, czy świeżego ucznia. 
- Mam wrażenie, że złościł się już na nas, kiedy wyszliśmy na zgromadzenie - Mruknęła, przypominając sobie swoje zaskoczenie, kiedy biała mama nie ucieszył się na widok czwórki kociąt na zgromadzeniu. Ale przecież to była normalna reakcja, prawda? Głupim było myślenie, że to przez nieposłuszeństwo zaczął unikać żłobka. 
- Przecież to nie było nic aż tak strasznego. I byliśmy tylko kociakami. Nie wkurzył by się aż tak bardzo... chyba - Słowa Czajki nie specjalnie budowały jakąś pewność u calico. Przecież to był tylko kocięcy wybryk, wiedziała o tym. Jednak! Jednak kiedy mogła nastąpić zmiana w tym wypadku? Po zgromadzeniu? Ale czemu? Zając się czegoś dowiedział? Kotka pokręciła głową w geście bezradności. 
- Zostały jeszcze trzy osoby - Odezwała się po chwili ciszy, patrząc znaczącym wzrokiem w jakże identyczne ślepia siostry. Spytanie Glinianego należało do łatwiejszych, jednak Róża nie chciała iść do kocura sama. Problem stanowiły jeszcze dwie. Dwie konkretne kotki o ciemnym ubarwieniu. One były głównym powodem irytacji uczennicy. A szczególnie ta jedna, konkretna wojowniczka nosząca imię po pewnym psowatym. Szylkretka nie ukrywała oczywistej niechęci, jak i niespecjalnie miała ochotę zbliżać się do tego muru, który wybudowała jakiś czas temu między sobą a rodzicielką. Ten mur był pewnego rodzaju podporą. Warto było go w jakikolwiek sposób niszczyć, by zdobyć informacje odnośnie Zająca? Kocura, który w czasach żłobka był najlepszą matką na jaką młode pomioty Wilczej mogły trafić? Uczennica z trudem powstrzymała się od długiego westchnięcia. 

<Czajka?>

07 kwietnia 2022

Od Czajkowej Łapy CD. Różanej Łapy

- Przejdźmy kawałek dalej... i.... spróbujmy znaleźć wymówkę. Może nas nie widział. - Dodała na koniec, nieco ciszej, chcąc skierować swoje kroki jak najdalej od miejsca zbrodni. Czajkowa Łapa słyszała słowa siostry, jednak nie potrafiła się w nie wsłuchać. Wpadły one w wir wiatru, zgubiły znaczenie po drodze do zakończonych pędzelkami uszu. Para wydostawała się z jej szeroko otwartego pyska z wydechem. Każdym coraz krótszym, cięższym niż ostatni. Brązowe oczy błysnęły, przeszklone żałosną mgiełką smutku i strachu. Słone łzy spływały po jej policzkach, by spaść na śnieg pomiędzy jej łapami. Wzrok błądził po skrzącym się białym puchu, gdy zimno próbowało ją pojmać. Tak bardzo nie chciała tu być. Tak bardzo chciała dać się pożreć śnieżnej polanie, zatopić w chłodnej pierzynie, by zmyć z siebie ten ciężar. Skazę, jaka wryła się w jej mózg, odebrała resztki kocięcej naiwności. Wszystko miało być kiedyś w porządku. Zając miał być kimś, komu miała ufać. Jeśli nawet on dopuszcza się takich czynów... czy jest ktokolwiek, komu można było powierzyć zaufanie?
Wizja Czajkowej Łapy powoli zaczęła się rozmywać, pokrywając się coraz większą ilością słonych łez. Czuła, jakby korzenie wydrapały dziury w jej żołądku, przebijając się do płuc, ściskając serce. Hiacyntowe uczucie podeszły jej do gardła i wydały plony w postaci zduszonego, rozdzierającego wrzasku. Parę nędznych wróbli poderwało się do lotu z pobliskich martwych krzewów, słysząc żałosny jęk młodej kotki. Szylkretowa sylwetka upadła na ziemię, chowając pysk w łapach nękanych dreszczami. Śnieg otulił jej drżące ciało, wpinając się w sierść, ochładzając skórę. Nie potrafiła się ruszyć. Nie potrafiła uciekać od miejsca zbrodni. 
- Czajka - jej imię padło z ust siostry. Tortie czuła na sobie jej ponaglający wzrok. Zdenerwowany, niecierpliwy. Zaczerwienione od płaczu ślipię łypnęło na calico znad śniegu. Widziało ślady po łzach, niedbale starte z policzka. Jak mogła być tak spokojna? Jak mogła stać na pewnych łapach, gdy dopiero co zobaczyły morderstwo? Wykonywanie przez nikogo innego, a kogoś, kto miał być dla nich wzorem. Świętym symbolem wszystkiego, co dobre, bezpieczne. Ten czyn zdarł z białego wyidealizowany obraz wspaniałego opiekuna. Jak mógł... jak mógł coś takiego zrobić? Jak mógł je tak porzucić?! Jak śmiał zabrać im coś, czego wciąż tak bardzo potrzebowały?! Był jednym z nielicznych... nie - jedynym, który był pewnikiem w ich życiu. Ostoją, spokojem, schronieniem, do którego zawsze mogły zwrócić się o pomoc, radę. A teraz? Roztrzaskał to wszystko jednym, okropnym czynem. Wybuchający gniew całkowicie przyćmił strach czy smutek. Ostro zaciśnięte szczęki, wysunięte pazury, para buchająca z nosa. Furia zalała jej wnętrzności, roziskrzyła piersi, zwęziła źrenice. Rozżarzony Płomień miał rację. Zajęcza Gwiazda to zdrajca. Nierudy, plugawy zdrajca. 
- Czajka, musimy iść - rozkazała Różana Łapa, pomagając Czajkowej Łapie podnieść się z śniegu. Ruszyły. Tętent łap rozbrzmiał na pokrytej śniegiem ziemi. Tak jak wcześniej Zajęcza Gwiazda, jego siostrzenice zacierały za sobą ślady. Nikt nie mógł wiedzieć, że tu były. 

***

Patrzyła tępo na skałę zwieńczającą obóz Klanu Burzy. Biała sylwetka jaśniała w wschodzącym słońcu, podczas gdy reszta obozu wciąż była spowita w sennym cieniu. Wronie wrzaski rozległy się gdzieś na niebie, a ich czarne skrzydła przecięły chwilowo promienie złotego kręgu. Zielone ślepia błysnęły groźnie, na co Czajka zmrużyła powieki. Nie przyznał się. Gdy przyniesiono cielsko do obozu, Zajęcza Gwiazda wysłał patrole w miejsce, gdzie został znaleziony. Zachowywał się, jakby o niczym nie wiedział. Nie potrafiła na niego patrzeć tak samo po tym. 
Obrzydzał ją. Bała się go. Nie potrafiła mu drugi raz zaufać. 
A zarazem czuła dziwnego rodzaju podziw do kocura. Kamienna twarz, zwodnicze spojrzenia. Znała prawdę, a jednak biały wydawał się tak przekonywujący, że byłaby skora mu uwierzyć. W pewnym sensie... w pewnym sensie zazdrościła mu tej umiejętności. Gdyby tak potrafiła, o ile życie byłoby łatwiejsze...
Wypatrzyła w tłumie Różaną Łapę. Ukryta pod cienistym kocem podeszła cicho, siadając niedaleko kotki. Jedno pytanie ciążyło jej na grzbiecie odkąd dotarły do obozu tamtego dnia.
- Myślisz, że wie? - zapytała cicho, uciekając wzorkiem w bok. Jeśli jego oblicze potrafiło być tak zwodnicze... to co jeśli czekał na odpowiedni moment, by wbić im pazur w plecy? 

< Róża? >

14 marca 2022

Od Różanej Łapy CD. Czajkowej Łapy

Przez chwilę patrzyła na siostrę bez wyrazu, jednak zaraz odwróciła wzrok, zajmując się mchem. Nie ufała rudemu kocurowi. Nie podobał jej się. Jego sposób chodzenia, postawa, spojrzenia jakie rzuca. Nawet to jak oddychał. Przeszkodą, żeby w pełni przestać mu ufać, była Czajka. Siostra była uczennicą Żara, więc Róża starała ograniczyć większość swoich wątpliwości, które chowała pod kopułą czaszki. O ile rodzeństwu nic się nie stanie za pośrednictwem rdzawego wojownika, nie powinna rzucać w niego swoim niezadowoleniem. Rozmyślanie Róży i jej wewnętrzny konflikt, przerwała siostra, wyskakując ze swoim pomysłem. Na czole calico wyrył się piękny napis: sceptycyzm, jednak ruszyła w kierunku Wietrznej Melodii, modląc się o dobry nastrój mistrzyni.
 
***

Widziała. Widziała coś, czego nie powinna. Nie chciała widzieć. Wiedzieć. Być w tym miejscu o tej porze. Przyłożyła łapę do futra na policzku, by zacząć go nałogowo ciągnąć raz za razem. Znów szmery. Tylko tym razem nie szmery wywołane przez zgraję zwykłych wścibskich kotów, a szmery zacierania śladów zbrodni. To było coś nowego. Coś, co zdecydowanie nie było tą ,,lepszą" nowością. Z szeroko otwartymi, nieruchomymi oczyma, patrzyła w jeden punkt na ziemi, chowając się niczym mysz. Właśnie. Chowają cię. Czemu musiały ukrywać swoją obecność przed kimś, komu bezgranicznie ufały? Tu już nie chodziło o samo wymykanie się z obozu na zgromadzenie. Zając... Czyżby Zając znienawidził wszystkich? Ale- Nagle czyjaś łapa szturchnęła ją w bok sprawiając, że kotka uniosła swoje zdezorientowane ślepia na siostrę.
- Poszedł - Głos Czajki był cichszy i łamliwy. Róża wstała, rozglądając się dziko na boki. Trzeba było stąd zniknąć. Natychmiast. Rozgrzany koktajl w głowie wyparował, zostawiając samą pustkę. Widziała, jak siostra robi w tył zwrot. Wpierw powoli truchtem, potem jak w momencie, w którym uciekasz z piwnicy po tym, jak zgasisz światło. Zatrzymała się z poślizgiem dopiero spory kawał później, o mało nie wpadając w ogon Czajki. Potknęła się niezdarnie, robiąc kilka większych kroków dla złapania równowagi. Brązowe ślepia na chwilę zawisły na postaci siostry, z pyska której spływała słona ciecz. Potem zwróciły się ku niebu. Białe płatki poczęły lawirować w powietrzu, zaczynając swój cichy taniec, po którym nastąpił mocniejszy powiew mroźnego wiatru, uderzającego w polik calico. Kotka zamrugała, czując jak w pustym mózgu zaczynają pojawiać się wszystkie emocje, nie potrafiące ulecieć na zewnątrz. Z przeważającą ilością złości, niepewności oraz poczucia zdrady. Czemu jedyna dorosła osoba której ufała, zrobiła coś takiego? Przecież to nawet nie miało ciągu przyczynowo-skutkowego! Próba wykrzesania jakiejkolwiek myśli z młodego mózgu, była niczym rzucanie się w przepaść wypełnioną ciemnością i kolcami. Była bezsilna w tej sytuacji. Słaba. Trzeba było się nie wtrącać. Mówiła, żeby się nie wtrącać! Co teraz? Wracać? Nie wracać? Stać w miejscu? Zając już pewnie wrócił! A jak zauważy, że ich nie ma? Kolejny powiew wiatru zatarł część śladów.
- Idziemy polować. - Powiedziała nagle, czując jak strach wypełnia jej gardło. - Teraz. - Dodała nieco ostrzej, nie odwracając wzroku od zacierających się śladów, na śnieżnym puchu.
- Z-zapolować? Zapolować?! Przecież... przecież Zając... on.... musimy komuś powiedzieć! Ktoś musi wiedzieć... co jeśli Zając nas zobaczył? Musimy... - Płuca Czajki ciężko pracowały, nie mogąc zgrać się z mózgiem i pyskiem, z którego wychodziły mało złożone zdania, przerywane pociągnięciami nosa.
- Powiedzieć? Komu? - Spytała, nieco obłąkanym tonem. - Kamiennej Agonii? Kotce która nas urodziła, a może rodzeństwu? - Poczuła ścisk, przez który zachciało jej się śmiać. Bez sensu. Wszystko było bez sensu. Skomplikowane. Za dużo dziur, których nie umiała uzupełnić logicznym wyjaśnieniem.
- Z resztą, kto nam uwierzy! - Zaczęła nieco głośniej - Hej klanowicze, widziałyśmy jak biała mama, który zachowuje się od kilku księżyców jakby wpadł do lodowej zaspy, zaciera ślady zbrodni! - Z zaszklonych oczu wreszcie spłynęły pojedyncze łzy. Calico ze zdenerwowaniem patrzyła jeszcze chwilę w swoją siostrę, by potem łapą osuszyć ślepia.
- Przejdźmy kawałek dalej... i.... spróbujmy znaleźć wymówkę. Może nas nie widział. - Dodała na koniec, nieco ciszej, chcąc skierować swoje kroki jak najdalej od miejsca zbrodni. Jej jedyny aktualny plan, jaki pusty łeb zdołał wymyślić, to odcięcie się od tego. Nie było nas. Było polowanie. Tak. Najlepiej na innej stronie. Po drodze napadł nas śnieg... nie można nikomu mówić. Nie. Będziemy cicho. Tak będzie najlepiej. Jeśli Zającowi nie można ufać, to można komuś, kto nim nie jest?

<Czajka?>

Od Czajkowej Łapy CD. Różanej Łapy

 - Ah, tak, bo kot po całodniowym treningu i jeszcze dodatkowej każe byłby żywym srebrem, palącym się jeszcze do roboty - prychnęła tortie, wywracając oczami. Róża parsknęła cicho pod nosem.
- No dobra, może masz rację. Ale ponawiam pytanie. Rozżarzony Płomień nie męczy cię zbytnio na tych treningach? Widziałam twoje pobudki. Są dosyć... zaskakujące - napomniała Różana Łapa, wciąż zajmując się wymianą mchu. Owszem, może tylko Czajka była budzona rano w ten sposób, jednak wcale jej to nie przeszkadzało. Ba, śnieżna kąpiel była wspaniałym sposobem na rozbudzenie się rano!
- To tylko... tylko taki sposób, żeby lepiej mi się potem trenowało.
- Raczej żeby łatwiej złapać zielony kaszel...- mruknęła Róża pod nosem.
- No przestań. Przecież to nic takiego! - nawet nie zauważła, jak często musiała wyjaśniać zachowajia jej mentora przed rodzeństwem. Właściwie, to dużo o niego pytali... czy tylko ona widziała, że Rozżarzony Płomień wcale nie jest taki straszny jak się wydaje? Różana Łapa wciąż nie wyglądała na przekonaną. Wzruszyła tylko ramionami, wracając do roboty. Chwila niezręcznej ciszy nastała między kotkami. Czajka nie lubiła ciszy. Kojarzyła jej się z samotnością, której nie potrafiła znieść.
- To... kiedy masz chwilę wolnego? Żar pokazał mi fajne miejsce, mogłabym cię tam zabrać - zamruczała, mając nadzieję wzniecić ciekawość siostry. Ucho calico podniosło się, a brązowe ślepia zwróciły ku siostrze.
- Fajne miejsce? Tak fajne jak zgromadzenie?
- Nie! Tym razem nie wpadniemy w kłopoty! Jest na terenach Klanu Burzy, więc nie powinniśmy mieć problemu z dostaniem się tam - wytłumaczyła, czekając na odpowiedź Róży.
- No dobra, zapytam Wietrzną Melodię kiedy bym mogła iść - odpowiedziała po chwili namyślu, na co Czajka zaregowała uśmiechniętym wyrazem pyska. Czyli ustalone. Szykowała się siostrzana wycieczka!

***

Nareszcie udało im się znaleźć taki dzień, gdzie obie były wolne. Grzecznie poprosiły swoich mentorów o zgodę na wyjście, po czym wybyły z obozu. Cięzko było przedzierać się przez śnieg, jednak.płomienie słońca figlarnie przeskakujące z białego puchu na ich futra przynajmniej zapewniały im odrobinę ciepła.
- Więc? Gdzie postanowiłaś mnie zatargać tym razem? - miauknęła Róża, cały czas bacznie obserwując otoczenie. Czajka rzuciła jej radosne spojrzenie.
- Zaraz zobaczysz - zamruczała z blaskiem w oku. W zasadzie, miejsce w które zabierała Różę nie było jakoś specjalne. Po prostu chciała pospędzać czas z siostrą, a zabawne miejsce było tylko dodatkiem. Po jakimś czasie zauważyły ślady kocich łap pozostawione na śniegu. Były przetarte i ciężko było stwierdzić, ile osobników tędy szło, jednak pachniały Klanem Burzy, więc nie miały się o co martwić. Może któryś z burzaków wyszedł na polowanie? Albo jak one - wspólny spacer? Nie przejęły się tym zbytnio i dalej szły ku kierunku wyznaczonym przez Czajkową Łapę.
- To tutaj - zawołała, zaraz wskakując na gałąź najbliższego drzewa.
- Szłyśmy taki kawał, żeby dość do... drzewa? Zwykłego drzewa? - Róża uniosła jedną brew, widocznie rozczarowana efektem podróży.
- Nie, nie. To nie jest zwykłe drzewo. Spójrz - wskazała na pień. Gdy Róża doskoczyła do niej i złapała balans na gałęzi, uniosła łebek i ujrzała to, co Czajka chciała jej pokazać. Była to dziupla. Głęboka i na tyle duża, by można tam było wsadzić łepek.- To może być nasza tajna skrytka! Możemy tu mieć skarby i nikt ich nie znajdzie!
- W sumie... niezły pomysł - przyznała Różana Łapa, mimo początkowego nieprzekonania. - To co teraz?
- Kto szybciej na górze ten wygrywa? - zarzuciła Czajka po chwili rozmyślać wskazując ogonem na najwyższą gałąź. Róża uśmiechnęła się delikatnie.
- W takim razie... start! - zakrzyknęła, by wystrzelić z gałęzi ku górze jak strzała. Drzewo nie było wysokie, więc wyscig nie trwał długo. Nawet nie musiały się kłócić co do wyniku. Oczywistym było, że wygrała Róza.
- Nieźle się wspinasz. Wietrzna Melodia cię nauczyła?
- Pokazała mi co i jak- Różana Łapa urwała, gdy do ich nosa dotarł znajomy zapach. Zajęcza Gwiazda i jeszcze jakiś kot. Kotki rozejrzały się w poszukiwaniu białej mamy, co było trudnym zadaniem. Żeby wypatrzeć go w śniegu naprawdę trzeba było mieć sokoli wzrok. Na szczęście jego towarzysz ułatwił zadanie. Niebieskie futro dużo łatwiej było zobaczyć na białym tle.
- Kto to?
- Zając, przecież... - zaczęła Czajka, by zaraz usłyszeć ciche prychnięcie.
- Wiem, że Zając. Przecież czuję. I widzę... poniekąd. Chodzi o tego drugiego. Kto to? - Czajka zmrużyła oczy, próbując skupić wzrok na dwóch sylwetkach. Nie potrafiła rozpoznać niebieskiego z takiej odległości.
- Stąd nie widzę... chodźmy bliżej.
- Po co? Skoro odeszli taki kawał, to pewnie chcą być sami.
- Żeby co robić? Po co niby mieli by się z czymkolwiek chować? Chodź idziemy. Chyba, że się cykasz - posłała jej delikatnie złośliwe spojrzenie, na co Róża nadęła policzki.
- Wcale się nie cykam! Idziemy... chociaż nadal nie wiem czemu aż tak ci na tym zależy - westchnęła, schodząc powoli z drzewa. Czajkowa Łapa miała dobry powód. Chciała zobaczyć, czy plotki o Zajacu rzeczywiście są prawdziwe. że umawia się z róznymi typami na boku, albo że prowadzi dziwną tajną grupkę. Ciekawiło ją to. Gdy zeszły z drzewa, zaczęły iść powoli do Zajęczej Gwiazdy i jego gościa. Wiatr wiał im prosto w pysk, więc nie było możliwości, że biały je wyczuje. Czajka czuła obok siebie, że Róża delikatnie się spina. Nie rozumiała czemu jej siostra była przeciwna temu pomysłowi. Przecież jak dobrze pójdzie, Zając ich nawet nie zobaczy! Tylko podpatrzą co robi i zaraz znikają! I tak, doszły na tyle blisko, żeby widzieć całą scenkę. Za osłoną krzewów i głazów, nie było opcji, że Zając je zobaczy, chyba, że mocno wytęży wzrok. Minus ich kryjówki był taki, że same niewiele widziały...
Nagle do nosa Czajkowej Łapy dotarł ostatnio poznany zapach. Zapach tak przerażający, tak obrzydliwy, że skręcał jej wnętrzności i unieruchamiał łapy. Zapach tak odrażający i mimo tego, że czuła go tylko raz, wyryła się w jej pamięć cierniami do tego stopnia, że rozpoznałaby go wszędzie. Zapach śmierci. Momentalnie zamarła, kładąc spanikowanym ruchem łapę na łapie Róży. Przekaz był prosty.
Nie ruszaj się.
Różana Łapa zastygła bez ruchu, zanielokojona zerkając na siostrę. Niewiedza tylko napawała Czajkę strachem. Dlaczego czuła ten swąd tak blisko. Dlaczego był tak świeży. Dlaczego... dlaczego dobiegał z miejsca, gdzie właśnie stał Zajęcza Gwiazda? Gdy uniosła delikatnie łeb, zobaczyła niebieskie cielsko leżące bez życia na śniegu. A nad nim Zajęczą Gwiazdę, trzymającego coś w łapie. Biały kocur rozrzucił na śniegu czerwone jagody. Ich barwa wybiaja się na tle białego puchu, aż paląc w oczy. Oddech Czajkowej Łapy przyspieszył, gdy Zając zaczął się rozglądać. Skuliła się, chowając pysk w łapach, by czasem nie usłyszał jej oddechu. By nie usłyszał jej żałosnych prób powstrzymania wybuchu płaczu. Nie rozumiała. Nie rozumiała co się działo. Dlaczego kocur, któremu ufała, którego kochała, stał teraz nad ciałem klanowicza, nie reagując. Nie wołając o pomoc dla niego. Nie chciała w to wierzyć. Cały czas liczyła, że nagle usłyszy tęten łap biegnących, by sprowadzić pomoc. Jednak nie doczekała się. Jednym co słyszała, był własny, drżący oddech. Modliła się, by Różana Łapa nie wydała z siebie najmniejszego dźwięku. Jeśli to zrobi, Zając dowie się, że tu są. A wtedy... wtedy...
Nagle usłyszała trzask śniegu. Obił się w jej uszach, powtarzając parę razy. Był coraz bledszy. Oddalał się. Zaraz za nim było słychać kolejne szuranie. Zacierał ślady ogonem. Nie chciał, żeby ktokolwiek się dowiedział, że tam był. Dlaczego? Dlaczego chciał to ukryć? Przeiceż to nie on... to nie jego wina... nie mógł by...
Spojrzała przerażonym wzrokiem na siostrę. W brązowych oczach torie zatańczyły łzy, by po chwili spłynąć po policzkach i rozbić się na zimnym śniegu.
Czego właśnie zostały świadkami?  

< Różana Łapo? >

26 lutego 2022

Od Różanej Łapy CD. Czajkowej Łapy

Biedronka była gotowa. I jaka piękna! Wysoka, z mordką i pięknie ułożona! Co mogło pójść nie tak? Budowla była idealna! Teraz tylko czekać na mamę i jej zachwyt, kiedy już wróci. A kiedy Wilcza się ukazała, jej pierwsza reakcja była... mieszana. Zaskoczona calico zerknęła na siostrę. Nawet wyjaśnienie znaczenia budowli nic nie dawało. Im dłużej wzrok Róży patrzył na reakcję mamy, tym bardziej jej uszy wędrowały w tył. Nie podobało jej się. Znowu. Znowu zawiodły. Tylko czemu? Przecież się starały! Czy staranie się, to dla Wilczej za mało? Musiały jakoś zasłużyć na jej uwagę i chociaż odrobinę matczynej miłości? Ale jak! Czemu im nie powie?! Co niby miały zrobić więcej? Kotka skierowała swój zaskoczony i rozgoryczony wzrok ku ziemi. Nie patrzyła na oddalającą się sylwetkę matki. Zbyt wiele razy już to widziała. Z powodzeniem mogła więc sobie to wyobrazić. Reakcja siostry, zdawało się, że dobiła ją jeszcze bardziej. Do brązowych ślepi napłynęła słona ciecz, która skropliła się ze dwa razy uderzając w podłoże. Gdyby mogła, to teraz pewnie wyszłaby z mieszkania trzaskając drzwiami. Szkoda tylko, że nie wiedziała co to drzwi. - Nie uda się. - Burknęła cicho do siebie, walcząc z katarem który zapchał jej nos. Czy Czajka to usłyszała? Może nie? Chwilę potem odeszła gdzieś w bok. Calico jeszcze chwilę stała w miejscu, zastanawiając się czy dać siostrze trochę przestrzeni czy jednak pójść w inną stronę. Końcowo jednak oddaliła się w innym kierunku, smętnie włócząc za sobą ogon.

~*~~***~~*~

Zmieniała mech. Mechanicznie, nie myśląc zbyt wiele. Słuchanie opowieści Narcyzowego Pyłu zapychało jej aktualnie tylko głowę, jednak miło było posiedzieć z kimś, kto na ciebie nie fuka, nie próbuje wmówić swoich racji i nie zachowuje się, jakby cię obszczał skunks a zamiast pyska była wielka czarna dziura uzbrojona w zęby i oczy. Dlatego całą dodatkową robotę wykonywało jej się o dziwo w miarę przyjemnie, z lekko uśmiechniętym, łagodnym wyrazem pyska. Wietrzna Melodia była... specyficzna. Ale na dłuższą metę nawet dało się z nią istnieć pod jednym niebem. Jak na razie. Kolejna sprawa jaka ją zmartwiła, było zachowanie Zajączka. Wydawał się odległy. Był aż tak zły za wyjście z obozu? Bo to chyba o to chodziło, prawda? Strzepnęła uchem pozbywając się upierdliwych myśli. W końcu mu przejdzie, przecież musi. Prawda? Wtem do jej uszu dobiegł dźwięk odbijających się łap, a zaraz potem obok niej wyrosła Czajka. Róża posłała kotce ciepłe spojrzenie, mrucząc krótko.
- Oh tak, bo cały dzień to potwornie dużo czasu. Wieczność wręcz. Jakże się musiałaś nudzić bez mojej osoby - Mruknęła, rzucając w stronę siostry tylko krótkie spojrzenie znad mchu. Chyba po raz pierwszy była zirytowana zachowaniem białej mamy. Weź ty Zając idź spać lepiej, a nie wymyślaj jakieś kary, pomimo iż częściowo zasłużone. Ale się nie określił do kiedy. Do końca całego szkolenia? Nie miała zamiaru jednak aktualnie dać po sobie poznać, że coś jej nie leży. Jeszcze by dostała coś dodatkowego.
- A u ciebie? - Odbiła piłeczkę nieco niewyraźnie, z mchem w pysku. Calico nie czuła jakiegoś wielkiego zaufania do Rozżarzonego Płomienia, co tylko wzmacniało jej niepokój. - Nie męczą cię tam za bardzo? Nie wyglądasz jak tryskające źródło energii.

< Czajkowa Łapo? >

24 lutego 2022

Od Czajki (Czajkowej Łapy) CD. Róży (Różanej Łapy)

Przez zabawę w berka całkowicie zapomniały o biedronce! A mama zaraz przecież się pojawi! Już tak długo jej nie było... ale niech poczeka jeszcze chwilkę! Biedronka nie była jeszcze gotowa! Siostry wznowiły pracę i po jakimś czasie biedronka przypominała coraz bardziej skończone dzieło. Miała już główkę, mordkę, grzbiet. Brakowało już tylko... właściwie niczego. Chociaż zaraz... czy biedronki nie mają uszek? Po szybkim pytaniu oboje stanęły na tym, że nie były pewne. Czajka więc wzięła kulkę mchu i położyła na łebku ich kreacji. Będzie miała jedno - złoty środek między posiadaniem uszek a ich brakiem!
- Jest piękna - stwierdziła Róża, patrząc z pewnej odległości na dzieło, żeby objąć ją na raz wzrokiem. Czajka pokiwała głową z aprobatą. Wspaniała. Mama teraz na pewno na dłużej zostanie w żłobku! Będzie się zachwycać tworem i zadawać masę pytań jak tylko we dwie wybudowały taką wspaniałość!
I tak, po paru zniecierpliwionych przeskakiwań z łapki na łapkę, Wilcza Zamieć pojawiła się u progu.
- Mamo, mamo, popatrz! - zawołała podekscytowana Czajka, wskazując łapką biedronkę. Wilcza skrzywiła się na sam dźwięk głosu młodej, jednak niechętnie podążyła wzrokiem w kierunku wskazanym przez córkę. Gdy nareszcie spojrzała prosto na budowlę, jej pysk jeszcze bardziej się wykrzywił. W pomarańczowym ślepiu odbił się nawet strach. 
- C-co to jest - wydukała, stawiając krok do tyłu. Czajka wciąż nie traciła nadziei, że źle interpretuje mimikę Wilczej i osiwiała kotka tak naprawdę się cieszy. 
- Biedlonka! - wytłumaczyła Różyczka.
- Mhm... - czarna stała jeszcze tak chwilę, po czym zwróciła i znów zniknęła z żłobka. Czajka i Róża patrzyły na nią, obie widocznie zawiedzione. Przecież tak się starały! A mama tylko przyszła i wyszła! Nawet nie przyjrzała się biedronce! Tortie zacisnęła zęby i odwróciła się, chowając przed promieniami słońca wbiegającymi do kociarni zaszklone oczka.
- Głupia biedlonka - fuknęła, kopiąc jeden z kamyczków robiących za nóżki budowli. Gniew, smutek i żal zżerał ją od środka. To takie niesprawiedliwe. Wszystko było niesprawiedliwe! Podciągnęła nosem i mimo wszystko odłożyła kamyczek na miejsce. - Może... może następnym lazem się uda - westchnęła, po czym ułożyła się gdzieś w kącie kociarni, wciąż zła na reakcję Wilczej Zamieci. Róży też się nie spodobała. Wyglądała na równie zdenerwowaną co Czajka. Co musiały zrobić, żeby mama z nimi pobyła dłużej?

***

Czuła się podle. Ostatnio cały czas ją mdliło z niewiadomych jej przyczyn. Może zjadła coś nie tak? Albo po prostu jej brzuch buntował się od tak? Po którymś treningu na którym mroczki zatańczyły jej przed oczami wybrała się do Jeżowej Ścieżki i Wiśniowej Iskry. Dali jej jakieś ziółka które na następny dzień postawiły ją na łapy. Niesamowite, że medycy wiedzieli co komu dać i że to jeszcze działało. Może i ona powinna podpytać o to i owo żeby się czegoś od nich nauczyć?
Następnego popołudnia Czajkowa Łapa wróciła z treningu z chęcią odpoczynku, jednak słońce jeszcze nie zaszło. Może udałoby się nieco oszukać w ramach kary zrobić coś mniej wymagającego? Westchnęła smutno, otrzepując się z śniegu który spadł na nią w drodze powrotnej. Raz wyszli na zgromadzenie i od razu kara. Gdyby wiedziała, że tak to się skończy, na pewno by przemyślała pomysł Pasikonik przynajmniej dwa razy. Jako wieczorną aktywność wybrała wymianę legowisk w leżu starszyzny. Oprócz śpiącego Narcyzowego Pyłu, Orlikowego Szeptu i jak zwykle odwróconego tyłem do świata Sasankowego Kielichu spotkała tam Różaną Łapę. Ucieszona jej widokiem Czajka uśmiechnęła się i z nową energią podeszła do siostry. Otarła się o jej bok z głośnym mruczeniem.
- Cały dzień cię nie widziałam. Jak twój dzisiejszy trening? Dobrze? - zagaiła, zabierając się do ustalonej wcześniej roboty.

< Różana Łapo? >

Wyleczeni: Czajkowa Łapa

03 lutego 2022

Od Róży CD. Czajki

To tak nie miało być! Nie mogło! Ona się tu poświęca schodząc i się stłukła jak jabłko, a siostra sobie siedziała na samym szczycie biedronki. Jak to tak? Kotka, nadymana jak ten śmieszny rodzaj ryby, odwróciła się chcąc odejść, dając tym do zrozumienia że ma focha. Czy jednak jej się to udało? Po części tak, gdyż dobrym trafem zrobiła z kilka kroków, zanim usłyszała plan Czajki. Różyczka zdążyła jeszcze krzyknąć zaskoczona (chociaż w tym momencie przypominało to raczej pisk) zanim szylkretowe futro siostry z impetem wylądowało na kotce, odrzucając w tył. Uh, znowu! Czy ten dzień może być gorszy? Czy przeznaczeniem Róży jest być wiecznie turlającym się po ziemi, przygniatanym przez kogoś lub spadającym kotem? Oh, na wszystkie kolorowe ślimaki wychodzące po deszczu! Marny jej los, marny! Kotka po odrzuceniu w tył, poczuła jak Czajka się odbija po chwili niczym gumka i staje nastroszona na czterech łapkach obok, z szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami. Jeszcze sobie po wylądowaniu poradziła! - Ojej pseplasam! Mas cały ogonek? - Może i Czajka się przejęła, jednak ciemna calico pomimo poobijania i szoku, nie miała zamiaru pozostawić tego bezczelnego zachowania bez konsekwencji. Wstała więc szybko na równe łapy z błyskiem w oczach. Nie był on jednak wcale w złym odcieniu! Raczej przepełniony chęcią do wybryków. Nie da tak sobą wycierać podłogi! Z tą myślą przysiadła do ziemi, by zaraz potem wyskoczyć w stronę siostry z głośnym pomrukiem, chcąc zbić ją z łap. Cóż, jednak na nieszczęście Róży, Czajka zdążyła już zauważyć co się święci i podłapując zabawę, pognała w głąb kociarnii.
- Wlacaj! - Krzyknęła za nią kotka, zbierając się do biegu - Wlacaj i daj się podeptać!
- Nje! - odkrzyknęła jej siostra, nie odwracając łebka - Pseciesz sama chciałaś, szebym zeszła! - Ostatnie zdanie przypominało bardziej jęk, a zaraz potem Róża straciła siostrę z oczu. Jednak było miejsce gdzie jej ofiara potencjalnie mogła się schować! Kotka skręciła w ciemny róg kociarnii, stąpając powoli i węsząc w powietrzu. Zmrużyła oczy. Uh… czemu tu nic nie widać? Jednak robienie coraz to bardziej krzywych min nie pomagało w rozjaśnieniu otoczenia, a z każdą następną chwilą, młoda traciła pewność, czy aby na pewno szuka w odpowiednim miejscu. Nim jednak zaczęła się wycofywać, z ciemności wyskoczyła mała, szylkretowa kulka, która przeskoczyła nad Różyczką, przy okazji dotykając kociaka jedną z łap.
- Belek! - zawołała w biegu, by zaraz pognać przed siebie.
- Hej! - Róża wydała z siebie odgłos oburzenia, nie pozwalając sobie na zostanie za bardzo w tyle. Kociaki przebiegły przez środek kociarnii, deptając czy też taranując wszelkie możliwe przeszkody na swojej drodze, w tym też nieostrożne kłębki kociego futra, które za późno zauważyły zbliżające się w ich stronę w niebezpiecznym tempie, dwie czarno-rude pchły. I kiedy zdawało się, że Różyczka wreszcie znalazła sposób, by dogonić uciekiniera, ten zaczął zwalniać, aż w końcu całkiem się zatrzymał. Zdezorientowana kotka zatrzymała się nagle obok, patrząc ze zdziwieniem na Czajkę.
- Nie wiesz jak graś w belka? - Spytała, przekręcając główkę na bok.
- Biedlonka!
- Biedlonka?
- Biedlonka! - Z tymi słowami, Czajka pobiegła w stronę budowli, którą zaczęła z siostrą. Kotce chwilę zajęło zrozumienie, że przecież całkowicie zapomniały o swoim pierwotnym celu! Z poddenerwowaniem pobiegła więc za krewną, w stronę wcześniej wspomnianej biedronki.

<Czajka?>

01 lutego 2022

Od Czajki CD. Róży

Gdy tylko zobaczyła, jak jej ukochana siostrzyczka z gracją zdechłej myszy sturlała się na sam dół biedronki, jej pazurki momentalnie mocniej wbiły się w ułożoną przez nie górkę. Mały grzbiecik wygiął się, a uszka położyły, już wyczuwając czyhające niebezpieczeństwo. O nie, nie ma mowy że ona tak przefikołkuje na sam dół. Co jeśli sobie coś zrobi? Chociaż… Róża wyglądała na całą - nie stłukła się jak kropelka wody spadająca na ziemię. Ale jej siostra nazywa się Różyczka. A Czajka nie jest Różyczką - jest Czajką! Z szeroko otwartymi ślepiami wpatrywała się w calico, czekającą na nią na dole. Oczami wyobraźni już widziała, jak kończy jako mokra plama na ziemi żłobka. Po czym jak deszczyk wsiąknie w podłoże i już nigdy nie wróci. Wyparuje do powietrza, żeby potem znów kapać z nieba! Nie mogła podjąć takiego ryzyka! Mama jeszcze nie zobaczyła ich biedronki. Ani nie pochwaliła za jej zbudowanie. Nie została i nie powiedziała, co robiła za żłobkiem… nie chciała tylu rzeczy przegapić!
Młoda zamarła tak na grzbiecie ich budowli, próbując zdecydować, co teraz powinna zrobić. Przez jej niewielką główkę przelatywały różne pomysły, ale żaden nie był na tyle dobry, by wcielić go w życie. No bo przecież nie zeskoczy od tak z takiej wysokości… czy zeskoczy?
- Czajka? - zawołała Róża, przekręcając delikatnie zniecierpliwiona łepek.
- Wies, wygodnie mi tu - odkrzyknęła jej siostra po chwili zastanowienia. Nie powie jej przecież, że boi się zjeść, nawet jeśli miała to wymalowane bez słów na twarzy. - Moze zostane tutaj… jest fajnie, wysoko…
Ta odpowiedź najwidoczniej nie spodobała się Róży. Młoda kotka skrzywiła pyszczek, a jej krótki, kocięcy ogonek bojowo zabębnił o ziemię.
- Nie mozesz jeździć na biedlonce! Ona jest dla mamy!
- No ja wiem, ale…
- Tchózys! - Róża napuszyła się niezadowolona. - Tchóz! Ja się tak nie bawie!
Czajka zmarszczyła mordkę, wykrzywiając pyszczek w podkówkę. Nie chciała być tchórzem! Ani żeby Różyczka przestała się z nią bawić!
- Nie! No… no Różaaa - jęknęła szylkreta, widząc, jak siostra się powoli odwraca. Sfrustrowana brakiem odzewu od siostry, jej łapka parę razy uderzyła nerwowo o powierzchnię, a po zagryzieniu zębów w końcu podjęła decyzję. - Bede skakać! - oznajmiła, już przygotowując się do gwałtownego zejścia w dół. Uznała, że im szybciej, tym lepiej, a tak przynajmniej oszczędzi sobie fikołków po drodze. Jej bioderka zatrzęsły się delikatnie, a wzrok skakał z jednego miejsca do drugiego, szukając najlepszego miejsca na lądowanie. Da radę! Róża za to odwróciła łepek z powrotem w jej stronę, unosząc przy tym jedną brew.
- Cekaj co-
- Skakać! Tsy, czte… ly! - Czajka wyskoczyła, mając nadzieję wylądować kawałek za Różyczką, jednak pech chciał, że podczas startu jej łapki wypadły za mocno do tyłu i niewielka kotka leciała teraz prosto na siostrę.

< Różo? >

27 stycznia 2022

Od Róży CD. Czajki

Kotka intensywnie szukała czegoś odpowiedniego na głowę. I jakaż wielka była jej frustracja, kiedy okazało się że wielki kamień o odpowiednim kształcie był zbyt wielki, żeby go przeciągnąć w miejsce, gdzie miała być głowa. Po krótkich staraniach i walce podjętej z kamieniem, w końcu się poddała z wielkim zawodem dostrzegając, iż kamień nie ruszył się nawet o milimetr, a ona przez cały czas pacała łapkami w miejscu. Wtedy postanowiła poszukać mniejszych, i mniejszych okazów, aż w końcu powstało coś na kształt głowy. Na dwóch gładkich kamyczkach zrobiła oczy, stworzone z błota i soku ze zgniecionego mchu, a na wierzch, jako okrycie, postanowiła położyć jakieś mchowe płaty. Przecież biedronki nie mają aż tak bardzo nierównej główki! Trzeba ją wygładzić. Gdy jednak zabrakło jej mchu, zaczęła się rozglądać za kolejnym idealnym, przez co oddaliła się nieco od swojej pracy. W końcu, gdy znalazła odpowiedni, do jej uszu doszedł głos siostrzyczki. Tylko skąd? Skąd ją woła? O co chodzi? Czemu w kociarni miałoby być wysoko? - Tu! Tu pacz! - Kolejne zawołane Czajki, skierowało pyszczek Róży ku górze. Ojeju! To tak się da? Kocię poczłapało najszybciej jak mogło, przy okazji potykając się o swoje łapki, ułożyło mech na biedronkowej główce po czym poszło w ślady siostry, niezgrabnie wychodząc coraz wyżej i wyżej, aż w końcu małe łapki zahaczyły o jeden z ostatnich patyczków, kiedy to bursztynowe oczy zobaczyły, że nie ma miejsca na samej górze! Kotka się jednak wcale tym bardzo nie przejęła, tylko skierowała swój łebek na bok.
- Ojej, jak wysoko! - I byłaby tam dłużej siedziała gdyby nie zaczynające boleć łapki. Szylkretka spojrzała nerwowo w dół, chcąc się upewnić, jak daleko jest od podłoża. Jednak to tylko jeszcze bardziej ją zestresowało. - A- E- Czajka…? - Wydobył się niepewny głos z czarnego pyszczka. Czarno-ruda siostra, stojąca nieco wyżej, popatrzyła w dół na krewną.
- Co?
- A jak się schodzi? - Do tej pory o tym specjalnie nie myślała, ale jak już było to konieczne, nieco się pogubiła. No bo przecież nie może zejść głową w dół! Albo… albo może?
- No jak to jak, no, tak- nolmalnie! - Czajka zdawała się sama niezbyt przekonana co do swoich słów, jednak Róża już szukała rozwiązania, popatrzyła w dół po raz drugi, zaczęła szukać odpowiedniego kąta schodzenia, chciała się nawet obrócić głową w dół, jednak uznała to za zbyt trudne, więc poczęła schodzić tyłem. Schodzenie okazało się w jej wykonaniu jeszcze mniej ,,z gracją” niż wchodzenie, jednak wysokość powoli zaczęła się zmniejszać, a wraz z nią uczucie kłopotów w główce Różyczki, która pod koniec, już nieco ośmielona, postanowiła zeskoczyć na stabilny grunt. Oczywiście nie skończyło się to tak, jak zamierzała. Pech chciał by w tamtym momencie oparła się na cienkiej gałązce, która pękła pod ciężarem włochatej kulki, przez co ten młody kartofel odchylił się niebezpiecznie do tyłu, a zaraz potem uderzył cicho w ziemię i poturlał w tył.
- M. - To był jedyny dźwięk, jaki zdołała wydać z siebie oszołomiona kotka kiedy to zahamowała w pozycji siedzącej i szeroko otwartymi oczami patrzyła przed siebie. Jednak ten stan wcale nie trwał długo! Zaraz zebrała się na równe łapki, po czym podreptała w stronę biedronki i spojrzała w górę. - Telas ty! Schocisz?

<Czajka?>

24 stycznia 2022

Od Czajki CD. Róży

Mech był ciężki. I gilgotał w podniebienie. Mimo wszystko zgrabnie sobie poradziły z budową podstawy ich wspaniałej budowli. Teraz pozostawało dołożyć jeszcze więcej materiałów i będą mieli coś, co na pewno zwróci uwagę mamusi! Usłyszawszy głos siostrzyczki, zwolniła troszkę i wzięła głębszy oddech. Ciężka robota, ciężka, ale warta zmęczenia! Dla mamusi! Jednak pytanie Róży nieco zbiło ją z tropu. Jak to co? Przecież mówiła jej… a może nie? Ale to przecież jasne, że jak coś ma być fajne i wysokie, to będzie to wielgachna biedronka! Mimo wytłumaczenia co robią, Różyczka wciąż nie wyglądała na przekonaną. Szczególnie że zwolniła ze zbieraniem różnych rzeczy do ich dzieła. Może nie wiedziała, jak wielka ma być ta biedronka? W końcu “wielka biedronka” może być różnie wielka. Co jeśli siostra pomyślała, że ich budowla będzie wielka-mała, a nie wielka-wielka? Nie mogła pozwolić, żeby Róża pozostała w błędzie!
- Pacz - zawołała, zwracając uwagę calico z powrotem na sibie. - Taaaaka wielka bedzie - wspięła się na tylne łapki i wyciągnęła grzbiet, żeby sięgnąć jak najwyżej potrafi. Sięgnęła tak wysoko, że zaraz straciła równowagę i przeturlała się na grzbiecie. - W końcu miała być wysoka i fajna! - dodała, otrzepując się po upadku i strosząc futerko. Jej zapewnienia chyba dodały skrzydeł Róży, która znów energicznie pokiwała głową, po czym obie wróciły do budowania. Patyczek za patyczkiem, kawałek mchu za kawałkiem mchu i zaraz uzbierała się ładna górka na fundamentach.
- Jest takie… niskie - mruknęła niezadowolona Czajka, patrząc na efekt ich dotychczasowego działania. Myślała, że pójdzie im szybciej…
- I nie ma moldki… - Róża przekrzywiła głowę, przyglądając się ich tworowi.
No tak. To też. Przecież jak coś nie ma głowy, to nie jest fajne. Jak mogły zapomnieć? Czajka zaczęła rysować łapą wzory na ziemi, zastanawiając się, co powinny robić dalej. Nie mogą przecież od tak się poddać! Jej uszka zaraz podniosły się radośnie, gdy do jej główki wpadł kolejny plan. Jej siostra też zdawała się coś wymyślić. Chyba. Tak przynajmniej wyglądała według Czajki.
- Potrzebuje patycków! Zlobie jej grzbiet! - zaklepała tortie, zaraz jak dzika rozglądając się za potrzebnym materiałem.
- A ja glowe!
Siostry kiwnęły do siebie głową z determinacją, po czym rozeszły się w różne strony. Czajka była ciekawa, co Róża wymyśli na łepek wielkiego robaczka do tego stopnia, że po chwili zbierania mchu i badyli chciała iść podejrzeć, co robi, jednak z trudem się powstrzymała. Nie mogła przecież zawieść w swoim zadaniu! Musiała zbudować biedronce plecki. Wielkie plecki! Nawrzucała na górę parę patyków, a dziury zalepiła gąbczastą rośliną. Gdy stos stał się dla niej za wysoki, z mchem w pyszczku próbowała się wdrapać na niego, żeby pracować z jakiejś wysokości. Szkoda, że nie mogła być taka wysoka jak Zajączek. Wujek mógłby się podzielić z nimi wzrostem. Po co mu takie długie łapki? I tak tylko leży i pokasłuje od czasu do czasu, a im by się przydały do budowania biedronek! Gdy dotarła na szczyt i położyła kulkę mchu, dumna z siebie poklepała jeszcze ich dzieło. Było coraz lepsze! Mama na pewno będzie zachwycona! Gdy oderwała wzrok od stosu z mchu, patyków i kamieni, zobaczyła nareszcie prawie całą kociarnię. Jeszcze tak wysoko w życiu nie była! Otworzyła szerzej oczy uradowana, wypatrując Różyczki.
- Lóza! - z jej gardła wydarło się donośne nawoływanie. - Pacz jak wysokooo - zachwycona zamruczała. - Musis tu psyjść i zobacyć!

< Różo? >

Od Róży CD. Czajki

Kolejnym świetnym pomysłem Róży, była odmowa przyjmowania posiłków. Jednakże jej silna wola została pokonana po chwili walki, przez głód. Dopiero po odejściu znów Wilczej, przypomniała sobie, że w sumie to miała nie jeść, więc teraz siedziała naburmuszona, marszcząc nosek. Kiedyś zrealizuje ten plan! Nie wiedziała jeszcze kiedy dokładnie, ale po tym jak się dobrze naje. Ziewnęła potężnie, czując że powieki zaczynają się lepić i opadać, a ona sama miała zamiar udać się do krainy morfeusza, kiedy to jej fazę bycia jedną łapą po drugiej stronie, przerwał donośny głos siostry, który równie dobrze mógłby wybudzić umarłego. Najpierw nieco niechętnie uniosła główkę, jednak wraz z dalszymi słowami stojącej obok szylkretki, Różyczka nabierała coraz więcej zainteresowania. Czyli nie tylko ona miała z tego powodu czasem natłok myśli! Czyli jak? Pójdą do tego dziwnego kota co podobno umie leczyć rany roślinkami? Może jak zjedzą coś, to przestaną być jacyś nie tacy w oczach matki? Jednak jak się okazało, wcale nie chodziło o leczenie, a o budowanie, na co kotka przekrzywiła nieco główkę. - Zbudowac? - Chwila przerwy na analizę słów Czajki. Oh! To by miało sens! Jak da się coś mamie, dużego i okazałego, to na pewno zwróci na nie swoją uwagę! - Tak! Tso bęciemy lobić? - Wstała i się szybko otrzepała, strosząc kocięce futerko, wraz z wysoko postawionym, przypominającym igiełkę ogonem.
- Jesce nie wiem!
- Coś wysokiego! - Odparła Różyczka.
- Fajnego! - Czajka zaproponowała coś niemalże w tym samym momencie co jej siostra, po czym nadęła poliki w zamyśleniu, by zaraz potem znaleźć złoty środek.
- Coś wysokiego i fajnego! - zawołała w końcu, łącząc oba pomysły. Róży oczywiście się ten pomysł spodobał, bo jakże by inaczej! Tak więc, z szeroko otwartymi oczami z ekscytacji, kiwnęła energicznie ze dwa razy głową, by zaraz potem pobiec z siostrą nieco dalej i zacząć zbierać przeróżne śmieci, które by się nadawały na budowlę. Mech z legowisk, piórka, nieco świeżego mchu, patyczki i patyki, które w tamtym momencie dla małego kocięcia były zbyt wielkie do dźwignięcia, więc trzeba było złączyć siły i zabrać się za to razem. A gdy podstawa była gotowa, Czajka ochoczo zabrała się do budowy dalszej, podczas gdy Różyczka patrzyła przez chwilę w jakiś niewidzialny punkt w podstawie przyszłej budowli.
- Ej, Czajka
- So - kotka właśnie szła z wielkim kawałkiem mchu w pysku, który skutecznie zagłuszał jej mowę.
- A my tak właśśiwie to co lobimy - siostra odłożyła mech i spojrzała na nią oczami, których i w tym przypadku młoda kotka nie potrafiła odczytać.
- No pszeciesz wielką biedlonkę
- Biedlonkę? - Kocię zaczęło się powoli gubić. Ale jak to, była mowa o biedronkach? Czyżby Róża coś przegapiła? A, a może ma problemy ze słuchem? - A-ale taką wielką biedlonkę? - spytała niepewnie. Jej pierwotnym pomysłem była wielka, długa wieża ułożona z kamyków i patyków, taka aż po sufit, a może nawet dalej! Ale skoro siostra uznała, że robią biedronkę to….może jednak dobra będzie ta biedronka? Zrobiła niezdecydowaną minkę, po czym ruszyła niemrawo po mech, by zacząć układać go wraz z kamyczkami w biedronkę.
 
<Czajka?>

Od Czajki do Róży

Zimne powietrze uderzyło jej niewielkie ciałko, wciąż jeszcze oblepione mazią zmieszaną z krwią. Zaraz jakaś szorstka powierzchnia zaczęła przejeżdżać po jej futerku, pomagając przy okazji pozbyć się płynów z dróg oddechowych. Pierwszy wdech, po którym momentalnie z jej gardła wydarł się wysoki pisk. Jedyny sposób, w jaki mogła domagać się czegokolwiek na ten moment. Brakowało jej ciepła i ścisku, które przecież jeszcze chwilę temu było przy niej nieustannie. Nareszcie, po jeszcze kilku piskach została podniesiona i odłożona przy przyjemnie pachnącym ciepełku. Przyjemna, słodka woń dotarła do jej noska. Od razu podążyła za jej zapachem, czołgając się w stronę jej źródła. Gdy do niego dotarła, instynktownie przyssała się do powierzchni i zaczęła ssać pożywienie. Obok wyczuła jeszcze jedną niewielką masę, do której z czasem dołączyły dwa kolejne. Czwórka kociąt nareszcie była na świecie. Po dwóch księżycach ku uldze Zajęczej Gwiazdy maluchy urodziły się całe i zdrowe.
Wiatr wdarł się do kociarni, otulając chłodnymi szponami koty, które akurat tam przebywały. Biały kocur otuli dokładniej Rzęska i Maczek, którzy tylko wtulili się bardziej w jego brzuch z cichym, jednak słyszalnie niezadowolonym pomrukiem. Wilcza Zamieć zaś z niespokojnym, nawet przerażonym wyrazem pyska wpatrywała się gdzieś poza kociarnie. Jej oczy nie błądziły po obozie. Wbiła swoje spojrzenie w jeden punkt, którego nikt inny nie mógł dostrzec. Czajka widziała jej pomarańczowe ślepia kątem oka. Ona wraz z rodzeństwem właśnie kończyli posiłek. Ciepła, mleczna ciecz nasyciła ją, sprawiając, że burczenie w brzuchu i głód odeszły w niepamięć. Gdy skończyła, położyła główkę na brzuchu mamy, a smutek odbił się na jej pyszczku. Nie rozumiała, dlaczego ich rodzicielka zachowywała się tak dziwnie wobec nich. Często znikała, zostawiając ich pod opieką Zajęczej Gwiazdy, a gdy już była, zdawała być się tak od nich oddalona. Nie ważne ile próbowała, tak ta bariera między nią a czarną karmicielką nie opadała. Zrobili jej coś? Przecież nigdy nie ugryźli ani nie zadrapali. Nie straszyli specjalnie, nie mówili brzydkich słów. Więc dlaczego Wilcza Zamieć patrzyła na nich w sposób, w jaki patrzy się na larwy żerujące na rozkładającym się ciele?
Gdy tylko ostatnie z kociąt Wilczej skończyło posiłek, czarna zaraz podniosła się na równe łapy, co zwróciło uwagę Zająca.
- I-idę się przejść.
Czajka chciała iść za nią. Długie, chude łapy minęły ją jednak, a ciemna sylwetka zniknęła za progiem żłobka. Szylkreta dźwignęła się na swoje krótkie nóżki, tylko po to, by po paru niezdarnych krokach potknąć się i wylądować z powrotem z pyskiem i cichym piskiem na ziemi. Już słyszała, jak kocur z tyłu próbuje się podnieść, jednak ubiegł go czyjś cień. Czajka z nadzieją i już tlącym się promyczkiem szczęścia spojrzała w górę, oczekując Wilczej Zamieci, którą cudem zwabiło piśnięcie jej kociaka. Jednak widząc liliowo-białe oblicze, uszka niewielkiej kotki opadły z rozczarowaniem.
- Ceść Lumianku - westchnęła, opuszczając łepek na ziemię. Naprawdę liczyła na to, że Wilcza się do niej wróci! Dlaczego nie wróciła? Przecież mogła coś sobie zrobić podczas upadku! Może nie usłyszała? Wiatr zatkał jej uszy? Wstrętny wiatr. Dlaczego wszystko chciało ją oddalić od mamy? Czajka podciągnęła nosem, czując, jak w brązowych ślepiach zbierają się jej łzy. Chciała tylko być blisko matki, aż tak niemożliwe było jej życzenie?
Rumiankowa Łapa zachęcony przez Zajęczą Gwiazdę zbliżył się do kociaka.
- W porządku? - zapytał łagodnym głosem, jednak nie krył zmieszania obecnego w rysach jego mordki. W odpowiedzi Czajka pokręciła głową, na co kocur się skrzywił.
- Iść po Jeżową Ścieżkę? - mruknął liliowy, siadając niedaleko rozpłaszczonej na podłożu kluski. Znów odpowiedziała mu pokręceniem głowy.
- Boli cię coś?
Kolejny raz negatywna odpowiedź. Nie wiedząc, co innego mógłby zrobić, złotooki posadził kociaka, niepewnie i delikatnie poklepał łapą po łebku, po czym poszedł do Zajęczej Gwiazdy, który był jego pierwotnym celem. Czajka otrzepała się z kurzu u piasku, przy okazji pozbywając się z głowy natrętnych myśli. Będzie przecież dobrze! Wilcza wróci, znów się położy i wtedy będą mieli okazję spędzić trochę czasu razem. Kto wie, może nawet osiwiała kotka coś im opowie? Gdzie była, co zobaczyła? No bo po co innego miałaby wychodzić z kociarni?
W jej głowie momentalnie pojawił się nowy pomysł. Skoro mama poszła zwiedzać, może jak zobaczy coś nowego w żłobku, to zostanie na dłużej następnym razem? Ale jeśli miała się wyrobić, musiała już zacząć! I znaleźć łapki do pomocy!
- Lóza, Lóza, Lóza! - Czajka niczym syrena zawyła głośno, dobiegając do siostrzyczki. Trąciła ją łapką, bylebe zwrócić na siebie uwagę odpoczywającej akurat calico. - Wsań, wsań! Wiem co zlobić, żeby mama nie bała - miauczała z entuzjazmem, a widząc, jak wąsiki Róży drgnęły z zaciekawieniem, w jej oczach zatańczyły radosne iskierki. Już wiedziała, że przeciągnęła siostrę na swoją stronę.
- Co? Lekalstwo?
- Lek- Czajka już chciała powtórzyć z entuzjazmem wypowiedź Różyczki, potwierdzając jej przypuszczenia, jednak zaraz… jakie lekarstwo? O czym jej siostra mówiła? Miała przecież powiedzieć o ich planie! No bo jak to Róża nie czytała jej w myślach? Zakładała, że nawet nie będzie musiała tłumaczyć siostrze, co będą robić… - Nie lekalstwo! Musimy coś zbub… zbudować! - zostało im tylko wymyślić czym miałoby być to “coś” i mogły się brać do pracy.

< Różo? >