— Dobrze, że podkreślasz, że to dawna przyjaźń, bo nawet ja swojemu przyjacielowi bym nie dał takiej prośby. Pilnowanie czekoladowego kota to najgorsza rzecz, jaką można komuś powierzyć. Ja nawet stary nie jestem, a już widziałem, do czego zdolne są te bestie! — Miał w głowie obraz ginących kociąt z łap samotniczki, która była matką Pyzy, Milczka i Bzyczka. Jak dobrze, że udało się przynajmniej uratować Milczka, bo Pyzę i Bzyczka najlepiej by utopił wraz z ich rodzicielką. To najgorsze co widział w swoim całym życiu, wykręcanie głów i zagryzanie kociąt to coś, co mu się w głowie nie mieściło.
— Łże? Ona ma czelność łgać?! To po co się puszczała z nim! To tak karygodne, pewnie to zrobiła specjalnie, by zesłać na nas nieszczęście. Może Konwaliowa Mielizna uciekł od niej, bo wiedział, co będzie się święcić. Gąbczasta Perła mówiła, że im więcej czekoladowych kotów pojawi się w Klanie Nocy, tym będzie gorzej. Jak Fląderka urodzi kociaki z tymi samymi umaszczeniami, jeszcze czekoladowymi, to nie ręczę za siebie i je wywalę ze żłobka. Każde, jeszcze na jej oczach, żeby była świadkiem swojej kary, jak jej dzieci umierają z powodu braku mleka. Przynajmniej tak unikniemy masowego nieszczęścia. Ja nie zamierzam z jej powodu patrzeć, jak dzieje się nieszczęście Liliowej Pieśni lub Lawendowej Rozkoszy, a może i tobie, tato — do jego głowy napłynęły straszne myśli, że z większą ilością czekoladowych kotów ptaki zaczną przylatywać do obozu w celu rozszarpania Nocniaków. A jeśli nie ptaki, to pomyślał o grupie samotników, która będzie miała w zamiarach ich terroryzować. W jego ślepiach widniało czyste przerażenie, tak bardzo sie teraz bał. Tak bardzo, że unikał spacerów, gdy na nieboskłonie widać było ptasie skrzydła.
— Ta-tato. Ja, dorastając, widzę, że jest coraz gorzej. Widziałem ptaki, które na rozkaz innego kota, atakują naszych klanowiczów. Czuję, że nie jesteśmy bezpieczni. Różana Woń miała racje. Mroczne czasy nadchodzą, a te czekoladowe koty tylko pogarszają sprawę — patrzył w ziemię. Na myśl o Ibis dostawał dreszczy. Niby jak pokonać kota, który za pomocą ptaków mógł ich kontrolować? Kremowy piastun podszedł do młodego fińczyka i polizał go po czole.
— Synu, wiem, że nie jest łatwo, wiele dziwnych rzeczy zaczęło się nagle dziać u nas, nawet borsuki mawiają w kocim języku. Widzę, jednak że jesteś lojalny naszym mądrością dawnych przodków, zaufaj im, a Klan Gwiazdy cię poprowadzi nawet wtedy, gdy się tego nie spodziewasz — Złocisty Widlik tchnął w niego swoje mądrości, sprawiając, że Szkwał mógł chwilowo poczuć spokój ducha.
— Dzięki, tato. Szkoda, że Urodziwy Szafirek cię nie słucha. Może przynajmniej wtedy by nie wpadała w te swoje kłopoty i nie wplątywałaby w to naszej rodziny — Wątpił, że po ślubie zmądrzała... Ona przenigdy nie zmieni zdania na temat czekoladowych kotów, co było irytujące.
— Synu, wiem, że nie jest łatwo, wiele dziwnych rzeczy zaczęło się nagle dziać u nas, nawet borsuki mawiają w kocim języku. Widzę, jednak że jesteś lojalny naszym mądrością dawnych przodków, zaufaj im, a Klan Gwiazdy cię poprowadzi nawet wtedy, gdy się tego nie spodziewasz — Złocisty Widlik tchnął w niego swoje mądrości, sprawiając, że Szkwał mógł chwilowo poczuć spokój ducha.
— Dzięki, tato. Szkoda, że Urodziwy Szafirek cię nie słucha. Może przynajmniej wtedy by nie wpadała w te swoje kłopoty i nie wplątywałaby w to naszej rodziny — Wątpił, że po ślubie zmądrzała... Ona przenigdy nie zmieni zdania na temat czekoladowych kotów, co było irytujące.
<Tato?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz