BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ćmia Łapa x Zaćmiona Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ćmia Łapa x Zaćmiona Łapa. Pokaż wszystkie posty

24 lutego 2025

Od Ćmiego Księżyca CD. Zaćmionej Łapy

 Time skip do teraźniejszości

Biały puch wdzierał się do obozu. Coraz większe zaspy tworzyły się przy samym wejściu, z czasem tworząc wały, przez które trzeba było torować drogę. Pogoda była sucha i bardzo zimna. Jedyne co pozwalało utrzymać radość ducha, było częste słońce, które miło grzało w grzbiet, nawet jeśli chłód piekł w nos i uszy.
Jak na razie nie było żadnych problemów z odmrożeniami, co tylko pokazywało, że Klifiaki nie pchały się niepotrzebnie w paszcze zimna, a wybór kotów do patroli w dni, kiedy pogoda jest szczególnie surowa, był faktycznie przemyślany. Nikt nie wydawał się chory z powodu pory roku. 
Cieszyło to medyczki niezmiernie. Składzik, jak to bywa, kiedy śnieg zakryje tereny klanów, nie był najlepiej zaopatrzony. Nie było też co się łudzić, że cokolwiek przetrwało te siarczyste mrozy, więc modły do Klanu Gwiazdy o zdrowie dla wszystkich, zwłaszcza najsłabszych, były codziennym rytuałem Ćmiego Księżyca. Wiedziała, że duża część wojowników jest już bliżej starości niż szczytu swojej siły; praktycznie można było ich już traktować jako starszyznę, a więc jedno niefortunne przewianie i byłby spory problem. Utrata takich doświadczonych kotów, które dalej próbowały przynajmniej wyżywić swoje rodziny i przyjaciół, byłby dla Klanu Klifu niezwykłym ciosem. Zwłaszcza że Ćma wciąż czuła, mimo tych księżyców, że widmo konfliktu z Klanem Burzy wciąż nad nimi wisi. Nie mogła zapomnieć o mordce swojej ukochanej siostry, gdy ta opowiadała, co stało się na granicy, do czego doszło między nią a tą okropną rudą Pożarową Łapą. Gdy raz wyznała mamusi Zielone Wzgórze, że cała sytuacja wciąż niezwykle ją trapi, a strach przed pazurami wojowników, które zacisną się na niej jak na zbyt powolnym zajączku, jest w niej wciąż żywy, ta zaśmiała się tylko i zapewniła, że tę niezgodę do grobu zanieśli ze sobą Srokoszową Gwiazda i Obserwująca Gwiazda. Według czarnej, teraz gdy oba klany rządzone są inną łapą, nic już się nie wydarzy. Córka miała taką nadzieję; chciała wierzyć ukochanej mamie... Z zasady jednak musiała wciąż pielęgnować w sobie lęk. Ktoś musiał się przecież przejmować.
— Ćmi Księżycu? Haalooo~ — Dotarł do niej w końcu głos Pietruszkowej Błyskawicy. Medyczka lekko podskoczyła, co wywołało tylko śmiech rozbawienia ze strony wojowniczki. Szybko jednak jej mordka przybrała znów lekko zmartwiony grymasik. Ćma rzadko widywała coś podobnego na czekoladowym pyszczku; poczuła ścisk w żołądku. — Jejku musisz być bardziej czujna. Może w obozie nic ci nie grozi, ale w wielkim świecie już mogłoby cię coś chapsnąć i co my byśmy potem zrobili? — zażartowała. 
— O-oh, przepraszam... — Koteczka wróciła do rzeczywistości, a jej ślepia powędrowały za wzrokiem Pietruszki, prosto na jej młodego ucznia. — Co się stało? — zwrócił się do starszej, wracając uwagą do niej. 
— No cóż... Mieliśmy wybierać się na trening, już i tak jest późno i większość terminatorów dawno wyszła, ale Gąsienicowa Łapa nie potrafił złapać tchu. Mówi, że czuję, jakby miał kulkę mchu w gardle. — powiedziała zmartwiona, a kocurek pokiwał prędko głową. 
— Ojej... — W oczach asystentki zalśnił strach i współczucie. Powstała i podeszła bliżej niebieskiego. — Otwórz. — poleciła cicho, a ten potulnie rozdziawił szeroko pysk. Nie wyglądało na to, aby jakaś kosteczka czy źle przeżuty kawałek mięsa zalęgł się w przełyku. Mimo to kontynuowała oględziny. 
— Próbowaliśmy pić wodę, ale to nie suchość — wtrąciła jeszcze Pietruszkowa Błyskawica, przyglądając się pracującej koteczce. 
— Nie, to nie to... — zgodziła się Ćma i nic więcej nie mówiąc, wskoczyła z powrotem do legowiska, gdzie przebywała tylko drzemająca Czereśniowa Gałązka. Wślizgnęła się do składziku, gdzie pomrukiwała Zaćmienie. Nie przeszkadzając siostrze, złapała do mordki pęczek jałowca. Skrzywiła się; nie lubiła pracować z jagodami... Wróciła do czekającej dwójki. — Zjedz jedno. — podsunęła kuleczkę pod łapy ucznia, a ten bez zawahania zlizał ją z posadzki, krzywiąc się na cierpki smak. 
— Hmm... Nie pomoże pewnie od razu. Chyba dzisiaj zostaniemy w obozie, Gąsieniczku. — mruknęła czekoladowa, a uczeń widocznie się zasmucił. — Odpoczniemy sobie razem, co ty na to? Poopowiadam ci jakieś straszne historie o borsukach i wielkich mewach. — zażartowała i posłała mu wielki uśmiech, na co ten się rozpromienił. Wstali, ale koleżanka rzuciła jeszcze na odchodne — Papa! Dziękuje ci Ciemko! Pozdrów siostrę!
— Przyjmuję, nie ma co przekazywać. — odezwał się głos zza srebrnej. Szylkretowa uczennica wyłoniła się z jaskini i uśmiechnęła się do przyjaciółki. Pietruszka puściła jej oko i ruszyła za swoim podopiecznym. Asystentka otarła się policzkiem o czarny bark, głośno mrucząc. — Wpełzłaś do składziku niczym cień, mało co nie przeraziłaś mnie na śmierć — zażartowała.
— Wybacz... — Speszyła się koteczka, ale szybko odwzajemniła uśmiech. — Gąsieniczek nie umiał wziąć wdechu. — Uprzedziła pytanie, a kotka zmrużyła skrzące ślepia.
— Dałaś mu jałowca? 
— Mhm... 
— Kończy się, widziałam. Mamy znów tak mało ziół w Porę Nagich Drzew. Zawsze mówię, że na następny raz z końcem Pory Opadających Liści jaskinia będzie wręcz pękać od leków, a potem i tak wszystko kończy się jak się kończy... — Pokręciła łbem i usiadła obok mniejszej. Gruba, jasna kita owinęła się wokół jej rdzawego ogona, a jasny pyszczek oparł się na ciemnym barku. — Coś się stało?
— N-nie... — wyjąkała Ćma. Dłuższą chwilę milczała, ciesząc się bliskością drogiej Zaćmienie, nagle jednak, mimo wewnętrznego zawahania, zapytała. — Siostrzyczko... Co myślisz, że nas czeka? 

<Zaćmienie?>
Wyleczeni: Gąsienicowa Łapa

22 grudnia 2024

Od Zaćmionej Łapy CD. Ćmiej Łapy (Ćmiego Księżyca)

Gdy czwórka kotów nareszcie opuściła obóz, Zaćmiona Łapa była tak zakręcona wszystkim, co się dookoła niej działo, że ona sama nie zauważyła, jak jej młodsza siostrzyczka odchodzi od grupy. Dopiero gdy ta chciała się jej o coś zapytać, zdała sobie sprawę, że młodszej nie ma. Koty prędko zaczęły jej szukać, głośno nawołując jej imię. Poszukiwania nie trwały długo, gdyż po krótkiej chwili na kamiennej ścieżce ponownie pojawiła się Ćmia Łapa, na co widocznie Bławatkowy Wschód odetchnął z ulgą. Medyczki by go obdarły ze skóry, gdyby się dowiedziały, że ich uczennica zrobiła sobie krzywdę w tak krótkim czasie! Mimo iż brat młodych medyczek nie wykazał się ogromnym szczęściem na widok Ćmy, Zaćmiona Łapa wręcz przeciwnie. W mgnieniu oka ta znalazła się tuż obok Ćmiej Łapy, zasypując ją plątaniną słów. Ćmia Łapa była w stanie dostrzec roztrzęsiony stan szylkretki na samą myśl o jej zaginięciu, co sprawiło, że ta poczuła wstyd. Nie chciała, aby starsza się tak o nią zamartwiała! Gdy szylkretka nareszcie skończyła mówić, młodsza cicho odpowiedziała.
— M-mam aksamitkę… — wydukała cicho koteczka, a następnie rzuciła ciche pytanie w stronę siostry. — Podoba Ci się? —  zapytała.
Zaćmiona Łapa nie mogła powstrzymać się przed cichym śmiechem, który był jednocześnie przepełnionym stresem jak i ulgą, ze świadomością, że jej siostra jest cała i zdrowa.
— Tak, Ćmia Łapo… Jest ona piękna. Jestem pewna, że Czereśniowa Gałązka i Liściaste Futro będą bardzo szczęśliwe, ale błagam cię… Nigdy więcej tak nie rób! — zapiszczała Zaćmiona Łapa, ponownie wtulając się w futro kotki. — Tak się przeraziłam… Bałam się, że coś ci się stało! — dodała.
— Przepraszam, siostrzyczko… N-nie chciałam! — powiedziała cicho kotka w odpowiedzi na zmartwione słowa szylkretki, czując ogromną ilość wstydu.
— Nie przepraszaj, Ćmo… Tylko… — zrobiła krótką pauzę, szukając odpowiednich słów, a gdy je odnalazła, cicho dodała. — Tylko obiecaj mi, że nigdy więcej tak nie zrobisz.
— Obiecuję… — odpowiedziała, spoglądając smutno na Zaćmioną Łapą. Szylkretka widocznie odetchnęła z ulgą, słysząc jej obietnicę. Mogła jedynie się modlić, że to nie były puste słowa.
— Dobrze, Ćmia Łapo. Ufam Ci, okej? Wracajmy już do obozu… Mamy to co trzeba, więc nie trzeba dłużej się kręcić — powiedziała Zaćmiona Łapa o wiele spokojniejszym tonem głosu niż wcześniej. Ćma mogła wyczuć, jak starsza się rozluźnia, gdy dotarło do niej, że nic nie grozi jej siostrzyczce.
Ćmia Łapa pokiwała głową ze zrozumieniem. Uczennice szybko się pożegnały z Bławatkowym Wschodem i ich bratem, a następnie zawróciły do obozu, pozwalając wojownikowi wrócić do swoich zajęć. Zaćmiona Łapa już mogła wyczuć słowa medyczek, gdy te dowiedzą się o tym wypadku… Miało to być zwykłe wyjście po zioła, a tu takie coś! Tylko te kotki były w stanie zamienić tak prostą czynność w sytuację jak tą.

[433 słowa; trening medyka]

<Ćmo?>

[przyznano 9%]

30 września 2024

Od Ćmiej Łapy CD Zaćmionej Łapy

Czuła ogromny wstyd. Fakt, że siostra dostrzegła jej niepewność i wahania sprawił, że gula zalegająca w jej gardle, którą udawało się kotce trzymać w ryzach, znów zaczynała rosnąć, pęcznieć. Jaka ona była głupia i dziecinna... Inne koty rwą się wręcz aby wyjść z obozu. Ciągną je niespotykane wcześniej wonie i widoki. Chęć poznania nowych terenów, zasmakowania nowych smaków, wtopienia zmysłów w nowe zapachy i dźwięki, była niczym kocimiętka. Dla Ćmy były to jednak kuleczki cisu... Plątały jej żołądek w ciasny supeł, ściskały pierś i stroszyły futro. Co też musiała myśleć o niej Zaćmienie... Co musiały myśleć obie medyczki... Wydawały się być niezwykle wyrozumiałe i cierpliwe. Nigdy nie naciskały, aby Księżyc opuszczała zanadto swoją strefę komfortu. Wychodziły z założenia, że poprzez stworzenie bezpiecznej przystani dla rozedrganej emocjonalnie uczennicy, ta sama obdarzy je zaufaniem i otworzy się na nie, tak samo jak na świat ziół i leków. Już teraz było widać efekty. Jeśli przydzielone niebieskiej zadanie nie wymagało interwencji medycznej, radziła sobie znakomicie. Składzik nie miał przed Ciemką żadnych tajemnic. Potrzebowała jeszcze tylko wiedzy i pewności w opanowane już umiejętności.
Bardziej skrępowana czuła się przy siostrze. Zazdrościła jej. Och! Jakże ona zazdrościła jej wszystkiego! Szylkretowa była idealna w każdym calu. Potrafiła świetnie rozmawiać z każdym kotem, młodym czy dorosłym, kiedy z pyska Księżyc ledwo wychodziły pojedyncze słowa. Wiedziała, co powiedzieć, kiedy powiedzieć i w jaki sposób dobrać wyrazy, aby wszystko zostało zrozumiane w taki sposób, jaki tego chciała. Nie ponosiły ją czarne myśli; a przynajmniej tego nie okazywała w sposób tak otwarty, jak mniejsza. Ćmia Łapa kochała i podziwiała Zaćmienie całym sercem; siostra była jej stuprocentowym autorytetem. Co mogła zrobić, żeby być jak ona? Czy było to w ogóle możliwe?

"Co ty sobie w ogóle znowu wymyśliłaś? Jesteś komiczna, no i głupia aż do porzygu! Spójrz na siebie i sama udziel odpowiedzi. Nie rób z siebie większej ofiary i przyjmij do wiadomości, że nigdy nie będziesz jak ona. Życie jest prostsze gdy zaakceptujesz porażkę"

Zacisnęła zęby. Głos miał rację... Pomysł, że będzie w przyszłości, choć w cząstce tak uzdolniona w mowie i obyciu, jak Zaćmienie, była mniejsza od śladu nornicy. Jeśli będzie karmiła się takimi mrzonkami i złudnymi nadziejami, tylko się niepotrzebnie rozczaruje. Czuła politowanie do samej siebie. Znała siebie i swoje "ułomności". Były nie do przeskoczenia, nie do pokonania. Musiała zaprzestać tej walki i skupić się, żeby być najlepszą wersją siebie; nie najlepszą, wyimaginowaną, wymyśloną wersją kota, którym nigdy się nie stanie. Każdy ma jakieś ograniczenia; znała swoje.
Była wdzięczna, że Gwiezdni dali jej możliwość rozwoju. Pokazali jej, że może być przydatna i nawet całkiem szanowana. Nikt nie wytykał jej palcami, nie szeptał za plecami (a przynajmniej o taki sytuacjach nie została poinformowana). Jasne, od czasu do czasu Promienna Łapa wpadał do lecznicy i rzucił w jej stronę jakimś żartem, który zostawiał igiełkę w sercu koteczki, ale szybko niczym niezmącona miłość do braciszka, koiła i pomagała się jej z nią uporać. Podobne odczucia miała do siostry. Zrobiłaby dla szylkretowej wszystko, dosłownie wszystko. Gdyby musiała, rzuciłaby się, bez zawahania w otwarte morze, aby ocalić kolorowe futerko. Oddałaby jej swoje blade oczy, żeby mogła wciąż patrzeć na zieleniące się wzgórza. Oddałaby nos, any czuła zapach rześkiej, porannej bryzy. Oddałaby uszy, tylko dlatego, że wie, jak kocha wczesny śpiew wesołych świergotek. Nawet skórę by z siebie zdarła, jeśli to uchroniłoby Zaćmioną Łapę od zimnych nocy.

Pora Zielonych Liści zapowiadała się pięknie. Obfite opady śniegu poiły teraz zmarzniętą glebę i przygotowywały ją do przyjęcia ogromnych pokładów słonecznego blasku i wydania obfitych plonów. Nawet w obozie robiło się jakoś bardziej zielono; jakby życiodajna siła wpłynęła i na lite, kamienne ściany i posadzkę. Z każdym krokiem, który przybliżał grupkę kotów do wyjścia, nasilały się zapachy, a dźwięki rozbrzmiewały słodkim tonem. Czy faktycznie jest się czego bać?
Bławatkowy Wschód waz z ich bratem szli przodem. Nie rozmawiali zbyt wiele, ale Księżyc znała Pełnie i jego zachowania, więc nie zdziwiło ją to zbytnio. Mimo to chciałaby, żeby jakieś wesołe rozmowy zagłuszyły niezręczną ciszę. Było niezręcznie. Nie wiedziała, czy to tylko jej odczucie, czy może szylkretka idąca przy jej boku by się zgodziła. Pytać zamiaru nie miała. Postanowiła, że całą uwagę skupi na rozglądaniu się w poszukiwaniu aksamitki, którą tak bardzo, jak słyszała, chciała ujrzeć siostra. Bardzo to zdziwiło Ćme. Nie była w stanie pojąć jakim cudem ta nigdy nie zwróciła uwagi na śliczne pomarańczowe kwiecie, które wręcz migotało na tle innych, ciemnych i zielonych roślin. Musiała to zmienić. Była pewna, że jej się spodoba; ma kolor podobny do jej rudych łat.
Ze wzrokiem wlepionym pod łapy, szła wolnym krokiem, nie zdając sobie sprawy, że powolutku zostaję w tyle, Była tak bardzo skupiona na poszukiwaniach czegoś, co może mieć jakiekolwiek zastosowanie w kąciku medyczek, że nie zwróciła uwagę na coraz cichsze odgłosy kroków. Właśnie schodzili z kamiennych, prowizorycznych schodków, które prowadziły do obozu, gdy gdzieś w oddali mignął jej ognisty płatek. Wytrzeszczyła wzrok. Jakże się ucieszyła! W kościach czuła, że jest to właśnie ta aksamitka, o której wspominała Czereśniowa Gałązka. Aksamitka specjalnie dla Zaćmionej Łapy. Bez namysłu, bez rozejrzenia się czy zbadania sytuacji, Ćmia Łapa ostrożnie zboczyła z wcześniej obranej ścieżki i zaczęła stawiać niepewne kroki na kamieniach. Niektóre chybotały się, inne wciąż oprószone były śniegiem lub, co gorsza, oszronione lodową powłoczką. Bała się skręcenia łapki czy zdarcia poduszeczki, ale wizja okazania pierwszego kwiatuszka siostrze i medyczkom pchała terminatorkę do przodu. Krok po kroczku, skok po skoczku, brnęła, nie zdając sobie sprawy, że reszta dopiero zauważyła, że najmniejsza gdzieś zaginęła. Srebrno-białe futerko idealnie maskowało się między zimowymi skałkami; nikt nawet nie zwróciłby uwagi, że jedna z nich wydaję się być bardziej ruchliwa niż standardowy kamyk.
W końcu dotarła. Krzak faktycznie opstrzony był pomarańczowymi kwiatuszkami. Uśmiechnęła się szczerze i wesoło. Zaczęła zrywać całe pnącza i odkładać je na bok. Leku nie było dużo; ledwie kilka łodyżek. Zawsze to coś. Księżyc wzięła je do mordki i dopiero zauważyła, że nie ma zielonego pojęcia, gdzie podziała się cała reszta jej grupki. Serce zabiło jej mocniej. Panika uderzyła do głowy i ścisnęła gardło. Jedynie fakt, że szum wodospadu był głośny, a uderzenie wody o tafle czuła nawet pod poduszkami, pomagał zachować resztki trzeźwego myślenia. Jedyne co wydawało się mądre i sensowne to powrót tą samą ścieżką. Zaczęła wspinać się po zimnych głazach. Bolały ją paliczki i pazurki, które wbijała non stop do twardej powierzchni. Chciałaby teraz stać na ciepłym, miłym mchu. Przebierała nogami tak szybko, jak tylko umiała bez natychmiastowej wywrotki. Była zmęczona i zdyszana, brakowało jej tchu. W końcu udało się wrócić na główny szlak prowadzący w dół. Panika wydała się bezsensowna, ponieważ u stóp tego małego kamiennego zbocza stała pozostała trójka i rozglądała się pośpiesznie, najpewniej w poszukiwaniu właśnie bladookiej. Na widok kotki całej i zdrowej Bławatkowy Wschód widocznie odetchnął; byłoby kiepsko, gdyby uczennica, którą dostał pod opiekę na niewielką część dnia, zdążyła zaginąć lub zrobić sobie krzywdę w pierwszych chwilach. Brat nie wyraził większej ulgi, ale Zaćmienie wręcz odwrotnie; podbiegła prędko do niebieskiej i zaczęła chodzić wokoło, oglądając i sprawdzając stan jej zdrowia, jakby co najmniej wróciła z potyczki ze wszystkimi złymi duchami z Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. 
— Siostrzyczko! Nie możesz nawet sobie wyobrazić, jak się martwiłam! Jak wszyscy się martwiliśmy! Nie możesz tak postępować, Ćmia Łapo. To bardzo nierozważne, zwłaszcza dla kogoś, kto jest momentami tak nieporadny jak ty. Kochana siostrzyczko, obiecaj, że będziesz się już nas trzymać, dobrze? — powiedziała zmartwiona; trochę zbyt zmartwiona. Srebrna poczuła ukłucie w sercu. Sprawiła im przykrość; oczywiście... Zwiesiła wzrok, a kątem oka dostrzegła zieloną łodygę, co przypomniało jej, że przecież w mordce ma cały pęk ziółek. Położyła go pod łapkami.
— M-mam aksamitkę... — wydukała, patrząc to na kwiatki, to wracała do kontaktu wzrokowego z szylkretową — Podoba Ci się?

[1265 słów; trening medyka]
[przyznano 25%]

<Zaćmienie?>

29 września 2024

Od Zaćmionej Łapy CD. Ćmiej Łapy

Minęło już trochę czasu od mianowania Zaćmionej Łapy oraz Ćmiej Łapy na nowe uczennice medyka Klanu Klifu. Mimo że obie kotki uczyły się tyle samo czasu, to młodszą dalej obejmowała panika i uczucie strachu ściskające gardło, gdy jedna z medyczek pytała ją o działanie jednego z licznych ziół. Mimo posiadania dużej wiedzy, ta dalej nie była pewna swoich odpowiedzi, często jąkając się lub zacinając w środku zdania. A Zaćmienie? Ona była… No cóż, inna. Młodej uczennicy nigdy nie brakowało pewności siebie, bądź wiary w swoje umiejętności, jakie nabyła w tym czasie. Na każde pytanie medyczek odpowiadała bez zająknięcia, byle zadowolić obie kotki. Chciała, aby medyczki były z niej dumne. Tylko jak mogłaby to osiągnąć? Z czego koty są dumne? W życiu, koteczka nie potrafiła przypomnieć sobie choć jednego momentu, gdy była dumna z siebie i tego co zrobiła. Najczęściej odczuwała to wstrętne uczucie wstydu, które wykręca ją od środka za każdym razem, gdy zrobi coś co może spowodować oburzenie na pyskach innych. Nie było to niczym przyjemnym, gdy otrzymywała krzywe spojrzenie od wojownika. Zawsze  czerpią oni przyjemność z tego, gdy ich uczeń robi postępy w nauce - a przynajmniej to słyszała od brata… Może musi pokazać to na co ją stać w świecie medyków? Cóż, najwidoczniej tak. Uczennica delikatnie skinęła głową a następnie cicho wypuściła powietrze nosem podchodząc do Czereśniowej Gałązki.
— Ah! Czereśniowa Gałązko, mam pytanie, gdyż nie jestem pewna działania aksamitki. — miauknęła uczennica, delikatnie się uśmiechając do fioletowookiej. Szczęśliwie jej uśmiech został odwzajemniony. — Aksamitka zapobiega infekcji oraz potrafi złagodzić ból stawów, czyż nie? — Zapytała podając dwa z trzech działań poprawnie. Odpowiedź uczennicy wdocznie rozweselił medyczkę. Oczywiście uśmiech Czereśniowej Gałązki nie umknął uwadze Zaćmionej Łapy. To tylko potwierdziło małą “tezę” szylkretki. Wiedza młodszych uszczęśliwia starszych. Gdy Ci słyszą, że nowe pokolenie zna odpowiedzi na zadawane przez nich pytania, stają się szczęśliwsi. Będzie musiała to zapamiętać na przyszłość.
— Dobra odpowiedź, Zaćmiona Łapo. Jest jeszcze trzecie zastosowanie, o którym nie wspomniałaś. Aksamitka również zatrzymuje krwawienie. Zapamiętaj to, młodziaku. Ta wiedza na zawsze ci się przyda! Nigdy nie wiesz, gdy będziesz musiała ją wykorzystać. — powiedziała kotka zadowolona, jednak dalej zatrzymując swój poważny ton głosu. To co mówiła była najszczerszą prawdą. Nigdy nie wiesz, gdy taka wiedza Ci się przyda. Znojomość takich faktów była czymś potrzebnym w życiu każdego kota, a te na nie głuche, ginęły w głupich okolicznościach — Widziałaś kiedyś aksamitkę, Zaćmiona Łapo? — zapytała, na co uczennica pokiwała przecząco głową.
— Niestety, ale nigdy jej nie widziałam, a przynajmniej tak mi się wydaję. Wiem, że jest to drobny kwiat, jednak nie potrafię odnaleźć w mojej pamięci jego dokładnego wyglądu… Może mamy w magazynku odrobinę tego zioła, który zachował się przez zimę? — zapytała rudo-czarna koteczka, wykazując duże zainteresowanie rośliną. Oczywiście, że widziała ona ten kwiat, i to nie raz. Więc dlaczego teraz zaprzeczyła, gdy zapytano ją o to? Możliwe, że to kolejna “próba” zadowolenia medyczki. Koty kochają uczyć innych o tym, co robią i czym się zajmują. Przekazywanie swojej wiedzy młodszym daję im wiele przyjemności, dlatego każda sekunda nauki z Czereśniową Gałązką sprawi, że Zaćmienie będzie bliżej zadowolenia obu kotek. W przyszłości, gdy kot zapyta o wygląd aksamitki, i ta wskaże ją poprawnie, starsza medyczka poczuje to przyjemne uczucie w sercu - dumę. Dumę, dlatego, że zdołała nauczyć młodego kota czegoś nowego.
— Hah, aż taka ciekawska jesteś? Cóż, pozwól mi zerknąć w magazynku, czy może przetrwała ona zimę. — zamruczała medyczka z delikatnym uśmiechem na pysku, gdy ta ruszyła zajrzeć do ich składziku. Po krótkiej chwili wróciła i ponownie się odezwała, tym razem przepraszającym tonem. — Wybacz mi Zaćmiona Łapo, niestety wygląda na to, że nasz zapas aksamitki się wyczerpał… — dodała, robiąc krótką przerwę w wypowiedzi, aby skierować ją teraz w stronę jej asystentki, Liściastego Futra. — Liściaste Futro, skończyła nam się już aksamitka, wydaję mi się, że może już się powolutku pojawiać. — powiedziała medyczka, spoglądając na obie uczennice, które przysłuchiwały się ich rozmowie zaciekawione, podczas gdy na pysku Czereśniowej Gałązki malował się delikatny uśmieszek, który nie mógł oznaczać niczego dobrego. — Oczywiście nie mamy pewności, a nie będziemy przecież wysyłać naszych podopiecznych aż pod granice, ale w tamtym sezonie krzew pojawił się tuż obok obozu, pamiętasz? — na co Liściaste Futro przytaknęła. — No więc, może Zaćmiona Łapa i Ćmia Łapa wyruszą poza obóz, tylko na kawałeczek za wodospad, aby jej poszukać. Co ty o tym myślisz? — zapytała medyczka swoją asystentkę, mimo że już doskonale wiedziała jaka odpowiedź padnie. Nie potrzeba było dużo aby ją przekonać.
Liściaste Futro skupiła teraz swoją uwagę na uczennicach, nie ukrywając delikatnego uśmieszku na pysku. Ćmia Łapa siedziała w ciszy, przeżywając kryzys, przepełniając się strachem i paniką na samą myśl o ich mini “wyprawie”, podczas gdy Zaćmienie w ciszy przytaknęła mentorce w myślach, przeklinając samą siebie o zapytanie o zioło. Przeklęta aksamitka!
— Sio po ziółka. Dobrze wiecie czego szukać i gdzie tego szukać. Jeśli dobrze widzę, a jeszcze oczy mam niczym jastrzębica, Bławatkowy Wschód i wasz brat wychodzą na trening, będą waszą eskortą. — powiedziała Liściaste Futro bardzo zadowolona z siebie. Cóż, trzeba sobie jakoś radzić i ułatwiać życie, więc tego za złe mieć im nie mogła.
— Dobrze, Czereśniowa Gałązko oraz Liściaste Futro. Ja oraz Ćmia Łapa wrócimy najszybciej jak się da, dziękujemy za przydzielenie nam tego zadania. — miauknęła uczennica z uśmiechem na pysku ponownie grając posłusznego kociaka, aby zadowolić starsze kotki swoją uprzejmością, wysokimi manierami oraz chęcią do wykonywania zadania, które im przydzielono. Momentami ciężko jest znaleźć pracowitego kota, a taki mały uprzejmy cudak, który na wszystko się zgadza był jak okruch szczęścia zesłany prosto z Klanu Gwiazdy! A przynajmniej tak mogło im się wydawać, choć do cudu było jej daleko.
Zaćmiona Łapa posłała medyczką ostatni uśmiech, a następnie wyciągnęła swoją siostrę z lecznicy, poza skalną jaskinie.


~ * ~


Jasne promienie słońca wlatywały przez wejście do ich skalnego obozu, podświetlając wszystkie drobinki kurzu oraz drobne owady szybujące gładko i wysoko nad ich głowami. Rozpoczynała się Pora Zielonych Liści, czyli wszystko powinno wracać do życia. Gdy Zaćmiona Łapa oraz Ćmia Łapa znalazły się w centrum obozu, ta odetchnęła z ulgą wciągając powietrze nosem, czując wilgotne powietrze, jakie dalej się unosiło po stopionym śniegu z ostatniej Pory Nagich Drzew. Wiatr delikatnie muskał futra obu uczennic, podczas gdy te czekały na pojawienie się Bławatkowego Wschodu oraz Rozświetlonej Łapy.
— Ah, siostrzyczko, dlaczego tak się denerwujesz? Widzę jak twoje wąsy drgają, a skaczesz wzrokiem jak szalona! Gwiezdnego przodka widziałaś, który ciebie nastraszył przed wyjściem obozu? A może dalej trzymają się ciebie te przeraźliwe historie o dwunożnych istotach, które zabierają naszych? To były jedynie bajeczki, abyśmy nie uciekały z obozu, Ćmia Łapo. Jeśli to jest powód twoich obaw, będę się śmiać! — zażartowała, delikatnie szturchając swoją siostrę, wymuszając kolejny uśmiech tego dnia na pysku. Zaćmiona Łapa bardzo często pokazywała siebie jako wyrozumiałą, kochającą siostrę, która zawsze wesprze rodzeństwo w trudnej sytuacji. Zawsze starała im się okazać “miłość”, a przynajmniej naśladować to uczucie gdy rozmawiała z nimi. W rzeczywistości, koncept miłości był dla niej czymś obcym. Nie potrafiła jej zrozumieć oraz tego, jak można kogoś kochać i jak wygląda to uczucie. Jak silny moze być ten stan, skoro powoduje śmierć? — A może to coś innego, siostrzyczko? — miauknęła koteczka, rzucając jej nietypowe spojrzenie, które by odstraszyło nie jednego kociaka. “A może to coś innego, siostrzyczko?” brzmiało tak prawdziwie, a jednocześnie tak fałszywie… Ton jej krótkiej wypowiedzi, spojrzenie jakie wbijała w swoją siostrę, oraz ten dziwny fałszywy sposób w jaki to powiedziała, który zasiał nutkę niepewności w główce Ćmiej Łapy. Srebrna koteczka delikatnie potrząsnęła głową i ponownie spojrzała na swoją siostrę, zauważając kolejną zmianę, która sprawiała że znów przypominała swoją kochającą siostrę. — Ćmia Łapo, czy coś się stało? Nagle zamilkłaś, czyżbym za dużo mówiła? Wybacz, jeśli moje żarty sprawiły ci przykrość, siostrzyczko! — wymiauczała przepraszającym tonem, delikatnie liżąc młodszą za uchem poprawiając kosmyk futra.
— Huh..? Ah! Nie, nie… Wszystko dobrze, Zaćmiona Łapo… — miauknęła nieśmiale, odwracając wzrok od starszej siostry, na co druga skinęła głową, starając się nie drążyć tematu, gdy nie ma takiej potrzeby. Koteczki powinny poczekać jeszcze na pojawienie się Bławatkowego Wschodu oraz Rozświetlonej Łapy. — Delikatnie się zamyśliłam. — dodała.
— Hm… Ah! No dobrze, Ćmia Łapo! Jeśli coś się dzieje, pamiętaj że możesz zawsze mi o tym powiedzieć. Od tego tu jestem. — zamruczała starsza, puszczając oczko do żółtookiej.
Młode kotki z niecierpliwie czekały na pojawienie się Rozświetlonej Łapy oraz Bławatkowego Wschodu. Gdy nareszcie oba koty się pojawiły, Zaćmienie się odezwała.
— Witaj Rozświetlona Łapo oraz Bławatkowy Wschodzie! — zamiauczała przyjaźnie koteczka, posyłając ciepły uśmiech dwójce. — Liściaste Futro poprosiła nas o poszukanie odrobiny aksamitki przy wodospadzie, gdyż ta powinna się wkrótce pojawiać, i w związku z faktem, że wychodzicie na trening wysłała nas abyśmy “przyłączyły” się do was, dla naszego bezpieczeństwa. Mam nadzieję, że nie będzie to problemem! — powiedziała Zaćmiona Łapa, na co starszy kocur przytaknął, mówiąc ciche “Nie ma problemu”. Nie trzeba było długo czekać, aby czwórka kotów wyruszyła. Grupa zbliżała się do wyjścia z obozu, a śpiew ptaków stawał się coraz głośniejszy, podczas gdy promyki słońca coraz mocniej grzały. Ah, jak ona kochała Porę Zielonych Liści…


[1485 słów, trening medyka]
[przyznano 30%]

<Księżycu?>

24 września 2024

Od Księżyc (Ćmiej Łapy) do Zaćmienia (Zaćmionej Łapy)

Powiedziała Czereśniowej Gałązce o swoim niesamowitym, sennym spotkaniu. O dziwo, poszło jej to z dużą, jak na nią, łatwością. Czuła jakby Morskie Oko wciąż prowadziła ją za łapkę. Jakby memłała za nią jęzorem i wpatrywała się w oczy starszej. Szylkretka nie wydawała się być zaskoczona. To chyba najbardziej zdziwiło koteczkę. Czy spotkanie zmarłego podczas nocnego odpoczynku jest aż tak codziennym zjawiskiem, że koty przepuszczają to jednym uchem, a wypuszczają drugim? Nie chciała wnikać. Jasne jednak było, że troskę ją to zabolało. Wcześniej, czuła pewien rodzaj dumy, wyjątkowości przez ten incydent; teraz jednak to wyparowało. Mała nie wiedziała, że kocica tak naprawdę była niesamowicie zafascynowana tymi wydarzeniami; nie miała jednak w zwyczaju zbyt wylewnie i ekspresyjnie reagować, na pewno nie w tym wieku. Z otwartymi łapkami zgodziła się więc przyjąć Ją pod swój ogon. Bardziej pod ogon Liściastego Futra. Asystentka zajmowała się większością obowiązków. Starsza wydawała się pozostawać na swoim stanowisku tylko jako reprezentatywna doradczyni, służąca swoimi ogromnymi pokładami wiedzy i doświadczenia. Niebieska, po usłyszeniu sennej historii, również z wielką aprobatą odniosła się do chęci podjęcia ścieżki medyczki przez córkę Bożodrzewnego Kaprysu. Jeszcze większe szczęście ukazało się na pyskach kotek, kiedy okazało się, że Zaćmienie również chciałaby podążać tropem ziół, a nie zwierzyny. Poczuły powiew świeżości i nadziei. Młoda krew wydaję się kroczyć szlachetną ścieżką. Nastawał nowy świt dla Klanu Klifu. Taką przynajmniej miała nadzieję.

~ * ~

To był ten dzień. Dzień mianowania ich całej gromadki. Księżyc była przerażona, ale przynajmniej nie stresowała się już treningiem na wojownika. Nie musiała obawiać się, że zostanie jej przydzielony jakiś gburowaty, wymagający mentor, który każe jej czmychać nieustannie między krzakami, skakać po śliskich klifach i przeprowadzać udawane walki z innymi. Ona i Zaćmienie wiedziały, na czym stoją. Wiedziały, że zetkną się nosami z Liściastym Futrem, że będą sypiać razem w czwórkę w jednym legowisku pełnym aromatu kwiatów i innych roślin. Za to Pełnia i Promyk wręcz skakali z tych wszystkich emocji. Mamy też wydawały się siedzieć jak na jeżu. Bożodrzewny Kaprys była ździebko zmieszana. Dziwnie się czuła, że jej dzieciaki tak szybko urosły, ale nie czuła goryczy na myśl o powrocie do roli wojownika. Miała przecież jeszcze Stokrotkową Łapę do wytrenowania. Za to Zielone Wzgórze przeżywała to całą sobą. Chyba nawet bardziej niż synowi. Łaziła i łaziła dookoła przygotowującej się grupki podrostków. Wymieniała wszystkich swoich przyjaciół i obliczała, jakie są szanse, że akurat ten kot dostałby jednego z nich za ucznia.
Te rozmyślania przerwał Jerzykowa Werwa, wysłany, by pośpieszyć kotki i ich małą armię. Nie było już na to wszystko czasu. Zaćmienie wyglądała idealnie; każdy kosmyk był tam, gdzie powinien, nic nie odstawało nawet na milimetr. Biały Pełnia również pozbył się z siebie całego kurzu i brudu; wyglądała jak mama. Promyczek nie miał pedantycznych zapędów, ale trzeba było przyznać, że prócz przymkniętego oczka, prezentował się lepiej niż zwykle. Tym razem Księżyc nie odstawała od reszty rodzeństwa; od wschodu słońca lizała swój puszek, aby wyglądał rewelacyjnie.
W końcu wyszli z kociarni. Wiedziała, że opuszcza tę bezpieczną przystań na zawsze. Gdyby była wojowniczką, byłaby szansa, nawet dość spora, że kiedyś trafiłaby tam ze swoimi kociętami, ale wiedziała, że ślubować będzie Klanowi Gwiazd całkowity celibat. Pozostaną jej tylko czyjeś porody do odbierania.
Dotarli pod mównicę. Srokoszowa Gwiazda już na niej siedział. Zgarbiony i niezadowolony. Wpatrywał się w Bożodrzewny Kaprys z niechęcią i podejrzliwością; takim samym wzrokiem potraktował jej dzieci. Mimo że nie zwołał klanu oficjalnie, wszyscy byli już zebrani; najpewniej słyszeli szczebiotanie Zielonego Wzgórza. Lider wstał ospale i mlasnął kilka razy, aby nawilżyć mordę.
— Tak, tak... — zamyślił się, jakby zapomniał, po co w ogóle wlazł na skałę. Zamgliło go. Dopiero mrożące krew w żyłach spojrzenie Judaszowca, które wędrowało z niego na pociechy siostry, oprzytomniło staruszka. — Mamy czwórkę kociąt, które obiorą wybrane przez siebie ścieżki treningu. Pełnio, wystąp!

Ciemnooki zadrżał i zrobił krok do przodu. Był jednocześnie szczęśliwy, ale i tak przerażony, że ledwo udawało mu się trzymać swoją stoicką maskę.
— Twoim nowym imieniem stanie się Rozświetlona Łapa, a szkoleniem na wojownika zajmię się Bławatkowy Wschód, który będzie zobligowany do przekazania ci całej wiedzy, którą posiada — skończył, a z szeregu wystąpił nieduży, acz dość umięśniony kocur o jasnym futrze. Dwójka zetknęła się nosami, a następnie wrócili do grupy, robiąc miejscę następnym.
— Promyczku! Do przodu — zawołał, a brat koteczki posłusznie wykonał polecenie. Widziała, jak przeskakuje z nogi na nogę — Od dziś również zaczynasz trening wojownika i będziesz znany jako Promienna Łapa. Twoim mentorem zostanie Niedźwiedzi Miód. Na pewno nauczy cię wielu — Tutaj zaciął się — rzeczy...
Scenariusz powtórzył się. Dwa koty, uczeń i nauczyciel musnęli się pyszczkami i odeszli w cień. Teraz była ich kolej. Księżyc ukradkiem zerknęła na siostrę. Na jej mordce nie było widać ani widma strachu. Była oazą spokoju, przykładem wyrafinowania i dobrego wychowania. Zazdrościła jej.
— Zaćmienie i Księżyc, zwracam się do was razem, gdyż obydwie zdecydowałyście się wybrać drogę medyka. Waszymi imionami będą kolejno Zaćmiona Łapa oraz Ćmia Łapa. Szkolić będziecie się pod czujnymi, doświadczonymi oczami Liściastego Futra i Czereśniowej Gałązki. — Nie czekał nawet aż świeże terminatorki pozdrowią nowe opiekunki; zeskoczył i skrył się w swojej norze. Podeszły naraz. Najpierw starsza dotknęła pyska srebrnej, a następnie zamieniły się miejscami. W tle klan skandował imiona nowomianowanych.

~ * ~

Była uczennica medyczek już pełen księżyc. Dowiedziała się wielu niesamowitych rzeczy. Bardzo się starała, aby zapamiętywać wszystko, co usłyszy, ale czasami było to po prostu niewykonalne, gdyż ogrom informacji przytłoczyłby, zwłaszcza w tak krótkim czasie, nawet najbardziej pojętnego kota. Pomagała niemal nieustannie. To segregowała zioła pod okiem starszej, która od czasu do czasu przypominała Ćmiej Łapie o ich właściwościach, a to innymi dniami, zwykle w towarzystwie siostry i niebieskiej asystentki, wyruszały na poszukiwania zapasów. Było ciężko. Liściaste Futerko nie ukrywała, że Pora Nagich Drzew dawała w kość, a zapasy były niewystarczające. W razie poważnej epidemii byłoby naprawdę kiepsko. Zwykle więc te wypady ograniczały się do wskazywania miejsc, gdzie ZWYKLE rosła dana roślina i gdzie można jej się spodziewać, kiedy puści już biała czapa.
Na szczęście najzimniejsze momenty przypadły na bardzo teoretyczny okres ich nauki. Teraz robiło się coraz wilgotniej i cieplej, a więc nieśmiałe, zielone łodyżki zaczynały pojawiać się między śnieżnymi kryształkami. Wilgoć niosła ze sobą też wzmożone zachorowania. Tego właśnie bardzo obawiała się Ciemka. Do tej pory tylko obserwowała, jak obchodzi się z pacjentami młodsza z medyczek. W końcu jednak musiał przyjść dzień, gdzie zostanie poproszona o podanie diagnozy, a następnie odpowiednich leków.

Było mroźno, acz słonecznie. W wielu miejsca zaspy nie zdążyły jeszcze całkowicie zniknąć, ale śniegu z każdym dniem ubywało i ubywało. Nie zmniejszała się niestety liczba kotów z dolegliwościami; przeróżnymi oraz mniej lub bardziej poważnymi. Zwykle podawała tylko zioła, o które ją proszono. Lubiła utrzymywać porządek w składziku, więc szło jej to sprawnie. Pochwały bardzo ją podbudowywały. Naprawdę czuła, że robić coś, co było jej zapisane w Gwiazdach. Była taka wdzięczna. Nie wiedziała, jak mogłaby podziękować Morskiemu Oku, a przecież to jemu zawdzięcza tą odwagę, którą z siebie wykrzesała podczas rozmowy z Czereśniową Gałązką.
Uczennice zdziwił widok zasmarkanego, pociągającego nieustannie nosem, a do tego trzęsącego się z zimna, wujka. Wyglądał... mizernie... Brwi miał zmarszczona, a wąsy powykrzywiane we wszystkie strony. Pysk miał bardziej gburowaty wyraz niż zazwyczaj. Jakimś cudem.
— P-Psia mać! Straszna Pora Nagich Drzew; jakaś kara od Gwiezdnych, jestem tego pewien. — powiedział, ale jego głos brzmiał śmiesznie z powodu kataru. Jedna, lśniąca strużka wydzieliny ciekła z dziurki w nosie. Kocur szybko otarł ją łapą, wycierając ją potem w mszystą wyściółkę.
— Och! — zaskoczyła się mentorka; Judasz nie często przychodził do nich z tak błahego powodu jak złe samopoczucie fizyczne. — Judaszowcowy Pocałunku przeziębiłeś się?
— To ty mi powiedz, jesteś medyczką — wyburczał, ale szybko uspokoił nerwy. Nie miał powodów, innych niż wkurzające dolegliwości, by denerwować się na Liściaste Futro. — Oka nie zmrużyłem, psia mać... Ciągle próbowałem jakoś mordę obrócić, żeby mi się, chociaż dziurka w nosie jedna, JEDNA, odetkała. Za chwile kaszel mnie weźmie od tego oddychania przez pysk.
Asystentka słuchała uważnie. Dla niej takie rzeczy to mysz powszednia. Była to świetna okazja, żeby sprawdzić Ćmią Łapę. Koteczka stała delikatnie z tyłu. Rzeczywiście zmartwiła się stanem wuja. Przecież on nigdy nie powinien chorować. Przecież Klan Gwiazdy nad nim czuwa. Dlaczego pozwolili, żeby zatkał mu się nosek? Poczuła wzrok mentorki.
— No, no... Ćmia Łapo, Judaszowcowy Pocałunek skarży się na katar i zatkany nos. Co podajemy kotu w takiej nieciekawej sytuacji? — zapytała, a blade oczy rozszerzyły się. Bała się tego dnia. Wiedziała że w końcu nadejdzie; przecież z jakiegoś powodu uczy się leków i ich zastosowań. Musi zacząć faktycznie coś robić.
— E-em... — wymruczała. Ojejku... A co jak zabije wujka? Mama ją znienawidzi, Klan Gwiazdy ją znienawidzi!
— No śmiało, ja wiem, że ty wiesz — zachęcała ciepło starsza, a pomarańczowe ślepia kocura również zdawały się złagodnieć.
— F-floks... i lubczyk... t-też — wyszeptała niepewnie. Wiedziała, że uczyła ją tego szylkretka, ale wykorzystanie teraz tego naparstka wiedzy, którą musi opanować, wydała się ponad jej siły.
— Dokładnie! Gdybymy mieli jeszcze słodki miód, to dopiero byśmy Cie wyleczyli nim zając skoczy, Judaszowcowy Pocałunku.
— Wystarczą tamte zioła, tylko, psia mać, szybko, bo oszaleję — wyharczał, siedząc zgarbiony.
Siostrzenica, nie czekając na polecenie, bo przecież doskonale wiedziała, gdzie znajdują się te lekarstwa, pobiegła do składziku. Przyniosła gotowy już zwitek tych dwóch ziół. Położyła je przed czekoladowym. Kocur zaczął przeżuwać je z ogromnym niesmakiem, ale nie narzekał. W tym momencie do lecznicy wparowała Zaćmiona Łapa razem z Czereśniową Gałązką. Kocice były w legowisku uczniów. Stokrotkowa Łapa narzekał na dziwne zaczerwienienie po wewnętrznej stronie uda, które niemiłosiernie swędziało. By uniknąć rozdrapania starsza postanowiła zabrać drugą terminatorkę i pozbyć się problemu za pomocą maści z aksamitki. Koteczka miała za zadanie utrzeć ją swoimi zdrowymi, silnymi i młodymi łapkami.
— O... Witaj Judaszowcu. Źle się poczułeś? — zapytała fioletowooka, a wyłysiały tylko skinął niemo głową, wciąż walcząć z gorzkimi specyfikami w pysku. — Liściaste Futro, skończyła nam się już aksamitka, wydaję mi się że może już powolutku pojawiać. Oczywiście nie mamy pewności, a nie będziemy przecież wysyłać naszych podopiecznych aż pod granice, ale w tamtym sezonie krzew pojawił się tuż obok obozu, pamiętasz? — niebieska kiwnęła — No więc, może Zaćmiona Łapa i Ćmia Łapa wyruszą poza obóz, tylko na kawałeczek za wodospad, aby jej poszukać. Co ty o tym myślisz?
— Ćmia Łapa właśnie dobrze podała zioła, myśle, że taki dzień pełen wyzwać dobrze im zrobi. No to co. — tutaj zwróciła się do uczennic, z których jedna była spokojna, acz widocznie zadowolona, a druga pełna paniki, i kontynuowała — Sio po ziółka. Dobrze wiecie czego szukać i gdzie tego szukać. Jeśli dobrze widze, a jeszcze oczy mam niczym jastrzębica, Bławatkowy Wschód i wasz brat wychodzą na trening, będą waszą eksortą.




[1731 słów; trening medyka]
[przyznano 34%]

<Zaćmienie?>

Wyleczeni: Judaszowcowy Pocałunek, Stokrotkowa Łapa