BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Porywisty Dąb x Kosaćcowa Grzywa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Porywisty Dąb x Kosaćcowa Grzywa. Pokaż wszystkie posty

22 lutego 2026

Od Porywistego Dębu CD. Kosaćcowej Grzywy

Porywisty Dąb zamrugał kilka razy na nagłe uzewnętrznienie się Kosaćcowej Grzywy. Wiele rzeczy i tak nie wiedział o kocurze, gdyż raczej zadawał się w Klanie Wilka z kotami w jego wieku. Jednak był w stanie zrozumieć niebieskiego vana. Jego frustracja była równie ogromna, jednak nie dzielił tych samych wątpliwości. On natomiast stracił wszystkich swoich przyjaciół oraz budował od nowa swoją mobilność. Tęsknił za Tygrysią Nocą, Tropiącą Łaską, dokuczaniem Wilgowej Goryczy i Kamiennemu Pióru, za szczęśliwą Ognikową Słotą. Czuł, jak między nimi rosło jakieś uczucie, jednak wszystko musiało się popsuć ze względu na Miodową Korę. Co go podkusiło, że poszedł za ojcem? Czemu nie pomyślał chwilę dłużej?
— Pójdę z tobą, aby wybudować to legowisko wojowników — zgodził się w końcu z Kosaćcową Grzywą.
— No i o to mi chodziło, młody! — Zagarnął go ogonem do wyjścia i znów zniknęli w lesie.
Szli przez zaśnieżony las. Czuł, jak jego poduszki łap powoli zamarzają. Może nie był to dobry pomysł, żeby pójść drugi raz poza obóz, tym bardziej że bolały go łapy. Nie był jeszcze tak wytrzymały, jakby chciał. Jego rehabilitacja jeszcze trwała.
— Dotarliśmy na miejsce! Tylko uważaj, żebyś nie wpadł, będziesz musiał zejść po tamtych korzeniach starego drzewa, widzisz? — Zagrodził mu nagle drogę ogonem.
Przed nimi rozciągała się wielka wyrwa w ziemi, w której widział wykopane nory oraz przekształcone krzewy na legowiska. W dół prowadziły dwa solidne korzenie, którymi trzeba było się wspiąć. Przeciągle westchnął, rozumiejąc teraz, czemu wcześniej nie chciano go tutaj zabrać. Nie był pewien, czy jest w stanie zejść na dół i później z powrotem wspiąć się po korzeniach. Nadal go przecież bolały tylne łapy, a teraz po takim spacerze, czuł, jak trzęsą mu się tylne kończyny.
— Dasz radę zejść, Porywisty Dębie? — zapytał się go Kosaćcowa Grzywa z jego typowym chytrym uśmieszkiem.
Dąb napuszył się i pacnął ogon wojownika.
— Oczywiście, że dam radę! Nie jestem już żadną kaleką!
— No i to rozumiem! Mówisz jak prawdziwy kocur.
— Bo nim jestem. Nie widziałeś, ile kotek w Klanie Wilka na mnie leciało? Takiego kocura, co ma silne łapy, jak konar drzewa, to każda chciała!
Kosaćcowa Grzywa się zaśmiał i pokiwał krótko głową. Jako pierwszy poszedł do korzeni drzewa i zwinnie po nich zbiegł, a za nim ruszył Porywisty Dąb, który już ostrożniej i wolniej zszedł na dół.
— Przysięgam, jak nie będę mógł wejść na górę z powrotem, to będziesz musiał mnie tam wciągnąć — prychnął i wylizał szybko swoje tylne łapy, które z każdym uderzeniem serca, bolały go coraz mocniej. Pewnie mak przestał już działać, więc jak wrócą do reszty Świetlików, to będzie musiał poprosić Stroczkową Łapę o drobną pomoc.
— Zobaczymy, czy ciebie wciągnę. Nie możesz być aż tak ciężki, przecież niosłem cię przez Drogę Grzmotu wraz z Mglistym Snem.
— Właśnie, robiłeś to z pomocą Mglistego Snu i na równej drodze. Tutaj będziesz musiał się wspiąć na górę. Jednak nie wątpię w twoje umiejętności i siłę. Jednak jeśli nadwyrężysz bark, czy coś innego, to się z ciebie pośmieję.
— Ale z ciebie szlachetny inwalida — prychnął Kosaćcowa Grzywa z aroganckim uśmieszkiem.
— Z ciebie również. — Przewrócił oczyma. — Gdzie masz to legowisko lidera?
Kosaćcowa Grzywa wskazał ogonem norę, do której koty będą musiały się dostać poprzez podwyższenie zbudowane z kamieni. Ruszyli do pracy, która po dłuższym czasie okazała się mniej efektywna. On nie mógł tyle ustać na tylnych łapach, by przednimi wygarniać ziemię, a Kosaćcowa Grzywa ciągle przez przypadek rzucał w niego pyłem i drobinkami kamieni. Nie zajęło im to dużo czasu, żeby podjąć decyzję o powrocie do prowizorycznego obozowiska Świetlików. Przy pomocy starszego wojownika wdrapał się po korzeniach i oboje zniknęli w gęstwinie, zostawiając za sobą w obozowisku niedokończone legowisko lidera.

***

Aktualne

Nowa pora sezonu i nowy skandal. Wszystkie Świetliki dobiegła informacja, co zadziało się w obozowisku, w którym odnaleziono porozrzucane wnętrzności jakiegoś kota. Mglisty Sen wraz z Jarzębinowym Żarem wdrożyli dochodzenie, starając się znaleźć sprawcę w Świetlikach, jednak jaka była szansa, że to właśnie stąd ktoś mógł dopuścić się takiego czynu? Nie chciał pokazywać palcem, jednak to właśnie wtedy, kiedy mianowano Ostową Łapę i nadano mu mentora, to właśnie szalona szylkretka rzuciła się na czarnofutrego. Zauważając Kosaćcową Grzywę, podszedł do wojownika i szturchnął go pyskiem.
— Jak myślisz, kto to mógł być? Ta twoja przyjaciółeczka, co odwaliła, ma chyba zadatki na taką psychopatkę, która mogłaby czegoś takiego się dopuścić — zagadał do wojownika.

<Kosaćcowa Grzywo?>

05 lutego 2026

Od Kosaćcowej Grzywy CD. Porywistego Dębu

Niegdyś chroniły go wiecznie zielone świerki, lecz od kilku księżyców musiał chować się we własnym futrze przez mróz, który przedostawał się przez nagie gałęzie dębów i brzóz. Pocieszenie mógł znaleźć jedynie w subtelnych promieniach słońca.
— Kosaćcowa Grzywo.
Wydźwięk tego imienia był dziwny. Brzmiało ono nieodpowiednie dla uciekiniera. W końcu nie był już lojalnym wojownikiem Klanu Wilka, a zbiegiem i zdrajcą.
— Kosaćcowa Grzywo!
Kocur zastrzygł uchem. Leżał w swoim legowisku, a jego wzrok był wbity w dół. Chciał zasnąć wiecznie. Zapaść się pod ziemię. Oczy kleiły mu się, a głowa odmawiała posłuszeństwa. Westchnął ciężko.
— Kosać…
— No żesz, wstaję już! — warknął i gwałtownie się podniósł z wielkiego posłania. — Czego chcecie tym razem? Może tym razem mnie wyrzucić na zbity pysk!? — syknął i spłaszczył uszy.
Gdy raczył obdarzyć biedaka spojrzeniem, omal nie wyskoczyło mu serce z piersi.
To był…
— Poziomku, ja nie… — wymamrotał zmieszany.
Pokręcił głową i zacisnął szczęki.
Wystraszony Poziomkowa Polana ugiął się pod byłym mentorem, zbyt przerażony, aby cokolwiek rzec w tej sprawie. Wyglądał nie tylko na zaskoczonego, ale i na zaniepokojonego. Szylkretowy kocur odsunął się od białego wojownika i westchnął ciężko.
— Ja… ja tylko ch…ch… chciałem, abyś ze mną poszedł… się przejść.
Pysk Kosaćca złagodniał.
— No dobra, Ziomeczku-Poziomeczku! — rzekł z fałszywym uśmieszkiem, zmuszając się do siadu. O mało, co ziemia by się nie zatrzęsła z powodu jego wagi. A zważywszy, że mało robił, masy mu się rzeczywiście przybrało. I faktycznie przydałby mu się ruch na świeżym powietrzu. — No to co, ruszamy, czyż nie?
Młodszy nerwowo skinął mu głową. I wyszli.

***

Oboje przykucnęli, gdy do ich nozdrzy dotarł smakowity zapach.
— O, patrz! — pisnął podekscytowany Poziomkowa Polana. — Tam jest mysz!
Kosaćcowa Grzywa skinął mu głową. Wysunął pazury i bez zbędnego myślenia z prędkością światła wgryzł się umiejętnie w kręgosłup zwierzyny. Słodki płyn przyćmił umysł Kosaćcowej Grzywy; zacisnął mocniej szczęki na myszce, aż w końcu… jej głowa spadła na oszronioną trawę. Młodszy kot zaniepokojony cofnął się, ale nie odezwał. Kosaćcowa Grzywa chwilę zszokowany gapił się w głowę gryzonia, po czym pokręcił łbem i na jego zakrwawionym pysku pojawił się słaby uśmiech.
— Brakowało mi krwi.
Poziomkowa Polana na jego słowa przełknął głośno ślinę i niepewnie przytaknął. Kosaćcowa Grzywa, widząc niemrawość byłego ucznia, zmrużył oczy. Wypluł ciałko myszy na brudną ziemię.
— Coś nie gra, Ziomeczku-Poziomeczku?
Odpowiedziała mu tylko cisza.
Biały uciekinier zmarszczył brwi.
— Odpowiedz — zażądał były mentor niskim głosem.
Młodszy uciekinier skulił się pod gromiącym go spojrzeniem Kosaćcowej Grzywy. Oddech Poziomka przyspieszył. Ponownie przełknął ślinę, wziął głęboki wdech i wydech, po czym zaczął walczyć z byłym mentorem na wzrok.
— Nie… nieważne — wymamrotał i nerwowo się odwrócił do Kosaćca tyłem.
Kosaćcowa Grzywa prychnął i prędko zagrodził mu drogę masywnym ciałem.
— Jak to "nieważne”? — warknął. — Powinieneś się bać prawdziwego kultysty! — powiedział z wysoko uniesioną brodą. — Nie mów, że wszystkie lekcje ze mną spędzone poszły w…
— Zalotna Krasopani jest twoją mamą.
Cisza zawisła między nimi.
— Ona… ona jest twoją mamą, racja? — powiedział Poziomkowa Polana pewniej.
Kosaćcowa Grzywa cofnął się.
— … Racja? — Kocur postawił jeden krok do przodu.
— Co ty… taki odważny, co? — wymamrotał srebrzysty van z nerwowym uśmieszkiem. Zmrużył oczy w szparki. — Przecież boisz się własnego cienia, ty…
Poziomkowa Polana stał sztywno z kamiennym wyrazem pyska.
— Masz takie same oczy jak ona — miauknął twardo. — Mimo wszystko jesteś ulepiony z tego samego błota, co ona. Nie możesz się nie zgodzić — mówił zimno. Przechylił łeb nienaturalnie, a na jego pysku pojawił się szeroki uśmiech. Oczy zaszły mroczną czernią, a po policzkach zaczęła spływać nocna maź.
Kosaćcowa Grzywa zaczął się cofać.
— Nie uciekniesz od tego — odezwały się głosy w ciele Poziomkowej Polany. — Nie jesteś zbawicielem. Nie jesteś bohaterem. Jesteś synem niechcianym, potępionym. Partnerem nielojalnym. Grzesznikiem — wysyczał. — Jesteś mordercą. Synem morderczyni! — zaryczał, stawiając pewniejsze kroki ku uciekinierowi. — Jesteś pomyłką. Klan Gwiazdy się nad tobą zlitował… ale zrozumiał swój błąd.
Obraz zaszedł niepokojącą czernią. Widział przed sobą dobrze mu znane, brązowe oczy. W oddali mógł usłyszeć odgłosy mew i spokojnych fali morskich, rytmicznie przybliżające się i oddalające od brzegu. Tak samo było, gdy jeszcze w Klanie Wilka miał koszmar. Koszmar, w którym zostało ujawnione, iż jego miłość spowoduje szkodę, nieurodzaj i ból. A nie tak później urodziły się jego słodkie córeczki…
Ciekawe, co u Postrzępionego Mrozu…

***

Wtem otworzył swe ślepia i zorientował się, że był w transie.
— Odpowiedz! — zażądała medyczka, a jej ogon zamiatał wściekle podłoże.
Biały kocur spiął mięśnie i zszokowany popatrzył się po trójce. Stał przed nim Miodowa Kora, Jarzębinowy Żar i… Porywisty Dąb. Westchnął ciężko i postanowił przybrać ledwo co posklejaną maskę.
Kosaćcowa Grzywa wypluł mech i pokazał owej dwójce swoje kiełki w swoim luzackim uśmieszkiem.
— Nigdzie go nie zabrałem, sam wyszedł ze mną. Nie musicie się tak spinać, tym bardziej że powinniśmy trzymać się razem. — Rozejrzał się. — Nieprawdaż, Miodowa Koro? — Ciężki wzrok spoczął na nim. — Jak to mówił Mglisty Sen? Są dwa obozy w Świetlikach, czemu utrudniacie w dobrym zacieśnianiu się więzi? Hmm?
Miodowa Kora warknął coś pod nosem, pokazując przy tym swoje kły. Ewidentnie zabolał go przytyk swojego byłego ucznia.
— Nie wycieraj sobie teraz pyska gadką o jednoczeniu się Świetlików — warknął.
Porywisty Dąb położył mech na ziemi i stanął pomiędzy kocurami. Jego tylne nogi trzęsły się z wysiłku. Wytrzymał spojrzenie Miodowej Kory i usiadł, nie mając siły.
— Nie wińcie Kosaćcowej Grzywy — wstawił się za kocurem. — To ja wyszedłem zaraz za nim. Nie chciałem wracać do dalszego leżenia, więc spróbowałem czegoś, co jest na tyle łatwe, bym mógł pomóc w budowie nowego obozu. Za długo siedzę tutaj, a jest coraz zimniej. Legowiska są prowizoryczne i brakuje, żebym jeszcze się przeziębił. Potrzebuje więcej ruchu, z resztą tak samo ciężko jest z Poziomkową Polaną. Przecież nie może przesiedzieć cały ten czas na posłaniu!
Kosaćcowa Grzywa patrzył się w swojego obrońcę beznamiętnym wyrazem pyska.
Jarzębinowy Żar wymieniła się skonfundowanym spojrzeniem z Miodową Korą.
— Wiecie co? Pójdę wam na łapę, jestem zbyt zmęczona, żeby użerać się z dwójką. Róbcie, co chcecie, tylko by to nie skończyło się gorzej, niż jest teraz.
Obdarzyła ich zmęczonym spojrzeniem i wróciła do swojego legowiska, gdzie na nią czekał Stroczkowa Łapa. Miodowa Kora z urazą popatrzył na Kosaćcową Grzywę, jednak nic nie powiedział kocurowi. Odszedł na ubocze, gdzie siedziała Rysi Trop.
Srebrzysty van splunął i prychnął. Pff, co tu kryć… ta grupa nie przetrwa. Przynajmniej nie w takim stanie.
— Strasznie się mnie czepiają — powiedział cicho Kosaćcowa Grzywa, przynajmniej jakby mówił to do siebie.
— A dziwisz się im?
Kosaćcowa Grzywa spojrzał na niego zdziwiony. Czyżby ten smarkacz śmiał pyskować?
Zatrzepotał długimi rzęsami, po czym odchrząknął i zwiesił głowę.
— Nie… nie mogę im się dziwić, Porywisty Dębie. — Pokręcił bezsilnie łbem. — Jestem tylko dla nich chaosem. Nieładem… — Przełknął ślinę. — …Pomyłką. Ale co zrobić, gdy przez całe księżyce tak dobrze grałeś, że w końcu przestałeś udawać? Światło nadziei zgaszono. Nie jestem już wybrańcem. Nie jestem tym, czego pragnęli ci gwiezdni.
Nagle tajemniczo się uśmiechnął.
— Nie byłem ich zabawką. Przeżyłem księżyce cierpienia, będąc noszonym przez wiatr. Szukałem przebaczenia, Porywisty Dębie. Znalazłem tylko cierpienie i wyrzuty sumienia. Może to ja miałem być tym antagonistą. Może to mnie powinny siły Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd zabrać w odmęty szaleństwa. Może to… może to ja powinienem zginąć przez jabłonkę. — Przy wypowiadaniu ostatniego zdania młodszy uciekinier mógł zobaczyć ból na pysku kocura. Najprawdopodobniej nawiązywało to do niefortunnej śmierci Zabłąkanego Omenu, inaczej Obłąkańca. — A mimo to, wciąż żyję. Nie wiem, czy mam szczęście i szansę na jakieś odkupienie… czy to kara za to, że istnieję i podczas życia cierpię… oraz krzywdzę tych, których poprzysiągłem sobie chronić, choćby kosztem życia.
Uśmiech zniknął.
Kurtyna opadła.
Czyżby Porywisty Dąb przedostał się przez ostatnią warstwę Kosaćca, której nikt nie zdobył od dawien dawna?
Ach, nie tak prędko. Ta bajka nie kończy się "... I żyją długo, i szczęśliwie”, gdyż…
… przedstawienie jeszcze się nie skończyło!
Biały kocur cmoknął, a zanim Dąb mógł cokolwiek rzec w tej sprawie, znów stali na oświetlonej scenie.
— No… to raczej na tyle z moich uczuć. Pora wrócić do tego jakże irytującego, starszego wojownika, którego wciąż śmieszą brązowe żarty — zarechotał. — Może chciałbyś pooglądać, jak ten mężny, odważny kocur kopie legowisko dla przywódcy, czyli samego siebie? — rzekł głośno oraz żartobliwie z wysoko uniesionym podbródkiem i puścił mu wesołe oczko.
I choć jak bardzo Kosaciec próbowałby kryć swój głęboki smutek, tak trudno było powstrzymać młodego wojownika przed współczuciem dla zbłąkanego wybrańca.
Kosaćcowa Grzywa stał nad nim z nerwowym uśmieszkiem, czekając niecierpliwie, aż kot spełni jego rozkaz. A może tego nie zrobi?

<No chodź, inwalido>

23 stycznia 2026

Od Porywistego Dębu Do Kosaćcowej Grzywy

Porywisty Dąb poruszył się niespokojnie na swoim posłaniu. Właśnie był kolejny dzień, który zapowiadał nadejście Pory Nagich Drzew. Nieprzyjemny chłód niósł się po legowiskach, które wcześniej były robione na szybko. Nikt nie starał się nad prowizorycznym obozem, gdyż uwaga kotów skierowała się na znalezisku Stroczkowej Łapy oraz Miodowej Kory. Nie narzekał na znalezisko prawdziwego obozu, jednak cały ten czas, kiedy on miał swoją rehabilitację, to koty ciężko pracowały na wykarmieniu go oraz na zbudowaniu nowego obozu. Wojownik czuł się jak zbędny balast. Jadł, nie mógł pracować ani polować, a na dodatek był tutaj najmłodszym wojownikiem. Chyba że mówimy o nowym kocie, który przybył do Świetlików. Osetowa Łapa był dość dziwnym kotem, jednak nie miał jeszcze czasu, by z nim porozmawiać.
— Porywisty Dębie, pora na twoje zioła oraz czas na spacer.
Odwrócił się na posłaniu, żeby przyjrzeć się uczniowi medyczki, który stał w przejściu do legowiska i trzymał małe zawiniątko w pyszczku.
— Znów mak? — spytał znudzony.
— Tak, jednak mniej niż wczoraj. Pani Jarzębinowy Żar mówiła, że wracasz już do swoich sił.
— Szkoda tylko, że muszę tutaj siedzieć z tobą, a nie biegać po lesie i zbierać zwierzynę — prychnął gorzko.
Na jego słowa Stroczkowa Łapa lekko posmutniał. Musiał go urazić.
— Może pozwolą ci zbierać, jakieś materiały na posłania.
— Może… — powtórzył za nim, uciekając wzrokiem na kąt legowiska, gdzie leżał zwinięty Poziomkowa Polana.

* * *

Właśnie zakończył dzisiejszą rehabilitację. Był zmęczony, jednak jego tylne łapy nie bolały go tak, jak poprzednim razem. Rzeczywiście robił postępy i może udałoby mu się wydostać poza prowizoryczny obóz, by chociaż pozbierać głupi mech. Odwrócił się w stronę wyjścia, gdzie właśnie zmierzał samotnie Kosaćcowa Grzywa. Bez większego namysłu podszedł do starszego wojownika i sprzedał mu kuksańca, na którego zasługiwał.
— Hej! — prychnął Kosaćcowa Grzywa — Czasem nie miałeś być tą inwalidą i spać w posłaniu? — prychnął, robiąc zamach łapą. Jednak zawahał się i w ostateczności, nie dotknął go choćby jednym wąsem.
— Tak, jednak na twoje nieszczęście czuję się o wiele lepiej niż ostatnio. Mogę być mniej bezużyteczny i chociaż pozbieram mech i inne gałęzie na posłania. Nic nierobienie sprawi, że zamarznę tutaj do szpiku kości!
Nie czekając, co odpowiedziałby tamten dalej, wyszedł poza obóz. Kosaćcowa Grzywa ruszył za nim i mierzył go swoimi ciemnym podejrzliwym wzrokiem.
— Nad czym się tak zastanawiasz?
— Nad tym, czy nie połamać ci znów tych łap, byś mi nie przeszkadzał w obowiązkach.
— Spróbuj tylko, to złamię ci ten twój piękny ogon. Tylko nie w jednym, ale już w dwóch miejscach!
Kosaćcowa Grzywa posłał mu ten swój arogancki uśmieszek.
— Uparte z ciebie szczenię. Przynajmniej tyle, że chcesz pracować, inaczej mogłoby być z tobą ciężej.
Porywisty Dąb przekrzywił łeb. Czy był to komplement? Chciał jakoś się odciąć słownie starszemu, jednak umilkł, kiedy tamten stanął w miejscu. Dotarli na miejsce. Pod opadłymi liśćmi mogli zauważyć mech oraz inne rzeczy, które nadawały się do budowy legowisk. Oboje zabrali się za zbieranie materiałów, odrywając je powoli, tak by pozyskać, jak największe płaty mchu. Podczas pracy wymienili się jeszcze krótkimi docinkami, po czym wrócili do obozu. Porywisty Dąb był już naprawdę zmęczony, czuł, jak jego tylne łapy zaczynają go nieprzyjemnie mrowić. Kiedy tylko wrócili do obozu, od razu podbiegła do nich Jarzębinowy Żar wraz z Miodową Korą. Ich miny nie wskazywały, że byli zadowoleni na ich widok.
— Na Klan Gwiazdy! Porywisty Dębie szukaliśmy cię! Czemu opuściłeś obóz? — Miodowa Kora podszedł do niego i liznął go za uchem. — Kosaćcowa Grzywo, jak mogłeś go wyprowadzić poza obóz?! To ty nie wiesz, że Porywisty Dąb jeszcze nie jest w pełni sił?
Jarzębinowy Żar posłała swojemu bratu zdegustowane spojrzenie.
— Właśnie, upadłeś na głowę Kosaćcowa Grzywo? Powinieneś mnie zapytać, czy w ogóle on się nadaje na wyjście z obozu! Przecież to ja sprawuje pieczę nad jego rehabilitacją!
Kosaćcowa Grzywa położył po sobie uszy, wrogo łypiąc oczyma szczególnie na Miodową Korę. Jednak żadne z nich nie mogło się odezwać, gdyż trzymali w pyskach mech.
— Odpowiedz! — zażądała medyczka, a jej ogon zamiatał wściekle podłoże.
Kosaćcowa Grzywa wypluł mech i pokazał owej dwójce swoje kiełki w swoim luzackim uśmieszkiem, jednak Porywisty Dąb widział, jak tamtego mięśnie się spinają.
— Nigdzie go nie zabrałem, sam wyszedł ze mną. Nie musicie się tak spinać, tym bardziej że powinniśmy trzymać się razem. Nieprawdaż Miodowa Koro? Jak to mówił Mglisty Sen? Są dwa obozy w Świetlikach, czemu utrudniacie w dobrym zacieśnianiu się więzi? Hmm?
Miodowa Kora warknął coś pod nosem, pokazując przy tym swoje kły. Ewidentnie zabolał go przytyk swojego byłego ucznia.
— Nie wycieraj sobie teraz pyska gadką o jednoczeniu się Świetlików — warknął ojciec.
Porywisty Dąb również położył mech na ziemi i stanął pomiędzy jego ojcem, a biało szarym kocurem. Jego tylne nogi trzęsły się z wysiłku oraz czuł, jak powoli ziarna maku przestają działać. Wytrzymał spojrzenie Miodowej Kory i usiadł, żeby mieć jeszcze siły na dojście na własne posłanie.
— Nie wińcie Kosaćcowej Grzywy — wstawił się za kocurem — to ja wyszyłem zaraz za nim. Nie chciałem wracać do dalszego leżenia, więc spróbowałem czegoś, co jest na tyle łatwe, bym mógł pomóc w budowie nowego obozu. Za długo siedzę tutaj, a jest coraz zimniej. Legowiska są prowizoryczne i brakuje, żebym jeszcze się przeziębił. Potrzebuje więcej ruchu, z resztą tak samo ciężko jest z Poziomkową Polaną. Przecież nie może przesiedzieć cały ten czas na posłaniu!
Jarzębinowy Żar wymieniła się skonfundowanym spojrzeniem z Miodową Korą.
— Wiecie co? Pójdę wam na łapę, jestem zbyt zmęczona, żeby użerać się z dwójką. Róbcie, co chcecie, tylko by to nie skończyło się gorzej, niż jest teraz.
Obdarzyła ich zmęczonym spojrzeniem i wróciła do swojego legowiska, gdzie na nią czekał Stroczkowa Łapa. Miodowa Kora z urazą popatrzył na Kosaćcową Grzywę, jednak nic nie powiedział kocurowi. Odszedł do na ubocze, tam, gdzie siedziała Rysi Trop.
— Strasznie się mnie czepiają — powiedział cicho Kosaćcowa Grzywa, przynajmniej jakby mówił to do siebie.
— A dziwisz się im?

< Kosaćcowa Grzywo? Może nie jesteś takim złym kotem, jak ci się wydaje. >