Szczaw nudził się. Coraz mniej czasu spędzał w obozie, izolując się od jego członków i ograniczając się jedynie do kiwnięć głową na przywitanie. Miał głębokie wrażenie, że od jednego ze zgromadzeń, na którym wszedł w dyskusję między liderami klanów większość współklanowiczów go unikała. Jakby był... przeklęty, dotknięty jakąś zarazą. Przychodzili do niego tylko wtedy, kiedy Lodowe Serce była zajęta innymi, a oni sami mieli jakiś problem. Kocur przeciągnął się z obojętnością przyglądając się kotom, które wchodziły i wychodziły z obozu. Byli... oh, po prostu byli. Nie zastanawiało ich w ogóle po co.
Nawet jego rodzina zdawała się trzymać od niego z daleka. Kocur wzdrygnął się i podniósł wielkie cielsko z ziemi. Czy to nie pora wybrać sobie kogoś, kto mógłby być jego oparciem? Kogo mógłby nauczyć RZECZY? Wytresować na dobrego medyka, który w razie czego zastąpiłby i jego, i Lodowe Serce?
Czasem przychodził do królowych, ale nie zwracał uwagi zachowaniem kociąt, które nie dotyczyły ich zdrowia. Był tam żeby zobaczyć jak się czują i koniec. Ale nie dziś.Asystent medyka wtoczył się do kociarni i natychmiast skrzywił się słysząc krzyki dwójki kociąt, które najwidoczniej urządziły sobie zapasy. Nie jak medycy, a wojownicy. Ale... ale on też taki był, nie wszystko stracone. Kocur chrząknął chcąc zwrócić na siebie uwagę.
<kociaki Czarnego Piórka?>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczawiowy Pąk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczawiowy Pąk. Pokaż wszystkie posty
09 kwietnia 2017
11 lutego 2017
Od Szczawiowego Pąku do Klonowego Futra
Szczaw wesoło podbiegł do Wielkiego Drzewa. Od czasu ostatniego zgromadzenia minęły trzy wschody słońca. Wystarczająco dużo, aby sytuacja między Klanem Nocy, a Klanem Klifu uspokoiła się, a asystent medyka mógł spokojnie wyjść poza nocne tereny. Musiał uważać, bo po jego próbie złagodzenia sytuacji Malinowa Gwiazda nie spoglądała na niego inaczej, niż z irytacją i pogardą. Zupełnie, jakby był gorszym sortem. Może był, tylko sam sobie mydlił oczy...?
Kocur poruszył wąsami chcąc wyłapać w powietrzu jakikolwiek silniejszy zapach Klonowego Futra, jednak jak na razie wyczuwał same stare wonie, pochodzące z zebrań. Widocznie musiał poczekać! Sam na sam z własnymi myślami... brr! Asystent medyka rozejrzał się pospiesznie, chcąc wyłapać wzrokiem znane mu rośliny. O! Czy to gwiazdnica? Chyba... chyba tak.
Szczawiowy Pąk westchnął głęboko.
- Klonowe Futrooo... Klonowe Futro, jesteś tu? - zawołał z lekką nadzieją na to, że rudas gdzieś się ukrywa. - Jeśli tu jesteś, to masz wyjść! Nie mam ochoty bawić się w chowanego...
<Klonowe Futro>
30 grudnia 2016
Od Szczawiowej Łapy
Szczaw westchnął przeciągle widząc Srebrny Pysk ze swoim bratem. Ostatnio dosyć bardzo się do siebie zbliżyli. A przecież to z nim zwykle trzymała tą całą "sztamę". Jego rodzeństwo zwykle było traktowane z góry i bardzo odpowiadał mu taki stan rzeczy. Byli razem postrachem kociarni. Brak i Sreberko. Sreberko i Brak. Od czasu, gdy Srebrny Pysk stała się wojowniczką ich kontakty nieco się zatarły. A teraz jego najlepsza przyjaciółka kręciła z Gepardzim Futrem, którym jeszcze niedawno w pewnym stopniu gardziła.
Terminator medyka pociągnął nosem. Wciąż miał resztki tego uciążliwego kataru z pory nagich liści. Może niedługo mu przejdzie. Nie chciałby zarazić połowy klanu przez głupie, nic nie znaczące kichnięcia. Szczaw odwrócił się w stronę wyjścia z obozu i skierował się w stronę rzeki. Gdzieś niedaleko niej powinna rosnąć gwiazdnica. Może to pomoże w uleczeniu choroby. Nagle za plecami usłyszał czyjeś głośne kroki, a w powietrzu uniósł się charakterystyczny dla Srebrnego Pyska zapach.
- Szczaw?
Terminator medyka pociągnął nosem. Wciąż miał resztki tego uciążliwego kataru z pory nagich liści. Może niedługo mu przejdzie. Nie chciałby zarazić połowy klanu przez głupie, nic nie znaczące kichnięcia. Szczaw odwrócił się w stronę wyjścia z obozu i skierował się w stronę rzeki. Gdzieś niedaleko niej powinna rosnąć gwiazdnica. Może to pomoże w uleczeniu choroby. Nagle za plecami usłyszał czyjeś głośne kroki, a w powietrzu uniósł się charakterystyczny dla Srebrnego Pyska zapach.
- Szczaw?
<Srebrny Pysku?>
20 listopada 2016
Od Szczawiowej Łapy CD Lodowego Serca
- Mysia żółć? - zapytał cicho kocur. Słyszał o tym i wiedział co to. Nie potrafić jej znaleźć było naprawdę trudno. Większość kotów po zjedzeniu myszy oddawało ją medykom. W sumie to dobrze - ważny medykament nie był ani marnowany, ani spożywany. W szczególności Szczaw cieszył się z tego drugiego - mysia żółć była trująca, a on sam nie miał ochoty na odbywanie pogrzebów dla głupców.
Szczawiowa Łapa spojrzał uważnie na swoją mentorkę.
- Pajęczymi nićmi tamujemy krwotoki i bandażujemy rany, a mysią żółć używamy do usuwania kleszczy. - Uprzedził pytanie Lodowego Serca i uśmiechnął się blado.
Przysiadł i zawinął ogon wokół łap i czekał na następne pytanie. Dużo rzeczy o chorobach i ziołach dowiedział się będąc jeszcze małym brzdącem, jednak prawdziwą wiedzę zdobywał dopiero teraz.
Szczawiowa Łapa spojrzał uważnie na swoją mentorkę.
- Pajęczymi nićmi tamujemy krwotoki i bandażujemy rany, a mysią żółć używamy do usuwania kleszczy. - Uprzedził pytanie Lodowego Serca i uśmiechnął się blado.
Przysiadł i zawinął ogon wokół łap i czekał na następne pytanie. Dużo rzeczy o chorobach i ziołach dowiedział się będąc jeszcze małym brzdącem, jednak prawdziwą wiedzę zdobywał dopiero teraz.
Lodowe Serce?
30 października 2016
Od Szczawiowej Łapy CD Srebrnej Łapy
- Srebrna Łapo. - Szczaw z uśmiechem kiwnął głową. Chwilę zamyślił się, po czym ostrożnie polizał kotkę po głowie. - Nie powinnaś biegać. To szkodzi twojej łapie, może się źle zagoić. Chcesz zostać kaleką do końca życia? - miauknął ganiącym tonem. - Chodź, Lodowe Serce przypisała ci zioła, które musisz łyknąć.
Kocur pozwolił, aby przyjaciółka oparła się o jego bok i powoli ruszyli wgłąb legowiska. Sreberko przeżuła jakieś zielsko, którego nazwy nie znał i spojrzała na niego niepewnie.
- Tak, Srebrna Łapo? - zapytał unosząc wzrok znad kilku medykamentów, których nazwy i działanie wbijał sobie do głowy.
- Niepokoję się o Czarną Gwiazdę - mruknęła trzepiąc ogonem. - Powinien wstać już dawno temu.
Nagle z zewnątrz usłyszeli donośny krzyk Wodnego Ogona. Szczaw mimowolnie uśmiechnął się. Zapewne będą mianować nowych uczniów. To dobrze, Klan Nocy potrzebuje sprawnych wojowników, zwłaszcza teraz, gdy jeden uczeń był niedysponowany. Wesoło mruknął, podszedł do Srebrnej Łapy. Pociągnął ją lekko za kark i wyszedł z nią z legowiska medyka. Energicznym krokiem podeszli do miejsca przemówień i usiadł uśmiechając się szeroko.
- Czarna Gwiazda był bardzo dobrym liderem, partnerem, ojcem i mentorem - zaczął Wodny Ogon. Kocur zmarszczył nos. Był? Może to jakieś przejęzyczenie. Czarna Gwiazda nie był słaby, ani nie wykorzystał wszystkich swoich żyć. Nie mógł umrzeć. No chyba, że... z przyczyn naturalnych - Odszedł w trakcie snu, z przyczyn naturalnych. Miejmy nadzieję, że zajął należne mu miejsce między Gwiazdami - kontynuował zastępca. Czyli jednak umarł przez starość. Szczaw wzdrygnął się. To, czego tak bardzo się bał zżerało najważniejsze osobistości klanu nocy. - Jako zastępca przejmuję jego rolę. Jeszcze dzisiaj wyruszę po dar dziewięciu żyć, pójdzie ze mną Tajemniczy Kwiat i Szczawiowa Łapa. - Wodny Ogon zeskoczył ze skały i ospałym krokiem ruszył w stronę ciała, które przeniesione zostało na środek zebranych.
Terminator medyka poczuł, że siedzącą obok Sreberko przechodzą dreszcze. Kocur poczekał, aż większość kotów odejdzie, by po raz ostatni podzielić języki ze starszym kotem, po czym powoli położył łeb na głowie przyjaciółki. Ta jednak zwinnie wyślizgnęła się od czułości i podeszła do ciała zmarłego dowódcy.
Żółtooki czuł się źle. Nie z powodu straty Gwiazdy, bo jedyne, co do niego czuł, to szacunek. Żadnego przywiązania, przyjaźni, czy czegoś podobnego. Czuł się źle, bo Sreberko, niemalże najdroższa mu kotka była smutna. Rozdzierająco smutna.
Szczaw podszedł do ciała Czarnej Gwiazdy i dotknął nosem jego futra. Chwilę potem odsunął się i ze zwieszoną głową podszedł do Tajemniczego Kwiatu, która wręczyła mu zioła. Kocur niechętnie przeżuł rośliny, po czym podał taką samą wiązkę Wodnemu Ogonowi.
- No hej, Srebrny PYSKU. - Zaśmiał się.
Kocur pozwolił, aby przyjaciółka oparła się o jego bok i powoli ruszyli wgłąb legowiska. Sreberko przeżuła jakieś zielsko, którego nazwy nie znał i spojrzała na niego niepewnie.
- Tak, Srebrna Łapo? - zapytał unosząc wzrok znad kilku medykamentów, których nazwy i działanie wbijał sobie do głowy.
- Niepokoję się o Czarną Gwiazdę - mruknęła trzepiąc ogonem. - Powinien wstać już dawno temu.
Nagle z zewnątrz usłyszeli donośny krzyk Wodnego Ogona. Szczaw mimowolnie uśmiechnął się. Zapewne będą mianować nowych uczniów. To dobrze, Klan Nocy potrzebuje sprawnych wojowników, zwłaszcza teraz, gdy jeden uczeń był niedysponowany. Wesoło mruknął, podszedł do Srebrnej Łapy. Pociągnął ją lekko za kark i wyszedł z nią z legowiska medyka. Energicznym krokiem podeszli do miejsca przemówień i usiadł uśmiechając się szeroko.
- Czarna Gwiazda był bardzo dobrym liderem, partnerem, ojcem i mentorem - zaczął Wodny Ogon. Kocur zmarszczył nos. Był? Może to jakieś przejęzyczenie. Czarna Gwiazda nie był słaby, ani nie wykorzystał wszystkich swoich żyć. Nie mógł umrzeć. No chyba, że... z przyczyn naturalnych - Odszedł w trakcie snu, z przyczyn naturalnych. Miejmy nadzieję, że zajął należne mu miejsce między Gwiazdami - kontynuował zastępca. Czyli jednak umarł przez starość. Szczaw wzdrygnął się. To, czego tak bardzo się bał zżerało najważniejsze osobistości klanu nocy. - Jako zastępca przejmuję jego rolę. Jeszcze dzisiaj wyruszę po dar dziewięciu żyć, pójdzie ze mną Tajemniczy Kwiat i Szczawiowa Łapa. - Wodny Ogon zeskoczył ze skały i ospałym krokiem ruszył w stronę ciała, które przeniesione zostało na środek zebranych.
Terminator medyka poczuł, że siedzącą obok Sreberko przechodzą dreszcze. Kocur poczekał, aż większość kotów odejdzie, by po raz ostatni podzielić języki ze starszym kotem, po czym powoli położył łeb na głowie przyjaciółki. Ta jednak zwinnie wyślizgnęła się od czułości i podeszła do ciała zmarłego dowódcy.
Żółtooki czuł się źle. Nie z powodu straty Gwiazdy, bo jedyne, co do niego czuł, to szacunek. Żadnego przywiązania, przyjaźni, czy czegoś podobnego. Czuł się źle, bo Sreberko, niemalże najdroższa mu kotka była smutna. Rozdzierająco smutna.
Szczaw podszedł do ciała Czarnej Gwiazdy i dotknął nosem jego futra. Chwilę potem odsunął się i ze zwieszoną głową podszedł do Tajemniczego Kwiatu, która wręczyła mu zioła. Kocur niechętnie przeżuł rośliny, po czym podał taką samą wiązkę Wodnemu Ogonowi.
~*~*~
Szczaw przyglądał się całej ceremonii nadawania imion z daleka. Czekał, aż tłum się rozejdzie. Po chwili wszyscy znów rozeszli się do swoich obowiązków. Kocur podszedł do swojej przyjaciółki i znienacka liznął ją w bark.- No hej, Srebrny PYSKU. - Zaśmiał się.
Sreberko? Nie, to nie był akt miłości ;-;
24 października 2016
Od Szczawiowej Łapy CD. Srebrnej Łapy
Szczaw. Więc to tak teraz miał na imię. Interesujące, a jednocześnie dziwne. Sam nie wiedział, jakim cudem trafił na ścieżkę medyka. Teraz będzie interpretował sny, co wydawało się o wiele bardziej interesujące od ganiania za zwierzętami. W przyszłości zostanie medykiem, najważniejszym, według niego, kotem w Klanie. O wiele bardziej ważnym, niż zastępca, czy lider. Bo kim byliby bez wiary, w której on będzie ich utwierdzać, oraz zdrowia, o które on dba? Niemalże nikim. Za każdym razem, gdy słyszał swoje nowe imię przechodziły go ciarki rozkoszy. Wszystko w łapach trzech kotów. Tajemniczego Kwiatu, Lodowego Serca i... jego.
Zdawało się, że wśród tego wszystkiego nie powinien mieć jakiejś o wiele wybitniejszej umiejętności. Bo gdzie mogłaby się ona ujawnić? W rozpoznawaniu magicznych ziółek? A jednak - odgadywanie snów. Idealne dla niego.
- Srebrna Łapo...? - miauknął pewnie po kilku momentach ciszy. - Powiedziałaś, że był banitą. Wyjętym spod Kodeksu BANITĄ. A wiesz, co według Kodeksu można z nimi zrobić? Zabić. - Uśmiechnął się. Mimo młodego wieku zawsze widział okrężne drogi przez regulaminy. Zwłaszcza tak niedoskonałe, jak Kodeks Wojownika.
- Miliony obejść... - westchnął cicho, przez chwilę nie zwracając uwagi na swoją przyjaciółkę. Trzeba będzie coś z tym w przyszłości zrobić. O ile będzie się dało.
Nagle do łebka kocura wpadła dziwna myśl. Zatrzymał się i ugiął na łapach, jakby szykując się do nieidealnego skoku na mysz.
- Powiedz mi, bo troszkę nie rozumiem: CZEMU Błękitna Burza jest banitą. - Uniósł oczy kierując je w oczy rozmówczyni. - Co takiego zrobił? Tak konkretnie. Nie licz tego całego porwania, oraz przejścia na stronę Gwiezdnym ducha winnym Burzowych. Bo tak naprawdę nie musieli w tym maczać łap. Mogło mnie coś ominąć, wybacz, ale co jeśli on PODRZUCIŁ te kociaki Srebrnej Gwieździe, czy jak ona się tam nazywa, a sam zamieszkał gdzieś na ich terenach? Albo po prostu, skoro jest kotem godnym Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd, ich szantażuje?
Zdawało się, że wśród tego wszystkiego nie powinien mieć jakiejś o wiele wybitniejszej umiejętności. Bo gdzie mogłaby się ona ujawnić? W rozpoznawaniu magicznych ziółek? A jednak - odgadywanie snów. Idealne dla niego.
- Srebrna Łapo...? - miauknął pewnie po kilku momentach ciszy. - Powiedziałaś, że był banitą. Wyjętym spod Kodeksu BANITĄ. A wiesz, co według Kodeksu można z nimi zrobić? Zabić. - Uśmiechnął się. Mimo młodego wieku zawsze widział okrężne drogi przez regulaminy. Zwłaszcza tak niedoskonałe, jak Kodeks Wojownika.
- Miliony obejść... - westchnął cicho, przez chwilę nie zwracając uwagi na swoją przyjaciółkę. Trzeba będzie coś z tym w przyszłości zrobić. O ile będzie się dało.
Nagle do łebka kocura wpadła dziwna myśl. Zatrzymał się i ugiął na łapach, jakby szykując się do nieidealnego skoku na mysz.
- Powiedz mi, bo troszkę nie rozumiem: CZEMU Błękitna Burza jest banitą. - Uniósł oczy kierując je w oczy rozmówczyni. - Co takiego zrobił? Tak konkretnie. Nie licz tego całego porwania, oraz przejścia na stronę Gwiezdnym ducha winnym Burzowych. Bo tak naprawdę nie musieli w tym maczać łap. Mogło mnie coś ominąć, wybacz, ale co jeśli on PODRZUCIŁ te kociaki Srebrnej Gwieździe, czy jak ona się tam nazywa, a sam zamieszkał gdzieś na ich terenach? Albo po prostu, skoro jest kotem godnym Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd, ich szantażuje?
Sreberko? Brak myśli, to źle
27 września 2016
Od Braku CD Tajemniczego Kwiatu
Ano, że chciał! Chyba nikt nie byłby w stanie przepuścić takiej okazji! Stanowisko medyka, można by tak to ująć, było nawet ważniejsze od Gwiazdy! Życie innych kotów w łapach tego jednego kota, który mógł sfałszować dowolną przepowiednię, albo dobrze służyć Klanowi i zająć należne mu miejsce w Gwiezdnym Klanie... I to wszystko mógłby kiedyś robić Brak? Jasne, że mógłby! Musi tylko wyzbyć się tych głupich koszmarów. To z pewnością jest tylko lekka obawa przed nieznanym i nic więcej. A więc, do roboty.
- A co jesli zjem jego kwiat? Cy stanie mi się cos zlego? - Kotka była niezwykle zdziwiona tym pytaniem. Zastanowiła się chwilę, po czym powiedziała:
- Wydaje mi się, że nie. - Brak pokiwał głową.
- A mysia zólc? Jesli usychają od niej klesce, a mama zwykle ją zostawia, to chyba znacy, że jest trująca? A ten cały stazec jakubek? Co jak przypadkiem sie go polknie? W dużych ilościach, tak dla pzykladu? Bo pzeciez jesli jest na bolące stawy, to albo sie go polyka, albo robi sie z niego papkę... - zalał falą pytań kotkę, a po uzyskaniu odpowiedzi pokiwał w zadumie głową.
- Cy mnie ciekawi... Tak. Racej tak.
Tak naprawdę, to rozumiało się to samo przez się. Fala pytań o szczegóły była potwierdzeniem tego wszystkiego. Tajemniczy Kwiat miała szansę zdobyć kolejnego bardzo zdolnego ucznia, który będzie się pytał o wszystkie szczegóły dotyczące roślin. A to chyba dobrze, prawda?
Kwiatek?
- A co jesli zjem jego kwiat? Cy stanie mi się cos zlego? - Kotka była niezwykle zdziwiona tym pytaniem. Zastanowiła się chwilę, po czym powiedziała:
- Wydaje mi się, że nie. - Brak pokiwał głową.
- A mysia zólc? Jesli usychają od niej klesce, a mama zwykle ją zostawia, to chyba znacy, że jest trująca? A ten cały stazec jakubek? Co jak przypadkiem sie go polknie? W dużych ilościach, tak dla pzykladu? Bo pzeciez jesli jest na bolące stawy, to albo sie go polyka, albo robi sie z niego papkę... - zalał falą pytań kotkę, a po uzyskaniu odpowiedzi pokiwał w zadumie głową.
- Cy mnie ciekawi... Tak. Racej tak.
Tak naprawdę, to rozumiało się to samo przez się. Fala pytań o szczegóły była potwierdzeniem tego wszystkiego. Tajemniczy Kwiat miała szansę zdobyć kolejnego bardzo zdolnego ucznia, który będzie się pytał o wszystkie szczegóły dotyczące roślin. A to chyba dobrze, prawda?
Kwiatek?
25 września 2016
Od Braku CD Tajemniczego Kwiatu
Złota Łuska niepewnie kiwnęła głową. A więc jednak jutro też pójdzie do medyczki! To... Świetnie! Fantastycznie! Niesamowicie! Brak zamruczał w zadowoleniu i pomachał króciutkim ogonem. A więc, jego nauki czas zacząć! Kociak wstał, polizał futerko na piersi i podbiegł do rodzeństwa. Koniecznie musiał się tym pochwalić. KONIECZNIE.
- Nie możesz... - mruknął jeden z kwiatków, po czym nachylił się nad młodzikiem i go dotknął. W tej samej chwili szary wrzasnął i obudził się.
- NIENAFIDZEM KFIATKÓF! - krzyknął i poderwał się na krzywe łapy. - NIENAWIDZEM DUZYCH KFIATKÓF! ZWLASCA DUZYCH KFIATKÓF!
Rozejrzał się panicznie, po czym ze spokojem, ale taż i wstydem, stwierdził, że od dawna już nikt nie śpi.
- Cego sie dzes? - fuknęła z wyrzutem Sreberko, po czym wróciła do zabawy kulką mchu.
W niemalże tym samym momencie do ich legowiska zawitał pyszczek medyczki.
- Gotowy? - zapytała, na co Brak odpowiedział wesołym kiwnięciem.
---
Ku młodemu, szaremu kociakowi nachyliły się wielkie białe kwiaty, takie same, jak te, które widział u medyczki. Miały dziwny, niemiły zapach. A te tutaj, oprócz niemiłego zapachu miały pyszczki. Straszne, straszne pyszczki. Każdy z nich coś mówił, ale Brak zwinął się w przestraszoną kulkę z wielkimi oczyma i nastroszonym futerkiem. Co tu się działo?!- Nie możesz... - mruknął jeden z kwiatków, po czym nachylił się nad młodzikiem i go dotknął. W tej samej chwili szary wrzasnął i obudził się.
- NIENAFIDZEM KFIATKÓF! - krzyknął i poderwał się na krzywe łapy. - NIENAWIDZEM DUZYCH KFIATKÓF! ZWLASCA DUZYCH KFIATKÓF!
Rozejrzał się panicznie, po czym ze spokojem, ale taż i wstydem, stwierdził, że od dawna już nikt nie śpi.
- Cego sie dzes? - fuknęła z wyrzutem Sreberko, po czym wróciła do zabawy kulką mchu.
W niemalże tym samym momencie do ich legowiska zawitał pyszczek medyczki.
- Gotowy? - zapytała, na co Brak odpowiedział wesołym kiwnięciem.
Kwiatku? Rumianki są złe D:
Od Braku CD Tajemniczego Kwiatu
Kociak kiwał głową ze skupieniem. To było... to było nawet interesujące. Okazuje się, że medycy mają w łapach życie innych kotów. Dają im kolejne szanse za pomocą roślin, które uważałby za zielsko! Niesamowite! A te ładnie pachnące listki? Mają w sobie tyle mocy, że potrafią wyleczyć poważne choroby! Niesamowite! Pajęczynę uznałby za wkurzające nitki robaka, które przyklejają się do sierści, a tu okazuje się, że zatrzymują krwawienie! Papkę ze skrzypu można zrobić niezwykle łatwo, bo te roślinki rosły nawet w obozie!
- Osywiscie, ze psyjdem, pse pani! To jest stlasnie ciekawe! - miauknął podekscytowany.
Kocica podniosła go za kark i płynnym krokiem zaniosła do kociarni, gdzie czekała na niego Złota Łuska. Brak niemalże czuł złość i awanturę w powietrzu, dlatego przybrał hardą minę i ułożył sobie w głowie wyjaśnienia.
- BO JA SIE UCYLEM O ZIOLACH, MAME! - wrzasnął nie dając dojść do słowa rodzicielce. - I JUTRO TES TAM PUJDEM, ZEBY SIEM UCYC O ZIOLACH! I NAWET TY MIE NIE POWSTSYMAS!
- Osywiscie, ze psyjdem, pse pani! To jest stlasnie ciekawe! - miauknął podekscytowany.
Kocica podniosła go za kark i płynnym krokiem zaniosła do kociarni, gdzie czekała na niego Złota Łuska. Brak niemalże czuł złość i awanturę w powietrzu, dlatego przybrał hardą minę i ułożył sobie w głowie wyjaśnienia.
- BO JA SIE UCYLEM O ZIOLACH, MAME! - wrzasnął nie dając dojść do słowa rodzicielce. - I JUTRO TES TAM PUJDEM, ZEBY SIEM UCYC O ZIOLACH! I NAWET TY MIE NIE POWSTSYMAS!
Kwiatku? Brak taki pojętny :'D
24 września 2016
Od Braku CD Tajmeniczego Kwiatu
- No... dobrze - miauknął po chwili wahania. W końcu sam kiedyś może się zranić, gdy nie będzie nikogo w pobliżu. To bardzo ryzykowne. BARDZO ryzykowne. Kociak wstał i szybkim, chwiejnym truchtem podążył w stronę legowiska medyka. Ciekawe, czy kiedyś będzie mógł objąć takie stanowisko... Prawdopodobnie nie.
W legowisku nowo poznanej było ciepło, cicho i ładnie pachniało. Uspokajająco, tak jak pachnie jego mama, tylko, że inaczej. Ale bardzo podobnie. Kocurek usiadł i poczekał, aż kocica rozłoży zioła. Nagle uderzył go słodki zapach jakichś dziwnych ususzonych listków. Przystawił do nich nosek i wciągnął powietrze.
- Mmmm... So to jest? Baldzo ladnie pachnie!
- Kocimiętka.
W legowisku nowo poznanej było ciepło, cicho i ładnie pachniało. Uspokajająco, tak jak pachnie jego mama, tylko, że inaczej. Ale bardzo podobnie. Kocurek usiadł i poczekał, aż kocica rozłoży zioła. Nagle uderzył go słodki zapach jakichś dziwnych ususzonych listków. Przystawił do nich nosek i wciągnął powietrze.
- Mmmm... So to jest? Baldzo ladnie pachnie!
- Kocimiętka.
Kwiatku?
Od Braku CD Tajemniczego Kwiatu
Rozumiał i to doskonale. Co, jak co, ale Brak miał najlepszą pamięć ze swojego przygłupiego rodzeństwa i ze spokojem mógł się tym chwalić. Przywódca, zastępca, medyk, uczeń medyka, zwykli terminatorzy, królowe, kocięta i starszyzna. Zapamiętać. Wszyscy są ważni, a on sam niedługo zostanie mianowany uczniem. Super!
Kociak zadrżał. Częściowo z zimna, a częściowo z radości i ekscytacji. Przecież to będzie takie niesamowite! Ciekawe, jak będzie miał wojownicze imię. Brakujący Pazur? Nagle do głowy kociaka wpadła nowa myśl.
- A... Mo-o-oses mi po-okasac te-e ziola? - zapytał szczękając zębami. Robiło się coraz zimniej... To chyba nazywa się zmiana pory roku. - Chcialby-ym sie dwie-edziec, na wypade-ek, gdyby cos stalo siem mojemu lodzenstwu.
Kociak zadrżał. Częściowo z zimna, a częściowo z radości i ekscytacji. Przecież to będzie takie niesamowite! Ciekawe, jak będzie miał wojownicze imię. Brakujący Pazur? Nagle do głowy kociaka wpadła nowa myśl.
- A... Mo-o-oses mi po-okasac te-e ziola? - zapytał szczękając zębami. Robiło się coraz zimniej... To chyba nazywa się zmiana pory roku. - Chcialby-ym sie dwie-edziec, na wypade-ek, gdyby cos stalo siem mojemu lodzenstwu.
Tajemniczy Kwiat? Masz pełne prawo odmówić ;-;
Od Braku CD Tajemniczego Kwiatu
- A so rofi mefyk? - zapytał mrużąc oczy. Nie znał nikogo, kto był medykiem. To podejrzane. Kotka mogła zmyślać. - Pofiem, jak mam na imi-ię, jak mi odpofies. - Zagwozdka, jakich mało! Hura, może mu odpowie o działaniu klanu! Po usłyszeniu odpowiedzi skrzywił się niezauważalnie.
- Blak. - Trzepnął króciutkim ogonem. - A... opofie mi pani, jak dziala Klan? Fojofnicy, i te pe. - Kociak nastawił uszy i ułożył się wygodnie. - Slucham.
To musi być ciekawe, być takim medykiem... Skoro kotka wyglądała na zadowoloną, to musiało być ciekawe. W dodatku ładnie pachniała. Słodko, ale nie za słodko. Wręcz idealnie. Trochę suszonym mchem, który czasem walał się po jego obecnym legowisku.
- Blak. - Trzepnął króciutkim ogonem. - A... opofie mi pani, jak dziala Klan? Fojofnicy, i te pe. - Kociak nastawił uszy i ułożył się wygodnie. - Slucham.
To musi być ciekawe, być takim medykiem... Skoro kotka wyglądała na zadowoloną, to musiało być ciekawe. W dodatku ładnie pachniała. Słodko, ale nie za słodko. Wręcz idealnie. Trochę suszonym mchem, który czasem walał się po jego obecnym legowisku.
Tajemnicy Kwiecie? Krótkie, bo musisz rozwinąć akcję, my dear.
23 września 2016
Od Braku CD Tajemniczego Kwiatu
Brak miał już prawie trzy księżyce! Mógł już biegać, skakać i lać się z młodszym rodzeństwem! Najbardziej kochał robić to drugie. Wystarczyło dać mocniejsze walnięcie w łeb, a oszołomione kociaki padały jak muchy! Zostanie NAJLEPSZYM wojownikiem Klanu Nocy. Choćby miał pozabijać pozostałych. Będzie NAJLEPSZY. Kociak pogrążony w narcystycznych myślach uśmiechnął się przebiegle. A gdyby tak wyjść na zewnątrz? To... Atrakcyjna opcja.
Szybko obejrzał się, czy mama nie patrzy, po czym dziarskim krokiem wygramolił się z nory. I szedł. I szedł. I szedł, po raz trzeci. Ale to nie był byle jaki chód. Był to chód przepełniony obrzydzeniem do wszystkiego, co się rusza. Nawet tego liścia, który właśnie został porwany przez wiatr. A zwłaszcza do niego. Na jego pyszczku gościł złowieszczy uśmiech zapowiadający przyszłość młodocianego zbira, który będzie kradł i deptał mchowe kulki małym kociakom.
Nagle zauważył dużą kocicę, która z lekkim uśmiechem zadowolenia patrzyła na świat. Na JEGO świat.
- SO TY TUTAJ LOBIS?! - krzyknął, na swój typowy sepleniący sposób, podbiegając i przybierając pytającą minę. - SEMU NIE POLUJES, SO?! CHYBA POFINNAS TO LOBIC! PRAAAWDA?!
Szybko obejrzał się, czy mama nie patrzy, po czym dziarskim krokiem wygramolił się z nory. I szedł. I szedł. I szedł, po raz trzeci. Ale to nie był byle jaki chód. Był to chód przepełniony obrzydzeniem do wszystkiego, co się rusza. Nawet tego liścia, który właśnie został porwany przez wiatr. A zwłaszcza do niego. Na jego pyszczku gościł złowieszczy uśmiech zapowiadający przyszłość młodocianego zbira, który będzie kradł i deptał mchowe kulki małym kociakom.
Nagle zauważył dużą kocicę, która z lekkim uśmiechem zadowolenia patrzyła na świat. Na JEGO świat.
- SO TY TUTAJ LOBIS?! - krzyknął, na swój typowy sepleniący sposób, podbiegając i przybierając pytającą minę. - SEMU NIE POLUJES, SO?! CHYBA POFINNAS TO LOBIC! PRAAAWDA?!
Tajemniczy Kwiecie? Brak prawie zawsze wrzeszczy, uwaga
03 września 2016
Od Braku CD Mgiełki|Sreberko
- Nie. Ja siem katagolycnie nie zgadzam - zaseplenił Brak i usiadł na ziemi strosząc futerko. Jego plan miał polegać tylko na dwóch kotach, a ta tutaj... Nie wchodziła w grę. Co to za dręczenie? Trzy osoby przeciwko dwóm? Phi! Tak to on mógł sobie mech gnieść, albo rzucać się na martwe mięso, które je jego matka! Co to za zabawa...
- Slebelko, chocmy. Moze nie bendziemy musieli nicego sluchac. - Kocurek wstał i machnął króciutkim ogonem. Zrobił kilka rozchwianych kroków w stronę ściany kociarni, po czym przystanął. - Slebelko, jak myslis, cy któles z nas zostanie Gfiasdom? - zapytał cicho odwracając się w stronę siostry. - Fajnie by bylo! Pozwolilbym na wychodzenie z kocialni! A tak w ogóle, to co zobacyla Mgielka?
- Slebelko, chocmy. Moze nie bendziemy musieli nicego sluchac. - Kocurek wstał i machnął króciutkim ogonem. Zrobił kilka rozchwianych kroków w stronę ściany kociarni, po czym przystanął. - Slebelko, jak myslis, cy któles z nas zostanie Gfiasdom? - zapytał cicho odwracając się w stronę siostry. - Fajnie by bylo! Pozwolilbym na wychodzenie z kocialni! A tak w ogóle, to co zobacyla Mgielka?
Sreberko? Mgiełka?
29 sierpnia 2016
Od Braku CD Sreberko
No. Świetnie! Czyli nasz lew jest przynajmniej jedną nogą po stronie Brakującego Indiana Jones'a. Kocurek uśmiechnął się i usiadł. Po chwili spoważniał i odchrząknął.
- To snasy... To nie jes kawal tylko dla Koski, ale tes dla Gepaldka. Nie lu-ubię ich. - Miauknął marszczą nos. Mówił prawdę. Najprawdziwszą. - No. Psyzeknij mi, ze sie ze mna spsymiezys. Psyzeknij. - Powiedział zbliżając się do kotki. - Psyzeknij na wsystko co mas. Na Gwisny Kln.
Taka obietnica, to nie byle co. Zwłaszcza, że na Gwiezdny Klan przyrzeka się raz na zawsze i nigdy nie można tego złamać. Łamiesz przysięgę - idziesz do tego złego czegoś. Naginasz przysięgę - idziesz do tego złego czegoś. Nie wypełniasz przysięgi - idziesz do tego złego czegoś. Proste. A przynajmniej tak myślał o tym przyrzeczeniu Brak.
- Psyzekas, ze sie ze mno spsymiesys? - zapytał wystawiając łapkę, by Sreberko położyła na niej swoją, wyrażając tym samym zgodę.
- To snasy... To nie jes kawal tylko dla Koski, ale tes dla Gepaldka. Nie lu-ubię ich. - Miauknął marszczą nos. Mówił prawdę. Najprawdziwszą. - No. Psyzeknij mi, ze sie ze mna spsymiezys. Psyzeknij. - Powiedział zbliżając się do kotki. - Psyzeknij na wsystko co mas. Na Gwisny Kln.
Taka obietnica, to nie byle co. Zwłaszcza, że na Gwiezdny Klan przyrzeka się raz na zawsze i nigdy nie można tego złamać. Łamiesz przysięgę - idziesz do tego złego czegoś. Naginasz przysięgę - idziesz do tego złego czegoś. Nie wypełniasz przysięgi - idziesz do tego złego czegoś. Proste. A przynajmniej tak myślał o tym przyrzeczeniu Brak.
- Psyzekas, ze sie ze mno spsymiesys? - zapytał wystawiając łapkę, by Sreberko położyła na niej swoją, wyrażając tym samym zgodę.
Slebelko? Brak się sepleni, ale nie aż tak ;-;
Od Braku do Sreberka
Czy dzisiaj nasz mały poszukiwacz przygód coś nabroi? Oj, nabroi i to sporo. Mianowicie młody Indiana Jones pójdzie do jaskini lwa i włoży głowę do jego paszczy. Kim jest lew i jak działa? Już mówię i objaśniam. Lwem w tej całej skomplikowanej operacji jest niesamowicie groźna i zła Sreberko, która wydała się być bardzo dobrym partnerem do terroryzowania jego rodzeństwa, które nieustannie darło gębę, na szczęście ciszej niż Brak. Ewentualnie mogła zostać jego NPNZ. Najlepszym Pracownikiem Na Zawsze. Na to drugie kociak nie liczył jednak za bardzo, tak samo, jak na powodzenie całej tej supertajnej operacji. NIKT, po prostu NIKT nie mógł się dowiedzieć o jego niecnych występkach. Oczywiście Złota Łuska to widziała i już dawno zaakceptowała to co robi, pod groźbą ciągłego darcia niezadowolonej mordy. Zwłaszcza, że ta i tak nie odzywała się zbyt często, a jeśli już to była niezwykle głośna i niebezpieczna.
- SEBEKO! SEBEKO SIE JESES?! SEBEKO MUSIMY SOBIE ZLOSYS OBIETNISE! - wydarł się dreptając plączącymi się nogami i rozglądając się na boki. - Sebeko chos tu! Ja muse si sos powieses!
Nasz Indiana Jones nie był typowym Indianem Jonesem. Mianowicie prawdziwy Indiana Jones nigdy nie chodziłby po niebezpiecznym terenie wykrzykując na prawo i lewo kogo, lub czego, szuka, a skradałby się i siedział cicho jak mysz, którą już za kilka księżyców upoluje nasz chłoptaś.
- SEBEKOOO! No, chos tu, mam si do sosenia baso siekawo ofete!
- SEBEKO! SEBEKO SIE JESES?! SEBEKO MUSIMY SOBIE ZLOSYS OBIETNISE! - wydarł się dreptając plączącymi się nogami i rozglądając się na boki. - Sebeko chos tu! Ja muse si sos powieses!
Nasz Indiana Jones nie był typowym Indianem Jonesem. Mianowicie prawdziwy Indiana Jones nigdy nie chodziłby po niebezpiecznym terenie wykrzykując na prawo i lewo kogo, lub czego, szuka, a skradałby się i siedział cicho jak mysz, którą już za kilka księżyców upoluje nasz chłoptaś.
- SEBEKOOO! No, chos tu, mam si do sosenia baso siekawo ofete!
Sreberko? Hyhy
Od Braku CD Wodny Ogon
- OIEAE SEMU JESES STSO WESO MIE! - wywrzeszczał Brak i ze zdziwieniem mlasknął. Czego ten drugi on nic nie rozumiał? Może był jakiś niedorozwinięty, jak Kostka? Gdy kocur znowu wytrzeszczył oczy w zdziwieniu młodzik westchnął z politowaniem. Tak zdecydowanie był niedorozwinięty. - Semu. Sosumies? SEMU. Ty. Jeses. Jeses, tak? Staso. Weso. Mie. Mie, syli Blak. Jus sosumies? - Gdy w oczach nieznajomego zobaczył błysk zrozumienia odetchnął z dumą. Wreszcie czegoś nauczył tego nieuka! Jak on w ogóle mógł się porozumiewać z innymi?
- Swiesnie. Ospowies mi? Mi, syli Blak. Tak? Pamiesas? - zapytał wstając. - I jak ty sie polosumiesas z inny-ymi? So? Bo mne jakos ne losumes.
Po chwili od zadania pytania mlasnął jeszcze raz czując, że na coś nadchodzi pora. Mogło to być przysłowiowe małe co-nie-co.
- MAAAAMEEEEE! SYKUJ SE! IDEM DO SIEBIE! Glodny jesem. - Podreptał niezdarnie kilka razy zaplątując się we własne nogi, po czym usiadł i zaczął ssać mleko matki, co chwila odrywając się, by sprawdzić, czy nieznajomy jeszcze gdzieś tu jest. Musiał go nieco nauczyć o tym, jak poprawnie się wysławiać. Pokaże mu jak mówić "l", a jak "s". Taki z niego nauczyciel!
- Swiesnie. Ospowies mi? Mi, syli Blak. Tak? Pamiesas? - zapytał wstając. - I jak ty sie polosumiesas z inny-ymi? So? Bo mne jakos ne losumes.
Po chwili od zadania pytania mlasnął jeszcze raz czując, że na coś nadchodzi pora. Mogło to być przysłowiowe małe co-nie-co.
- MAAAAMEEEEE! SYKUJ SE! IDEM DO SIEBIE! Glodny jesem. - Podreptał niezdarnie kilka razy zaplątując się we własne nogi, po czym usiadł i zaczął ssać mleko matki, co chwila odrywając się, by sprawdzić, czy nieznajomy jeszcze gdzieś tu jest. Musiał go nieco nauczyć o tym, jak poprawnie się wysławiać. Pokaże mu jak mówić "l", a jak "s". Taki z niego nauczyciel!
Wodny Ogonie? :D
Od Braku
Brak był bardzo odważnym kociakiem. Brak był też bardzo inteligentny, na swój wybrakowany sposób. Ale był też nierozsądny. BARDZO nierozsądny. Może z czasem się to zmieni, a może nie, jednak z pewnością zostanie choć odrobina nierozsądności. Na zawsze. I to dziś mały, dzielny kocurek miał udowodnić to całemu światu, a zwłaszcza Wodnemu Ogonowi, swojemu rodzeństwu i matce, a przede wszystkim sobie.
Późnym popołudniem Brak i jego rozwrzeszczane rodzeństwo postanowiło urządzić sobie zawody, chociaż tak naprawdę żadne z nich nie wiedziało w jakie (dlatego też powstał piekielny harmider), gdy zmęczona Złota Łuska syknęła na kociaki, by się uciszyły. Gepardek i Kostka zamilkli ze skruszonymi minami, jednak Brak, jak to Brak, wrzasnął z całych sił, dając do zrozumienia, że to on ma tu ostatnie słowo. Na jego nieszczęście zwabiło to zastępcę Czarnej Gwiazdy, który zaciekawiony odgłosami wydobywającymi się z kociarni potruchtał w jej stronę. Pierwsze co zobaczył to młody kocię siedzący tuż przed wyjściem ze żłobka. Wpatrywało się w niego i ze zmarszczonymi brwiami wywrzeszczało coś w niezrozumiałym dialekcie.
- SEMU JESES STSO WESO MIE?! SO?!
Późnym popołudniem Brak i jego rozwrzeszczane rodzeństwo postanowiło urządzić sobie zawody, chociaż tak naprawdę żadne z nich nie wiedziało w jakie (dlatego też powstał piekielny harmider), gdy zmęczona Złota Łuska syknęła na kociaki, by się uciszyły. Gepardek i Kostka zamilkli ze skruszonymi minami, jednak Brak, jak to Brak, wrzasnął z całych sił, dając do zrozumienia, że to on ma tu ostatnie słowo. Na jego nieszczęście zwabiło to zastępcę Czarnej Gwiazdy, który zaciekawiony odgłosami wydobywającymi się z kociarni potruchtał w jej stronę. Pierwsze co zobaczył to młody kocię siedzący tuż przed wyjściem ze żłobka. Wpatrywało się w niego i ze zmarszczonymi brwiami wywrzeszczało coś w niezrozumiałym dialekcie.
- SEMU JESES STSO WESO MIE?! SO?!
Wodny? zabawę z językami martwymi czas zacząć :v
Subskrybuj:
Posty (Atom)