Ruda kotka już nie wiedziała, ile wschodów słońca minęło, odkąd znalazła się w Klanie Klifu, od mianowania na wojowniczkę i przyjęcie nowego imienia. Podobno szczęśliwi czasu nie liczą, lecz czy ona była szczęśliwa wśród Klifiaków? Oczywiście, lecz dopóki nie zostało jej boleśnie przypomniane, że w oczach niektórych nadal będzie zdradzieckim Wilczakiem, nawet jeśli ona sama osobiście nie brała udział w żadnym otwartym konflikcie między dwoma klanami. Mimo wszystko starała się żyć normalnie, spełniając się jak najlepiej ze swoimi obowiązkami, dlatego często bywało, że dobrowolnie zgłaszała się na większość patroli, spędzając niemal całe dnie poza obozem. Choć pod żadnym pozorem nie zbliżała się do granicy z Klanem Wilka z obawą, że pomimo tylu księżyców ci nadal ją rozpoznają i z radością odpłacą się za odejście.
Unikała jak ognia tamtych terenów, nawet jeśli czasem przepełniała ją tęsknota za Brukselkową Zadrą i Kwitnącym Kalafiorem. Co jakiś czas jej myśli uciekały w kierunku tych dwóch kotek, które pozostawiła wśród wyznawców Mrocznej Puszczy. W jej sercu tliła się mała nadzieja, że może jeszcze kiedyś jakkolwiek ujrzy białą kotkę w podeszłym wieku, podobnie jak swoją matkę i Wrotyczową Szramę.
Z samego rana, kiedy obóz w większości był jeszcze pogrążony we śnie, bezszelestnie, jak na jej dość mocną budowę i szerokie łapy — choć te odkąd przybyła do Klanu Klifu nabrały nieco zgrabniejszego wyglądu. Przy czym nadal w nich kryje się duża siła, jak na kotkę, lecz teraz w dodatku miał się u niej aspekt skoczności, a lęk wysokości nie doskwierał tak bardzo, jak gdy z Piołunowym Dymem ćwiczyła wspinaczkę na drzewa — teraz bez problemu docierała lub zeskakiwała, jak teraz, z półki skalnej, którą zajmowała od dnia mianowania.
Dzisiejszy poranny patrol miała odbyć z Gołębim Puchem, Morświnową Płetwą i Skrzydlatą Pogonią. Z całego ich grona to cicha czarna kotka była najstarsza, dlatego też to ona miała przewodzić ich grupą, choć zadanie to okazało się dość uciążliwe, gdyż ledwo po wyjściu z obozu biało-czarny kocur zaczął nieco dokazywać, próbując podjąć rozmowę z liliową lub czarną wojowniczką. Obie niestety należały do tych bardziej nieśmiałych, przez co Żar musiała zająć się Skrzydłem, prowadząc z nim rozmowę na wszelkie tematu. Nie był to dla niej żaden problem, lecz czasem przejawiał zbyt dużą bezpośrednią, poruszając kwestie, które były nieco niewygodne do konwersacji dla starszej. Wtedy też szybko ratowała się jakąś ciekawostką medyczną, na co jego zapał malał, a ona to wykorzystywała, otrzymując jakiś czas spokoju, dopóki młodszy nie podejmował na nowo kolejnych rozmów.
***
Znowu spędziła cały dzień poza obozem, biorąc później udział w polowaniu z Foczą Falą i Drzemiącym Słońcem. Wróciła nad klif, dopiero gdy słońce powoli chyliło się ku horyzontowi, a powietrze odczuwalnie zaczęło się ochładzać. Czując podmuch słonej bryzy na pysku, lekko się uśmiechnęła, zauważając po chwili majaczącą sylwetkę pewnej niebieskiej wojowniczki.
Źródlana Łuna była jakimś swego rodzaju wsparciem dla niej, nawet jeśli ta na początku spoglądała na rudą z widoczną podejrzliwością i nieufnością, to wraz z paroma wspólnym polowaniami, wywiązała się między nimi nić porozumienia. Wbrew pozorom starsza pomogła jej się jakoś odnaleźć w nowym świecie. Do dziś dnia pamiętała słowa karmicielki, gdy ta niespodziewanie ją spytała, co może zrobić, by inni nie patrzyli na nią, jak na Wilczaka o lisim sercu.
“— Nic nie możesz zrobić — miauknęła w końcu, odwracając pysk w stronę uczennicy. — Nie zmienisz tego, jak inni patrzą na… Twój były klan — kontynuowała, krzywiąc się nieznacznie — a zarazem na Ciebie. Nie jesteś w stanie. Może z czasem im… Nam ta niechęć minie.”
Jakiś czas nie rozmawiała ze Źródlaną Łuną, gdyż ta była pochłonięta treningami Promiennej Łapy, a teraz opieką nad dwójką jaśniutkich kociąt. Ruda ich raczej z bliska nie widziała, lecz zdarzało się, że któreś z nich kręciło się bliżej wyjścia, a wojowniczka mogła ujrzeć ich niemal białe futerka. Kocięta zawsze napawały ją nieopisanym ciepłem w sercu, dlatego też w Klanie Wilka chętnie zaglądała do żłobka, by się z nimi pobawić.
Podchodząc bliżej żółtookiej, zauważyła, że przy jej łapach spoczywa ledwo zaczęta marna nornica.
— Mogę dołączyć? — zapytała, będąc ciekawą, jak się miewa starsza. Nie wierzyła zbytnio plotkom, krążącym wśród innych kotów. — Nie wyglądasz na zajętą.
— Skoro nalegasz. — Wzruszyła jedynie barkami, a już chwilę później Rozżarzona Pieśń leżała obok Łuny. — Możesz dokończyć — miauknęła, przesuwając piszczkę w jej stronę. — Nie mam apetytu, a widziałam, że dzisiaj spędziłaś cały dzień poza obozem. Pewnie jesteś głodna.
— Nach. Jakoś nie odczuwam głodu, lecz ty powinnaś jeść, w końcu masz pod opieką dwójkę małych szkrabów, które roznosi energia, jak to kocięta — oznajmiła, odsuwając nornicę na poprzednie miejsce. — W ogóle jak się miewasz? Maluchy niedługo zostaną uczniami, więc będziesz mieć więcej czasu dla siebie. Może przyjdę jutro do was i trochę się nimi zajmę. — Chciała kontynuować, jak nakręcona katarynka, lecz widząc nieco zbolałą minę wojowniczki, zaprzestała swojej paplaniny i w ciszy wyczekiwała, aż ta coś powie. Z doświadczenia wiedziała, że robi się lżej na sercu, gdy z kimś się podzieli problemem, dlatego też przed ucieczką polowała razem z Piołunowym Dymem, który był dobrym słuchaczem, a dawniej także zaglądała częściej do wilczej starszyzny, by posłuchać ich opowieści. W końcu to im wyznała, że opuszcza klan, nikt więcej nie wiedziała, a ona była pewna, iż jej decyzja nie opuści pysków Trzecinniczkowej Dziupli, Srebrzystej Łuny i… Kwitnącego Kalafioru. Teraz nieco żałowała, że nie porozmawiała z Brukselką o wszystkim — może zostałaby dłużej w klanie, by później opuścić go wraz z rodzeństwem i resztą rodziny. Brzmiało to pięknie, lecz uczucie bycia zamkniętej jak ptak w potrzasku nie napawał jej przyjemnymi uczuciami.
Pogrążona we własnych myślach nawet nie skupiła się na możliwej odpowiedzi Klifiaczki i dopiero szturchnięcie sprowadziło ją na ziemię z przepraszającym uśmiechem.
<Łuno? Jak powiesz, co ciąży na sercu, będzie łatwiej>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz