BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burzowa Noc x Słonecznikowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burzowa Noc x Słonecznikowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

31 marca 2021

Od Słonecznikowej Łapy C.D Burzowej Nocy

Słonecznik pokiwał głową. Nie zamierzał ryzykować swoim zdrowiem po raz kolejny - od incydentu z gorączką wolał głupio nie odwalać jakiś brawurowych akcji. Tym bardziej, że w tym przypadku wpadnięcie do króliczej nory mogłoby zakończyć się złamaniem łapy, co całkowicie przekreśliłoby jego szanse na zostanie wojownikiem.
Uśmiechnął się delikatnie do swojej mentorki i przybrał pozycję, czekając na rozpoczęcie wyścigu.
- Start! - wykrzyknęła Burzowa Noc, prędko podrywając się do biegu. Kremowy ruszył tuż za nią, z lekkim opóźnieniem.
Był pewien, że już nie wyprzedzi swojej nauczycielki - znajdowała się już zaledwie kilka długości lisiego ogona od wyznaczonej mety. Nie przeszkadzało mu to jednak - wiedział, że tak musiało być. Kocica była doświadczoną i wyszkoloną wojowniczką, a on? Jedynie uczniem. Swoją drogą, zastanawiał się, jak długo jeszcze ten stan będzie się utrzymywać. Zdawało mu się, że był już w odpowiednim wieku na mianowanie. Czy nie był na to dość dobry? Burzowa Noc nie uważała, że nauczył się wystarczająco dużo? Powinien pracować ciężej?...
Już od kilku wschodów słońca nie potrafił myśleć o niczym innym. Ten temat pochłaniał jego myśli podczas treningów, obiadów, odwiedzin u siostry i jej przyjaciół... Słonecznik po prostu za bardzo się bał. Że nie będzie dość dobry, że będzie zakałą tego klanu. Słuchał tyle wspaniałych opowieści od innych - jak on mógłby z nimi konkurować?! W porównaniu do starszych klanowiczów, on niczym specjalnym się nie wyróżniał. Nie był odważny, śmiały ani charyzmatyczny - był... cóż, nie umiał tego nawet określić. Gdy zachwycał się opowieściami wojowników jako kociak, pragnął być taki jak oni. Teraz boleśnie uzmysławiał sobie, że nigdy do tego nie dojdzie.
Dobiegł do wyznaczonego miejsca kilkanaście uderzeń serca po Burzowej Nocy. Usiadł obok wysuszonej kępy trawy i wpatrywał się tępo w grunt, próbując zebrać myśli. Chciał zadać kotce pytanie, ale obawiał się jej reakcji. Co mogłaby sobie o nim pomyśleć?...
Nie potrafił jednak dłużej żyć w niepewności.
- Pani mentorko... - zaczął cicho, dalej unikając z błękitną kontaktu wzrokowego - Czy ja... nie jestem wystarczająco dobry?


< Burzowa Noc? Przepraszam, że tak długo musiałaś czekać na ten odpis. >

08 marca 2021

Od Burzowej Nocy Cd Słonecznikowej Łapy

* jakiś dawny czas temu*

Gdzie on jest? Zgubił się? Nie no, uczyłam go terenów. Może poszedł do klifiaków? Jak tak to zleje im tyłek, przecież to mój uczeń!
– Kozi Skoku? Widziałaś gdzieś mojego ucznia?- patrzę na córkę zastępczyni.
– A tak, widziałam jak wchodzi do medyków.- odpowiada czarna. Co? Mój uczeń u medyków? Co się mu stało! Napinam mięśnie i idę szybko do medyków. Złamał sobie coś? Wpadł w norę i wybił sobie bark? Co mu się stało? Marszczę brwi zmartwiona. Ostatnim dłuższym susem wchodzę do medyków.
– Jeżowa Ścieżko, jesteś?- rozglądam się za brązowym i swoim uczeniem. Wciągam zapach nosem, no pachnie nimi.
– Jestem.- odpowiada brązowy.
– Co ze Słonecznikową Łapą? Jest u ciebie?- patrzę zmartwiona w oczy medykowi. Co gdyby mu się coś stało? Wciągam powietrze ze stresu.
– Jest, spokojnie niedługo będzie mógł znowu trenować.- mówi pewnie pręgowany klasycznie kocur. Cudownie. Wypuszczam powietrze głośniej. Nic poważnego mu nie jest. 

***

Zakrywam mchem głowę. Nie chce mi się! Nie powinnam olewać tak swojego ucznia, jednak siły nie mam. O Kawczym Locie zbyt często myślę, przez to nie śpię zbytnio. Podnoszę leniwie jedno oko, powinnam do cholery wstać. Bo nigdy Słonecznikowa Łapa nie będzie mianowany, z mojej winy. Jednak i tak będzie krócej, niż ja, ponad 18 księżyców tkwiłam jako uczeń, mentalnie nadal nim jestem. Otwieram drugie oko i podnoszę się z miejsca w legowisku, strzepuje mech z głowy. Brudna będę znowu, w Porze Opadających Liści o to nietrudno. Wszędzie błoto. Niech znowu będzie Pora Nowych Liści, wtedy było tak przyjemnie. Wychodzę szybkim krokiem. Miałam spotkać się o świcie słońca, a wygląda jakby było już mocno po. Idealna mentorka. Cieszyć się mogę, że Śpiewający Wiesiołek tak mnie nie traktował.
– Słonecznikowa Łapo? No, choć już, miałam kilka bardzo ważnych spraw do załatwienia i chyba rozumiesz.- patrzę na ucznia i kłamię pewnie. Kłamstwo dobra rzecz, byleby nikt do mnie nie kłamał.- Dziś zrobimy sobie wyścig, uważam, że oczywiście nie prześcigniesz mnie, ale próbować możesz. Polujesz i walczysz dość dobrze, więc trochę luźniejszy trening możemy zrobić.- puszczam oczko uczniowi. Młodszy podnosi się z miejsca. Czas ruszyć też swój tyłek. Idę pierwsza przez obóz do wyjścia, tylko trzeba będzie uważać na królicze nory, jak się do niej wpadnie to z łapami można mieć problem.
– To może zaczniemy za jakieś pięć do sześciu ogonów od nas i kończymy mhh widzisz tamtą kępy żółtej trawy mocno, prawie uschnięta? Większa jest, to tam jest koniec.- Pokazuje ogonem na suchą trawę.- Tylko uważaj, patrz gdzie biegniesz. Gdybyś miał przegrać, a być zdrowy to zrób to.- wydycham powietrze i staję bliżej miejsca, z którego mieliśmy startować.

<Słonecznikowa Łapo? Strasznie przepraszam że tak wolno i taki gniot.> 

24 stycznia 2021

Od Słonecznikowej Łapy C.D Burzowej Nocy

 - Będziemy dziś się uczyć polować, uważaj tylko na tę wodę. Tylko zamiast same teorii będziemy ćwiczyć praktykę. Koniec tego dobrego. 
 Słonecznikowa Łapa drgnął i nerwowo pomachał ogonem. Czy był już gotowy? A co, jeśli zawiedzie? Najpewniej spłoszy wszystkie okoliczne zwierzęta, gdy tylko się do tego zabierze!
  Wziął głęboki wdech i postarał się być dobrej myśli. Nie mogło mu pójść aż tak źle, prawda? Taką przynajmniej miał nadzieję...
  Kiedy w końcu zdołał jakoś ukoić nerwy, zobaczył, że Burzowa Noc odeszła już całkiem daleko. Chcąc ją dogonić, całkowicie zapomniał o danej mu przestrodze - poślizgnął się i przewrócił wprost w kałużę, mocząc się przy tym cały. Postanowił się tym jednak nie przejmować - jasne, było jeszcze dosyć chłodno, a błoto troszeczkę mu przeszkadzało, ale starał się o tym nie myśleć. Przecież wojownicy muszą wytrzymywać gorsze rzeczy!
  Po krótkiej chwili truchtu zrównał swój krok z mentorką. Nie potrafił jednak iść spokojnie - był taki przejęty! To miał być pierwszy raz, kiedy pozwolono mu samemu coś upolować. No, prawie samemu. Musiał dobrze zaprezentować się przed kotką. Nie chciał, żeby uznała go za nieudacznika. To chyba oczywiste, prawda? 
- Dobrze, Słonecznikowa Łapo - głos wyrwał go z rozmyślań - Zatrzymaj się i powąchaj. Czy coś czujesz? Jeśli tak, to co?
  Uczeń wciągnął powietrze w nozdrza i skupił się, próbując sobie przypomnieć poszczególne zapachy. Kilka starych tropów i... ach, ten był dość świeży! I, na szczęście, znany kocurkowi. 
- To królik - odpowiedział cicho. Był tego niemal pewien, ale zawsze pozostawał pewien margines błędu. Nie chciał więc wypaść na przesadnie zuchwałego czy pewnego siebie.
 Błękitna kiwnęła głową, po czym dała mu wyraźny sygnał, aby dalsze kroki podjął sam. Głośno przełknąwszy ślinę, kremowy przybrał łowiecką postawę. Ukradkiem spojrzał na pysk nauczycielki, ale nie mógł z niego za wiele wyczytać. Zaczął powoli, bezszelestnie zbliżać się do swojej ofiary. Kiedy uznał, że zbliżył się wystarczająco, skoczył i zatopił pazury w zwierzęciu, starając się trafić tak, by od razu je uśmiercić. Cóż, nie do końca mu to wyszło - uchaty zaczął się szamotać, ale nie mógł uciec przez ranę na tylnej nodze. Słonecznik wykończywszy go, podniósł piszczkę i udał się w stronę Burzowej Nocy. Liczył, że ta nie widziała jego początkowego błędu. Albo chociaż nie uzna tego za tak ważne.
  Położył gryzonia przed wojowniczką, czekając na jej wyrok. Nie chciał spoglądać jej w oczy - odrobinę wstydził się swojej niezdarności.
- Ładnie sobie poradziłeś - powiedziała z uśmiechem - Możemy już wracać.
  Zdziwiony kocurek odwzajemnił gest i podniósłszy swoją zdobycz, zaczął dumnie kroczyć do Obozu. Nawet nie zwracał takiej uwagi na chłód...

***

...co było okropną decyzją, o czym przekonał się dwa wschody słońca później. Obudził się już czując się słabo. Było mu zimno, mięśnie go bolały, a każdy pojedynczy dźwięk niesamowicie go drażnił. Po prostu wspaniale.
  Jęknął cicho, wstając i prostując łapy. W przeciwieństwie do swojego ostatniego symulowania bólu brzucha, teraz naprawdę niedomagał. Ale czy powinien pójść z tym do medyka? Przecież nie było aż tak źle, huh? Nie zamierzał być balastem dla klanu - nie powinien użalać się nad sobą jak mały kociak! W końcu był uczniem i takie coś już mu nie przystoiło! 
  Zmusił się więc do opuszczenia legowiska i stawienia się tam, gdzie czekała na niego Burzowa Noc. Prawdopodobnie od razu poznała, że coś z kocurem było nie tak. Nie należało to bowiem do faktów łatwych do zamaskowania.
- Wszystko dobrze? - zapytała.
  Kremowy przytaknął, uśmiechając się blado. Nie musiała się o niego aż tak martwić, był już dużym kotem i potrafił o siebie zadbać! Tak przynajmniej uważał. Do momentu, w którym zaczął trząść się tak, że jedynie ślepy i głuchy mógłby nie spostrzec.
 Zmuszony został więc do powrotu do obozu i konsultacji u Jeżowej Ścieżki. Niestety.
- To było bardzo nieodpowiedzialne - skwitował medyk, podając mu przy okazji jakieś silnie pachnące kwiaty - Masz, wąchaj.
  Słonecznikowa Łapa posłusznie wykonał jego polecenie, jednocześnie zastanawiając się, czy jego mentorka będzie na niego zła.. Jeśli tak, to jak bardzo?...

< Burzowa Noc? >

16 stycznia 2021

Od Burzowej Nocy Cd Słonecznikowa Łapa

Słysząc odpowiedź kocurka uśmiecham się. Nauczył się czegoś wreszcie! Cudownie! Uderzam ogonem o ziemię.
– Świetnie! Wszystko pamiętasz młody.- mówię zadowolona. Mam nadzieję, że cokolwiek wyniósł z moich lekcji.- To teraz coś trudniejszego, a może i łatwiejszego. Zależy. Kodeks wojownika, powiedź mi proszę zasadę czwartą.
Zasada czwarta, mam nadzieję, że on pamięta ją. Jak tylko dobrze odpowie to możemy zacząć trenować polowanie, bez niej nie opanujemy walki. Narcyzowy Pył i Miodowy Obłok pewnie też uczą swoich uczniów tego.
– Zwierzyna może być łapana tylko po to, by ją jeść, musimy dziękować klanu Gwiazdy za nią.- odpowiada pewnie kremowy.
– Dobrze, teraz zobacz, że ciągle jesteś w pozycji łowieckiej. I do tego dobrze stoisz, spróbuj się zakraść. Tylko pamiętaj, za pierwszym, drugim nawet trzecim i piątym razem może ci nie wyjść.- Prostuję się i robię kilka kroków w tył od Słonecznikowej Łapy.- Twoją “zwierzyną” będzie eee ta starta śniegu.- Pokazuję ogonem na oddaloną od ucznia kilka ogonów kupę śniegu. Chyba powinien móc bez problemu zakraść się do niej. W porze nagich drzew ciężej się trenuję polowanie.
– Rozumiem.- Odpowiada pręgowany i stawia kroki. Mrużę oczy rozbawiona, to aż śmiesznie wygląda.
– Tyłek do dołu! Brzuch i tyłek niżej! Nawet jak chodzisz musi być.- śmieje się pod nosem i mówię głośno do ucznia. Słonecznik trochę przestraszony opuszcza brzuch do dołu. Może lepiej, by było mu pokazać jak się zakrada.- Wiesz co? Podnieś się, ja pokaże ci jak się zakrada, może tak, by było lepiej.
Podnoszę się i wciągam powietrze. Żadnych zwierząt w pobliżu, szkoda. Opuszczam się nisko na łapy, tyłek nisko, brzuch nisko, ogon nisko, by nie szurać. Nie mogę go nauczyć źle. Robię pewnie kilka kroków nisko nad ziemią.


***

Idę przez teren, jak tutaj mokro! Brudna będę! Jak tak może być?! Warczę pod nosem wściekła. U jeszcze muszę potrenować z uczniem polowanie.
– Będziemy dziś uczyć się polować, uważaj tylko na tę wodę.- mówię zdenerwowana.- Tylko zamiast samej teorii będziemy ćwiczyć praktykę. Koniec tego dobrego. 
Patrzę zadowolona na lekko zdziwionego ucznia. Co on myślał? Że będziemy na sucho trenować długo? Nie po to go uczyłam zapachów, by teraz ich nie wykorzystywać.

<Słonecznikowa Łapa? Przepraszam że takie krótkie>

10 stycznia 2021

Od Słonecznikowej Łapy C.D Burzowej Nocy

Zdziwiło go szczerze to, co Burzowa Noc mówiła. Do momentu, w którym mógł się  w tym wszystkim połapać - zostało to bowiem opowiedziane dosyć chaotycznie. Nie miał słuchać liderów? I kodeksu? Miał przyjaźnić się z kotami z innych klanów? Czy to jakiś test lojalności? Powinien odpowiedzieć? A może po prostu zrozumiał opacznie wszystko to, co opowiadały mu inne koty?! 
 Nagle, po długiej wypowiedzi wojowniczki, zapadła cisza. Podczas jej trwania Słonecznikowa Łapa starał się dokładnie przeanalizować mowę swojej mentorki. Nie powinien z niej brać przykładu? O co jej chodziło? Przecież była taka miła, tyle mu wytłumaczyła... I poza tym - czy nie po to właśnie go szkoliła? Aby wziął z niej przykład i stał się pełnoprawnym, przydatnym członkiem klanu?... A może-
 Jego rozmyślania przerwała sama niebieska kocica.
- Dobra, chodź, idziemy dalej. Czas za chwilę minie, a nie chcę, by ci łapki odpadły - powiedziała, ruszając przed siebie.
 Kremowy zaczął iść tuż za nią, nadal zastanawiając się nad tym, co mu przekazała. W końcu powinien być posłuszny Mokrej Gwieździe, tak? A tym bardziej kodeksowi wojownika... 

***

 Po treningu skierował się do legowiska uczniów, licząc, że uda mu się ''porozmawiać'' z siostrą. Stracił już nadzieję na to, że ta kiedykolwiek odpowie mu inaczej, niż mimiką lub wzrokiem. Nie przeszkadzało mu to jednak tak bardzo, jak kiedyś. Rozumiał ją, że wolała zachować milczenie i szanował jej decyzję. Zresztą, nawet mimo tego, jakoś potrafił się z nią porozumieć! Albo przynajmniej tak uważał.
 Rozejrzał się dookoła i zauważył Szepczącą Łapę siedzącą w rogu. Podszedł do niej, po czym usiadł obok i owinął ogon wokół swoich łap, wzdychając lekko.
- Czujesz się dobrze jako uczennica? To takie stresujące, zwłaszcza teraz...
  Tak, jak przewidział - nie uzyskał słownej odpowiedzi na to pytanie. Błękitna jedynie skinęła głową i uśmiechnęła się delikatnie.
- Narcyzowy Pył pokazał ci już, jak się poluje? Jestem tego taki ciekaw... Moja mentorka na razie opowiedziała mi o relacjach, granicach, kodeksie... To też jest interesujące, oczywiście, ale chciałbym już zobaczyć, jak wyglądają prawdziwe łowy. 
 Kotka zaśmiała się bezgłośnie. 
 Słonecznik zadawał tyle pytań i był przy tym tak podekscytowany, że zdawał się wracać do bycia kociakiem. To było... cóż, w pewien sposób urocze. To z jaką pasją pytał o trening, jak o nim opowiadał... Trudno go jednak było winić - tą metodą radził on sobie ze zjadającym go stresem. Obawiał się... tak właściwie - niemal wszystkiego. A zwłaszcza tego, że nigdy nie dorówna reszcie wojowników. Że pozostanie słaby i niczego się nie nauczy. Że będzie jedynie balastem dla klanu i rozczarowaniem dla całej swojej rodziny. 
 Wziął głęboki wdech i w myślach odliczył kilka uderzeń serca. Nie był już małym kociaczkiem, nie powinien się nad sobą użalać. Powinien za to wziąć się w garść.
 Pożegnał się z siostrą skinieniem głowy i opuścił legowisko, szukając spokojnego miejsca, w którym mógłby się zaszyć i odpocząć od przytłaczających go myśli.

***

 Cóż... pierwsze zgromadzenie miał już za sobą. Jakie były jego odczucia? Nie miał pojęcia. Poznał miłego wojownika, zamienił z nim kilka słów, dowiedział się o morzu (i okropnych, szczypiących stworach!), ale poza tym raczej nic się nie wydarzyło. Nie to, że narzekał - wręcz przeciwnie. Podobało mu się, że wiele kotów zapominało o różnicach pomiędzy nimi, o podziale na klany... I mogli po prostu rozmawiać, bez żadnych obaw. Chciał, aby tak było zawsze. Naprawdę chciał. 
 Odpłynął tak daleko w morze wyobraźni, że nie zauważył, iż Burzowa Noc znacznie się od niego oddaliła. Dogonił kocicę i starał się dotrzymywać jej kroku, aby przypadkiem jej nie zirytować. W końcu nie chciał doprowadzić do sytuacji, w której wojowniczka uczyłaby go za karę, prawda?...
 Kiedy doszli do celu, zatrzymała ucznia i stanęła przed nim.
- Dzisiaj pokażę ci podstawy polowania. Najpierw pozycje - miauknęła, po czym zrobiła to, co przed chwilą powiedziała - Powtórz ją.
 Kocur wykonał jej polecenie i czekał na werdykt, mając nadzieję, że wszystko wykonał poprawnie. Nie wybaczyłby sobie, gdyby wypadł źle. 
- Słonecznikowa Łapo! - usłyszał podniesiony głos swojej mentorki. Wzdrygnął się machinalnie. Czy zrobił coś nie tak?... - Brzuch wyżej, nie chcesz chyba, by zwierzyna ci uciekła?
- Nie chcę - odparł nieśmiało i postarał się poprawić pozycję.
- No mam nadzieję. A teraz brzuch wyżej - tym razem zabrzmiała znacznie łagodniej. Chyba się na niego nie zezłościła, prawda?... Oby. - A teraz przepytanie. Ile jest klanów? Czemu na myszy poluje się inaczej, niż na króliki? Podczas której nocy jest pokój? Odpowiadaj szybko.
 Słonecznik postarał się skupić. Przecież znał odpowiedzi na tę pytania! Musiał tylko się wysilić...
- Są cztery klany. Królik usłyszy nas szybciej, niż mysz. Pokój panuje podczas nocy zgromadzenia, czyli pełni... - rzekł, starając się nie zawahać.

< Burzowa Noc? >

05 stycznia 2021

Od Burzowej Nocy Cd. Słonecznikowej Łapy

– To skomplikowane.- odpowiadam po chwili. Jak, by mu to wytłumaczyć? Skoro sama nie wiem. Dużej ilości rzeczy nie wiem, nie wiem jak powstają kociaki dokładniej. Wiem tylko, że potrzeba dwóch kotów, trochę słabo. Jak mam ponad 20 księżyców na karku.- Wiesz … przemyślę to, bo odpowiedź młody jest trudna. I nie bój się mnie, nie gryzę przecież! Może gryzę, ale nie jestem zła. Sama byłam głupia, nadal jestem! Pamiętaj, kodeks i to co mówią liderzy jest głupie.- Biorę głęboki wdech.- Nie ograniczaj się młody do znajomości w swoim klanie! Ja znam kilka kotów spoza Klanu Burzy, na zgromadzeniach super się je zdobywa. Tylko spróbuj coś na nim zrobić to!- Widząc, że kocurek kładzie uszy lekko przestraszony śmieje się.- To nic ci nie zrobię, nie zdziw się nigdy jak, by twoja mentorka coś zrobiła. Mokra Gwiazda nie zna się na żartach, tylko staraj się nic nie zrobić bardzo poważnego. Nie wszczynaj kłótni, tak jak na ostatnim zgromadzeniu kilka kotów. Nie rzucaj szyszkami ani innymi podobnymi! Z to są wkurzające kary, co jeszcze eee jak nie zostaniesz wybrany na zgromadzenie to nie idź. Tuptająca Łapa ci opowie czemu. Nie przezywaj innych, bądź miły. I NIGDY NIE BIERZ PRZYKŁADU ZE MNIE! To najważniejsze.
Zamykam buzię zdając sobie sprawę, że odbiegam od tematu. Mentorka ze mnie okropna. Nie dość, że nie mam prawie do kogo się odezwać z klanu, najchętniej bym przeleżała całe dnie co jakiś czas płacząc. Nie mam sił do czegokolwiek, a do treningu zmuszam się bardzo. Konwalia chyba nie żyje, ze Stokrotką mam coraz gorsze relacje. A reszty rodziny nie mam. Brakuję, by moja siostra umarła, wtedy nic nie będzie mnie łączyć praktycznie z Burzakami. Chcę dowiedzieć się kto jest moim ojcem, tylko kogo się zapytać? Może Orlikowy Szept wie?
– Dobra chodź, idziemy dalej. Czas za chwilę minie, a nie chce, by ci łapki odpadły.

***

Zgromadzenie było. Było. Rzucaliśmy się śnieżkami ze Szepczącą Łapą i … coś jeszcze? Nie. A i było pilnowanie ucznia, by nic nie zrobił. Tak jak mnie Śpiewający Wiesiołek, a bardziej to czego on nie robił. Mój uczeń nie może zostać ukarany, hańba! Hipokrytka ze mnie. Podnoszę wzrok na ucznia, czemu on ma tak wysoko brzuch? Czas zacząć krzyczeć trochę.
– Słonecznikowa Łapo!- Podnoszę głos. Kocur patrzy na mnie zdziwiony.- Brzuch wyżej, nie chcesz chyba, by ci zwierzyna uciekła?
– Nie chce.- Opowiada uczeń.
– No mam nadzieję, a teraz brzuch wyżej.- Uśmiecham się lekko. Sama pamiętam swój trening, skończyłam go dość późno. Jednak nie moja wina, choć niech on tylko nie kończy tak późno. Choć jak patrzę na jego to nie skończy treningu w wieku 10 księżyców, nie umie za dobrze wszystkiego.- A teraz przepytano, Ile jest klanów? Czemu na myszy poluję się inaczej, niż na króliki? Podczas, której nocy jest pokój? Odpowiadaj szybko.


<Słonecznikowa Łapa? Przepraszam za gniota>  

25 grudnia 2020

Od Słonecznika (Słonecznikowej Łapy) C.D Burzowej Nocy

Chociaż Słonecznik nie do końca wiedział, co miało się dzisiaj zdarzyć, wyczuwał, że coś konkretnego wisi w powietrzu. To był ten dzień. Dzień wyczekiwany przez niemal każde kocię w każdym klanie. Dzień dumy i radości rodziców. A dla kremowego? Ziszczenie się jego największego lęku. Czy naprawdę był już gotowy? A co, jeśli sobie nie poradzi? Jeśli zawiedzie cały swój klan? Jeśli okaże się kompletnym nieudacznikiem? 
Westchnął cicho. Takie myśli dręczyły go już od jakiegoś czasu. Zobaczył, jak odważny, silny, odpowiedzialny i wytrzymały musi być już nawet uczeń. Mimo że większość zadań spoczywała na barkach dorosłych wojowników, terminatorzy także dokładali do tego swoją cegiełkę. Zwłaszcza zauważył to podczas pożaru i odbudowy obozu. Co, jeśli niedługo przyszłaby kolejna taka katastrofa? Czy kocurek dałby sobie z czymś takim radę?...
- Pewnie nie... - mruknął pod nosem, posyłając smutne spojrzenie swojej siostrze. W jaki sposób ona mogła to przeżywać? Czy czuła się tak samo, jak on? A może cieszyła się z możliwości stania się ''Szepczącą Łapą"? Nie miał pojęcia. Nie potrafił rozgryźć kotki nawet, gdy próbował. Zawsze milczała jak zaklęta, wiedział więc, że pytanie jej o to nie ma sensu. A pytanie Dzikiego? Słonek wolałby prędzej spotkać mitycznego borsuka, o którym opowiadali mu dorośli, niż bez powodu przerwać bratu robienie... cokolwiek on tam robił. Rudasek przerażał go, odkąd zdolny był do zaatakowania Szeptu i kremowy, dla własnego bezpieczeństwa, wołał go jeszcze dodatkowo nie prowokować. Wyszedł więc ze żłobka, żegnając się z błękitną skinieniem łebka.

***

 Słonecznikowa Łapa?! To brzmiało tak odpowiedzialnie i poważnie, tak dorośle! Tak samo zresztą jak uczniowskie imiona jego rodzeństwa! 
 Kremowy zetknął się nosami ze swą nową mentorką i wycofał się delikatnie. Oficjalnie przestał być małym, puchatym kocięciem i stał się terminatorem. Automatycznie klan ma już prawo coś od niego wymagać - a on miał zamiar sprostać wszystkim im oczekiwaniom, nie zważając na cenę! To w końcu jego obowiązek, prawda? Musi podołać! Ze stanu zamyślenia wyrwał go głos kocicy.
- Szykuj się na jutrzejszy trening, wychodzimy o wschodzie słońca, pamiętaj! I śpisz dziś w legowisku uczniów, a teraz idź do rodziny! - powiedziała z uśmiechem, odchodząc od kremowego kocura. On zdecydował się wykonać jej polecenie. Prędko podreptał w kierunku swojej radosnej rodzinki. Najwyraźniej przybył jako ostatni - Dziki i Szept stali już przy dumnych rodzicach. Sikorkowy Śpiew na widok ostatniego dziecka wyszczerzyła się jeszcze bardziej i podbiegła do niego cała w skowronkach.
-  Jestem taka szczęśliwa! Będziecie w przyszłości wspaniałymi wojownikami! Prawda, Orzechowe Futro?
- Oczywiście - odparł z radością płowy, przyglądając się z dumą wszystkim świeżym terminatorom.
,,Mam taką nadzieję'' pomyślał zmieszany Słonecznik, uśmiechając się na zewnątrz do świętujących krewnych.
- Burzowa Noc jest taka miła, opowiedziała mi też tyle rzeczy... Myślę, że dobrze mnie wyszkoli - mruknął cichutko, w duchu zauważając, że chyba powinien przestać mówić do niej po imieniu. 

***

- Tak właściwie... Miałbym jedno pytanie, Bu... mentorko - zaczął nieśmiało, licząc, że nie zostanie to odebrane jako zbytnie wścibstwo; nie chciał, aby kotka myślała, że wtyka nos w nieswoje sprawy. Przecież poznali się stosunkowo dość niedawno, a teraz dodatkowo została ona jego nauczycielką! Powinien chociaż postarać się, aby darzyła go sympatią. I nie mógł tego zepsuć.
- Tak, Słonecznikowa Łapo? Zamieniam się w słuch - odpowiedziała, najwyraźniej zaskoczona, że uczeń w ogóle o cokolwiek zapytał. Przez cały trening bowiem milczał.
- Czemu nasze klany się nie lubią? Dlaczego liderzy nie chcą poprawić relacji? Czy to nie wpłynęłoby dobrze na las? Z-zapanowałby spokój, prawda? - wymiauczał szybko, starając się mimo wszystko brzmieć w miarę pewnie. Nie czuł się już tak swobodnie mówiąc ze starszymi - czuł, jak wielka dzieliła ich przepaść. Przed pożarem uważał, że wojownicy po prostu polują i znają ciekawe opowieści - teraz darzył ich niesamowicie wielkim szacunkiem i czuł, że prawdopodobnie nigdy nie dorówna im siłą i odwagą.
- To... skomplikowane.

< Burzowa Noc? >

19 grudnia 2020

Burzowej Nocy Cd Słonecznika(Słonecznikowej Łapy)

 Patrzę na Kociaka. Mi też bywało za gorąco, ledwo dało się czasami znaleźć wodę. Jednak teraz jeszcze gorzej, i ten pożar. Okropieństwo. Nigdy w moim życiu nie było pożaru, ciekawe co jaki czas jest. 
- Niedługo dostaniesz mentora, będziesz się szkolił. Masz słabą sytuację młody, ja rozpoczęłam trening gdy było lepiej. Lepiej czyli bez pożaru, było fajnie. Miło wspominam treningi, miałam z twoim wujkiem. Śpiewającym Wiesiołkiem, był super!- Macham ogonem lekko. Trening pod okiem mentora był super, i muszę postarać się by mój uczeń miał te same odczucia co do treningu który mu przeprowadzę. 

***

Dzień za dniem. Coraz bardziej mam dość. Nie wiem z kim gadać z klanu, nudzę się. Kilka kotów krzywo na mnie nadal patrzy. Nie moja wina, że moją matką była medyczką! Nie moja. Biorę głęboki wdech, ceremonia mianowania kociaków. Czuje się staro widząc ją. Widziałam jak były małe. Mokra Gwiazda mówi imiona mentorów. Jestem pewna, że nim nie będę. W końcu jest tyle kotów które nie mają uczniów, a są starsi ode mnie. Ja nie wyobrażam sobie brania odpowiedzialności za kociaka. Jak coś mu się by stało to wina pójdzie na mnie! A nie wiadomo co może się stać. 
Słucham głosu Mokrej fajtłapy. Lubię obrażać koty w myślach. Czekaj co on mówi?! Ja. Mentorką?! Spinam się. Kocurek podchodzi do mnie i stykamy się nosami. Ja-a mam być mentorką? Muszę go wyszkolić najlepiej jak umiem! Dla Śpiewającego Wiesiołka! W końcu to byłby jego wujek? Nie wiem. Jednak … nie mam doświadczenia! Spoglądam na Słonecznikową Łapę, będzie moim uczniem. Podchodzę do kocura powoli.
- Szykuj się na jutrzejszy trening, wychodzimy o wschodzie słońca pamiętaj! I śpisz dziś w legowisku uczniów, a teraz idź do rodziny.- Uśmiecham się do niego. Kremowy kiwa głową w znak zgody i odchodzi do swojego rodzeństwa. Muszę powiedzieć Mokrej Gwieździe, że  miał kurde cudowny pomysł. Gratuluje mu pomysłu, załamanej, ledwo opiekującej się sobą, wściekłej wojowniczce dać ucznia. 

***

Rozglądam się po obozie. Miodowy Obłok i Narcyzowy Pył są mentorami rodzeństwa mojego ucznia. Dowiedziałam się od nich co wiedzą na temat trenowania uczniów. Stokrotka była zadowolona, że mam ucznia, łatwo jej mówić. Ona ma inną naukę. I nadal się uczy na medyka!  Obserwuje legowisko uczniów, nie będę go budzić a może powinnam? Sama byłam uczniem ale z punktu widzenia bycia mentorem to trudniejsze niż myślałam! Obudzę go, to chyba będzie lepsze! Podnoszę się i podchodzę do legowiska uczniów. Spokojnie wszystko będzie dobrze. Wchodzę do legowiska i lekko szturcham młodego ucznia. 
- Pobudka, idziemy na trening.- mówię miło. Kremowy otwiera oczy i wstaje. Czuje, że to będzie ciężki dzień. 
- Dobrze.- odpowiada krótko Słonecznikowa Łapa. Obracam się i idę w stronę wyjścia z legowiska uczniów. Co mam zrobić? Pokazać tereny może powinnam? Obóz budzi się do życia, powoli. Patrzę na młodego ucznia, dziwnie spokojny jest. Ja jak miałam pierwszy trening to miałam mnóstwo energii. 
- Pójdziemy zobaczyć dziś tereny, pokażę ci większość lub całe tereny.- Uśmiecham się lekko i wychodzę z obozu. Słyszę ciche przytaknięcie.- No dobrze, to graniczymy z nieistniejącym klanem lisa, nie wiem czemu ich nie ma. Jak się urodziłam to ich już nie było. Między naszą granicą jest rzeka, która teraz jest dość rwąca porą opadających liści. Graniczymy też z klanem Wilka, u nich przywódcą obecnym jest Iglasta Gwiazda. Taki liliowy trój łapy nie najmłodszy kocur, rozpoznasz uwierz mi. Podobno jest wredny więc jak kiedyś jakimś prawem być go spotkał to uciekaj bo pomimo wieku podobno może nadal pełnić funkcję lidera. Jest jeszcze klan Klifu, tam przewodzi Berberysowa Gwiazda to szylkretowa kotka. Jest też klan Nocy, tam przywódcą jest Aroniowa Gwiazda, ten z kolei ma czarną sierść z białym. Powinnam ci opowiedzieć o kodeksie wojownika, to tak są tam zasady bardzo ważne wedle których musisz się słuchać. Pomimo tego że kodeks niestety jest często łamany to musimy wedle niego żyć. Rozumiesz cokolwiek? Bo nie wiem jak tłumaczyć.
Uderzam wkurzona ogonem o ziemię, mam nadzieje, że nie jestem złym mentorem aż tak jak myślę. Nie umiem nawet pogadać z uczniem, po co mi były te wszystkiego rozmowy z młodszymi kotami jak nawet dobrze rozmawiać nie umiem! 
- Rozumiem.- odpowiada krótko kremowy. Czyli nie jestem takim złym mentorem. 
- To świetnie! Kodeks wojownika ma dość dużo zasad ale trzeba je umieć, będę cię przepytywać w nocy i musisz umieć to. Na pamięć, każdy wojownik je zna. Medycy mają własne zasady, my mamy inne.- Jak ja chaotycznie mówię! Ogarnij tyłek Burza! Ogarnij! Kawka miał już ucznia kiedyś, nawet się tym chwalił! A Słonecznik to mój pierwszy!- O i na naszych terenach jest traktor! Pokażę ci go jutro albo może dziś? Jak nam się uda! 

***

Patrzę na tereny klanu wilka, pokazanie młodemu gdzie jest granica wydaje się mi ważne.  Jednak nie wiedziałam, że to wszystko jest takie męczące. Tyle trzeba tłumaczyć, rzeczy które dla mnie są oczywiste. Wciągam zapach, królik, wilczaki i ptak. 
- Wciągnij powietrze uważnie, będziesz czuł woń Wilczaków. Zapamiętaj ją, przyda ci się w przyszłości.- Wciągam znowu powietrze, pachnie kotami z klanu wilka. Czyżby jakiś patrol szedł? Napinam mięśnie. Często je widuję, więc czego się boję? Patrol graniczny jak każdy inny. Z lasu wychylają się koty. Spokojnie. Pokazałam mu większość terenów, tylko teraz pokazać co to traktor. I koniec.- Teraz choć, jak będziemy odpowiednio szybko iść to wyrobimy się i dojdziemy do traktora przed zachodem słońca! A i masz jakieś pytania? Coś w tym stylu? Coś jest niejasne?
Przyśpieszam lekko kroku. Powinnam go się częściej pytać czy nie ma jakiś pytań. 
- Czemu tamte koty patrzyły na nas tak niemiło?- mówi kremowy uczeń. Kochany klan wilka nas nie lubi, z wzajemnością. A ja ich lubię, ale to tylko chyba przez Kawczy Lot. Tylko jak mu to wytłumaczyć? Nie chce mu tłumaczyć tak dokładnie, a powiedzenie mu po prostu “nie lubią się nasze klany” daje za dużo niejasności. 
- Klan Wilka nie przepada za naszym klanem, ale to nie tak że każdy. Wilczaki są na nas złe, a Mokrej Gwieździe nie śpieszy się do polepszenia tego stosunku. Iglasta Gwiazda też z tego wiem nie … ładnie powiedzieć, nie lubi nas. Jednak nie każdy Wilczak nie lubi nas, i na zmianę. Nie każdy z nas nie lubi członków klanu Wilka.- mówię niepewnie. Nie wiem dokładnie o co chodzi, jak to się działo to byłam uczniem tylko. A dowiedzenie się dokładnie jest niemożliwe. Jedynie Klan gwiazdy wie. Patrzę na ucznia, wygląda na lekko zdziwionego.- Na pewno żadnych pytań więcej? Opowiedzieć ci coś więcej? 

<Słonecznikowa Łapa? Burza nie jest takim złym mentorem>

(przed "że" wstawiamy przecinek)

09 grudnia 2020

Od Słonecznika C.D Burzowej Nocy

  Słonecznik siedział samotnie przed wejściem do tymczasowego żłobka. Od wielu dni nie miał okazji dłużej porozmawiać z żadnym starszym członkiem klanu - nawet z Sikorkowy Śpiew! Wszyscy wojownicy od czasu przenosin mieli mnóstwo na głowie - polowanie, patrolowanie, znakowanie. Co prawda ich matka dalej była królową - mimo to, starała się pomagać w pracach w obozie. Zresztą jej potomstwo było już wystarczająco duże, aby zająć się sobą na jakąś chwilę. Musiała tak myśleć... przynajmniej według kremowego. A on nie miał zamiaru udowadniać pokazać jej, że się myliła! 
 Dlatego też niemal od początku pobytu na terenach chwilowych starał się wtapiać w otoczenie i nie przeszkadzać zajętym klanowiczom. Powinien w końcu zachowywać się już poważniej i odpowiedzialnej niż kilka księżyców temu - już niedługo czekało go bowiem mianowanie na ucznia. Na które absolutnie nie był jeszcze psychicznie gotowy. To znaczy, postawmy sprawę jasno. Cieszył się, oczywiście. Był bardzo podekscytowany tym, że już niedługo będzie mógł opuścić tłoczny obóz i upolować swą pierwszą zwierzynę! Jednocześnie, czuł się przytłoczony wizją dorastania. Przecież jeszcze tak niedawno nie było go nawet na świecie! Jakim cudem za kilkanaście wschodów słońca miałby zostać pełnoprawnym uczniem?! Nie potrafił sobie tego wyobrazić. Jasne, że pragnął kiedyś dojrzeć i rozpocząć praktykę na wojownika, a potem nawet nim zostać, ale zawsze zdawało mu się to takie.... odległe. Nie dopuszczał do siebie myśli, aby beztroskie dzieciństwo kiedykolwiek mogło dobiec końca. Ale niestety, życie pisze najróżniejsze scenariusze. Od czasu wybuchu pożaru nie można było stwierdzić sielskości dzieciństwa. Dla wszystkich Burzaków była to nowa rzeczywistość, na którą żaden z nich nie był przygotowany. A zwłaszcza młody, niedojrzały jeszcze kocurek, który tak niedawno wypytywał wszystkich spotkanych wojowników o to, czemu tak właściwie niebo zmienia swój kolor!
- Szept... - zaczął Słonecznik, spoglądając ponuro na siostrę. Ta przekierowała na niego swoje ślepka, patrząc na niego z wyczekiwaniem wymalowanym na pyszczku - Czy myślisz, że jesteśmy gotowi na zostanie uczniami?...
 Koteczka zamrugała kilka razy oczyma, ale się nie odezwała. Kociak westchnął ciężko. Czego mógł się po niej spodziewać? Zawsze milczała jak zaklęta. 
- No tak, zapomniałem... Po co w ogóle pytałem? - burknął sfrustrowany, podnosząc się z ziemi. 
 Nie to, że był zły na swoją siostrę - chociaż właśnie tak prawdopodobnie to zrozumiała. Wręcz przeciwnie. Po prostu stresowała go cała ta sytuacja - pożar, zmiana miejsca zamieszkania, mianowanie... Tego po prostu było dla niego za dużo. Trudno było mu udźwignąć taki ciężar. Zbliżał się koniec dni pełnych spokoju i ''zabaw'' - nadchodził za to czas obowiązków i ciężkiej pracy. On jednak czuł, że wolałby nie dorastać i na zawsze już pozostać małą kocią kuleczką, której nie interesują sprawy poważniejsze niż lokalizacja mamusi.
 Szedł bez celu przed siebie, rozglądając się po obozie. Wzrokiem poszukiwał kogoś znajomego, z kim mógłby porozmawiać. Mimo że na ogół nie przepadał za towarzystwem w innym celu niż posłuchanie pasjonujących historii, teraz naprawdę go potrzebował. Jego wzrok zatrzymał się nowopoznanej wojowniczce, która nie tak dawno wybawiła go z opresji podczas ucieczki. Prawdopodobnie to jej zawdzięczał swoje życie.
 Podszedł do niej powoli, badając, czy nie zajmuje się może jednym z obowiązków, które teraz spoczywały na starszych klanowiczach. Wyglądało na to, że nie...
- Proszę panią, dlaczego jest tak zimno? - spytał, próbując jakoś sensownie zagaić rozmowę. Nie chciał się jej narzucać.
- Pora Opadających Liści przyszła, podczas niej zawsze jest zimno. Wiesz, za kilkanaście księżyców znowu będzie ciepło - odpowiedziała kocica, spoglądając na niego.
- To dobrze. Nie lubię, gdy jest tak zimno... - mruknął cichutko, owijając ogonek wokół swoich łap.
 Przez chwilę zapadła między nimi cisza. Zielonooki przełknął głośno ślinę, starając się naprędce wymyślić jakiś ciekawszy temat rozmowy. Kto niby chciałby rozprawiać o pogodzie?!
- Ale ostatnio było zbyt gorąco... - mruknął cicho, opuszczając łebek. Wciąż co nocy śniły mu się okropne obrazy spalonych drzew i łąk, uciekających w popłochu kotów, zwęglonych ciał zwierząt leśnych... Brr.

< Burzowa Noc? >

03 grudnia 2020

Od Burzowej Nocy cd Słonecznika

Durny Wiewiór! I jeszcze ktoś tam. Głupi są! Przecież Konwaliowe Serce nie przypomina mnie! Ona jest czarna i ma białe plamki, a ja jestem niebieska! Do tego ma żółte oczy, a ja brązowe! Z budowy też jesteśmy inne! Na klan gwiazdy to niemożliwe! I jest medyczką! A oni nie mogą mieć dzieci! To niemożliwe! Nie istnieje taka szansa! Moi rodzice to samotnicy lub pieszczoszki! Wszystko mi jedno! Ale to nie może być medyczka! Do tego nie podobna do mnie! A jeśli to prawda to … nie powinnam żyć w takim razie! To znaczy, skoro ona może być moją matką to kto ojcem?! I dlaczego Cętkowany Kwiat o tym wiedziała, skoro Wiewiórczy Pazury podsłuchuje jej rozmowę z Konwalią jak o tym mówiły! Czy wszyscy oprócz mnie i Stokrotki wiedzieli?! Nie, nie, nie. To kłamstwo! Robią to na złość! Mają wybitnie złe poczucie humoru w takim razie. Nie wierzę! I nie mam zamiaru póki sama Konwaliowe Serce tego nie powie! Obserwuje całe zdarzenie z boku, Mokra Gwiazda, Chabrowa Bryza rozmawiają z asystentką medyka. Jak dobrze, że zaprzecza! Czyli to kłamstwo! Obracam się od tego zbiegowiska. Nie muszę się martwić, że jednak to moja matka. Nastawiam uszy, czemu oni chcą by powiedziała, że jest moją matką, skoro się tego wypiera? Aż tak bardzo chcą wiedzieć? Nie to nie. Słucham ich, w końcu to ważne. Prawie cały klan tego słucha, nie mają lepszych zajęć? Polowanie, patrolowanie, czy nie wiem wszystko by prawie cały klan tego nie słyszał!

***

Pożar. Myślałam, że było wcześniej troszkę nudno, jednak pomyliłam się. Wtedy było dobrze. Teraz jest okropnie. Mokra Gwiazda kazał nam uciekać w stronę rzeki, dawnych terenów klanu lisa czy jakichś innych. Wojownicy mieli dbać o słabszych, tyle dobrego, że nie mamy starszych obecnie. Jednak martwię się o Stokrotkę, czy, aby na pewno da radę? Musi dać. No i kociaki, Sikorkowy Śpiew dość niedawno urodziła kociaki. Biedne mają słabe życie, być małym podczas pożaru to nie może być dobrze. Do tego strach, co musi czuć taki kociak jak ja jako wojowniczka, może świeża, ale jednak boje się. Po prostu się boję, nie mam zamiaru ukrywać tego przed kotami. Biegnę obok tłumu innych kotów. Teraz każdy, niezależnie czy był wojownikiem uczniem, czy medykiem musiał uciekać. Bo ogień zabije każdego, jednak słuchanie opowieści wojowników się przydało. Rozglądam się w bok, czekaj! Co kociak Sikorkowego Śpiewu robi z daleka od swojej rodziny?! W takich warunkach ktoś może go zadeptać albo nie wiem, pożar może go zabić! A to kociak! I jeszcze jest noc! No kurde!
– A co ty tutaj robisz sam?- Niewiele myśląc podchodzę do kociaka. Ogień nie jest jakoś bardzo blisko, jednak też nie za daleko nas.
– Ja-a chyba zgubiłem rodzinę.- Przewracam oczami szybko.
– Nie chyba tylko na pewno, choć szybko nie ma uderzenia serca do stracenia.- mówię szybko i popycham go lekko ogonem. Kociak robi dość żwawe kroki … jak na kociaka. To nie był mój bieg nawet w połowie.- To nie ma sensu, wybacz, ale poniosę cię i nie ma wymówek.
Łapie kociaka za kark, nie jest największy tyle dobrego. Zaczynam robić szybkie kroki, trzeba uważać, na ogień. I na to bym go nie upuściła. Bo wtedy trochę będzie źle.

***

Rozglądam się po terenach. Nie Klanu Burzy tylko naszych tymczasowych. Dużo kotów zostało poparzonych. Ja na szczęście nie, jednak to zasługa tylko szczęścia. Wyciągam się. Słońce świeci tak, aż bym chciała wylegiwać się. Jednak trzeba być poważnym. W końcu nasz obóz i tereny się paliły. Choć chcę pozytywnie myśleć, to nie widzę żadnych pozytywów. I jeszcze ta wiadomość, że Konwalia jest moją matką. Mogłam wskoczyć w ogień. Łatwiej by było. Nie miałabym problemów. Jednak chyba klan gwiazdy nie chce mnie zabić, inaczej bym się spaliła. A zamiast tego pomogłam kociakowi. Biedak. Wzdycham cicho. Może … pogadam z nimi? Pewnie nie wiedzą co do końca się dzieje, ja też nie. Nikt nie wie, jednak ja mogę wyjść z “obozu” na patrol. I zapach lisów. Wstaję i podchodzę do kociaków. Podchodzę do kremowego kociaka, wygląda jak ten, któremu pomogłam.
– Hej co tam?- Uśmiecham się do niego lekko. Kociak obraca się w moją stronę.
– Dzień-ń dobry-y proszę pani.- Śmieje się cicho. Ja taka stara? W życiu!
– Ja panią? Jest jeszcze młoda! Niedawno miałam mianowanie na wojownika. Jestem Burzowa Noc, a ty?
– Słonecznik.- Kocurek mówi nieśmiało. Nie rozumiem tych nieśmiałych kociaków, niby taki charakter jednak czego oni się boją? Rozumiem z kotem z obcego klanu, ale nie z jednego klanu!
– Ładne imię. Wiesz, że niedługo pewnie będziesz pewnie Słonecznikową Łapą? I będziesz trenować pewnie na wojownika pod okiem własnego mentora.- Patrzę na niego. Sama byłam niedawno kociakiem … tak niedawno. A już wojowniczką jestem. Skończyłam własny trening. Kiedy to minęło? Kiedy? Kiedy ten cały trening minął? Kocurek milczy. Co ja złego zrobiłam? Chyba nie nadaje się do takiej rozmowy.
***

Przyszły deszcze. Pora Opadających Liści jest okropna. Przed chwilą przestał padać deszcz. Liżę swoją sierść. Przemoczona jest. Zimna. Mokra. Drgam z zimna lekko. Podnoszę się i idę kawałek przed siebie.
– Proszę panią, czemu jest taki zimno?- Patrzę na Słonecznika. Kociaki mają okropnie teraz.
– Pora Opadających Liści przyszła, podczas niej zawsze jest zimno wiesz, za kilkanaście księżyców znowu będzie ciepło.- Odpowiadam po chwili.

<Słonecznik?>

23 listopada 2020

Od Słonecznika

***Początek pożaru***

Malec nie miał pojęcia, co się dzieje. Jego mama i inne dorosłe koty zachowywały się strasznie dziwnie - chodziły okropnie zdenerwowane, wszędzie się śpieszyły i nie zwracały uwagi na żądnego opowieści Słonecznika, co oczywiście niesamowicie go irytowało.Cóż tak ważnego mogło się wydarzyć, że wojownicy zbywali tak uroczą kulkę kremowego puchu, a Sikorkowy Śpiew strzegła swoich dzieci jak oka w głowie? Zawsze była bardzo opiekuńcza i kochana, ale od jakiegoś czasu, który kocurkowi wydawał się nieskończenie długi, nie odstępowała ich na krok. 
- Mamusiu, co się dzieje? - spytał kociak, rozglądając się po części obozu, którą obejmował jego wzrok.
Kocica spojrzała na niego zmieszana.
- Mamy malusi problem, kochanie. Ale niedługo zostanie z pewnością rozwiązany - odpowiedziała enigmatycznie i posłała mu pokrzepiający uśmiech, po czym skierowała się w stronę wyjścia z kociarni, słysząc głos Orzechowego Futra - Zostańcie tutaj na razie... Zaraz wrócę!
Słonecznik odchylił głowę w bok, zastanawiając się, jakie kłopoty mógłby mieć jego potężny klan. Przecież byli niezniszczalni! A może... nie, wolał o tym nie myśleć. Żaden inny klan nie czułby się na tyle pewnie, aby zaatakować Burzę! Prawda?
- Szept, jak m-myślisz... O co może chodzić mamie? - miauknął. Chciał ukryć swój niepokój, ale raczej kiepsko mu to wychodziło. 
Wiedział, że siostrzyczka raczej mu nie odpowie, ale potrzebował poczucia, że ktokolwiek obok niego jest. Odpowiedź Sikorki, prawdopodobnie mająca go uspokoić, paradoksalnie pogorszyła sprawę. Dlaczego nie powiedziała mu po prostu prawdy?...
 Niebieska koteczka pokręciła głową, sygnalizując, że nie ma pojęcia. Także wyglądała na zdenerwowaną zaistniałą sytuacją.
 Nagle z zewnątrz zaczęły ich dobiegać głosy starszych kotów. Niektóre brzmiały na przestraszone, inne na wściekłe, a jeszcze inne na przygnębione i pełne troski. Potem nastąpił harmider - słychać było odgłosy krzątania się po obozie, krzyki i syki oraz, ku zdziwieniu kociąt, opanowany głos, który starał się wszystkich uspokoić. Słonecznik zaintrygowany wystawił głowę za żłobek jedynie po to, aby zobaczyć zbliżających się do nich rodziców. Orzechowe Futro wyglądał na przestraszonego, szylkretka rozglądała się dookoła jakby czegoś szukała. W końcu wbiegła do żłobka i nakazała potomstwu ustawić się między nimi.
- Słonecznik, Dziki, Szept... - zaczęła powoli, wyraźnie zbierając myśli - Chwilowo musimy się przenieść do innego miejsca, zgodnie z decyzją Mokrej Gwiazdy... Nie martwcie się tylko! To na pewno nie potrwa długo i wrócimy tu, zanim zdążycie powiedzieć ''mysz''! Ale jak na razie musimy się zbierać. Dosyć... szybko. Trzymajcie się nas i nie spuszczajcie z oka rodzeństwa, dobrze?
 Trzy małe kluski pokiwały głowami, nie ważąc się zaprzeczyć. Nawet nie wiedzieli, co się działo. Czy mogło to być związane z tym dziwnym gorącem i śmierdzącym, szarym oparem unoszącym się nad wrzosowiskiem niedaleko obozu?... 
 Cóż, nie tak czy siak kocięta nie miały czasu do zastanawiania się nad tym zbyt długo! Sikorkowy Śpiew ruszyła szybko, kiwając przy okazji Orzechowemu Futru, pilnującymi tyłów. Musieli ubezpieczać kocięta tak, jak tylko mogli. Przecież ich dzieci były jeszcze bezbronnymi szkrabami - miały zaledwie trzy księżyce!
 Przy wyjściu z obozu Słonecznik zauważył wiele innych, znajomych bądź mniej, kotów. Dużych, mniejszych, starszych, młodszych... Wszyscy byli równie zestresowani i przybici. Co to wszystko miało znaczyć?
- B-boję s-się... - wymruczał prawie niesłyszalnie kremowy, podchodząc bliżej swojej siostry. Ta, najwyraźniej instynktownie, również się do niego przybliżyła. Spojrzała na niego i posłała mu smutny, ale pokrzepiający, uśmiech.
 Przeszli już jakiś kawałek drogi. Kocurek starał nie pokazywać po sobie, jak bardzo jest zmęczony. Liczyli na niego! ... A przynajmniej tak się mu zdawało. Obrócił głowę i spostrzegł, że Orzechowe Futro zniknął ze swojego stałego miejsca. Gdzie on mógł się podziać?...
 Kociak zatrzymał się na chwilę, szukając wśród tłumu swojego taty. Nie zauważył co prawda poszukiwanego wojownika - spostrzegł natomiast ogromne, pomarańczowo-złote... coś. Czy to było to, o czym opowiadały mu starsze koty? Czy tak właśnie wyglądał o g i e ń?
- A co ty tutaj robisz sam? - usłyszał głos, najwyraźniej należący do jakiejś młodej kotki. Rozejrzał się wokół własnej osi i spostrzegł, że istotnie, jego rodzeństwo wraz z matką zniknęło już z pola jego widzenia.

< Burzowa Noc? >