BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fioletowe Spojrzenie x Zimorodkowy Sen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fioletowe Spojrzenie x Zimorodkowy Sen. Pokaż wszystkie posty

30 czerwca 2023

Od Fioletowego Spojrzenia CD. Zimorodkowego Snu

 skip

Zgiełk panujący w legowisku przyprawiał ją o migrenę. Przez wszędobylską duchotę ledwo była w stanie zaczerpnąć oddech. Głośne rozmowy kotów krzątających się po medycznym legowisku irytowały ją jak nigdy. Kiedyś zapewne jednym warknięciem ustawiłaby wszystkich do pionu, lecz teraz? Jedyne co była w stanie zrobić, to wysłać w eter błagalne spojrzenie. Dochodząc do wniosku, iż żaden kot nawet nie zerkał w jej stronę, dała ciężkim powiekom opaść z powrotem na oczy i z trudem obróciła się na drugi bok. W oczekiwaniu na podejście córki, ułożyła głowę na łapach, próbując oddać się chwili spokoju. Podjęła się próby wyciszenia w głowie wszelkich dźwięków, lecz jej starania były na nic. Zirytowana, westchnęła niemal bezgłośnie. Cały pobyt w tym miejscu dłużył się jej coraz bardziej. Jej sierść przesiąkła już tym specyficznym, słodkim, ale zarazem pikantnym zapachem ziół. Frustracja wszystkimi obiektami wokół władała jej umysłem z minuty na minutę coraz bardziej. Co obchodził ją patrol Kruczego Zmierzchu? Dlaczego musiała słuchać smętnego narzekania Dzwonkowego Szmeru i tysiąca innych głupich gadanin? Prychnęła cicho, poddając się męczącej ją bezsilności. Nagłe uczucie ciężkości na ogonie zmusiło ją do ponownego otwarcia ślip. Jej oczom ukazał się średniego wzrostu kocur o śnieżnobiałej sierści i przytłaczającym, czerwonym spojrzeniu.
— Wybacz, nadepnąłem na twój ogon — mruknął machając własnym. — To nie było celowe. 
Obrzuciła go spojrzeniem pełnym widocznej irytacji, frustracji i przemęczenia, nie mogąc zebrać się na żadną konkretną odpowiedź za pomocą słów.
— Kiedyś za coś podobnego zapewne wydrapałabyś mi oczy — miauknął lekko chichocząc, po czym odwrócił się na pięcie. — Miłego dnia, Fioletowe Spojrzenie — zakończył i odszedł, ruszając w kierunku najstarszej medyczki, Morskiego Oka.
Czy rzeczywiście posunęłaby się do czegoś tak szalonego? Wątpiła. Z pewnością jednak oberwałby niezłym tekstem podanym w postaci ostrego warkotu, a przed jego oczami w moment stanęłaby szylkretka o szalonym spojrzeniu, gotowa dać mu w pysk, z futrem zjeżonym na całym swoim ciele. Ach, ileż to razy oni się kłócili... A to o kompletne bzdury, a to o Zimorodkowy Sen. Tęskniła za dawnymi czasami. Tęskniła za swym dawnym wigorem.
Gotowością do działania. Ciętym językiem. Nieokiełznanymi pokładami złości w przypadkowych momentach. Wściekłością na cały świat. Chwilowym buntem przeciwko danym jednostkom. Nieprzewidywalnymi zmianami humoru. Być może brzmiało to absurdalnie, gdyż jej dawne usposobienie sprawiało jej niemało kłopotów. W chwili obecnej zrobiłaby naprawdę wiele, by choć na chwilę stać się tym Fioletowym Spojrzeniem, co kiedyś. 
Nie dało się cofnąć w czasie, czy też go zatrzymać. Był jak jeden, prędki ptak na którego polowała, lecz nigdy nie udało jej się go złapać. Uciekający przed ostrzem kocich szponów. Nim zdążyła podjąć jakikolwiek ruch, już wzbił się w powietrze wysoko ponad wszystkie drzewa i zniknął, odlatując daleko w nieznane miejsce. Jedyne, co mogła zrobić to patrzenie, jak z sekundy na sekundę coraz bardziej się oddala, aż w końcu bezpowrotnie przepada. Pogoń za nim, chociażby najbardziej wyczerpująca, nic nie da. Czas był, jest i będzie nieuchwytny.
Szylkretka wydała z siebie bolesne westchnienie spowodowane gorzką tęsknotą. Wbiła umęczony trudem codzienności wzrok w beżową ścianę legowiska trzech medyczek. Ruszyła niechętnie zdrętwiałymi kończynami i podniosła się lekko, by móc położyć się w innej, bardziej komfortowej pozycji. Otuliła ciało swym puchatym, kolorowym ogonem i położyła po sobie uszy. Łzy mimowolnie napłynęły jej do oczu. Otarła je niedbałym ruchem łapy, by za moment znów ułożyć ją pod pyskiem. Wpatrywała się w promienie zachodzącego słońca padającego tuż na wejście do legowiska. Nieustannie ktoś je odwiedzał, a kto inny opuszczał. Każdy był dla niej jedynie przypadkowym kotem z Klanu Klifu. Było tak, dopóki w wejściu nie ukazała się sylwetka wysokiej kotki o czarnobiałej sierści i pomarańczowych ślipiach. Jej futro lśniło w barwach pomarańczy i różu, falując pod wpływem lekkiego, jesiennego wietrzyku. Na  pysku wojowniczki widniał piękny uśmiech, na którego widok na sercu robiło się cieplej. Serce szylkretowej zaczęło bić ze zdwojoną siłą, a jej pysk natychmiast się rozpromienił.

< Zimorodko? >

Wyleczeni: Fioletowe Spojrzenie 

07 lutego 2023

Od Zimorodkowego Snu CD. Fioletowego Spojrzenia

Dawno, dawno temu...

Weszła do żłobka za Morską Łapą. Biało-czarna zerknęła na dwie kulki leżące przy jej partnerce. Dzieci Fioletowej, a raczej ich wspólne wyglądały na bardzo zdrowe co sprawiło, że kotka uśmiechała się w duchu. Przycupnęła więc obok szylkretowej i polizała za uchem czule.
- Cudne są kochana, i zdrowe. - wymruczała łagodnie wojowniczka. Fioletowe Spojrzenie przełknęła ślinę i prześwidrowała ją oczami, tak jakby chciała jej coś powiedzieć. A to uciekała spojrzeniem w bok, a to patrzyła prosto w jej oczy. Szylkretowa trzepnęła ogonem, starając się zebrać na odwagę. Jednak nie przychodziło jej to łatwo.
- P-prawda? - miauknęła, przysuwając do siebie bliżej jedno z kociąt. - J-jak w ogóle się z tym czujesz?
Łaciata zastanowiła się przez chwilę przechylając łeb do boku. 
- Właściwie to cieszę się, a jeśli ty też to będę wniebowzięta. Nie będę ci przecież wiecznie powtarzać i przypominać, że to nasze kocięta w końcu, prawda? - uśmiechnęła się ciepło w stronę partnerki. Ta położyła po sobie uszy. 
- Przepraszam - mruknęła za chwilę, kładąc łeb na łapach.
- Nie masz za co przepraszać kochana... - mruknęła w jej stronę. - O nic cię nie winię. 
Kotki wymieniły ze sobą kilka spojrzeń i czułości, zanim Zimorodkowy Sen wyszła ze żłobka zerknęła szybko na kocięta.

***
Minęło tak wiele czasu odkąd rozmawiała szczerze z Fioletowym Spojrzeniem. Z każdym mijającym dniem Zimorodek tracąc swoich bliskich czuła jakby traciła części swojego ciała lub co gorsza duszy. Załkała cicho siedząc w kącie z daleka od podejrzliwych spojrzeń popleczników Lamparciej Gwiazdy. Miała dosyć tego wszystkiego, Klan Klifu był jej domem, a jednak nie czuła się jak w domu. Może, gdyby władza się zmieniła zaznała by spokoju i szczęścia?

<Fiolet?>

16 września 2022

Od Fioletowego Spojrzenia CD. Zimorodkowego Snu

 — C-ciesze się — wyjąkała, wcale jednak nie będąc pewna do słów partnerki. 
Kotki przytuliły się do siebie. Poczuła język pomarańczowookiej za swoim podartym uchem. Może nie będzie tak źle?

***

Dzień po porodzie

Przy jej brzuchu leżały dwie, malutkie koteczki. Obie były w większości białe, jednak jedna z nich miała bure, a druga czarne łatki. Liznęła je i przysunęła bliżej do siebie. Cieszyło ją to, że urodziły się silne i zdrowe, ale czy to było to, o czym marzyła? Czy poradzi sobie jako matka? Czy to było w ogóle dobra decyzją? Zaczęła w to wątpić. Przez moment wizja założenia rodziny była dla niej wspaniała, a teraz? Zdała sobie sprawę z własnej lekkomyślności. Nie była dojrzała. Nie potrafiła podejmować właściwych decyzji. Nic się jej nie udawało.
Westchnęła i położyła głowę na swoich łapach. Jej chwila odpoczynku nie trwała długo, gdyż próg żłobka przekroczyła właśnie Morska Łapa, niosąca liście w pysku. Ku jej zdziwieniu, tuż za nią szła Zimorodkowy Sen. Widząc kotkę uśmiechnęła się lekko.
— Witaj, Fioletowe Spojrzenie — odezwała się czekoladowa uczennica Truskawkowej Grządki. — Truskawkowa Grządka powiedział, że mam podać ci te zioła, są na odporność. Zjedz je.
Skinęła głową i wzięła od kotki listki. Przeżuła je z niesmakiem, a potem wbiła wzrok w swoją partnerkę. Srebrna pośpiesznie opuściła kociarnię i zostawiła je same. 
Musiała powiedzieć Zimorodce o jeszcze je ważnej rzeczy.

< Zimorodko? >

17 sierpnia 2022

Od Zimorodkowego Snu CD. Fioletowego Spojrzenia

Szła przed siebie, a śnieg opadał delikatnie na jej futro. Razem z innymi wojownikami Zimorodkowy Sen właśnie wracała z patrolu granicznego. Nic szczególnego nie miało na nim miejsca, jedynie trzeba było odświeżyć odznaczenia granic. Wróciła do obozu truchtem pędząc w stronę legowiska wojowników. Dostrzegła tam Fioletowe Spojrzenie całą we łzach. 
- P-przepraszam, Zimorodko — szlochała, ocierając łzy łapą. — Tak bardzo żałuję!
Vanka nie wiedziała o co chodzi partnerce, jednak próbowała ją uspokoić mimo wszystko.
- Spokojnie Fiolet... - mruczała delikatnie. - Co się stało? Czego żałujesz?
- N-nie będę spokojna, n-nie mogę!- płakała dalej. - P-przepraszam!
Biało czarna zaczęła głośniej mruczeć starając się tym samym uspokoić rozdrażnioną partnerkę. 
- Dobrze, ale za co mnie przepraszasz? - Dopytywała dalej czule gładząc szylkretkę po czole.
- Z-za to co zrobiłam...
Uśmiechnęła się do niej szeroko starając wyrzucić z szylkretowej negatywne emocje. 
- No już, już... - wymruczała. - Po prostu mi powiedz, nigdy nie będę na ciebie zła, nieważne co to będzie.
- S-spodziewam się k-kociaków - wyjąkała, cofając się.
Zanim dotarła do niej ta informacja vanka zamrugała kilkukrotnie. Jak kociaki? Z kim? Czy Fiolet ją zdradziła?
- Z kim?!
- Wiedziałam, że będziesz zła! - zawyła, kuląc się.
- N-nie jestem zła! Ja tylko... - speszyła się. - Po prostu nie wiedziałam... - wymruczała ciszej, czuła jak policzki pieką ją pod futrem mimo niskiej temperatury otoczenia.
- P-przepraszam - skomlała szylkretowa najwidoczniej nie wiedząc co mówić. Zimorodek więc podeszła do niej znowu i przytuliła się raz jeszcze. 
- Wiesz, ze możesz mi wszystko powiedzieć. - miauknęła nabierając bardziej poważnego tonu.
- Z L-Lamparcim Rykiem i Jelenią Cętką...
- Rozumiem... Co było tego powodem? - zapytała z niezwykle stoickim spokojem w głosie. Martwiła się o Fioletowe Spojrzenie, jednak była gotowa zająć się razem z nią kociętami.
- Ch-chciałam, ż-żebyśmy miały kociaki, n-nie przemyślałam tego... - mówiła szylkretka, a głos się jej załamywał. Vanka zamruczała i polizała partnerkę za uchem. 
- Spokojnie, nic nie dzieję się przypadkowo. Wychowamy je razem. - zapewniła z blaskiem w oku.
- A nie porzucisz ich?
- No co ty głuptasie! To są nasze dzieci. - miauknęła radośnie.

<Fiolet?>

03 sierpnia 2022

Od Fioletowego Spojrzenia CD. Zimorodkowego Snu

 — Fakt. Jaśminowa Gwiazda było dobrym kotem, szlachetnym przywódcą — oznajmiła Fioletowe Spojrzenie. — P-przykro mi, że już ich tu nie ma — miauknęła, kładąc głowę na barku kotki.
Czuła, że chciała ją wesprzeć. Przymknęła oczy i westchnęła głośno, ciesząc się ciepłej bijącym od partnerki.
— Dzień dobry! — zawołał wysoki głos.
Szylkretowa momentalnie otworzyła oczy i nadstawiła uszy. Stały przed nią dwa kociaki.
— Witajcie — zamruczała Zimorodkowy Sen. — Zgubiłyście się?
— Nie, mama pozwoliła nam tutaj przyjść — odpowiedziała czekoladowa, pręgowana kotka.
— Mają panie ładne oczy! — przyznała dymna. — Wyjątkowe, pomarańczowe i niebieskie, trochę fioletowe!
Już któryś kociak ją komplementował. Naprawdę miała w sobie coś wyjątkowego? To było całkiem urocze. Miłe uczucie.
— Dlatego nazywa się Fioletowe Spojrzenie — zachichotała czarna wojowniczka, spoglądając na swoją partnerkę.

***

obecnie

Nadszedł ranek. Niebieskie ślipia Fioletowego Spojrzenia zmrużyły się, widząc wschodzące słońce. Jego bladoróżowy blask oświetlał posłanie wojowniczki. Szylkretowa ziewnęła i zmieniła pozycje, by wtulić się w futro ukochanej. Najwidoczniej obudziła się pierwsza, gdyż nikt inny się nie odzywał, w całym legowisku panowała cisza.
Mimo, że wielokrotnie zmieniała pozycję, nie potrafiła usnąć jeszcze raz. Córka Iskrzącego Kroku podniosła się i rozciągnęła. Usiadła obok czarnej vanki i oplotła ogon wokół łap. Ku jej zdziwieniu, Zimorodkowy Sen przekręciła się na drugi bok i otworzyła oczy.
— Cz-cześć Zimorodko — miauknęła, nachylając się nad nią. Zawsze sądziła, że jej partnerka jest śpiochem i zdecydowanie nie wstaje wcześnie.
— Witaj, Fiolet — ziewnęła przeciągle. — Nie śpisz już?
— Nie, zdziwiłam się, że ty też się już obudziłaś — przyznała. — Skoro już wstałaś... Może chcesz ze się ze mną przejść? 
— Możemy — odpowiedziała, podnosząc się z legowiska.
Kotki po cichu wyszły i udały się w kierunku wyjścia z obozu. Rosa zmoczyła im łapy. Ich ogony się splotły, a na obu pyskach pojawił się uśmiech.

***

— Poranny patrol poprowadzi Słoneczna Polana, a wraz z nią pójdzie Rozżarzone Serce, Marchewkowa Natka i Zimorodkowy Sen — miauknął Lamparci Ryk.
Partnerka Fioletowego Spojrzenia nadstawiła uszy i machnęła ogonem.
— Podobał Ci się dzisiejszy spacer? — spytała szylkretowa. 
— Oczywiście — zamruczała pomarańczowooka. — Możemy pójść na drugi, jak wrócę z patrolu — zaproponowała, ruszając na przód. 
Niebieskooka skinęła głową na pożegnanie i trzepnęła ogonem w podłoże. 
Zimorodek szła na patrol. Mogłaby teraz załatwić tę sprawę. Zwłaszcza, że Jelenia Cętka i Lamparci Ryk nigdzie nie szli i zdawali się mieć wolną chwilę. Czarny, brązowooki kocur siedział obok stosu na zwierzynę i jadł nornicę. Kotka chwiejnym krokiem podeszła do niego i usiadła obok.
— J-Jelenia Cętko? — mruknęła ciężko.
— Tak, Fioletowe Spojrzenie? — odpowiedział, patrząc na nią.
— M-mam p-propozycję — miauknęła, unikając kontaktu wzrokowego z kocurem. — Chciałabym powiększyć Klan Klifu.
Wkrótce do rozmowy dolaczył się niebieskooki Lamparci Ryk. Obydwoje wysłuchali szylkretowa i zgodzili się.

***

Wyrzuty sumienia i panika gniotły Fioletowe Spojrzenie z każdej strony. Czy zrobiła dobrze? Była pewna, że nie i cholernie żałowała. Nie powiedziała partnerce o tym. Zrobiła to bez słowa. Co jeżeli ją zostawi i już nigdy się do niej nie odezwie? A jeśli się na nią zdenerwuje?
Do niebieskich oczu napłynęły łzy. Bała się spojrzeć wracającej z patrolu kotce w oczy. Zrobiła głupstwo. Popełniła błąd.
— P-przepraszam, Zimorodko — szlochała, ocierając łzy łapą. — Tak bardzo żałuję! 


 < Zimorodko? >

21 lipca 2022

Od Zimorodkowego Snu CD. Fioletowego Spojrzenia

- Wszystko w porządku? - Zapytała vanka, chociaż po tym pytaniu miała ochotę pacnąć się łapą w łeb, jej partnerce zmarła siostra a ona się jeszcze pyta. W dodatku zrobiło jej się przykro, gdy zobaczyła jak szylkretka obraca łeb. Zimorodek nie do końca wiedząc jak się zachować przybliżyła się do niej i czule polizała za uchem gdy tylko pozbyła się gryzonia z ust. W odpowiedzi na ten gest usłyszała ciche pomrukiwanie i poczuła jak ich ogony się wzajemnie splatają.
- Wiesz że.. Ech.. No kocham cię i się martwię. - Wymruczała czarno-biała dalej gładząc językiem ucho partnerki. Starała się jak tylko mogła przekazać jej uczucia, w czym nie była zbyt dobra. - Jeśli cię to pociesza, albo jakkolwiek poprawia humor to ja też straciłam bliską mi osobę. - Wyszeptała przypominając sobie o Jaśminku, tęskniła za nimi, jednak powrót ze zmarłych nie był już możliwy. Ta informacja chyba poruszyła Fiolet, bo kotka obróciła łeb i popatrzyła się Zimorodkowemu Snu głęboko w oczy.
- K-kim była ta osoba?
- Jaśminowa Gwiazda, lub Jaśminowy Sen. Jak wolisz. Było ono moim ojcem, chociaż wydaje mi się, że czymś więcej niż ojcem, nie potrafiłam tego kiedyś określić. - Wymiauczała cicho wojowniczka spuszczając łeb do dołu. - Moje imię przypomina mi o nich, jednak idę wciąż na przód. - Dodała, chciała tchnąć w Fiolet jakąś nić zrozumienia jednocześnie próbując samej pojąć uczucia szylkretki.
- Fakt. Jaśminowa Gwiazda było dobrym kotem, szlachetnym przywódcą. - Oznajmiła Fioletowe Spojrzenie.


<Fiolet?>

18 lipca 2022

Od Fioletowego Spojrzenia CD. Zimorodkowego Snu

 Przed mianowaniem Fioletowego Spojrzenia

— Zimorodko... — zaczęła nieśmiale, lecz czule — martwiłam się o ciebie.
Pomarańczowooka podniosła pyszczek w górę. Obie kotki popatrzyły sobie w oczy. Jedno oko czarnej było zaropiałe.
— U-ukrywałaś je przede mną? — spytała zaskoczona.
Kotka pokiwała głową. 
— Chociażbyś straciła je oba, dalej jesteś dla mnie n-najpiękniejsza — miauknęła szylkretka, przysuwając się do partnerki. Czuła się dziwnie. Wciąż nie mogła uwierzyć, że są razem.

***

Niedawno, po odejściu Kalinkowej Łapy

Siedziała przy stosie na zwierzynę. Wstrząśnieta. Zszokowana. Dreszcz pełzał po całym jej ciele. Sierść sterczała, a uszy były skierowane do tyłu. Jej siostra zginęła. Już druga.
Czy to kolejny wybryk Rysiego Puchu? Kolejna, tym razem udana próba pozbycia się jej bliskich? Jak ta podła paskuda mogła? Fioletowe Spojrzenie dziwiła się samej sobie. Jak mogła kiedyś czuć w jej stronę jakąkolwiek sympatię? Futro jeżyło się jej na samą myśl o tym. 
Westchnęła głośno i sięgnęła po mizerną, pierwszą z brzegu mysz. Po chwili pociągnęła też za ogon drugą, tłustą i sporą piszczkę. Podniosła się z trudem i zaczęła iść w kierunku partnerki.
— W-witaj Zimorodko, mam dla ciebie coś s-smacznego — miauknęła zestresowana, wręczając kotce dużego gryzonia.
— Dziękuje, F-Fiolet — odpowiedziała czarna, wgryzając się w bok myszy. — A tobie wystarczy taka mała?
— T-tak, nie potrzebuję w-większej — mruknęła, spoglądając na swoją zdobycz.
Otuliła swoje łapy ogonem. Była zbyt zdenerwowana, by jeść. 
— Wszystko w porządku? — zapytała Zimorodkowy Sen.
Nie odpowiedziała nic. Nie była w stanie. Jedynie westchnęła i odwróciła głowę.

< Zimorodko? >

30 czerwca 2022

Od Zimorodkowego Snu CD. Fioletowego Spojrzenia

przed mianowaniem

Kocica zaczęła wyraźnie zastanawiać się nad tym co właśnie miało miejsce. Siedziała zdezorientowana w ciężkim szoku. Mimo wszystko, to dziwne uczucie całkiem się jej spodobało. Przez chwilę zagubiona myślami vanka szybko się otrząsnęła i rozejrzała po obozie mając nadzieję, że nikt nie patrzył. Rzuciła wzrokiem na Fioletową Łapę, która siedziała do niej tyłem prawdopodobnie zmieszana całą sytuacją i zawstydzona. Kotka podeszła do niej szybko i szturchnęła łapą.
- Hej... Mogłaś mi od razu powiedzieć. Przepraszam za moją reakcję. - wydukała niepewnie. Szylkretka spojrzała na nią cała zarumieniona. Postanawiając uratować całą te sytuację vanka zaproponowała udanie się z powrotem do legowiska a po drodze zaczęła zagadywać drugą uczennicę.
- Wiesz... Jeśli chcesz tego, możemy spróbować być razem. Nigdy jeszcze nie żywiłam do nikogo uczuć. - wymruczała Zimorodek nieporadnie. Fioletowa Łapa popatrzyła na nią i z uśmiechem kiwnęła głową.

po ataku lisa 

Zimorodkowy Sen po całym zajściu ukrywała się zazwyczaj u niedoszłego medyka klanu nie mając ochoty pokazywać się innym. Zaczęła ślepnąc na prawe oko i w dodatku od paru dni nie chciała mieć styczności z Fioletowym Spojrzeniem. Tego wieczoru nie myśląc już o niczym postanowiła szybko wygrzebać się z legowiska i pognać w stronę biednego stosu z zwierzyną. W mgnieniu oka wyciągnęła ze sterty jakiegoś chudego wróbla i zaczęła żuć żylaste mięso. Jednakże ku jej obawom poczuła na sobie czyjś wzrok, nim zdążyła się obrócić wojowniczka siedziała tuż obok niej. Była to Fioletowe Spojrzenie, która zmartwiona szukała wszędzie swojej partnerki. 
- Ja... Przepraszam! Proszę nie patrz na mnie! - Przechyliła łeb do dołu przełykając szybko kawałki wróbla i mając nadzieję, że kotka nie zauważy jej rannego oka. Z początku nie przejmowała się swoim wyglądem, jednak nie chciała by partnerka widziała ją w takim stanie. 
- Zimorodku... - zaczęła czułym głosem. - Martwiłam się o ciebie. 
W tym momencie Zimorodkowy Sen poczuła ciepło bijące od swojej bratniej duszy, zdawała sobie sprawę z tego, że nie może się wiecznie przed nią ukrywać. Zdecydowała się podnieść pyszczek i spojrzeć Fioletowej głęboko w oczy, tym samym eksponując swoje zaropiałe ślepnące oko.

<Fiolet?>

24 czerwca 2022

Od Fioletowej Łapy (Fioletowego Spojrzenia) CD. Zimorodkowego Snu

 — Pójdziesz na chwilę ze mną do sterty ze zwierzyną? — miauknęła niepewnie szylkretowa.
— No dobrze — burknęła w odpowiedzi czarna.
W ciszy wyszły z legowiska. Pomarańczowe ślipia Zimorodkowego Snu błyszczały w świetle księżyca. Jej smukłe łapy z gracją stąpały po ziemi, a koniuszek długiego ogona lekko machał na lewo i prawo. Biało-czarne futro delikatnie powiewało na różne strony. Fiolet nie mogła zrozumieć, dlaczego wcześniej jej nie zauważała. Była dla niej całkowicie obojętna. A teraz? Ciągle wplątywała się w myśli szylkretowej. Ten uśmiech, to śliczne półdługie futerko, te cudne oczy. Niedawno jeszcze nie mogła zrozumieć swoich uczuć wobec niej, ale w tym momencie wie, że się zakochała. Chciałaby jej uwagi i miłości.
Dotarły do stosu. Zimorodek usiadła i oplotła swój ogon wokół łap. Fioletowa Łapa zrobiła to samo, siadając obok kotki. Wbiła wzrok w oczy vanki.
Kule stresu uderzały w szylkretkę z ogromną siłą. Nie wyzna jej tego. Nie przejdzie jej to przez gardło. Po co tu przychodziła? By narobić sobie wstydu? Była tak głupia i bezmyślna. Nie sądziła, że będzie to tak stresujące. 
— O czym chciałaś porozmawiać? — spytała Zimorodkowy Sen. 
— W-właściwie... Yyy... — mruknęła, unikając kontaktu wzrokowego z kotką.
Czarna uniosła brew i wysłała jej zdezorientowane spojrzenie. Mówienie czegokolwiek w tym momencie było złe. Nie powie jej tego wprost. Może zrozumiałaby za pomocą... Pocałunku? Może w taki sposób skradnie jej serce? Dziwiła się samej sobie. Rozmowa była o wiele trudniejsza. 
Szylkretowa przysunęła się do wojowniczki bez słowa. Jednym ruchem cmoknęła biały pysk kotki. 
Zimorodkowy Sen odsunęła się wyraźnie i mocno zdziwiona.
Fioletowa Łapa odwróciła się i zwiesiła uszy. To nie tak miało wyglądać. 

< Zimorodkowy Śnie? >

29 maja 2022

Od Zimorodkowej Łapy (Zimorodkowego Snu) CD. Fioletowej Łapy

— Zimorodkowa Łapo?! — zawołała oburzona. — Ta paskuda to twój brat?!
Na te słowa kotka przekrzywiła łeb. O co mogło chodzić Fioletowej Łapie? Przecież Blask był bardzo dobrym uczniem jeżeli nie najlepszym w klanie.
— No tak. Co w tym dziwnego?
— Spójrz tylko na jego czerwone oczy. Jak nic to klątwa zesłana przez Klan Gwiazdy. — Stwierdziła szylkretka. Zimorodkowa Łapa jedynie westchnęła na te słowa, nigdy nie oceniała innych kotów po ich wyglądzie i nie zamierzała tego robić. Znała wartość każdego, każdy był coś wart, nawet zdrajczyni Rysi Puch.
— Wiesz Fioletowa Łapo... Ja nigdy nie oceniałam innych ze względu na ich wygląd. Może pora żebyś przejrzała na oczy? — Zapytała ze smutkiem w głosie po czym popatrzyła na Lśniącą Łapę dając mu znak do wymarszu. Po drodze ruszył razem z nimi jakiś wojownik. Zimorodek nie zastanawiała się jednak nad tym kim on jest, lecz cały czas myślała o słowach szylkretowej uczennicy. Wiedziała, że nie wszyscy przychylnie patrzą na jej brata, jednak czerwone oczy nie były żadnym przekleństwem jak to inni sobie ubzdurali. 

*** 

Po zakończonym patrolu kotka padała z nóg, udała się jak najszybciej do legowiska uczniów gdzie wypatrzyła w tyle Fioletową Łapę. Nie miała ochoty z nią rozmawiać więc razem z bratem zajęła swoje miejsce i skuliła się blisko niego, za nimi również ułożyła się Jarzębinka - drugi z albinosów. Zimorodkowa Łapa zaczęła zastanawiać się jak to jest, że wszystkie najgorsze obelgi spadają na jej brata, a nie na nią lub na jej siostrę. Właściwie możliwe, że zdawała sobie sprawę z tego, że Jarzębinowa Łapa rzadko otrzymuje niemiłe komentarze, bo zazwyczaj trzyma się z tyłu, ale dlaczego nikt tak nie narzeka na Zimorodek? Przecież była bardzo często nieusłuchana, żyła w swoim świecie i często nie potrafiła się na niczym skupić. Mimo to koty nie zwracały na to uwagi. Może dlatego, że nie miała szkarłatno-czerwonych oczu. Z długich rozmyślań wybudziła szturchająca ją łapa. Obróciła łeb i ujrzała błękitne ślepia szylkretki.
— Pójdziesz na chwilę ze mną do sterty z zwierzyną?
Niepotrzebnie ją o to pytała, vanka nie miała ochoty z nią teraz rozmawiać, jednak blask w jej oczach wskazywał na jakąś ważną informację do przekazania.
— No dobrze. — Burknęła i wstała przeciągając się.

 

<Fiolet?>

20 maja 2022

Od Fioletowej Łapy CD. Zimorodkowej Łapy

— Ważne, że zdrajczyni została wygnana, a ty i reszta twojego rodzeństwa żyje, to jest najważniejsze — wymruczała. — A w ogóle co u Wiewiórczej Łapy? Nie miałam za bardzo z nim pogadać, wiesz coś może?
— Nie rozmawiałam z nim ostatnio za dużo. Treningi idą mu dobrze, tak przynajmniej mi się zdaję. W przeciwieństwie do mnie — westchnęła. — Nie umiem dobrze polować.
— Oj, myślę, że nie jest tak źle. Myślałaś o ścieżce medyka? Twój brat teraz szkoli się na medyka, może coś ci podpowie?
— Tata mi o tym mówił, ale jakoś nie jestem przekonana — mruknęła, po czym owinęła ogon wokół łap.
Nastała cisza. Zimorodkowa Łapa wyraźnie patrzyła na szylkretową. Dlaczego akurat po niej błądził jej wzrok? Na naburmuszonej, oszpeconej kotce? Czuła się dziwnie. Teraz ona spoglądała na czarną. W tych pomarańczowych ślipiach było coś, przez co chciała wpatrywać się w nie dłużej.
Ich spojrzenia się spotkały. Nawiązały nieco niezręczny kontakt wzrokowy.
— Ha, ha... — Fioletowa Łapa zaśmiała się zakłopotana. — D-dziękuję, że przyniosłaś mi mysz...
To było pierwszą rzeczą, jaka przyszła jej na myśl. Jakieś obce dotychczas uczucie wierciło jej dziurę w brzuchu.
— Nie ma problemu. Musisz wydobrzeć, odpoczywaj dużo — miauknęła, po czym wyszła z medycznego legowiska.
Niebieskooka zaczęła dokańczać posiłek. Wszystko stało się jakoś delikatnie weselsze.

***


Nastał poranek. Chłód uderzył futro kotki od razu, kiedy tylko wyszła z legowiska. Ziewnęła, powoli idąc do stosu ze zwierzyną. Przed nim siedziała czarna kotka o pomarańczowych oczach. Idealny moment, by porozmawiać.
— Witaj, Zimorodkowa Łapo — rzekła, uśmiechając się.
— Hej, Fioletowa Łapo — odpowiedziała. — Czy czujesz się już lepiej?
— Tak, chociaż nie jestem jeszcze w najlepszym stanie. Okropnie boli mnie głowa — mruknęła. — A ty, jak się czujesz?
— Dobrze. Zaraz idziemy na patrol z bratem i jestem podekscytowana.
Co? Zimorodkowa Łapa miała brata? Szylkretowa była pewna, że to jedynaczka!
— Wybacz, Fioletowa Łapo, jeszcze dokończymy rozmowę, tyle że po patrolu. W porządku? — rzuciła pośpiesznie czarna.
Niebieskooka skinęła głową i zaczęła jeść. Rozmyślała o tym, co będzie dziś robić. Patrzyła w kierunku legowiska wojowników i lidera. Nic ciekawego się nie działo. Nuda.
Już miała wgryzać się w drugi bok myszy. Czynność przerwał jej czyjś śmiech.
Przekierowała spojrzenie na wyjście z uczniowskiego legowiska. U boku czarnej, pomrańczowookiej kotki szedł ten głupi albinos. Szli razem na patrol? Ten czerwonooki mysi bobek był bratem Zimorodkowej Łapy?! Sądziła, że Zimorodek to córka innego kota!
— Zimorodkowa Łapo?! — zawołała oburzona. — Ta paskuda to twój brat?!
Para rozmawiających rzuciła sobie niezrozumiałe dla szylkretowej spojrzenia.

< Zimorodkowa Łapo? Fiolet nie ogarnia >

[przyznano 5%]

21 kwietnia 2022

Od Zimorodkowej Łapy Do Fioletowej Łapy

Ten dzień był trochę lepszy od poprzednich, niebo było zachmurzone, jednak po deszczu nie było ani śladu, nawet błoto rzadko kiedy brudziło kocie łapy. Zimorodek wracała właśnie z treningu razem ze swoją mentorką. Nie miała jakiegoś złego samopoczucia z powodu beznadziejnej pogody jak ostatnio, jednak nie była też mega pozytywnie nastawiona tego dnia. Biało-czarna kotka pognała w stronę wejścia do obozu ignorując i zostawiając Cętkowanego Rysia z tyłu. Minęła tym samym stos z zwierzyną, gdyż chciała ją zanieść do legowiska medyka w którym znajdowała kurująca się Fioletowa Łapa. Ominęła zarośla zakrywające wejście do jaskini i jej oczom ukazała się ranna terminatorka którą zajmował się Bluszczowe Pnącze, a gdzieś z tyłu przyglądali się temu Cicha Kołysanka i Truskawkowa Łapa. Zimorodek skinęła głową witając się z znajdującymi się w legowisku kotami, do jej nosa docierały zapachy różnorakich ziół, które sprawiały, że miała ochotę kichać jak szalona, nie była przyzwyczajona do przebywania w tym miejscu. 
- Masz Fioletowa Łapo. - Podsunęła jej piszczkę pod łapy. Kotka uśmiechnęła się krzywo i podziękowała, nie wyglądała na bardzo skorą do rozmowy, jednak Zimorodek uparła się na kontakt z uczennicą.
- Jak się czujesz? Jak ucho? - dopytywała ranną.
- Mogło być lepiej. - rzuciła biorąc w pysk jedzenie przyniesione przez Zimorodka. Kotka w spokoju przyglądała się Fioletowej, która wcinała łapczywie tłustą mysz.
- Cieszę się w każdym razie, że nic gorszego ci się nie przytrafiło. - wymruczała do niej spoglądając na rozdarte ucho. Fioletowa Łapa spojrzała na nią przegryzając kości. 
- Tia... Nie można powiedzieć tego samego o Słodkiej Łapie. - rzuciła jakby nie czując żadnych emocji terminatorka. Zimorodkowa Łapa się na nią popatrzyła, przekrzywiła łeb i uśmiechnęła się lekko, nie chciała by rozmowa przerodziła się w jakieś żale, więc choć trochę udawała pozytywnie nastawioną. 
- Ważne, że zdrajczyni została wygnana, a ty i reszta twojego rodzeństwa żyje... To jest najważniejsze. - wymruczała. - A w ogóle co u Wiewiórczej Łapy? Nie miałam za bardzo z nim pogadać, wiesz coś może?

<Fioletowa?>