Po opuszczeniu przez Rosę i Deszcza terenów Owocowego Lasu, pod koniec Pory Opadających Liści
Żłobek Owocowego Lasu kolejny raz został zamieszkany przez kocięta, tym razem dwa kocurki. Gdy Jaśminowiec odchowała swoje kocięta, Całunkę oraz Daglezję, pod której opieką również tymczasowo znajdowały się znajdki, opiekę nad nimi przejęły zarówno Gąska, jak i Miodunka. Brązowa kocica miała większą wprawę przy kociętach, gdyż sama nie tak dawno urodziła własne młode. Gąska starała się chłonąć najpotrzebniejszą wiedzę, której niestety Cień nie był w stanie jej przekazać, ponieważ nie posiadał młodych, a tym bardziej nie był kotką.– Zapamiętasz? – spytała Miodunka Gąskę, czyszcząc rdzawe futerko Lisa, który wiercił się pomiędzy jej łapkami, gdy stróżka starała się go doprowadzić do porządku. – Lisku, już zaraz kończę. – Tym razem zwróciła się do kocurka, przejeżdżając językiem pomiędzy jego uszami.
– Mhm. – Gąska obawiała się, że słowa Miodunki wyleciały jej drugim uchem, podczas pielęgnacji futerka drugiego z kociąt. – Chyba za niedługo powinniśmy zabrać je do lecznicy na kontrolne badania, prawda?
– Prawda. Lecz zamiast pójścia samemu do lecznicy, poproszę jednego z medyków, aby do nas zajrzał. Może Osetka? – zamruczała, zamyślając się. – Dogadujesz się z nim?
– Nawet. – Wzruszyła ramionami. Nie miała nic do kota szkolącego się na medyka. Czasami udało im się porozmawiać, jednak ich rozmowy głównie dotyczyły stanu matki Gąski, Kajzerki. – Właściwie bardziej niż z którymkolwiek z naszych medyków dogaduję się z uzdrowicielami. W szczególności z Jeżogłówką. – Zarumieniła się, a jej ogon delikatnie drgnął. – Boli mnie serce na myśl, że kiedyś będą zmuszeni od nas odejść... Jednak dzięki temu będziemy mieć pewność, że pandemia się skończyła... – Kociak wyślizgnął się spomiędzy jej łapek, co również uczynił jego brat. Wystarczyła chwila, aby na środku żłobka rozpoczął się kocięcy sparing. – Mam nadzieję, że Jaśminowiec nie pozwoli odejść Jaskrowi. Jeśli on nie odejdzie to Jeżogłówka również.
Zdawała sobie sprawę, że zachowuję się egoistycznie. Chciała, aby Jeżogłówka przy niej została. Nie chciała obudzić się pewnego dnia i zdać sobie sprawy, że czarna odeszła. Straciłaby swoją cenną koleżankę, na której widoku jej serce przyspieszało bicia. Jednak czy Jeżogłówka byłaby szczęśliwa? Dostrzegała nie raz, że starsza kotka wydawała się przytłoczona jej społecznością. Dlatego starała się dbać o to, aby mimo wszystko potrafiła się w niej odnaleźć.
Miodunka przyglądała się uważnie Gąsce, która głośno wzdychając, położyła mordkę na krawędzi legowiska.
– Porozmawiaj z nią. Powiedz jej, co czujesz.
"Łatwiej powiedzieć niż zrobić."
Gąska nie czuła potrzeby zwierzania się z własnych uczuć kotce, do której poczuła coś głębszego niż tylko przyjaźń. Wiedziała, że Jeżogłówka nie odwzajemni jej uczuć. Zrozumiała, że źle zinterpretowała jej uwagę, gdy siedziały na niskiej gałęzi wierzby, nad taflą wody i obserwowały gwieździste niebo.
– Dobrze – wymruczała, przymykając oczy.
Być może Wszechmatka celowo przecięła ścieżki Gąski oraz Jeżogłówki, po to, aby stróżka pojęła, że nie wszyscy, których kocha i o których się troszczy, będą czy muszą znajdować się przy niej. Zamiast decydować się na miłosne wyznanie, być może dodatkowo wprowadzając siostrę Jaskra w zakłopotanie, zdecydowała się pozwolić jej odejść, gdy nadejdzie czas rozłąki. A czas, który coraz rzadziej ze sobą spędzały, miał jedynie jej pomóc i przygotować na nieuniknione.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz