BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Potrójny Krok x Kolczasta Skóra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Potrójny Krok x Kolczasta Skóra. Pokaż wszystkie posty

17 lutego 2021

Od Potrójnego Kroku cd Kolczastej Skóry

Przysnął na gałęzi, wtulając się w czyjeś futerko. Pewnie to był tylko wytwór jego wyobraźni. No bo kto by spał obok niego? A jeśli...! Poderwał się natychmiast na łapy i prawie spadł z gałęzi. Widząc Kolaczastą Skórę wypuścił powietrze. A już myślał, że nieświadomie zdradził Klan Gwiazdy i ich kodeks! Przeciągnął się i spojrzał w dół. Było... strasznie wysoko! Zaczął drżeć. Później ocknął się wojownik i rzucił mu nieprzyjemne spojrzenie. Tak! Obwiniał go pewnie o to co się stało! Ale to nie było jego winą! On cenił swoje życie. Nigdy nie chciał być goniony przez rozwścieczoną bestię. 
- Musimy zejść. Chyba już go nie ma - miauknął do kocura patrząc w dół. 
Tak jak przystało na sprawnego kota, jego towarzysz szybko zszedł na ziemię, czekając na medyka. No właśnie. On miał zejść na dół, a nigdy tego nie robił. Nie chciał też, aby kocur go tu zostawił. Pewnie był do tego zdolny, skoro go nie lubił. 
- Powiesz jak to zrobiłeś? - zapytał. 
Młodzik westchnął, po czym krzywiąc się wlazł z powrotem na gałąź i pomógł mu zejść. No... Tyle dobrze, że zrozumiał, że trójłapy prędzej by się zabił niż zszedł. 
Następnie wrócili do obozu, rozchodząc się w swoje strony.

***

Z mściwym uśmieszkiem obserwował jak kocur latał w krzaki. Dobrze wiedział, że Kolczasta Skóra pewnie zjadł coś nieświeżego, ale oczywiście nie przyszedł do niego po pomoc. Dopiero, kiedy stwierdził, że ma dość, przyszedł do medyka i pomiauczał mu o swoim problemie. Na dodatek przy dwóch kotkach, które przebywały w legowisku medyka, aby wyleczyć swoje biedne łapy. Oczywiście dał mu zioła i pewnie mu się polepszyło. Stwierdził to po tym, że już nie widział jego zadka uciekającego w pierwsze lepsze krzaki. Ach... Przeciągnął się i postanowił wyjść na spacer. Zahaczył o grób matki, składając na na mogile ładne kwiatki, które jeszcze nie zwiędły. Spacerując tak dostrzegł jakiś ruch. Zamarł. Nagle pod łapami przeleciała mu mysz, a zaraz za nią oczywiście Kolczasta Skóra. Wojownik zderzył się z medykiem i oboje poturlali się po leśnej ściółce pełnej błota. 
- Ty idioto! Patrz gdzie biegniesz! Ubrudziłeś mi sierść - syknął, podnosząc się na łapy. To było koszmarne! Jego piękna, liliowa sierść... Cała... W tym świństwie! Pomachał zdenerwowany ogonem. 
- To ty uważaj! Przez ciebie uciekła mi mysz! - odwarknął tamten. 
- Trzeba było patrzeć gdzie biegnie! Ja tam nie znalazłem się specjalnie! - fuknął.

<Kolczasta Skóro?>

07 listopada 2020

Od Potrójnego Kroku cd Kolczastej Skóry

 - Kiedy będziemy wreszcie na miejscu? Tyle tu tych dwunożnych i ich młodych... - mruknął spoglądając na nie daleko idącą zupełnie łysą istotę. 
- Już niedługo. Zaraz powinien pojawić się ogród dwunożnych z roślinami z fioletowymi płatami. - warknął.
- Ok.
Nie po to brał kocura, aby mu teraz jęczał. Niech się cieszy, że znalazł to miejsce. To był oczywiście przypadek! Zmierzając do siedliska Dwunożnych, które zwało się farmą, zauważył mnóstwo wymyślnych pułapek na koty. On nie był durny i nie skusił go zapach pokarmu. Postanowił udać się dalej i tak oto natrafił na większy kompleks jam, z wieloma roślinami. Nadal dziwnie się czuł w tym miejscu. Nie żałował, że zabrał wojownika. Dodawał mu pewności siebie, dzięki czemu jeszcze nie zwiał na widok tych bezwłosych istot.
Gdzieś obok rozległy się dźwięki wydawane przez dwunogów, którzy najprawdopodobniej się bili. Różnili się troszeczkę od tych, choćby wyglądem. Ich odzienie było poszarpane, nos bardziej czerwony, a zapach okropnie ohydny i ostry.
Dwójka osobników zadawała sobie ciosy przezroczystymi rzeczami, które czasami się rozbijały. Wykonywali czasami dziwne ruchy.
- Dziwacy... - skomentował Kolczasta Skóra pod nosem. 
- Ta. Już jesteśmy! - Szybko przeszedł pod drewnianą zaporą i znalazł się w raju.
Tyle roślin! Zaczął węszyć, aż odnalazł to po co przyszedł. Kocimiętka! Zaczął ją zrywać, kiedy wojownik stał na czatach. Musiał zabrać jej dość dużo, aby nie wracać tu za często. Ten świat był za... za straszny. 
- Już? - miauknął kocur, widząc jak medyk wpycha w pysk liście. 
Nie mógł mu odpowiedzieć, bo inaczej wszystko by mu wypadło. Kiwnął tylko głową i zarządził odwrót. Szybko wymknęli się tą samą drogą co przyszli. Po odrażających Dwunożnych nie było śladu. Pozostawał po nich tylko ohydny smród. Po powrocie będzie musiał się porządnie wymyć. Kierując kroki z powrotem do lasu, wyczuł dziwną woń. Pierwszy zobaczył biegającego luzem psa. Serce podskoczyło mu do gardła, a łapy same poniosły. Nie mógł krzyczeć, czy nawet ostrzec wojownika, nie gubiąc cennych listków, dlatego też miał nadzieję, że kocur zrozumiał, dlaczego przyspieszył i gnał na złamanie karku w stronę drzew. 

<Kolczasta Skóro?>

16 sierpnia 2020

Od Potrójnego Kroku cd Kolczastej Skóry

- Wygląda na to, że dopóki sytuacja się nie polepszy koty będą musiały znaleźć inne miejsce z wodą… Na przykład kałuże czy ranną rosę. - miauknął Kolczasta Skóra dalej zastanawiając się nad tymi nowymi faktami.
Sytuacja nie wyglądała za ciekawie. Z wody unosił się okropny fetor. Dziwił się, że mimo tego koty przychodziły tu gasić swoje pragnienie. On nigdy nie dotknął by tego świństwa językiem! 
- Tak... Bo kałuża jest bezpieczna. Wiesz, co w tym błocie mogło być? Jakieś larwy i glizdy! Jeszcze więcej się pochoruje. 
- No to co mamy pić?! - zapytał rozeźlony kocur.
- No jak to co? Myślisz, że to jedyne źródło w okolicy? Przy terenie zgromadzeń płynie przecież rzeka! - Pokręcił głową. 
Ruszył wzdłuż strumyka, pnąc się w górę. Wojownik ruszył za nim.
- Po co idziemy dalej? Już wiemy, że woda jest zanieczyszczona. Szukamy sprawcy? 
- Nie. Szukamy miejsca odkąd to się zaczyna - prychnął.
Czemu akurat trafił mu się do pomocy, taki nieogarnięty osobnik. Szli i szli, węsząc i sprawdzając wodę. Wyglądało na to, że została skażona na dość dużym terenie. Ciecz spływała w dół, więc to coś musiało być na samym szczycie. Nie patrzył na powoli zniżające się słońce. Może i nierozsądnym było przychodzić tu tylko we dwójkę, gdy za sąsiadów się ma klifiaków, ale musieli zbadać sprawę. W końcu to było dla dobra klanu. Po jakimś czasie dotarli w pobliże jaskini, gdzie Gwiezdni dzielili się snami. Na chwilę usiedli łapiąc oddech. Smród znad wody się wzmógł. 
- Co tak śmierdzi? - skrzywił nos Kolczasta Skóra.
- Yh... - Zmusił się do wstania i podszedł za zapachem. 
Kaszlnął raz i drugi raz, patrząc na dziwnie wyglądające plamy, które unosiły się na powierzchni wody. Tu i tam leżały jakieś zielone opakowania, ewidentnie należące do Dwunożnych. 
- Fuj. Co to? - zapytał po raz kolejny wojownik.
- Śmierdzi okropnie, więc nic dziwnego, że się koty trują. - Znów kaszlnął.
- Nie umrzyj mi tu tylko - zażartował młodszy.
- Ty... Uważaj sobie. Ja jeszcze się nie wybieram na tamten świat - fuknął. 
Obserwował jak z niektórych tych dziwnych przedmiotów, wycieka nadal jakiś płyn. Spróbował ją wyjąć z wody. Było to dość trudne, ponieważ nie miał zamiaru moczyć w tym świństwie łap ani pyska. Machnął ogonem na wojownika. W końcu po coś tu jest.
- Weź taką jedną. 
Kolczasta Skóra coś tam pomarudził, ale chyba zdawał sobie sprawę z złożoności problemu, dlatego wyłowił zielone coś i położył przed trójłapym. Potrójny Krok uważnie się temu przyjrzał. Było to twarde, ale miększe od kamienia. No i lekkie, w końcu wojownik nie miał problemu, by to podnieść. Na nim znajdowały się jakieś znaki. Nie wiedział co one oznaczają, jednak domyślał się, że to nie był wytwór natury. Może gdyby tak oczyścili wodę, to problem by zniknął? Jednak nie ma co dziś się trudzić. Odkryli problem i potencjalnych sprawców. Będą musieli tu wrócić i się tym później zająć. 
***
Nie dane im było podjąć kroków, które zaproponował medyk. Koty od tamtej pory chodziły pić nad rzekę, przecinając tereny Klanu Burzy. Nie ta decyzja jednak ich powstrzymała, a atak Stwórcy z jego pachołkami. Teraz on, Potrójny Krok był bezpieczny. Miał mnóstwo jedzenia; zatrutego przez coś, co nadal nie byli w stanie odkryć jego wybawcy, oraz miał mnóstwo wody! Jednak nadal myślami wracał do Klanu Wilka. Miał nadzieję, że Mokra Gwiazda niedługo ruszy ten swój wyliniały tyłek i odbije jego rodzinę, a wtedy zajmą się raz na zawszę, kwestią strumyczka. 

<Kolczasta Skóro. Na razie zawieszamy, póki nie wróci>

05 sierpnia 2020

Od Potrójnego Kroku cd Kolczastej Skóry

- A teraz przynieś mi trochę mchu nasączonego wodą, albo i więcej, wyschło mi przez ciebie w gardle. Już! - powiedział mentor Fasolkowej Łapy po czym zaczął się przyglądać jak Senny Świt połyka roślinę. - Możesz szybciej? Zaraz uschnę! 
Czekał na tego mysiego móżdżka, aż zrobi to co kazał. Skoro chciał pomagać, to może mu równie dobrze usługiwać. Wziął mech i wypił pyszną wodę, łagodząc suchote w gardle. Ach... Taki sługus to ciekawa myśl. Chociaż nie chciał, aby Kolczasta Skóra się mu pałętał bardziej pod łapami, więc zachował swoje myśli dla siebie
- Ach... lepiej. - westchnął. 
Znów skupił się na Leśnym Świcie. Ten to zawsze w coś się pakuję. Zaczął go wypytywać, od kiedy źle się czuję. Dał mu też nieco wody, by organizm mu się nie odwodnił, jednak ten zamarł, jakby coś sobie przypominając i pokręcił stanowczo głową. 
- To... To było nad rzeką. 
- Nad rzeką się źle poczułeś? - zmarszczył czoło. 
Wojownik kiwnął łbem. 
- Dokładnie przy tym strumyku, granicy z Klanem Klifu. Poszedłem się napić, a później poczułem ból brzucha i zacząłem wymiotować. 
Zamarł. Nie... To niemożliwe. Czyżby ktoś otruł wodę? Czy da się w ogóle do czegoś takiego doprowadzić? Wolał nie dopuszczać tego do myśli! Jeśli woda jest zatruta, to cały klan ma poważne problemy. No bo co będą pić? Jest szansa, że nałapią deszczówki, ale na długo to im nie starczy. Musieli to zbadać. I to dokładnie.
- Odpoczywaj teraz. Poczekaj na powrót Fasolkowej Łapy, powiedz jej to co mi, a ona się tobą zajmie - powiedział wychodząc z legowiska, przy okazji machając na Kolczastą Skórę ogonem, by ten za nim podążył.
- Dokąd idziesz? - zapytał młodzik. 
- Słyszałeś swojego mentora. Jako, że chciałeś pomóc, to mi pomożesz. Idziemy nad strumyk. Musimy go zbadać i sprawdzić, czy nie mamy do czynienia ze skażeniem. 
Miał nadzieję, że Leśny Świt przesadzał i wcale, a to wcale jego objawy nijak się mają do wody. Jeszcze tego by im brakowało. 
- No ruszaj się panie wojowniku. Będziesz odganiał przy okazji wkurzonych klifiaków od mojej osoby. Czyli to do czego zostałeś stworzony i co lubisz. - powiedział kierując swoje kroki w stronę granicy.

<Kolczasta Skóro?>

27 lipca 2020

Od Potrójnego Kroku cd Kolczastej Skóry

- Nie?! Nie?! Nie wyjdziesz?! - wściekł się jeszcze bardziej Trójka, widząc postawę młodszego. 
- Nie. - odpowiedział szybko drugi i wytknął mu język.
Kolczasta Skóra wysunął pazury i wbił się w ziemie dając znak, że żadna siła go z stamtąd nie oderwie. 
Co za gówniarzernia rosła w jego cudownym klanie. Dobrze pamiętał pojawienie się kociaka, który został sprowadzony przez Wilcze Serce. Oznaczało to, że oczywiście nie miał szacunku do starszych i klanowych obyczajów. Nie zdziwiłby się, gdyby nawet nie wierzył w przodków. W końcu takie podrzutki są przekonane do swoich racji. Ale żeby tak kpić sobie z jego cennych ziół, które mogą uratować mu życie? Chyba nie wie z kim zadziera. 
- Słuchaj no ty lisi bobku. Powiem ci teraz coś i dobrze to sobie zapamiętaj. Nie należy mi przeszkadzać w pracy. Udajesz takiego groźnego, ale wiedz, że jak będziesz się wykrwawiał na śmierć, to przyjdziesz do mnie, a wtedy zobaczymy kto będzie zgrywał twardziela! Więc trochę szacunku! 
- Mogę iść do Fasolkowej Łapy. W końcu ona też jest medyczką. - odpowiedział.
- Myślisz, że twoja ukochana Fasolka jest tu cały czas? Widzisz, że w tej chwili jej nie ma! Więc się zastanów co mówisz - warknął. 
Musiał chyba na serio pomyśleć, o jakimś zabezpieczeniu przeciwko zdrowym kotom, którzy przychodzą do jego jaskini, kłócąc się i zabierając mu powietrze. Kolczasta Skóra nadal siedział w środku, czekając na swoją przyjaciółkę. 
- Wyjdź. Stąd. Już. Nie rozumiesz mysi móżdżku, co do ciebie mówię?! Możesz poczekać w obozie, bo skoro jej tu nie ma, to znaczy geniuszu, że wejdzie z innej strony. Nie wyskoczy nagle z leża medyka! 
- Ale...
No naprawdę! Co za mysi móżdżek! Serio nie rozumiał, że ktoś kogo nie ma, nie pojawi się nagle przed nim? Powinien czekać przed wejściem do obozu, a nie w jego jaskini! Idioci, idioci, idioci, wszędzie tylko idioci. Czy kiedykolwiek spotka kogoś, kto miałby szansę z nim normalnie porozmawiać na inteligentne tematy? 
- To jaaaa! Leśny Świt! - Nareszcie zrozumiał, aby krzyczeć przed wejściem do środka.
- Czego? 
- Boli mnie brzuch! - Wojownik wtoczył się powoli do środka, upadając na pysk. 
Szybko przystąpił do oględzin pacjenta. Dotknął łapą jego brzucha, a z pyska badanego wyrwało się jęknięcie. W konsystencji był też jakiś twardy. Nagle zwymiotował, ale na szczęście pod łapy Kolczasatej Skóry. No i po co się tak zapierał swoimi pazurkami? 
- Nie widzisz, że przeszkadzasz? Wyjdź, mam robotę. - Nadal starał się go przepędzić trójłapy.
- Mogę pomóc...
- Nie! Nie jesteś medykiem. Znajdź Fasolkową Łapę, już. Tylko do tego się teraz przydasz. - Przeciągnął Leśnego Świta na posłanie, którym targały dreszcze. 
Wyglądało mu to na zatrucie. Szybko włożył mu do pyska pokrzywkę. Po chwili znów wstrząsnęły jego ciałem torsje, zwracając to co ostatnio jadł. Miał nadzieję, że to nie zaraza, która panowała w Klanie Burzy. Przyjrzał się z obrzydzeniem jego wymiocinom, ale o dziwo nie dostrzegł żadnego pokarmu. Tylko żółć i pianę. 
- Jadłeś coś ostatnio? 
Wojownik pokręcił głową. Znów spojrzał na Kolczastą Skórę, który wycierał łapy w mech. 
- No idźże po Fasolkę! - warknął na niego, by pobudzić go do poszukiwań.

<Kolczasta Skóro?>

23 lipca 2020

Od Potrójnego Kroku cd Kolczastej Łapy

Idealnie. Jeszcze trochę... O tak... Idealnie! Zaledwie wczoraj, wybrał się na przechadzkę do lasu, a już znalazł piękną czaszkę, należącą pewnie do jakiegoś ptaka. Wielkością przypominała kruczą lub wronią, jednak zbytnio w to nie wnikał. Ważne, że udało mu się dotachać to do legowiska. Odkąd wygonił Strzyżykową Pręgę, teraz on był tu panem na włościach i mógł nieco udekorować przestrzeń. Przyglądał się nabitej na patyk czaszce, łapą ustawiając jej położenie, gdy oczywiście ktoś mu przerwał.
- Potrójny Kroku? Jesteś tu? - zawołał jakiś głos.
- Tak, czego?
- Jest tu Leśny Świt?
Co za bezczelny bachor! Przecież mówił, że nim się wejdzie do jego leża, mają przed wejściem wołać kto wchodzi. Wiedział po głosie, że to nie wróciła Strzyżyk, a przyszedł jakiś mysi móżdżek. Czy muchy zasnuły mu umysł, kiedy to wszystkim ogłaszał? Chwycił w pysk kość i rzucił nią w dzieciaka. Rozległo się zduszone "ała". Najwyraźniej nie spodziewał się takiej formy zaprzeczenia.
- Gdyby tu był, to chyba by zawołał do ciebie: Nie wchodź! - prychnął, stając naprzeciw Kolca. - Czy słyszałeś jakie panują tu nowe zasady? 
Uczeń zdziwiony pokręcił głową. Na Klan Gwiazd! Co to za mysie móżdżki mu się trafiają? Najpierw Leśny Świt przyszedł z problemem, ale nie zawołał swego imienia, przez co kość, którą w niego rzucił go znokautowała i teraz leżał nieprzytomny, zakryty mchem w przestrzeni zarezerwowanej dla pacjentów. A teraz ten dzieciak...
- To go nie ma? Czy jest? - dopytywał.
- JEST! Ale przed wejściem masz wołać, że wchodzisz! 
- Ale po co?
- Po to mysi móżdżku, bym cię nie rozszarpał! - warknął. - Widać, że niedaleko pada mentor od ucznia... - mruknął do siebie. - On jest tam - Wskazał ogonem mech.
- Pod mchem? 
- A owszem. 
Uczeń podszedł do wskazanego miejsca i odkrył nieprzytomnego mentora.
- On nie żyje?! - zakrzyknął, widząc jak ten leży z językiem na wierzchu.
- Przed kilkoma uderzeniami serca jeszcze żył! - Odepchnął ucznia i zbadał pobieżnie wojownika. - Żyję! Nie strasz mnie tak! - prychnął. - Po prostu śpi.
- A co z moim treningiem? Kiedy się obudzi? - dopytywał Kolec.
- Mam gdzieś wasz trening. Nie odbędzie się, bo widzisz, że leży jak długi. Nie mam takiej mocy, by postawić go na nogi.
- Ale co mu jest? 
- To chyba z przemęczenia... - wyjaśnił, rzucając Fasolkowej Łapie spojrzenie, aby ta nie wygadała się, że to przez niego wojownik leżał bez życia. - Coś jeszcze chcesz? Jak jesteś zdrowy, to nie marnuj mojego czasu.

<Kolczasta Łapo?>