BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojenna Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojenna Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

12 kwietnia 2016

Od Warstar CD Mistyshade

Jęknęłam w duchu.
Nie chciałam go narażać - był jeszcze młody, pewnie głupi i pochopny. Wystarczy śmierć Wolfstara, które znacznie osłabiło naszą siłę przywódczą i militarną. W końcu nadal nie mamy zastępcy przywódcy.
- Masz rację, on zabił Wolfstara. A Wolfstar znacznie przewyższał i Ciebie, a może i nawet mnie swoimi umiejętnościami. Więc daję Ci ostatnią szansę...
- Nie. Nie ucieknę. Nie będę tchórzem - przerwał mi, na co westchnęłam.
- Skoro tak stawiasz sprawę... walczmy - rzekłam zachrypniętym głosem.
Wiedziałam doskonale, że przeciwnika lekceważyć nie można za nic. Jest silny, przynajmniej jest sam...
Westchnęłam.
Stoneclaw tymczasem patrzył na nas pytającym wzrokiem, marszcząc brwi, jakby chciał zapytać, dlaczego wybudziliśmy go z popołudniowej drzemki. Wyglądał... niewinnie. Nie, on nie jest niewinny.
Spojrzałam na Mistyshade'a. Szykował się do ataku, patrząc na mój ruch. Nieznacznie zaprzeczyłam - musiałam coś wymyślić, jakiś plan. Bez planu nie mamy szans. Nie pokonamy go skacząc na niego z wojowniczym wrzaskiem.
Wtedy wpadłam na pomysł... może głupi, ryzykowny i bezmyślny. Jednak doszłam do wniosku, że lepiej to, niż nic.
Kiwnęłam na mojego towarzysza, aby się przygotował. Zrozumiał polecenie i uważnie obserwował sytuację, wyostrzył zmysły.
Dobrze.
Będzie dobrze.
Zaczęłam się poruszać. Stoneclaw wbił we mnie swoje spojrzenie, uśmiechając się szeroko.
- Dobrze wiecie, że mnie nie pokonacie.
- Możliwe - odparłam z dziwnym jadem i spokojem w głosie.
- Więc po co to robisz?
- Dla... zemsty.
Wlepił we mnie swoje spojrzenie jeszcze intensywniej.
- Zemsta? - zmarszczył brwi, po czym się zaśmiał.
- Nie, miłosierdzie, wiesz? - pomyślałam.
- W sensie za mojego braciszka? - uśmiechnął się perfidnie - Chyba sobie żartujecie! Takich jak on jest tysiące. On na nic nie zasługiwał... był tylko... śmieciem - dokończył, po czym napluł przed siebie.
Mistyshade wtedy nie wytrzymał - w sumie, nie dziwiłam się. Miałam ochotę zrobić to samo.
Skoczył na niego bez namysłu.
- Co za idiota... - pomyślałam.
- Nie tak pochopnie! - krzyknęłam, po czym podbiegłam w stronę walczących kotów.

<Mistyshade? Opisałabym walkę, ale nie mam weny. ;cc>

30 marca 2016

Od Warstar

Przechadzałam się po terenach klanu, którym niegdyś zarządzał Wolfstar.
To były inne czasy, i, zdawać się mogło, nie powinno się do nich wracać. Ja jednak nigdy tak nie uważałam i wracałam do nich w każdej wolnej chwili. Teraz cały obowiązek spadł na mnie, i nie ukrywam, łatwe to nie było. Do tego martwiło mnie zachowanie innych kotów z klanu, i rzecz jasna - samotników... Jedno było pewne - coś ktoś planował, a ja za wszelką cenę musiałam to rozgryźć.
Westchnęłam.
Dlaczego ja?, pomyślałam, po czym spojrzałam wymownie w niebo.

~*~

Poczułam pojedyncze krople deszczu na mojej sierści. Z chwilą było ich coraz więcej, aż cała przesiąkłam wilgocią.
Ale nie przeszkadzało mi to. Teraz nie miało to znaczenia, bowiem to i tak nic nie zmieni. Bo co niby? Skierowałam się w prawo, lustrując dokładnie teren. Coś mi nie pasowało, ale nie miałam pojęcia co.

~*~

Przeskakiwałam kolejny krzak w celu odkrycia źródła mojego zaniepokojenia. Może i powinnam siedzieć cicho, ale jak najprędzej chciałam odkryć, co mnie niepokoi.
Czekałam, wytężając zmysły.
Po chwili usłyszałam krzyk. Bez wahania pobiegłam najszybciej jak mogłam w kierunku miejsca, skąd go usłyszałam.

<Ktoś? Ktokolwiek? Nikt mnie nie lubi, no cóż, takie przeznaczenie forever alone'a ;-; Co do opka wyszło jak wyszło, bo mam wyjątkowo mało czasu i weny. Cóż, zdarza się. >

24 lutego 2016

Od Warstar

Lider.
Poważnie?
Nigdy nie spodziewałabym się, że Wolf umrze. I to w taki sposób. Nie byłam emocjonalnie ani fizycznie gotowa na jego śmierć. Zdawałam sobie sprawę, że gdyby to się stało, przejęłabym jego stanowisko.
Ale że tak wcześnie?
Nie byłam na to gotowa.
W głębi serca wiedziałam, kto za tym stoi. I musiałam z nim na ten temat porozmawiać, o ile będzie to możliwe.

Westchnęłam. Czas ruszyć zad i do roboty. Przydałby się mały patrol, bo coś mi mówi, że od czasu śmierci poprzedniego lidera nikt tego nie robił.

***

Znajdowałam się w Obozie. Przypomniałam sobie chwile spędzone w klanie - dołączenie, awans za zastępcę, śmierć Wolfstar'a, Awans na lidera. Tak mało czasu, tyle wydarzeń... Wydawałoby się, że ledwo co tu dołączyłam i zostałam liderem. Ale tak mi się tylko wydawało - tak naprawdę minęło dużo czasu od tamtej chwili.
Skierowałam się na północ, w kierunku Mokrych Oczu. Byłam tam zaledwie parę razy, a to miejsce wywołało kolejne i kolejne wspomnienia...
Za dużo wspomnień.
Za dużo myśli.
Za mało życia.
Skręciłam i już po chwili stałam przed Suchym Drzewem. Było... całkiem spore. Owszem. Spore. I suche. Nie byłam w stanie znaleźć innych określeń, byłam zbyt zajęta moją własną głową. Całkowicie odpłynęłam, myśli przejęły nade mną władzę.
Nade mną i moim umysłem.
Jęknęłam cicho, na co błyskawicznie zareagowały ptaki siedzące na drzewie, których nie zauważyłam wcześniej. Czarne jak noc kruki błyskawicznie wzbiły się w powietrze, zostawiając po sobie parę kruczoczarnych piór na ziemi.

Szłam Drogą Grzmotu. Przede mną rozciągały się cztery masywne drzewa, zwane Czterema Dębami. Gdzieś w oddali usłyszałam ciche popiskiwanie myszy, charakterystyczne odgłosy wydawane przez dzięcioła czy szum rzeki. Nie zwracałam jednak na nic uwagi. Znajdowałam się na terytorium neutralnym, co oznaczało wysokie ryzyko zaatakowania przez samotników... A właściwie jednego samotnika. Niebezpiecznego samotnika.
Kogoś, kto zabił lidera.
Kto zabił Wolfstar'a.
Stoneclaw.
Ale w sumie, to skąd wiedziałam, że znajdował się właśnie tu? Równie dobrze mógł się szlajać po terenach Dwunożnych, bądź innego klanu.
Nie wiem, skąd.
Nie wiem, czy w ogóle tu był.
- Proszę, kogo mój nos czuje?
Stoneclaw. Wiedziałam, że musi tu być. Musiał.
Odwróciłam się błyskawicznie z zamiarem spojrzenia w jego oczy.
Mile się zaskoczyłam.
- Co za niespodzianka. Brak oczu, co? Stało się coś? To... pamiątka po czyjejś śmierci? - syknęłam nieprzyjemnie.
- Całkiem możliwe. Co cię sprowadza, piękna, w dniu swojej śmierci do 'rzeźnika', który zaraz utnie ci łeb?
- Nie dam się tak łatwo zabić, jak zabiłeś lidera.
- Ty będziesz następna.
Bezceremonialnie rzucił się na mnie, a właściwie w miejsce, w którym stałam parę milisekund temu.
Odetchnęłam z ulgą. A więc z moim refleksem nie jest jeszcze najgorzej, co? Czy to zwyczajne szczęście?
- Rozpruję ci brzuch i będę bawić się twoimi flakami po tym, jak brutalnie cię zabiję! Zobaczysz!
- Ty niestety tego nie zobaczysz.
Wykonałam następny unik, następny i następny. Samotnik ciągle nie przestawał napierać. Skakał, ciął i drapał - to wszystko, aby się mnie pozbyć.
O nie, nie dam się tak łatwo. Nie jemu...
Przez cały czas on atakował, ja broniłam. Był silniejszy ode mnie i używając zaledwie połowy swojej prawdziwej siły prawie mnie pokonywał. Nie byłam wystarczająco silna. Ale na szczęście - moim atutem jest szybkość i zwinność. No i spryt, powiedzmy. Więc jest jakaś szansa... na zwycięstwo.
- Jest się na skraju wytrzymałości, co? - mruknął cicho, uśmiechając się lekko.
Mówiąc to, wykonał jeden z silniejszych i szybszych ataków. Nie byłam w stanie się obronić - siła uderzenia była zbyt wielka. Pazurem drasnął w oko, przecinając je w poprzek.
Syknęłam z bólu.
Nigdy czegoś takiego nie czułam.
I nie chodziło tu o ból...
Ale o determinację.
Walczyłam bowiem z kimś, kogo kochałam...
Tak, to pewnie dziwnie brzmi. I zapewne nigdy się do tego nie przyznam. Ani jemu, ani nikomu, ani mnie. Tym bardziej mnie.
Wstydziłam się tego niemiłosiernie. Zakochać się w... kimś takim. Bezlitosnym zboczuchem, kanibalem, mordercą. To nie był książę (kot) na białym rumaku.
Więc odgrodziłam to uczucie od siebie i nie pozwalałam, aby mnie dosięgało.
I teraz z nim walczę. I nie będę mieć dla niego litości.
Nie zważając na piekący ból w oku i w miejscu, gdzie przecięto skórę razem z okiem, rzuciłam się na niego.
Nie było to najrozsądniejsze wyjście, ale co mogłam zrobić?

***

Leżałam na ziemi, przy Czterech Dębach.
Stoneclaw'a nie było.
Pamiętam tylko tyle, że z nim walczyłam...
Zadał cios w moje oko, a potem się na niego rzuciłam, rozpruwając mu gardło.
Czy zrobiłam mu coś poważniejszego?
Oby tak.
Sekundę po tym poczułam ból. No tak, rana.
Udałam się jak najszybciej w stronę mojego klanu, do medyka.

<Stoneclaw? Może nie wyszło najlepiej, bo weny nie było za grosza, ale coś tam z niej wydusiłam, jak zwykle - wypociny. Jakieś pomysły?>

22 grudnia 2015

Od Warstripe CD Stoneclaw

 Szczerze? Miałam ochotę rozszarpać go na strzępy.
Oczywiście, uczyniłabym tak w głębi duszy, jednak zdawałam sobie sprawę, że gdybym zrobiła coś takiego, najprawdopodobniej straciłabym moją posadę - o ho! Co więcej, zostałabym wydalona z klanu, bądź... skazana na śmierć.
Nie miałam ochoty umierać.
W odpowiedzi jednak prychnęłam, przeklinając jego głupotę.
-Jesteś aż tak tępy, czy tylko udajesz? - syknęłam, spod przymrużonych powiek.
Kocur gwałtownie zatrzymał się w miejscu. Błyskawicznie odwrócił się w moją stronę, podskoczył niemalże na dwóch łapach, spojrzał swoim oskarżycielskim wzrokiem w moje oczy, po czym odpowiedział.
-A jak uważasz? - odparł znużonym, nieco zbitym z tropu tonem.
Odwróciłam się. Nienawidziłam, gdy ktoś był blisko mnie. A ten tu koleś był zdecydowanie za blisko.
-Według mnie wcale nie jesteś tępy - powiedziałam powoli, opanowanym tonem, upewniając się, że wszystko zrozumiał - według mnie po prostu jesteś idiotą.
Kot przysiadł, marszcząc nos, spoglądając na mnie powątpiewającym wzrokiem, który - jakie miałam wrażenie - mógł przejrzeć mnie na wylot.
-Tak myślisz?! - gwałtownie podniósł głos.
-Ja tak nie uważam - odpowiedziałam zgodnie z prawdą - ja to wiem.
Kocur syknął urażony. Odwrócił się, po czym zaczął iść w swoją stronę.
-A więc wiedz, że gówno mnie to obchodzi - wzruszył ramionami.
Uniosłam brwi do góry, zaskoczona jego dziwnym zachowaniem *to Stoneclaw, on jest dziwny* i zaczęłam iść w swoją stronę. Po niespełna dwóch minutach poczułam ukłucie na mojej lewej tylnej nodze. Nie zdążyłam spojrzeć w to miejsce, gdy poczułam dotkliwy ból. Ujrzałam krew.
Odwróciłam się w stronę napastnika. No a jakżeby inaczej! Stone!
-Znowu przez ciebie krwawię! - krzyknęłam zdenerwowana. Doprowadzał mnie do szału.
Zerknęłam kątem oka na ranę *o bosz, kolejną*. Nie była obszerna, ale za to bardzo głęboka. Przeklęty Stoneclaw!
-Znudziło Ci się ganianie za ogonem Amethyst, czy jak? - mruknęłam zbita z tropu.
Uśmiechnął się pod nosem.

< Wena była, i wypierdzieliła. ;-; Jakiś pomysł, Stone?>

04 grudnia 2015

Od Warstripe

Zerknęłam nerwowo w lewo.
Może to dziwnie zabrzmi, ale od jakiegoś czasu coś się ze mną działo. Widziałam różne, nieistniejące rzeczy. To tak, jakby dotychczas wierny mnie mój mózg zaczął płatać mi figle. Przykład? Idę sobie, całkiem spokojnie, a tu centralnie przed mą osobą widzę innego kota, którego rzeczywiście nie ma. Albo, gdy już miałam zamknąć powieki w celu zaznania spokoju i odpoczynku, moje oczy dostrzegły dziwny kształt stojący przede mną. A po chwili znikał.
Zdecydowanie coś się ze mną działo.
Nie miałam teraz ani czasu, ani chęci, by udać się do medyka. Zresztą, co by powiedziała Rainymist? Upadlam na głowę? Moja zryta psychika daje o sobie znać? Albo za dużo kocimiętki? Pff!
Z głębokiej zadumy wyrwał mnie jeden dźwięk. Był to dźwięk łamania gałęzi, idealnie nade mną.
Jedna sekunda, i pff!
Jakaś około 10-kilogramowa kupa futra uderzyła we mnie z prędkością światła.
Syknęłam w duchu, po czym spojrzałam na "napastnika".
Wręcz nie mogłam uwierzyć. Miałam wrażenie, jakby to była kolejna bezużyteczna halucynacja.
A jednak.
-No cześć. Dawno się nie widzieliśmy, nie? - powiedział kocur, nadal ze mnie nie schodząc. *okej, to brzmi dwuznacznie*
Jęknęłam, klnąc w duchu.
-Jest tyle klanów, tyle kotów, zarówno tych należących do jednego z klanów, jak i Pieszczoszków Dwunogów, a ja muszę mieć takiego pecha, żeby trafić akurat na ciebie!
-Ja już tak mam. Przyciągam.
Prychnęłam w odpowiedzi.
-Raczysz ze mnie zejść, czy raczej zamierzasz cały czas mnie przygniatać?

< Stoneclaw?>

Od Warstripe

Ziewnęłam przeciągle, dosłownie natarczywie wbijając wzrok w jeden określony punkt.Robiłam to od jakiejś godziny, i nie ukrywam, znudziło mi się. Miałam jednak dziwne, nieokreślone wrażenie, że coś się wydarzy. Niedługo. I to będzie coś ważnego.
Nie mam pojęcia, dlaczego tak myślałam. Ostatnio zabrakło pewnego rodzaju… adrenaliny? Tak, to odpowiednie słowo. Zabrakło adrenaliny. Kiedy nie należałam jeszcze do klanu, robiłam różne, rozmaite rzeczy, które pochłaniały cały mój czas. A teraz? Pustka. Całkowicie spokojne, pozbawione jakiegokolwiek stresu, zdenerwowania, adrenaliny. To nie moja bajka. Nie znaczy to jednak, że żałuję mojej decyzji, wręcz przeciwnie!
Poczułam nieodpartą chęć zrobienia czegokolwiek, co jest ciut inne niż to, co robiłam do tej pory. Zastanowiłam się. Idealną myślą było wtargnięcie na teren innego klanu. Owszem, to całkiem spore ryzyko. Całkiem spore, które nie równa się z tym, co robiłam kiedyś… To wydawało się być pestką.
No, wydawało.

***

Poczułam zimny pot i dreszcze na całym ciele. No, o to chodziło! Wreszcie miałam okazję do zrobienia czegoś… innego.
Skradałam się bezszelestnie, niczym zabłąkany cień. Dziwne porównanie, no ale cóż. Byłam pewna, że nie dało się w jakikolwiek dowiedzieć, w jakiej jestem pozycji – no chyba, że z lotu ptaka.
Znajdowałam się w gęstwinie wysokiej trawy, sięgającej do wysokości około 1,5 metra. Szczerze? Nie miałam pojęcia, na terenach jakiego klanu się znajdowałam. Starałam się iść najostrożniej i najciszej, jak mogłam, do tego szum wiatru skutecznie maskował moją obecność. Jedynym problemem był mój kolor – jestem szara, pręgowana. Taki odcień dałby cokolwiek w ciemnym lesie, czy na bagnach. Ale teraz? Trawa była w odcieniach złota. Widać mnie było na pierwszy rzut oka. Jednak nadto się tym nie przejmowałam. No bo po co?
Usłyszałam ledwo słyszalny szelest jakieś dwadzieścia metrów ode mnie. Wytężyłam wzrok, po czym zobaczyłam skradającego się w moim kierunku kota. Momentalnie zatrzymałam się i naprężyłam każdy mięsień swojego ciała. Przysiadłam, oczekując na ruch. Nieznany mi kocur bądź kotka najwyraźniej niczego nie zauważył, i nadal szedł ku mnie, co nie uszło mojej uwadze.
Uważnie obserwowałam jego/jej ruchy. Osobnik kilka razy oglądał się na boki i za siebie, jakby obawiał się, że ktoś go śledzi. Szedł prosto w moim kierunku, więc miałam powody przypuszczać, że wie o moim położeniu. Więc zapewne nie jest ślepy.
Przyjęłam pozycję do skoku. W chwili, gdy odległość nie wynosiła więcej niż cztery metry, skupiłam się i skoczyłam. Dziwne, że kot nie zareagował na mój ruch z wyprzedzeniem.

< Ktoś?>

21 listopada 2015

Od Warstripe CD Darkheart

W tamtej chwili do głowy nasuwała mi się tylko jedna myśl.
"Po co?"
No cóż, sama nie byłam zdolna odpowiedzieć na to pytanie. Brałam na swoje barki odpowiedzialność za kocura, który stał centralnie przede mną, ze swoim ironicznym uśmieszkiem.
Ktoś musiał go oprowadzić, pokazać cokolwiek, czy coś w ten deseń. Dlaczego ja? Ano pewnie dlatego, że to właśnie ja go tu sprowadziłam. To dzięki mnie znalazł się w tym miejscu. Nie dzięki Unexstar, Wolfstar'owi czy Mintleaf, lub kogokolwiek innego. To właśnie ja sprowadziłam ten włochaty kłopot na terytoria klanu, mojego domu. Mojego domu... to nawet dziwnie brzmi. Nigdy tak o nim nie mówiłam.
-No cóż. Co się stało, to się nie odstanie. - westchnęłam teatralnie. - W drogę.
Ruszyłam mozolnie przed siebie, oczekując ruchu ze strony Darkheart'a. Gdy już myślałam, że zrezygnował, a moje "poświęcenie" na nic, usłyszałam lekki nacisk na glebę.
Uśmiechnęłam się pod nosem mimowolnie. Czeka mnie ciekawe popołudnie.

~*~
-Większa część tej jakże miłej i sympatycznej przechadzki jest już za nami. - powiedziałam kocurowi. - Zbliża się koniec, dochodzimy już do mojego legowiska.
Przypomniałam sobie wcześniejszą sytuację. Spotkanie nieznajomego, gra w trzy pytania. To było dziwne, zdecydowanie.
-Chcesz więc powiedzieć, że za dziesięć minut rozejdziemy się i nie będziemy już dalej się sobą interesować?
-Dokładnie.
Rozejrzałam się dookoła. Mój wzrok przyciągnęły już od dawna nagie pnie drzew, kołyszące się pod wpływem wiatru w jedną i w drugą stronę. Ten dźwięk jednocześnie usypiał, zachęcając do ucięcia sobie dłuższej drzemki, ale i na swój sposób pobudzał, zmuszając do dłuższej wędrówki. Spojrzałam w inną stronę, konkretniej w stronę strumyka, którego dźwięk był cichy i spokojny. Ledwie go dosłyszałam - drzewa zakłócały wszystkie inne, mniej słyszalne dźwięki. Westchnęłam.
-No dobra, trzeba iść dalej. - powiedziałam, po czym spotkałam się z zaskoczonym spojrzeniem Darkheart'a. W tym imieniu było coś, co do niego pasowało.
-Od kiedy tak bardzo masz optymistyczne spojrzenie na świat?
-Jest różnica pomiędzy optymizmem, a chęcią zniknięcia z Twoich oczu.
Uśmiechnął się pod nosem.
-Aż taka jestem zabawna? - prychnęłam.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo.

~*~
-Wreszcie koniec! - uśmiechnęłam się do siebie.
Aktualnie znajdowałam się w mojej "jaskini", a właściwie norze. Nie musiałam już interesować się Darkheart'em - moja wiedza na temat klanu została przekazana, i dobrze. Nie miałam ochoty widzieć teraz nikogo, przynajmniej na razie.
Ziewnęłam, po czym klapnęłam. Byłam zmęczona. Może kot nie zadawał mnóstwa pytań, zachowywał się raczej cicho i przyzwoicie, nie znaczy to jednak, że jego towarzystwo mi odpowiadało. Towarzystwo mało kogo mi odpowiada, tak szczerze.
Nasza "wędrówka" skończyła się na tym, że samiec zniknął bez śladu. Dosłownie.
Gdy zatrzymaliśmy się przy rzeczce z nienaturalnie czystą i orzeźwiającą wodą w celu odpoczynku, kiedy dosięgnęłam wody językiem, poczułam ulgę - zaspokoiłam pragnienie. Po około dziesięciu muśnięciach wody moim szorstkim językiem, obejrzałam się. Ale kota nigdzie nie było. Ani śladu.
Zaskoczona udałam się do jaskini, gdzie zaznałam snu.
Moje zaskoczenie było jeszcze większe, niż wtedy, gdy usłyszałam znany mi głos tuż przy mnie, a już miałam zasnąć.
-...

< Darkheart?>

04 listopada 2015

Od Warstripe CD Darkheart

Mruknęłam coś pod nosem. Trzy pytania? W co on pogrywa?
-Kim jesteś? - zapytałam w ramach pytania numer jeden. Uznałam, że jeśli już z kimś rozmawiam, to wypadałoby znać jego imię...
-Darkheart. - odpowiedział, lustrując mnie uważnie wzrokiem. Nie była to do końca odpowiedź na moje pytanie, ale niech będzie.
-Przybyłeś sam? - zapytałam. Może nie było to zbyt trafne pytanie, które zmarnowałam, jeżeli jeśli doszłoby do walki, musiałam wiedzieć, czy będzie to wyrównana walka.
-Podróżuję samotnie. - odrzekł.
I ostatnie pytanie. Czułam, że innej szansy nie będzie, ale musiałam o to zapytać.
-Czego tu szukasz? Nie wiem, czy wiesz, ale jesteś na terenach Klanu Wilka.
Darkheart zmarszczył nos, analizując to, co przed chwilą powiedziałam.
-Jak już mówiłem, jestem... hmm... samotnym "podróżnikiem", jeśli można to tak nazwać. Natrafiłem na to miejsce przypadkowo. Możesz powtórzyć? Klan Wilka? - zapytał, patrząc mi w oczy.
-Owszem, Klan Wilka. Mogę Cię zaprowadzić do lidera, jeśli zechcesz.
Kocur zastanowił się. Dopiero teraz mogłam mu się przyjrzeć. Miał czarną, krótką sierść, z lekkim dodatkiem białego w kilku miejscach. Jego oczy były dwukolorowe, podobnie jak moje - jedno czerwone, a drugie zielone. Lewe, czerwone oko przecinała niezbyt przyjemna blizna. Zastanawiała mnie jego historia. Ta blizna z pewnością nie wydrapała się sama, a nie wyglądał też na kota, które całe życie spędził w domu ludzi, gdzie był rozpieszczany. Wręcz przeciwnie. Wyglądał, jakby wiele razy dostał od życia kopa w cztery litery. I zapewne się nie myliłam.
-Jeśli chcesz... - powiedział obojętnym tonem.
Uniosłam jedną brew, wstając jednocześnie, po czym zaczęłam iść w stronę miejsca Wolfstar'a. Jeśli na jego terenach grasuje obcy kot, powinien się o tym dowiedzieć. A zwłaszcza, jeśli kocur jeszcze mnie nie zaatakował. Podkreślam: jeszcze.
Odwróciłam się w stronę Darkheart'a. Mroczne serce... ciekawe, jakby jego matka przewidziała, jaki będzie w przyszłości...
Jednak on ani drgnął. Wpatrywał się w pustą przestrzeń, a jego wyraz pyska nic nie dawał po sobie poznać.
Zrobiłam kilka kroków, oczekując ruchu. Po kilkunastu sekundach usłyszałam, jak powoli udaje się w moją stronę. Nie robił tego ani zbyt głośno, ani zbyt cicho - wystarczająco, żebym usłyszała, że się porusza, i tak, żeby ktoś obcy się nie zorientował.
Uśmiechnęłam się pod nosem.


< Darkheart? Wybacz, że dopiero teraz, i za jakość opka, ale ostatnio nie mogę się na niczym skupić... i do tego piszę na telefonie... wybacz. ;v>

26 października 2015

Od Warstripe CD Stoneclaw

Bolało jak cholera.
Jeszcze mocniej, niż tamta łapa, która jakimś cudem była prawie że wyleczona. Prawie.
Kocur przesadził. Owszem, narażałam się, atakując go, ale żeby od razu aż tak, i to w stosunku do kotki? Wiadomo, że byłam fizycznie od niego słabsza.
Mruknęłam coś pod nosem, po czym zaczęłam zastanawiać się, jak paskudnie wyglądam. Zawsze wyglądam paskudnie, ale teraz z pewnością jeszcze gorzej. Cały mój pysk oblany był krwią. Świeżą krwią, która lała się strumienami z okolic pyska, dokładnie na wskos od 'warg'.
Syknęłam pod nosem. Nie było to przyjemne uczucie.
Na to kocur zaśmiał się.
-Nie jesteś już taka odważna, co?
Nagle poczułam chęć zemsty. Skoro już ze mną zawarł, niech się dzieje co chce.
Obmyśliłam plan w dwie sekundy, po czym przystąpiłam do działania. Plan może nie był najlepszy, ale na pewno jest to o niebo lepsza opcja niż poddanie się. O nie, co to to nie! Nigdy!
Zaczęłam piszczeć i skręcać się z bólu, cały czas przy tym sycząc. Położyłam się na plecach, obracałam się we wszystkie strony, wyglądając przy tym jak kot, nad którym ktoś się znęca.
Udawanie szło mi naprawdę dobrze, patrząc ma jego minę. Nie był raczej zbyt inteligentny.
-Co co jest? - zapytał zaniepokojony, marszcząc nos.
-Zakażenie...- wyszeptałam ze sztucznymi łzami w oczach, nie wychodząc ze swojej roli.
Kocur zbliżył się lekko, uważnie mnie obserwując.
-Może wezwać medyka... czy coś...?
W chwili, gdy był pewny, że zaistniała sytuacja nie jest fikcją, wykorzystałem moment i skoczyłam na niego bez zapowiedzi. Spojrzałam mu prosto w oczy, widząc jego urażony i zawstydzony wzrok. Był zbyt dumny, nawet jak na mój gust. Nadal był zbyt oszołomiony, by zrobić cokolwiek. Wykorzystałam sytuację i wbiłam pazury głęboko w jego szyję - idealnie w miejsce, w którym boli najbardziej. Kocur ryknął, po czym zrzucił mnie z siebie *błagam, bez skojarzeń x.x*, tak, że wylądowałam 5 metrów dalej. Usiadłam, po czym z nienaturalnym spokojem zaczęłam oblizywać moją sierść i pazury z krwi. To była udana zemsta.

< Stoneclaw? Błagam, nie rób tylko jej więcej krzywdy, bo się kiedyś odegra XD>

24 października 2015

Od Warstripe CD Unexpectedstar

-Doprawdy? Od kiedy niby? - zapytałam, unosząc jedną brew do góry. Po moim tonie nie można było rozpoznać, czy był to sarkazm, czy wręcz przeciwnie, więc byłam z tego zadowolona.
-Od kiedy zawarłam sojusz z Wolfstarem. - odpowiedziała lekko zbita z tropu.
Mruknęłam pod nosem coś niezrozumiałego, machając ogonem. Rzuciłam podejrzane spojrzenie w jej stronę.
-O co Ci chodzi? - zapytała, lekko marszcząc nos.
Prychnęłam cicho w odpowiedzi.
-Sama musisz się domyśleć. - powiedziałam, po czym zostawiłam ją jeszcze bardziej zmieszaną.

~*~
Udałam się w stronę miejsca, w którym zwykłam wypisać. To niewielka szczelina w sporym głazie, która może uchodzić za pomniejszoną wersję jaskini.
Słońce zachodziło powoli, a co za tym idzie, zbliżała się noc.
Ziewnęłam przeciągle.
W chwili, gdy już miałam wchodzić do mojej szczeliny, usłyszałam znany mi już głos.
-Może powiesz mi, o co Ci chodziło, mhm?

< Unexstar? Nie mam zbytnio pomysłu, ani weny... XD>

23 października 2015

Od Warstripe CD Wolfstar

Wolfstar poruszył nieznacznie swoim ogonem, a właściwie tym, co z niego zostało.
Szczerze, wyglądał paskudnie (nie Wolf, ogon xd). Był pozbawiony 75% sierści, do tego cały w błocie i krwi.
Mintleaf również zwróciła na niego uwagę, po czym gwałtownie odwróciła wzrok. Najwyraźniej nie spodobał się jej jego widok (znów mówię o ogonie).
-Boli? - spytała że wzrokiem wbitym w ziemię.
-Nie. To tylko ogon, nie przesadzajmy. - rzekł dumnie.
Mruknęłam coś pod nosem, po czym chrząknęłam.
-To... to co zrobimy z młodymi? - zapytałam, odwracając uwagę do poszkodowanej części ciała Wolfstara. Oba koty wlepiły we mnie wzrok, prawdopodobnie nie wiedząc,o czym mówię.
-Nora. Młode lisy. - powiedziałam, wchodząc do nory. Gdy tylko się ruszyłam, poczułam dotkliwy ból w przedniej lepiej łapie. Coś się z nią stało. Nie mogłam ma niej stać.
Kulejąc, zobaczyłam 3 młode zwierzęta, które beztrosko patrzyły na mnie wielkimi oczkami, wyczerpująco ruchu. Zbliżyłam się, dokładnie je oglądając.
Coś było nie tak. Była ich tylko trójka. Gdy wychodziłam tu poprzednim razem, była czwórka. Gdzie się podziało jedno młode?
Rozglądnęłam się po norze.
To, co zobaczyłam w kącie, przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
Leżało tam jedno z rodzeństwa, w niewielkiej kałuży krwi.
Było martwe.

< Wolfstar, Mintleaf? :D>

Od Warstripe CD Wolfstar

Uśmiechnął się słabo. Jakby moja obecność tutaj cokolwiek zmieniała?
-Więc oficjalnie jesteś pierwszą, i mam nadzieję, że nie ostatnią członkinią Klanu Wilka.
Uniosłam brew, patrząc na niego pytająco. Jak na mój gust, były to słowa zbyt oficjalne i... jakby kocur wypowiadał je niechętnie, jakbym godz do tego zmuszała. No cóż, nie dziwię mu się. Mało kogo zadowalam widokiem mojej osoby.
-O co chodzi? - zapytał patrząc podejrzanie w moją stronę.
- O nic. - prychnęłam, dając mu do zrozumienia, że uważam tę rozmowę za zakończoną.
Jednak nie było mi dane zaznać spokoju.
-Oprowadzić cię po terenach klanu? - zapytał. Chyba naprawdę mu się nudziło, jeśli miał ochotę na moje towarzystwo.
-No dobra. - jęknęłam. Nie miałam na to ochoty, ale przez ciągłe pyskowanie mogę mieć kłopoty, zwłaszcza, jeśli kam do czynienia z liderem. A tego bym nie chciała.
Wolfstar zaczął iść powolnym krokiem, uważnie nasłuchując, czy idę za nim.
Popełniłam ten błąd i poszłam za nim.

< Wolfstar? Trochę krótkie, ale brak weny, może potem jakoś to rozwinę. :c>

21 października 2015

Od Warstripe CD Unexpectedstar

-Unexpectedstar - powiedziała po usłyszeniu mojej odpowiedzi.
Wykrzywiłam się. Jak to się wymawia?, mruknęłam do siebie.
-Po prostu Unexstar. - dodała, zauważając moją minę.
Syknęłam przeciągle z powodu bólu. Kocica może i nie była ciężka, ale ja na pewno lżejsza, do tego założę się, że to ja miałam mniejszą siłę. Zawsze jestem od wszystkich słabsza fizycznie.
-Bardzo boli? - spytała po chwili.
Nie, do cholery, łaskocze! Powstrzymałam się jednak od skomentowania tego, i z nieziemskim spokojem zaczęłam lustrować ją wzrokiem. Gdy skończyłam, spojrzałam jej prosto w oczy. Po dziesięciu sekundach odwróciła swój wzrok, poczułam, jak jej pewność siebie maleje, w przeciwieństwie do mojej. Tak to mam. Unexstar wydawała się być sympatyczna, z optymistycznym albo realistycznym podejściem do świata. Jednak czułam, że potrafi być inną, niż teraz się wydaje.
-No... to ten... z jakiego jesteś klanu? - zapytała, nagle ożywiona.
-Wilka. - odparłam niechętnie. Szczerze, nie miałam teraz ochoty na rozmowę, no ale co zrobisz?
-Oj. - powiedziała, a jej zapał przygasł. Czyżby miała nadzieję, że będę w tym samym klanie, co ona? Ja? Kto by tego chciał?
-A Ty? - zapytałam od niechcenia, widząc, jak jej na tym zależy.
Uśmiech ponownie zagościł na jej pyszczku.
-Ja? Ja jestem liderem Klanu Klifu. - powiedziała, po czym wypięła dumnie klatkę piersiową.
Patrząc na Unexstar, coś wpadło mi do głowy.
-No... więc, teoretycznie jesteśmy wrogami, no nie?
Gdy zorientowała się, że mam rację, znowu posmutniała.

< Unexstar? Pozwól, że tak będę do Ciebie mówić, bo nie chce mi się pisać Twojego pełnego imienia. :P Jeśli chodzi o opko, to nie jest świetnej jakości, cierpię na brak weny, i do tego brak laptopa...>

Od Wolfstar'a CD Warstripe

- Świętym Mikołajem! - odpowiedziała kotka.
Nie odpowiedziałem, tylko uniosłem ogon, nastroszyłem sierść i pochyliłem łeb lekko.
- Ostatnia szansa... - warknąłem.
Kotka spojrzała na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Jestem Warstripe - powiedziała.
- Wolfstar. Jesteś na terenach Klanu Wilka.
- Klanu... Czego?
Warstripe przekrzywiła łebek pytająco.
- Ech... Wiele księżyców temu, naprawdę wiele, żyły tu cztery klany... Klan Gromu, Klan Rzeki, Klan Wiatru i Klan Cienia. Walczyły one o przetrwanie w tym oto lesie. Jednak w lesie wybuchła epidemia. Kocięta i starsze koty zaczęły umierać, a pozostali byli bardzo słabi. Do tego choroby zabiły wszystkie mniejsze zwierzęta w lesie. Na siłach byli tylko najsilniejsi. Po wielu latach cierpień, las wrócił do normalności. Koty przestały chorować, powróciła zwierzyna, a las stał się jeszcze lepszy niż przedtem. Dwunożni odeszli z tamtych terenów, więc było więcej miejsca i wiesz. Ale to miało jeden minus. Wilki. Do zabicia wilka trzeba około dziesięciu kotów, a co tu mówić o osłabionej grupce liczącej ledwie 3 wojowników i 4 uczniów! Wilki zabiły każdego. Potem na te tereny przybyliśmy my, założyliśmy nowe klany, tam, tam, tam i konieeec! - zanuciłem kończąc moją opowieść.
- Interesujące... - mruknęła kotka z wyraźnym sarkazmem. - Dobra, mogę dołączyć do tego Klanu Lisa...
- Wilka - przerwałem jej.
- Tak, tak, jasne. Klanu Wilka, i hasać po dzikich łączkach niezamieszkanych przez ludzi.
- Mówisz poważnie?
- Tak - kotka tym razem mówiła bez cienia ironii.
Uśmiechnąłem się delikatnie.
<Warstripe? ^.^>

20 października 2015

Od Warstripe

Szłam sobie spokojnym chodem, nie zważając na wiatr, który bezustannie poruszał koronami drzew, wywołując znany wszystkim kotom (no, prawie) dźwięk, jakby próbując kogoś wyrwać z morza myśli. Na przykład moją osobę.
Westchnęłam. Nie miałam ochoty nikomu się żalić, czy ubolewać nad moją żałosną egzystencją, co to to nie! Po prostu brakowało mi kogoś, z kim mogłabym szczerze porozmawiać.
Prychnęłam. No tak, zapomniałam. Cały świat mnie nienawidzi.
Rozejrzałam się wokoło. Z każdej strony otaczały mnie wcześniej już wspomniane drzewa, niemal nagie, z powodu zmieniającej się pory roku (załóżmy, że jest Pora Opadających Liści - nie znalazłam na blogu informacji o tym). Było naprawdę kolorowo. Na drzewach została resztka rubinowego czerwonego, płomienistej pomarańczy, wyblakłej żółci, rzadko kiedy brązu lub zieleni. Na niebie pojawiły się ciemne chmury, zwiastujące deszcz. Dostrzegłam również niewielką jałmużnę odległą o parę metrów.
Gdy tak trwałam w głębokiej zadumie, jeden z wyblakłych, zniszczonych liści sfrunął mi na koci łeb. Potrząsnęłam głową, marszcząc nos. "Napastnik" niemal natychmiast zleciał z mojej głowy, obracając się w powietrzu.
Ponownie zerknęłam w niebo, analizując zawzięcie wydarzenia z tego dnia. Włóczenie się po mieście i nieznanych mi terenach, wyjadanie ze śmietników, czyli normalka. Chociaż w sumie, dzisiaj miałam farta - udało mi się wygrzebać całego, jeszcze nie rozkładającego się kurczaka! Brawo ja!
Po chwili jednak zesztywniałam. Usłyszałam cichy szelest centralnie za mną. Ktoś za mną stał. Co więcej - najwyraźniej obserwował. Widząc moje zastygnięcie w miejscu, zaśmiał się.
-Nie jest się zbyt spostrzegawczym, co?
Prychnęłam w odpowiedzi, odwracając się. Moim oczom ukazał się samiec o przyzwoitej posturze, przenikliwych, zielonych oczach oraz szarą sierścią, gdzieniegdzie z przejaśnienami, bądź wręcz odwrotnie.
-Czego tu szukasz? - zapytał nieco zachrypniętym głosem, z wyczuwalną stanowczością.
Korciło mnie, żeby coś odpyskować, jednak postanowiłam tego nie robić. Kocur wydawał się być godnym przeciwnikiem, zwłaszcza, gdybym to zdenerwowała, co robiłam naprawdę dobrze.
-Ja? Niczego. Bo chyba nie guza? - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Kot lustrował mnie uważnie.
-Doprawdy? Kim jesteś? - zapytał z powagą.

< Wolfstar?>
Warstripe, nie mam zastrzeżeń do Twego pisania, szczególnie że z telefonu. Brawo Ty!