BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierwszy Brzask x Szczawiowy Liść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierwszy Brzask x Szczawiowy Liść. Pokaż wszystkie posty

15 września 2022

Od Pierwszego Brzasku cd. Szczawiowego Liścia

Nie mógł odmówić. Nie miał powodu, by to robić. Zresztą… miał miękkie serce i Szczawiowy Liść zdążył to zauważyć. Dlatego stali teraz, mierząc się wzrokiem, a bury coraz bardziej żałował swojego braku asertywności. Wbił pazury w ziemię, starając się powstrzymać drżenie łap. Liliowy coś wiedział. I Brzask koniecznie musiał dowiedzieć się co.
– Mamy do porozmawiania, Pierwszy Brzasku. I wolałbym żeby to była męska rozmowa, bez interwencji twojej ukochanej. Dość puszczalskiej biorąc pod uwagę, że nie jesteś jedynym kotem w jej życiu. Klan Klifu to spokojne miejsce i nie potrzebuje kogoś, kto skrywa tajemnice. Także chcesz mi coś powiedzieć, żebym przejdziemy do konkretów?
Na moment jego serce stanęło. Nie jest…? Co to w ogóle miało znaczyć? Odetchnął głębiej. Nie. Klifiak próbował go sprowokować. Za dobrze znał Iskierkę. Nie było między nimi żadnych tajemnic.
Uśmiechnął się do kocura, choć wyszło to raczej jak skrzywienie pyska. 
– Tajemnice to zdecydowanie za duże słowo – odparł, próbując się zaśmiać. – Po prostu nie miałeś okazji mnie lepiej poznać, to wszystko. 
Liliowy nie odpowiadał. Nie odrywał wzroku od jego oczu. Bury odchrząknął i kontynuował.
– Ja też jestem spokojnym kotem. To całkiem dobrze się składa. Pasuję tutaj – zażartował.
Klifiak strzepnął ogonem.
– To się okaże – miauknął pod nosem, choć na tyle głośno, że jego rozmówca to usłyszał. – Ech, a miałem nadzieję, że nie będę musiał tracić swojego cennego czasu na głupie gierki. Rozumiem, że muszę sam to z ciebie wyciągnąć. Kto cię tu przysłał?
Oczy Brzasku zrobiły się dwa razy większe. Gdy wyszedł z pierwszego szoku, odetchnął w duchu z ulgą. Czyżby kocur jednak go nie rozpoznał?
– Nikt – miauknął zgodnie z prawdą. – Byłem wcześniej samotnikiem. Szwędałem się tu i tam, próbowałem przeżyć. Tylko że od momentu, gdy poznałem Iskierkę, takie życie przestało mi wystarczać. Tęskniłem… – Zadumał się na moment. Jego rozmówca teatralnie prychnął. – Dlatego zdecydowałem się porzucić dotychczasowe życie i dołączyć do Klanu Klifu.
Pomarańczowe ślepia śledziły go bacznie. Liliowy bez wątpienia próbował wyczytać ile prawdy mają w sobie jego słowa. Brzask był spokojny. Nie kłamał. Nie musiał. Co najwyżej odrobinę naginał prawdę. I prawdę mówiąc, nie miał skrupułów. Informacja o tym, kim był kiedyś, nic by Klifiakowi nie dała. A mogłaby narobić mnóstwa problemów buremu.
Szczawiowy Liść widocznie doszedł do jakiś wniosków, bo coś w jego spojrzeniu się zmieniło. Otworzył pysk.
– I zaślepiona miłością Lisiczka przyjęła przybłędę do naszego wspaniałego klanu. Ciekawe… – Zrobił krok naprzód. Brzask momentalnie się spiął. – Jakoś ci nie wierzę.
Bury zaczynał mieć tego dość. Podświadomie zjeżył sierść na karku.
– To już nie mój problem – wycedził. – Skoro Klan Klifu jest taki wspaniały, nic dziwnego, że włóczęga, który nic nie miał, chce do niego dołączyć, prawda? Szczególnie jeśli znalazł w nim miłość.
Jeśli kocur próbował go sprowokować, mógł być z siebie dumny, udało mu się. Brzask coraz mniej nad sobą panował. Liliowy przewrócił teatralnie oczami. Mięśnie miał spięte, gotowe do ataku.
– Nie zasługujesz na tytuł wojownika mojego klanu – miauknął. – Jeśli zaszkodzisz mu w jakikolwiek sposób… – Nie musiał kończyć. Brzask bez problemu odczytał wymalowaną w jego spojrzeniu groźbę.
– Nie mam najmniejszego zamiaru – warknął, obnażając kły. Na końcu języka miał słowa “A nawet jeśli bym chciał, nie dasz rady mnie powstrzymać”, ale ugryzł się w niego w ostatniej chwili. – To mój dom. Tak samo jak twój.
Szczawiowy Liść skrzywił się, jakby ktoś wsunął mu kępę szczawiu do pyska.
– Mój dom, przybłędo. Nie zapominaj o tym.
Nie pozwolił Brzaskowi odpowiedzieć. Odwrócił się i dumnie ruszył w stronę obozu.
– Nie pozwolę ci zapomnieć – dotarło jeszcze do uszu burego.
Długo stał, patrząc w stronę, gdzie zniknęła sylwetka Klifiaka. Wygładzał sierść. Chował pazury. W końcu odetchnął głęboko i ruszył w stronę swojego nowego domu.

– Gdzie zniknąłeś, Chmurko?
Jej uśmiech był ciepły i szczery, a oczy wypełnione ufnością. Spróbował go odwzajemnić i poczuł się fatalnie.
– Któryś z wojowników prosił, żebym mu pomógł. Już jestem cały twój.
Zamruczała, przytulając się do jego futra. 
Zamknął ślepia. Nienawidził oszukiwać.
Obiecał sobie nigdy do tego nie wracać.

***

Pierwszy Brzask miał poczucie, jakby kogoś brakowało. Rozejrzał się po legowisku. Obok trzykolorowej sylwetki Iskierki siedział ktoś jeszcze, uczeń, który ich odwiedził. Wesoła rozmowa dolatywała do niego jak zza ściany.
Strzęp ledwo wyczuwalnej woni, może wspomnienie po niej, pośród ich zapachów. Mieli całe legowisko dla siebie. Choć jeszcze jakiś czas temu…
Jakiś czas temu co?
Nie wiedział. Myśl rozpłynęła się wśród niejasnych przeczuć, urywków emocji, rozmytych obrazów i dźwięków. Nauczył się, że nie było sensu ich gonić. Odpuścił.
Uśmiechnął się, wyrzucając dziwne uczucie z pamięci.
Drzewa zaszumiały nad grobem Szczawiowego Liścia.

17 kwietnia 2022

Od Szczawiowego Liścia CD. Pierwszego Brzasku

    Nie ufał obcemu, który zjawił się niespodziewanie. Lisiczka była jeszcze głupsza niż myślał, skoro sprowadziła nieznajomego do obozu. Członkami Klanu Klifu powinny być tylko koty szlachetnie urodzone. A kim był ten obcy? Przedstawione wyjaśnienie nie pasowało liliowemu kocurowi. Zbyt dobrze znał swojego wroga czyli Lisiczkę, żeby zaufać Pierwszemu Brzaskowi. Na dodatek spłodzili kocięta. Szczawiowy Liść postanowił wziąć sprawy we własne łapy. Wiedział, że to tylko dzięki niemu w Klanie Klifu panuje względny porządek. 
    Gdy tylko zauważył, że "nowy" opuścił żłobek i w dziwnym pośpiechu pomknął do wyjścia z obozu. Kocur zmrużył pomarańczowe ślepia. Dokąd ci tak śpieszno?
Stał się wiernym towarzyszem Pierwszego Brzasku. Pozostał jednak w cieniu, śledząc uważnie każdy ruch kocura. Nie przemyślał co zrobi, gdy znajdzie jakieś dowody. Może rozpowie o wszystkim klanowi. Szczawiowy Liść nie był nawet pewien, czego dokładnie szukał. 
I tak pewnego razu Pierwszy Brzask na niego wpadł. Instynktownie zjeżył liliową sierść. 
- Przepraszam. - miauknął odruchowo partner Iskrzącego Kroku.
- Następnym razem uważaj. - mruknął syn Berberysowej Gwiazdy.
Pierwszy Brzask odwrócił wzrok, przyglądając się kocurowi baczniej. Pomarańczowe ślepia Szczawika wpatrywały się szczerze i hardo w nowego klifiaka. Nawet sposób w jaki się zachowywał wskazywał na to, że nie pochodzi z tych stron. Brakowało mu dumy i szlachetności rodowitych członków Klifu.
- Jasne, będę. 
    Ponownie spotkali się kilka dni później. Tym razem jednak stało się to z inicjatywy Szczawiowego Liścia. Obserwował jak Pierwszy Brzask opuszcza legowisko wojownik. Wcześniej dowiedział się, że kocur nie jest przydzielony do żadnego patrolu. Szczawik też miał dzień wolny, zatem nadarzyła się kusząca okazja do wspólnego wyjścia i rozmówienia się w paru kwestiach. Liliowy wojownik podszedł pewnym krokiem do Pierwszego Brzasku. 
- Możesz wyświadczyć mi przysługę? - syn Żywicznej Mordki uśmiechnął się najszerzej jak umiał. 
Zauważył napięte mięśnie u swojego towarzysza.
- Jasne. O co chodzi?
Pomarańczowe ślepia wpatrywały się uparcie w te niebieskie. Niczym pojedynek ognia i wody. Nie wyczytał emocji Pierwszego Brzasku. Jeszcze.
- Złapałem zbyt dużo wiewiórek i przyda mi się ktoś, kto pomoże mi je przenieść do obozu. Lepiej żeby zbyt długo nie leżały poza obozem. - poruszył lekko ogonem. 
- Jestem trochę zajęty.... - padła odpowiedź od strony Brzasku.
Szczawik westchnął teatralnie. 
- No tak. Zwierzyna się zmarnuje. - zaczął powoli iść do obozu. - Szkoda, że nie chcesz pomóc koledze z legowiska. Myślałem, że jesteś bardziej pomocny. 
Zatrzymał się przy wyjściu z obozu, w myślach rozpoczynając odliczać. Wkrótce usłyszał powolne, lekkie kroki Pierwszego Brzasku. Przybrał maskę uśmiechu, odwracając się do "kolegi".
- O, super, że jednak zmieniłeś zdanie. To nie traćmy czasu.
Pierwszy Brzask nie odzywał się po drodze. Z resztą Szczawiowy Liść również. Szedł skupiony na trasie, starając się nie myśleć o mijanej znajomej miejscówce do której przyprowadził Barwinka. Starał się nie myśleć o swoim Barwinku....
- To tutaj. - zatrzymał się, wpatrzony w jakieś drzewo.
Pierwszy Brzask również przystanął. 
- Tutaj? - zaczął się rozglądać.
- Wiewiórki zostawiłem przy tym drzewie. Nie guzdraj się. - Szczawik nastawił uszu, rozejrzał się bacznie, powąchał powietrze. Musiał mieć pewność, że nie są obserwowani. 
Przepuścił Pierwszy Brzask przodem i gdy tylko kocur zaczął się rozglądać za wiewiórkami, Szczawiowy Liść ostatni raz rozejrzał się po okolicy.
- Niczego nie widzę. - Brzask odwrócił się w jego stronę. 
Szczawiowy Liść usiadł, prostując sylwetkę i owijając ogon wokół łap.
- Dawno je zaniosłem do obozu. Myślisz, że ktoś tak wspaniały i silny jak ja, potrzebowałby pomocy kogoś takiego jak ty? - uniósł brew. - Mamy do porozmawiania, Pierwszy Brzasku. I wolałbym żeby to była męska rozmowa, bez interwencji twojej ukochanej. Dość puszczalskiej biorąc pod uwagę, że nie jesteś jedynym kotem w jej życiu. Klan Klifu to spokojne miejsce i nie potrzebuje kogoś, kto skrywa tajemnice. Także chcesz mi coś powiedzieć, żebym przejdziemy do konkretów? 
Chodziło o prowokacje. Był przygotowany zarówno na atak fizyczny, jak i słowny. Byle wyciągnąć i przekazać to, co było w tym wszystkim istotne. 


<Brzask?>

01 marca 2022

Od Pierwszego Brzasku Do Szczawiowego Liścia

Wiele rzeczy mógł się spodziewać, ale na pewno nie tego, co pewnego pięknego wschodu słońca usłyszał od swojego syna:
– Tata, zmieniłeś kolor.
Słowa Truskawka zmroziły mu krew w żyłach. Uśmiechnął się do niego i bąknął jakąś słabą wymówkę, żeby jak najszybciej wybiec z obozu. Zapomniał! Na śmierć zapomniał! Biegł, przeklinając swoją głupotę. Poczuł się pewnie i bezpiecznie, zupełnie jak w domu, całkowicie zapominając… 
W kilku skokach znalazł się przy zamarzniętej kałuży. Faktycznie. Jego sierść straciła swój rudy odcień, a spod jednolitego brązu wychodziło coraz więcej cętek. Rozejrzał się w panice. Biel. Tylko nieprzebyte połacie mokrego, zimnego śniegu. I nic więcej. Żadnej ziemi, roślin czy liści. Nic, w czym mógłby się wytarzać, żeby zamaskować naturalny kolor futra.
Że też nie pomyślał o tym wcześniej! I ani Iskierka, ani nikt inny… Ona była przyzwyczajona, mogła nie zauważyć, a z nikim poza dziećmi nie spędzał ostatnio zbyt wiele czasu, zresztą i z nimi widywał się rzadziej przez treningi. Była szansa, że żaden z Klifiaków nie zauważył.
Serce łomotało mu w piersi jak stado dzików. Kręcił się w kółko, rozglądając na boki, przez panikę nic nie widząc. Otrzeźwił go dopiero palący ból rozpaczliwie chwytających tlen płuc. Przywrócił mu jasność umysłu. Zatrzymał się.
– To nie ma sensu – miauknął sam do siebie. – Uspokój się. Tak, dobrze. – Odetchnął głęboko. Zmęczone płuca nie chciały w pełni napełnić się powietrzem. – Na spokojnie. Na pewno nikt nie zauważył. Inaczej ktoś zwróciłby ci uwagę, prawda? Na spokojnie.  – Głęboki wdech i wydech. – Pójdziesz do lasu, tam jest mniej śniegu. Coś znajdziesz. I znowu będziesz czarno-brązowo-rudy. Nikt się nie połapie.
Trochę uspokojony, ruszył głębiej w las. Jego łapy drżały, gdy stawiał kolejne kroki.

Nie potrafił pozbyć się wrażenia, że ktoś go obserwuje. Czyjeś spojrzenie niemal wypalało mu dziurę w karku, ale gdy się odwracał, nie dostrzegał nikogo podejrzanego. Któregoś razu wpadł przez to prawie na któregoś z wojowników. 
– Przepraszam – miauknął odruchowo, nie zwracając na niego większej uwagi.
– Następnym razem uważaj – usłyszał w odpowiedzi. Coś go tknęło. Przeczucie. Jego głos? Odwrócił wzrok, przyglądając się kocurowi baczniej. Był od niego niewiele wyższy i trochę szczuplejszy, krótka liliowa sierść miejscami poprzetykana była nitkami siwizny. Pomarańczowe ślepia patrzyły na niego szczerze i hardo. 
Miał wrażenie, że już się spotkali. Kiedyś… 
– Jasne, będę.
Nie potrafił przypomnieć sobie jego imienia. Gdy wróci do legowiska…

Zamruczał cicho, gdy Iskierka liznęła go w policzek. Tak bardzo mu tego brakowało. Odkąd ich dzieci zostały uczniami, a ona zrezygnowała z funkcji liderki, mieli mnóstwo czasu dla siebie. Bury korzystał z tego jak tylko potrafił. Najbardziej lubił wspólne wieczory, kiedy leżeli wtuleni w siebie i rozmawiali o wszystkim i o niczym…
– Iskierko?
Szylkretka bezbłędnie wyczuła wahanie w jego głosie. Spojrzała mu w oczy, zaniepokojona.
– Coś się stało, Chmurko?
Przytulił się do niej mocniej. Lubił, gdy tak na niego mówiła.
– Jakiś czas temu przypadkowo na kogoś wpadłem. Głupio mi bo… nie pamiętam jego imienia. Liliowy wojownik, pomarańczowe ślepia. Raczej starszy, miał pędzelki na uszach…
Przez pyszczek kotki przebiegł cień.
– Szczawiowy Liść. Syn Berberysowej Gwiazdy i Żywicznej Mordki, brat Mysiego Kroku – zamilkła na moment, zamyślając się. – To on kiedyś… mnie śledził. Cały ten cyrk z Olchowym Sercem…
Przerwał jej, delikatnie kładąc jej ogon na grzbiecie. Przywarli do siebie mocniej. Wspomnienia… Oboje starali się ich unikać. 
– Nie myśl o tym – miauknął.
– Ty też – odparła, uśmiechając się smutno. Liznął ją po policzku. Oboje wiedzieli, że nie potrafią.
Już prawie zasypiał, kiedy sobie przypomniał. Tamto zgromadzenie. Kłócili się. Chodziło o Iskierkę i nie potrafił zachować spokoju. Pokłócił się z Klifiakiem, zrobił z siebie idiotę, a później usłyszał tamtą rozmowę Iskierki… Kolejne księżyce były najgorszymi w jego życiu.
Wspomnienia… 
Ciekawe, czy Szczawiowy Liść też je przywoływał.


<Szczawiku?>