BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przebiśniegowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przebiśniegowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

02 sierpnia 2022

Od Przebiśniegowej Łapy CD. Gęsiej Łapy

Oczekiwał na ten dzień naprawdę zestresowany. Spoglądał po wszystkich kotach nerwowo, chcąc pokazać po sobie, jak świetnie potrafi funkcjonować w klanie. Patrzcie na niego ani jednej pomyłki, wpadki, nie przewrócił się dzisiaj!
Cholernie długo bał się, że zostanie wywalony przez tę nową liderkę od siedmiu boleści na zbity pysk. Był połowicznie ślepy, na nic by się im nie przydał. Przy czym dopiero od pewnego momentu ogarnął, że jego matka przecież nadal jest wojowniczką w gorszym stanie. Chociaż ona jest kotką, a przy tych chorych rządach jest zdecydowanie na straconej pozycji.
Aktualnie próbował nie wyglądać jak trzęsąca się osika, ale czuł się źle w towarzystwie tylu kotów dookoła. Jego zmysły nie działały tak, jak powinny, wręcz czuł się wszystkim przytłoczony.
— Gąsiorku, Przebiśniegu, wystąpcie! — wręcz spiął się, po chwili idąc dumnie na tyle, na ile jego wzrok pozwalał mu widzieć. O dziwo, pomimo stresu nie zamazywał mu się obraz przed oczami.
Dopiero gdy znalazł się obok Gąsiorka, odetchnął z ulgą, wypinając dumnie pierś. Nie miał zamiaru wyglądać na takiego, na jakiego można spoglądać z góry. Do tego miał brata obok siebie, więc czuł się pewny siebie.
Wielka Gwiazda zaczęła mianowanie od liliowego, więc kocur tylko przysłuchiwał się jednym uchem. Gdy tylko usłyszał imię wojownika, który miałby go szkolić, spuścił nieco uszy, wyczuwając natychmiastową złość teraz już Gęsiej Łapy. Spojrzał na brata, chcąc spróbować go jakoś chociaż uspokoić.
Ten jednak miał inny szaleńczy pomysł w głowie. Na który Przebiśnieg wbił w niego zszokowane spojrzenie zamglonych oczu. Wręcz otworzył nieco pyszczek, słysząc słowa wypływające z pyska liliowego.
Zaraz, c- że kotką? Miał jednak dziwne wrażenie, że coś było nie tak. Przecież Gęsia Łapa nigdy w życiu sam z siebie by tak nie wyskoczył z krzaków. Co chciał tym osiągnąć?
Gdy Wielka ponownie się odzywała, oczy niebieskiego tylko kierowały się od niej, do brata i z powrotem. Dopiero na sam koniec, gdy wyczuł, jak Gąsiorka opuszcza spięcie, zamknął pysk.
— Gąsior, co ty- — wydał z siebie ledwo co głos, bardziej ciche stęknięcie, czując, jak ogon nerwowo szasta mu po ziemi. Ten tylko nabrał powietrza i wypuścił je ciężko, odwracając łeb w jego stronę.
— Sh... nie sprzedaj mnie braciak — szepnął do ucha Przebiśniega — Też udaj babę, wyjdzie nam to na dobre, zaufaj mi.
Niebieski point aż stracił na chwile dech. Ma udawać,,, ale że tak na już?! Przez chwilę tysiąc myśli przelatywało przez głowę kocura, aż odchylił się delikatnie. Jego oczy wędrowały po ziemi, nie podnosząc się przez chwilę. Czuł również wzrok liderki na sobie, sprawiając, że futro na grzbiecie zjeżyło mu się delikatnie.
Dlatego podniósł wzrok, przełykając niepewnie gule w gardle. Na co ona czekała? Na to, aż też zmieni płeć? Wbijała w niego swoje ślepia, jakby była jakaś najwyższa persona. Przyprawiało go to częściowo o dreszcze jakby z obrzydzenia. Dobre sobie, za żadne skarby.
— Przebiśniegu? Czy ty również doszedłeś do odpowiednich wniosków? — zapytała liderka, sprawiając, że kocurowi aż niedobrze się zrobiło.
Co, na nim też chciałaby coś wymusić? Nie miał zamiaru wydać Gęsiej Łapy, jednak sam zmieniać swojego jestestwa też nie zamierzał. Możliwe, że brat zrobił to tylko dlatego, by dostać innego mentora. Nie miał mu tego za złe, znał go, też wolałby wtedy zmienić mentora na kogoś mocniejszego w charakterze. Miał pewne cholerne obawy, że jeśli by jednak zaczął udawać, mógłby trafić na mentora, którego nie chciał. Na ten przykład taką budzącą od dłuższego czasu grozę Szalejowy Jad, lub – co gorsza – jego własną matkę.
Wziął więc głęboki oddech, patrząc się bez uciekania wzrokiem w ślepia liderki.
— Z całym szacunkiem Wielka Gwiazdo, ale tylko moja- siostra nie czuła się dobrze w dawnej skórze — odparł pewnie, na chwilę wahając się w swoich słowach. Na tyle jednak niezauważenie, że ta wariatka nie uzna to za żadne kłamstwo — Zostaje przy swoim.
Gęsia Łapa spojrzał na niego z podziękowaniem, jednak kocur widział powoli znikającą z jego oczu panikę.
Liderka tylko zmierzyła go oceniającym wzrokiem, unosząc wyżej brodę.
— Wielka szkoda, że nie potrafisz zauważyć swojego przeznaczenia — odparła sucho, marszcząc nos w niezadowoleniu — Przebiśniegu, od dzisiaj zostajesz Przebiśniegową Łapą, a twoim mentorem zostaje Jadowite Serce.
Niebieski odetchnął, spoglądając na rudego kocura z boku. Uniósł jedną brew, lekko spuszczając łeb w lekkim uśmiechu. Nie będzie źle, Jadowite Serce nie był w żadnym stopniu za tymi wariatkami, więc chociaż jakiś to plus.
— Motyli Trzepocie, mam nadzieję, że wyszkolisz naszą siostrę na wspaniałą wojowniczkę, która będzie kolejną błyszczącą gwiazdą w naszym klanie — odparła Wielka Gwiazda ciepłym głosem, na co zarówno Gęsia Łapa, jak i ta kradziejka rodzeństwa zetknęły się nosami.
Widać było, że liliowy był z tego powodu o wiele bardziej zadowolony. Pytanie tylko, jak Motyli Trzepot będzie chciała opuścić żłobek, by robić z nim szkolenie? W życiu nie opuści tych swoich latorośli.
— Jadowite Serce — tutaj głos liderki zmienił się już na suchy i niezbyt poważny, gdzie machnęła tylko łapą — liczę na to, że wyszkolisz swojego ucznia na tyle, by nie sprawił nam żadnego kłopotu w przyszłości.
Na te słowa Przebiśniegowa Łapa tylko stulił uszy razem z rudym, gdy podchodzili do siebie, by zetknąć się nosami. Spojrzeli na siebie w porozumieniu, zanim cały klan zaczął wykrzykiwać nowe imiona uczniów. Niebieski aż się z lekka skulił, zakrywając uszy łapami i przymykając oczy. Zdecydowanie bolało nieco bardziej, niż powinno, chociaż jego imię było skandowane o wiele ciszej niż Gąsiorka.
Po tym wszystkim Przebiśnieg podszedł do swojego nowego mentora, stając tuż przy nim. Rudy siedział przy wyjściu z legowiska wojowników, patrząc na niego od momentu, w którym odszedł od tłumu.
— Już wszyscy pogratulowali? Świetnie, dłużej się nie dało? — zapytał od razu, w którym Przebiśniegowa Łapa znalazł się w zasięgu jego głosu. Aż nieco się speszył, słysząc tą docinkę.
— Tak jakby było ich strasznie dużo — odburknął zirytowany, na co Jad uśmiechnął się lekko kącikiem pyska.
— Oh, masz szczęście, że nie jesteś kotką, bo wylazłbyś stamtąd dopiero na wieczór — dokończył rudy, po czym przeciągnął się — Jutro o świcie, idziesz ze mną ogarnąć tereny. Pasuje?
Niebieski point wziął głęboki oddech, wypuszczając go z cichym parsknięciem. Sprawdzał go? Nie zdziwiłby się, w końcu wyglądał na takiego, który czerpie z tego satysfakcję.
— Jasne jak słońce — odparł z lekka zmęczony, gdy cały stres zniknął niczym kamfora.
Rudy wojownik kiwnął głową, znikając za chwilę w legowisku. Przebiśnieg za to zaczął szukać wzrokiem Gęsiej Łapy, chociaż powoli obraz zaczynał mu się jak na złość zamazywać. Westchnął cicho, kierując się z powrotem do tej grupki pełnej jazgoczących kotek. Pewnie gdzieś go tam znajdzie.

<Gęsia Łapo?>

[przyznano 5%]

13 lipca 2022

Od Przebiśniega do Asterka

 — Jak myślisz, kto trafi ci się na mentora? — zapytał jednego dnia liliowy, spoglądając, jak
Przebiśnieg skanował wzrokiem przechodzące po obozie koty.
Stali przy wyjściu ze żłobka, obczajając każdego z osobna oceniającym wzrokiem.
— Patrzymy tylko na kocury, cnie? — odparł jakby zirytowany w środeczku, spoglądając po wylegujących się kotkach w obozie — Nie mam na co patrzeć, dosłownie i w przenośni.
Oboje westchnęli jakby naburmusząc się wspólnie.
— Ciesz się, przynajmniej nie trafimy na stukniętą wariatkę Szalej — Gąsiorek szepnął cicho, przy czym oboje spojrzeli się w stronę wylegującej w słońcu czekoladowej. Wwiercała w nich wzrok, na co oboje wzdrygnęli się z cichym „brr”.
Taka była prawda, kotka, od kiedy tylko pojawiła się w klanie, przyprawiała ich o ciarki. Ta scena w żłobku z wcześniej też była niepokojąca. Przebiśnieg zawsze bał się, że ta może pojawić się w najgorszym momencie, a on jej nawet nie zauważy.
— Jak to mnie niezmiernie frustruje — odparł Przebiśnieg, tarmosząc mech pod łapami — Pff, Wielka Gwiazda, ciekawe dlaczego, rozmiarem nie imponuje.
— Chyba pod względem wielkiego dupska — burknął Gąsiorek, przyprawiając brata o ciche zaksztuszenie się własnym śmiechem.
— Przestań — odparł, jakby dusząc się, kładąc przednimi łapami na ziemi — Jak cię usłyszą, obdaruje cię jeszcze Wróblim Skrzydłem.
Oboje już od dłuższego czasu zastanawiali się, komu zostaną przydzieleni. Mieli na to sporo czasu do przemyślenia, chcąc jak najszybciej uciec spod opieki Cisowej Kołysanki. Ślepa królowa nawet nie wiedziała jak się nimi zająć. Oni też mieli już dosyć tego, że nigdy nie potrafiła im nawet normalnie odpowiedzieć na proste pytanie. Już inni wiedzieli o wiele więcej.
Cis potrafiła co najwyżej trajkotać o tym, jaka klątwa ją spotkała, jak wspaniała jest ich rodzina i jak niesamowity był ich ojciec. Powoli zaczynało ich już to nudzić.
Nudy spędzali więc na obserwacji wszystkich potencjalnych mentorów w zasięgu wzroku. Z czym Przebiśnieg miał nieco więcej kłopotu.
— Lepszy on, niż jakakolwiek głupia kotka, co boi się ubrudzić futerko — sarknął Gąsior, przy czym legnął na niebieskim z głośnym westchnieniem — Trójoki?
Przebiśnieg skrzywił się, słysząc to imię. Spotkał kocura jakiś czas temu. Ciarki mu przeszły po plecach, gdy zobaczył to trzecie „oko” na środku jego czoła. Uciekł jednak szybciej, bo nie miał zamiaru się mu przyglądać.
— Podziękuje, sam go sobie weź — odparł niebieski, spoglądając na wejście do obozu i zauważając niesamowicie podobnego do ich matki kocura — Co powiesz na Pokrzywową Skórę?
— Wujek? — odparł Gąsior, podnosząc głowę i spoglądając na wchodzącego w towarzystwie którejś z kotek — Nie wiem, wydaje się za miękki. Za bardzo podporządkowany?
Przebiśnieg tylko cicho parsknął pod nosem. No tak, mógł się spodziewać, że brat nie będzie chciał nikogo, kto daje sobą pomiatać. Wtedy też do głowy wpadło mu jedno imię.
— To może Krzaczasty Szczyt? — wskazał łapą w stronę wychodzącego z legowiska wojowników kremowego kocura.
— To już o wiele lepszy wybór — przytaknął kocurek, opierając głowę o bok swojego brata — Silny, nie daje sobą pomiatać, mógłby wszystkie te baby pokonać jednym pazurem-
Tak, jak brat wymieniał te cechy, niebieski mógł zobaczyć, jak kocur tuli uszy i gniewnie coś mówi w stronę urażonej baby. I chyba nie było to za miłe, bo zaraz obskoczyła go reszta, zaczynając szczekać.
— Ta, nie byłby zły, gdybym był wystarczająco silny na starcie — Przebiśnieg westchnął ciężko, rozglądając się dalej — A ty, już masz wybrańca?
Gąsiorek tylko parsknął rozbawiony, na co jego brat strzepnął uchem lekko. No co, nic nie było zabawnego w jego pytaniu.
— To chyba oczywiste, nie? — liliowy wypiął dumnie pierś, kładąc łapę na piersi — Nikt inny nie jest mnie godzien.
Niebieski spojrzał na niego, unosząc brew w górę. Nie, nie za bardzo ogarniał, kogo mógłby chcieć jego brat. I tak nigdy do końca nie będą wiedzieć, kto będzie ich mentorami. Wielka Gwiazda na pewno nie będzie chciała, by rozwinęli się jakoś bardzo.
Gąsior tylko westchnął teatralnie, widząc spojrzenie brata na sobie.
— Mroczny Omen? — zarzucił liliowy, przy czym Przebiśnieg nastawił uszu zaciekawiony.
Mało prawdopodobne, ten kocur miał już ucznia, a raczej sobie go znalazł po Zgromadzeniu. Niebieski widział dwa nowe koty w obozie całkiem niedawno. Raczej długo nie będzie mógł nikogo wziąć pod swoje skrzydła. Chciał to powiedzieć bratu, gdy nagle poczuł, jakby po grzbiecie przeszedł mu dreszcz. Ktoś podszedł?
— M-m-mmroczny Omen?
Oboje jak na zawołanie aż podskoczyli, słysząc cichy głosik za sobą. Odwrócili wspólnie pyski, spoglądając na jedno z kociąt Motylego Trzepotu. Ten jakby skulił się w sobie, widząc, jak oba kocury wbiły w niego swój wzrok.
Przebiśnieg przekrzywił głowę, próbując sobie przypomnieć imię tego wypłosza.
— Pomóc w czymś? — zapytał niepewnie, nie wiedząc, o co mogłoby chodzić mniejszemu.

<Asterku?>

Od Przebiśniega do Mrocznego Omenu

Przyglądał się kotom w obozie, już od dłuższego czasu z wejścia do żłobka. Nie wychodził tylko z jednego ważnego powodu – nie chciał się przed nikim ośmieszyć. Zazdrościł Gąsiorkowi w pewnym sensie jego swobody. 
Drugim powodem było to, że próbował się nauczyć korzystać nie tylko ze wzroku.
On jak na razie, gdy tylko jego oczy się męczyły, musiał czekać, aż będzie mógł ich używać ponownie. 
Znalazł na to nawet sposób, po prostu zamykał je na jakiś czas.
Czuł się wtedy jak w jakimś magicznym miejscu, które pozwalało mu widzieć wszystko dookoła bez patrzenia. I wyczuwał wszystko coraz lepiej! Mógł słyszeć ćwierkanie ptaków niedaleko, jakby stał tuż obok. Tak samo wiedział, czy ktoś się do niego zbliżał, czy nie. Wykrzywiał wtedy tylko pyszczek, ustawiając swoje wibrysy tak, by mogły wyłapać ten ruch. Tak samo wiercił się, przyprawiając przechodzące koty o dziwne spojrzenia za nim.
Co jakiś czas otwierał morskie ślepia, chcąc zobaczyć czy odgadł to, co wyczuwał. No i sprawdzał też, czy może jednak mógł widzieć normalnie.
— Co robisz? — usłyszał nagle nad sobą, na co podniósł głowę nagle przestraszony. Spojrzał w bok na przyglądającego mu się Gąsiorka. Liliowy przekrzywił głowę, nie wyglądając na przekonanego tym, co odpierdzielał jego brat. A przyglądał mu się od dłuższego czasu.
Przebiśnieg tylko stulił uszy, z lekka się naburmuszając. Uważał się za gorszego od brata, a słysząc jego przytyki względem ich matki, coraz częściej stwierdzał, że z nim będzie tak samo.
— Próbuje nie być taki jak matka — odmruknął jakby zestresowany — Nie chce być ślepy jak ona.
— Bzdety — odparł nagle liliowy, jakby wytrącając Przebiśniega z myślenia — Przecież nie jesteś jak ona, jesteś o wiele lepszy!
Niebieski jakby wyciągnął pazury, czując, jak gniew na samego siebie rośnie w jego głowie. Wcale nie, był żałosny. Co z niego będzie za uczeń w ogóle, będzie go ktoś chciał? Nic tylko problemy! Pewnie nawet szkolenia nie ukończy przez swoją wadę!
— Kiedy ja już nie widzę dobrze! — odwarknął uniesionym głosem, po chwili jednak spuszczając łeb i kładąc go na łapach — Jeszcze chwila i pewnie też tak uznasz…
Cholernie bał się tego, że zostanie takim samym wyrzutkiem. Bez umiejętności, zawadzający wszystkim. Już nawet jego pochodzenie go nie uratuje. Co z tego, że był prawnukiem Iglastej Gwiazdy? Zresztą, był przy okazji kocurem. A słyszał już te paskudne wieści o tym od matki, która trajkotała radośnie jak najęta. Nie wiedział, czy docierało do niej to, że jej synowie będą mieli pod górkę. Co tam, najważniejsze, że jej w dupsko było dobrze.
Po chwili jednak poczuł, jak Gąsiorek łapie go za kark, podnosząc do pionu. Niczym szmaciana lalka, dziwiąc się, że jego brat daje radę go podnieść. Przecież był cięższy niż on.
— Rusz tyłek — odwarknął liliowy niezbyt wyraźnie, stawiając Przebiśniega na przednie łapy — Idziesz ze mną kogoś poznać.
Niebieski srebrny point tylko otworzył szerzej swoje słabe oczy, czując, jak jego brat popycha go do przodu. Przez kilka uderzeń serca nadal nie potrafił stwierdzić, co takiego chciał zrobić Gąsiorek. Widząc jednak jego determinację i czując ból, gdy łeb brata wbijał mu się w kręgosłup, wstał i ruszył przed siebie. Wtedy też od razu został wyprzedzony przez liliowego, który zaczął kierować go, kocur sam nie wiedział gdzie. A raczej do kogo. Dopiero gdy rosła sylwetka wysokiego, białego kota wyrosła mu przed oczami, aż przycupnął na ogonie, spoglądając na niego.
— Mroczny Omenie, to mój brat Przebiśneg, poznałeś go już? — zapytał Gąsiorek pewny siebie, unosząc ogon.
Kocur przeskanował go swoimi niebieskimi oczami, unosząc pysk nieco wyżej. Przebiśnieg aż zadrżał od dziwnego chłodu, który przeszedł mu po grzbiecie. To o tym kocurze ostatnio nawijał jego brat! Słyszał o nim już wiele, sam chciał go poznać niedawno po opowieściach Gąsiorka. Słyszał również sporo przekleństw głównie z pyska Zakrzywionej Ości, która zawitała ostatnio do żłobka. Sam niebieski point był z deczka zestresowany, może nawet onieśmielony.
— Nie miałem okazji — odparł kocur chłodno, nadal nie spuszczając z niego wzroku.
Przebiśnieg szybko potrząsnął głową, cicho odkaszlując i podnosząc się na wszystkie łapy. Nie mógł przecież wyglądać jak niedorajda. Wszystko, byle nie być niczym matka. Inaczej w życiu taki wojownik nie będzie chciał go poznać.
— Dzień dobry — odparł jakby od niechcenia, starając się nie mrużyć oczu.
Ukrywając swoje zestresowanie, pomimo tego, jak dobrze było widać po jego nastroszonej sierści. 


<Omen? wybacz za lekkiego gniocika, ale nie wiedziałam jak zacząć>

Od Przebiśniega do Motylego Trzepotu

Gąsiorka nie było w pobliżu. Ponownie, co jednak Przebiśnieg zrozumiał doskonale. Za dużo razy widział, jak kłóci się z Cisową Kołysanką. Sam wolałby już wynieść się z tego cholernego, śmierdzącego miejsca. Przez nie on sam śmierdział. Mógł poczuć po sobie sklejone kępki sierści i to, jak bardzo swędzi go za uchem. Miał jasną sierść, która cudownie wyróżniała się na tle wszystkich innych kotów, wiedział o tym. Problem był taki, że wszystko było na niej widać. Każdy brud, którego on nie zawsze sam mógł dojrzeć. Pomimo tego, jak bardzo próbował zadbać o samego siebie.
Wtedy też poczuł nagle na sobie język rodzicielki, przy czym jego sierść zjeżyła się gwałtownie.
— Nie! — krzyknął, uciekając spod jej pyska, na co kotka nagle podniosła przerażona pysk.
— Oh, wybacz Przebiśnieżku — odparła zestresowana, na co młody położył nieco uszy po sobie, słysząc, że jednak mógł jej sprawić tym nieco przykrości — Zrobiłam ci coś?
Kocurek zmarszczył nosek, kuląc się z lekka i patrząc na nią spod byka. Patrzyła na niego, to jeszcze widział, ale zauważał też jej zamglone oczy.
— Nie — odmruknął zirytowany, nadal kładąc uszy po sobie — Po prostu nie umiesz tego, więc nie rób.
Cisowa Kołysanka aż nabrała powietrza w pysk, samej kładąc uszy po sobie. Rozejrzała się dookoła, jakby próbowała dostrzec, czy ktoś na nią patrzy. Może podpowie, co powinna teraz zrobić? Dlatego tylko cicho czknęła, spuszczając pysk w dół. Przebiśnieg poczuł się z tym nieco źle, jednak nie zamierzał przeprosić. Powiedział prawdę i nie będzie jej cofać.
— Oh, zapomniałam, że przecież jesteście tak cudowni, że tego nie potrzebujecie — zachichotała zestresowana, zwijając ogon dookoła siebie — Prawda?
Kocur jednak spojrzał na nią zły, prychając cicho. Oczywiście, że oboje z Gąsiorkiem są najlepszymi dziećmi w żłobku, ale nie znaczy to, że mają chodzić brudni.
— Lepiej by było, gdybyś sama mnie tego nauczyła — odmruknął, chociaż wiedział, że jego matka sama nie jest w tym najlepsza. Gdy wzrok mu nie szwankuje, może wyraźnie zauważyć, że kotka nie wygląda lepiej od nich — Chociaż też raczej potrzebujesz nieco pomocy, jak my.
Nie powiedział tego złośliwie, nawet nie pomyślał o tym. Widząc jej zagubienie na pysku, westchnął cicho. Może jednak Gąsiorek ma rację i lepiej im będzie z inną matką? Spojrzał za siebie na śpiące niedaleko kocięta, które ostatnio się tutaj przywlekły. Sprowadziła je ta sama trajkocząca szylkretka, która nie potrafiła sklecić jednej prostej opowiastki. Był ciekawy, czy powiedziała coś więcej, gdy odszedł. Teraz miała własne kocięta? Ciekawe gdzie je trzymała, bo raczej nie urodziły się takie dorosłe w jeden wschód słońca.
Zmarszczył brwi, po czym podniósł na równe łapy, podchodząc bez żadnego słowa do kotki. Przez chwilę wpatrywał się w nią zastanawiająco, po czym wstrząsnął głową, żeby jego wzrok się nie rozmył. Usiadł więc i fuknął zły.
— Dlaczego zabrałaś mi brata? — odparł jakby naburmuszony, patrząc na szylkretkę spod byka — Masz już swoje, nie wystarczą ci?
Był ciekawy, co takiego jego liliowy brat uważał w niej lepszego. Dla niego od pierwszego momentu wydawała się za głośna. Chociaż pewnie liliowy wolał każdego, byleby nie przesiadywać przy Cichej. Niebieski mrużył oczy, próbując widzieć wyraźnie wyraz jej pyska.

<Motyl? Oddawaj brata>

Od Przebiśniega do Kuniej Łapy

Od pierwszego momentu, gdy tylko Przebiśnieg pojawił się na świecie, mógł przysiąc, że zaczęły się jego problemy ze wzrokiem. Najpierw nie widział wcale, zdany na łaskę wszystkich w żłobku, potem na chwilę mógł widzieć o wiele więcej! Na krótki okres, dopóki jego oczy nie zaczęły ponownie szwankować.
Podniósł pysk z mchu, na którym leżał, spoglądając na nowo przybyłe do żłobka kocięta. Zmarszczył nos, słysząc, jak głośne są te znajdy. Zwłaszcza ten, który agresywnie się na wszystkich rzuca z łapkami, gdy podejdą za blisko. Pomimo tego, że nie za bardzo się chyba do kogokolwiek odzywa. Mógł tylko kątem oka zobaczyć, jak Gąsiorek ponownie ucieka Cichej spod nosa, wychodząc ze żłobka. On jak na razie stwierdził, że woli poczekać, aż matka przestanie trajkotać i pójdzie spać. Lepiej dla brata, przynajmniej nie wylezie go szukać i wpadać na wszystkich.
Przyglądał się tak reszcie młodszych mieszkańców żłobka… dopóki te cholerne zaniki wzroku ponownie się nie pojawiły. Trzasnął wściekle ogonem, mrużąc oczy, by móc coś zobaczyć. Ugh, co za paskudne uczucie! Nie chciał być taki jak matka! Co to za życie, wpadać na wszystkich i może jeszcze przepraszać natarczywie?
Dobre sobie.
Prychnął pod nosem, spoglądając na również patrzącą w stronę gromady Cichą Kołysankę. Wiedział, że ich nie widzi, zwracała głowę tylko w stronę dźwięków. Wtedy stwierdził, że ma dosyć siedzenia i nic nierobienia z ta paskudną sytuacją. Polezie do medyków, niech oni z tym coś zrobią! W końcu pomogły mu z tym katarem, to teraz też mogą.
Wstał szybko, mrużąc oczy na tyle, że mógł mniej więcej widzieć, gdzie idzie. W końcu legowisko medyków było całkiem blisko niego. Starał się przy okazji nie wleźć do ich najnowszej liderki od siedmiu boleści. Po chwili jednak pewny siebie wszedł do miejsca, gdzie pachniało ziołami. Zakręciło mu się w nosie, po czym kichnął głośno. Czym zapewne zwrócił uwagę kotek, które przesiadywały w środku.
— Cześć szkrabie — usłyszał wesolutki ton, który sprawił, że zmarszczył nos niezadowolony. Wcale już nie jest taki mały! — Gdzie twoja mama-?
— Patrzy w przestrzeń — mruknął jakby sfrustrowany tym, co powiedział. Nie chciał im powiedzieć, że sam pewnie niedługo tez tak z nim będzie, jeśli mu nie pomogą.
Otworzył jednak oczy nieco szerzej, gdy coś do niego dotarło. Pomimo tego, że poczuł się dziwnie źle, z tym że pomyślał o czymś tak okropnym, jak kłamstwo.
— I zastanawiam się — zaczął uroczym już, niewinnym głosem — Czy nie macie może czegoś na poprawę jej wzroku? Naprawdę jest mi przykro, że nie może w pełni się nami cieszyć,,,

<Kunia Łapo?>

29 czerwca 2022

Od Przebiśniega CD. Gąsiora

Obudził się chwile po bracie, otwierając zaspane oczy i ziewając cicho. Przymknął je na chwilę, mając wrażenie, jakby zaraz miały mu wypaść. Przetarł je łapkami, mrucząc cicho pod nosem. Paskudne poranki, nigdy nie były dla niego dobre. Musiał czekać kilkanaście uderzeń serca, by jego wzrok wreszcie przyzwyczaił się do otoczenia. Ciągle te same, rozmazane kształty w tle, które doprowadzały go często do bólu głowy. Jak na złość musiał dostać po matce tą jedna z najbardziej denerwujących rzeczy. Pewnie będzie się to za nim ciągnąc do końca tego paskudnego życia w tym zatęchłym lesie. Już na samym starcie musi mieć pod górkę!
Dopiero gdy skończył swoje ranne, monotonne tyrady we własnej głowie, jego uszy zeskanowały żłobek w poszukiwaniu dźwięków. Podniósł czujnie głowę, nie słysząc chrapania Cisowej Kołysanki. Nie zauważał też nigdzie jasnoniebieskiego futra, pomimo rozglądania się dookoła. Jego zaspany móżdżek zaczynał przyjmować do wiadomości jedno-
Matki nie ma w żłobku.
Wstał prędko, lekko się chwiejąc. Powinien się najpierw porządnie obudzić i rozruszać, ale nie było czasu do stracenia! Musi to przekazać bratu, póki reszta hałastry jeszcze spała. Rozejrzał się dookoła słabym wzrokiem, po czym dostrzegł swojego brata niedaleko wyjścia. Jak? Jasne futerko kocura sporo ułatwiało.
— Ej Gąsior — odparł cichym, zaspanym głosem, powoli człapiąc w jego stronę.
Gdy usłyszał niewyraźną odpowiedź kocurka, podszedł do niego prędko i uwalił na nim, chcąc zwrócić swoją uwagę na jeden ważny fakt.
— Mama wyszła.
Te dwa słowa sprawiły, że uderzenie serca potem oboje byli gotowi do opuszczenia żłobka bez niepotrzebnego balastu. Przebiśnieg czekał tylko na słowa brata, po czym aż stracił nagłą werwę, słysząc jego pytanie. Chyba pytanie, bo tylko po tonie mógł rozpoznać, co to było. Miał dobry słuch, zwłaszcza mocno to odczuł, gdy się urodził i usłyszał te wszystkie głośne dźwięki dookoła. Problem był z tym że nie potrafi zrozumieć kogoś, kto gada z patykiem w pysku. Pyszczek niebieskiego zamknął się, przy czym patrzył się na Gąsiora znacząco. Z czego liliowy nie zrobił sobie kompletnie nic, zaciskając ząbki mocniej na kawałku drewna.
Z czego praktycznie biały kocurek, aż wzdrygnął się, słysząc ten nieprzyjemny dźwięk.
— Jesteś pewien, że chcesz z nim- — zaczął Przebiśnieg niepewnie, nie chcąc urazić Gąsiora.
W końcu był jego bratem, jednym z kotów, którym mógł powiedzieć wszystko. Przy czym widząc wzrok brata, mimowolnie przestał mówić dalej.
„Oczywiście, że tak” westchnął, mówiąc do siebie w myślach. Dlatego spuścił uszy i zmarszczył brewki, próbując domyślić się, co chciał mu przekazać. Znając Gąsiora, chciał na pewno kogoś znaleźć i pomęczyć. Tamtych dzieciaków nie było już z nimi w żłobku, ale pamiętał takiego jednego denerwującego.
— Co powiesz na Szczurzą Łapę? — zapytał kocurek, uśmiechając się cwaniacko.
Gąsiorowi zaświeciły się oczy, a jego uśmieszek również się poszerzył. Oboje ruszyli równo ze żłobka, wręcz wybiegając z niego. Cis i tak by ich nie zauważyła, nawet gdyby przebiegli jej pomiędzy łapami.
Przebiśnieg jednak nieco niepewny swojego chodu położył lekko ogon na grzbiecie brata, chcąc poczuć się bezpieczniej. Szczerze, tylko po to, by czasem nie wejść na jakiś kamień albo drzewo, skoro Gąsior prowadził. Przeklęte geny matki, dlaczego jemu musiały się trafić!
— W dół — syknał liliowy niezrozumiale, na co niebieski wydał ciche „huh”, tylko po to, żeby zostać sprowadzony do parteru, gdy łapka Gąsiora skierowała jego głowę do ziemi. Dopiero wtedy zauważył, że stali obok sterty kamieni. Dotarł do niego bardzo ładny zapach, przy czym aż ślinka mu lekko pociekła. Byli przy stosie ze zwierzyną?
— Pff, kara — Przebiśnieg strzepnął uchem, słysząc nagle głos, którego właściciela aktualnie szukali — Sam niech polezie wyciągnąć temu staruchowi kleszcze,,,
Kocurek wyjrzał razem z bratem zza kamienia, mrużąc oczy. Widział Szczurzą Łapę, widział naprawdę dobrze! Na tyle, by móc zauważyć, że niesie coś w zębach nad wyraz ostrożnie. Przy czym, gdy zapach dotarł do jego nosa, skrzywił się niezmiernie.
— Ugh, ohyda, jak to śmierdzi — odparł cicho wręcz cienkim głosem, zasłaniając sobie nos łapami.
Przymykał oczy przez kilka uderzeń serca, by nagle otworzyć je szeroko. Spojrzał na brata, który zrobił dokładnie to samo w jego stronę, przy czym oboje uśmiechnęli się łobuzersko.
— Czy myślisz teraz o tym, o czym sam myślę?
<Gąsior?>