Gwałtowna reakcja kotki z początku go zaskoczyła, ale z każdym jej słowem stawał się coraz bardziej wściekły. Już dawno wykrzyczałby niebieskiej co o niej myśli, gdyby tylko miał na to czas pomiędzy wylewającymi się z niej zdaniami.
Że niby go szukała? W takim razie nie robiła tego wystarczająco dobrze! Jakaś tam jej przyjaciółka zmarła? Świetnie! Sam chciałby stracić tylko jedną osobę. Ktoś tam kogoś otruł? Idealnie wręcz! Znała sprawcę śmierci swoich bliskich, o czym on mógł jedynie pomarzyć.
Wzmianka Bylicy o tym, że nie miała nikogo, już kompletnie go rozsierdziła. A on kogoś miał?! Nie. W najgorszym momencie swojego życia był sam. Zupełnie sam.
— Nie było tak prosto was znaleźć! Myślisz, że wejdę sobie na tereny Owocniaków, powiem „hej, szukam Agresta, możecie wskazać mi drogę?”?! — wdarła się. Tak! Dokładnie tak myślał! W kotce się jednak coś zmieniło po tym, jak na niego wrzasnęła. — Ja… przepraszam… jestem okropną matką… Zawiodłam ciebie i Kuklika… i nie byłam w stanie obronić reszty z moich dzieci — Jej głowa opadła nisko, wzrok wbiła w ziemię. Z zielonych oczu zaczęły skapywać łzy.
„Tak, jesteś” – już miał jej odwarknąć, gdy usłyszał głos innego kota.
— Hej! To samotnik!
Momentalnie zamarł. O nie. Tylko nie to. Przyłapali go, przyłapali. Raptem cały gniew młodego wojownika, został zalany przez falę paniki.
Co sobie pomyśleli, widząc, jak z nią rozmawia? Wiedział, iż nie powinien lekceważyć rozkazów Błysk. A jednak to zrobił. Po raz kolejny. Co powie jego tata, jeśli się o tym dowie? Na pewno uzna, że popełnił błąd. Znów do niego dopuścił. I wtedy znów to się powtórzy.
Kiwnął głową do członków patrolu na znak, że zrozumiał przekaz i gdy tupot ich łap znalazł się bliżej jego ucha, ruszył wraz z nimi w pogoń.
Żałował tego, że spotkał się z Bylicą. Miał dzięki temu poczuć się lepiej, a tymczasem to jedynie zrujnowało jego nastrój.
Wojownicy zatrzymali się, kiedy samotniczka przekroczyła granicę.
— Znasz ją? — zapytał Szpak, mierząc go badawczym spojrzeniem.
— Nie. Chciałem jej pokojowo wyjaśnić, że to nasz teren, ale najwidoczniej było to zbyt trudne do pojęcia — syknął Agrest, z przerażeniem rejestrując drżenie swojego głosu.
— Rozumiem, lecz następnym razem się z nią tak nie cackaj. Nie chcemy, żeby ktoś kradł nam zwierzynę.
Bicolor skinął głową, odrobinę się rozluźniając.
— Naprawdę wierzysz w tak nudne wytłumaczenie? — Skowronek przewróciła oczami na niebieskiego. — A może to jakaś jego kochanka? — zasugerowała z uśmieszkiem i przeniosła wzrok na Agresta. — Czy to przez nią tak wiercisz się w nocy? Jak ma na imię? Od ilu księżycy się spotykacie? Jak często? Czy ma odpowiednie futro? Wiesz, takie, które jest w stanie wchłonąć wszystkie twoje gorzkie łzy?
Wykrzywił pysk w obrzydzeniu. Chciało mu się wymiotować, słysząc insynuacje burej. Nie cierpiał jej. Zawsze zadawała jakieś dziwne lub osobiste pytania.
Szpak parsknął pod nosem, jednak zaraz odparł:
— Nikogo nie interesują twoje fantazje Skowronek, zachowaj je dla siebie.
Vanka prychnęła oburzona.
— A ty tak wszystkim nie rozkazuj, i tak nikt cię nie słucha.
Niebieski spojrzał na nią powątpiewająco.
— Może… poszlibyśmy już stąd? — po raz pierwszy odezwał się Irys, jedyny normalny z tej grupy.
Każdy zgodził się skinięciem głowy i patrol zaczął wracać. Skowronek i Szpak wyszli na prowadzenie, a Agrest został w tyle, niespokojnie machając ogonem.
— Nie sądzę, że serio tak myślała — szepnął do niego brat.
— Nie wiem — wymamrotał, nie spoglądając mu w oczy.
Że niby go szukała? W takim razie nie robiła tego wystarczająco dobrze! Jakaś tam jej przyjaciółka zmarła? Świetnie! Sam chciałby stracić tylko jedną osobę. Ktoś tam kogoś otruł? Idealnie wręcz! Znała sprawcę śmierci swoich bliskich, o czym on mógł jedynie pomarzyć.
Wzmianka Bylicy o tym, że nie miała nikogo, już kompletnie go rozsierdziła. A on kogoś miał?! Nie. W najgorszym momencie swojego życia był sam. Zupełnie sam.
— Nie było tak prosto was znaleźć! Myślisz, że wejdę sobie na tereny Owocniaków, powiem „hej, szukam Agresta, możecie wskazać mi drogę?”?! — wdarła się. Tak! Dokładnie tak myślał! W kotce się jednak coś zmieniło po tym, jak na niego wrzasnęła. — Ja… przepraszam… jestem okropną matką… Zawiodłam ciebie i Kuklika… i nie byłam w stanie obronić reszty z moich dzieci — Jej głowa opadła nisko, wzrok wbiła w ziemię. Z zielonych oczu zaczęły skapywać łzy.
„Tak, jesteś” – już miał jej odwarknąć, gdy usłyszał głos innego kota.
— Hej! To samotnik!
Momentalnie zamarł. O nie. Tylko nie to. Przyłapali go, przyłapali. Raptem cały gniew młodego wojownika, został zalany przez falę paniki.
Co sobie pomyśleli, widząc, jak z nią rozmawia? Wiedział, iż nie powinien lekceważyć rozkazów Błysk. A jednak to zrobił. Po raz kolejny. Co powie jego tata, jeśli się o tym dowie? Na pewno uzna, że popełnił błąd. Znów do niego dopuścił. I wtedy znów to się powtórzy.
Kiwnął głową do członków patrolu na znak, że zrozumiał przekaz i gdy tupot ich łap znalazł się bliżej jego ucha, ruszył wraz z nimi w pogoń.
Żałował tego, że spotkał się z Bylicą. Miał dzięki temu poczuć się lepiej, a tymczasem to jedynie zrujnowało jego nastrój.
Wojownicy zatrzymali się, kiedy samotniczka przekroczyła granicę.
— Znasz ją? — zapytał Szpak, mierząc go badawczym spojrzeniem.
— Nie. Chciałem jej pokojowo wyjaśnić, że to nasz teren, ale najwidoczniej było to zbyt trudne do pojęcia — syknął Agrest, z przerażeniem rejestrując drżenie swojego głosu.
— Rozumiem, lecz następnym razem się z nią tak nie cackaj. Nie chcemy, żeby ktoś kradł nam zwierzynę.
Bicolor skinął głową, odrobinę się rozluźniając.
— Naprawdę wierzysz w tak nudne wytłumaczenie? — Skowronek przewróciła oczami na niebieskiego. — A może to jakaś jego kochanka? — zasugerowała z uśmieszkiem i przeniosła wzrok na Agresta. — Czy to przez nią tak wiercisz się w nocy? Jak ma na imię? Od ilu księżycy się spotykacie? Jak często? Czy ma odpowiednie futro? Wiesz, takie, które jest w stanie wchłonąć wszystkie twoje gorzkie łzy?
Wykrzywił pysk w obrzydzeniu. Chciało mu się wymiotować, słysząc insynuacje burej. Nie cierpiał jej. Zawsze zadawała jakieś dziwne lub osobiste pytania.
Szpak parsknął pod nosem, jednak zaraz odparł:
— Nikogo nie interesują twoje fantazje Skowronek, zachowaj je dla siebie.
Vanka prychnęła oburzona.
— A ty tak wszystkim nie rozkazuj, i tak nikt cię nie słucha.
Niebieski spojrzał na nią powątpiewająco.
— Może… poszlibyśmy już stąd? — po raz pierwszy odezwał się Irys, jedyny normalny z tej grupy.
Każdy zgodził się skinięciem głowy i patrol zaczął wracać. Skowronek i Szpak wyszli na prowadzenie, a Agrest został w tyle, niespokojnie machając ogonem.
— Nie sądzę, że serio tak myślała — szepnął do niego brat.
— Nie wiem — wymamrotał, nie spoglądając mu w oczy.
***
Wpatrywał się w liderkę z niedowierzaniem. Brzoskwinka nie sprawiała wrażenia kogoś, kto wygłosiłby takie przemówienie, więc dużo zyskała w jego oczach. Wreszcie wyjdą z ukrycia! Zemszczą się na Klanie Nocy!
***
Syknął, gdy uderzył głową o czyjeś ciało. Zaskoczony podniósł się z ziemi, a ujrzenie z kim ma do czynienia tylko spotęgowało tę emocję.
— Agreście? — miauknęła równie zdziwiona Bylica.
Ostatnim razem mocno się na nią zdenerwował. Jednak dobrze, że nie powiedział tego, co zamierzał – nie myślał wtedy racjonalnie. Wprawdzie wciąż miał żal do kotki, ale teraz to nie było istotne. Mogła znajdować się w zagrożeniu, a priorytetem bicolora było ją ostrzec.
Rozglądnął się nerwowo. Tym razem nie może dać się przyłapać. O tej porze raczej nie powinien przechodzić tutaj patrol. A jeśli jakimś cudem ktoś go zauważy… będzie zmuszony zacząć ją gonić.
— Bylico, posłuchaj mnie. Musisz uważać na Plusk — starał się mówić jak najwyraźniej, żeby zrozumiała powagę sytuacji — Ona jest… bardzo nieprzewidywalna. Ostatnio… przyłapano ją na morderstwie Błysk.
<Bylico?>