BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Knieja x Skowronek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Knieja x Skowronek. Pokaż wszystkie posty

28 września 2024

Od Skowronkowej Łapy CD. Kwiecistej Łapy (Kwiecistej Knieji)

- Wiesz, czasem rzeczywiście zajęcia ucznia medyka są monotonne, ale na pewno nie nużące.. Lubię to robić i wątpię, aby kiedykolwiek mi się znudziło. Mogę pomagać innym kotom i być blisko Klanu Gwiazdy, nie potrzebuję więcej - Stwierdził po chwili milczenia. – Chociaż czasem zdarza mi się zapragnąć polowań i długich gonitw... a nawet walki. Mimo wszystko wiem, że to nie dla mnie - Dodał.
- Wierzysz w błyszczące kotki? - Zdziwiła się kotka, jednak chwilę potem, jej oczy zalśniły. — Możemy gdzieś pobiec. Albo zrobić sparing! Chcesz? - Spytała szeptem.
Czekoladowy zmarszczył nosek. Knieja była niewierząca?
-Oczywiście, że wierzę w Klan Gwiazdy - Miauknął nieco urażony. - Przecież szkolę się na medyka! No i nie wiem, czym jest sparing. To jakaś zabawa?
-To takie... ćwiczenia bitewne - wyjaśniła kotka krótko.
-Ćwiczenia bitewne? A na czym to polega? Może po prostu pójdziemy poszukać ziół? Albo pobawmy się w berka! - zasugerował, spoglądając zdziwiony na siostrę.
-Z wrogiem na polu bitwy nie będziesz mógł się bawić w berka - zauważyła, po przyłożeniu sobie uszu do czaszki, w reakcji na głośniejszy ton brata, po czym wydała z siebie długi wydech mordęgi - A zioła są nudne. Chociaż w sumie berek nie może być taki zły.... możesz wychodzić bez opieki poza obóz?
Zastanowił się chwilę. Nie powinno być ku temu żadnych przeszkód...
-Ale ja będę medykiem... - Przypomniał. - Chociaż... Możemy zrobić to, co chcesz. Chyba nie zaszkodzi mi walka... a co do obozu. Wychodziłem już parę razy, na przykład, żeby szukać ziół. Tylko nie mogę się zbytnio oddalać. A ty?
- I co z tego, medyk nie powinien umieć się bić? - Spytała, unosząc brew i zaraz potem zerkając ku wyjściu - To chodźmy na zewnątrz!
-Też tak myślę, ale... - Westchnął, wiedząc, że nie wygra z Knieją. Na jej słowa pokiwał przecząco głową. - Możemy pójść, tylko najpierw kleszcz musi ci odpaść..
Nie musieli czekać długo. Już po chwili paskudne, grube stworzenie odczepiło się od skóry kotki, lądując bezwładnie na ziemi. Zielonooki chwycił je przez mech i wyrzucił poza legowisko. Następnie wrócił do siostry i spojrzał pytająco na mentorkę.
-Mogę pójść razem z Kwiecistą Łapą na dwór? - Zapytał.
-Jasne, tylko nie siedź tam za długo, przydasz mi się tutaj. - Odparła bez większego zastanowienia Pajęcza Lilia.
Uczniowie opuścili legowisko i zatrzymali się przed stertą zwierzyny.
-Wychodzimy z obozu? - Szylkretowa uniosła brew w górę.
-Jeśli tak uważasz. W końcu to ty wiesz, jak zrobić ten sparing. - Odparł, rozglądając się.
Kotka nie odpowiadała przez chwilę, spoglądając na Skowronkową Łapę, jakby coś ominął, jednak w końcu się poddała, po krótkim wydechu opuszczając obóz, aby znaleźć dogodne miejsce, a Skowronek udał się za nią.
-To gdzie teraz idziemy? - Zagadnął kocur.
-Gdziekolwiek. Nawet tutaj byłoby dobrze. - Stanęła w miejscu, kopiąc jakiś kłębek.
-A więc zaczynamy? W ogóle co będziemy robić, tylko się bić? - Zasypał siostrę pytaniami, marszcząc nosek.
-W sumie, to tak - Rzekła kotka, po czym zrobiła kilka kroków w tył, ustawiając się przodem do czekota w pozycji bojowej. - Tylko tata i Smark mówią, że nie można z pazurami ani gryzieniem, ale mi to w sumie obojętne.
-Nie możemy bić się naprawdę! Wiesz, to na pewno będzie dużo roboty, aby opatrzeć później głębsze rany. Nie mam ochoty zbierać dodatkowo ziół, przez naszą głupotę. - Oznajmił, przybierając poważny wyraz pyszczka i siadając na ziemi.
-Nudziarz - Skwitowała Knieja. - Dobra, zaatakuj mnie.
Zastanowił się. Tak właściwie, odechciało mu się tej całej walki. Chyba wolałby zostać w legowisku i pomagać Pajęczej Lilii przy ziołach.
-A co, jak się coś stanie? - poruszył się nerwowo, spoglądając na kotkę.
-Jedyne co możesz mi zrobić bez pazurów, to dać z liścia.
-No, może i masz rację... - rozejrzał się, po czym niepewnie wstał z ziemi, otrzepując swoje futro. Jak on miał to zrobić?
-Będziesz tak stać i mnie podziwiać? - Zażartowała - Wymyśl coś, jestem kotem z wrogiego klanu!
-Już... Tylko nie wiem, jak to zrobić... - Westchnął i nie czekając na odpowiedź, nieco niezgrabnie schylił się, dotykając brzuchem ziemi, jak gdyby polował. Przypomniał sobie lekcję Barszcza i machnął ogonem, czając się na siostrę. Nie wiedząc zbytnio, co dalej zrobić, podszedł nieco bliżej do kotki i błyskawicznie wybił się swoimi silnymi kończynami od ziemi, rzucając się na Knieję. Szylkretowa zadowolona z obrotu spraw, zaraz odskoczyła w bok, by uniknąć ciosu, a żeby samemu taki zadać i zamachnęła się łapą. Kocur poczuł silne uderzenie w bark i wylądował na ziemi. Wstał, otrzepując się z piasku i z towarzyszącym temu prychaniem, znów schylił się, aby ponowić atak.
***
Knieja i Dzwonek zostali mianowani. Od tej pory mieli nowe imiona, nowe życie, obowiązki, a nawet legowiska. Czekoladowy czuł się tym nieco przytłoczony. Jak zwykle jego lepsze rodzeństwo zostało mianowane wcześniej i jeszcze tego samego dnia, razem. On musiał pewnie jeszcze trochę poczekać z mianowaniem i to zupełnie sam. Mimo wszystko postanowił cieszyć się z tak ważnego wydarzenia w życiu jego rodzeństwa, dlatego też, gdy tylko po ceremonii ujrzał - od teraz - Kwiecistą Knieję, bez większego wahania podszedł do niej.
-Gratulacje! - Miauknął, uśmiechając się delikatnie.
<Kwiecista Kniejo?>
[798 słów]
[przyznano 16%]

14 sierpnia 2024

Od Kniejki (Kwiecistej Łapy) CD. Skowronka (Skowronkowej Łapy)

Na pyszczku szylkretki pojawił się grymas niezadowolenia. 
- To tak nie dziala - stwierdziła rozeźlona. Nie słyszała, by ktoś w ogóle mógł odbić zakład. Nie znała zasad czegoś takiego, po prostu słyszała, że istnieje! Ale co teraz, a jeśli tak można i przegra? Zerknęła na kulkę. W sumie czemu nie, potem zamienia się w wodę jest po prostu zimne. W końcu zadarła nosek, zerknęła na Skowronka z wyższością (a przynajmniej się starała, żeby tak to wyglądało), po czym podeszła do kulki, łapą odsuwając czekolada, poprzez położenie mu łapy na piersi i lekkie odepchnięcie. 
- Otsuń się, ja to zlobię. - rzuciła krótko i zwięźle, po czym wbiła pyszczek w kawałek kulki. Zaraz potem poczuła, jak sierść na grzbiecie staje jej dęba, a ona sama stłumiła zaskoczony pisk, gdy zimne coś dotknęło jej podniebienia. Zaraz też czuła, jak rozpuszcza się w jej pyszczku, więc po prostu zamarła w bezruchu, czekając aż impostor się roztopi całkiem. Dziwny miało to smak. Nie jak mleko, nie jak mech... taki charakterystyczny. Ale w końcu zakład to zakład. Chwilę później przełknęła to co miała w pyszczku, otrzepała się i spojrzała raz jeszcze na Skowronka butnie. 
- Widzisz? Ja jakoś mo-
- Co wy tam jecie? - Jej zdanie zostało przerwane, przez dość zaniepokojony ton głosu, należący do... cóż, podejrzliwej matki, która co do podejrzliwości miała pełną słuszność. Chwilę później pojawiła się za plecami dwóch malców, mierząc spojrzeniem resztki, już wcale nie tak białego śniegu, który to powoli zamieniał się w błoto, mieszając z podłożem. Tak, szylkretka zjadła to w tym stanie, ale przecież nie było jakieś złe ani nic. Poza tym, miała zakład. 
- Zjadłam to - przyznała dumnie, wskazując łapą na śnieżkę, szeroko otwartymi oczami, patrząc na szeroko otwarte ślepia matki, zadzierając głowę do góry, by dojrzeć matczyny pysk. 
- Na Wsze... Skowronku, nie jedz tego. Kniejko, wypluj to. 
- Kiedy jusz nic nie zostało - zauważyła lilowa, otwierając szeroko pysk na potwierdzenie swoich słów, co niestety nie pocieszyło rodzicielki. Może między zębami jeszcze był jakiś piach, może kawałek sierści, ale co tam. I zanim zdołała cokolwiek więcej zrobić, została chwycona za kark i uniesiona w górę, bezwładnie zwisając z matczynego pyska. Zanim jednak czekolad znikł sprzed jej oczu, ta zdążyła zmrużyć oczy, patrząc na niego natarczywie. 
- Następnym lazem, dam ci do sjedzenia ślimaka - zapowiedziała, zanim została odniesiona do karnego więzienia znajdującego się w futrze Przepiórki. 

 ◃―‧▫☽﹡❇﹡☾▫‧―▹

Nie była zdziwiona wyborem Skowronka, by podążać drogą medyka, jednak osobiście, jeśli miała być całkiem szczera, w ogóle ją do tego nie ciągnęło. Czego natomiast mu zazdrościła, to mentora. No, może nie koniecznie konkretnie Pajęczej Lilii, jako Pajęczej Lilii medyczki, jednak jeśli chodzi o charakter rudej, to fajnie by było, gdyby się wymieniła nim ze Smarkiem. Kotka miała wrażenie, że wtedy o wiele więcej by się dowiedziała i zwyczajnie złapała więź z mentorem. Więc tak, potwornie nad tym ubolewała. Ubolewała też nad tym, że kocur jakimś cudem stał się wyższy niż był wcześniej, przez co teraz musiała zadzierać głowę w górę, żeby spojrzeć mu w pysk w momencie, w którym byli blisko siebie, dlatego też, preferowała rozmowy na odległość. Tym razem jednak, zdawało się, że nie miała innego wyboru, jak znów zadzierać nos w górę. Pojawiła się w legowisku medyka przy górowaniu słońca, chociaż zdawać by się mogło, że dopiero wstała. 
- Kwiecista Łapo - usłyszała wpierw głos medyczki, gdy ją zauważyła - Czego potrzebujesz? 
- Kryjówki przed mentorem - odparowała zaraz uczennica z kamiennym wyrazem pyska, jednak zaraz dodała - I wyciągnięcia mi kleszcza. Przyssał mi się za uchem. - przekręciła głową, jakby chcąc pokazać za którym uchem, chociaż mało było widać, szczególnie przy długości jej futra. Medyczka zerknęła jednak za plecy Kniejki, skąd właśnie padł długi cień. 
- Skowronkowa Łapo, przynieś mech nasączony mysią żółciom - dało się słyszeć polecenie, na które Kniejka zerknęła w tył unosząc głowę w górę, podążając za wzrokiem rudej.
- Dobrze! - odpowiedział niezbyt wyraźnie, będąc jeszcze w progu. 
- Yo - lilowa przywitała się jakby od niechcenia z czekoladowym, machnąwszy krótko łapą, podczas, gdy ten wszedł głębiej do legowiska medyka, trzymając w pysku kilka ziół, które chwilę potem wylądowały w składziku, najpewniej czekając na poukładanie. Kotka natomiast nadal siedziała w miejscu, obserwując bacznie otoczenie z zaciekawieniem i gdyby mogła, najchętniej zaczęłaby machać łapami w powietrzu. Pajęcza Lilia zaczęła coś tłumaczyć o żółci, jak ją nanieść i tak dalej, medyczne bzdety które kotkę mało obchodziły. Chwilę później pojawił się obok niej Skowronek, który to odszukał kleszcza, odgarnął sierść, po czym przyłożył żółć do kleszcza. 
- Ew - dało się słyszeć z pyska Kniejki, która jednak nie narzekała dalej, a jedynie zaakceptowała sposób wyciągania kleszcza. W końcu to medycy, nie? Znają się na swojej robocie. - Nie znudziło ci się grzebanie w listkach? - zagadała w końcu - Wydaje się być to monotonnym zajęciem... chociaż zdaje się, że to lubisz. 

<Skowronek?>
[767 słów]
[przyznano 15%]

Wyleczeni: Kwiecista Łapa

06 lipca 2024

Od Skowronka CD. Kniejki

Skowronek zamrugał kilka razy i zmarszczył nosek, przenosząc wzrok na białą kulkę, z której wypływały stróżki wody. Czemu miałby to jeść? Wolał mleko mamusi, a nie to dziwne coś! Skąd to pochodziło? Może było trujące? No i dlaczego Kniejka kazała mu to zjeść? Po jakimś czasie rozważań, mimo wszystko ciekawość wzięła górę i kociak, choć dość niechętnie, trącił łapką nieznajomy przedmiot. Był lodowaty! Błyskawicznie odskoczył, jeżąc futro na grzbiecie, a z jego gardła wydobyło się ciche syknięcie. Czemu to było takie zimne? Jednak, gdy otrząsnął się z szoku, kociak ponownie podszedł do śnieżnej kuli i znów pacnął ją łapką. Tym razem zimno nie zrobiło na nim takiego wrażenia a wręcz przeciwnie, spodobało mu się. Zaczął pacać łapką nową zabawkę, jednak nie potrwało to za długo, gdyż zabawę przerwała mu rozeźlona Kniejka, zasmucając Skowronka.
-Nie umiesz się w to bawić! - pisnęła, odbierając śnieżynkę rozczarowanemu kocurkowi
-No to co ja mam zlobić? - miauknął zdezorientowany bicolor
-Zakład polega na tym, sze masz to zjeść, albo pszegrasz! Jeśli to zjesz, wygrasz! Nie wolno ci się tym bawić! - kotka przewróciła oczami
-Ale ja nie chcę! - poskarżył się maluch, szurając łapkami i wbijając spojrzenie swoich intensywnie zielonych oczu w podłoże -Sama to zjedz! - dodał, licząc, że kotka odpuści.
<Kniejko? On nie chce tego zrobić!>

22 czerwca 2024

Od Kniejki do Skowronka

Jeden z przychodzących kotów, przyniósł do legowiska śnieg. Nie miała z nim wcześniej styczności, chociaż była ciekawa, dlaczego koty przychodzące z zewnątrz pachniały jakoś tak charakterystycznie i mokro, a jej, niestety, nie pozwalano jeszcze wychodzić. Ale to nic! Miała przed sobą właśnie piękną bryłkę, która uformowała się w futrze odwiedzającego kota, a która to spadła na ziemię, gdyż zwyczajnie była zbyt ciężka by utrzymać się na cienkich włoskach. Tak więc, omijając fakt, że miała na sobie smród innego kota, była czymś ciekawym w odbiorze. Trąciła biało-podobną kulkę łapą, zaraz potem odskakując w tył, jeżąc się na grzbiecie, kiedy to okazało się, że oprócz tego, że jest mokra, jest w dodatku zimna. Niemniej, kulka też poturlała się w drugą stronę! To zachęciło Kniejkę do dalszego badania owej białej paskudy, obwąchując ją wpierw uważnie, a potem z wolna przykładając swoją łapkę do zimnej powierzchni. Przez drobne ciało przeszedł dreszcz, a ona z fascynacją, już powoli, odsunęła kończynę od śniegu, by uważnie jej się przyjrzeć. Nie doświadczyła jeszcze zimna tego typu, dlatego teraz, chociaż szczypanie minęło, wpatrywała się intensywnie w swoją opuszkę. Niemniej, odkrywanie życia samemu było nudne, potrzebowała kogoś do towarzystwa. Rozejrzała się po otoczeniu, wycierając mokrą łapę w swój bok. I wtem dostrzegła. Znajomy, biały pysk i cętkowane futro, które to najwyraźniej miało kłaść się spać, jednak na nieszczęście, trafiło w zasięg wzroku młodej kotki. 
- Hej - odezwała się, wskakując na czekoladowy grzbiet, którego właściciel niemal nie przewrócił się z tego powodu, tracąc równowagę. 
- Au... Co...? - Zdezorientowany Skowronek spojrzał na lilową, która nie tracąc czasu (oraz resztki równowagi, przez którą ześlizgnęła się z grzbietu kocura na ziemię, uderzając zadkiem o ściółkę) wskazała na leżący trochę za nią kawałek śniegu, który to już zaczął się topić. 
- Załoszę się, sze tego nie zjesz - Wydobyła z siebie z trudem po kocięcemu, czekając na reakcję, której oczekiwała. 

<Skowronek?>