Przeszłość, poprzednia Pora Nagich Drzew, na drugi dzień po morderstwie Krasnego
Pogoda się nie poprawiła. Nadal padało i wiał silny wiatr, a ślady po walce nadal zdobiły ziemię niedaleko krawędzi. Jednak czuł również zapach innych kotów, które przyszły w to miejsce. Szczególnie na krawędzi, gdzie spadł Krasny. Czyżby przyszli zobaczyć poległego rudzielca?
Podszedł bliżej krawędzi i wychylił swój łeb, by zobaczyć, jak tam się miał Krasny. Na głazie kotłowały się mewy, które posilały się ciałem rudzielca. Jeszcze kilka dni i nic z niego nie zostanie.
Mruknął pod nosem z zadowolenia i wrócił bardziej na stały ląd. Nie chciał stać się Krasnym, na którego zastawiono pułapkę. Spojrzał się na koronę drzewa, szukając jakiegokolwiek kociego podobnego kształtu. Jednak nikogo tam nie było.
Sprawnie odnowił oznaczenia zapachowe i ruszył do domostwa.
***
W środku gniazda dwunożnych było naprawdę ciepło oraz sprowadzono do środka prawdziwe drzewo, które ozdobiono najróżniejszymi świecącymi drzewami. Cała rodzina była też zaskakująco długo. Nikt nigdzie nie wychodził, żeby pojechać do swoich dwunożnych obowiązków. Żółtka mówiła zresztą, że tak wyglądają “święta”. Leona aż tak to nie interesowało, cieszył się z tego, że był głaskany i mógł wygodnie usadowić się na kocu, by pooglądać, co się działo na zewnątrz.
Na jego podwórku poruszyły się tuje, z których wyszedł Ostek oraz dwa inne koty, których dotąd nie znał. Szukali go i poszli za jego zapachem. Głupcy. W takim tempie pewności siebie, jakiej byli, zginą marnie. Nikt nie będzie naruszał jego terytorium i groził mu.
— Co tam porabiasz, Leonie? Jest coś ciekawego za oknem? — zamruczała Żółtka, którą dwunożni wyciągnęli z choinki. — Nie ma niestety śniegu tej zimy.
Żółtka na szczęście nie zauważyła, jak nieproszone koty wraz z Ostkiem wkroczyli na ich podwórko. Koty zniknęły za rogiem, a on wpatrywał się w ostatnie liście, które smutnie powiewały na gałęziach.
— Nie, jest dość spokojnie. Nie widzę nawet żadnego ptaka, jednak lubię patrzeć na gwiazdy, które powoli widać na niebie.
Żółtka zamruczała cicho i ułożyła się obok niego na ciepłym kocyku. Zaczęli razem przyglądać się niebu, a Leon w głębi ducha cieszył się, że Żółtka nic nie wiedziała o jego potyczce z Krasnym. Pewnie byłoby jej przykro i broniłaby kota, który sam na własne potrzeby mógłby ją zrzucić z tamtego klifu.
🎄
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz