Ona była okej z rolą uciekiniera. Ale czemu Fiołek zawsze chciał być koniecznie tym silnym wojownikiem w zabawach? Nie wiedziała. Nie zastanawiała się nad tym jednak długo, gdyż przyzwyczaiła się już do ukochanego braciszka, wyglądającego nieomal jak klon matki. Cętkowana spojrzała na liliowe kocię, a potem podążyła spojrzeniem tam, gdzie padał wzrok Kminek. Dostrzegła Deszczyk, i już po chwili domyśliła się, o co chodziło córce Przepiórki.
- Hej, Deszczyk? Chcesz się bawić w zabawę z tym lisem? – spytała delikatnie bura, uśmiechając się leciutko.
- I wielkim, silnym wojownikiem, broniącym bezbronnych kociąt!
- Ty też jesteś kocięciem. – miauknęła zielonooka starsza kocica, chichocząc.
- Nie mamo! Jestem wielkim wojownikiem! Patrz! – powiedział bojowo a zarazem buntowniczo żółtooki, po czym ustawił się w dumnej pozie, jakby właśnie próbował swą „potęgą i muskulaturą” odstraszyć jakiegoś niewidzialnego wroga. Bylica zachichotała ponownie, po czym polizała syna po łebku.
- Oh, tak, oczywiście, jesteś wieeeelkim wojownikiem Fiołeczku. – wymruczała. – o, spójrz, tam jest lis! – wymiauczała srebrna, po czym przysunęła do niebieskiego kulkę mchu.
- Wróg! Popamiętasz wielkiego Fiołka, obrońcę i potężnego wojownika rodziny! – wykrzyczał bojowo, po czym rzucił się na zabawkę z wysuniętymi pazurkami. Rozpoczął szarpanie kulki swymi szponami oraz wbijanie w nią swych kiełków i rozszarpywanie jej na drobne kawałeczki. Bura spojrzała na liliową chichocząc.
Typowy Fiołek.
Po chwili wraz z siostrą zaczęły udawać dwa lisy walczące z wojowniczą samotniczką Skowronek, podczas gdy ich brat dalej szarpał biedną kulkę mchu, a Bylica patrząc na to uśmiechała się chichrając.
- Hej…Krokus…-miauknęła cichutko Kminek, po czym wskoczyła do dołu. Fiołek syknął na nią. Kotka cofnęła się delikatnie, ale zaraz potem położyła tuż przed pyszczkiem Krokus małą myszkę. – proszę…zjedz...nie możesz się głodzić…mama nie chciała by…
- Mama? Oh, tak, pamiętam. Ta kotka, której tak bardzo nie lubisz, która była taka okroooopna i która kazała Skowronek trenować. Tak. Już na pewno wezmę i to wtrancholę specjalnie dla takiego lisiego serca, jak ty. No. Jeśli nie czujesz, to to był sarkazm. – ostatnie zdanie wysyczała, po czym wstała i kopnęła piszczkę. Liliowa położyła swe uszka, po czym przerażona spojrzała na miodowooką, która nastroszyła swe bure futro, zwiększając optycznie jego objętość o jakieś trzy razy. – Spadaj, sierściuchu. Zdrajco rodziny. – warknęła – nie chcę od ciebie żadnej głupiej myszy, żadnych przysług, nie chcę cię widzieć, nie chcę cię słyszeć, nie chcę cię… - i wtedy została uniesiona w górę przez złotą karmicielkę. Fiołek nasyczał na starszą kocicę w obronie cętkowanej siostry, zaraz potem żółtooka wrzasnęła – PUŚĆ MNIE RYBI PYSKU!
- Pfymknij sfię, malcu – warknęła przez zęby pełne futra Ptasi Jazgot. – AŁA! – wrzasnęła, kiedy to niebieski syn Bylicy ugryzł ją w łapę. Starsza pchnęła malucha, który przetoczył się o dwie długości ogona dalej.
- FIOŁEK! – wrzasnęła wystraszona Krokus, iż coś mogło stać się jej bratu podczas upadku – PUŚĆ MNIE! JUŻ! – wrzeszczała przerażona, łzy popłynęły po jej policzkach. – T-t-to twoja wina…gdyby nie ty…nie ty…to m-m-może bylibyśmy z mamą, mo-o-oże ta cała Tulipan by nas nie pilnowała! – wymiauczała przez łzy, patrząc na Kminek, która w jej oczach zdawała się tylko liliową plamą, z powodu łez, które były w jej ślipiach. – J-j-jak mogłaś!