BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makowy Nów x Naparstnicowa Kołysanka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makowy Nów x Naparstnicowa Kołysanka. Pokaż wszystkie posty

16 maja 2024

Od Makowego Nowiu CD. Naparstnicowej Kołysanki

- Udało się. Zostałam wojowniczką! Naparstnicową Sanką! – powiedziała zadowolona Naparstnica, gdy podeszła do sióstr. Na pysk Mak wstąpił lekki uśmiech, gdy kotka wypowiedziała swoje nowe imię.
- Naparstnicową Kołysanką – poprawiła ją – Postaraj się, chociaż zapamiętać swoje imię i gratuluję. Teraz tylko czekamy na ciebie Hortensjo – powiedziała i zwróciła się do siedzącej obok Hortensjowej Łapy.
 
***
 *Opis walki, śmierć*

Siedziała w lesie, zamglony wzrok wbijając w swoje łapy. Słońce już powoli zachodziło. Ostatnie tygodnie były dla niej bardzo ciężkie. Naparstnica umarła. Jej siostra. Najbliższa jej osoba. Dlaczego musiała umrzeć? Nie umiała wydusić z siebie słowa, patrząc na jej ciało. Tylko łzy. Łzy, łzy, których nawet nie powinno być. Przecież się zmieniła, nie powinna.
Wysunęła pazury i wbiła je w ziemię, starając się powstrzymać napływającą do oczu słoną wodę. Nie potrafiła wtedy nic powiedzieć. "Dlaczego?" - zastanawiała się, wracając wspomnieniami do tego dnia i kilku wcześniejszych. Przecież nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw. Naparstnicowa Kołysanka zachowywała się normalnie. Cały czas to samo, jak dawniej. A jednak umarła. Gdy tak leżała wyglądała jakby tylko spała. Jakby zaraz miała się obudzić i powiedzieć "Raczku, co tak posmutniałaś, to tylko żart! Przecież tylko spałam.", ale nie. Jedynymi słowami, jakie w końcu wydusiła z siebie liliowa, było "Dlaczego Sanko? Dlaczego i ty odeszłaś Naparstnicowa Sanko?".
Westchnęła cicho i zamknęła oczy. Jak ona chciała, by nagle to wszystko okazało się głupim snem. Jednak gdy je otworzyła, dalej była w lesie, a jej siostra dalej nie żyła. Podniosła głowę i spojrzała w niebo. Było coraz ciemniej. Musiała już wracać do obozu. Już miała wstawać, gdy nagle usłyszała jakiś szelest. Odwróciła się gwałtownie do tyłu. Ktoś musiał tu być, jednak zanim zauważyła obcego kota, ten już zaczął się wycofywać. Szybko wstała i ruszyła w stronę źródła dźwięku. Wtedy właśnie zauważyła kocią sylwetkę, a do jej nozdrzy doleciał mocny zapach samotnika. Zjeżyła się i pobiegła za nieznajomą. Na początku plan był taki, by choć wypędzić samotniczkę z terenów Klanu Wilka. Makowy Nów nie miała ochoty na żadną walkę. Chciała tylko wrócić do obozu i zaszyć się w legowisku wojowników. Lecz plany te szybko się zmieniły, gdy liliowa zaczęła doganiać niebieską szylkretkę. Nagle samotniczka skoczyła w stronę Mak, raniąc jej bok. Wojowniczka syknęła cicho, jednak nie miała czasu na chwilę namysłu, ponieważ nieznajoma zaatakowała znowu, tym razem niecelnie. Było widać, że działa pod wpływem impulsu. Liliowa nie mogła tego tak zostawić. Szybko zrozumiała, że musi walczyć. Skoczyła w stronę żółtookiej, zadając jej tym samym ranę na boku. Chwilę po tym przystąpiła do kolejnego ataku. Podcięła samotniczkę, pozwalając jej upaść na ziemię. Od razu ją przytrzymała, by nie mogła się ruszyć. Już chciała to zakończyć, lecz wtedy nieznajoma zaczęła się szarpać. Mak wlepiła w nią spojrzenie swoich żółtych oczu. "Może byłoby lepiej, gdyby ona to zakończyła" - pojawiło się w jej głowie to zdanie, a ona bez zastanowienia puściła samotniczkę. "Nie powinnaś jej zabijać" - usłyszała znowu, a przez jej ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Prędko przypomniała sobie swoją pierwszą noc w lesie, przed ceremonią na ucznia. Te głosy. To było zmęczenie, jej wyobraźnia. Tak samo jak podczas tej walki. Nie spała za dobrze, przez śmierć siostry. Zwłaszcza przez ostatnie dni. Nim zdążyła się zorientować, szylkretka zadała jej kolejny cios, sprawiając, że liliowa upadła na ziemi. "Trafiłabyś do siostry, do rodziny... Ta samotniczka może tylko ci w tym pomóc" - usłyszała znowu, a niebieska kotka podeszła do niej, gotowa na kolejny atak.
- To zmęczenie – syknęła tylko cicho, a gdy nieznajoma miała zadać cios, szybko zrobiła unik. Podniosła się chwiejnie i sama zaatakowała. Szylkretka nie obroniła się i upadła na ziemię. Szybko zaczęła się odsuwać, co jakiś czas starając się uderzyć Makowy Nów. Liliowa jednak nie zwracała uwagi na starania obcej kotki, powoli do niej podchodząc. W końcu córka Błyskotki uderzyła w drzewo, torujące jej drogę ucieczki. Próbowała się podnieść, lecz wojowniczka od razu przejechała pazurami po jej łapie. Nieznajoma znów upadła i spojrzała na Makowy Nów. Było słychać jej przyspieszony oddech i serce, walące tylko coraz szybciej. Pewnie już wiedziała, co się zaraz stanie. Mak przełknęła głośniej ślinę, ale już się nie zawahała. Na koniec obserwowała tylko ciało samotniczki, bezwładnie opadające na korzenie drzewa. Po chwili ciało zrobiło się zimne, a krew wreszcie przestała tworzyć kałuże. Było po wszystkim. Córka Alby stała tak jeszcze przez chwilę. W końcu zajęła się własnymi obrażeniami. Pewnie byłoby ich mniej, gdyby liliowa nagle nie puściła obcej kotki.
 
***
 
W razie czego dała znać liderowi o tym zajściu. Zawsze istniało ryzyko, że ten jeden samotnik mógł zapowiadać przybycie większej grupy. Gdy tylko to załatwiła, udała się do Zarannej Zjawy i Cisowej Łapy. Musiała coś zaradzić na te dalej we krwi rany, zwłaszcza że ból już jej doskwierał. Opowiedziała matce Zalotki, o co chodzi i usiadła na legowisku, czując większe zmęczenie, które wcześniej, na wskutek adrenaliny, zmalało. Spojrzała na swoje zakrwawione łapy. "Potwór!" - usłyszała nagle i cała się spięła. "Zobacz, kim się stałaś" - zmęczenie coraz bardziej dawało o sobie znać. Powinna wreszcie odpocząć.
- Ma rację – powiedziała cicho, zamykając oczy. Była potworem. Stała się swoim najgorszym koszmarem z dzieciństwa. A ta samotniczka była tego dowodem.

Żegnaj kochana siostro [*]
Żegnaj Błysk [*]

16 lutego 2024

Od Naparstnicowej Łapy (Naparstnicowej Kołysanki) CD. Makowego Nowiu

 Przegrała. Była zawiedziona, że tak się stało. Jednak to było do przewidzenia. Szkoliła się w dwóch dziedzinach, a ostatnio więcej czasu spędzała w towarzystwie Stokrotkowej Polany oraz Zarannej Zjawy. Mętnego Zawilca rzadko udawało jej się złapać. Jakiś taki zabiegany był, biegał między jedną, a drugą córką i w dodatku wnukami. Na pewno gdyby nie one to udałoby jej się wygrać walkę z siostrą, a tak to przez roztrzepanie mentora leżała na ziemi z naderwanym uchem, z którego spływała krew. Na całe szczęście było to prawe ucho. Chociaż w taki sposób jej siostra okazała jej łaskę, nie decydując się zranić jej lewego ucha. Ten zaszczyt musiał przypaść komuś innemu, jako znak oddania całej duszy i serca Naparstnicy wielkiej Mrocznej Puszczy.
— Nie jestem już dawną Maczek... — Usłyszała.
Rzeczywiście, jej siostra zmieniła się od czasów kocięcych. Jeszcze kilka księżyców temu to o mały włos Naparstnica nie oderwała ucha siostrze, a liliowej udało się to bez zawahania. 
Mimo przegranej na pysku kocicy pojawił się uśmiech, po tym jak jej siostra odeszła w kierunku lidera. "Gdyby mama Alba i tata Gęś widział teraz Maczek..." przeszło jej przez myśl, gdy się podniosła. Musiała szybko coś poradzić na ranę na uchu, jeśli nie chciała komplikacji.

***

— Makowy Nów! Makowy Nów!
Skandowała imię siostry wraz z innymi kotami podczas ceremonii, na której musiała się pojawić. No bo co z niej byłaby za siostra. Nawet jeśli rana na uchu i łapie wciąż była świeża i trochę piekła, nie mogła zwinąć się w kłębek na jednym z legowisk, jak to robiła Ważkowe Skrzydło. Na nic były prośby Zarannej Zjawy, która pomogła nałożyć maść kocicy, aby szylkretka odpoczęła po stoczonej walce. Mogła to zrobić jak już pogratuluje swojej siostrze.
I właśnie nadarzyła się do tego okazja, bo gdy tłum się rozszedł, po skończonej ceremonii, liliowa sama zbliżyła się do swojej siostry.
— Gratulację Maczku! — miauknęła dumna Naparstnica robiąc krok w stronę siostry i przytulając się do niej na krótko. — Nie spodziewałam się, że to właśnie ty pierwsza zostaniesz wojownikiem. Jako kociak bałaś się wszystkiego, byłam pewna, że ty i Ananasik nie przeżyjecie nocy w lesie... Ach! Tata byłby z ciebie taki dumny! — pisnęła przeskakując z łapy na łapę. Rana jednak dała o sobie znać i w tej samej chwili kocica zaprzestała większej ekscytacji.
Mak obserwowała siostrę, a gdy zobaczyła jej ranę na łapie podeszła do niej i lekko przytrzymała, by ta nie stawała na zranioną kończynę
— Wszystko dobrze? — zapytała. — Mogę ci pomóc z dojściem do legowiska — mruknęła bez emocji
— Nie trzeba. To pikuś. Naprawdę... Raz dwa się wyliżę i będę mogła stoczyć kolejny pojedynek. Tym razem wygram. Nawet jeśli będę musiała zmierzyć się z Tensją. A gdy już wszystkie będziemy wojownikami... — Nachyliła się do siostry i cicho tak, aby nikt, żaden niewtajemniczony kot nie podsłuchał ich rozmowy kontynuowała — ... będziemy mogły dołączyć do kultu. Tego momentu najbardziej nie mogę się doczekać. Ty pewnie też, co? Pewnie już teraz Chłód by cię pozwolił dołączyć, gdybyś go poprosiła — zamyśliła się — Masz szczęście, że to prawe ucho mi naderwałaś. Gdyby to było lewe to byś została moim królikiem doświadczalnym, jak Ważik — wystawiła język do siostry. Może i brzmiało to jak żart, jednak w tym żarcie była nutka prawdy. Gdyby Makowy Nów naznaczyła lewe ucho siostry, na pewno przez księżyc by źle sypiała. Już o to by szylkretka zadbała.

***

Czy czuła rozczarowanie, że nie mogła stoczyć walki z drugą siostrą? Może. Na nic zdały się prośby lidera, aby pozwolił jej stoczyć walkę z czarną. Ponoć Tensją musiała jeszcze trochę poćwiczyć z Olszą. Była ciekawa tego z kim więc przypadnie jej zaszczyt stoczenia pojedynku. Może Błękit by pozwoliłby jej się zmierzyć z jego córką? Chociaż nie, ona była młodsza, musiała trenować dzielnie. No i była przecież reinkarnacją Mrocznej Gwiazdy. Nie ważne czy Naparstnica by wygrała, czy przegrała. Nie ważne co, w obu przypadkach byłoby źle. Dlatego miała nadzieję, że nie usłyszy z pyska lidera imienia czarnej kotki.
I nie usłyszała. Na całe szczęście. 
Była pewna, że będzie musiała walczyć w takim wypadku ze swoim mentorem. Jednak lider również nie wymówił jego imienia. Miała stoczyć walkę nie ze swoim mentorem, a z Jabłoniowym Sadem. Jeśli dobrze kojarzyła, jej przeciwnik był spokrewniony z Wiązem. Coś tam jej świtało, prawdopodobnie ktoś jej o tym wspomniał, kiedy zajmowała się leczeniem jakiegoś kota. 
Na znak Błękitnej Gwiazdy, oba koty rzuciły się w wir walki. Starała się robić uniki, nie widziało jej się tracić drugiego płatu ucha, a czarno-biały kot uporczywie starał się zatopić zęby w jej drugim uchu. A na to nie mogła pozwolić. Ten zaszczyt musiał przypaść Wielkiemu Kapłanowi. 
Nie chcąc zostać dłużną przeciwnikowi, sama zaczęła kąsać, raz po raz zatapiając zęby w cielsku Jabłoni. Miała nadzieję, że zażycie przed walką ziół na wzmocnienie polepszą jej szansę na zwycięstwo, nie chciała w końcu zostać wygnana. A tak na pewno by się stało, gdyby kolejną walkę przegrała. 
Zioła może faktycznie zaczęły działać, bądź koteczka to wymanifestowała poprzez modły do Mrocznej Puszczy dzień wcześniej, bo faktycznie, z każdym kolejnym unikniętym ciosem Jabłoniowego Sadu czuła się tak jak ptak, który lata pomiędzy koronami drzew. 
Zawilc jednak wiedział co robił każąc mi co dnia włazić na drzewa... — przemknęło przez myśl koteczki, kiedy z elegancją przeskoczyła nad wojownikiem i wylądowała na ziemi tuż za nim, by już po chwili zatopić zęby w ogonie przeciwnika. I mało brakowało, a arlekin faktycznie zostałby pozbawiony ogona przez zabójczy kwiat.
— Wystarczy!
Lider najwidoczniej nie chciał, aby przeciwnik stracił ogon. Ogłosił koniec walki, a szylkretka z niechęcią wypuściła kitę z pyska rzucając na nią przelotne spojrzenie. Ona sama albo Zaranna Zjawa będą musiały się potem zająć raną. Albo już teraz, w zależności co lider nakaże.
— Naparstnicowa Łapo, zbliż się — nakazał, a uczennicą bez zawahania wystąpiła o krok na przód — Ja, Błękitna Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, by zdobyć doświadczenie niezbędne do ochrony klanu i jego członków. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Naparstnicowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Tak. To znaczy... Przysięgam. 
— Mocą naszych potężnych przodków nadaję ci imię wojownika. Naparstnicowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Naparstnicowa Kołysanka. Klan ceni twoją zwinność i wiedzę medyczną, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka.
Cóż, nie takiego imienia się spodziewała. Mimo to spodobało jej się. Drugi człon na pewno będzie kojarzyć się jej z mamą, mamą Albą, która nie raz śpiewała piękne kołysanki swym kociakom. A jak się miała później dokładnie dowiedzieć, również i babcią, która miała taki sam człon. Wierzyła w moc imion, które nie zawsze pamiętała, jednak zdawała sobie sprawę, że jej wojownicze imię związało ją jeszcze bardziej z dziedzictwem jej rodziny.
Parę kotów skandowało jej imię jeszcze przez chwilę po oficjalnej ceremonii. Ona natomiast starała się wzrokiem odszukać swoje siostry. Makowy Nów i Hortensjowa Łapa na całe szczęście stały obok siebie, tak też szybko skróciła dystans między nimi. Bo właśnie ze swoją rodziną, chciała spędzić ten moment radości, tę krótką przerwę, nim znowu odda się w wir pracy jako wojownik i od czasu do czasu pomocnik medyka.
— Udało się. Zostałam wojowniczką! Naparstnicową Sanką!

<Maczku? >

03 lutego 2024

Od Makowej Łapy (Makowego Nowiu) CD. Naparstnicowej Łapy

Odprowadziła lidera wzrokiem, a po chwili przeniosła go na siostrę.
- Oczywiście – odpowiedziała. Mimo że to była jej siostra, jedna z najbliższych jej osób, nie miała nawet zamiaru się hamować.
 
***
 
Kolejny dzień nadszedł dość szybko. Mak nie mogła się doczekać walki, lecz obawiała się przegranej. Od samego początku siostra bardziej się przykładała do treningów, a ona dopiero od niedawna. Było większe prawdopodobieństwo, że Naparstnica wygra. Jednak nie mogła się wycofać i nie miała zamiaru. Musiała walczyć i pokazać, że wreszcie jest silna.
W końcu miała rozpocząć się walka. Siostry stanęły naprzeciw siebie, obie gotowe.
- Zaczynajcie! – Mak usłyszała głos lidera, jednak, zamiast ruszyć, dalej stała w miejscu i szybko tego pożałowała. Naparstnicowa Łapa rzuciła się na nią, od razu przewracając. Dopiero gdy Makowa Łapa uderzyła o ziemię, oprzytomniała. Ból z rany na łapie przez pierwsze uderzenia serca trochę jej utrudniał, jednak po chwili adrenalina zrobiła swoje. Naparstnica znowu skoczyła w jej stronę, lecz ta tym razem zdążyła uciec. Podniosła się i otrzepała. Nie było czasu na myślenie, czy chwilę przerwy. Siostra znowu biegła w jej stronę. Liliowa wysunęła wreszcie pazury i tym razem ona zaatakowała. Trafiła kotkę w bok, ale ta nie dawała za wygraną, tak samo jak uczennica lidera. Mak wreszcie obudziła w sobie ducha walki. Szybciej niż czekoladowa, rzuciła się a jej stronę, strącając z łap. Przygniotła ją do ziemi, lecz ta prędko się wydostała. Makowa Łapa dalej atakowała, jednak Naparstnica robiła uniki. Obie były na podobnym poziomie, ale któraś z nich musiała wygrać. Mak musiała pokazać, że ona jest lepsza. Skoczyła po raz drugi, uczepiając się ucha Naparstnicy.
- Proszę, oto dar ode mnie! – syknęła, gdy wreszcie się puściła. Widziała, że krew z rany na uchu trochę zasłoni widoczność przeciwniczce. Korzystając z tego, znowu zaatakowała i przygniotła kotkę do ziemi.
- Nie jestem już dawną Maczek – mruknęła cicho, patrząc na Naparstnicową Łapę. Ta próbowała się jeszcze wydostać, jednak na marne. Chwyt Makowej Łapy był zbyt mocny. W końcu spojrzała w stronę lidera, który pokiwał głową i zakończył walkę. Mak wygrała.
 
***
 
- Ja, Błękitna Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, by zdobyć doświadczenie niezbędne do ochrony klanu i jego członków. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
Makowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysięgam – powiedziała stanowczo Makowa Łapa.
- Mocą naszych potężnych przodków nadaję ci imię wojownika. Makowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Makowy Nów. Klan ceni twoje opanowanie i siłę, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka! – skończył Błękitna Gwiazda. Wszystkie koty zaczęły wykrzykiwać imię nowej wojowniczki. Makowy Nów jednak za bardzo się tym nie przejęła. Chciała się zobaczyć z Naparstnicą.

[443 słowa]
<Naparstnicowa Łapo?>
[Przyznano 9%]

02 lutego 2024

Od Naparstnicowej Łapy CD. Makowej Łapy

 Przyglądała się liliowej uczennicy, starając się przetworzyć jej słowa, nie potrafiąc zrozumieć dlaczego jej siostra nazwała ją potworem. Nie zrobiła nic złego, w końcu pilnowała, aby siostra stała się dzielną wojowniczką oraz codziennie wieczorem składała krótkie modlitwy do Mrocznej Puszczy, za co dostawała pochwałę od Bieliczego Pióra. Wydawało się, że wszystko robiła dobrze 
— No wiesz ty co Raczku... — zaczęła wzdychając, nie podobało się jej określenie jakim została nazwana, powinno być zarezerwowane tylko dla kotów oddających cześć Gwiezdnym. — Potworem powinnaś nazywać Rozwydrzeńca, za to, że podniosła łapę na Stokrotkę. Tylko potwór nie okazuje szacunku byłej liderce oraz matce aktualnej liderki. Mogłabyś tak też nazwać Naiwka, za to, że się spotykał z obcym kotem, który mógł zaszkodzić kociakom Żmijki... Co im strzeliło do głów, to ja nie wiem. Na pewno to sprawka Gwiezdnych. Tak, musieli im namieszać w głowach i zachowują się jak... gorzej niż dzikusy! Ich tak sobie nazywaj, a nawet inaczej jeśli chcesz. Ale już na pewno nie mów tak o mnie, swojej siostrze, która o ciebie dba. I dbam o klan. — prychnęła czując się wielce obrażona i zeskoczyła na gałąź niżej — Jeśli chcesz tu zostać, proszę bardzo. Tylko nie spadnij, bo tata na pewno będzie na ciebie zły, że takiego kolejnego słabeusza ma! — zwróciła się do kotki idąc w przeciwnym kierunku 
Nie rozumiała tego nagłego wybuchu siostry, ale nie starała się go zrozumieć. Może siostra zjadła nieświeżą piszczkę i stąd jej zachowanie? 

***

Była bardzo dumna z Makowej Łapy, że ta ugryzła medyczkę oddająca cześć Gwiezdnych. Gdy tylko się o tym dowiedziała, nie mogła wyjść z podziwu, a z jej pyska płynęły same pochwały. Naparstnicowa Łapa sama z chęcią by zmierzyła się z jakimś medykiem czczącym Gwiazdki, aby pokazać, że to jednak wyznawcy Mrocznej Puszczy są lepsi w swym fachu i nie tylko. 
— Szkoda, że Błękitek nie mianował ciebie i Mrok na wojowników. Zasłużyłyście. Gdy ją padłam w połowie drogi i się zaplątałam o gałęzie, wy zachowałyście się jak na prawdziwe Wilczaki przystało. — miauknęła do ucha siostry, o której bok opierała się głową — Jestem dumna z ciebie siostrzyczko. Zmądrzałaś i stałaś się bardzo dzielna przez te księżyce, to na pewno dzięki treningowi. No i moim modlitwą do przodków, aby cię pilnowali. Mieli cię w opiece i proszę. Jeszcze trochę potrenujesz i jak nic Błękitek ogłosi twoją walkę. Ciekawe z kim będziesz musiała się zmierzyć... A z kim Hortensja. I ja...
Rozważała wszystkie możliwości. Pewnie będą walczyć ze swoimi mentorami, bo z tego co słyszała, tak się właśnie często działo. Mogły też walczyć między sobą, tak jak w przypadku Śnieżnego Wichru, który walczył z własną matką. Właśnie, Ważkowe Skrzydło. Musiała do niej zajrzeć za chwilę i zmienić okłady na ranach kocicy, bo chyba udało jej się znaleźć połączenie ziół, dzięki którym rany szybciej się goiły. Ale musiała jeszcze nad nimi przeprowadzić badania.
Rozmowę kocic przerwał w pewnej chwili lider, przekazując im tym samym bardzo ciekawą informację, o której właściwie wcześniej rozmawiały. Okazało się, że obie mają przygotować się do walki, która będą musiały stoczyć już jutro. Na podekscytowanej mordce szylkretki pojawił się uśmiech, którym obdarowała swoją siostrę. Cieszyła się bardzo, że w tym samym dniu, ona i jej siostra będą mianowane. Bo obie ją muszą wygrać, w końcu tak długo trenowały. 
— To wspaniała wiadomość, ale z kim będziemy walczyć jeśli można wiedzieć?
Błękitna Gwiazda zmierzył spojrzeniem córkę Gęsiego Wrzasku.
— Jak to z kim? Stoczycie walkę między sobą. 
— Och. — rzuciła kotka kładąc po sobie uszy, rozczarowana tym, że jedna z nich będzie zmuszona przegrać. Nie chciała żeby to była zarówno Mak, jak i ona sama. — Pójdę na całość, mam nadzieję, że ty również — zwróciła się do siostry, miała nadzieję, że kotka nie będzie się hamować przed atakami, bo Naparstnicowa Łapa nie miała takiego zamiaru. Bo jeśli uda jej się wygrać walkę, to na pewno również zostanie zaraz przyjęta do kultu.

<Maczku?>

23 grudnia 2023

Od Makowej Łapy CD. Naparstnicowej Łapy

 Dlaczego Naparstnica nie mogła pójść gdzieś indziej? Czemu musiała iść akurat za Mak? Dlaczego Poranny Zew musiała wziąć ją na trening? Mak nie wiedziała, co zrobić. Bała się obecności siostry, nie chciała z nią mieć treningu. Wspinała się jeszcze wyżej i wyżej, by tylko ją zgubić, lecz ta cały czas szła za nią. Były już naprawdę bardzo wysoko, ale Mak cały czas nie zwracała na to uwagi. W końcu się zatrzymała i usiadła na jakiejś gałęzi. Rozejrzała się dookoła, nigdzie nie było Naparstnicowej Łapy. Odetchnęła z ulgą, ale wtedy siostra pojawiła się obok niej. 
- Raczku, to nie był dobry pomysł, musimy już zjeść, inaczej Zawilc serio mnie zostawi! Chodźmy już na dół. – powiedziała czekoladowa, na co liliowa podskoczyła, prawie spadając z drzewa. Naparstnica zaczęła schodzić, ale Makowa Łapa została. Obserwowała, jak siostra powoli znika z jej pola widzenia, coraz bardziej zadowolona z samotności. Już miała się ucieszyć, lecz wtedy kotka zaczęła do niej krzyczeć i wracać na górę po Mak. 
- Co t-ty robisz? – zapytała przerażona liliowa, gdy zauważyła zatrzymującą się kotkę. 
- Musisz iść ze mną Raczku! 
- Nie... J-ja zostanę tu jeszcze chwilę... I... – próbowała coś wymyśleć, tylko po to, by Naparstnicowa Łapa sobie poszła. Ta jednak nie dawała za wygraną i dalej namawiała siostrę do zejścia. 
- No chodź Raczku. Nie mów, że się boisz! Przecież jesteś dzikusem! 
- Nie b-boję się...
- No to chodź! – krzyknęła czekoladowa. Mak wiedziała, że tej kłótni nie wygra, więc posłusznie poszła za siostrą. Zeszła z gałęzi i złapała się pnia drzewa, bezpiecznie schodząc na dół, tak jak uczyła ją Poranny Zew. Naparstnica jakby gdzieś zniknęła. Makowa Łapa nigdzie jej nie widziała, z czego była zadowolona. Może siostra już zeszła? Nagle jednak czekoladowa pojawiła się obok Mak i zaczęła coś do niej mówić. Żółtooka podskoczyła przerażona, na chwilę tylnymi łapami puszczając się drzewa. Poczuła, jak powoli zjeżdża na dół. Przed oczami już widziała ciemność. To był jej koniec. W jej głowie pojawiły się jakieś obrazy i w końcu zobaczyła siebie, całą we krwi na ziemi. Zamarła. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że zamknęła oczy. Otworzyła je więc, ale... Nie spadała. Jej przednie łapy cały czas trzymały się drzewa i trzeba było tylko złapać się tylnymi. 
- Raczku! – krzyknęła Naparstnica, schodząc jeszcze niżej, by zrównać się z siostrą – Chcesz... – zaczęła, ale liliowa jej przerwała.
- Zostaw m-mnie ty p-potworze! – krzyknęła przerażona Makowa Łapa, cały czas widząc w siostrze tego kota z tuneli. Spojrzała na Naparstnicową Łapę, zdając sobie sprawę z tego co powiedziała. 

<Siostro? Proszę nie znienawidź mnie>
[410 słów]
[Przyznano 8%]

30 listopada 2023

Od Naparstnicowej Łapy CD. Makowej Łapy

 Dzięki naukom Mętnego Zawilca szylkretka z każdą kolejną kwadrą z coraz to większą łatwością wdrapywała się na drzewa. Jeszcze do końca nie udało jej się zrozumieć tego jak poprawnie powinna schodzić, ale z wspinaczką nie miała już problemu. Tak też kiedy mentorzy, jej i jej siostry, nakazali im wspinać się na drzewo, Naparstnicowa Łapa niemal natychmiast przystąpiła do działania. Dotarła na gałąź, na której na dłużej przycupnęła i zaczęła się z zachwytem rozglądać po terenach.
Minęło kilka uderzeń serca, aż w końcu i liliowa wdrapała się na gałąź. Mimo, że Naparstnica obdarowała ciepłym uśmiechem siostrę, ta nie podzielała jej entuzjazmu. Gdyby Naparstnica była mądrzejsza, zrozumiałaby, że Makowa Łapa jej unika od dłuższego czasu. Jednak według kotki nie widywały się zbyt często, ponieważ siostra wzięła sobie rady wszystkich kotów i zaczęła trenować na poważnie. Była z niej taka dumna, że to jej ukochane strachajło bardzo się starało, aby przestać się bać.
— J-ja idę dalej...
— Dalej? O tam, na samą górę? — zadarła łebek ku górze. Podniosła się z siadu i zbliżyła się powoli do swojej siostry, która starała się przemieścić jeszcze wyżej. Mak nie odpowiedziała, skupiła się na tym, by nie spaść.
Pod ciężarem dwóch kotek gałąź zaczęła się lekko gibać, na całe szczęście nie było mowy, aby pękła. Makowa Łapa odepchnęła się łapami od gałęzi i zaczęła wdrapywać się jeszcze wyżej. Pięła się coraz wyżej, a Naparstnica nie chcąc pozostać w tyle, sama również uczepiła się łapami kory.
— Jestem z ciebie taka dumna Raczku! — odezwała się z dołu, stawiając łapę za łapą, co jakiś czas zatrzymując się, aby nie znajdować się zbyt blisko znajdującej się przed nią kotki — Będziesz wspaniałym dzikusem, to znaczy Wilczakiem! Ej, zwolnij! — krzyknęła, dostrzegając jak kocica z pnia przeskakuje na jedną z odnóg i kieruję się na kraniec gałęzi 
Nie rozumiała gdzie jej siostrze się spieszyło, aż tak bardzo chciała wspiąć się na sam czubek drzewa? Naparstnica sama by również się z chęcią wspięła, ale pozostawał jeden problem. Jak one by wtedy zeszły? Były młode, niedoświadczone, a upadek z takiej wysokości skończyłby się dla nich tragicznie. Poranny Zew raczej by nie zostawił swojej uczennicy na drzewie, ale Mętny Zawilec? Kto wie. W końcu już raz jej groził, a groźba w końcu mogła się spełnić.
— Raczku myślę, że nie powinnyśmy się tak wysoko wdrapywać... — miauknęła przyglądając się jak jej siostra przeskakuje z jednej gałęzi na drugą. Wstrzymała na moment oddech, w obawie, że liliowa mogłaby się puścić jej, ale nic takiego się na szczęście nie stało.
— N-nie musisz przecież za mną iść — odezwała się żółtooka spoglądając na szylkretkę jakoś tak dziwnie zdaniem kotki o morskich oczach
Kotka nie umiała odgadnąć tego o czym myślała jej siostra. 
— A to dlaczego? Mamy przecież wspólny trening, więc to chyba normalne, że idę za tobą... Och! Spójrz jaka Zewik jest malutka! Wygląda jak kociak. A jest przecież wojownikiem i córką wspaniałej Szałkal! Zazdroszczę ci mentorki. Też bym chciała, aby córka liderki mnie uczyła. Albo jakiś mistrz, tylko byleby nie partner naszego taty. Wilcza by się nadała... A nie Zawilc, mphm! On tylko mi grozi, że mnie na drzewie zostawi. A niech tylko spróbuje, to go przodkowie pokarają za to! — Zmarszczyła mordkę spoglądając spod przymrużonych powiek na Mętnego Zawilca, znajdującego się u podnóża drzewa


<Mak?>
[533 słów]
[Przyznano 11%]

16 listopada 2023

Od Mak (Makowej Łapy) CD. Naparstnicy (Naparstnicowej Łapy)

 Naparstnica uczepiła się jej ucha, próbując zrobić jej jakiś znak. Mak nie mogła się jej pozbyć. Przerażona biegła po całym żłobku, próbując zrzucić siostrę. 
- Zostaw m-mnie! – krzyczała spanikowana Mak. W końcu udało jej się pozbyć siostry. Pobiegła do Bielicznego Pióra i schowała się za jej ogonem, tak jak to robiła, gdy była jeszcze Alba. Kotka spojrzała na przerażonego kociaka, a potem na Naparstnice, która nie dawała za wygraną. 
- Mamo! A-Albo ratuj! – pisnęła, znowu zapominając, że Alba ich zostawiła. Karmicielka złapała kociaka i położyła przed swoimi przednimi łapami. 
- Mak, Alby już nie ma. Tak, jak powiedział wasz tata, odeszła do Dwunożnych – powiedziała, a liliowa spojrzała na jej pysk i straszną bliznę z grymasem niezadowolenia na pysku. Mama przecież nie mogła ich tak po prostu zostawić! Liliowa już chciała coś powiedzieć, ale wtedy znowu wróciła Naparstnica. Skoczyła na Mak i złapała się jej ucha. Liliowa zaczęła bić siostrę łapkami, ale ta nie puszczała. Po pewnym czasie Mak poczuła ból, rozchodzący się po całym jej ciele, zaczynając od ucha. Zaczęła głośniej krzyczeć, łzy pojawiły się w jej oczach. W końcu nawet Bieliczne Pióro miała dość krzyków kociaka. Odsunęła Naparstnicę, coś mówiąc do niej cicho. W tym czasie Mak dotknęła łapą rannej części ciała. Poczuła krople ciepłej mazi, ale oprócz tego ucho było całe. Na szczęście Naparstnicy nie udało się "naznaczyć" Mak.

***

Od nocy w lesie Makowa Łapa starała się unikać siostry. Jak musiała, to z nią rozmawiała, lecz starała się jej nie pokazywać. Nie umiała zapomnieć o tym, co widziała w tunelach. Po prostu bała się Naparstnicy, tak samo jak reszty kotów, które widziała podczas nocy. Miała dość tych jej lekcji i całej reszty. 
Szła przez las za swoją mentorką. Poranny Zew nie powiedziała jej, co będą robić, głównie dlatego, że uczennica nie pytała. W końcu dotarły do wielkiego drzewa, które ewidentnie miało być głównym celem lekcji. 
- Ostatnio uczyłam cię wspinaczki, więc dziś będziesz ją doskonalić... – zaczęła wojowniczka. Mak spojrzała z na wielkie drzewo. Musiała na to wejść? Ledwo widziała czubek tego tworu natury. Przełknęła ślinę i wbiła pazury w ziemię. 
- A j-jak spadnę? – zapytała trochę wystraszona. Poranny Zew jednak nie odpowiedziała, ponieważ zaczęła tłumaczyć dalej:
- ...Ale nie będziesz sama – dokończyła. Mak rozejrzała się dookoła i zauważyła Naparstnicą Łapę. Odwróciła się szybko i przeszła kilka kroków w stronę obozu. Naparstnica i jej mentor byli już blisko, więc doskonale widzieli reakcję liliowej. Już miała wejść głębiej w las, ale zatrzymała ją starsza kotka. Makowa Łapa błagalnym wzrokiem spojrzała na swoją mentorkę, ale ta tylko pokręciła głową i kazała jej wracać. Stanęła obok Naparstnicy, próbując wyrzucić z głowy obrazy z tunelu. W końcu, na rozkaz wojowników, kotki zaczęły się wspinać po drzewie. Cała przerażona Makowa Łapa wskoczyła na pień i złapała się pazurami kory. Powoli przemieszczała się do góry. Po jakimś czasie udało jej się wejść na gałąź, na której już siedziała siostra. Na jej widok, liliowa odskoczyła od gałęzi, mocniej łapiąc się kory. Czekoladowa patrzyła na nią z ciekawością i zdziwieniem w oczach.
- J-ja idę dalej... – wytłumaczyła się szybko Mak, próbując nie wzbudzać żadnych podejrzeń. 


<Siostro? Wcale od ciebie nie uciekam>
[505 słów + wspinaczka na drzewa]
[Przyznano 15%]

04 listopada 2023

Od Naparstnicy CD. Mak

 Miała nadzieję, że Mak chociaż odrobinę uda się zaimponować ich ojcu. Tak długo ćwiczyły. Siostra musiała w końcu załapać o co chodzi. Miała się nie bać, a sama być straszna, by inni się bali. Było to proste jak połknięcie płotki. Musiała być tylko taka jak medyk. Kocur emanował wręcz wyjątkowością.  Wierzyła, że liliowej to się uda. Jednak kiedy koteczka ruszyła naprzód w stronę Gęsiego Wrzasku, Naparstnica wiedziała, że to nie wyjdzie. Wystarczyło się przyjrzeć jak żółtooka dygotała przy każdym kolejnym kroku w stronę rodziców. A w dodatku tato Krzyk nie wygląda żeby miał humor na zabawę z dziećmi. Właściwie to nigdy go nie miał! A w tej chwili wyglądał na wyjątkowo zdenerwowanego.
Naparstnica cicho pogwizdując wycofała się w tył żłobka, mając nadzieję, że jak się schowa za drugą karmicielką, to może rodzice zapomną, że mieli jeszcze jedno kocię. Jedno plus, czy minus, co za różnica. Byleby nie wydało się, że ona maczała w tym swoje łapki. Może na krzyczącego tatę fajnie się patrzyło, jednak najlepsza zabawa była kiedy to krzyczał na innych, mamę czy resztę rodzeństwa, a nie na nią. Każdego ustawiał po kątach. Naparstnica też tak chciała. 
Kiedy to już miała się schować za Ważkowym Skrzydłem, usłyszała krzyki rodzica. Najpierw zaadresowane do Mak, a potem do niej. Ojciec nakazał jej zbliżyć się do niego, a ona nie chcąc mu się sprzeciwiać podtruchtała na swych małych łapkach i usiadła tuż przed nim. Puszczona wiązanka przez Gęsi Wrzask mogła sprawić, że uszy kociaków były w stanie zwiędnąć, gdyby miały przyjemność ją pierwszy raz słyszeć. A że nie miały, tak też się nie stało. Czekoladowa wchłaniała jak gąbka każde nowe słowo, które padało z pyska kocura. Miał taki bogaty zasób słownictwa. Nikt tak nie mówił jak on. U szylkretki wzbudziło to podziw, u Mak wręcz przeciwnie. Siedziała tuż obok siostry ze spojrzeniem utkwionym w podłoże dygocąc jak osika, pociągając noskiem. No pięknie, właśnie pogłębiła siostrze traumę związana z ojcem.
— Dzikusku nie bądź dla nich taki ostry. Są jeszcze takie małe i głupiutkie. Pobawić się z tobą chciały. — miauknęła przyjaźnie Alba spoglądając z czułością na swoje pociechy, przy okazji chcąc się otrzeć o bok swego "partnera"
— A w życiu, mamo! Nie w głowie nam zabawy. — zawołała Naparstnica — Po prostu chciałam, żeby Raczek pokazała tacie, że nie jest ofiarą losu. No, ale cóż... Jak widać jest. — Wystawiła do siostry język, marszcząc swą mała mordkę. — Gdyby się tylko bardziej postarała... Wybacz tato Krzyku... Ojć! — zawołała schylając się, gdy ojciec zamachnął się na nią łapa, musiała naprawdę działać mu na nerwy. Ale była zbyt tępa, by to zrozumieć. Była tylko małym kociakiem. — Zadbam o to, by Raczek została najlepszym dzikusem, to znaczy wojownikiem w Klanie Wilka — zadeklarowała — Jak jej się nie uda, to ją fruwaki zjedzą. Więc się postaraj, chyba że chcesz być zjedzona! Wa!  — Tym razem zwróciła się do siostry, na którą skoczyła. Mak ze łzami w oczach zaczęła uciekać w głąb żłobka, a Naparstnica pędziła za nią, w akompaniamencie szurania łapami po podłożu i melodyjnemu tap tap tap — Zaraz cię zjem!

***

przed tym jak Jadowita Żmija zaciążyła i wbiła do żłobka

Alba zniknęła. Przepadła. Nie było jej. 
Ale za to na jej miejsce zawitała do żłobka inna kotka. I to nie byle jaka. Była bardzo ładna. Nawet pomimo tych blizn! One dodawały jej uroku. A w dodatku Naparstnicy rzuciła się pewna cechą, która łączyła ją i Gęsi Wrzask. A dokładnie naderwane lewe ucho. Właściwie nie tylko ta dwójka miała taką specyficzną ranę w postaci ubytku ciała, poza nimi było jeszcze kilka takich kotów. 
— Proszę Pani. Pani Bielik. Mamo Bielik... — miauknęła nie będąc pewna jak powinna się zwracać do persony, będącej ich nowa matką. Może kotka nie życzyła sobie, aby ją nazywać mamą? — Ucho. — Dotknęła łapką jednego z nich, dokładnie lewego. — Zauważyłam, że poza panią i tatą kilka kotów też ma takie naderwane ucho. Co to znaczy? To jakaś taka moda jak obroża mamy Alby? 
— Nie, to nie moda. Ucho to znak, który dostajemy od przodków. Wszyscy ci, którzy je mają są twoimi przyjaciółmi. Kiedyś także dostąpisz tego zaszczytu — wyjaśniła, uśmiechając się do kociaka miło. — Tata opowiadał wam coś o naszej wierze?
— Trochę... Rzadko nas odwiedzał. Ale wiem, że jesteśmy dzikusami. Tak mama nazywała tatę, jak jeszcze z nami tutaj była. Ciekawe gdzie poszła i czemu nie wraca... Arbuzik za nią płacze  — Podrapała się za uszkiem — Moje rodzeństwo nie lubi taty Krzyku, ale jak coś to pani tego nie wie. — szepnęła — Gdyby on się o tym dowiedział, to na pewno przykro by mu było.
— To źle, że nie nauczył was wiary — zmartwiła się. — Nie jesteśmy dzikusami, tylko wojownikami. Twoja matka była pieszczoszką, stąd mogła uznawać nas za hałastrę. Tak jednak nie jest. Bądź dumna z tego, że jesteś wilczakiem. Jeżeli masz ochotę mogę wam opowiedzieć o naszej religii. Jest namacalna i widoczna, nie zmyślona jak co niektóre bajki. Powinniście zdawać sobie sprawy z przodków, którzy nad nami czuwają. To oni w przyszłości rozliczą nas z naszych grzechów.
— Tak, tak poproszę! Mama nie lubiła jak tata nam mówił o tutejszych zwyczajach, wolała nam śpiewać piosenki. — wyjaśniła, usadowiła się w międzyczasie wygodnie tak, by Bielik mogła ją uraczyć dokładnymi informacjami na temat wiary
Kotka zaczęła opowiadać im o Mrocznej Puszczy. Przedstawiła ich jako bohaterów, dobrych i pomagających w ciężkich chwilach. Wspomniała także o Klanie Gwiazdy, ich wrogach, którzy mordują kocięta i którzy są uosobieniem najgorszego zła jakie chodziło po ziemi. Na końcu opowiedziała im o Jastrzębiej Gwieździe, Mrocznej Gwieździe, Irgowym Nektarze i innych, którzy rozwinęli ich wiarę. Przestrzegła maluchy także przed tym, aby nie chwalić się tym na prawo i lewo, ponieważ koty wierne Klanowi Gwiazdy były ukryte wśród klanowiczów i mogliby zrobić im coś złego, gdyby dowiedzieli się, że są za przodkami. 
— I właśnie dlatego możecie ufać tylko kotom z naderwanym uchem. Oni znają prawdę, reszta jest niegodna lub wierzy w naszych wrogów... — zakończyła.
Była wdzięczna za to, że na spokojnie mogła w całości wysłuchać tej opowieści. Wszystko dzięki temu, że Alba zniknęła. Gdyby nie to, na pewno historia znowu skończyłaby się na samym początku i Naparstnica by umierała z ciekawości co było dalej.
— Przestrzegę swoje rodzeństwo przed Gwiazdami! — zawołała, a swe kroki skierowała w stronę siedzącej najbliżej ofiary w postaci Mak — Hejka, Raczku! Mama Bielik powiedziała mi coś bardzo interesującego... — Mniej więcej powtórzyła zasłyszana historię, czasami zdarzyło jej się bardziej lub mniej przekręcić imiona osobistości mające wpływ na kult stojący przed młodym umysłem otworem — No i słuchaj! Już wiem co oznacza to naderwane ucho... 
Zamiast wytłumaczyć na spokojnie, przeszła do czynów. Coś tylko bąknęła o tym, że naderwane lewe ucho to znak od przodków. I że kiedyś go dostaną, jak zasłużą. Tyle, że jeśli siostra dalej będzie się wszystkiego bała to na pewno nie otrzyma tego zaszczytu. Następnie uczepiła się zębami jej ucha. Skoro lewe ucho było znakiem od przodków, który kiedyś dostaną, to nic nie stało na przeszkodzie, aby jej siostra otrzymała drugi znak w postaci naderwanego prawego ucha. Tym razem od Naparstnicy.
— Spokojnie Raczku, nie panikuj... To dar ode mnie, żebyś była dzielna... — wymamrotała ciągnąć swymi małymi ząbkami za płatek ucha liliowej koteczki — Wtedy zasłużysz na drugi dar, tym razem od przodków, bo inaczej na ciebie nawet nie spojrzą...
— Ale ja nie chcę! — krzyknęła w odpowiedzi 

<Mak? Nie pozwól sobie oderwać ucha!>

04 października 2023

Od Mak CD. Naparstnicy

 - Musisz być dzielna... bo jak nie to... to może ten fruwak znowu przyleci i jednak cię zje! A jak będziesz dzielna, to tego nie zrobi. No i nie możesz pokazać, że jesteś słaba, bo i tata też na ciebie znowu na krzyczy. A tego chyba nie chcesz, co? — usiadła przed koteczką i nachyliła się do niej, mrużąc oczka — Mi to tam nie przeszkadza, bo wygląda śmiesznie, jak się denerwuje na ciebie czy mamę, albo Arbuzika - powiedziała Naparstnica. Tak bardzo tego nie chciała. Nie chciała, by tata na nią krzyczał, nie chciała zostać karmą dla patków. Nie chciała być potworem, takim jak Gęsi Wrzask. Bała się go, tak bardzo. Gdzieś z tyłu głowy wiedziała, że kocur robi to, ponieważ nie chce, by jego córka była słaba. Ale ona nie umiała się zmienić. Strach był nieodłączną częścią jej krótkiego żywota i nie umiała sobie z nim poradzić. To była przegrana walka, a to bycie "dzikusem" też jej nie odpowiadało. Nie chciała być zła, czyli nie chciała być dzikusem, ani pół-dzikusem. 
- A-ale ja nie umiem b-być odważna... - przyznała cicho, bojąc się opinii siostry. Naparstnica spojrzała na nią swoimi morskimi oczami. Mak nie potrafiła odgadnąć wyrazu jej pyska. 
- Raczku, musisz się nauczyć - powiedziała Naparstnica. Mak zignorowała kolejną pomyłkę, związaną z jej imieniem - Mogę ci pomóc, tylko rób to co ja.
Mak pokiwała głową. Naparstnica zaczęła coś tłumaczyć i pokazywać, a liliowa starała się to naśladować i słuchać.
- Rozumiesz? - zapytała druga kotka, kończąc swój długi i nudny monolog. Liliowa pokiwała głową, choć nie wiedziała dokładnie, o co chodzi. Czekoladowa zaprowadziła Mak w dalsze zakamarki żłobka. Usiadły na zimnej ziemi.
- Dobrze - zaczęła Naparstnica - Ja będę wyskakiwać z krzaków, a ty masz się nie bać, jasne? 
Mak pokiwała głową, na co jej siostra wskoczyła do krzaków. Kociak siedział bez ruchu, skupiając się tak, jak umie, na opanowaniu lęku. Siedziała i czekała na siostrę, która cały czas nie wychodziła. "Może coś jej się stało?" - zastanawiała się. Podeszła trochę bliżej ściany z liści i patyków i wtedy wyskoczyła Naparstnica. Przerażenie wymalowało się na pysku Mak. Kociak odskoczył momentalnie, przewracając się. Naparstnica spojrzała na siostrę ze smutkiem.
- Nie udało ci się Rak - powiedziała smutno - Musimy to powtórzyć.
- Jestem M-Mak - przypomniała, ale czekoladowa nie zwróciła na nią uwagi i znowu wskoczyła w zarośla. 
***
Cały dzień próbowały "naprawić" Mak, lecz bez skutku. Kociak bał się jeszcze bardziej i co każdy krok obracał się, w poszukiwaniu zagrożenia. Miała dość. 
- Raczku! Teraz spróbujemy z minami! - krzyknęła Naparstnica i podbiegła do siostry. Mak niechętnie pokiwała głową, a Naparstnica zaczęła robić jakieś miny. 
- Cześć mój dzikusku! - usłyszały po chwili głos Alby. Kotka, mimo tych krzyków, skierowanych w jej stronę, cały czas z czułością podchodziła do kocura. Mak na widok ojca zjeżyła sierść, a Naparstnica się jakby rozweseliła.
- To twoja szansa! Idź pokaż, jaka jesteś odważna! - powiedziała czekoladowa i popchnęła liliową w stronę ich ojca.

<Naparstnico?>

02 października 2023

Od Naparstnicy CD. Mak

 Szylkretka raz za razem otwierała i zamykała swój mały pyszczek, ziewając znużona. Udało jej się dzisiejszego dnia zbadać cały teren wokół ich wspólnego legowiska, na którym spali razem z mamą. Drugą część kociarni wciąż pozostaje dla niej nieznanym, jednak nie na długo. W trakcie następnych dni chciała zbadać pozostałą część żłobka, a gdy to już zrobi, chciała porozmawiać ze starszymi kociakami, bo w końcu wypadało też bardziej zapoznać się z nimi, dzielili razem lokum. Ich mama, Skrzydełko, była bardzo ładna. Kociak śmiało mógł stwierdzić, że była nawet ładniejsza od jej mamy, Alby.  W szczególności szylkretce przypadły do gustu te liliowe pędzelki sterczące na uszach królowej, gdyby tylko mogła z chęcią by jej je wyrwała i sama sobie przyczepiła. Powinny pasować.
— Naparstnico, p-pomóż mi! T-Tam coś jest i c-chce mnie dopaść! — pisnęła koteczka bardziej kuląc się za siostrą
Nawet nie zwróciła zbytnio uwagi na to co wyrabia jej siostra, dopiero jej krzyki i to, że się za nią chowała sprawiły, że przeniosła na liliową spojrzenie. A dokładnie na jej łapę, która wskazywała na małego ptaszka. Mały gość zawitał do nich w odwiedziny, co wywołało uśmiech u czekoladowej na pyszczku.
— Oh, Raczku! I ty chcesz być w przyszłości wojownikiem? — westchnęła spoglądając na siostrę rozczarowana, że przestraszyła się malutkiego ptaszka — To jest fruwak! — zawołała radośnie mając nadzieję, że ta informacja sprawi, że kotka przestanie się trząść — Przecież on ci nic nie zrobi. Nie zje cię... ale za to my jak będziemy duże będziemy na niego mogły polować. Nie będzie miał z nami, żadnych szans! Bo w końcu jesteśmy pół-dzikusami! — poderwała się na swoje małe łapki przybierające koślawą bojową pozycję i skoczyła w kierunku ptaka płosząc go
Na dźwięk słowa dzikusy Mak zaczęła się bardziej trząść. No tak, dzik... dzikuskiem tak chyba był nazywany tata przez mamę. A z tego co kocię zauważyło nie każde z rodzeństwa darzyło aż taką sympatią ojca jak ona. Może i krzyczał, ale wyglądał na silnego kota. A Naparstnica też taka chciała być. Bo mama i Ananasik nie było silni, co denerwowało kotkę. 
— J-ja nie jestem żadnym dzikusem, nawet w połowie! Proszę nie rozmawiajmy o tacie...
— No, ale nasz tata jest! — Strzepnęła uchem, będąc zła, że siostra nie chcę poruszać tematu ich ojca — Mama mu mówi ciągle "dzikusku, mój dzikusku". — Zaczęła naśladować głos matki, na co sama królowa zaczęła się rozglądać dookoła, jakby była zdziwiona tym, że słyszy swój własny głos, a ma o dziwo zamknięty pysk — Więc jesteśmy pół-dzikusy! — upierała się przy swoim — A dzikusy są nieustraszone. Widziałaś, tata Krzyk niczego się nie boi. A mama to dzikusem nie jest, bo ma takie dziwne coś na szyi. Jak to się nazywało? O...ob... takie o różowe, wiesz co. Nie jest to tak mięciutkie jak futro mamy, a takie to kółko jak mnie dotknęło w nosek to było zimne! Musisz być dzielna... bo jak nie to... to może ten fruwak znowu przyleci i jednak cię zje! A jak będziesz dzielna to tego nie zrobi. No i nie możesz pokazać, że jesteś słaba, bo i tata też na ciebie znowu nakrzyczy. A tego chyba nie chcesz, co? — usiadła przed koteczką i nachyliła się do niej mrużąc oczka — Mi to tam nie przeszkadza, bo wygląda śmiesznie jak się denerwuje na ciebie czy mamę, albo Arbuzika.

<Maczek?>

Od Mak do Naparstnicy

 Od pewnego czasu była w żłobku i dopiero teraz zdała sobie sprawę, że od kilku dni mogła cokolwiek widzieć. Wcześniej nie używała tej umiejętności za bardzo, bo po co jej to było, skoro cały dzień spała i leżała obok mamy? Ale dziś było inaczej. Dziś całe jej rodzeństwo więc się ruszało i chodziło po żłobku. 
- Moje maluchy - powiedziała cicho Alba, przyglądając się swoim dzieciom, odkrywające każdy zakamarek żłobka. Bardziej robiły to Naparstnica i Hortensja. Mak i Ananasik zostali przy mamie, nie chcąc się od niej odsunąć. 
- Ananasiku, Mak idźcie się poprawić z rodzeństwem! - zachęcała mama, lekko pchając maluchy ogonem.
- Ale j-ja nie chce! - pisnęła Mak, jąkając się nieco. Ananasik tylko wtulił się bardziej w sierść matki.
- Oni nic wam przecież nie zrobią, a musicie się bawić z innymi, inaczej nie zostaniecie najsłodszymi wojownikami w całym lasku - mówiła dalej karmicielka. Mak spojrzała na nią swoimi zielonymi oczkami, pełnymi strachu. Bała się opuszczenia bezpiecznego legowiska. Przecież tyle rzeczy mogło się tam stać! 
- A nic m-mi nie b-będzie? - zapytała cicho.
- Nic, ja o to zadbam mój kwiatuszku - zapewniła i popchnęła córkę nieco mocniej do przodu. Mak wylądowała poza legowiskiem z mchu i paproci. Ziemia była twarda. Kotka dopiero teraz poczuła też zimny wiatr, który od kilku dni panował na dworze. Przy mamie było ciepło i przyjemnie, Mak nie spodziewała się takiej zmiany temperatury. Przeszła kilka kroków, prawie się przy tym przewracając. Doszła do jednej ze ścian żłobka i usiadła, rozglądając się dookoła. "Jeszcze nic mi nie jest" - pomyślała. Nagle usłyszała zadowolone piski i krzyki dobiegające z drugiej strony kociarni. Dzieci Ważkowego Skrzydła, zaczęły się bawić, a bardziej tylko jedno z nich. Biały kocurek biegał wokół własnej osi i co chwilę skakał. Liliowa nie wiedziała, o co mu chodzi. Po chwili jej uwagę przykuła jej siostra, Hortensja. Kotka chodziła cicho po legowisku, chyba bez większego celu w tym. Mak szybko się znudziła i starała się zająć czymś innym. Pogrzebała chwilę w ziemi i usłyszała za sobą jakiś szelest. Spojrzała niespokojnie na ścianę żłobka. Sierść jej się zjeżyła, a oczy błądziły w panice po ścianie. Szelest zdawał się coraz głośniejszy. Nagle mały ptaszek pojawił się na chwilę w zasięgu wzroku młodej kotki. Ptaszek na chwilę wszedł do kociarni. Mak przerażona odskoczyła w bok, a gdy zwierzę się poruszyło, spanikowana liliowa pobiegła szybko przed siebie. 
- Coś t-tam jest! - krzyczała przerażona. Kilka razy podczas biegu się przewróciła. W końcu dobiegła do najbliższego kota w jej otoczeniu, a była to jej siostra, Naparstnica. Kotka zdziwiona spojrzała na siostrę, chowającą się za nią.
- Naparstnico, p-pomóż mi! T-Tam coś jest i c-chce mnie dopaść! - pisnęła, bardziej kuląc się za siostrą.

<Siostro? Ratuj mnie!>