Przez kilka dni od tamtego wydarzenia Orlik nie odzywał się do siostry. Zirytowała go nieco, ponadto miał dość jakiegokolwiek towarzystwa. Nie pragnął z nikim dzielić języków czy nawet pić mleko z zresztą rodzeństwa. Na chwilę zmienił się w białego, samotnego malucha, który musi sam ze sobą się zmierzyć i dokonać przemyśleń na temat przyszłości. W końcu wkrótce otrzyma mentora i zacznie szklić się na wojownika, co należy do zaszczytu w kocim klanie. Nie mógł się tego doczekać. Codziennie o tym myślał, codziennie o tym śnił i oczekiwał tej chwili. Nudziło mu się w żłobku i nagminnie opuszczał to miejsce. Któż mu zakaże? Jest coraz większy, coraz bardziej samodzielny. Matka za niego nie zapoluje, ojciec od dawna wącha kwiatku od dołu, a rodzeństwo pójdzie hen daleko i rzadko będzie miało się z nim do czynienia.
Przeszło mu to myślenie po dwóch tygodniach, bo znużyły go ciągłe ucieczki wymagając adrenaliny. Za bardzo się do nich przyzwyczaił. Zresztą... zatęsknił za ciepłem matczynego brzucha i zabawami z siostrami i z bratem. Nawet poczuł tęsknotę za Mniszkiem. Ktoś w tej przesłodzonej i nadzwyczaj uroczej rodzinie musi być niemiły i sceptyczny wobec wszechobecnej miłości. W ramach zakopania topora wojennego klon Ostrzenia znalazł zajęczy ogon i zaniósł go siostrze.
- Co to jest? Twoja kupa? - zapytała zaczepnie na samym początku pierwszego od dłuższego czasu kontaktu. Czuła się sceptycznie wobec specyficznego podarunku. Nikt nigdy nie dawał jej... takiego czegoś.
- A pachnie ci na takową? - odpowiedział ze stoickim spokojem. Przygotował się do tego momentu. Wypróbował różnych technik uspokajania wewnętrznego mordercy, o których opowiedziała mu Koniczynka. - Powąchaj to, skoro jesteś taka mądra i wszechwiedząca.
- Chcesz znowu trafić pod język mamy! Wiem to! - miauknęła z przekonaniem, ale mimo sceptycyzmu powąchała okrągłą kulkę. - Pachnie... martwym czymś. Na pewno nie myszą.
- Zaprowadzę cię do ciała tego stworzenia. Nazwa się zając. Nasi wojownicy często na niego polują. Podobno jego mięso jest soczyste i sprawia, że jesteś najedzona na długi czas – opowiadał z zapałem Orlik. Prośby o powiedzenie przepraszam nie wchodziły w grę, siostra zbyt szczerze wierzyła w to, że biały wyszedł tamtego dnia z Bluszcz i Słonikiem.
- Skoro tak chętnie proponujesz... bez żadnego „nie”... pokaż! - Bez żadnego uprzedzenia callico wybiegła ze żłobka, zostawiając orlikowy prezent na pastwę losu i chłodnego wiatru.
Biały kocurek, podążając za kotką, uśmiechnął się do siebie zadowolony. Przynajmniej na czas wyprawy do martwego zająca siostra nie będzie niczego sobie wmawiała.
time skip
Minęło około cztery i pół księżyca odkąd Mniszek sprytnym, acz dosyć oklepanym sposobem wkopała Orlika. Mimo wielokrotnego tłumaczenia, że nie wyszedł ze Słonikiem i Bluszcz poza żłobek, uparta kotka ubzdurała sobie coś i postanowiła samodzielnie wymusić opuszczenie rodzinnego gniazdka. Wmieszała w to jednego z wojowników, a w efekcie końcowym Koniczynkę. Cóż... do dzisiaj nie zrozumiał, dlaczego wielokrotne wyjaśnienie dotyczące braku wyjścia nie dotarło do główki pozornie uroczej Mniszka, ale co się stało, to się nie odstanie.
Spadł śnieg, znowu. Kolejny dzień z rzędu biała czapa pokryła trawiasty teren. Poruszanie stało się trudniejsze i wymagające użycia sprytu i szybkości. Kociaki ze żłobka tworzyły łapkami i noskami wielokilometrowe tunele, korzystając z okazji legalnego wyjścia bezpiecznego miejsca. Maluchy chciały się rozgrzać, a ich rozmiar powoli nie pozwalał na zmieszczenie się przy matce. Ponadto takie długie leżenie powodowało, że drętwiały łapy i ogon, a te części ciała wymagały ciągłego ruchu w tym wieku. Trzeba się wyszaleć przed mianowaniem na ucznia, potem nie będzie takiej swobody działania.Orlik i Mniszek bawili się razem ostatnimi pomarańczowymi liśćmi, które pozostały po minionej porze nagich liści. Zostało ich bardzo mało, dlatego każde odkrycie nowego listka stanowiło nie lada wyczyn.
- Znudziła mi się ta zabawa. Liść zaraz się zepsuje, bo jest kruchy przez śnieg. Poróbmy coś innego! - powiedziała Mniszek skacząc wokoło brata. Kocurek chwilę myślał, co może porobić z callico. Hmmm... wyzwanie. Coś, co pozwoli na dobre spędzenie czasu wolnego i pomoże siostrze zużyć nadmiar energii.
- Mam pomysł! Idziemy do traktora, pokażę ci jego wnętrze. W środku znajduje się tor przeszkód – miauknął Orlik, a jego wibrysy zadrżały.
- Brzmi nieco nudnawo... Jeśli rzeczywiście wnętrze traktora jest fajne, to ja wymyślam następną zabawę, a jak nie... to... to się z tobą policzę gorzej niż mama - rzekła Mniszek z wrednym uśmieszkiem na pyszczku.
- Wiesz co... Musimy powiedzieć naszej karmicielce, że wychodzimy poza klan. Ostatnio Bluszcz oddaliła się od naszego terytorium zaledwie o cztery kroki i mamusia sprawiłam jej ostre lanie. Nie idźmy w ślady naszej siostry - dodał Orlik.
Przed kociętami stanęło bardzo trudne zadanie. Przekonanie Koniczynki do tak ryzykownej rzeczy nie należało do prostych rzeczy. Mimo wszytko potomstwo cynamonki udało się do rodzicielki i błagało ją wręcz o możliwość odwiedzenia legendarnego traktora, o którym nawet starszyzna szeptała między sobą różne przerażające historie, by nie przerazić kociąt. Królowa od razu nie zgodziła się, cóż, w końcu nie chciała utracić na zawsze swoich pociech. Mniszek i Orlik uparcie tkwili przy własnej zachciance pójścia na pełną adrenaliny wyprawę. Stosowali przeróżne argumenty, od racjonalnych po emocjonalne. Od tłumaczenia, że prawie osiągnęli wiek sześciu księżyców przez użycie drobnej manipulacji po slodkie, proszące oczka.
Koniczynka ugięła się po tygodniu podczas poobiedniego karmienia. Zapewne wdziała w najmłodszej córce i najmłodszym synu ducha Ostrzenia, który również upierał się przy swoim, dopóki nie osiągnął celu. Widziała rosnące pociechy, lada księżyc i pożegna się z nimi. Wyraziła zgodę na wyjście dwójki niesfornych dzieci, ale pod warunkiem, iż wrócą przed zachodem słońca i uda się tam wraz z nimi. Uradowane rodzeństwo zaczęło skakać z radości. Obiecało zachować ostrożność w stosunku do dzieła Dwunożnych
Koty, korzystając ze śnieżnych korytarzy, udały się do starego traktora. Stanęły naprzeciwko niego. Martwy stwór straszył swoim widokiem. Nie zachęcał do wchodzenia na chłodną konstrukcję, a tym bardziej do swojego wnętrza.
Orlik pokazał siostrze najszybszą drogę do środka stwora. Przecisnęli się z łatwością, idąc ku zupełnie nowemu wyzwaniu. Mama jest blisko, więc w razie czego pomoże im w razie zagrożenia.
<Mniszku?>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orlikowy Szept x Mniszkowy Kwiat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orlikowy Szept x Mniszkowy Kwiat. Pokaż wszystkie posty
18 marca 2020
21 lutego 2020
Od Orlika CD Mniszka
Dzień zapowiadał się spokojnie, nawet bardzo. Planował pospać wraz z resztą rodzeństwa przy matce, zbici razem w jedną, futrzastą kulkę. Ich sierści wzajemnie oddawałyby sobie ciepło.
Zdrzemnął się, skryty w wysokiej trawie, która osłaniała małe koty i królową. Czuł się bezpiecznie. Czuł się... Prawie wolny, bo nadal czujne oczy matki obserwowały każdy jego ruch. Ile razy próbował w tym tygodniu wymknąć się z rodzinnego gniazdka? Wiele. Przestał liczyć przy piątej czy siódmej ucieczce? Kto by takie rzeczy pamiętał?
Słodki, acz krótki sen przerwały dźwięki zwiewających stworzeń. Co się dzieje? Orlik podniósł łepek i ziewnął tak głośno, że zagłuszyłby cykające świerszcze. Otworzył lekko oczy. Oh, jak jasno dzisiaj. Dlaczego ta złota kula tak razi, gdy klan się budzi? Miał taki uroczy sen o złotych rybkach, wyskakujących mu do pyszczka...
Głośne wołanie Mniszka przywołało Orlika do codzienności. Przynajmniej częściowo, bo myśli o słodkim wnętrzu pływających stworzeń ciągle nie chciały opuścić jego małej główki.
- O co chodzi, Mnisek? - zapytał się siostry. Ciekawe, co tym razem. Energia kotki potrafiła doprowadzić mamę do irytacji. Reszta rodzeństwa cieszyła się, gdy podczas zabawy Mniszek angażowała całą siebie. W czasie berka uciekała bądź ganiała za Orlikiem, Słonikiem i Bluszczem. Wygrywała dużo wyścigów przy granicy żłobka. Podczas podchodów jej węch, spryt i słuch były cennymi atrybutami. Jednak w zabawie w chowanego... najczęściej nie potrafiła wysiedzieć w jednej kryjówce dłużej niż pięć mimut i właśnie ją szukający znajdywał jako pierwszą.
Nie wsłuchał się dokładnie w odpowiedź siostry, ale wyłapał słowa: "posedłes wcesniej".
- O co chodzi, Mnisek? - dopytał zdziwiony.
- Podejdź, to ci powiem. - odpowiedziała szeptem, a na jej pyszczku wykwitł łobuzerski uśmieszsk.
"Coś ty tym razem wymysliła." - pomyślał.
Wstal i okrążył cichutko matkę. Macierzyński radar Koniczynki działał na pełnych obrotach i dorosła królowa szybko zorientowała się, iż najmłodszy, ojcopodobny potomek opuścił pelerynę jej futra.
Stanął naprzeciwko Mniszka.
- No to o co ci chodzi? - zapytał po raz kolejny, czując wielką chęć powrotu do rybkowego snu.
- No bo ty posłeś wceśniej z Bluscem i Slonikiem poza obóz! Ja tez chce! – pisnęła uradowana, jakby za chwilę była upragniona pora porannego karmienia. Rzekła to tak głośno, że Koniczynka spojrzała na swoje dzieci z błyskiem radości w oczach.
Orlik coraz bardziej nie rozumiał siostry. Mógł jej słuchać, ale co poradzi? Nagle wybudzone kocię nie jest w stanie się skupić. Tym bardziej, jeśli śniło o wspaniałych rzeczach.
Mniszek musiała zauważyć zakłopotanie wyrysowane na pyszczku białego kocurka, ponieważ zaczęła mówić o tym, że on wyszedł wraz ze Słonikiem i Bluszczem poza żłobek. Ona sama chciała również opuścić granice bezpiecznej przystani. Wibrysy drgały jej radośnie, futerko napuszyło się. Była gotowa na coś wymagającego sporych nakładów energii.
Orlik osłupiał. O czym ona mówi? Czy trójka z czwórki rodzeństwa lunatykowała i wyszła poza wysokie trawy? Znowu sobie coś ubzdurała!
Zaśmiał się serdecznie.
- Co? Nigdzie nie wysliśmy. Cały cas spalismy w futerku mamy. Od rana leżymy, bo jest psyjemnie. Było tak super... Wsyskie rybki były moje... - rozmarzył się Orlik i oblizał kiełki.
- Nie wiesę ci! Wysliście, ale się nie psysnasz, bo się bois! I nie wzięliście mnie, bo jestem mała! A małe kotki nie mogą iść s takimi jak wy! - piszczała głośniej i głośniej zwracając uwagę mamy.
- Cisej! Obudzis Slonika i Blusc! A oni są zmęcenie, bo posli pósno spać! - Próbował uciszyć kotkę Orlik.
- Bo w nocy posliście! I się nie psyznacie! Powiem mamie i będzie... Będzie cie lizać cały dzień, a ja będę pacyła, jak chces jej się wyrwac! - odpowiedziała z dumą na pyszczku Mniszek.
Orlik pokręcił głową.
- Jakiego chce dowodu, że nie posliśmy nigdzie? Raz kozie śmierć. Musiał jej udowodnić za wszelką cenę, że od wczoraj przebywali z mamą.
<Mniszku? Trochę czekałaś, ale w końcu odpisałem>
Zdrzemnął się, skryty w wysokiej trawie, która osłaniała małe koty i królową. Czuł się bezpiecznie. Czuł się... Prawie wolny, bo nadal czujne oczy matki obserwowały każdy jego ruch. Ile razy próbował w tym tygodniu wymknąć się z rodzinnego gniazdka? Wiele. Przestał liczyć przy piątej czy siódmej ucieczce? Kto by takie rzeczy pamiętał?
Słodki, acz krótki sen przerwały dźwięki zwiewających stworzeń. Co się dzieje? Orlik podniósł łepek i ziewnął tak głośno, że zagłuszyłby cykające świerszcze. Otworzył lekko oczy. Oh, jak jasno dzisiaj. Dlaczego ta złota kula tak razi, gdy klan się budzi? Miał taki uroczy sen o złotych rybkach, wyskakujących mu do pyszczka...
Głośne wołanie Mniszka przywołało Orlika do codzienności. Przynajmniej częściowo, bo myśli o słodkim wnętrzu pływających stworzeń ciągle nie chciały opuścić jego małej główki.
- O co chodzi, Mnisek? - zapytał się siostry. Ciekawe, co tym razem. Energia kotki potrafiła doprowadzić mamę do irytacji. Reszta rodzeństwa cieszyła się, gdy podczas zabawy Mniszek angażowała całą siebie. W czasie berka uciekała bądź ganiała za Orlikiem, Słonikiem i Bluszczem. Wygrywała dużo wyścigów przy granicy żłobka. Podczas podchodów jej węch, spryt i słuch były cennymi atrybutami. Jednak w zabawie w chowanego... najczęściej nie potrafiła wysiedzieć w jednej kryjówce dłużej niż pięć mimut i właśnie ją szukający znajdywał jako pierwszą.
Nie wsłuchał się dokładnie w odpowiedź siostry, ale wyłapał słowa: "posedłes wcesniej".
- O co chodzi, Mnisek? - dopytał zdziwiony.
- Podejdź, to ci powiem. - odpowiedziała szeptem, a na jej pyszczku wykwitł łobuzerski uśmieszsk.
"Coś ty tym razem wymysliła." - pomyślał.
Wstal i okrążył cichutko matkę. Macierzyński radar Koniczynki działał na pełnych obrotach i dorosła królowa szybko zorientowała się, iż najmłodszy, ojcopodobny potomek opuścił pelerynę jej futra.
Stanął naprzeciwko Mniszka.
- No to o co ci chodzi? - zapytał po raz kolejny, czując wielką chęć powrotu do rybkowego snu.
- No bo ty posłeś wceśniej z Bluscem i Slonikiem poza obóz! Ja tez chce! – pisnęła uradowana, jakby za chwilę była upragniona pora porannego karmienia. Rzekła to tak głośno, że Koniczynka spojrzała na swoje dzieci z błyskiem radości w oczach.
Orlik coraz bardziej nie rozumiał siostry. Mógł jej słuchać, ale co poradzi? Nagle wybudzone kocię nie jest w stanie się skupić. Tym bardziej, jeśli śniło o wspaniałych rzeczach.
Mniszek musiała zauważyć zakłopotanie wyrysowane na pyszczku białego kocurka, ponieważ zaczęła mówić o tym, że on wyszedł wraz ze Słonikiem i Bluszczem poza żłobek. Ona sama chciała również opuścić granice bezpiecznej przystani. Wibrysy drgały jej radośnie, futerko napuszyło się. Była gotowa na coś wymagającego sporych nakładów energii.
Orlik osłupiał. O czym ona mówi? Czy trójka z czwórki rodzeństwa lunatykowała i wyszła poza wysokie trawy? Znowu sobie coś ubzdurała!
Zaśmiał się serdecznie.
- Co? Nigdzie nie wysliśmy. Cały cas spalismy w futerku mamy. Od rana leżymy, bo jest psyjemnie. Było tak super... Wsyskie rybki były moje... - rozmarzył się Orlik i oblizał kiełki.
- Nie wiesę ci! Wysliście, ale się nie psysnasz, bo się bois! I nie wzięliście mnie, bo jestem mała! A małe kotki nie mogą iść s takimi jak wy! - piszczała głośniej i głośniej zwracając uwagę mamy.
- Cisej! Obudzis Slonika i Blusc! A oni są zmęcenie, bo posli pósno spać! - Próbował uciszyć kotkę Orlik.
- Bo w nocy posliście! I się nie psyznacie! Powiem mamie i będzie... Będzie cie lizać cały dzień, a ja będę pacyła, jak chces jej się wyrwac! - odpowiedziała z dumą na pyszczku Mniszek.
Orlik pokręcił głową.
- Jakiego chce dowodu, że nie posliśmy nigdzie? Raz kozie śmierć. Musiał jej udowodnić za wszelką cenę, że od wczoraj przebywali z mamą.
<Mniszku? Trochę czekałaś, ale w końcu odpisałem>
15 lutego 2020
Od Orlika CD Mniszka
Pierwszym wspomnieniem, jakie przyszło mu zapamiętać chwilę po narodzinach, była seria natarczywych kopnięć, a następnie dzikie piski istoty, z którą jeszcze przed chwilą dzielił miejsce w jakiejś bardzo ciasnej... Jamie? Jaskini? Może norze króliczej? Perspektywa ciemności wydawała się odległym i mało satysfakcjonującym skrawkiem życia. Zatęsknił jednak za tym ciepłem. Przyjemnym dźwiękiem serca matki, opoki i ochrony przed zewnętrznym światem.
Jego ciałko dziwnie się poruszało. Właściwie fragment. Jak na chwilę przerwał podejrzany ruch, poczuł dziwny ucisk i świat wokoło niego zaczął wirować w szalonym tańcu kolorów. Zaraz do drobnych, białych uszu dobiegł rytmiczny dźwięk. Szybki i dziki. Puk puk puk puk. Raz po raz. Wewnątrz niego coś pukało! Jak u mamusi! Jak wspaniale! Jakie fajne uczucie!
"Gdzie jest mama?" - rzekł cichy głos w jego główce. - "Ja mówię! Coś we mnie mówi! O rety, rety! Jak będzie się nam przyjemnie rozmawiało!".
Wyczuł setkę zapachów małych futrzastych kulek i dużego stworzenia. To musieli być współlokatorzy tej ciemnej jaskini. Pchali się do mamy, jego wspaniałej mamy. Jak oni mogli?!
Zaczął wraz z nimi walczyć o dostanie się do miękkiego i cieplusiego brzuszka rodzicielki. Łapkami torował drogę do celu. Chciał dotrzeć, pragnął całym sobą. Wielokrotnie czyjaś kończyna uderzyła go w ucho czy głowę.
Po wyczerpującej batalii dotarł do futra. Ułożył się bezpośrednio przy nim i zrelaksował się. Ciałko poruszało się szybciej, a z nosa wydobyły się chiche dźwięki sapania.
Chwilę odpoczynku przerwał widok wściekłego wyrazu pyszczka małej kotki.
<Mniszek?>
Jego ciałko dziwnie się poruszało. Właściwie fragment. Jak na chwilę przerwał podejrzany ruch, poczuł dziwny ucisk i świat wokoło niego zaczął wirować w szalonym tańcu kolorów. Zaraz do drobnych, białych uszu dobiegł rytmiczny dźwięk. Szybki i dziki. Puk puk puk puk. Raz po raz. Wewnątrz niego coś pukało! Jak u mamusi! Jak wspaniale! Jakie fajne uczucie!
"Gdzie jest mama?" - rzekł cichy głos w jego główce. - "Ja mówię! Coś we mnie mówi! O rety, rety! Jak będzie się nam przyjemnie rozmawiało!".
Wyczuł setkę zapachów małych futrzastych kulek i dużego stworzenia. To musieli być współlokatorzy tej ciemnej jaskini. Pchali się do mamy, jego wspaniałej mamy. Jak oni mogli?!
Zaczął wraz z nimi walczyć o dostanie się do miękkiego i cieplusiego brzuszka rodzicielki. Łapkami torował drogę do celu. Chciał dotrzeć, pragnął całym sobą. Wielokrotnie czyjaś kończyna uderzyła go w ucho czy głowę.
Po wyczerpującej batalii dotarł do futra. Ułożył się bezpośrednio przy nim i zrelaksował się. Ciałko poruszało się szybciej, a z nosa wydobyły się chiche dźwięki sapania.
Chwilę odpoczynku przerwał widok wściekłego wyrazu pyszczka małej kotki.
<Mniszek?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)