BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srokoszowa Wzgarda x Aksamitna Chmurka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srokoszowa Wzgarda x Aksamitna Chmurka. Pokaż wszystkie posty

15 września 2023

Od Aksamitnej Gwiazdeczki(Aksamitnej Chmurki) CD. Srokoszowej Namiętności (Srokoszowej Gwiazdy)

Zastygła w bezruchu, wpatrując się w kwiecisty podarunek. Uwielbiała stokrotki, tak samo jak niemal każdy inny okaz flory, który mógłby nawet zostać uznany przez ogół za zwykły chwast. Nie spodziewałaby się jednak takich prezentów po Srokoszu. Tym Srokoszu, wiecznie chodzącym z miną zbitego psa.
— Ojejciu — wykrztusiła, podnosząc na niego wzrok. — No rzeczywiście, jesteś dużym głuptaskiem! Oczywiście, że dla ciebie zawsze znalazłabym czas! Moglibyśmy się bawić razem, w trójkę! — zamruczała podekscytowana ową wizją.
Przepełnione zmęczeniem pomarańczowe ślepia spotkały się z jej spojrzeniem. Ciężkie westchnięcie opuściło gardło niebieskiego, który zaraz to smętnie przesunął ogonem po trawie.
— No wiesz, ale z nim spędzasz sporo czasu sam na sam... — mruknął.
— Ah, no tak! — zachłysnęła się powietrzem. — No to widzisz, teraz też jesteśmy sami! Możemy nadrobić te stracone księżyce, podczas których zaniedbaliśmy naszą przyjaźń. — Rozejrzała się, w poszukiwaniu za większą ilością kwiatów. Nie czekając na odpowiedź kocura, popędziła po nie, delikatnie łapiąc zębami za łodyżki i z wyrwanymi sztukami zawróciła do niego. — Proszę, powplatamy ci to w futerko i będziesz śliczniusi! Może w końcu uda ci się w pełni wyrwać Wilczka — zachichotała, sprzedając mu kuksańca w bok.
Srokosz na moment zdawał się oniemieć, spoglądając na nią tępo.
— Ja nie...
— Dobra, dobra, nie musisz się tłumaczyć, bo się zaraz spalisz od tych rumieńców — rzuciła, walcząc z pierwszą stokrotką, którą usilnie starała się umiejscowić tuż za uchem kocura. — Ulalala, teraz to ci się nikt nie oprze — stwierdziła, zadowolona z tego, jak kolor jego futra świetnie komponował się z bielą. — Jak skończę, to będziesz wyglądał jak krzaczek na czterech łapach — zażartowała.
Nie uśmiechnął się, a powinien, bo ten żart był jej zdaniem przezabawny. Stał cicho, podczas gdy ona z fascynacją udoskonalała jego sierść. Parę razy syknął, gdy za mocno przycisnęła łapą w jego bok, a potem brzuch, ale poza tym był wyjątkowo cierpliwy. Wybaczyła mu te "brzydkie dźwięki" bo w miarę grzecznie się zachowywał.
— Skończyłaś? — spytał w końcu, takim głosem, jakby co najmniej przez ten cały czas go katowała.
— Można tak powiedzieć. Brakuje mi kolorków, musimy iść poszukać czegoś jeszcze — stwierdziła, oglądając się za siebie. — Hm... Nie pamiętam, jakie kwiatuszki najbardziej lubił Wilczuś — westchnęła, wspominając, jak zza uczniowskich czasów to im najczęściej dekorowała futro. — Ale ty to już pewnie wiesz. Na pewno wiecie o sobie wszyściuteńko — rzuciła, ciesząc się, że gdy tamci się oficjalnie spikną, Srokosz będzie po części członkiem jej rodziny.

<Srokosz?>

07 lipca 2023

Od Srokoszowej Wzgardy CD. Aksamitnej Chmurki (Aksamitnej Gwiazdy)

— NIE DOTYKAJ MNIE! — wydarł się na kotkę, nastroszony. 
Nawet Aksamitka, jak na swoją codzienną głupotę była lekko zszokowana. Parę kotów spojrzało na nich zaciekawionych. Srokoszowa Wzgarda spuścił łeb zawstydzony. Podpuściła go. Zmusiła go do wygłupienia się przed innymi. Wbił z irytacją pazury w ziemię, próbując złapać powietrze. Ochłonąć. Lecz Aksamitka kontynuowała swój atak. 
— Srokoszku, co się dzieje? — zapytała zmartwiona kotka. — Wszystko w porządku?
Podeszła do niego bliżej, znów niemal go prawie dotykając. Znał już jej brudne zagrywki. Nie zamierzał dać się omamić. 
— Odsuń się ode mnie. — wycedził.  
Aksamitna przekręciła łebek, patrząc się na niego niepewnie. 
— Jak mam się odsunąć, gdy widzę, że potrzebujesz ciepłego przytulaska na pocieszenie. — wymiauczała radośnie. 
Srokosz zjeżył się. Zerwał się na łapy, nie zamierzając jej na to pozwolić. 
— Nie. Nie potrzebuję niczego od ciebie. Wypchaj się. I mnie zostaw w spokoju! — wypiszczał niczym małe kocię, wpatrując się gniewnie w kotkę. 
Pointka patrzyła na niego oszołomiona, lecz nie dał jej czasu na odpowiedź. Szybko puścił się biegiem przed siebie. Nie zamierzał znów jej ulec. 

* * *

— Oh, Srokoszku, głuptasku. — łysy ogon uderzył go w nos. 
Syknął zirytowany, trzepiąc ogonem. Wilczy Zew zdawał się rozbawiony. Morskie ślepia wpatrywały się w Srokosza. Nie potrafił odczytać z nich emocji. Wciąż były dla niego tajemnicą. Chłodny jesienny wiatr targał ich futra. Powoli i leniwie. Niczym jak od niechcenia. Sprawiając, że Sowi Strażnik powoli gubił liście. Złociste płatki powoli opadały na ziemię przykrywając ziemię wielobarwną mozaiką. Wzrok niebieskiego uciekał czasem w stronę nieba, by poobserwować to piękne zjawisko. 
— Jeśli zamierzasz bawić się w swoją siostrę to nie potrzebnie do ciebie przychodziłem. — wymamrotał markotnie Srokosz.  
Wilczy usiadł bliżej niego. Zahaczył pazurem o jego brodę, zmuszając go do uniesienie wcześniej opuszczonego łba. Ich spojrzenia się spotkały sprawiając, że Srokosz znów się oburzył. 
— I co robisz?
— Słuchaj. — głos łysego był oschły. 
Nie przypominało to już jego codziennych wygłupów. Nieco zaskoczone pomarańczowe ślepia spojrzały na kocura. 
— Jesteś głupi. — zaczął spoglądając na niego pobłażliwie. — Zupełnie jak Aksamitna Chmurka. Gdzie ty masz łeb? Zamiast się puszczyć i podniecać tym, że cię zostawiła wykorzystaj to, że jeszcze cię lubi. Nie widzisz tej okazji? Nie widzisz, jaka jest głupia? Podatna na manipulacje? Nie widzisz, że to wszystko może być twoje jeśli dobrze to rozegrasz? — wyjaśnił mu Wilczy Zew, unosząc dumnie ogon. 
Srokosz spuścił wzrok zawstydzony. 
— Że Aksamitna...?
Szylkret westchnął ciężko i pocmokał niezadowolony. 
— Nie, debilu. Władza. Władza może być nasza. Omam ją. Zaprzyjaźnij. Słuchaj jej bzdur. A ja utoruje ci ścieżkę... — urwał tajemniczo, spoglądając na niebieskiego. 
Otulił go swoim ogonem, zmuszając do znalezienia się bliżej niego. Srokosz nie protestował wyjątkowo. Położył po sobie jedynie uszy. 
— Nasze. I wtedy nikt nam nie będzie baczył. Nikt nie będzie przeszkadzał. Wolni od idiotów... 
— Nie chce władać klanem. — przerwał mu Srokosz, odsuwając się. — Nienawidzę Klanu Klifu od zawsze. Nie zamierzam więc przekładać własne dobro za niego. 
Wilczy uśmiechnął się tajemniczo. Jego wzrok utknął gdzieś na niebie. 
— Nikt ci nie każe. Poza tym zawsze możesz przekazać to mi. Władzę i obowiązki. — stwierdził łysy. — A ja zajmę się tobą. — puścił mu oczko. 
Niebieski odwrócił łeb zawstydzony. Łysy podszedł do niego i pochylił się nad nim, sprawiając, że jego łeb znajdował się blisko głowy Srokosza.
— Wystarczy tylko, że pogodzisz się z Aksamitną Chmurką. A to wszystko będzie nasze. — wymamrotał mu do ucha Wilczy. — Więc? 
Niebieski ze spuszczonym łbem pokiwał niepewnie łbem. 


* * * 

Znalezienie jej nie było trudne. Jak zwykle przebywała wśród kotów. Uśmiechnięta i radosna. Wiecznie w ruchu. Przepełniona energią i szczęściem. Czasem chciał chociaż raz obudzić się z takim nastawieniem, jak ona. Podszedł niepewnie do niej. Czuł spojrzenia kotów na sobie. Rozlegające się powoli szepty i intrygi. Gardził nimi wszystkimi. Pustymi istotami o płytkim rozumie. 
— Aksamitna Chmurko. — miauknął w stronę kotki.
Szylkretka odwróciła się. Lekko tanecznym krokiem. Zupełnie jak motyl lawirujący pomiędzy kwiatami. Jej morskie ślepia pozbawione krzty zła spojrzały na niego. 
— Ja chciałem z tobą porozmawiać. — zaczął niepewnie. — Sam. — podkreślił, widząc wodzące za nimi spojrzenia. 
Aksamitka uniosła zaciekawiona ogon. 
— Widzę, że masz już dzisiaj lepszy humor, Srokoszku. Bardzo chętnie się z tobą przejdę. — wyświergotała radośnie. — Tylko nie możesz mnie porwać na zbyt długo. — puściła mu oczko.
Srokosza nie przestawiało zadziwiać, jak całe potomstwo Wilczej Pogoni było do siebie podobne. Wyglądem, jak i zachowaniem. 
— Tak, tak, jasne. — wymamrotał niemrawo. 
Ruszyli wzdłuż skalnej półki kierującej ich na polane. Morska bryza muskała ich futra. Porywisty wicher strącał na kamienną ścianę. Wraz z wejściem na polanę wiatr uspokoił się. Słabe, lecz wciąż ciepłe promienie słońca. Kotka wyszła na prowadzenie. Oczarowana pięknem natury, kroczyła wśród gęstych traw. Korzystając z okazji, Srokosz zerwał rosnące po drodze stokrotki. 
— Idziesz, Srokoszku? — zawołała radośnie, odwracając się w jego stronę. 
Słońce okalające jej sylwetkę podkreślało każdy detal jej piękna. Muskające jej boki źdźbła traw wirowały lekko porwane przez delikatny wiatr. 
— Aksamitko, ja... — głos zamarł mu. 
Przełknął ciężko ślinę. Musiał się do tego zmusić. Musiał mieć to z głowy. Jeśli chciał mieć to z łba. Jeśli chciał własnego dobra. I Wilczego Zewu...
— Ja przepraszam. — wycedził ciężko, przesuwając stokrotki w jej stronę. — Byłem smutny, że... wolisz bawić się z Niedźwiedzią Siłą, a dla mnie nie masz czasu... — starał się kłamać, lecz prawda wkradała się pomiędzy jego słowa irytując niebieskiego. — Jest mi głupio... po prostu jestem... g-głuptasem... — niemal zakrztusił się przy ostatnim słowie. 


<Aksamitna Gwiazdko?>

09 czerwca 2023

Od Aksamitnej Chmurki CD. Srokoszowej Wzgardy

Uwielbiała te pełne słońca dni. Ciepłe promienie spływały po jej futrze, dostarczając jej jeszcze większej dawki energii, niż zwykła posiadać. Z uśmiechem przyklejonym do pyska przemierzała obóz i gdyby nie Srokoszowa Wzgarda na jej drodze, dreptałaby tak do wieczora, zagubiona we własnych myślach.
— Co to za pytanie? — mruknęła, przekrzywiając głowę w bok. Zastrzygła uchem, wpatrując się w niego intensywnie, choć on zdecydowanie unikał jej wzroku. — Nie bardzo chyba rozumiem, wiesz? Jaka zabawa, czy zabawa nie jest wtedy, gdy się coś udaje? — spytała podejrzliwie, gdybając, skąd takie osądy. — O, albo gdy się ktoś super świetnie czuje! No, no to nie w takim przypadku, dalej się bawimy i pewnie będziemy tę zabawę ciągnąć do końca świata, póki ja i Misiu będziemy się mocno kochać — zapewniła, prostując się z dumą. — A gwarantuje ci, że tak będzie zawsze! — mruczała z entuzjazmem.
Wlepiła w niego swój wzrok. Niebieskie futro jak zwykle było zjeżone do granic możliwości, a w szczególności ogon. Poświęciła mu za dużo uwagi, bo z instynktu wystawiła łapę i pacnęła go w tę puchatą kulę.
— Co ty robisz?! — Odskoczył od niej, cicho sycząc. — Do reszty postradałaś zmysły? Nie masz dzieci do niańczenia? — wykrztusił, odsuwając się o kolejny krok, gdy ona postanowiła się na nowo zbliżyć.
— Przecież są już duże i szkolą się na wojowników. Nie potrzebują stałej opieki — zauważyła, pomrukując ze zdziwieniem. — Dziwny trochę dzisiaj jesteś Srokoszku. Jakiś taki nerwowy, pokłóciłeś się z moim bratem? — zapytała, otwierając po chwili w zadumie pyszczek. — Ojeju, potrzebujesz mojej pomocy do naprawy waszych relacji? — zmartwiła się. — Oczywiście, że ci pomogę! Ty tak dzielnie szukałeś go ze mną, to teraz możesz liczyć na mnie w każdej trudnej sytuacji! — trajkotała dalej, nie dając mu ani chwili na dojście do słowa.
Kocur położył uszy nisko po sobie, patrząc na nią z brakiem jakiegokolwiek zrozumienia.
— Teraz to pojechałaś — stwierdził, mrużąc oczy. — Nic z tych rzeczy, jesteś ostatnią, którą prosiłbym o jakąkolwiek pomoc. Zresztą, jestem zajęty, zostaw mnie — ostrzegł.
Uśmiechnęła się głupkowato, nie ruszając się z miejsca. Wydawał jej się zły, ale coś nie chciał dzielić się powodem. Cóż mogło się stać, że aż tak popsuło mu to humor? Wiedziała, że to, co mówi, nie odzwierciedla tego, co ma w głowie. Na pewno pragnął jej towarzystwa i wsparcia, ale wstydził się o nie poprosić.
— Czym jesteś zajęty? Dużo masz do roboty? Zrobimy to razem i pójdzie ci o wiele szybciej! — zapewniła, a wibrysy zadrżały jej z ekscytacji. — Ojeju, to będzie super dzień, tylko ty i ja, jak za starych, dobrych czasów! — ożywiła się na nowo, podchodząc do niego od boku. — No dalej Srokoszku, pora na przygodę życia! Rusz ten siwy zadek i biegiem do lasu! — Uderzyła go ogonem we wspomniane miejsce i ochoczo wykonała kilka kroków w przód, czekając na jego ruch.

<Srokoszku?>

06 czerwca 2023

Od Srokoszowej Wzgardy CD. Aksamitnej Chmurki

*bardzo dawno temu*

— Od dzisiaj ty jesteś moim głównym przyjacielem. Pomagałeś mi znaleźć Wilczka i wierzę, że jeśli dalej będziemy współpracować, to prędzej czy później ściągniemy go tutaj — miauknęła pewnie Aksamitka, uśmiechając się do niego.
Srokosz położył uszy, przełykając ciężko ślinę. Nie nadążał za informacjami przekazywanymi mu przez kotkę. Pomimo że na pysku widniało zmieszanie od nadmiaru gromadzących się w nich emocji, to w środku czuł się inaczej. Inaczej niż kiedykolwiek wcześniej. Dziwne uczucie w brzuchu wywracało nim na prawo i lewo, lecz pozostawał w bezruchu. Ciepło Aksamitki otulało go od strony barku. Powoli rozpuszczał się w jego otoczeniu. Zagryzł wargę, próbując się otrząsnąć. Śledzący burą sylwetkę wzrok pointki wskazywał, że wciąż zależało jej na tym samotniku. Srokosz nie mógł zmarnować tej okazji. W końcu los się do niego uśmiechnął.
Poczuł, jak szylkretka rozluźnia się i powoli opada na legowisko. Musiała być wykończona. Nieprzytomny pyszczek opadł na jego łapy. Niczym na poduszce wykorzystała jego kończyny. Srokosz nieco zawstydzony wydał z siebie zadowolony pomruk. Mrucząca coś pod nosem pointka poruszała lekko łapkami, jakby gdzieś biegła. Obserwował jak oddychała niespokojnie. Jej ślepia wędrowały pod powiekami gorączkowo. Srokosz zmarszczył brwi, trzepiąc ogonem zmartwiony. Nie wiedział, czy miał prawo wybudzać kotkę z tego snu. Nie chciał ryzykować tym, że ta właśnie odnalazła brata w sennej marze.
Z przemyśleń wybudziło go głośne charknięcie. Śpiąca kotka ze smarkała mu się na łapy, obróciła na drugi bok, by wytrzeć swe smarki w jego futro. Niebieski jęknął obrzydzony, próbując delikatnie wytrzeć wydzielinę w legowisko kotki. Ich pierwsza wspólna noc nie należała do jego ulubionych.

* * *

— I jak? — pełen nadziei głos Aksamitki rozległ się wśród traw.
Czubki jej uszu wystawały ponad Złote Kłosa. Otoczona pozłacaną trawą uśmiechała się do niego z optymizmem. 
— Są tu ścieżki. Są też stare ślady należące do kotów. Lecz czy należą do Wilczej Łapy, tego nie jestem w stanie stwierdzić. — mruknął zgodnie z prawdą. 
Niepewnie przeniósł wzrok na kotkę. Wojowniczka ochoczo podeszła sprawdzić to, ocierając się o niego bokiem. Srokosz spuścił wzrok, czekając na własną interpretację kotki znalezionych śladów. Usiadł cicho, nie chcąc jej przeszkadzać. 
— Zdają się wielkości Wilczej Łapy. — zaczęła Aksamitka i pochyliła się by sprawdzić zapach właściciela. — Woń została zmyta przez deszcz, ale już dawno nie byliśmy tak blisko! Jesteś cudowny, Srokoszu! Uwielbiam cię. — miauknęła wesoło.
Niebieski poczuł, jak robi mu się gorąco. Bąknął ciche "dziękuję" i uciekł wzrokiem przed parą morskich ślepi. 
"Jesteś cudowny, Srokoszu! Uwielbiam cię."
Dziwne uczucie sprawiło, że poczuł agresywne kołatanie swojego serca. Zaczerpnął powietrze, próbując uspokoić sztargany emocjami organ. Nieprzyjemne uczucie wkradło się na łapy. Niczym młode pędy, uginały się pod jego ciężarem. Spanikowany otulił się ogonem. Nie mógł sobie pozwolić na taką słabość. Niedźwiedzia Siła był potężny i fajny. A Srokosz musiał być jeszcze fajniejszy, by szylkretka o nim zapomniała. 
— Idziesz, czy będziesz tu tak siedział? — zapytała Aksamitka, szturchając go w ramię. 
Zamyślony Srokosz, który wyłączył się całkowicie na świat zewnętrzy, jak siedział tak upadł, lądując na suchej ziemi. Aksamitka przez uderzenie serca nie rozumiała co się zadziało, by następnie zaśmiać się radośnie.
— Jesteś taki zabawny. No chodź już. — jęknęła, ruszając tropem śladów. — Nie możemy stracić tego tropu! 
Srokosz podniósł się z gleby i otrzepał futro. Tyle zostało z niego bycia fajnym. Ruszył lekko speszony za kotką, próbując dogonić jej kolorową kitę znikającą wśród traw. 

* * *

Nauczył się już po trzech nocach z kotką, że zbliżanie się do jej pyska nie jest dobrym pomysłem. Zwinięty kłębek leżał obok rozwalonej Aksamitce, która o dziwo jeszcze nie zasnęła. Coś ją męczyło, lecz ku zaskoczeniu nie chciała się tym podzielić. Możliwe, że przeczuwała, że rozmowa o Niedźwiedziej Sile była ostatnią rzeczą, jaką miał ochotę robić Srokosz. Niebieskiego kuła myśl, że wzrok kotki wciąż błąkał się w stronę burego. Z całych sił i na przekór sobie pomagał pointce każdego dnia w poszukiwaniach. Wysłuchiwał jej opowieści o snach, które były dłuższe niż mógł się spodziewać. Obserwował, jak kotka każdego dnia wita i żegna się z rodzeństwem przed udaniem się na spoczynek, jak wesoło odpowiada każdemu "Dzień dobry!", gdy Srokosz olewał połowę tych kotów nawet nie znając ich imion. Jak roztacza dobro z każdym swoim krokiem pomimo wewnętrznej rozterki jaką było zaginięcie jej rodzeństwa. Zamknął ślepia nie czekając na zaśniecie kotki. Obydwoje musieli następnego dnia wstać wcześniej. 

* * *


Uśmiechnięta Aksamitka właśnie kierowała się w jego stronę. Podobnie jak poprzedniego dnia przepełniona była optymizmem, który zdawał się nie kończyć. Nieważne od rezultatu ich poszukiwań. Urwanych tropów. Nagłych deszczy zmywających wszystko z podłoża. Ona wciąż wytrwale szukała Wilczej Łapy, który dla Srokosza mógłby się nigdy nie odnajdywać. Byle ich wspólnie spędzony czas trwał jak najdłużej. 
— Gotowy? — zawołała radośnie, ocierając się o jego bok na powitanie. 
Srokosz zawstydzony kiwnął łbem. Jej dotyk był narkotyzujący. Wciąż pragnął więcej, lecz nie chciał naruszyć granic kotki. Choć Aksamitka sama w sobie zdawała się pozbawiona przestrzeni osobistej. Jej trójkolorowe futro non stop można było zauważyć wtulone w innego kota.
— Pluskająca Krewetka wspominała coś o samotnikach kręcących się przy granicy z Klanem Wilka. — bąknął, starając się brzmieć fajnie. — Może będą coś wiedzieć. 
Szylkretka otworzyła szerzej ślepia i bez zapowiedzi rzuciła się na niego. Poczuł, jak jego serce dostaje palpitacji. A mimo to ten stan mógłby nigdy się nie kończyć. W radosnych morskich ślepiach odbijała się jego osoba. Był jedynym, o którym aktualnie myślała. 
— Jejku, Srokoszku! Jesteś geniuszem! — oznajmiła, tuląc się do kocura. — Teraz na pewno go odnajdziemy. Ci samotnicy muszą coś wiedzieć. — stwierdziła pewnie, puszczając niebieskiego. 
Srokosz uśmiechnął się słabo, jeszcze tkwiąc w tej pozycji parę uderzeń serca. Nigdy nie sądził, że kłamstwo będzie smakować tak słodko. 

* * *

Zjeżył sierść czując na sobie spojrzenie pary morskich ślepi. Nie zamierzał z nią rozmawiać. Szybkim krokiem starał się wyminąć kotkę, lecz ta stanęła mu na drodze.
— Kto by się spodziewał, że ty i Wilczy Zew tak się zaprzyjaźnicie. — rzuciła z uśmiechem kotka, starając się podejść bliżej.
Srokosz zjeżył się i odsunął od niej. Nie chciał ryzykować kontaktem z nią. Nie chciał nawet na nią spojrzeć. Wciąż mąciła mu w łbie, gdy słabł. Wciąż próbowała zrujnować to co mu pozostało. Gardził nią. Równie dobrze mogła przestać istnieć. Tylko wtedy czułby się znowu dobrze.
— Nie twój interes. — burknął, trzepiąc ogonem. 
Liczył, że to ją zniechęci. Zawsze szybko z niego rezygnowała. 
— Czemu jesteś taki? Co się stało? — zapytała głupio Aksamitka. 
Kretyńskie pytania jedynie podniosły mu ciśnienie. 
— Przestałaś się bawić w szczęśliwą rodzinkę, że znów sobie o mnie przypomniałaś? — zarzucił jej. 

<Aksamitko?>

17 listopada 2022

Od Aksamitnej Łapy(Aksamitnej Chmurki) CD. Srokoszowej Łapy(Srokoszowej Wzgardy)

Najbardziej pasującym do niego określeniem, które przywodził jej na myśl za każdym razem, gdy tylko zjawiał się w zasięgu jej wzroku, było "żywa zagadka". Głównie przez wzgląd na skomplikowany charakter niebieskiego, nie potrafiła ustalić jednoznacznej opinii na jego temat. Dla niej w każdym tkwiło jakieś dobro, więc nie była w stanie pojąć, dlaczego jej rodzeństwo patrzy na kocura tak krzywo. Nawet jeśli nie sprawiał wrażenia najprzyjemniejszego w obyciu, nie składał się również z samych wad, aby wykazywać wobec niego czystą nienawiść.
— Nie uciekaj — poprosiła, jednak zbyt późno, bo on i tak ruszył w tylko sobie znanym kierunku. Istniała możliwość, że mógł ją jednak usłyszeć i zwyczajnie w świecie zignorować, lecz tej opcji nie wzięła pod uwagę. W ten sposób automatycznie zgodziłaby się z powstałym na temat Srokosza przekonaniem, że to zwykły gbur i prostak. A przecież nawet na takiego nie wyglądał. Równie niski co ona, z wiecznie zwieszonym nisko ogonem, spoglądający na każdego wypełnionymi lękiem ślepiami. Ktoś taki nie mógł być aż tak zły. Owszem, nieraz słyszała o omylnych pozorach, a jednak kocur wciąż w jej mniemaniu był po prostu niegroźny, zagubiony i głupiutki.

***

Nie potrafiła bawić w śniegu tak samo, jak zaledwie parę dni przed zgromadzeniem. Wtedy, gdy u jej boku tkwił masywny uczeń, spoglądający ze spokojem na każde głupstwo, którego się dopuszczała. Tamtego dnia obiecali przynieść jej piękne piórka, podczas gdy ona z dumą zajmowała ich ulubione do przesiadywania miejsce. Nie mogła jednak usiedzieć zbyt długo na czterech literach, więc gdy tylko ktoś zaoferował jej wspólny patrol, opuściła tereny obozu, skrycie licząc, że po powrocie zastanie brata z obiecanym podarunkiem. Miała wizję, której nie było dane jej ostatecznie spełnić.
Była pewna, że spotkanie klanów pozwoli jej pochwycić jakiekolwiek przydatne informacje na temat jego obecnego miejsca pobytu. Niektórzy uznali, że uciekł, inni, że porwał go obcy klan bądź dwunożni. Najgorszą możliwością, której nawet nie chciała przyjąć do świadomości, była śmierć. Termin brzmiący groźnie i będący dla niej czymś nie do końca zrozumiałym. Odejście z tego świata w inny sposób, niż przez starość, brzmiało okrutnie. To odbieranie komuś szansy na przeżycie w jak najlepszy sposób młodości, która wcale nie jest taka długa.
Wsunęła swój łeb do legowiska wojowników. Tak wiele znanych zapachów zmieszanych w jedną, intensywną woń. Nic nie wyróżniało się, więc polegając na zmyśle wzroku, rozejrzała się po otaczających ją kotach.
Niedźwiedzia Siła przykuł jej uwagę, ale zaraz to otrząsnęła się, mówiąc sobie stanowcze "nie". Nie zasługiwał w tym momencie na jej towarzystwo, choć jej pełne miłości serce nie pozwalało się na nikogo gniewać. Pointka uniosła dumnie łeb i minęła burego w taki sposób, że ogonem musnęła jego łapę. Nie otrzymała żadnej reakcji. Czyżby aż tak pochłonęły go myśli o Lamparciej Gwieździe?
Zignorowała to ukłucie zazdrości. Poszła dalej i bez ostrzeżenia przycupnęła przy niebieskim, wtulając się pyskiem w jego bok. Nie był tak wielki i masywny jak Niedźwiedź, ale w jego niskiej posturze również było coś uroczego.
— Co ty robisz? — wykrztusił, stawiając uszy sztywno. — Nie lep się ta...
— Muszę — przerwała śmiale. — Od dziś będę spać przy tobie — oświadczyła, nie czekając ani na jego zgodę, ani na reakcję. Oparła pysk o jego bark i zmrużyła oczy, spoglądając na burego kocura, do którego miała uraz. — Od dzisiaj ty jesteś moim głównym przyjacielem. Pomagałeś mi znaleźć Wilczka i wierzę, że jeśli dalej będziemy współpracować, to prędzej czy później ściągniemy go tutaj — dodała z często spotykaną u niej w głosie pewnością.

<Srokosz?>

21 października 2022

Od Srokoszowej Łapy CD. Aksamitnej Łapy

— Srokoszku! — aż ciarki przebiegły po jego grzbiecie. 
Niechętnie spojrzał na wpatrzone w niego morskie ślepia. Aksamitka jak co dzień przepełniona miłością i szczęściem wręcz lśniła w mroku codzienności...
Zjeżył się, kładąc po sobie uszy. Znów przyszła gadać mu bzdety. Miał jej dość. Wciąż plotła dziwne rzeczy, lizała wszystkich, mówiła bezwstydne rzeczy, które wprowadzały go w tak niezręczny stan. 
— Słuchaj, bo skoro wszystko się teraz zmienia, to uznałam, że ty też powinieneś się zmienić. Musisz przestać być takim gburkiem i zacząć być miłym dla innych. Zacznij ode mnie. Powiedz mi coś miłego! — już nabrał powietrza, by wykrzyczeć jej, że coś jej się w mózgu przegrzało, ale go wyprzedziła. — O, albo ja dam ci przykład. Masz futerko mięciusieńkie jak meszek, a twoje oczka są pomarańczowe niczym... niczym ogień piekielny!
Aż zgubił język w gębie. Speszony uciekł od niej spojrzeniem. 
— Widziałaś kiedyś ogień piekielny? — burknął cicho, wciąż spoglądając w inną stronę. 
Kotka podskoczyła wesoło. 
— W noc Zgromadzenia wiele świateł tańczyło na niebie. — oznajmiła rozmarzonym głosem. — A więc? Czekam na mój komplement. Zobaczysz, trzy księżyce treningów ze mną, a nawet Lamparcia Gwiazda będzie cię uwielbiał! — stwierdziła.
Srokosz trzepnął ogonem. Kolejny poroniony pomysł wypadł z łaciatego pyska. Nie rozumiał dlaczego wciąż go męczyła. Cała reszta jej przeklętego rodzeństwa go nienawidziła. Tylko ona nie chciała wciąż się odczepić. 
— Jesteś tępa, jak kamień. — prychnął, by się odczepiła. 
— Oh, dziękuję. — miauknęła, poprawiając futerko. — Kamienie są takie tajemnicze i trwałe. Jak myślisz, mają może własne sekretne życie?
Zmarszczył nos, wyobrażając sobie kamienne życie towarzyskie. Szybko odrzucił tą myśl, kręcąc łbem.
— Czekam na kolejne miłe słowa. — poinformowała, uśmiechając się lekko. — Spraw, żeby moje serce zabiło szybciej! — miauknęła teatralnie, przyjmując dziwną pozycję. 
Niebieski skrzywił się, próbując ukryć rozbawienie.
— Nie. Co z tego będę miał? Nic. — mruknął, przyspieszając kroku. 
W towarzystwie kotki czuł się dziwnie. Jeszcze ostatnio uznała, że jest jej. Jej jej. Wspomnienie wydarzenia na zgromadzeniu sprawiło, że zrobiło mu się gorąco. Do dziś nie był pewien co miała na myśl. Wstydził się zapytać. Ośmieszyć. 
— Jak to co z tego będziesz miał? Więcej komplementów ode mnie! I może przytulasa. — zatańczyła zabawnie brwiami. 
Musiał ugryź się w język, żeby się nie uśmiechnąć. 
— No dobra. — prychnął, udając niezainteresowanego. — Masz oczy... nie, znaczy... — speszył się z lekka, czując na sobie spojrzenie morskich ślepi. 
Lekki uśmiech. Falującą na wietrze liliową sierść. Przyjemny zapach kojarzący się mu ze słońcem. Wbił twarde spojrzenie w ziemię, czując jak serce podchodzi mu z nerwów do gardła. 
— Masz... ogon niczym kłącze traw. Taki długi... i puszysty... — wydukał z siebie kompletnie randomowe słowa, zupełnie, jakby sam był niespełna rozumu. 
Zestresowany tym, że znienawidzi go to po tym co z siebie wypluł, zastygł przerażony. Niezdolny do spojrzenia na kotkę. 
— Oh, nigdy nie słyszałam tak pięknych słów. — stwierdziła wzruszona Aksamitka. 
Poczuł ciepło otulającego go. Ciepło, którego nie czuł od wielu księżyców. Zaskoczony i otumaniony tym nie ruszył się na milimetr. Chciał pozostać w tym stanie, jak najdłużej się da. Bał się odezwać. Poruszyć. Zaczerpnąć oddechu. 
— Wszystko w porządku, Srokoszku? — miauknęła lekko zdziwiona szylkretka. — Postanowiłeś udawać kamyk? 
Kiwnął łbem, za bardzo nie mając niczego innego we łbie. 
— Musze iść. — wymamrotał, czując jak wszystko go pali od środka.

<Aksamitka?>

[przyznano 5%]


12 września 2022

Od Aksamitki(Aksamitnej Łapy) CD. Srokosza(Srokoszowej Łapy)

Zmrużyła oczy, uruchamiając w swojej głowie proces intensywnego myślenia. Sama chciała rozwikłać, które miejsce jest przez niego uważane za wariatkowo, ale zamiast tego, co rusz wyobrażała sobie skaczące dookoła siebie różowe wiewiórki ze skrzydłami.
W końcu z głębokim westchnięciem usiadła, zrezygnowana swoimi niepowodzeniami.
— Poddaję się! — miauknęła z żalem. — Jakie wariatkowo? O czym dokładnie mówisz? — spytała.
— O tym wszystkim. O całym klanie — odparł, patrząc na nią jak na skończoną idiotkę. — A o czym pomyślałaś? — mruknął podejrzliwie, odsuwając się o kolejny krok, zapewne dla własnego bezpieczeństwa.
— No właśnie o niczym! Myślałam, że masz jakieś problemy ze sobą i w twojej głowie dzieje się coś strasznego, przed czym próbujesz uciec, ale nie możesz, bo to jest częścią ciebie — wyjaśniła, patrząc z zafascynowaniem, jak wyraz jego pyska zmienia się wraz z każdym jej słowem. — Masz minę jak grzyb.
— Co? — prychnął, uderzając ogonem o ziemię. — Sama wyglądasz jak grzyb!
Oczy zaszkliły jej się ze wzruszenia.
— Ojeju, naprawdę? Dziękuję! Nie jestem przyzwyczajona do takich komplementów — przyznała, mrucząc z zadowolenia. — Gdybyś był grzybem, to byłbyś prawdziwkiem, bo jesteś taki prawdziwy! — stwierdziła. — Nie jesteś tylko wytworem mojej wyobraźni, bo istniejesz naprawdę! — dodała.
Niebieski przekrzywił głowę i prychnął, odwracając się do niej bokiem.
— Wiesz co? Zapomnij o tej pomocy, sam sobie poradzę — burknął, uciekając.
— Ah... — Zachłysnęła się powietrzem. — To... to dobrze, że jesteś taki samodzielny! Do zobaczenia później! — krzyknęła w ślad za nim, licząc po cichu, że jeszcze wróci.
Nie stało się jednak tak, jak chciała. Jedyne, co po nim zostało, to ślady łap w śniegu.

***

Ta cała przeprowadzka brzmiała ekscytująco. Nie rozumiała, co dokładnie stało się na ostatnim zgromadzeniu, ale podobno nie było to nic dobrego. I rzeczywiście, krew na ziemi, pełne agonii krzyki i rzucane między wojownikami przekleństwa nie były niczym przyjemnym, jednak cieszyła się, że przeżyła. A skoro muszą zmienić tereny, to może niektórzy zmienią swoje nastawienie do życia.
Dla przykładu taki Srokosz. Chociaż w końcu oficjalnie zgodził się na bycie jej przyjacielem, tak wciąż wydawał się wiecznie speszony i niechętny do wszystkich Klifiaków. Postanowiła zostać jego mentalną trenerką i naprawić go.
— Srokoszku! — zamruczała, dostrzegając go, niechętnie przebierającego łapami do przodu. Gdzieś przed nimi wędrował Klan Nocy, a zza ich pleców dało się dostrzec Burzaków. Aksamitka była zafascynowana tak wielką liczbą znajomych, ale postanowiła na razie skupić się na niebieskim. — Słuchaj, bo skoro wszystko się teraz zmienia, to uznałam, że ty też powinieneś się zmienić. Musisz przestać być takim gburkiem i zacząć być miłym dla innych. Zacznij ode mnie. Powiedz mi coś miłego! — poprosiła, ale zaraz na nowo otworzyła pysk. — O, albo ja dam ci przykład. Masz futerko mięciusieńkie jak meszek, a twoje oczka są pomarańczowe niczym... niczym ogień piekielny!

<Srokosz?>

[przyznano 5%]

04 września 2022

Od Srokosza (Srokoszowej Łapy) CD. Aksamitki (Aksamitnej Łapy)

Spojrzał zdezorientowany na kotkę. Brała coś?
— Nie uderzyłaś się za mocno w łeb? — prychnął, odsuwając się od niej. 
Ślepia o morskiej barwie spojrzały na niego nieco zaskoczone. 
— Nie, ale dzięki, że pytasz to bardzo troskliwe z twojej strony. — kotka uśmiechnęła się szczerze.
Srokosz był pewien jednego. Wariatka. Kompletna wariatka. Nie miał zamiaru przebywać z kotką ani uderzenia serca dłużej. Ani z tej stukniętym bratem zabijaką. Wycofał się jeszcze trochę, aż dotknął tyłkiem drzewa. Nie miał jak dalej uciekać. 
— Czemu tak wciąż się odsuwasz? Bawimy się w berka? — zapytała, podchodząc bliżej. 
Niebieski zjeżył się. 
— Bo jesteś leśnym potworem! — krzyknął na nią. — Śmierdzisz!
Spojrzał wyczekująco na nią, nerwowo dysząc. Lecz zamiast złości ujrzał znów coś innego. 
— Oh, naprawdę? Dziękuję za informację, postaram się to poprawić. — odparła kotka. — Polecasz coś? 
— Żebyś poszła do tego swojego Posranego Władcę Wszelkich Kulek z Mchu i zostawiła mnie w spokoju! 
— Tylko nie wiem gdzie jest. Chciałbyś może go ze mną poszukać? — zaproponowała wesoło. 
Srokosz coraz bardziej był na skraju wybuchu. Nieważne co mówił. Od kotki to odbijało się. Spływało jak po kamieniu. Nic nie docierało. A przynajmniej nie tak jak chciał. Nie wiedział co zrobić, jak uciec. Już wolał tamtego bezmózga. 
— Oh, coś się stało? — zapytała, widząc jego załamanie. — Jeśli coś cię martwi możesz mi powiedzieć. Chętnie pomogę. Możesz na mnie liczyć. — zaoferowała kotka. 
Trzepnął ogonem. Ostatnie czego chciał to jej pomocy. Jej durnego wyrazu pysku. Idiotycznego uśmiechu. Morderczych morskich ślepi. 
— Tak? — syknął nieco agresywnie. — To pomóż mi uciec z tego wariatkowa. — zażądał. 

<Aksamitka?> 

24 sierpnia 2022

Od Aksamitki(Aksamitnej Łapy) CD. Srokosza(Srokoszowej Łapy)

Od samego początku zjawienia się nowych kociąt, pragnęła uczynić z nich swoich nowych znajomych. Oczywiście niee byle jakich znajomych, ona mierzyła dużo wyżej. Wszyscy mieli być jej przyjaciółmi. Lubiła każdy i oczekiwała, że jej miłość będzie wzajemna.
Dlatego gdy tylko niebieski kocur wyszedł na zewnątrz, podekscytowana ruszyła za nim, ciesząc się z chwili sam na sam, gdzie mogłaby mu spokojnie wyjaśnić swe intencje. Co było złego w chęci zdobycia z nim lepszych relacji?
Nic, ale nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, dostała błotem w pysk. Uśmiechnęła się rozbawiona, widząc, że kocur nie zauważył jej i nie zrobił tego specjalnie. Problem okazał się inny, bo Urdzik wychylający się za nią ze żłobka odebrał to inaczej i rzucił się na młodszego z pazurami.
Kiedy po krótkiej szarpaninie Aksamitka uspokoiła brata, Srokosz czmychnął przed nimi na drugi koniec obozu, krzycząc obraźliwie słowa.
Serce zastygło jej na moment w bezruchu. Spojrzała na stojącego obok kocurka, na którego pysku tkwiła pewnego rodzaju duma.
— I dobrze, niech ucieka — fuknął, za co zaraz dostał od siostry z łapki w bok. — Ała? — skrzywił się, patrząc na nią pytająco. — Za co?
— Wystraszyłeś go! A miał być moim przyjacielem! — rzuciła z oburzeniem. — Wracaj do mamy, ja idę się z nim zakolegować! — oświadczyła hardo, ruszając w stronę, w którą uciekł niebieski.
Usłyszała za sobą kroki, toteż od razu stanęła i spojrzała z niedowierzaniem na drepczącego za nią Urdzika.
— Nie, ty masz iść! Czemu nie rozumiesz? — spytała zapłakana. — Do domu! Wracaj tam!
Czarny przekrzywił łebek, a Wilcza Pogoń, słysząc dziecięce krzyki, wyszła z kociarni, patrząc po swoich potomkach oczekująco. Jej wzrok wręcz żądał wyjaśnień.
— O, mamo! — Aksamitka momentalnie ożywiła się, a w jej sercu zaiskrzyła nadzieja. — Musisz go zabrać. Pogniewał się ze Srokoszem i on gdzieś tam pobiegł. Ja bym bardzo chciała go pocieszyć, a Urdzik chce iść za mną i psuć wszystko!
Karmicielka westchnęła, zmęczona ich kolejną dawką jojczenia. Mimo to uśmiechnęła się lekko.
— Dobrze, ale będę tu stać i obserwować was, jasne? A ty Urdzik zostajesz ze mną — dodała ku uldze córki.
Ta nie czekała dłużej, słysząc pełne oburzenia słowa kocura. Popędziła w stronę, w którą czmychnął niebieski i zaraz to znalazła
wystającą zza krzaków ciemną kitę.
— Bawimy się w chowanego? — spytała z ekscytacją, pacając go w ogon. — Znalazłam cię! Teraz ja mam się chować?
Srokosz podskoczył i obrócił się pyskiem do niej, jednocześnie cofając się.
— Z-zostaw mnie — wymamrotał, kładąc uszy po sobie.
— Ale co ty robisz? Ja chcę się tylko z tobą zaprzyjaźnić! — rzuciła weselej, zbliżając się ku niemu o krok. — O jakich leśnych potworach wcześniej mówiłeś? Masz na myśli Omszonego Władcę wszelkich kulek z mchu? Też go nie lubię, ale nie martw się, jeśli przyjdzie zrobić nam krzywdę, to Daglezja skopie mu dupę! Obiecała mi to! — zapewniła.

<Srokosz?>  

20 sierpnia 2022

Od Srokosza

*przed mianowaniem dzieci Wilczej*

Kolejny deszczowy poranek. Błoto rozlegało się w wszelkich zakamarkach obozowiska. Srokosz nienawidził go. Klejącej się, niesmacznej mazi. Tak - niesmacznej. Daglezja wmówiła mu pewnego deszczowego dnia, iż ów niekształtna breja to niebyle jaki przysmak wśród leśnych klanów. Naiwność tamtego dnia dała mu nauczkę na każdy kolejny. Nie mógł wierzyć leśnym śmierdzielom. Zadufanym w sobie. Brudnym. Pełnym arogancji. 
Nienawidził każdego z nich! 
Brudne i śmierdzące dzikusy. Zły i zirytowany swoją bezradnością wyszedł na dwór.
— Srokoszu, wracaj, przeziębisz się! — krzyknęła za nim Kalinowa Łodyga. 
— Zamknij się! — pisnął zły, zaraz żałując tych słów, widząc smutek malujący się na pysku kotki. 
Wyszedł na deszcz. Krople niesfornie uderzały w jego drobne ciałko. Zaczął tupać łapami. Błoto rozchlapało się wokół niego. Zdenerwowany na nie uderzał coraz mocniej i mocniej. 
— Ojejku. — zawołała szylkretowa koteczka.
Plama błota ściekała z pyszczka kotki. Zaskoczone ślepia przypominające mu tego koślawego łysolca przyglądały się mu. Srokosz zjeżył się. Pewnie zaraz odwdzięczy się mu tym samym. 
— COŚ TY ZROBIŁ, DIABELSKI POMIOCIE?
Srokosz odwrócił się, by ujrzeć za sobą wściekłego kocura. Znów ślepia o tej samej barwie zalśniły mu przed pyskiem. 
— GIŃ, GNOJU! 
Ciemna łapa uderzyła go z całej siły. Srokosz pisnął. Kolejny bezmózgi brutal czyhał się na jego życie. 
— Zostaw mnie śmierdzielu! — krzyknął, wskakując na niewielki kamyk, by chociaż na uderzenie serca być wyższym od czarnego. 
— Sam śmierdzisz! — wrzasnął tamten. — Zobacz co zrobiłeś mojej siostrze! Przeproś! Błagaj ją o litość.
Srokosz spojrzał w stronę nieco zdezorientowanej kotki, która uśmiechnęła się do niego lekko, ścierając klejącą się ciecz z pyszczka. Speszony uciekł wzrokiem.
— Nigdy! Wypchaj się błotem! — syknął, rzucając w kocura. 
Czarny prychnął i ściągnął go z kamyka. Ciemna łapa wbiła go w błoto. Próbował się wyrwać, lecz jego pysk skończył w lepkiej mazi. Piszczał i wiercił się. Nie mógł tak zginąć. Tak błaho i przez leśnego dzikusa! 
— Urdzik, puść go proszę. — dotarło do jego uszu. 
Łapa przyciskająca go do gruntu zniknęła. Szybko zerwał się na łapy. Błoto z niego z ciekało. Ciężko dyszał, łapiąc powietrze. Spojrzał na patrzące na niego rodzeństwo. Na te morskie ślepia. Zwiastun śmierci i zagłady. 
— Nienawidzę was, leśne potwory! — wykrzyczał, uciekając speszony. 

<Urdzik? Aksamitka?>