BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brzoskwinka x Cicha. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brzoskwinka x Cicha. Pokaż wszystkie posty

20 marca 2021

Od Brzoskwinki Cd Cichej

- Ty weź tego, ja tamtego. A ty tą tu - rozporządził Jabłko. Brzoskwinka tylko kiwnęła głową biorąc niebieską szylkretową kotkę. Starała się mruczeć do malucha, by się nie bał. Niestety, było jej trudno tak się zachowywać. Wraz z przyjściem Cichej musiała ot tak zmienić decyzję… Plan runął w gruzach. Może to dobrze? Może jednak będzie im lepiej. Ale jak tylko wrócą z kociakami, plotki które pewnie już krążyły, spełnią się w mgnieniu oka. A co z… Trzmielem? Jak zareaguje, że to jego kocięta? Tak wiele pytań, a mało odpowiedzi. Czuła się bezradna. Teraz stała się karmicielką, musiała się nimi zająć. Wcześniej była samolubna… Lecz one są wpadką. Po prostu wpadką. Czemu… Nie chciała ich. Mało by brakowało, a te istotki zostałyby porzucone. o chyba jednak dobrze się stało… Musieli tylko naprawić relację z liliowym. Przerażała ją myśl o tym co mogło się stać. W obozie będzie im lepiej niż na takim mrozie… 
Ciężko jej było utrzymać małą u góry tak, by nie spadła jeden czy dwa razy do śniegu. Tak samo chyba miała Cicha, która trzymała kurczowo Bza za luźną skórę na karku. Wszystkie maluchy piszczały wniebogłosy. Najgłośniej chyba maluch przy jej pysku. Bała się, że coś ją boli. Musieli i tak iść do przodu. Całe szczęście byli już blisko obozu. Ja tylko przepchnęli się przez krzewy, weszli do żłobka. Przez ich przyjście oraz wrzask jej dzieci, widziała jak budzą się karmicielki wraz ze swoimi kociętami. Jabłko zaczął coś mówić. Ona tylko siedziała ze wzrokiem wpatrzonym w podłoże. Powieki jakby same z siebie już zaczynały opadać. Już miała zamknąć oczy, gdy poczuła szturchnięcie Cichej. Pustym spojrzeniem popatrzyła na nią a tamta skinęła w głowę Jabłka. Wiedziała o co chodzi.
- Jabłko, daj spokój. Możesz iść.
- Ale…
- To moje bachory, dam sobie radę. Zamknij pysk i zjeżdżaj - wymruczała z zadowoleniem. Czemu lubiła tak obrażać kocura? No sama nie wiedziała. Jak tylko wojownik wyszedł, reszta kociaków podbiegły do maluchów. Sama ułożyła się na mchu padnięta. Dzieci podpełzły do niej domagając się następnej porcji mleka. Westchnęła zrezygnowana, po czym dała im jeść. Przynajmniej może zasną. Ta noc była ciężka. Teraz tylko wytłumaczyć dlaczego nie było jej w miejscu gdzie powinna podczas porodu.
Nawet nie zauważyła jak siostra podeszła bliżej niej, pytającym wzrokiem wpatrując się w kociaki. Właśnie sobie zdała sprawę jak dawno nie rozmawiały z Cichą. Chyba powinny… Relacje pomiędzy rodzeństwem powinny być odpowiednio dobre. A jak będzie z maluchami? Uda jej się stworzyć pomiędzy odpowiednią więź i nauczyć jak ją wzmacniać?
- Poznaj Bza, Niezapominajkę oraz Kolendrę - zamruczała do siostry. Tamta tylko podeszła jeszcze bliżej. Wpatrywała się na przemian albo w nią, albo w maleństwa. Odwróciła głowę by nie patrzeć się w ślepia niemej. Natomiast dzieci przestały jeść. Położyły się koło siebie, a ona otuliła je ogonem. Zdecydowanie było im cieplej. 
- Powiedź mi jak wyglądają. - Jeżynek podbiegł wraz z bratem do trójki nowych kociąt, po drodze zaliczając glebę.
- Pręgowana w niebieśkie i kremowie łaty. Takia w liliowe i kremowe nielówne takźe pręgowane łaty. No i kociurek biały i ma tylkio ogon liliowy. Będziemy mieć z kim się w końciu bawić. - Borówek podszedł jeszcze bliżej ich. 
- Wracajcie - miauknęła Błysk, jak tylko oboje z jej potomków zaczęli próbować nawiązać kontakt z noworodkami. - Musicie poczekać jak dorosną.
- Tak… - Kiwnęła głową z podziękowaniem, że Borówek i Jeżynek przestali już szturchać maluchy. Co jeżeli coś by im zrobili? Albo gorzej… 
- To sią moi kuzyni? - Poziomka podeszła, lecz bardziej delikatniej do dzieciaków. Ona tylko przytaknęła jej.
- Dokładnie.
- Siuper! - ucieszyła się córka Jabłka, jednak ściszyła głosik, gdy zauważyła nagły ruch maluchów. Całe szczęście nie obudziły się ze snu.
- Troszkę ciszej… - powiedziała do niej Stokrotka. Ciekawość kociąt nie miała końca. Co chwilę, nawet kiedy matki ich wołały, podchodziły do niej, a ona zmęczona musiała prosić by odeszły i dały spokój. W końcu jej siostra, do tej pory siedząca po prostu obok niej, wstała powoli. Przegoniła starsze dzieciaki, pokazując im łapą by poszły się bawić, karmicielkom by się nimi zajęły, a sama znowu rzuciła jej spojrzenie typu “Co ty sobie myślałaś?”.
- Po prostu… To była nagła decyzja… Ja nie chciałam by ktoś wiedział, że to kocięta moje… I wiadomo kogo. T-to miała być tajemnica. Ale i tak każdy już wiedział co się dzieje. Ja naprawdę nie chciałam dla nich źle… Przepraszam.

<Cicha?>

14 pkt

06 sierpnia 2020

Od Brzoskwinki CD Cichej

*Dobra, skip do wiosny*

Brzoskwinka powoli wyszła spod krzaków, gdzie obecnie spała. Pszczółka kazała jej siedzieć tam, dopóki nie wyzdrowieje. Tak, skręcona noga wciąż jej dokuczała. Jak na ironię, musiała wyjść akurat w tym samym momencie co naburmuszoną Cicha. Matka ostatnio zakazała jej wychodzenia ze żłobka, aż do pory nowych liści, która nastała. Do tego czasu starsza wciąż wściekała się na nią. Bo to ona spowodowała ten problem. Tia. Akurat Cicha nie miała całkowitej racji. Ale nie mogła mówić tego wprost, chciała załagodzić sytuację, a nie zaognić. Truchtając, podbiegła do siostry. Całe szczęście, nie dokuczał jej ból w nodze, właśnie ustał i mogła cieszyć się powrotem do żłobka. Lecz będzie wspominać to, jak ględziła u kremowej medyczki. Gdy tamta chciała mieć święty spokój, zawsze chciała się czegoś dowiedzieć. Nie robiła tego specjalnie... No ale wyszło jak wyszło. Pamiętała sytuację, gdy zapytała się Pszczółki wprost:
- Pszc-c-czółko, czy będę mogła być twoją uczennicą?
Lub.
- Mnie tak interesują ziółka, może bym została tu na dłużej...
- Czemu mnie nie chcesz tu? Pomogę, a ty mnie czegoś nauczysz - mówiła, lecz zawsze spotykał ją otwarty protest. Medyczka narzekała, że Wschód jej wystarczająco pomaga, Śliwka już by się bardziej nadawała lub, że jest zbyt nerwowa. A to już nie było taką prawdą. Stała się spokojniejsza. Ot tak. Chyba nudy jej to zrobiły. Po chwili otrząsnęła się że wspomnień. Siostra z bliska nie sprawiała wrażenia marudnej. Tylko istnie rozwścieczonej.
- Cześć - powiedziała, gapiąc się na nią bez strachu, który skrywała gdzieś głęboko w sobie. Cicha tylko prychnęła i się obróciła.
- Ej, przepraszam już po raz chyba setny.
   Kotka nic z sobie z tego nie robiła. Znowu fuknęła. Brzoskwinka zawsze starała się poprawić relację pomiędzy siostrą, ale nigdy jej nie wychodziło.
- Wiem, że jesteś zła, ale mnie też się ostatnio dostało i za skręcenie nogi, i za zachęcenie Mirabelka do zjedzenia tej zepsutej wrony. Bolał go potem brzuch chyba z ćwierć księżyca! - miauknęła. Nigdy nie lubiła brata. Był najmłodszy, a zachowywał się jak jakiś król świata, który musiał się zajmować rodzeństwem. Ech. Głupek. Cicha jednak nie zdawała się być choć troszkę mniej zdenerwowana.
- Chodź, przejdziemy się po Owocowym Lesie. - machnęła ogonem. Siostra niechętnie potruchtała za nią, ale już po chwili wystrzeliła do przodu. Wprost na Myszołowa. Miała już krzyknąć by się przesunęła, lecz... ich ojciec nic sobie nie zrobił z tego, że kotka wyhamowała z impetem przy jego boku. Podbiegła do Cichej. Czarny zaśmiał się cicho i osunął na bok, a dwie szylkretki dalej zwiedzały obóz.

 *Po śmierci Myszołowa (oto następny znicz [*])*

Kilka dni minęło od śmierci ich ojca. Ponury nastrój był nie do zniesienia. Jej rodzeństwo przeżyło to mocno, ale chyba najbardziej Śliwka. Popłakiwała co chwilę. Ona sama kochała tatę... No można tak powiedzieć. Często zachowywał się baardzo dziwnie. Za to był odważny, szlachetny i najmocniejszy ze wszystkich rebeliantów. Tak przynajmniej myślała. Dymny zdechł, Leszczyna ryczy. Cicha jak zawsze znów chciała się wymknąć. Śliwka i Mirabelek leżeli razem i spali. Niby wszystko się zmieniło, a tak wiele zostało tego samego w ich codziennym życiu. W końcu musiała wyjść z tego dziwnego miejsca. Nie znosiła towarzystwa Żuka i Trzmiela. Jedynie Stokrotka była jako tako fajna. Ale jej nie było. Znikła... Chyba. Powoli ruszyła w stronę wyjścia. Ich drzewko zakwitło już dawno, więc było przy nim dosyć niebezpiecznie, bo owoce powoli spadały jak liście na porę nagich drzew. Raz dostała w główkę, ale nauczyła się wymijać kolorowe pociski. Dawni członkowie Klanu Lisa wciąż o to narzekali. Cóż. Musieli się nauczyć. Po chwili przerwała rozmyślania, widząc siostrę leżącą na trawie. Nawet nie chciała się pytać czemu to robiła, tylko podeszła. Musiała się wyżalić.
- Cicha, wież co? Chyba nie ma tu dla mnie miejsca. Tata umarł, a był taki silny... To jak ja sobie poradzę. Chyba... Chyba... Będę musiała stąd odejść.

<Cicha? Sry że tak późno (to się tyczy wszystkich co czekają na odpis ^^), ale chwilowo mam wakacje z rodziną>

09 lipca 2020

Od Brzoskwinki cd. Cichej

Miotająca się siostra przeszkadzała Brzoskwince w myśleniu. Co by tu zrobić... Cicha chciała chyba wejść na drzewo... Ale jak tam było to coś? Śliska powierzchnia na drzewie dałaby temat do rozmyślań na cały księżyc! Lecz ta duża roślina była ciekawsza. Szybciutko obeszła ją i zauważyła coś niesamowitego. Dziurę! Następne zaskoczenie dzisiejszego dnia. W środku było cieplej, gęste krzaki zasłaniały wejście, przez co chyba nikt jej wcześniej nie znalazł oraz nie była przewiewna.
- C-icha!- zawołała cichutko do szylkretki obok i ogonem pokazała jamę za sobą. Pewnie równie zaintrygowana, weszła posłusznie za młodszą do środka. Widok był... niesamowity. Także myśli w głowie. Ale by było tu zabawy, ale to super, ale fajne - myślała, z sekundy na sekundę przenosząc wzrok z jednego kąta na drugi. Było w nim mniej miejsca niż we żłobku, lecz ich była tylko dwójka. Suche, zamarznięte liście nadawały się do spania. A i do zabawy... Brzoskwinka rzuciła garścią w siostrę. Zezłoszczona Cicha także chwyciła w zęby listki i z łobuzerskim uśmieszkiem upuściła je na grzbiet siostry.
- Alie fajna zapawa! - wysepleniła Brzoskwinka, tarzając się obok tamtej. Ale jej już nie było. Skoczyła na poszukiwania siostry. Małe pazurki skrobały korę, starając się dostać wyżej, i wyżej... Aż z góry napłynęły do niej promienie słońca. Otwór z boku majaczył  przed oczami Brzoskwinki. Jeszcze z większym zapałem ruszyła do przodu.
- Tylkio zebym ne śpadla... - przestraszyła się nieco. Pokonała już całkiem niezłą odległość. Teraz nie drżała z zimna. Tylko z przerażenia. Ale siostra była dla niej najważniejsza. Zresztą, co jest ważniejszego od rodziny? - myślała, lecz musiała przerwać, bo oto dziura była centralnie przed nią. Wyszła ściskając gałąź przed sobą. Stąd był taki super widok... Z liści obok wyskoczyła Cicha. Już miała się przywitać, gdy zimno znów ją zaskoczyło. Wiatr strącił poszukiwaczkę przygód na dół. Miękkie lądowanie, które zapewnił ją śnieg, było chyba widziane z daleka. Cicha stała osłupiała, patrząc na upadek siostry. Głośne miauknięcie z boku zdradzało czyjąś obecność. Wszystko działo się bardzo szybko, przestraszona kotka skuliła się w śniegu jeszcze mocniej. Cicha także zeskoczyła, tym razem bardziej fortunnie.
- Co wy tu robicie?! - krzyknął Myszołów, chwytając dwie zguby w zęby.

<Cicha?>

02 lipca 2020

Od Brzoskwinki cd. Cichej

Znów pytająco przechyliła głowę. Co jej siostra znów wymyśliła? Łapka w stronę obozu... Może chce tam iść? A dotknięcie ucha? Hmmm. Pewnie boli ją ucho. Albo jej tu za głośno... Dźwięki! Tak, odgłosy rozmowy dobiegały z daleka. Może chciała to sprawdzić... Pewnie tak ale...- mała nie dokończyła swojej rozmowy, bo Cicha znajdowała się już dalej. Potykając się o wystające korzenie drzew podbiegła truchtem do siostrzyczki.
- Idze ź tobią - powiedziała. Cicha tylko lekko popchnęła ją łapką w stronę żłobka i ruszyła naprzód. Brzoskwinka skoczyła i stanęła na przeciw niej.
- Czemu? - zapytała smutno. Tamta tylko spojrzała na nią i zastrzegła uszami. Milczenie pomiędzy nimi przerwał Myszołów wołający koteczki. Calico zastygła w bezruchu. Siostra posłała jej zdenerwowane spojrzenie i schowała się za krzakiem. Brzoskwinka szybko dołączyła do siostry i powiedziała cichutko:
- Chodz za mną - i skierowała się w stronę pustej nory królika. Cicha bez większego entuzjazmu poszła za młodszą. Skuliły się nieco, by ich futerka nie były zbyt widoczne na tle sadu. Ich ojciec w oddali coś szepnął do któregoś z wojowników, którego imienia nie znały a sam zniknął za drzewem w którym się mieścił żłobek. Niema siostrzyczka znów wykonała przedziwny ruch marszcząc nosek i wystawiając język. Zdziwiona Brzoskwinka machnęła łapką i lekko stąpając na ziemi ruszyła za następne drzewo.
- Musiimy byc cicho - zwróciła uwagę. Widząc krytyczny wyraz twarzy na mordce siostry, zrozumiała jaki zrobiła błąd. - Nio ciak, ty maś ten ploblem ź głowy. I uwazaj na celwone jagodki. Są fuj. Pseciez ostatnio pses taką jedną byłam u Pscółki. Było tak sielio fajnie. Ale nie polećami ci tego. Zioła cy jakoś tam, zlobiom ze zwymiotujes. - ciągnęła zmieniając temat. Cicha wywróciła oczami dając jej znać, by była ciszej. Skarcona mała uciszyła się i skuliła jeszcze bardziej. Jej siostrzyczka już przygotowywała się do zmiany pozycji. Spięła nogi do skoku. Po chwili była już za drzewem. Brzoskwinka lekko się przestraszyła nie mając siostry przy boku. Troszkę mniej zgrabnie, mała wyskoczyła zza pnia i wylądowała przy Cichej.
- To cio lobimy? - zapytała najciszej jak mogła.

<Cicha? Sorka za taki gniocik, dziś mnie wena zostawiła a po za tym przyjeżdżają kuzyni XD więc wcześniej skończyłam>