— Porywisty Dębie, pora na twoje zioła oraz czas na spacer.
Odwrócił się na posłaniu, żeby przyjrzeć się uczniowi medyczki, który stał w przejściu do legowiska i trzymał małe zawiniątko w pyszczku.
— Znów mak? — spytał znudzony.
— Tak, jednak mniej niż wczoraj. Pani Jarzębinowy Żar mówiła, że wracasz już do swoich sił.
— Szkoda tylko, że muszę tutaj siedzieć z tobą, a nie biegać po lesie i zbierać zwierzynę — prychnął gorzko.
Na jego słowa Stroczkowa Łapa lekko posmutniał. Musiał go urazić.
— Może pozwolą ci zbierać, jakieś materiały na posłania.
— Może… — powtórzył za nim, uciekając wzrokiem na kąt legowiska, gdzie leżał zwinięty Poziomkowa Polana.
* * *
— Hej! — prychnął Kosaćcowa Grzywa — Czasem nie miałeś być tą inwalidą i spać w posłaniu? — prychnął, robiąc zamach łapą. Jednak zawahał się i w ostateczności, nie dotknął go choćby jednym wąsem.
— Tak, jednak na twoje nieszczęście czuję się o wiele lepiej niż ostatnio. Mogę być mniej bezużyteczny i chociaż pozbieram mech i inne gałęzie na posłania. Nic nierobienie sprawi, że zamarznę tutaj do szpiku kości!
Nie czekając, co odpowiedziałby tamten dalej, wyszedł poza obóz. Kosaćcowa Grzywa ruszył za nim i mierzył go swoimi ciemnym podejrzliwym wzrokiem.
— Nad czym się tak zastanawiasz?
— Nad tym, czy nie połamać ci znów tych łap, byś mi nie przeszkadzał w obowiązkach.
— Spróbuj tylko, to złamię ci ten twój piękny ogon. Tylko nie w jednym, ale już w dwóch miejscach!
Kosaćcowa Grzywa posłał mu ten swój arogancki uśmieszek.
— Uparte z ciebie szczenię. Przynajmniej tyle, że chcesz pracować, inaczej mogłoby być z tobą ciężej.
Porywisty Dąb przekrzywił łeb. Czy był to komplement? Chciał jakoś się odciąć słownie starszemu, jednak umilkł, kiedy tamten stanął w miejscu. Dotarli na miejsce. Pod opadłymi liśćmi mogli zauważyć mech oraz inne rzeczy, które nadawały się do budowy legowisk. Oboje zabrali się za zbieranie materiałów, odrywając je powoli, tak by pozyskać, jak największe płaty mchu. Podczas pracy wymienili się jeszcze krótkimi docinkami, po czym wrócili do obozu. Porywisty Dąb był już naprawdę zmęczony, czuł, jak jego tylne łapy zaczynają go nieprzyjemnie mrowić. Kiedy tylko wrócili do obozu, od razu podbiegła do nich Jarzębinowy Żar wraz z Miodową Korą. Ich miny nie wskazywały, że byli zadowoleni na ich widok.
— Na Klan Gwiazdy! Porywisty Dębie szukaliśmy cię! Czemu opuściłeś obóz? — Miodowa Kora podszedł do niego i liznął go za uchem. — Kosaćcowa Grzywo, jak mogłeś go wyprowadzić poza obóz?! To ty nie wiesz, że Porywisty Dąb jeszcze nie jest w pełni sił?
Jarzębinowy Żar posłała swojemu bratu zdegustowane spojrzenie.
— Właśnie, upadłeś na głowę Kosaćcowa Grzywo? Powinieneś mnie zapytać, czy w ogóle on się nadaje na wyjście z obozu! Przecież to ja sprawuje pieczę nad jego rehabilitacją!
Kosaćcowa Grzywa położył po sobie uszy, wrogo łypiąc oczyma szczególnie na Miodową Korę. Jednak żadne z nich nie mogło się odezwać, gdyż trzymali w pyskach mech.
— Odpowiedz! — zażądała medyczka, a jej ogon zamiatał wściekle podłoże.
Kosaćcowa Grzywa wypluł mech i pokazał owej dwójce swoje kiełki w swoim luzackim uśmieszkiem, jednak Porywisty Dąb widział, jak tamtego mięśnie się spinają.
— Nigdzie go nie zabrałem, sam wyszedł ze mną. Nie musicie się tak spinać, tym bardziej że powinniśmy trzymać się razem. Nieprawdaż Miodowa Koro? Jak to mówił Mglisty Sen? Są dwa obozy w Świetlikach, czemu utrudniacie w dobrym zacieśnianiu się więzi? Hmm?
Miodowa Kora warknął coś pod nosem, pokazując przy tym swoje kły. Ewidentnie zabolał go przytyk swojego byłego ucznia.
— Nie wycieraj sobie teraz pyska gadką o jednoczeniu się Świetlików — warknął ojciec.
Porywisty Dąb również położył mech na ziemi i stanął pomiędzy jego ojcem, a biało szarym kocurem. Jego tylne nogi trzęsły się z wysiłku oraz czuł, jak powoli ziarna maku przestają działać. Wytrzymał spojrzenie Miodowej Kory i usiadł, żeby mieć jeszcze siły na dojście na własne posłanie.
— Nie wińcie Kosaćcowej Grzywy — wstawił się za kocurem — to ja wyszyłem zaraz za nim. Nie chciałem wracać do dalszego leżenia, więc spróbowałem czegoś, co jest na tyle łatwe, bym mógł pomóc w budowie nowego obozu. Za długo siedzę tutaj, a jest coraz zimniej. Legowiska są prowizoryczne i brakuje, żebym jeszcze się przeziębił. Potrzebuje więcej ruchu, z resztą tak samo ciężko jest z Poziomkową Polaną. Przecież nie może przesiedzieć cały ten czas na posłaniu!
Jarzębinowy Żar wymieniła się skonfundowanym spojrzeniem z Miodową Korą.
— Wiecie co? Pójdę wam na łapę, jestem zbyt zmęczona, żeby użerać się z dwójką. Róbcie, co chcecie, tylko by to nie skończyło się gorzej, niż jest teraz.
Obdarzyła ich zmęczonym spojrzeniem i wróciła do swojego legowiska, gdzie na nią czekał Stroczkowa Łapa. Miodowa Kora z urazą popatrzył na Kosaćcową Grzywę, jednak nic nie powiedział kocurowi. Odszedł do na ubocze, tam, gdzie siedziała Rysi Trop.
— Strasznie się mnie czepiają — powiedział cicho Kosaćcowa Grzywa, przynajmniej jakby mówił to do siebie.
— A dziwisz się im?
< Kosaćcowa Grzywo? Może nie jesteś takim złym kotem, jak ci się wydaje. >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz