Przysnął na gałęzi, wtulając się w czyjeś futerko. Pewnie to był tylko wytwór jego wyobraźni. No bo kto by spał obok niego? A jeśli...! Poderwał się natychmiast na łapy i prawie spadł z gałęzi. Widząc Kolaczastą Skórę wypuścił powietrze. A już myślał, że nieświadomie zdradził Klan Gwiazdy i ich kodeks! Przeciągnął się i spojrzał w dół. Było... strasznie wysoko! Zaczął drżeć. Później ocknął się wojownik i rzucił mu nieprzyjemne spojrzenie. Tak! Obwiniał go pewnie o to co się stało! Ale to nie było jego winą! On cenił swoje życie. Nigdy nie chciał być goniony przez rozwścieczoną bestię.
- Musimy zejść. Chyba już go nie ma - miauknął do kocura patrząc w dół.
Tak jak przystało na sprawnego kota, jego towarzysz szybko zszedł na ziemię, czekając na medyka. No właśnie. On miał zejść na dół, a nigdy tego nie robił. Nie chciał też, aby kocur go tu zostawił. Pewnie był do tego zdolny, skoro go nie lubił.
- Powiesz jak to zrobiłeś? - zapytał.
Młodzik westchnął, po czym krzywiąc się wlazł z powrotem na gałąź i pomógł mu zejść. No... Tyle dobrze, że zrozumiał, że trójłapy prędzej by się zabił niż zszedł.
Następnie wrócili do obozu, rozchodząc się w swoje strony.
***
Z mściwym uśmieszkiem obserwował jak kocur latał w krzaki. Dobrze wiedział, że Kolczasta Skóra pewnie zjadł coś nieświeżego, ale oczywiście nie przyszedł do niego po pomoc. Dopiero, kiedy stwierdził, że ma dość, przyszedł do medyka i pomiauczał mu o swoim problemie. Na dodatek przy dwóch kotkach, które przebywały w legowisku medyka, aby wyleczyć swoje biedne łapy. Oczywiście dał mu zioła i pewnie mu się polepszyło. Stwierdził to po tym, że już nie widział jego zadka uciekającego w pierwsze lepsze krzaki. Ach... Przeciągnął się i postanowił wyjść na spacer. Zahaczył o grób matki, składając na na mogile ładne kwiatki, które jeszcze nie zwiędły. Spacerując tak dostrzegł jakiś ruch. Zamarł. Nagle pod łapami przeleciała mu mysz, a zaraz za nią oczywiście Kolczasta Skóra. Wojownik zderzył się z medykiem i oboje poturlali się po leśnej ściółce pełnej błota.
- Ty idioto! Patrz gdzie biegniesz! Ubrudziłeś mi sierść - syknął, podnosząc się na łapy. To było koszmarne! Jego piękna, liliowa sierść... Cała... W tym świństwie! Pomachał zdenerwowany ogonem.
- To ty uważaj! Przez ciebie uciekła mi mysz! - odwarknął tamten.
- Trzeba było patrzeć gdzie biegnie! Ja tam nie znalazłem się specjalnie! - fuknął.
<Kolczasta Skóro?>