BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skacząca Cyranka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skacząca Cyranka. Pokaż wszystkie posty

03 czerwca 2024

Od Cyrankowej Łapy (Skaczącej Cyranki)

Od wielu, wielu księżyców w Klanie Nocy ciągle się coś działo. Największym wydarzeniem jednak dla wszystkich, była zmiana władzy przez ówczesną liderkę. Tu pojawiał się problem, Cyranka była zagorzałą przeciwniczką zmian tradycji, a jeszcze bardziej mieszania w Kodeksie Wojownika. Gdyby tego jeszcze było mało, parę księżyców temu podczas porodu zmarła Wirująca Lotka i cała rodzina Sroczej Gwiazdy opłakiwała jej odejście. Cyranka swój żal ukrywała jednak obojętnością, w ciszy skupiając się na treningach, bo chociaż to dawało jej uczucie satysfakcji. Lecz nawet one, stawały się coraz bardziej i bardziej monotonne. Czuła się, jakby spędziła na byciu uczniem połowę swojego życia. Tak właśnie było bo skończyła już ponad dwadzieścia księżyców. Gdyby nie sytuacja w klanie i skupienie Sroki tylko na swojej rodzinie, już dawno pewnie została by wyrzucona z klanu, razem z Kazarką dalej jednak walczyły o tytuł wojownika.
Minęło trochę czasu zanim złota się namyślała nad swoją przyszłością, w końcu wyrwał ją z zamyśleń delikatny kocurzy głos. Zwróciła łeb w kierunku odgłosu i jej oczom ukazał się złocisty kocur o żółtawych oczach, jej ojciec i mentor - Poranny Ferwor.
— Musimy porozmawiać — przemówił z dziwną powagą w jego głosie, nigdy wcześniej nie słyszalną dla córki. Wykrzywiła brwi w zdziwieniu i prześledziła jego mowę ciała wzrokiem, coś było nie tak. Wyraźnie rozpoznała postawę ojca i położyła po sobie uszy.
— Nie mogę dłużej na to pozwalać by moja córka w takim wieku trenowała nadal pod okiem mentora — oznajmił, a z za niego wynurzyła się Kawcze Serce wraz z Księżycowym Blaskiem.
— Zgadzam się, rozmawialiśmy już ze Sroczą Gwiazdą. Dzisiaj ciebie i twoją siostrę czeka ceremonia mianowania na wojownika — wyjawiła. Cyranka była by zachwycona tą informacją... Gdyby miała o dziesięć księżyców mniej.
— N-naprawdę? Już myślałam, że ciocia Sroka zapomniała o nas — wzruszyła ramionami. Nie cieszyła się, była nawet gotowa opuścić ten klan ze względu na głupie decyzje liderki, ale nie ośmieliła by się zostawić rodziny.
— Cóż... Powinniśmy wcześniej do tego dążyć za co okropnie was przepraszamy.
— To nie wasza wina. Gdybyśmy lepiej skupiły się na treningu, Srocza Gwiazda na pewno by to dostrzegła i mianowała nas w mgnieniu oka.
Rodzice popatrzyli po sobie, następnie odpowiedzieli ciepłym uśmiechem.
— Ogarniajcie się młode, niedługo zebranie klanu.
Kotki skinęły łebkami i czmychnęły do legowiska uczniów. Cyranka sięgnęła za mech odsłaniając pod posłaniem ukryte pióra kaczek. Złapała je i zaczęła delikatnie wplatać sobie w futro. Zerknęła w kierunku Kazarki, która pośpiesznie czyściła swoje futro.
— Kazarkooo, możesz mi to wpiąć w ucho? — zapytała wskazując na pióro i dwie rybie ości. Siostra popatrzyła na ozdoby i kiwnęła łbem. złapała ości w zęby i starannie umieściła je w małżowinie kotki, wykańczając to piórkiem.
— Dziękuję! Pozwól że wplotę ci astra za ucho - zaproponowała złota, ten moment sprawił że znów poczuła się niewinnie jak kocię, tylko brakowało jeszcze jednego z nich...
— Tak, poproszę! — zachwyciła się siostra.
Niedługo po tym jak uczennice się uszykowały, swoje legowisko opuściła Srocza Gwiazda sytuując się w widocznym dla wszystkich punkcie.
— Niech wszystkie koty zdolne do samodzielnego polowania czy pływania zbiorą się u stóp sumaka — głos kocicy unosił się nad całym obozem, dając jasną informację klanowiczom. Kocica rozejrzała się po zgromadzonych, siostry zdążyły zająć miejsca na przodzie.
— Cyrankowa Łapo, Kazarkowa Łapo i Karasiowa Łapo, podejdźcie. — nakazała, kotki postąpiły na przód — Ja, Srocza Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy wzywam naszych walecznych przodków by spojrzeli na tę trójkę. Swoim treningiem pokazały, że Kodeks Wojownika i tradycje nie są im obce, zatem polecam je wam jako najnowszych wojowników Klanu Nocy. Cyrankowa Łapo, czy obiecujesz chronić ten klan nawet za cenę swojego życia? — zwróciła się ku pierwszej.
Cyranka prześwidrowała wzrokiem ciotkę. Chciała odpowiedzieć coś zupełnie innego, ale nie był to ten czas więc została przy regułce.
— Obiecuję.
— A zatem w imieniu Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Od dziś będziesz znana jako Skacząca Cyranka. Klan Gwiazdy podziwia twoją silną wolę i zwinność, tym samym wita cię w szeregach wojowników.
Złota skinęła łbem z szacunkiem zadowalając się swoim nowym imieniem. Nie było idealne, ale nie było też najgorsze. Krakwku, to dla ciebie.
Następna z nich została mianowana Kazarka, a zaraz po niej Karaś. Już po tym czekała je tylko milcząca nocna warta. Skacząca Cyranka, bo takie było jej nowe wojownicze imię, cieszyła się, że po tylu księżycach uporczywego treningu zasłużyła sobie na miano wojownika, jednak była rzecz której żałowała. Tęskniła za Krakwkiem, on jako pierwszy z nich został mianowany i jako pierwszy przypłacił życiem pogrążając rodzinę w żałobie. 

28 kwietnia 2024

Od Cyrankowej Łapy

 Właśnie wróciła z swojego już kolejnego polowania na ryby, pogoda była piękna, ptaki śpiewały, słońce świeciło, a śnieg topniał. Wraz z Porankiem odłożyli swoje zdobycze na stos i udali się w swoje strony. Tego dnia złota chciała zrobić miłą niespodziankę swojej rodzinie, więc udała się do legowiska królowych, w którym rezydowały Mgliste Spojrzenie, Wirująca Lotka i Kotewkowy Powiew. Dla każdej z nich przyniosła po piórku, które zebrały do swojej kolekcji.
— Dzień dobry! — Przywitała się i skinęła łbem. Każdej z kotek wręczyła po prezencie i usadowiła się obok cioci Mgły — Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
— Ależ skąd — wymruczała Kotewkowy Powiew.
— Ani odrobinę — uśmiechnęła się Mgliste Spojrzenie.
— Co cię tu sprowadza? — zapytała ślepa kocica, w międzyczasie myjąc swoje kocię.
— Chciałam Cię odwiedzić — przyznała się — Zapytać jak u Ciebie, jak się czujesz i czy wszystko w porządku.
— To my może was zostawimy? — Zaproponowała Wirująca Lotka.
— Chyba oszalałaś! Nie będziesz teraz się pałętać po obozie w tak zaawansowanym stadium ciąży! — wypluła Kotewka.
— Ruch to zdrowie, a poza tym dajmy im trochę przestrzeni. Jest wyjątkowo piękna pogoda i nie zapowiada się na to, że będzie padać — wyjaśniła Lotka.
Kotewka naburmuszona w końcu przystała na propozycję siostry i niedługo po tym opuściły legowisko.
Mgliste Spojrzenie zwróciła łeb w kierunku złotej, ślepe spojrzenie spowodowało ciarki na karku uczennicy.
— Cieszysz się że wyszły. Wiem to. — oznajmiła.
— W-wiesz? — zapytała niepewnie.
— Tak, no mów co Cię trapi.
Cyranka położyła łapki pod ciałkiem, zwróciła wzrok na Cytrusa i obserwowała jak młody smacznie sobie śpi. Aż tęskno jej się zrobiło, za czasami gdy była kociakiem, za czasami kiedy ona, Kazarka i... Krakwek nie musieli się niczym przejmować. Ta myśl ją zabolała, nie pogodziła się z śmiercią brata.
— Miałaś brata, prawda?
Niebieska zatrzymała się na chwilę, sterczała tak w całkowitej ciszy, aż w końcu się odezwała.
— Miałam, to prawda.
— Jaki on był?
— Jaki był? — zastanawiała się — Był nieznośny, ale jednocześnie kochany, jak to brat.
— Tęsknisz za nim? — dopytywała dalej.
— Bardzo. Niestety Nastroszone Futro jest już przeszłością, nigdy go już nie widziałam, a teraz nawet nie było by mi dane go zobaczyć.
— Rozumiem... Ciociu Mgło, jak poradziłaś sobie po jego stracie?
— Byłam zajęta najzwyczajniej w świecie. Nie mogłam myśleć tylko o nim, niedługo potem przejęłam rządy w Klanie Nocy i resztę już słyszałaś... — wymruczała niechętnie. Cyranka nie miała zamiaru wzbudzać w ciotce nostalgicznych wspomnień, domyślała się jak bardzo ją to męczy, ale ona musiała wiedzieć jak się czuje.
— Ja... Tęsknie za Krakwkiem... Nie mogę pogodzić się z jego odejściem.
— Rozumiem, to naprawdę bolesne, ale wiec jedno. Masz kochającą rodzinę, skup się na nich a wszystko będzie tak jak należy. Tak jak ja się skupiam na moim kochanym Cytrusie — liznęła kocię czule po łebku. Cyranka zerknęła na Cytrusa, zastanawiała się jaki on będzie gdy dorośnie. Na pewno go ochroni, już nikt nie skończy tak jak skończył Krakwek.

[500 słów]

[przyznano 10%]

Od Cyrankowej Łapy CD. Kazarkowej Łapy

 Piorunujące spojrzenie starszej wojowniczki przeszywało wszystkich na wylot sprawiając wrażenie zimniejszego niż lód. Uczennica nie mogła już patrzeć na bezradność swojej siostry, której zrobiło jej się żal i postanowiła wystąpić na przód.
— To ja jestem za to odpowiedzialna, Bratkowe Futro — oznajmiła kryjąc tym samym swoją siostrę, która nerwowo spoglądała raz na wojowniczkę, raz na nią.
Starsza uniosła brew z niedowierzaniem, nie kupowała tego.
— I ty myślisz, że w to uwierzę? W takim razie obie stawicie się z samego rana przy ściętym pniu, dotrzymam wam towarzystwa — uśmiechnęła się cynicznie w ich stronę, by następnie odejść bez słowa. Młodzi nasłuchiwali czy Bratek była już na tyle daleko by ich nie słyszeć, Cyranka miała tylko nadzieję, że ściany krzewów są na tyle dźwiękoszczelne by nie przepuścić obelg ze strony uczniów na wojowniczkę.
— Ale maruda — zarzuciła nagle Karasiowa Łapa przerywając tym samym niezręczną ciszę po wizycie wojowniczki. Reszta uczniów skinęła twierdząco łbami.
— To co Kazarko? Czeka nas jutro dłuuuugi dzień — uśmiechnęła się próbując podnieść kotkę nieco na duchu. Siostra odwzajemniła uśmiech i usiadła by jakkolwiek ogarnąć swoje oblepione śniegiem futerko.

***

Następnego dnia z samego rana, tak jak nakazała Bratkowe Futro, Cyranka obudziła swoją roztrzepaną siostrę by udać się pod miejsce wyznaczone przez kocicę. Rozglądając się po legowisku widziała jak znaczna większość uczniów smacznie śpi, też by jeszcze poleżała, ale bardzo chciała wywiązać się z obowiązków. Puszysty śnieg pokrywał cały obóz, omal nie zasypując wejść do legowisk. Obok otulonego białym puchem pnia już czekała na nich marudna niebieska kocica.
— Nareszcie, już myślałam że będę czekała tu wieki! — prychnęła ozięble.
Siostry nie odezwały się, Cyranka jedynie spuściła wzrok załamana, przecież nie spóźniły się ani chwili.
— No cóż, ważne że jesteście. Proszę za mną, pokażę wam co jest do zrobienia.
Oprowadziła je po obozie wskazując na różnego rodzaju patyki, uschnięte liście, pióra walające się w śniegu — Posprzątanie tego wszystkiego to wasza działka, ja sobie usiądę obok i od czasu do czasu zerknę jak wam idzie — oznajmiła.
Cyrankowa Łapa zabrała się do roboty, zbierała wszystko na co się natknęła, by potem zebrać to w kupę, Kazarka też całkiem sobie radziła, a dzięki towarzystwu przynajmniej nie było nudno.
Bratek leniwie zerwała się na łapy, żeby sprawdzić czy wszystko jest zrobione jak trzeba, posłała im chłodne pełne podejrzliwości spojrzenie.
— I... Jak? — Dopytała niepewnie Kazarka.
— Hmm... Tak... Może być. Teraz mi pomożecie wymienić mech w legowisku starszyzny, miałam to zrobić sama, ale skoro mam już łapki do pomocy grzechem było by z tego nie skorzystać — przyznała się. Cyranka uniosła brew, grzechem? Oczywiście że wojowniczka zamierzała je wykorzystać do tej najgorszej roboty, jeszcze w taką pogodę, gdzie zaraz odmarzną jej łapy.
Kazarka nerwowo podreptała w stronę legowiska medyku, w którego składziku znajdował się zapas mchu. Razem zabrały tyle ile mogły i ruszyły do starszyzny.
Legowisko było prawie puste, tylko Trzcinowa Sadzawka chrapał w rogu, cioci Mgły już dawno tam nie było, bo spodziewała się kociąt i została przeniesiona do kociarni.
— Całkiem tu przytulnie — przyznała Cyranka rozglądając się po pomieszczeniu. Gąszcz bylic całkiem sprawnie utrzymywał ciepło, więc starszyzna miała bardzo przytulne miejsce do przezimowania.
— Jak będziemy stare, ja zaklepuję legowisko pod ścianą! — rzuciła nagle Kazarka, Cyranka prychnęła śmiechem.
— Dobrze, to ja na środku — zaproponowała.
— A ja chętnie zobaczę jak wymieniacie mech — zganiła je Bratkowe Futro. Złota położyła po sobie uszu, praktycznie zapomniała o obecności kocicy, zabrała w zęby stary mech i odrzuciła na bok zastępując go nowym, to samo uczyniła jej siostra. Wzrok wojowniczki spoczywał na nich do samego końca, aż pozwoliła im się rozejść. Przynajmniej ten jeden ciężki ranek mogły mieć już za sobą i resztę dnia spędzić na treningu.

<Kazarko?>
[614 słów]
[przyznano 12%]


15 kwietnia 2024

Od Cyrankowej Łapy

 Wracając z treningu z Porannym Ferworem, trzymała w pysku tłustą rybę, myślała już tylko o tym by się solidnie najeść, jednak gdy coraz bardziej zbliżali się do wysepek, na których znajdował się ukryty obóz Klanu Nocy, do jej nozdrzy zaczął napływać podejrzany ostry zapach. Uczennica nerwowo przyśpieszyła kroku, a ojciec wraz z nią, coś im nie grało. Smród krwi przybierał na sile z każdym mijającym metrem od obozu. Ojciec wraz z córką wlecieli szybko, przedostając się przez trzciny, dostrzegli na środku obozu grupę kotów, zebranych wokół jakiegoś obiektu. Cyranka rzuciła rybę na ziemię i pobiegła do miejsca zebrania, przeciskając się przez tłum gapiów. Pomiędzy kotami zauważyła Sroczą Gwiazdę rozmawiającą przez chwilę z Kawczym Sercem, to jednak nie było źródłem zainteresowania, kocica pokierowała wzrok w coś co leżało pod łapami jej matki, duże niebieskie ciało, pachniało Klanem Nocy. Gdy tylko zrozumiała co, a raczej kto to był, natychmiastowo znalazła się tuż obok, Poranny Ferwor wcale nie był wolniejszy, bo czym prędzej ruszył za złotą.
Jej oczom ukazał się obraz poharatanego ciała jej braciszka, Krakwiego Skrzydła, tuż nad nim stała matka, oczy miała całe zaszklone, Cyranka wiedziała, że kocica widziała wszystko na własne oczy.
Po policzkach spłynęły jej łzy, podeszła bliżej i trąciła nosem martwe ciało, Kazarka wpatrywała się z niedowierzaniem.
— Kto to zrobił? — zapytała cicho złota kotka. Nikt się nie śmiał odezwać, rodzina była zdruzgotana, a inni klanowicze nie chcieli się w to wtrącać.
— Makowe... Pole... — Kawcze Serce otarła łzy, by następnie otulić swoje córki.
Nie chciała w to uwierzyć, Makowe Pole zawsze była jakaś opętana, ale nie spodziewała się nigdy, że będzie w stanie dokonać czegoś takiego.
— A co z nią? — zapytała Cyrankowa Łapa, chciała sama wymierzyć jej karę gdyż zalewała ją złość i rozpacz.
— Nie ma jej — odpowiedziała matka.
Nie ma? Co miała przez to na myśli? Zabiła ją? A może uciekła? W każdym razie nie chciała już dopytywać rodzicielki, wymierzanie kary też nie było jej sprawą.
— Niech to szlag, Klanie Gwiazdy, gdzie jesteście i dlaczego na coś takiego pozwalacie? — zapytała sama siebie w myślach, upuszczając coraz to więcej łez. W tym momencie sama przestała dziwić się cioci Mglistemu Spojrzeniu, że jej wiara w Gwiezdnych traciła coraz to bardziej na znaczeniu. Wojownicy Srebrnej Skóry zawsze biernie przyglądali się cierpieniu na świecie, potrafili tylko zesyłać coraz to więcej bólu, smutku i problemów.
Cyranka obiecała sobie, że zrobi wszystko by pomścić śmierć braciszka, tęskniła za nim, a myśl o jego stracie przytłaczała ją coraz bardziej.
— Nie martw się Krakwku... Ja nie zapomnę, teraz już nikt cię nie skrzywdzi, a ja nie pozwolę na to, by ktoś mówił źle o twojej śmierci — złożyła cichą przysięgę nad martwym ciałem. A pomyśleć, że jeszcze poprzedniego dnia razem zrywali kwiaty i dekorowali swoje futra ptasimi piórami. Już nigdy więcej tego nie zrobi, nie usłyszy jego cudownego śmiechu, nie posłucha jego rad ani żartów. To sprawiło, że jeszcze mocniej zamierzała bronić swojej rodziny, kochała ich i nie zamierzała stracić w ten bądź inni sposób nikogo więcej, ani Kazarki, ani Kawki, ani też Poranka.


[509 słów]
[przyznano 10%]

28 lutego 2024

Od Cyrankowej Łapy

 Promyki słońca przebijały się przez krzewy docierając do legowiska uczniów. Cyrankowa Łapa wiedziała, że Poranny Ferwor już na nią czeka. Opuściła leżę w niemałym pośpiechu by stawić się przed mentorem, który czekał przy wyjściu. 
Promienny uśmiech powitał szylkretową uczennicę, każdy trening z ojcem sprawiał jej wielką radość.
— Dzień dobry Poranny Ferworze — powitała mentora i rodziciela, kocur skinął jej łbem a następnie zwrócił ogonem w kierunku wyjścia na znak wymarszu.
Ruszyli przed siebie idąc wzdłuż ściany trzcin szumiących na wietrze, Cyranka rozglądała się po okolicy za pierzem kaczek, które mogła by zebrać, zaś Poranek zdawał się poszukiwać odpowiedniego miejsca do ich treningu. W końcu zatrzymał się niedaleko dziwnych patyków wystających z wody, młoda kotka przyglądała się im ze zdumieniem.
— Od kiedy drzewa rosną w wodzie? — zapytało zdezorientowane kocię. Kocur prychnął lekko ze śmiechu na jej nagłe pytanie, co wywołało u niej jeszcze większą dezorientację.
— To nie są drzewa, ale belki. Mówi się, że dwunożni wykonują je właśnie z drzew. Sądząc po ich stanie, dwunogi już z nich nie korzystają, ale za to my możemy je wykorzystać by dostać się na drugą stronę rzeki przeskakując z jednej na drugą. W każdym razie, nie na tym będzie się skupiać nasz dzisiejszy trening. Ostatnio poznałaś granicę i uczyłaś się polować na lądzie, jesteś jednak Nocniakiem, i dobry refleks musisz wykazać również w wodzie — Wyjaśnił wszystko po kolei.
— Czyli będziemy dzisiaj pływać? — Osłupiała lekko, nigdy wcześniej nie pływała, lęk zawładnął jej małym sercem, ale szkoliła się na wojownika Klanu Nocy, musiała się tego nauczyć.
— Tak, rozumiem twoje obawy Cyranko, nie jest to najprzyjemniejsza z czynności, gwarantuję ci jednak, że jeśli się przekonasz twój organizm szybko się przyzwyczai i może nawet to polubisz.
Młoda skinęła łbem i zrobiła krok do przodu. Wystawiła jedną łapę, by następnie zamoczyć ją w wodzie. Gdy zimna ciecz zetknęła się z sierścią, ta odruchowo otrzepała łapkę. Zmarszczyła brwi przez niekomfortowe uczucie.
— Spróbuj najpierw zanurzyć przednie łapki, ja wejdę pierwszy i pokażę ci resztę. — Wymruczał, a jak powiedział tak też zrobił, bez żadnego problemu woda otuliła całe jego ciało. Kremowy pływał przez chwilę, do momentu gdy nie wyszedł z powrotem na brzeg. — Widzisz? To proste, machasz łapami i pamiętaj by oddychać, woda sama wypiera cię do góry.
Chyba zrozumiała, starała się poskromić nieprzyjemne uczucie mokrego futra i zanurzyć się, najpierw przednie łapy, później cały tył. Ojciec był zaraz za nią by dopilnować szylkretki. Zanim się obejrzała, jej stopy oderwały się od dna i zaczęła pływać, zimno zamieniło się w satysfakcję z sukcesu.
— J-ja potrafię! Potrafię pływać! — zawołała z zadowoleniem, tak jak mówił ojciec, woda sama wypychała ją w górę, nie pozwalając się utopić. Machała łapami na przemian, a pysk trzymała w górze.
— I o to chodzi — Zamiauczał z dumą w głosie Poranek. — Dzisiaj jeszcze potrenujemy pływanie, a jutro czeka cię łowienie ryb.
Rzuciła lekki uśmiech w stronę ojca, tylko na taki mogła sobie pozwolić, gdyż pływanie pochłonęło ją całkowicie. Jeszcze przez jakiś czas nurkowali razem i ochlapywali się wodą zanim dopadło ich zmęczenie. Satysfakcja Cyranki była nie do opisania, bardzo szybko i łatwo sobie poradziła z ciężkim zadaniem, a najbardziej była ciekawa co przyniesie jutro.

[530 słów + pływanie]

[przyznano 16%]

25 lutego 2024

Od Cyranki (Cyrankowej Łapy) Do Kawczego Serca

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce

Niezwykły śpiew ptaków i szum trzcin na wietrze zbudził małą Cyrankę, kotka leniwie otworzyła oczka i rozciągnęła swoje małe ciałko. Zamrugała kilkukrotnie, by następnie rozejrzeć się po żłobku, Kazarka głośno chrapała tuż obok niej, zaś Krakwek oddychał cicho i spokojnie, skulony u boku sióstr.
Ten przyjemny moment został jednak przerwany przez myśl, która przebiegła Cyrankę. Dziś był ten dzień. Dzień, w którym ona i dwójka jej rodzeństwa zostaną mianowani na uczniów! Gdy tylko sobie przypomniała czym prędzej zwróciła się do Krakwka i pacnęła go delikatnie łapą za ramię.
— Krakwuś! Wstawaj! — Zachęcała najmłodszego z trójki — Dziś mianowanie!
Kocurek otworzył sklejone ślepka, jego źrenice zogromniały na tą wiadomość.
— N-naprawdę?
— Tak! A teraz wstawaj, bo trzeba obudzić jeszcze Kazarkę.
Niebieski rzucił siostrze chytry uśmieszek, złapał za piórko w kącie żłobka i podreptał z nim do Kazarki. Puszysta końcówka zaczęła łaskotać szylkretkę po łapie, ta kopnęła parę razy i przewaliła brzuch na drugi bok. Cyranka wykrzywiła łepek z zaciekawieniem, nie sądziła, że jej siostra ma tak kamienny sen.
— Coś się nie chcę obudzić.
— To patrz teraz — polecił.
Krakwek zbliżył się do pyszczka siostry, a następnie połaskotał piórem jej nos. Kilka delikatnych ruchów sprawiło, że kotce zakręciło się w nosie i kichnęła budząc się ze snu.
— Hej! Tak nie można! — Naburmuszyła policzki udając obrażoną, każdy wiedział, że Kazarka sobie z nimi tylko pogrywa.
— No Kazarko, wiesz co to za dzień?
— Taki jak każdy inny? — Zapytała oblizując się po nosie.
— Dzisiaj zostaniemy pełnoprawnymi członkami Klanu Nocy poprzez mianowanie na ucznia! — Zawołała radosnym tonem najstarsza z rodzeństwa, nie minęła nawet chwila, a dostrzegła na pyszczku siostry euforię.
— Na co czekamy w takim razie? Musimy się przygotować! — Zawołała siostra.
— To do dzieła! — Zgodzili się Cyranka z Krakwkiem.

***

Jakiś czas później dołączyła do nich Kawcze Serce, by pomóc swoim dzieciom w przygotowaniach. Cyranka na tę okazję wybrała najbardziej okazałe piórka ze swojej kolekcji, ponieważ chciała prezentować się jak najlepiej. Kiedy już wszyscy się wyszykowali, mama wyprowadziła całą trójkę na ceremonię mianowania. Serce małej szylkretki zmieniało co chwile rytm z podekscytowania, tak długo czekała na ten moment, czuła jakby siedziała w kociarni wieczność!
Srocza Gwiazda zwróciła swoje spojrzenie na złotą. Czuła na sobie też inne pary oczu, to jej nie przeszkodziło. Ruszyła na przód.
— Cyranko, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Cyrankowa Łapa. Twoim mentorem będzie Poranny Ferwor. Mam nadzieję, że Poranny Ferwor przekaże ci całą swoją wiedzę.
To co młoda uczennica czuła w tym momencie było nie do opisania, na jej pyszczku malowało się szczęście, bo nie dość że właśnie otrzymała uczniowskie imię, to jej mentorem został jej kochany tato. — Poranny Ferworze, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora, Cedrowej Rozwagi doskonałe szkolenie i pokazałeś swoje oddanie wobec klanu. Będziesz mentorem Cyrankowej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę.
Widziała jak kocur skinął łbem z szacunkiem w stronę liderki, a od razu po tym geście podszedł do córki by zetknąć się nosami. Stało się, od tego momentu była już oficjalnie nową uczennicą. Uśmiechnęła się do niego dyskretnie, na co Poranek odpowiedział jej tym samym ciepłym uśmiechem. Czas minął jej tak szybko, że nawet nie zdążyła zauważyć, kiedy Srocza Gwiazda wezwała Kazarkę i Krakwka, nadała im nowe, uczniowskie imiona i mentorów. Kazarce przydzielona została Księżycowy Blask, zaś Krakwek miał tyle szczęścia by trafić pod skrzydła mamy. Cała trójka pławiła się w okrzykach radości skandujących ich nowe imiona, ale to nie był jeszcze koniec.
Po zakończonej ceremonii, Cyranka pobiegła tak szybko jak tylko mogła do Kawczego Serca.
— Mamo! Mamo! — Wołała w jej stronę głośno, widocznie zwracając na siebie uwagę. W ostatniej chwili, zdała sobie sprawę, że wypadało by już trochę zmienić podejście do roli rodzica. — Znaczy... Kawcze Serce? Powinnam już tak do ciebie się zwracać, czyyy mamo będzie okej?

[652 słowa]
[przyznano 13%]

<Kawko?>




06 stycznia 2024

Od Cyranki do Kazarki

 Z dnia na dzień Cyranka coraz lepiej posługiwała się kocim językiem. Niezrozumiały bełkot zamieniał się w skomplikowane zdania i wyrażenia. Nie wspominając już o tym, że młoda bardzo dobrze rozwijała swoją mowę dzięki rozmowie z gadatliwym rodzeństwem. Słowo rodzeństwo, przypomniało jej właśnie o spokoju, który w tej chwili bardzo sobie ceniła, gdyż Poranny Ferwor zabrał Krakwka i Kazarkę na spacer poza żłobek. W czasie, kiedy tatuś zajmował się jej rodzeństwem, ona rozkoszowała się kąpielą autorstwa jej mamy. Ciepły i jednocześnie szorstki język gładził przyjemnie jej małą grzyweczkę na czole, kotka oddałaby wszystko by ta chwila trwała jak najdłużej. Niestety myśli bywają zgubne, nim zdążyła pomyśleć, usłyszała wrzaski dobiegające zza sumaków, Kazarka się zbliżała. Co prawda, kochała siostrę, choć w tym momencie preferowała prywatność.
Siostra wleciała z hukiem do kociarni, w jej futrze nieschludnie zaplątane kwiaty wyrywały się po drodze jakby chciały czym prędzej uciec. Za nią Poranny Ferwor razem z Krakwkiem nieśli kacze pióra zebrane po obozie. Na pysku Cyranki pojawił się uśmiech od ucha do ucha, wyskoczyła z objęcia Kawki i podbiegła do ojca i brata.
— Mogę sobie kilka wybrać? Mogę? Mogę? Mogę? Proszę! — zawołała pełna entuzjazmu. Kocury posłały jej po krótkim uśmiechu i Poranek skinął łbem. Jak to na nią przystało, wybrała najdłuższe i najczystsze piórka z zebranych, oczywiście zostawiając kilka bratu by ten nie czuł się poszkodowany. Kilka z nich wplotła sobie w sierść na karku. Zaś Kazarka w tym czasie chwaliła się swoimi kwiatkami mamie.
— Poczekaj Kazarko! — zwróciła się w jej kierunku starsza siostra — Kwiatki ci powypadały. Chcesz żebym ci je lepiej przymocowała?
— Pewnie, dziękuję siostrzyczko! — zachichotała głośno. Szylkretka usiadła obok siostry i starannie zaczęła wplatać jej kwiaty w sierść.

<Kazarko?>

20 grudnia 2023

Od Cyranki

Szylkretowa kulka właśnie delektowała się posiłkiem, gdy nagle do żłobka zajrzał dobrze jej znany złoty kocur. Mała od razu wyszczerzyła ząbki w gigantycznym uśmiechu, widząc jak ten przynosi jej kilka kaczych piórek. Kawcze Serce przywitała się z przyjacielem i podczas gdy dorośli wymieniali się doświadczeniami minionego dnia, Cyranka porządkowała pióra według kolorów.
— Krakwek, spójrz tutaj! Ile pięknych piórek przyniósł nam tata! — pochwaliła się czym prędzej bratu. Niebieski kocurek leniwie obrócił łepek w stronę siostry, półprzytomne kocię dopiero co zostało wyrwane ze snu.
— Tatooo! A gdzie są kwiatki dla mnie? Nie mów, że zapomniałeś! — Kazarka dała głośno o sobie znać, a na jej twarzy zawitał obraźliwy grymas.
Poranny Ferwor uśmiechnął się niezdarnie i poklepał córkę po głowie.
— Już, już. Następnym razem przyniosę ci cały bukiet — zapewnił. Nawet kilka bić serca nie minęło, gdy siostrzyczka zmieniła mimikę pyska o sto osiemdziesiąt stopni.
W tym czasie, Krakwek podszedł do Cyranki i z wielką ciekawością przyglądał się kolekcji piórek siostry, była znacznie większa od jego.
— Od kiedy masz ich aż tyle?
Cyranka wzruszyła ramionami.
— Nie wiem, jakoś tak się uzbierały — miauknęła, a chwilę później złapała kilka z nich w pysk i zaczęła dekorować nimi sierść na podobieństwo mamy.
— I jak wyglądam?
— Nawet fajnie, pasują ci!
— Wyglądasz w nich przecudownie — zapewniła mamusia wtrącając się do rozmowy. Złota zareagowała promiennym uśmiechem na pyszczku.
— Chodź Krawciu, też ci udekoruję futerko — zaproponowała bratu. Ten popatrzył na nią zdziwiony, ale w końcu zdał się na siostrę.
Kotka z wielką precyzją wczepiała pióra w futro brata, pilnując by te trzymały się na miejscu.
— Pasują jak ulał! — zapewniła.
Krakwek przełknął ślinę w geście niepewności. W końcu nie widział swojego odbicia, Cyranka jednak zapewniała go, że wygląda świetnie, tak jak na starszą siostrę przystało. Zaś rodzice w tym czasie przyglądali się pełni miłości swoim pociechom.