BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barszczowa Łodyga x Niedźwiedzia Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barszczowa Łodyga x Niedźwiedzia Łapa. Pokaż wszystkie posty

28 sierpnia 2024

Od Niedźwiedziego Miodu CD. Barszczowej Łodygi

Po pożegnaniu Barszczowej Łodygi skierował się z powrotem w stronę morza. Oczywiście, mógłby po linii prostej dotrzeć do obozu w znacznie szybszym tempie, ale nigdzie się nie spieszył. Nie miał, w przeciwieństwie do burzaka, żadnego raportu do zdania, żądnych obowiązków do wypełnienia. Dopóki słońce nie chowało się za horyzontem, mógł się jeszcze trochę poszwendać, pospacerować. Postanowił wybrać się na polowanie. Spędził całe południe na rozmowach z nowym przyjacielem, a zapach obcego klanu na pewno się do niego przykleił; przynajmniej jego nutka. Dlatego właśnie bliskość morskiej, solankowej woni pomoże mu się jej pozbyć. Przebywanie niedaleko fal nie przyprawiało go już o taki szaleńczy lęk jak na początku, chociaż łapek wciąż nie odważył się zamoczyć. Nie chciał denerwować Delikatnej Bryzy, a obcy zapach nieźle by ją wkurzył. Liczył na złapanie jakiegoś dużego wodnego ptaka; na pewno by była z niego zadowolona.

* * *

Był dumny ze swojego wojowniczego miana. Nie jakoś chorobliwie, nie nosił się teraz wysoko, nie patrzył na uczniów z góry, ale podobało mu się, że przeniósł się na półki skalne do kotów, które są do niego bardziej zbliżone wiekiem. Wybrał miejsce obok Bijącej Północy, która jako jedna z pierwszych pogratulowała mu mianowania, a potem złapała go po czuwaniu, by zapytać o samopoczucie. Był zaspany, łapy go bolały, ale widok przyjaciółki od razu go rozbudził. Zaprowadziła go potem pod swoje legowisko i zaproponowała, aby zajął miejsce obok. Tam porządnie się wyspał.
Kolejnym ważnym wydarzeniem było dla niego pierwsze zgromadzenie. Nie był jakoś szczególnie zestresowany. Nie czuł, że reprezentuje Klan Klifu. Od tego przecież był Srokoszowa Gwiazda, Przyczajona Kania i szanowne Panie medyczki; on miał po prostu za zadanie przyjść, posłuchać, a potem spędzić miał czas w towarzystwie innych kotów. Miał nadzieje spotkać tam Barszczową Łodygę, ale mimo czujnego wypatrywania i przedzierania się wzrokiem przez chmarę wojowników Klanu Burzy, nigdzie nie ujrzał jasnego, czekoladowego futerka. Niezłą niespodzianką okazało się też, z kim przesiedział pierwszą część. Mimo wcześniejszych uprzedzeń, które miał względem niego Judaszowcowy Pocałunek, rozmawiał z nim w miarę normalnie. Opowiedział mu o Klanie Gwiazdy i liderze, a nawet uśmiechnął się do niego! Za te wszystkie miłe rzeczy Niedźwiedzi Miód oczywiście odwdzięczył się tak dobrze, jak tylko umiał. Oczywiście wiedział, że muszelka od przemiłej Algowej Strugi nie jest gwiazdką z nieba, ale była na tyle lśniąca i ładna, że był prawie pewny, że spodoba się marudzie. Troszkę się przeliczył, ale nie pozwolił, aby została tam na wyspie, czekając, aż ktoś ją podepcze i zniszczy. Zabrał ją do obozu i położył pod mchem Judaszowcowego Pocałunku; niech wojownik wie, że Miodek nie jest zły za odrzucenie podarunku. Na pewno jeszcze kiedyś doceni ten mały gest.

* * *

Niewiele się zmieniło. Dalej wychodził na patrole, brał udział w polowaniach, samotnych lub w większej grupie kotów, nie zaprzestał tez pomagać medyczkom w zbieraniu ziółek. W czasie wolnym chodził na spacery lub wylegiwał się w ostatnich promieniach słońca. Nie miał ucznia i na razie nie narzekał na brak innych obowiązków. Od czasu do czasu wychodził na szkolenie z Bijącą Północą i jej uczennicą, a czasami nawet dołączali do nich Pomocny Wróbelek z Jaskółczą Łapą. Lubił te wspólne wypady. Świetnie się bawił widząc jak dwie terminatorki rywalizują, która złapie wiekszą zwierzyne, a wraz z parą rodzeństwa moga spokojnie poplotkować i się pośmiać.
Od kiedy został mianowany jego relacja z Delikatną Bryzą o dziwo bardzo się poprawiła. Spotykali się głównie na patrolach lub przy posiłkach. To drugie było jednak rzadkością, gdyż częściej łapał go Kornikowa Kora lub Jerzykowa Werwa, który udawał podirytowanego "samicowymi" zachowaniami i humorkami Miedzianego Kła i chciał spędzić czas w męskim towarzystwie. Bryzka, tak szybko jak stała się właścicielką jego serca, teraz wypuściła je ze swoich szponów, pozwalając mu wzlecieć i szukac nowej wybranki. Tak też się stało na zgromadzeniu. Teraz, o zgrozo, miej go Klanie Gwiazdy w opiecie, wzdychał po nocach do tajemniczej liderki Klanu Nocy. Dwukolorowe futro śniło mu sie po nocach. Zawsze pojawiała się samotnie w jego marzeniach. Nigdy nie był tam z nią. Była nieuchwytna, poza jego zasięgiem i okryta mgłą niewiadomego. Och... Jak on by chciał odgonić te swawolne obłoki i obejrzeć ją w pełnej okazałości... Być przy niej, poznać ją i pozwolić jej, aby poznała go i jego gorące, tłamszone w środku, ukryte uczucia. Nie wiedział ile będzie mógł jeszcze tak wytrzymać...

* * *

Przechadzał się właśnie po terenach. Nie ukrywał przed samym sobą, że zmierza w sytronę terenów Klanu Burzy. Miał wątłą nadzieję, że spotka tam swojego drogiego Barszczową Łodygę. Opowiadał mu przecież, że nie ma za wielu przyjaciół w swoim domku, a więc, być może nie wiedział nic o zgromadzeniu. Musiał mu wszystko opowiedzieć, streścić i zoobrazować. No i przecież nie wie, że Niedźwiedź jest już Niedźwiedzim Miodem! Na pewno będzie rozradowany na te wieści. No i może rady klifiaka okazały się być tak dobre, a burzak okaże się tak zdolnym uczniem, że już zaczął podbijać jakieś wrażliwe serduszko?
Niezwykle go ucieszył zapach, który dotarł do wyczulonego nosa. Znał go świetnie, po ostatnim spotkaniu rozpoznałby go niemal natychmiastowo. Przyśpieszył kroku, a gdy przed oczami zaczynały wyłaniać mu się naturalne znaki wyznaczające granicę, z radości serce zaczęło mu szybciej bić. Dotarł na skraj. Jeden krok więcej i mógłby dostać nieźle po łapach. Nie musial sie wychylać, gdyż przyjaciel również musiał go wyczuć i skierował swój krok w ta stronę. Pręgowane lico wyłoniło się zza krzaka, całe rozweselone.
— Barszczowa Łodygo! Mój drogi przyjacielu, jak miło cię znów widzieć. — zawołał, niepotrzebnie, gdyż srebrny znajdował się dosłownie kilka kroków od niego.
— Dzień dobry, Niedźwiedzia Łapo! — entuzjazm został odwzajemniony. Miodek żartobliwie i dramatycznie wywrócił oczami i udał urażonego.
— Ah... Już nie posługuje się tym imieniem... — złapał się za pierś i podniósł wysoko łeb.
— Co się stało?! Czy zrobiłeś coś, co uraziło twój klan i nadano ci nowe imie? Czy jest bardzo obraźliwe? — zatroskany przekręcił łeb. Był rzeczywiście bardzo zmartwiony. Klifiak zdjął poważną maskę i zaśmiał się perliście.
— Nie, nie... Tylko się droczę. Ukończyłem trening, wiesz? — momentalnie drugiemu zaświeciły się ślepia, a szeroku uśmiech wylał się na pyszczek.
— Gratuluje! A więc, aby cię już więcej nie urażać, jak teraz cię zwą?
— Wróciłem do mojego dawnego imienia, a więc jestem Niedźwiedzim Miodem — wypiął dumnie pierś. Przysiadł, gdyż po wczorajszym nocnym patrolu miał zadrapaną poduszkę, która czasami zaczynała mu dokwierać.
— Pięknie. Idealnie do ciebie pasuję! Twoje oczy są niczym świeży, słodki miód, a futerko jak u zdrowego, brunatnego misia. — skomentował pręgusek. Równiez przycupnął. Siedzieli tak, pysk w pysk, oddzieleni tylko ustaloną, niewidoczną granicą.
— Dziękuje, dziękuje... A teraz, dosyć tych przyjemności! Wyczekiwałem cie na zgromadzeniu, a tu nic! Co prawda nie pytałem nikogo z twojego klanu o to czy się gdzieś nie ukrywasz, ale co do tego, że nie byłeś obecny na wyspie, jestem w stu procentach pewny! Bałem się, że coś się wydarzyło, zjadł cie królik lub w końcu dostałeś skrzydeł i odleciałeś gonić wiatr gdzies za morzem, daleko... 

<Barszcz?>

21 sierpnia 2024

Od Barszczowej Łodygi CD Niedzwiedziej Łapy

Pytanie kocura odbiło się w jego uszach jak kamień w cichą noc o skały. Dosłownie go zatkało. On - wygadany Barszczyk zapomniał języka w gębie! Speszył się odrobinę.
Co to w ogóle za pytanie “Czy uważasz, że jestem atrakcyjny?”. Dlaczego on mu je zadał? Potrzebował pewnie sercowej porady, a Barszcz przecież był zielony w tych sprawach…
Mimo to postanowił spróbować mu pomóc!
Zeskanował go wzrokiem od góry do dołu, być może wywołując w kocurze lekki dyskomfort, ale przecież musiał go ocenić okiem eksperta, nie?
Odsunął się pół kroku i wziął wdech.
- Uważam, że tak. - Oznajmił. - Wyglądowo z pewnością, masz błyszczącą, zadbaną sierść, w bardzo ładnym odcieniu, uszy szpiczaste i piękne, bystre oczy, melodyjny głos. Charakterem też nie odstajesz! Chociaż nie wiem, czy wszystkie kotki lubią bezpośredniość, niestety, ale nie znam się aż tak.
Wszystko powiedział jak największy ekspert tego świata. W końcu Niedźwiedź pytał go tylko o opinię, nie? Ale jakby serio potrzebował jakichś porad sercowych, to Barszczyk zrobiłby, co potrafił, żeby mu pomóc! W końcu od tego są przyjaciele.
- Być może masz racje… niestety spotkałem się już zbyt wiele razy z tym, o czym mówisz. Ja za to mam doświadczenie z paniami, a one bywają bardzo skomplikowane. Masz może jakiejś siostry? Ja wychowywałem się z całą gromadką, więc doznałem tego na własnym futrze, haha!
- Ah mam siostrę! Jest najsłodszym kotem pod słońcem! - Zaświergotał. - Chociaż czasem daje mi w kość, więc wiem, o czym mówisz!
Pomyślał chwilę. Czy skoro Niedźwiedzia Łapa był taki doświadczony, to mógłby go poduczyć? Wprowadzić w świat romansu? Barszcz nie znał się na tym totalnie, a tu proszę, jaka okazja. Nawet nie wiedział, że potrzebował takiej wiedzy! Dzięki Ci, Klanie Gwiazd!
- Hej, a podzieliłbyś się ze mną swoimi sekretami? - zapytał, zbliżając pysk do jego pyska. - No wiesz, sekretami tego całego 'podrywania'? Proooszę! Zapłacę w myszach!
Zrobił maślane oczy. No kto by się oparł jego słodyczy?
- Oczywiście, oczywiście, o ile będziesz dobrym uważnym uczniem, mogę Cię zapewnić, że kotki będą Ci jeść z łapek… Ale! To najpierw Ty musisz zjeść z ich łapek. Kumasz? Panie lubią być szanowane i stawiane na piedestale. To chyba najważniejsze…
Zanotował sobie w głowie cenne wskazówki.
- Będę! Będę najlepszym uczniem, jakiego kiedykolwiek będziesz miał, obiecuję. - Uśmiechnął się szeroko. Traktował to poważnie, chociaż poniekąd jako zabawa. Nie planował nikogo podrywać ani wchodzić w związki w najbliższym czasie.
- Czyli trzeba być dżentelmenem, puszczać przodem w drodze na patrol, wychwalać je i komplementować?
- Tak! Widzisz, jak szybko podłapałeś. Urodzony z Ciebie zdobywacz kocich serc! Uprzejmości i miłych słówek nigdy za wiele; chociaż... Hm... Być może jednak czasami można przesadzić? Chociaż nie! To na pewno jakieś ich sprytne zagrywki, sprawdziany. Kiedy Pani jest nieczuła na Twoje pochwały, musisz się wykazywać większą kreatywnością, zaskoczyć ją!
Uśmiechnął się, słysząc miły komplement. Chociaż podrywacz z niego żaden, to cieszył się, że nie zawodzi swojego nowego mentora miłosnego!
Szli dalej spokojnym krokiem. Barszcz cieszył się ciepłymi powiewami wiatru. Było cicho, jedynie trawa szeleściła pod ich łapami, kiedy jednostajnym tempem szli wzdłuż granicy.
- Kocice robią nam sprawdziany??? Tak jak mentorowie uczniom? Dlaczego? Czy jeśli kocur okazuje swoje zainteresowanie i oddanie, to nie wystarczy? - zapytał zdziwiony, unosząc brwi.
Był w istnym szoku. Jakież trudne te samice!
- Tak jak nasi nauczyciele muszą być pewni, że jesteśmy ich godni! Bycie godnym pięknej kotki jest trudniejsze niż bycie godnym miana wojownika.
Tego się nie spodziewał! Naprawdę rozkochanie w sobie kotki było trudniejsze od zostania obrońcą swojego klanu? Chyba nie do końca…bo przecież z partnerką się nie bijesz, a z wrogami już tak.
Barszcz potrząsnął głową. Zaraz mu się mózg zagotuje od nadmiernego myślenia.
- Jejku, jakie to wszystko skomplikowane - westchnął zrezygnowany. - Nie wiem, czy podołam. Zresztą, nawet żadna się mną nie interesuje…
- Serce kocicy jest niczym leśny labirynt, jak podróż przez nieznany las... Pełen niespodzianek i przeszkód, ale i owoców i smakowitych, upojnych chwil, wiesz? Pamiętaj, że znalezienie wśród drzew nornicy również nie jest zawsze oczywistym zdarzeniem... Musisz czasami poczekać na odpowiedni moment, odpowiednią okazję i, co najważniejsze, odpowiednią kotkę... Albo kocura! Miłość nie wyklucza! Być może to dlatego nie znalazłeś jeszcze ukochanej, bo to dziwne, aby taki przesympatyczny wojownik z uśmiechem na pysku był sam.
Barszcz zawstydził się nieco, gdyby był łysy, to widać by było jakiego buraka spalił! Na szczęście nie był i mógł ukryć ten dziwny oraz nieznany mu stan.
- Przesadzasz... większość wojowników nie chce ze mną rozmawiać pomimo tego, że to ja zawsze zaczynam rozmowę - mruknął, jakby trochę posmutniał. - Niby jeden Klan i wspólnota, ale się nie kochamy, dużo kotów mnie zbywa albo ignoruje. Wiesz, to mnie boli tutaj. - Łapą dotknął swojej klatki piersiowej. - Tak głęboko mnie to kłuje.
Nastała chwila ciszy, atmosfera w sekundę się zmieniła. Barszcz wziął głęboki wdech, jakby odganiając złe myśli. To nie przystoi wojownikowi, takie użalanie się nad sobą!
- No, ale nic z tym nie mogę zrobić. - Uśmiechnął się gorzko, wracając do swojego poprzedniego nastroju. - Codziennie wstaję z uśmiechem i tak zamierzam przejść życie, a jeśli trafi mi się ktoś tak wspaniały jak Ty, to będę bardzo szczęśliwy.
Na koniec uśmiechnął się szczerze, patrząc na wojownika. Obawiał się, że niedługo będzie musiał wracać do Klanu zdać raport. Szkoda mu było kończyć tego spotkania, jednak wiedział, że jeśli będą chcieli to się spotkają - znów, tu, na granicy, w tajemnicy przed wszystkimi, dlatego nie tracił wiary. Chciał tylko, by to spotkanie jeszcze chwilę potrwało, nim rozejdą się do swoich codzienności.
- Przykro mi to słyszeć… Naprawdę… Ale dobrze, że nie tracisz nadziei! Gdybyś był smutny, wszyscy dookoła byliby smutni, a nawet jeśli Twój uśmiech rozjaśni jeden pysk, jest to wielki sukces!
Barszczowi zabiło mocniej serce na słowa ucznia z Klanu Klifu. To naprawdę kochane, nie znali się długo, a jednak Niedźwiedź postanowił go tak wspierać. Musiał być naprawdę niesamowitym kocurem. Barszczowi aż się trochę przykro zrobiło, że byli z różnych klanów, chociaż nie mógł mieć na to wpływu.
Westchnął jedynie na jego słowa, nie dając aż tak po sobie poznać, że go to ruszyło. Był w końcu męskim kocurem, nie mógł tak dawać z siebie czytać!
- Chyba troszkę mnie przeceniasz - odparł ciutkę skrępowany.
Mało kto szczerze z nim rozmawiał i Barszczowa Łodyga nie przywykł do takiego…chwalenia go? Komplementowania? Nie wiedział, jak zareagować. Dziękować? Odpowiedzieć tym samym? Zauważał u siebie braki, nad którymi będzie musiał popracować.
- Mimo to, Niedźwiedzia Łapo, bardzo mi miło, że Cię spotkałem. Wydajesz się naprawdę wspaniałym kocurem. Życzę Ci powodzenia w miłości, a na razie muszę iść zdać raport. - Miauknął grzecznie, starając się ukryć smutek związany z rychłym rozejściem. - Spotkajmy się jeszcze!
- Koniecznie! To do zobaczenia Barszczowa Łodygo - odparł czekoladowy z uśmiechem.
Rozeszli się po chwili, a Burzak obejrzał się jeszcze za uczniem. Uśmiechnął się pod nosem, wracając równym krokiem do obozu, gdzie zdał raport. Jego współklanowicze już dawno wrócili, ale nie przejęli się tym, że tyle go nie było. Obstawiali właśnie, iż się czymś rozproszył i dlatego tak długo szukał drogi do obozu. Barszcz nie zwracał na nich uwagi. Teraz w jego głowie rozbrzmiewały słowa ucznia z Klanu Klifu. Chciał dobrze zastosować jego porady w życiu codziennym, tak więc resztę dnia spędził nad rozmyślaniem. Był przez to znacznie cichszy, niż zazwyczaj, aż jego siostra nieco się zmartwiła. Kotka obserwowała brata w międzyczasie wykonywania swoich obowiązków, ale nie podeszła. Postanowiła następnego dnia z nim o tym porozmawiać.
Barszcz z kolei wymieniając mech starszyźnie, nucąc pod nosem znajomą melodię, myślał o dzisiejszych cennych lekcjach i o tym, nad czym musiał popracować.

<Niedźwiedzia Łapo? Hihi>

04 sierpnia 2024

Od Niedźwiedziej Łapy CD. Barszczowej Łodygi

Nie spodziewał się, że koty, które żyją w tak niewielkiej odległości, faktycznie aż tak diametralnie się różnią. Oczywiście, rozumiał, że ci, którzy lubują się w rybach, muszą znakomicie pływać, a fani królików, jak Barszczowa Łodyga we własnej osobie, musi mieć łapy prędkie jak wiatr, ale do tego stopnia? W jego życiu, mimo że dość krótkim, to bardzo zróżnicowanym, miał do czynienia z wieloma różnymi jednostkami, którzy bardziej lub mniej chętnie, dzielili się z nim swoimi umiejętnościami. Dlatego właśnie owo kierunkowanie kotów, by wpisywały się w klanowy ideał, był dla niego tak dziwny. Dlaczego nie prowadzili wymiany uczniów? Czy nie byłoby lepiej, żeby po trochu nauczyły się wszystkiego?
Był bardzo dumny z tego pomysłu, musiał o tym powiedzieć Srokoszowej Gwieździe! Ten na pewno go pochwali! Już czuł na sobie miłe słowa lidera no i oczywiście Delikatnej Bryzki...
Przez chwilkę jego rozmówca zamilkł, a gdy Niedźwiedź spojrzał w jego stronę, ujrzał, że ten zamyślił się, a nawet można by rzec, posmutniał... Uczeń już chciał zapytać, czy coś go trapi, ale jak za pomocą jakiegoś czasu rzuconego przez Klan Gwiazdy, Barszczowa Łodyga rozchmurzył się i zapytał.
— A… czy Ty opowiesz mi coś o czasie, nim dołączyłeś do Klanu Klifu? - pomarańczowe ślepka wlepiły się w niego, a gdy nie dostały natychmiastowej odpowiedzi, gdyż Miodek chciał chwilkę pomyśleć nad tym, co opowie jako pierwsze, dodał — Byłeś samotnikiem? Ciężkie jest takie życie?
— Byłem, byłem... Przez większość mojego życia! — powiedział z dozą dumy. Nawet koty w Klanie Klifu, dowiadując się, że spędził prawie 30 księżyców wędrując, często samotnie, przez lasy, łąki, a nawet miasta, były pod wrażeniem.
— Fajosko! Urodziłeś się w dziczy? A może jesteś piecuchem pod przykrywką? — podekscytował się wojownik.
— Ani kapka krwi mojej, czy mojej rodziny, nie pochodziła od pieszczocha, tego jestem pewien. Zbyt wiele w nas było ciekawości świata i niezłomnej odwagi, byśmy kiedykolwiek zaznali spokoju w ludzkim legowisku. — wypiął dumnie pierś i uniósł głowę — Moja matula i ojciec żyli razem w lesie, baaaardzo daleko stąd. Nawet nie jestem w stanie ci powiedzieć jak daleko, aż tak to była odległa kraina.
— I sam przeszedłem ten kawał drogi?
— Nie, no skąd? — zaśmiał się — Miałem wielu towarzyszy, nawet przez chwilę jedna z moich siostrzyczek mi towarzyszyła, acz rozeszliśmy się, chwała Gwiezdnym, bo straszna z niej była zrzęda i maruda, prawdziwa niszczycielka dobrej zabawy i uśmiechów kociąt... — tym razem to burzak zarechotał soczyście
— Opowiedz coś więcej o swoich bliskich, nie tęsknisz za nimi? To musiało być straszne, tak ich opuścić? Na pewno byłeś młody, skoro ta kraina ma sie znajdować baaardzo daleko.
— Od początku uczono nas samodzielności i niezależności — wzruszył ramionami, a jego obojętny wyraz pyska i ton zadziwił pręgowanego — Zauważyłem, że dla was - kotów z klanu, rodzina i społeczność jest bardzo waż-
— Najważniejsza!
— Tak, tak... Ciągle się tego uczę... — przyznał. Była to prawda, czasami ciężko mu było oprzeć się, by schrupać świeżo upolowaną sójkę na porannym patrolu, na które wychodził zawsze z pustym brzuchem, gdyż wolał pospać kilka chwil dłużej, gdy inni jedli posiłek. Parę razy dostał po łbie od Delikatnej Bryzy. Nie czuł się odpowiedzialny za resztę klanu, ale miał nadzieję, że z czasem, naturalnie się to zmieni. — Ale wracając. Nie. Raczej nie tęsknie.
— Ciekawy z ciebie gościu
— Najciekawszy z ciekawych, mój drogi przyjacielu!
— A co cię w ogóle przywiało na tereny klanów? Czy koty z tak daleka wiedzą o nas? — zapytał bardzo zaciekawiony odpowiedzią.
— To w głównej mierze zwykły przypadek! Być może mi nie uwierzysz, ale przez większośc mojego życia nie miałem o was pojęcia, a tu proszę! Szkole się teraz na jednego z wojowników! Życie jest takie ciekawe, nieprawdaż?
— Tak, tak... Ale musisz odpowiedzieć na moje pytanie, niesamowicie chce wiedzieć — Barszcz zbliżył się, niemal nie naruszając granicy. Może faktycznie obce koty są tutaj większą rzadkością, niż podejrzewał Niedźwiedzia Łapa.
— Tak jak powiedziałem. Dopóki nie spotkałem pewnej młodej damy, już całkiem niedaleko tych okolic, a dokładniej terenów tych smutnych, skrytych w ciemnościach jegomości z Klanu Wilka, ach! Mam nawet jedną, bardzo mi drogą przyjaciółkę wśród nich! — stracił wątek i musiał chwilkę pomyśleć, skąd powiodły go jego myśli, by móc tam powrócić — A! No tak! Na imię miała Taniec i opowiedziała mi co nieco... Bardzo to było ciekawe, ale miałem jeszcze jeden ważny przystanek w międzyczasie...
— Och! Co było takie ciekawe, że odłożyłeś na później poznanie klanów? — pomarańczowe ślepia zaiskrzyły.
— Betonowy las... Słyszałeś o nim kiedyś cokolwiek? — gdy pręgowany pokręcił prędko głową, kontynuował — Przeeerażające miejsce, pełne przerażających i monstrualnych stworów mających chrapkę na twój ogon, ach! Przepraszam! Na twoje... Uszka? — ten mały błąd wywołał w burzaku tylko salwę dźwięcznego śmiechu. Miodek również zachichotał. Podobało mu się to towarzystwo. Nie mógł sobie wymarzyć lepszego kompana do rozmów, zwłaszcza po tak przygnębiającym spacerze i po takim łamiących serce rozmyśleniach. Może powinien był dołączyć do Klanu Burzy?
"Co ty gadasz, Niedźwiedzia Łapo?! Co by zrobiła bez ciebie Delikatna Bryzka?!" Skarcił się w myślach i zgodził sam ze sobą. Faktycznie... Musiał przecież być silny, nic straconego! A Kornikowa Kora jest burym gburem i się po prostu nie zna na miłości!
Coś właśnie wpadło mu do głowy... Potrzebował świeżej perspektywy, nowego punktu widzenia dotyczącego miłości... Być może to on, po prostu źle do niej podchodził? Ten przemiły, roześmiany dżentelmen nie musi nawet znać jego sytuacji, ważne by był z nim szczery.
— Barszczowa Łodygo, mój cudowny przyjacielu, znamy się nie długo, tylko kilka dłuższych chwil, ale mam dla ciebie niezwykle ważne pytanie — wzrok pręguska lekko spoważniał. Ciągle jednak było w nim można dostrzec entuzjazm i ekscytację — Czy uważasz, że jestem atrakcyjny?


[900 słów; trening wojownika]
[przyznano 18%]
< Barszczu? >


03 sierpnia 2024

Od Barszczowej Łodygi CD. Niedźwiedziej Łapy

Ten klifiak wydawał się równym gościem! Nie dość, że nie chciał go pobić za tę wpadkę, to jeszcze dał się wciągnąć w rozmowę! Czego chcieć więcej?
Barszczyk zadał mu pytanie o umiejętności latania klifiaków. Mimo bycia dorosłym kotem dalej wewnętrznie czuł się jak kociak z dziecięcą ciekawością.
Ah, naprawdę by chciał żeby koty mogły mieć skrzydła. Życie byłoby o wiele fajniejsze i prostsze, pomyślał.
- Mam na imię Niedźwiedzia Łapa, a ty, miły obcy? No i skoro mi mają wyrastać ptasie piórka, to czy tobie już wychodzi zajęcza kitka? - zapytał ciemny kocur.
Barszcz zaśmiał się serdecznie, aż go zabolał brzuch. To było dobre porównanie!
-Ha! Przecież ja już mam zajęczą kitkę - pokazał mu swój krótki ogon. - Widzisz? Jestem zającem.
Niedźwiedzia Łapa aż musiał się przyjrzeć. Chyba wcześniej nie zauważył, co wywołało rozbawienie w Barszczu.
- Och! rzeczywiście. Co zrobiłeś by go zdobyć? Ja wciąż czekam na swoje mewie skrzydła. - Odparł.
- To tajemnicza tajemnica! - Zrobił dramatyczną pauzę. - Żartuje! Haha, nie wiem, taki już mam. Chyba mi go ktoś odgryzł jak byłem mały.
Niedźwiedzia Łapa mrugnął dwa razy jakby niedosłyszał. Po chwili wybuchł śmiechem tak samo zresztą jak czekoladowy burzak. Barszcz otrzepał się z kurzu, który na nim osiadł i przysiadł obok klifiaka, który najwyraźniej dobrze się czuł leżąc na trawce. Wiatr przyjemnie rozwiewał ich futra, aż wydawać się mogło, że taka sielanka trwać mogłaby wiecznie. Czekoladowy odetchnął głęboko. Kochał przyrodę i przebywanie na otwartej przestrzeni.
Niedźwiedź wytarzał się w trawie jakby go zasiedziały plecy. Barszcz zachichotał cicho.
Wojownik Klanu Burzy dziwił się, że spotkał tak wyluzowanego klifiaka. Zawsze wszyscy wciskali mu do głowy, że pozostałe klanowe koty to wrogowie i nie można im ufać. A tu proszę! Jaki świetny egzemplarz się trafił. Barszcz cieszył się w duchu, że te opowieści innych wojowników nie przełożyły się na rzeczywistość. Od zawsze w każdym szukał przyjaciela, co nierzadko skutkowało odrzuceniem, bo większość kotów ma skamieniałe, zamknięte serca. Barszczyk mimo pogodnego usposobienia naprawdę momentami miał załamanie, czemu tak mało kotów chce spędzać z nim czas. On potrzebował mieć kogoś blisko…
Zerknął na klifiaka i odgonił te mroczne myśli. Nie czas na to!
W tejże chwili przypomniało mu się, że zapomniał mu zdradzić swojego imienia. Taki jest roztrzepany ten nasz Barszczyk.
- Jestem Barszczowa Łodyga - ukłonił się teatralnie przed uczniem. - Miło mi Cię poznać, Niedźwiedzia Łapo. Mam nadzieję, że nasza znajomość będzie trwać dłużej niż do zakończenia tego spotkania. - uśmiechnął się szczerze.
- Jak najbardziej! Jestem jeszcze nieobyty w waszych tradycjach, można by rzec, że jest ze mnie nowy nabytek wśród klifiaków, ale słyszałem o waszych zgromadzeniach, być może również i tam skrzyżujemy nasze drogi. Chętnie poznam inne koty z Klanu Burzy.
Barszcz zastrzygł uszami. To on nie był klifiakiem z krwi i kości?
- Nie wiedziałem, że jesteś nietutejszy! To tłumaczy dlaczego jesteś taki wyluzowany. - odpowiedział. - Przejdziemy się?
- A chętnie. - Niedźwiedzia Łapa podniósł się z ziemi i otrzepał z kurzu. Barszcz łapą pomógł mu z trawą w sierści, po czym ruszyli wzdłuż granicy.
Mimo wszystko żaden z nich nie chciał zanadto ryzykować przyłapaniem; dlatego ani Barszczyk nie poszedł do niego, ani Niedźwiedź na teren burzaków.
- Mogę Ci przybliżyć życie kotów klanowych. - oznajmił podekscytowany.
- Z miłą chęcią posłucham. - odpowiedział uprzejmie kocur.
- No to słuchaj, te zgromadzenia, o których mówisz odbywają się co księżyc i wtedy wszystkie klany zawieszają broń. Choćbyś kogoś całego serca nienawidził, na zgromadzeniu nie możesz go zaatakować. - zaczął. - Ja tam lubię na nie chodzić. Dużo różnych kotów z wieloma ciekawymi poglądami można poznać, chociaż nie każdy jest chętny. A co do innych burzaków; dużo z nich jest sztywna i obchodzi ich tylko ich własny nos. Także trafiłeś na najlepszego wojownika Klanu Burzy na jakiego mogłeś!
Posłał mu dumny uśmiech, a Niedźwiedź zaśmiał się na jego słowa.
- A inne tradycje? Czy między klanami różnią się obyczaje? - zapytał.
- Ojejku czuję jakbym miał własnego ucznia! - zaświergotał Barszcz. - Wiesz, nie miałem okazji nikogo szkolić, a bardzo bym chciał.
- Haha, to na mnie możesz potrenować - zaproponował. - Na pewno kiedyś będziesz miał szansę.
- Dzięki! No to słuchaj… w Klanie Nocy koty uczą się pływać, Burzaki stawiają na prędkość, dlatego jestem taki szybki jak błyskawica. U was w Klanie Klifu chyba jesteście mistrzami wspinaczki, co nie? A Klan Wilka ee…nie pamiętam, przepraszam. - powiedział zakłopotany.
- Luzik, nikt nie posiada całej wiedzy o tym świecie - odparł dyplomatycznie.
Barszcz uśmiechnął się łagodnie. Był wdzięczny przybyszowi za podniesienie go na duchu. Rzadko kiedy była taka potrzeba, bo zazwyczaj to on był tym, który poprawia innym nastroje. A tu proszę, jaka miła odmiana…chociaż uczucie przygnębienia jest nieprzyjemne.
Potrząsnął głową, ponownie odganiając natrętne myśli. Nie będzie się nimi zajmować, kiedy przebywa w takim doborowym towarzystwie.
- A… czy Ty opowiesz mi coś o czasie, nim dołączyłeś do Klanu Klifu? - zapytał zaciekawiony. - Byłeś samotnikiem? Ciężkie jest takie życie?
<Niedźwiedzia Łapo? Masz pole do popisu! >

01 sierpnia 2024

Od Niedźwiedziej Łapy CD. Barszczowej Łodygi

Pogoda była zacna. Pora Zielonych Liści wciąż rozpieszczała Klan Klifu; zwierzyny było od groma i tylko jej przybywało. Miodek czuł, że przez te dobrobyty przytył kilka kilo; jego łapy się wzmocniły, sierść nabrała jeszcze więcej blasku, a pazury, przez regularne wchodzenie na drzewa i polowanie na kamiennych klifach, były mocne i ostre. Był naprawdę szczęśliwy, kwitł cieleśnie i mentalnie.
— Wiesz, Kornikowa Koro, to nie tak, że uważam, że jestem nieatrakcyjny. Wręcz przeciwnie, mam nadzieje, że się ze mną zgodzisz, ale... Tak sobie pomyślałem, że nie wszyscy lubią takich zadbanych dżentelmenów jak ja — powiedział do przyjaciela, łapiąc się łapą za pierś. Starszy tylko zmrużył oczy i spojrzał na niego z rozbawienie.
— Jesteś jakiś nie poważny, koleżko. Nie mam pojęcia, co ty tam znowu bredzisz — zaśmiał się gardłowo, zmieniając pozycję, gdyż aktualna uwierała go w kikuta. — Hola, hola! Chyba nie smęcisz znowu o twoim nieporadnych zalotach? Obserwowanie ciebie, próbującego podchodzić Delikatną Bryzę, było zabawne na początku, ale teraz to po prostu cholernie dołujące.
— Ale posłuchaj mnie! — oburzył się i zawołał. Jego nagłe podniesienie głosu sprawiło, że siedzący nieopodal Szary Klif aż podskoczył — Ja zmieniam taktykę... Potrzebuje jakiejś powabnej szramy. — protektor podniósł brew i patrzył się w Niedźwiedzią Łapę, jakby ten miał mysie ogony zamiast wąsów — To pokaże jej, jaki jestem twardy! Że nie jestem tylko dobrzy wychowanym, niesamowicie zdolnym i znakomicie obytym w świecie kocurem... Ale też wojownikiem! Obrońcą uciemiężonych!
— Na pewno to ty jesteś głupi jak dżdżownica — pacnął go w głowę — Daj sobie spokój, to wyjdzie wszystkim na lepsze. Na pewno tobie i twojej mentorce; mam wrażenie, że jakoś wysiwiała...
— Jesteś okrutny! Masz pomagać, a nie doprowadzać koty do depresji! — złapał się za czoło wierzchem łapy i teatralnie przechylił do tyłu. Upadł z głuchym hukiem na grzbiet; chmura z pyłu uniosła się w powietrze i osiadła na jego czekoladowym futrze.
— Ty potrzebujesz jakiejś znacznie poważniejszej pomocy... Chociaż nie wiem, czy to już nie za późno... Szary Klifie, co ty myślisz o tym przypadku? — bury zwrócił się do zielonookiego kaleki. Niebieski wlepił w niego zakłopotane spojrzenie; wzrok przenosił co chwile z jednego kota na drugiego. Uczeń wciąż leżał na ziemi, co chwile dramatycznie wzdychając.
— Nie znam się na sprawach sercowych... Ale faktycznie, Delikatna Bryza nie wydaję się być tobą zainteresowana... Przykro mi Niedźwiedzia Łapo. — skrzywił się nieznacznie, jakby nie chciał wypowiadać tych słów. Z pyska terminatora wydarł się głośny, przeciągły jazgot. Młodszy terapeuta Klanu Klifu nieznacznie się nastroszył i zrobił kwaśną minę. Kornikowa Kora wybuchł śmiechem.
— Wy młodzi jesteście komiczni... Wstawaj paniczu! Nie ma co się tarzać w brudzie prawdziwego świata, jak już robisz to w brudzie własnych myśli. — swoją zdrową kończyną lekko szturchnął aktorzynę. Żółte ślepia zostały w niego wlepione. Miód trzymał kontakt wzrokowy dłuższą chwilę, następnie przeniósł go na brata Zielonego Wzgórza.
— Szary Klifku... Czy ty uważasz, że ładnie by mi było z taką seksowną raną, przecinająca mi pyszczek? Pomyślałem, że skoro ty masz, ekhem, troszkę inne... preferencje... to mógłbyś mi po-
— WYJDŹ!

* * *

Naburmuszony, wyrzucony spod krzaczka przez parę protektorów, opuścił okolicę wodospadu. Musiał się przespacerować, pomyśleć, uporządkować sobie całą sytuację i jego relacje z mentorką. Wiedział, że zdenerwuję się, gdyż nie może opuszczać obozu bez jej pozwolenia, z drugiej strony nie miał mleka pod nosem. Chciał rozprostować łapy, więc zaczął truchtać; prędko i dziarsko wyrzucał nogi do przodu, niczym sarenka. Czuł zapach morza i porannego patrolu; uczęszczali na obchody coraz rzadziej. Spodziewał się, że za jakiś czas zostanie wojownikiem. Nie było już wielu rzeczy, o których nie wiedział, których nie opanował. Nawet wyspecjalizował się już w dziedzinie rzucania krabami; tym razem nie w innych uczniów. Mimo że było to dobra wiadomość; przecież tego właśnie chciał... Chciał być częścią kocich klanów; żyć w społeczności, nie musieć martwić się o to, co włoży do pyska, gdzie będzie spać... Mimo to było mu jakoś przykro...
Nie chciał z nikim rozmawiać. Wiedział, gdzie powinien w tym momencie był pierwsza grupa oznaczająca teren tego dnia, więc skierował się tam, gdzie na pewno już byli. Przyśpieszył kroku. Kłus zamienił się w pełny bieg; niezbyt szybki, ale równomierny i obszerny. Chciał iść na swoje ulubione miejsce. Kamień, który o tej porze powinien być idealnie wygrzany przez słońce, położony idealnie między Klanem Klifu a Klanem Burzy.
Zobaczył płaskiego otoczaka już z daleka. Przychodził tutaj często. Znajdował się w bezpiecznej odległości od morza; nie widział go, ale relaksujący szum leciał gdzieś w tle, a w dodatku wilgotna, świeża bryza dochodziła do jego nozdrzy i nawilżała futerko. Zwolnił, chciał uspokoić bicie serca, by od razu móc przejść do etapu pełnego luzu, gdy tylko dotrze do głazu. Szedł spokojnie, aż tu nagle BUM! Spadł na niego... Kot?
— O na Klan Gwiazd! NAJMOCNIEJ Cię przepraszam, nie miałem zamiaru na Ciebie spaść!— jegomość, który tak postanowił go zaskoczyć, był dosyć ciężki... Miodek, przykuty na moment do ziemi, nie miał już ochoty wstawać. — Wszystko w porządku? Co Ty w ogóle robisz na terytorium Klanu Burzy?
Żółtooki zastrzygł uszami. Nikt mu nie wmówi, że znajdował się na nie swoich ziemiach. Znał już te okolice jak własną łapę. Gdy poczuł, że ciężar z jego barek całkowicie się stracił, delikatnie się
przekręcił, odwracając łeb w stronę burzaka. Lekko obolały, nie chciał jednak wyjść na grubianina.
— Uszanowanie... Miło mi cię poznać, bardzo szanuję tak nietuzinkowe zapoznanie, ale muszę cię zawieźć... Jestem niemal całkowicie pewien, że leżę, a ty stoisz, na terenach Klanu Klifu — przewrócił się na obolały grzbiet i wyciągnął nogi, by się rozciągnąć.
— To niemożliwe. Jakaś pomyłka. Hm... — zamyślił się zdziwiony pręgusek. Nie wyglądał niebezpiecznie. Pysk miał pogodny, a oczka szczere i łagodne. Spojrzał na miejsce, skąd musiał spaść. Zaczął kręcić się w kółko, jak gdyby oceniał, czy ta informacja mogła być prawdziwa. Po chwili ciszy przerwał ją — Musisz mieć w takim razie racje. Ale ze mnie gapa! Ha ha!
Radosne usposobienie nieznajomego wojownika bardzo spodobało się Niedźwiedziej Łapie. Nie wyglądał na zbytnio zmartwionego tymi okolicznościami; to również zrobiło pozytywne wrażenie na klifiaku. Zobaczył on w nim samego siebie.
— No więc... Co robiłeś, zanim spadłeś mi z nieba?
— Próbowałem przegonić wiatr — uśmiechnął się niewinnie — Niestety okazał się mieć w sobie więcej pary niż moje łapy.
— Hm... Wiatr to faktycznie ciężki przeciwnik... — zamyślił się teatralnie, wciąż leżąc wygięty na grzbiecie. Wpatrywał się w chmury; one też biegły wraz z prądami powietrza — Być może, by latać jak te białe puszki, musimy dać się mu nieść, a nie z nim konkurować?
— To może być jakiejś rozwiązanie! Ale jak to zrobić, czy w Klanie Klifu uczą was tego? Jesteście tacy skoczni, musicie przecież jakoś dosięgać ptaków. — Pomarańczowe ślepia wlepiły się w niego. Przeszywały go, czekając na odpowiedź. Miód zamyślił się.
— Nie jestem pewien czy jesteśmy bardziej predysponowani do wzlatywania od innych kotów, acz faktycznie, goniąc ptaki po drzewach, są momenty, jakbym miał zaraz sam dostać skrzydeł — terminator przewrócił się na brzuch, patrząc na krótkowłosego z dołu, spod przymrużonych oczu. — Mam na imię Niedźwiedzia Łapa, a ty, miły obcy? No i skoro mi mają wyrastać psie piórka, to czy tobie już wychodzi zajęcza kitka?

[1143 słowa; trening wojownika]
[przyznano 23%]
<Barszczyk?>

29 lipca 2024

Od Barszczowej Łodygi do Niedźwiedziej Łapy

Barszcz cieszył się każdym promieniem słońca, jaki wpadał do obozu. Kochał Porę Zielonych Liści, była taka pozytywna i ciepła, a to jego dwa ulubione połączenia.
Westchnął pod nosem, kończąc mycie swojego futra, po czym wstał sprawnym ruchem i wyszedł z legowiska wojowników. Minął się z Nornicową Łapą, kłaniając jej się w pas, pozdrawiając kotkę serdecznym uśmiechem. Jakiż z niego dżentelmen! Uczennica odwzajemniła gest, chociaż nie z takim rozmachem, ale kiwnęła mu głową na powitanie, jej mina nie była jednak zbyt przyjazna. Barszcz w duchu się ucieszył, że przekazał kotce takie dobre wibracje (nawet jeśli ich nie wzięła). W końcu każdym dniem należy się cieszyć!
Z tego co wiedział, miał wyruszyć na patrol z Kukułczym Skrzydłem i Nagietkowym Wschodem. Oba kocury darzył szczerą sympatią, chociaż chyba bez wzajemności. No, ale kto by się tym przejmował? Najważniejsze jest dobro ich klanu, dlatego pomimo braku miłości między nimi to połączą swoje siły i wspólnie zbadają tereny ich wspaniałego klanu.
Spotkał się z nimi niedługo później i wyruszyli. Barszcz próbował ich zagadywać, jednak tylko Kukułcze Skrzydło wszedł z nim w jakąkolwiek rozmowę, a nie tylko pyskował jak Nagietek. Cóż, w końcu rude to wredne, nie? Chociaż to nieeleganckie z jego strony tak oceniać, ale kocur sam się prosi o łatkę niemiłego. Barszcz był ciekawy czy dla kogokolwiek kiedykolwiek Nagietkowy Wschód był co najmniej znośnie względny.
Koniec swoich przemyśleń zwieńczył wzruszeniem ramion, kończąc rozmowę w swojej głowie.
Jakiś czas później kocury postanowiły się rozdzielić. Barszcz nie miał pojęcia dlaczego, przecież patrole robi się wspólnie.
- Czemu mamy się rozejść? - Zapytał, patrząc na Nagietkowy Wschód.
- Bo ja tak mówię. - Odparł dobitnie, odwrócił się na pięcie i poszedł w swoją stronę. Barszcz spojrzał na Kukułcze Skrzydło.
- Pewnie ma jakieś szemrane, nieeleganckie interesy do załatwienia. - Mruknął obojętnie, idąc w tylko sobie znanym kierunku.
I w ten oto sposób został sam. Nawet nie wiedział, czy to było legalne, takie rozdzielnie się. Kopnął leżący nieopodal siebie kamień i ruszył ku granicy z Klanem Klifu, bo tylko ten kierunek mu pozostał. Ruszył od Martwego Szlaku ku Kamiennym Strażnikom.
Po drodze rozglądał się za jakąś okazjonalną zwierzyną, jednak jak na złość nie było ani jednej sikoreczki. Nie poddawał się jednak i dalej szukał, a kiedy naprawdę upewnił się, że nic tu nie było, westchnął tylko i ruszył dalej.
W pewnej chwili zawiał wiatr, a Barszcza naszła świetna myśl! A gdyby tak wygrał wyścig z wiatrem?
Rzucił się więc w pogoń w kierunku, w którym wiał wiatr, akurat nieopodal Kamiennych Strażników. Gnał ile sił, przeskakując zwinnie napotkane gałęzie czy kamienie, z wielkim uśmiechem na pysku. Takie rzeczy kochał! Wiatr we włosach, adrenalina, poczucie wolności! Prosty bieg, a potrafił oczyścić głowę ze wszelkich czarnych myśli.
Skakał niczym sarenka, biegnąc dalej, nie patrząc pod nogi. W końcu krajobraz tak szybko się zmieniał.
Dotarł na granicę z Klanem Klifu, i dalej trzymając stałą prędkość (już mniejszą, niż na początku, bo jednak nie miał aż tyle sił) skakał sobie nad rozrzuconymi przez wiatr gałęziami. Wskoczył na pierwszy wielki głaz, potem na mniejszy, aż zobaczył przed sobą taki wielki piękny kamień, który aż prosił się o rzucenie mu wyzwania wskoczenia na niego! Był akurat na granicy, więc nic się nie stanie, jeśli podejmie się tego zadania.
Stanął na krańcu płaskiego kamienia, na którym był, przycupnął, oceniając odległość. I po chwili skok! Rzucił się do wielkiego susa. Lecąc tak nad ziemią, czuł się niczym ptak rozpościerający swoje piękne skrzydła. W duchu krzyczał, śmiał się, bawił, aż nie przyszło mu lądować. Jak się okazało, źle wyliczył odległość i ześlizgnął się z kamienia prosto na twardą ziemię. Poleciał jak przysłowiowa kłoda, wprost na jakiegoś kota, który akurat tamtędy się przechadzał i miał tego pecha znaleźć się między nim a ziemią.
Upadli we dwóch, a Barszczowa Łodyga stęknął obolały. Natychmiast kiedy oprzytomniał nieco, wstał jak poparzony ze zmartwioną miną.
- O na Klan Gwiazd! NAJMOCNIEJ Cię przepraszam, nie miałem zamiaru na Ciebie spaść! - Dotknął łapami jasnego kocura, upewniając się, że oddycha. Wyglądało na to, że nie chciało mu się po prostu dźwignąć do wstania po upadku. - Wszystko w porządku? Co Ty w ogóle robisz na terytorium Klanu Burzy?

<Niedźwiedzia Łapo? Możesz mu wytknąć, że są na Twoim terenie c: >