*akcja ma miejsce po ostatnich trzech oneshotach Flądry oraz przed mianowaniem kociąt*
Gdy Fląderka dostrzegła piastuna zmierzającego w jej stronę, a z jego pyska padło jej imię, wręcz napięła wszystkie mięśnie w obawie, że będzie czekać ją rozmowa z kocurem na temat zachowania Lipieńka – jego niewygodnych pytań i kwestionowania wszystkiego, co go otaczało. Bo mimo prób, nie udało jej się zbytnio wpłynąć na zachowanie swojego syna, który jakby nie patrzeć był swego rodzaju indywidualistą w Klanie Nocy. Co zarówno fascynowało Fląderkę, jak i również przerażało. Martwiła się, że kocurek może zostać w przyszłości wygnany z klanu za bycie problemowym kotem zdaniem większości kotów w ich społeczności, a tego nie chciała. Nie chciała stracić kolejne ze swoich kociąt, podobnie jak straciła rodzeństwo czy rodziców.
– J-ja... nic nie zrobiłam – powiedziała, czując się niczym małe kocię, tłumaczące się ze swojego wybryku, którego na dobrą sprawę nie dokonało. Jednak taka była prawda. Jej kontakt z Urodziwym Szafirkiem sprowadzał się do powiedzenia "dzień dobry" czy spojrzenia się w stronę kocicy, gdy ta dzieliła języki ze swoim partnerem lub rozmawiała z innymi kotami. I mimo tego, że znała podejście kocicy, głównie z plotek, na temat dotyczący jej przyjaznego nastawienia do kocich przestawicieli o brązowej barwie futra, ciężko nazwać było je koleżankami. Między nimi nie były żadnej relacji, przynajmniej według Fląderki, jak i pewnie w oczach innych wojowników również. – N-nigdy nawet nie dotknęłam Urodziwego Szafirka, więc to niemożliwe, abym ją zaraziła. N-nawet na jej ślubie...
– Łżesz... nie raz widziałem, jak znajdowałaś się blisko mojej Szafirki. Zdecydowanie za blisko. Odebrałaś mi córkę...
Fląderka struchlała. Nie przypominała sobie, aby kręciła się za blisko Urodziwej Szafirki. Większość dni spędzała w towarzystwie Wymarzonej Słodyczy oraz Mysiomózgiej Łapy, gdy ta żyła, jak i również rodziny królewskiej. Zarówno Rogatego Flaminga oraz Klekoczącego Bociana można było zauważyć często w towarzystwie Flądry, w szczególności przed ciążą i porodem kocicy nim zaszyła się na dobre w kociarni. Gdy pierwszy z książąt dawał odrzutkowi niestworzone zadania oraz misje, tak drugi usilnie próbował odpędzić się od towarzystwa odrzutka, w szczególności, gdy kocica zadawała mu przeróżne pytania na temat klanu czy zagadnień medycznych.
– To ty powinnaś odejść z tego klanu, a nie ona i Przypalony Kasztan. Swoim odejściem wyświadczyłabyś wszystkim przysługę, a w szczególności własnym kociętom. – Piastun przeniósł spojrzenie na pochłonięte zabawą kocięta. – Weź przykład z ich ojca i dołącz do niego na terenach niczyich. Po prostu... Spływaj!
Mimo, że kocur silił się na szept, jego słowa musiały dotrzeć do uszu Sennej Łzy, która z zainteresowaniem przyglądała się ze swojego posłania parze kotów. Fląderka instynktownie przeniosła spojrzenie na swoje dzieci, które na jej, jak i ich szczęście nie słyszały wymiany zdań między piastunem, a matką.
Fląderka milczała przed dłuższą chwilę. Jej mały móżdżek potrafił pojąć, dlaczego kocur powiedział jej te, a nie inne słowa. Tęsknił za szylkretową kotką i odobnie, jak jego syn, piastun nie przepadał za czekoladowymi kotami przez wzgląd na wpojone wartości, które raz za razem utwierdzały go i innych w przekonaniu, że z czekoladowymi kotami naprawdę jest coś nie tak. I nie obawiał się okazywania jawnej niechęci względem nich, jak i nastawianiu Wełnianki czy Centuri przecie własnej matce, które z księżyca na księżyc się nasiliło – obie koteczki przestały z chęcią wtulać się w bok Fląderki, decydując się na szczególny odstęp między nią, a ich samymi.
Odejście ukochanej córki Złocistego Widlika, niedługo po tym, jak Fląderka zagościła na jej ślubie. Pojawienie się czekoladowego samotnika na kolejnym. Agresywna matka Pyzy, Bzyczka oraz Milczka, woląca zabrać ze sobą kocięta do krainy przodków czy narodziny potomstwa Flądry oraz ich odmienność od pozostałych kociąt. Raz za razem członkowie Klanu Nocy otrzymywali potwierdzenie, być może od samego Klanu Gwiazdy, na temat nauk, które otrzymywały od pierwszych dni spędzonych w żłobku.
– Z-złocisty Widliku. Jest mi naprawdę przykro z powodu odejścia... zaginięcia twojej córki... G-gdym mogła, gdyby Mandarynkowa Gwiazda lub książę Błękitna Laguna mi na to pozwolili, zrobiłabym wszystko, aby przyprowadzić Urodziwego Szafirka wraz ze swoim partnerem z powrotem do klanu... Abyście znowu mogli być razem... sama wiem, jakie to uczucie, gdy traci się ukochanych bliskich i nie chcę, abyś tak się czuł... Proszę, uwierz mi, że to nie ja ją zaraziłam, ani nie proponowałam jej porzucenia rodziny... m-może to sprawka jakiegoś innego czekoladowego kota... t-tego samotnika, który nawiedził nasze tereny... m-może on ją skrzywdził albo coś jej powiedział...
Dziwnie się czuła z faktem oczerniania czekoladowego kocura, którego żywot zakończył się z dniem jego egzekucji. Jednak może naprawdę kocur się wcześniej spotkał z Urodziwym Szafirkiem, tym bardziej było to prawdopodobne, skoro znał lokalizację obozu. Może również dowiedział się, że szylkretka nie była uprzedzona do kotów o brązowej okrywie i to jakoś wykorzystał?
Fląderka pomyślała również o swoim srebrzystym synku, Pyzie oraz Bzyczku. Jeśli to nie ona oraz samotnik, to może któreś z kociąt miało jakiś wpływ na decyzję Urodziwego Szafirka odnośnie odejścia z Klanu Nocy? Tylko w jaki sposób mieli wpłynąć na decyzję dorosłej wojowniczki.
<złoty? zleć jej zadanie, może przy okazji pozbędziesz się jej na dobre z klanu i może jakimś cudem znajdzie zagioną parkę
challenge dla odrzuta >
challenge dla odrzuta >


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz