Gdy wszyscy zebrali się już przy wyjściu, Skrzydlata Pogoń wysunął się na przód i poprowadził patrol poza azyl. Buk przewrócił oczami, zirytowany tym, że czarno-biały, choć był najmłodszy z całej trójki, zachowywał się tak, jakby dowodził resztą. Srebrny nie był jednak dziś w nastroju, by mu to wygarnąć, więc burknął jedynie coś pod nosem i umilkł, drepcząc obok rudej kotki.
— Bukowa Korona, tak? — zaczęła nagle wojowniczka. — Gratuluję nowego ucznia — dodała z lekkim uśmiechem.
Kocur powoli odwrócił w jej stronę wzrok, zdziwiony tym, że postanowiła zacząć rozmowę. Najwyraźniej nie każdy tak bardzo cenił sobie skupienie podczas polowań, jak on. Buk zadarł nieznacznie brodę, po czym odchrząknął, nim przemówił.
— Zgadza się. Bukowa Korona — mruknął z powagą, po czym przypomniał sobie o drugiej części wypowiedzi rudofutrej. Tak, tak… dostał nowego ucznia. Choć już nawet nie pamiętał, jak się nazywał. Mysia Łapa? Nie, chyba nie. — Dziękuję. Dobrze wiedzieć, że ktoś zwraca uwagę na to, co dzieje się w klanie — odparł spokojnie, po czym znów spojrzał przed siebie.
Czy to byłoby na tyle z ich rozmowy? Właściwie... tego właśnie chciał. To znaczy chciał ciszy. Jednak widząc teraz przed sobą Skrzydlatą Pogoń, zrozumiał, że jeśli przestanie rozmawiać z rudą wojowniczką, to czarno-biały lada moment może do niej podejść. A wtedy będą konwersować bez niego.
— Wiesz, że moim mentorem był Lśniąca Gwiazda? — zagaił. — Delikatnie mówiąc, nie przepadaliśmy za sobą. Był nadzwyczaj uparty i trudno było mu dostrzec mój potencjał. Dlatego nieco dziwi mnie, że ostatecznie uznał mnie za godnego własnego ucznia. Myślałem, że jest bardziej pamiętliwy — zakpił.
— Naprawdę był twoim mentorem? Nie spodziewałam się tego. Według mnie jest pamiętliwy lub przynajmniej na niektórych patrzy w inny sposób... Dołączyłam do klanu jeszcze za panowania Judaszowcowej Gwiazdy i jak na razie nigdy nie miałam okazji szkolić własnego ucznia — przyznała żółtooka. — Wiem, że większość Klifiaków patrzy na mnie przez pryzmat miejsca, gdzie dorastałam, jednak... Miło byłoby być jakoś docenioną po tylu księżycach udowadniania lojalności... Przynajmniej inni takich problemów nie mają, na przykład ty, Bukowa Korono. Wcześniej szkoliłeś syna Źródlanej Łuny, a teraz Mysikróliczą Łapę od Trójokiego Zająca. Musisz być świetnym mentorem, skoro masz kolejnego ucznia.
Srebrny uśmiechnął się na słowa Rozżarzonej Pieśni. Był zdziwiony tym, że kotka wie tak wiele o nim samym i tym, co dzieje się w klanie. Zaczął się nad tym zastanawiać tak bardzo, że wzmianka o tym, iż ruda dorastała gdzieś indziej, całkowicie przemknęła mu mimo uszu. Tak — zupełnie nie pamiętał, że nie urodziła się ani nie wychowała w Klanie Klifu. Gdy dołączyła do klanu i przez moment było o niej głośno, najwyraźniej nie uznał tej sprawy za wartej jego uwagi. Zresztą zwykle tak właśnie miał. Jeśli coś go bezpośrednio nie dotyczyło, stawał się na to niemal głuchy.
— Ależ naturalnie. Wzburzony Kormoran jest teraz cenionym wojownikiem, a to w dużej mierze dzięki mnie. Cieszę się, że mogłem sprowadzić go na odpowiednią drogę, zanim całkiem nasiąknął tymi wszystkimi głupotami, które zapewne słyszał od Źródlanej Łuny — fuknął. — Szczerze mówiąc, nie sądzę, by miała mu cokolwiek wartościowego do przekazania. W końcu wojownik bez jednej nogi to raczej marny wzór do naśladowania. Zresztą nie rozumiem, co ona robi teraz na posadzie zastępcy. Lśniąca Gwiazda musiał się z myszą na rozum zamienić, gdy podejmował tę decyzję — stwierdził, ściszając głos, by Skrzydlata Pogoń ich nie usłyszał.
— Miałam okazję parę razy rozmawiać ze Źródlaną Łuną. I ze swoją wiedzą raczej nadaje się na to stanowisko, jednak... Z mojej perspektywy mam wrażenie, że Lśniąca Gwiazda daje na ważne stanowiska koty, które są mu jakoś bliskie — odparła ciszej. — Właśnie, Wzburzony Kormoran sam niedawno otrzymał ucznia, prawda? I to samego syna lidera, jeśli dobrze kojarzę.
Bukowa Korona zignorował wieść o tym, że Kormoran miał teraz własnego ucznia. Znacznie bardziej zainteresowały go wcześniejsze słowa Rozżarzonej Pieśni o niebieskiej zastępczyni. Nie potrafił uwierzyć, że naprawdę nadawała się na to stanowisko ani że mogła posiadać odpowiednią wiedzę. Była przecież tylko kotką.
— Oczywiście. Najpierw wybrał swoją partnerkę, która okazała się zwykłą zdrajczynią i uciekła z klanu, a teraz własną siostrę, która ledwo widzi i ledwo się porusza. Jeśli już koniecznie musi faworyzować swoich bliskich, to mógłby przynajmniej wybrać kogoś kompetentnego. Nawet Wzburzony Kormoran nadawałby się na to stanowisko bardziej niż ona — prychnął z wyraźną irytacją.
— Możliwe, choć Kormoranowi tak naprawdę brak doświadczenia ze względu na wiek. Zarządzanie klanem raczej nie jest czymś prostym... — mruknęła wojowniczka. — Nie mówię, że brak mu jakichkolwiek kompetencji po treningu z tobą, skoro miał tak świetnego mentora, jednak chyba rzadko wybiera się młode koty na takie stanowisko.
Srebrny przewrócił oczami.
— Bez przesady. To nie jest już żaden mały kociak, tylko dorosły wojownik mający trzydzieści księżyców na karku. Wiedza przyjdzie z czasem, a Źródlanej Łunie raczej nowa noga nie wyrośnie. Osobiście wolałbym słuchać kota młodszego, niż polegać na kimś słabszym fizycznie. Nie wystarczy nam zastępca, który podczas wojny będzie potrafił jedynie wydawać rozkazy. Potrzebujemy też kota, który w razie potrzeby sam będzie w stanie stanąć do walki i nas obronić — oznajmił pewnie, jakby jego argumenty były jedynymi rozsądnymi. — Wzburzony Kormoran jest dobrze wyszkolony i swoimi umiejętnościami zapewne przewyższa wielu swoich pobratymców. Poza tym nie można odmówić mu pewnych pozytywnych cech charakteru, Rozżarzona Pieśni. Być może brakuje mu jeszcze kilku życiowych lekcji, ale z całą pewnością nadawałby się na zastępcę bardziej niż jego matka. Choć gdybym to ja był przywódcą, prawdopodobnie nie wybrałbym na swoją prawą łapę żadnego z nich — dodał, unosząc lekko brodę.
Żar wyglądała na zmęczoną jego paplaniną.
— Coś w tym jest — mruknęła jedynie.
Bukowa Korona był wyraźnie usatysfakcjonowany słowami rudej, która przyznała mu rację. Od zawsze wiedział, że jego przekonania były tymi właściwymi, a każdy, kto próbował je podważyć, prędzej czy później musiał dojść do podobnych wniosków. Dobrze, że Rozżarzona Pieśń zrozumiała, iż Źródlana Łuna nie była odpowiednim kotem na swoje stanowisko.
— No, skoro już doszliśmy do porozumienia w tej kwestii, to o co chciałabyś mnie teraz zapytać? — zapytał, uśmiechając się pewnie.
— Zapytać? Sama nie wiem... Chyba nieco wyszłam z wprawy z ciągnięcia rozmów — odparła cętkowana z lekkim zakłopotaniem. — Może ty masz jakieś propozycje? — spytała.
Wojownik zastanawiał się przez chwilę nad tym, co jeszcze mógłby powiedzieć rudofutrej.
— Hm… Wiesz, że kiedyś upolowałem kaczkę? — zaczął. — Właściwie była jeszcze całkiem młoda, ale nie zmienia to faktu, że była to całkiem niezła zdobycz. Nie widuję ich często na stosie, co wcale mnie nie dziwi. Najwyraźniej nie każdy wojownik ma wystarczające umiejętności, by takową schwytać. — Uśmiechnął się pod nosem. — Matka tej kaczki próbowała ze mną walczyć, ale cóż... nie mogła wiele zdziałać przeciwko mnie — zachichotał. Może powinien kiedyś spróbować ponownie zapolować na taki kąsek? Z pewnością pobratymcy doceniliby, gdyby wrócił do azylu z soczystą kaczką w pysku.
— Bukowa Korona, tak? — zaczęła nagle wojowniczka. — Gratuluję nowego ucznia — dodała z lekkim uśmiechem.
Kocur powoli odwrócił w jej stronę wzrok, zdziwiony tym, że postanowiła zacząć rozmowę. Najwyraźniej nie każdy tak bardzo cenił sobie skupienie podczas polowań, jak on. Buk zadarł nieznacznie brodę, po czym odchrząknął, nim przemówił.
— Zgadza się. Bukowa Korona — mruknął z powagą, po czym przypomniał sobie o drugiej części wypowiedzi rudofutrej. Tak, tak… dostał nowego ucznia. Choć już nawet nie pamiętał, jak się nazywał. Mysia Łapa? Nie, chyba nie. — Dziękuję. Dobrze wiedzieć, że ktoś zwraca uwagę na to, co dzieje się w klanie — odparł spokojnie, po czym znów spojrzał przed siebie.
Czy to byłoby na tyle z ich rozmowy? Właściwie... tego właśnie chciał. To znaczy chciał ciszy. Jednak widząc teraz przed sobą Skrzydlatą Pogoń, zrozumiał, że jeśli przestanie rozmawiać z rudą wojowniczką, to czarno-biały lada moment może do niej podejść. A wtedy będą konwersować bez niego.
— Wiesz, że moim mentorem był Lśniąca Gwiazda? — zagaił. — Delikatnie mówiąc, nie przepadaliśmy za sobą. Był nadzwyczaj uparty i trudno było mu dostrzec mój potencjał. Dlatego nieco dziwi mnie, że ostatecznie uznał mnie za godnego własnego ucznia. Myślałem, że jest bardziej pamiętliwy — zakpił.
— Naprawdę był twoim mentorem? Nie spodziewałam się tego. Według mnie jest pamiętliwy lub przynajmniej na niektórych patrzy w inny sposób... Dołączyłam do klanu jeszcze za panowania Judaszowcowej Gwiazdy i jak na razie nigdy nie miałam okazji szkolić własnego ucznia — przyznała żółtooka. — Wiem, że większość Klifiaków patrzy na mnie przez pryzmat miejsca, gdzie dorastałam, jednak... Miło byłoby być jakoś docenioną po tylu księżycach udowadniania lojalności... Przynajmniej inni takich problemów nie mają, na przykład ty, Bukowa Korono. Wcześniej szkoliłeś syna Źródlanej Łuny, a teraz Mysikróliczą Łapę od Trójokiego Zająca. Musisz być świetnym mentorem, skoro masz kolejnego ucznia.
Srebrny uśmiechnął się na słowa Rozżarzonej Pieśni. Był zdziwiony tym, że kotka wie tak wiele o nim samym i tym, co dzieje się w klanie. Zaczął się nad tym zastanawiać tak bardzo, że wzmianka o tym, iż ruda dorastała gdzieś indziej, całkowicie przemknęła mu mimo uszu. Tak — zupełnie nie pamiętał, że nie urodziła się ani nie wychowała w Klanie Klifu. Gdy dołączyła do klanu i przez moment było o niej głośno, najwyraźniej nie uznał tej sprawy za wartej jego uwagi. Zresztą zwykle tak właśnie miał. Jeśli coś go bezpośrednio nie dotyczyło, stawał się na to niemal głuchy.
— Ależ naturalnie. Wzburzony Kormoran jest teraz cenionym wojownikiem, a to w dużej mierze dzięki mnie. Cieszę się, że mogłem sprowadzić go na odpowiednią drogę, zanim całkiem nasiąknął tymi wszystkimi głupotami, które zapewne słyszał od Źródlanej Łuny — fuknął. — Szczerze mówiąc, nie sądzę, by miała mu cokolwiek wartościowego do przekazania. W końcu wojownik bez jednej nogi to raczej marny wzór do naśladowania. Zresztą nie rozumiem, co ona robi teraz na posadzie zastępcy. Lśniąca Gwiazda musiał się z myszą na rozum zamienić, gdy podejmował tę decyzję — stwierdził, ściszając głos, by Skrzydlata Pogoń ich nie usłyszał.
— Miałam okazję parę razy rozmawiać ze Źródlaną Łuną. I ze swoją wiedzą raczej nadaje się na to stanowisko, jednak... Z mojej perspektywy mam wrażenie, że Lśniąca Gwiazda daje na ważne stanowiska koty, które są mu jakoś bliskie — odparła ciszej. — Właśnie, Wzburzony Kormoran sam niedawno otrzymał ucznia, prawda? I to samego syna lidera, jeśli dobrze kojarzę.
Bukowa Korona zignorował wieść o tym, że Kormoran miał teraz własnego ucznia. Znacznie bardziej zainteresowały go wcześniejsze słowa Rozżarzonej Pieśni o niebieskiej zastępczyni. Nie potrafił uwierzyć, że naprawdę nadawała się na to stanowisko ani że mogła posiadać odpowiednią wiedzę. Była przecież tylko kotką.
— Oczywiście. Najpierw wybrał swoją partnerkę, która okazała się zwykłą zdrajczynią i uciekła z klanu, a teraz własną siostrę, która ledwo widzi i ledwo się porusza. Jeśli już koniecznie musi faworyzować swoich bliskich, to mógłby przynajmniej wybrać kogoś kompetentnego. Nawet Wzburzony Kormoran nadawałby się na to stanowisko bardziej niż ona — prychnął z wyraźną irytacją.
— Możliwe, choć Kormoranowi tak naprawdę brak doświadczenia ze względu na wiek. Zarządzanie klanem raczej nie jest czymś prostym... — mruknęła wojowniczka. — Nie mówię, że brak mu jakichkolwiek kompetencji po treningu z tobą, skoro miał tak świetnego mentora, jednak chyba rzadko wybiera się młode koty na takie stanowisko.
Srebrny przewrócił oczami.
— Bez przesady. To nie jest już żaden mały kociak, tylko dorosły wojownik mający trzydzieści księżyców na karku. Wiedza przyjdzie z czasem, a Źródlanej Łunie raczej nowa noga nie wyrośnie. Osobiście wolałbym słuchać kota młodszego, niż polegać na kimś słabszym fizycznie. Nie wystarczy nam zastępca, który podczas wojny będzie potrafił jedynie wydawać rozkazy. Potrzebujemy też kota, który w razie potrzeby sam będzie w stanie stanąć do walki i nas obronić — oznajmił pewnie, jakby jego argumenty były jedynymi rozsądnymi. — Wzburzony Kormoran jest dobrze wyszkolony i swoimi umiejętnościami zapewne przewyższa wielu swoich pobratymców. Poza tym nie można odmówić mu pewnych pozytywnych cech charakteru, Rozżarzona Pieśni. Być może brakuje mu jeszcze kilku życiowych lekcji, ale z całą pewnością nadawałby się na zastępcę bardziej niż jego matka. Choć gdybym to ja był przywódcą, prawdopodobnie nie wybrałbym na swoją prawą łapę żadnego z nich — dodał, unosząc lekko brodę.
Żar wyglądała na zmęczoną jego paplaniną.
— Coś w tym jest — mruknęła jedynie.
Bukowa Korona był wyraźnie usatysfakcjonowany słowami rudej, która przyznała mu rację. Od zawsze wiedział, że jego przekonania były tymi właściwymi, a każdy, kto próbował je podważyć, prędzej czy później musiał dojść do podobnych wniosków. Dobrze, że Rozżarzona Pieśń zrozumiała, iż Źródlana Łuna nie była odpowiednim kotem na swoje stanowisko.
— No, skoro już doszliśmy do porozumienia w tej kwestii, to o co chciałabyś mnie teraz zapytać? — zapytał, uśmiechając się pewnie.
— Zapytać? Sama nie wiem... Chyba nieco wyszłam z wprawy z ciągnięcia rozmów — odparła cętkowana z lekkim zakłopotaniem. — Może ty masz jakieś propozycje? — spytała.
Wojownik zastanawiał się przez chwilę nad tym, co jeszcze mógłby powiedzieć rudofutrej.
— Hm… Wiesz, że kiedyś upolowałem kaczkę? — zaczął. — Właściwie była jeszcze całkiem młoda, ale nie zmienia to faktu, że była to całkiem niezła zdobycz. Nie widuję ich często na stosie, co wcale mnie nie dziwi. Najwyraźniej nie każdy wojownik ma wystarczające umiejętności, by takową schwytać. — Uśmiechnął się pod nosem. — Matka tej kaczki próbowała ze mną walczyć, ale cóż... nie mogła wiele zdziałać przeciwko mnie — zachichotał. Może powinien kiedyś spróbować ponownie zapolować na taki kąsek? Z pewnością pobratymcy doceniliby, gdyby wrócił do azylu z soczystą kaczką w pysku.
<Rozżarzona Pieśni?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz