Ruda uczennica poczuła lekkie zakłopotanie na wyznanie Promiennej Łapy. Według młodszej miała ładne oczy? Naprawdę młodsza tak myślała, czy mówiła tak, tylko by sprawić jej przyjemność? Nie, na pewno nie. W końcu słowa koteczki brzmiały naprawdę szczerze. Poza tym, dlaczego szylkretka miałaby ją okłamywać? Nie miała ku temu powodów. Co więcej, nie wydawała się negatywnie nastawiona do niebieskookiej kocicy. Może to była szansa dla Jagienki, by znaleźć kolejnego bliskiego kota pośród innych z Klanu Klifu? Niekoniecznie w relacji przyjacielskiej, ale chociaż by mieć kogoś do kogo mogła otworzyć pyszczek. Porozmawiać bez obawy, że zostanie odpędzona, skrytykowana czy potraktowana jak wróg. Wiedziała, że rany tkwiące w sercach większości tych kotów mogły być długie lub nawet wieczne. Zdawała sobie z tego sprawę już na samym początku jej pobytu w obozie Klanu Klifu. W końcu jako więzień była często pomijana zarówno w kwestiach zdrowotnych, jak i posiłkowych. Cudem było, gdy ktoś pofatygował się do jej ówczesnego legowiska i wrzucił jakiekolwiek resztki ze stosu. Kiedy miała zainfekowane oko, sama się z tym uporała, chociaż pilnujący jej wojownik nie był zadowolony z tego. Jednak rudo futra nie chciała stracić wzroku. Poza tym posiadała wiedzę, a jej łapki paliły się, by móc znowu komuś pomóc. Co z tego, że w tamtym momencie to ona potrzebowała pomocy. Udzieliła sobie wsparcia zdrowotnego? Tak, więc uspokoiła świerzbiące ją łapki. Tyle jej starczyło. Wtedy też została dostrzeżona przez Ćmi Księżyc, ale wtedy jeszcze nie wiedziała, co to miało dla niej oznaczać. Owszem, była zaskoczona, gdy wyznaczono ją na uczennicę medyczki. Widziała i czuła wtedy jeszcze większą niechęć. Nie mogła się temu dziwić. Nie dość, ze samotniczka to jeszcze członkini niebezpiecznej grupy i rzekoma sojuszniczka Klanu Wilka. Mało kogo obchodziło, że zdradziła swoich, by pomóc klifiakom i uprzedzić przed zagrożeniem. Musiała zostawić swoją miłość życia, którą straciła bezpowrotnie. Oddała serce Taniec, a Terepsychora jej tylko po to by ostatecznie ich piękna relacja obróciła się w pył i to z jej winy. Naprawdę kochała Taniec, a teraz nawet nie mogła poczuć jej ciepła. W ogóle w kwestii czułości mogła tylko pomarzyć. Nikt nie chciał się z nią na tyle zaprzyjaźnić, a Pietruszkowa Błyskawica była zbyt zajęta, by nawet do niej zajrzeć. Nie miała jej tego za złe. Nie mogła. Pietruszka miała własne życie i ona to szanowała. Zresztą wojowniczka i tak zrobiła dla niej wiele. Towarzyszyła jej, gdy jeszcze mieszkała z innymi kotkami. Zabierała na spacer i zawsze starała się nią zaopiekować, by ta się nie bała. Do dziś Jagnięca Łapa miała obawy przed otwartymi przestrzeniami. Brak pazurów jej nie pomagał. Cieszyła się, że nie musiała wychodzić zbyt często. Mało tego, jeśli nawet wychodziła to nie sama. Towarzystwo Ćmiego Księżyca koiło jej nerwy. Doceniała jej obecność.
— Jagnięca Łapo? — przerwał jej głos Promiennej Łapy. Skutecznie wyrwało ją to ze wspomnień. Zamrugała parę razy i odkaszlnęła.
— Promienna Łapo? Przepraszam, odpłynęłam na chwilę myślami. Mam nadzieję, że wybaczysz mi tę niedogodność — mruknęła z wyraźną skruchą. Nie chciała trzymać szylkretowej uczennicy w takiej ciszy.
— Nie szkodzi, każdy się czasem zamyśli — wymruczała młodsza. Jagnięcej Łapie ulżyło po tych słowach. Nie chciała robić sobie wrogów. Nie lubiła ich mieć. Najwyraźniej miała zbyt delikatne i miękkie serduszko.
— Dziękuję, to o co pytałaś? — spytała z wyraźną skruchą. Promienna Łapa lekko ją dotknęła łapką, by ją uspokoić. Jagnięca Łapa się nie odsunęła. Wzięła kilka głębszych oddechów, by ostatecznie się uspokoić.
— Dziękuję Promienna Łapo. Naprawdę jesteś promyczkiem ciepełka — wymruczała cicho uczennica medyczki. Promyk kiwnęła lekko łebkiem i się poprawiła. Spojrzała Jagience w oczka.
— Pytałam, jak to jest być uczennicą medyczki i jakim cudem nie przeszkadza ci zapach ziół — miauknęła łagodnie młodsza. Rudzinka owinęła ogonem swoje drobne łapki. Jej kobaltowe oczka na moment uniosły się ku górze. Tym razem pilnowała, by nie zostawiać młodszej dłużej bez odpowiedzi.— Zacznę nieco od fragmentu mojej historii — mruknęła, przenosząc niebieskie spojrzenie na przyszłą wojowniczkę.
— Leczeniem kotów zajmuję się już jakiś czas. Wszystko zaczęło się od tego, kiedy mój współlokator doprowadził do tego, że uciekłam z domu. Wcześniej zranił mi pyszczek, ale udało mi się zażegnać ten kryzys. Wtedy też spotkałam Ino, która była zielarką i wprowadziła mnie bardziej w świat ziół. Odkąd nabyłam doświadczenia w tej dziedzinie, starałam się ją wykorzystywać. Od zawsze lubiłam zapach ziół. Wiem, że dla niektórych ich woń bywa drażliwa. Mnie osobiście relaksuje. W każdym razie ostatecznie zostałam więźniarką w tym klanie. Sporo czasu spędziłam w miejscu przeznaczonym dla kotów tej rangi. Będąc szczerą, nie do końca wierzyłam, że kiedykolwiek uda mi się zmienić swój los — przyznała w końcu. Przerwała na moment opowieść, by wziąć głębszy oddech. Najchętniej teraz nawilżyła swój pyszczek, ale chwilowo nie miała na to za bardzo czasu. Nie chciała zostawiać koteczki samej, bo najpewniej ta miała swoje obowiązki. Nie mogła i nie chciała zbyt długo jej przetrzymywać w legowisku medyka Wyczuwała, że zapach leczniczych roślin nie sprawiał jej zbyt wielkiej przyjemności.
— Wracając już konkretniej do twojego pytania, byłam naprawdę zaskoczona, kiedy ogłoszono mnie uczennicą medyczki. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek otrzymam klanowe imię, ani tym bardziej tak ważne stanowisko. Kocham leczyć innych, ale trudno jest pomóc komuś, kto ciebie nienawidzi i unika. Wiem, że moja osoba źle im się kojarzy, ale ja naprawdę nigdy nie chciałam zranić kogokolwiek. Nie zamierzałam nikomu zaszkodzić. Oczywiście nie mogę mieć im za złe tego podejścia, ale jednak jakie znaczenie ma moja ranga, jeśli nikt nie będzie chciał przyjść do mnie po pomoc? Nie chcę, by wysiłki Ćmiego Księżyca na tym ucierpiały. Wiem, że nie mam na to wpływu. Jednak nie chcę zawieść tak wspaniałej kotki, jak moja mentorka. Ona zasługuje na wszystko, co najlepsze — odparła. Przymknęła na moment kobaltowe oczka. Kiedy je otworzyła, dostrzegła lekko rozdziawiony pyszczek Promiennej Łapy. Nie wiedziała tylko, jak miała to zinterpretować. Czyżby zanudziła uczennicę swoim gadaniem? Wywarła na niej wrażenie, a może przerażenie i niechęć? Miała tyle pytań i zero odpowiedzi.
— Zanudziłam cię Promienna Łapo? Przeraziłam? Jeśli tak, to bardzo przepraszam. Nie chciałam zarzucić cię tyloma słowami. Chyba musiałam to wszystko z siebie wyrzucić — uśmiechnęła się wyraźnie zakłopotana. Odwróciła pyszczek od młodszej i utkwiła go w punkcie przed sobą. Spodziewała się każdej reakcji ze strony przyszłej wojowniczki.
— Promienna Łapo jesteś jedyną, której opowiedziałam chyba tyle na swój temat — dopowiedziała. Zdecydowanie powiedziała zbyt wiele, ale czy było się czemu dziwić? Musiała się wygadać tak jak każdy kot. Nie była przecież wyjątkiem. Do tego młodsza w jakiś przedziwny sposób wywoływała w niej intuicyjne zaufanie. To było głupie, a jednak nic nie mogła z tym zrobić. Przeniosła wzrok na łapki. Czekała w napięciu na reakcję młodszej uczennicy. Nie była świadoma, jak bardzo końcówka jej ogona drżała.
<Promienna Łapo?>
[1075 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz