BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krokus x Kminek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krokus x Kminek. Pokaż wszystkie posty

29 maja 2022

Od Krokus CD Kminek

przed treningiem w czasach kocięstwa
– Co wy na to – zaczął nagle Fiołek. Miodowooka spojrzała na niego – pobawimy się! – spojrzał po ich pyskach– Udajmy lisy! Kminek będzie złym lisem, a wy będziecie uciekać, a ja będę broniącym wojownikiem!
Ona była okej z rolą uciekiniera. Ale czemu Fiołek zawsze chciał być koniecznie tym silnym wojownikiem w zabawach? Nie wiedziała. Nie zastanawiała się nad tym jednak długo, gdyż przyzwyczaiła się już do ukochanego braciszka, wyglądającego nieomal jak klon matki. Cętkowana spojrzała na liliowe kocię, a potem podążyła spojrzeniem tam, gdzie padał wzrok Kminek. Dostrzegła Deszczyk, i już po chwili domyśliła się, o co chodziło córce Przepiórki.
- Hej, Deszczyk? Chcesz się bawić w zabawę z tym lisem? – spytała delikatnie bura, uśmiechając się leciutko.
- I wielkim, silnym wojownikiem, broniącym bezbronnych kociąt!
- Ty też jesteś kocięciem. – miauknęła zielonooka starsza kocica, chichocząc.
- Nie mamo! Jestem wielkim wojownikiem! Patrz! – powiedział bojowo a zarazem buntowniczo żółtooki, po czym ustawił się w dumnej pozie, jakby właśnie próbował swą „potęgą i muskulaturą” odstraszyć jakiegoś niewidzialnego wroga. Bylica zachichotała ponownie, po czym polizała syna po łebku.
- Oh, tak, oczywiście, jesteś wieeeelkim wojownikiem Fiołeczku. – wymruczała. – o, spójrz, tam jest lis! – wymiauczała srebrna, po czym przysunęła do niebieskiego kulkę mchu.
- Wróg! Popamiętasz wielkiego Fiołka, obrońcę i potężnego wojownika rodziny! – wykrzyczał bojowo, po czym rzucił się na zabawkę z wysuniętymi pazurkami. Rozpoczął szarpanie kulki swymi szponami oraz wbijanie w nią swych kiełków i rozszarpywanie jej na drobne kawałeczki. Bura spojrzała na liliową chichocząc.
Typowy Fiołek.
Po chwili wraz z siostrą zaczęły udawać dwa lisy walczące z wojowniczą samotniczką Skowronek, podczas gdy ich brat dalej szarpał biedną kulkę mchu, a Bylica patrząc na to uśmiechała się chichrając.
***
przed bitwą rzezią
Leżała w norze wykopanej przez Fiołka razem z nim. Bała się. Tak strasznie się bała, że ich tu uwiężą. Że nie zobaczy już więcej swej matki. Co z tego, że ta cała Echo mówiła, iż zapewni im spotkanie z srebrną kotką. Oni i tak ich nie puszczą. Nie pozwolą im odejść. Chcieli ich tu zatrzymać, dla swoich korzyści. Ta cała Ptasi Jazgot ciągle komentowała, jaka to bura jest głupiutka, że dalej odmawia jedzenia. Ona jednak była nieugięta, mimo iż głód jej mocno doskwierał a ona powoli traciła siły. Oszczędzała energię, leżąc w miejscu, wbijając spojrzenie miodowych ślepi w brata lub ścianę. Nagle cętkowana usłyszała kroki, co za skutkowało ruchem jej kocięcego uszka w kierunku, z którego dobiegał dźwięk. Po chwili padł na nią cień jej przybranej siostry. Tej zdradzieckiej siostry, która mówiła tak okropne rzeczy o ich matce. Jak ona mogła. Jak mogła zdradzić tą, która uratowała jej życie, opiekowała się nimi, kochała ją i Skowronek jak własne córki? Cętkowana nie rozumiała, jak liliowa mogła dopuścić się takiego czynu. Co jej odbiło? Czyżby stanęła po stronie członków Klanu Nocy? Została przekonana, iż ich matka była szpiegiem? Wmówiono jej, że Bylica się nimi źle opiekowała? A może po prostu to było prostsze dla Kminek? Może sądziła, iż jeśli uzna, że jej matka kłamie w kwestii tego co stało się z jej matką, i chce w to uparcie wierzyć? A może wszystko na raz? Krokus zmarszczyła brwi, czego jednolita nie mogła jednak widzieć, bo bura leżała do niej odwrócona tyłem. Niech odpuści sobie rozmowę z nią. Ona nie chciała rozmawiać z kimś, kto tak podle zdradził jej rodzinę. Po chwili rozbrzmiał w jej uszach głos młodszej przybranej siostry.
- Hej…Krokus…-miauknęła cichutko Kminek, po czym wskoczyła do dołu. Fiołek syknął na nią. Kotka cofnęła się delikatnie, ale zaraz potem położyła tuż przed pyszczkiem Krokus małą myszkę. – proszę…zjedz...nie możesz się głodzić…mama nie chciała by…
- Mama? Oh, tak, pamiętam. Ta kotka, której tak bardzo nie lubisz, która była taka okroooopna i która kazała Skowronek trenować. Tak. Już na pewno wezmę i to wtrancholę specjalnie dla takiego lisiego serca, jak ty. No. Jeśli nie czujesz, to to był sarkazm. – ostatnie zdanie wysyczała, po czym wstała i kopnęła piszczkę. Liliowa położyła swe uszka, po czym przerażona spojrzała na miodowooką, która nastroszyła swe bure futro, zwiększając optycznie jego objętość o jakieś trzy razy. – Spadaj, sierściuchu. Zdrajco rodziny. – warknęła – nie chcę od ciebie żadnej głupiej myszy, żadnych przysług, nie chcę cię widzieć, nie chcę cię słyszeć, nie chcę cię… - i wtedy została uniesiona w górę przez złotą karmicielkę. Fiołek nasyczał na starszą kocicę w obronie cętkowanej siostry, zaraz potem żółtooka wrzasnęła – PUŚĆ MNIE RYBI PYSKU!
- Pfymknij sfię, malcu – warknęła przez zęby pełne futra Ptasi Jazgot. – AŁA! – wrzasnęła, kiedy to niebieski syn Bylicy ugryzł ją w łapę. Starsza pchnęła malucha, który przetoczył się o dwie długości ogona dalej.
- FIOŁEK! – wrzasnęła wystraszona Krokus, iż coś mogło stać się jej bratu podczas upadku – PUŚĆ MNIE! JUŻ! – wrzeszczała przerażona, łzy popłynęły po jej policzkach. – T-t-to twoja wina…gdyby nie ty…nie ty…to m-m-może bylibyśmy z mamą, mo-o-oże ta cała Tulipan by nas nie pilnowała! – wymiauczała przez łzy, patrząc na Kminek, która w jej oczach zdawała się tylko liliową plamą, z powodu łez, które były w jej ślipiach. – J-j-jak mogłaś!
<Kminek?>

21 maja 2022

Od Kminek CD Krokus

Kminek oblizała pysk po posiłku. Widząc, że nic się nie dzieje, a rodzeństwo też odpoczywa, zaczęła czyścić futro, zmierzwione przez poranną wycieczkę. Z dokładnością czyściła wierzch łapy, gdy Skowronek wbiegła w nią z impetem i przewróciła. Siostrze udało się podskoczyć i zachować równowagę, od razu więc odbiegła skąd przyszła.
– Hej!– pisnęła z podłoża, wstając i rozglądając się za nią, oraz by zorientować się co się dzieje. Deszcz siedziała jak zwykle z boku, a pozostała trójka wciągnęła się w udawaną bijatykę. Liliowa machnęła ogonem i z rozbiegu dołączyła do grupy, celując w brązowo-rudą sprawczynię jej wcześniejszego upadku. Nie używała tak naprawdę całej siły i pazurów, jak reszta, tylko wystarczająco, by zdziałać cokolwiek. Skowronek zachwiała się z zaskoczonym piskiem. Chwilę się potarmosili z resztą w kolorowej kupie futra i w końcu przystanęli, zdyszani. Fiołek zaczął swoje przechwałki na temat tego, jak silnym wojownikiem będzie i inne takie, swoje zwykłe bzdury.
– Co wy na to – zaczął – pobawimy się! – spojrzał po ich pyskach– Udajmy lisy! Kminek będzie złym lisem, a my będziecie uciekać, a ja będę broniącym wojownikiem!
Wspomniana odruchowo chciała wywrócić oczami, ale brzmiało to jak dobra zabawa, więc dlaczego by nie? Niespecjalnie czuła się jak czarny charakter, ale to tylko gra. Mruknęła tylko twierdząco i spojrzała na resztę, zerkając też w stronę Deszcz, która rzadko dołączała do ich zabaw.

<Krokus?>

18 maja 2022

Od Krokus CD Kminek

*przed porwaniem, oraz przed rozpoczęciem treningu pod okiem Bylicy*
Bura spała spokojnie zwinięta w kuleczkę. W jej śnie mama przyniosła im cały stos myszy, a oni pławili się w nich. Krokus leżąca na grzbiecie podrzucała na łapkach jedną ze zdobyczy, podczas gdy jej siostry leżały na stosie szaro-brązowych ciałek. I wtedy sen został przerwany, bo cętkowana usłyszała głosik swej siostrzyczki.
– Wstawaj – szepnęła liliowa– coś ci pokażę!
Krokus powoli wygramoliła się ze swojej pozycji i spojrzała na młodszą. Mrugnęła parę razy powoli oczyma, zaspana. W tym czasie Kminek zdążyła już znaleźć się przy wyjściu z ich kłody, rzucić jej wyczekujące spojrzenie, wskazać łebkiem wyjście i wyskoczyć z dziupli. Cętkowana po chwili dołączyła do brązowookiej, jednak wychodząc niemal się wywaliła na pyszczek. Córka Przepiórki szybko ruszyła przed siebie, przez co bura musiała nie mało się na starać, by za nią nadążyć. Skąd ona miała tyle energii tak wcześnie rano?
– Gdzie idziemy? – spytała po pewnym czasie swą siostrę Krokus.
– Zobaczysz! – odparła entuzjastycznie liliowa.
Kminek parła przez wysoką trawę do przodu, zgrabnie omijała przeszkody. Cętkowanej szło to nieco gorzej, nie raz prawie zaliczyła wywrotkę. Dalej była nieco zaspana, przez co była jeszcze bardziej niezdarna niż zwykle.
– Już prawie jesteśmy! – zapowiedziała brązowooka. Krokus przyspieszyła kroku na tyle, na ile mogła.
Wkrótce miodowym ślipkom burej ukazał się głaz. Kminek weszła na niego, po czym dała znak cętkowanej, aby ta usiadła obok niej. Wnuczka Sikorki weszła na głaz. Dysząc usiadła obok córki Ćwikły. Skała znajdowała się na jakimś wzniesieniu, dużym dla maluchów, małym dla dorosłych kotów.
– Ładnie, co nie? – szepnęła liliowa.
Bura spojrzała przed siebie i zaparło jej dech w klatce piersiowej. Widziały stąd całą łąkę.
- Ładnie? Jest przepięknie! – miauknęła nieco bardziej niż wcześniej rozbudzona Krokus. – I dzień dobry, panu, pani lub pano. – przywitała się z głazem, na którym siedziały. – Muszę kiedyś wybrać się z tobą na spacer poranny. – powiedziała uradowana cętkowana, ale po chwili speszyła się. – będę mogła? – spytała siostrzyczki, prosząco patrząc na nią swymi wielkimi żółtymi oczkami.
- Oczywiście, ale najpierw musisz wcześnie wstać. – odpowiedziała brązowooka z lekkim uśmiechem.
- Dziękuję, siostrzyczko. – wymruczała bura, po czym przykleiła się do swej siostry i zaczęła miarowo mruczeć, przymykając oczy.
Potem niestety musiały wrócić, bo niedługo matka i reszta rodzeństwa się obudzi, ale tym razem poszło im to bardziej sprawnie, jako iż cętkowana była już porządnie rozbudzona. Po pożegnaniu się z kamieniem wyruszyły w drogę powrotną. Kiedy zbliżyły się do pieńka, dostrzegł matkę siedzącą przed nimi.
- Tu jesteście! Gdzie wyście się podziewały co? – spytała Bylica. W jej głosie nie było pretensji ani wściekłości, jednak mimo tego Krokus położyła płasko uszy zmartwiona. A co jak mama zabroni im wychodzić? Albo da im szlaban? Jeszcze nigdy tak nie zrobiła, ale wszystko możliwe. - No. Chodźcie. Śniadanie już czeka. – wymruczała zielonooka kocica, liżąc je po łebku. Potem weszły do środka, gdzie Fiołek, Deszczyk i Skowronek dobrali się już do tłustszej z dwóch nornic. One musiały zadowolić się tą mniejszą. Rozpoczęły konsumpcję, jednak nagle pewna myśl przeszła cętkowanej przez głowę.
- Mamo, a ty coś jadłaś na śniadanie? – spytała zmartwionym głosem żółtooka.
- Ych, no, nie kochanie. Wy potrzebujecie śniadania bardziej niż ja. – odparła zakłopotana Bylica.
Bura rzuciła porozumiewawcze spojrzenie Kminek. Liliowa skinęła głową. Chwyciły mysz z dwóch stron po czym położyły ją pod białymi łapami matki.
- To dla ciebie.
- Ale dziecko, nie mogę, to jest dla was, bo wy…
- Ty też musisz zjeść śniadanie. A nam nie potrzeba więcej… – przerwała jej Krokus, - zjedz mamo, proszęęęę – miauknęła, patrząc na matkę wielkimi miodowymi oczkami.
- Dobrze, już dobrze. Zjem trochę. – mruknęła zrezygnowana błękitna, po czym dobrała się do w większości już zjedzonej myszy. Cętkowana wraz z jednolitą z ulgą odwróciły się w stronę rodzeństwa, które już zjadło posiłek. Może teraz się pobawią?
<Kminek? :3> 

13 maja 2022

Od Kminek CD. Krokus

Kminek cicho zaśmiała się z brata, po czym głęboko nabrała powietrza na wzmiankę o kamieniu i z cichą nadzieją obserwowała rozwój akcji. Po chwili — tak, oto on! Kamień Krokus!
Mama wskoczyła wraz z kamieniem do środka i położyła go na ziemi. Kociaki radośnie zamruczały, patrząc na siebie.
– A teraz – zaczęła karmicielka, przerywając im festiwal mruczenia – Trzeba was wymyć.
I zgarnęła całą czwórkę do siebie, po kolei czyszcząc; zaczęła od wijącego się Fiołka, któremu po chwili, w miarę czystemu, udało się wyszarpać. Zostały tylko siostry, które poddały się spokojnie zabiegowi; w końcu język mamy był większy niż ich własne, więc szło jej to szybciej. A nawet zaczęły kolejno zasypiać.
***
Następnego poranka Kminek wróciła nie tylko wcześniej, z dobrym humorem, ale też czystsza i cicho podkradła się do Krokus. Bo ta, jak wszyscy inni, jeszcze spała. Trąciła ją łapą. Raz i drugi, nawet trzeci. I ta dopiero wtedy zareagowała, na co z gardła Kminek wydarł się radosny pomruk.
– Wstawaj – szepnęła – coś ci pokażę!
Krokus powoli wygramoliła się ze swojej pozycji i wciąż niezrozumiałym spojrzeniem się jej przyglądała, ale Kminek już stała ponownie w wyjściu z ich schronienia i wyczekująco odwzajemniła wzrok. Ruchem głowy wskazała wyjście i po chwili można było usłyszeć ciche skrobanie jej pazurków.
Dzisiaj ziemia była sucha, ale nie za sucha. Taka w sam raz, by zmiękczyć lądowanie kociaka. Poczekała, aż dołączyła do niej Krokus i energicznie ruszyła przed siebie. Próbowała spowolnić, żeby truchtająca z nią siostra mogła nadążyć, jednak po chwili zapominała się i znowu wyrywała do przodu. Wtedy się zatrzymywała i czekała. I tak powtarzał się cały proces.
– Gdzie idziemy?
– Zobaczysz!
Trawa często była większa niż koteczki, więc musiały się natrudzić z wymijaniem, lub przeskakiwaniem jej. Ale Kminek wiedziała, gdzie idzie i bez wahania parła do przodu.
– Już prawie jesteśmy! – zapowiedziała. Gdy podskoczyła odpowiednio wysoko, widziała swój ulubiony głaz.
Wkrótce dotarły do niego i liliowa weszła pierwsza, by podać pomocną łapę siostrze. Zaraz potem usiadła i poklepała łapą miejsce obok.
Znalazła to miejsce wczoraj i bardzo je lubiła. Było to niewielkie (dla nich, jako kociaków, wydawało się ogromne) wzniesienie, z którego trochę lepiej było widać łąkę, niż z ich zwykłego poziomu.
Krokus, dysząc, niepewnie usiadła obok i popatrzyła w samym kierunku co Kminek, która właśnie była na etapie zachwycania się jakimś małym, fioletowym kwiatkiem, pnącym się po skale, układając się w bochenek dla lepszego dostępu.
– Ładnie, co nie? – szepnęła, bo miała wrażenie, że przerwanie głosem ciszy, która panowała, gdyby wygłuszyć śpiew ptaków, byłoby czymś niewyobrażalnie złym.

<Krokus?>

11 maja 2022

Od Krokus CD Kminek

– Jak chcesz, to możesz zostać w drzewie. – mruknęła liliowa cicho do Krokus, wychylając się bardziej i wbijając pazurki w korę na zewnątrz. Później jakimś cudem udało jej się odwrócić dołem do błota i próbowała dalej przejść w dół. Dopiero gdy na swoim dziecięcym, krótkim ogonie wyczuła wilgoć puściła się najpierw tylnymi łapami, a potem przednimi, kory, przez co uniknęła zabrudzenia się błotem tak jak poprzednio.
Kminek odruchowo chciała otworzyć pysk, ale uświadomiła sobie, że kamienia nie wywęszy, więc zamiast tego brązowooka koteczka zaczęła powoli stawiać łapy do przodu i dotykać nimi powierzchni.
Krokus spojrzała na Kminek. Jeśli obie jej siostry szukają kamyczka, to ona też pójdzie. Rozejrzała się jeszcze raz, po czym wyszła z kryjówki i podążyła za jednolitą, której ogon machał nieco, a uszy delikatnie położyły się do tyłu. Czyżby była zła? Ale o co?
– Masz coś? – spytała cętkowana liliową. Brązowooka wzięła głębszy oddech i pokręciła głową, wydając jakiś dźwięk który miał być prawdopodobnie zaprzeczeniem. Było jej chyba smutno, że kamień się zgubił. Tak, szkoda, ale to nie był jeszcze koniec świata. Może poproszą Deszczyk o pomoc? We czwórkę prędzej znajdą kamyczek, chociaż…mogły by go niechcący prędzej uchlapać błotem...hmmm…
Po chwili Kminek podzieliła się swymi własnymi obawami, a Krokus po chwili namysłu uznała, że siostrzyczka ma racje. Pewnie go teraz nie znajdą. Muszą poczekać, aż to błoto zniknie, co wydawało się burej trochę abstrakcyjne, bo przecież było tu odkąd tylko pamiętała. Ale mama mówiła, że nie zawsze tak jest, więc żółtooka trzymała ją za słowo.
Cętkowana zawołała szylkretową siostrę. Pomarańczowooka uniosła głowę na wołanie i tak szybko jak pozwalało błoto, przytruchtała bliżej. Siostry zebrały się pod konarem. Skowronek próbowała wejść z powrotem na górę, ale przez śliską maź ześlizgiwała się ciągle w dół. W końcu stała na dole najdłużej i patrząc po ogólnym stanie futra każdej z nich, miała najbardziej niezgrabne zejście. Kminek stanęła najbliżej i głową pokazała Skowronek żeby się na niej podparła. Szylkretka wkrótce weszła do środka i liliowa patrzyła teraz wyczekująco na Krokus, nie ruszając się z miejsca.
Bura podeszła do siostry, po czym otarła się o nią.
- Na pewno go znajdziemy, prędzej czy później. – powiedziała, po czym wspięła się na brązowooką, a następnie weszła do ich kłody. Potem pomogła jednolitej również wejść i….
- Co do- rzekła zdziwiona Bylica, patrząc szeroko otartymi oczyma na córki. – co wy…ah, nie ważne. Chodźcie tu, wymyję wa-
- WOLNOOOOŚĆ! – wrzasnął Fiołek, po czym wyskoczył z kryjówki kociej rodzinki w te pędy, nie chcąc, aby mama go złapała. Od razu potem dało się usłyszeć chlupot, a potem wypluwanie błota z pyska kocięcia.
- Ehhhh….Fiołek, Fiołek, Fiołek. – wymruczała srebrna kocica, po czym wychynęła z kryjówki, aby chwycić syna za kark i włożyć go z powrotem do dziupli. – Zaraz zaraz…. Czy to nie wasz kamień? – wysepleniła przez zęby błękitna matka trzymająca żółtookiego, wbijając wzrok w miejsce gdzieś przed bratem Deszczyk.
Bylica odstawiła Fiołka, przytrzymała go delikatnie łapą po czym wychynęła z dziupli, aby zgarnąć odłamek skalny.

<Kminek? Mama ma nasz kamyczek <3>

03 maja 2022

Od Kminka cd Krokus

Kminek zerknęła na siostrę brodzącą w błocie. Z tyłu głowy czuła już cień wyrzutów sumienia; pamiętała że kamyk jest prezentem od ich matki, a w zabawie nie była pewna czy to przypadkiem ona nie wyrzuciła go przypadkiem poza dom. Mózg zaczynał jej podsuwać fałszywe wspomnienia uderzania łapą kamienia. 
Wzdrygnęła się i spojrzała na Krokus, po czym za jej spojrzeniem sprawdziła co robi Bylica. Potem odszukała w ciemności jeszcze śpiącą Deszcz. Widząc brak reakcji obu stron, wysunęła pazurki.
– Jak chcesz, to możesz zostać w drzewie. – mruknęła cicho do Krokus, wychylając się bardziej i wbijając pazurki w korę na zewnątrz. Później jakimś cudem udało jej się odwrócić dołem do błota i próbowała dalej przejść w dół. Dopiero gdy na swoim dziecięcym, krótkim ogonie wyczuła wilgoć puściła się najpierw tylnymi łapami, a potem przednimi, kory, przez co uniknęła zabrudzenia się błotem tak jak poprzednio. 
Odruchowo chciała otworzyć pysk, ale uświadomiła sobie, że kamienia nie wywęszy, więc zamiast tego zaczęła powoli stawiać łapy do przodu i dotykać nimi powierzchni. Poszła z przeciwną stronę niż Skowronek i w tym momencie nie widziała co się działo za nią. 
   Z upływem minut jej uszy coraz bardziej kładły się do tyłu, a ogon machał coraz szybciej. Miała ochotę buczeć z frustracji. Zatrzymała się i polizała klatkę piersiową by się uspokoić. 
– Masz coś? – usłyszała obok i prawie podskoczyła. Przez chwilę zapomniała o wszystkim innym niż poszukiwania; nawet nie zauważyła że Krokus dołączyła do nich na dole. Wzięła głębszy oddech i pokręciła głową, wydając jakiś dźwięk który miał być prawdopodobnie zaprzeczeniem. W tym momencie wątpiła żeby go znalazły; może powinny poczekać aż ziemia wyschnie i wtedy ją przekopać? W końcu mama mówiła, że niedługo pogoda się poprawi. 
Zerknęła na zmartwiony pyszczek Krokus i wysłowiła swoje myśli. Krokus po chwili wahania przytaknęła i zawołała Skowronka, która wciąż grzebała nieco dalej. Uniosła głowę na wołanie i tak szybko jak pozwalało błoto, przytruchtała bliżej. Siostry zebrały się pod konarem. Skowronek próbowała wejść z powrotem na górę, ale przez śliską maź ześlizgiwała się ciągle w dół. W końcu stała na dole najdłużej i patrząc po ogólnym stanie futra każdej z nich, miała najbardziej niezgrabne zejście. Kminek stanęła najbliżej i głową pokazała siostrzyczce żeby się na niej podparła. Szylkretka wkrótce weszła do środka i liliowa patrzyła teraz wyczekująco na Krokus, nie ruszając się z miejsca. 

<Krokus?>

30 kwietnia 2022

Od Krokus CD Kminek

Kminek kątem oka dostrzegła ruch i spojrzała w na kamyczek, który popchnęła w jej stronę Krokus. Liliowa chwilę na niego patrzyła, po czym zrozumiała o co chodzi i pacnęła go łapką z cichym mrrow. Bura szybko odpowiedziała tym samym, a kamień poturlał się nieco w prawo od Kminek. Ta szybko do niego doskoczyła i pchnęła z powrotem i wkrótce biegały po całym schronieniu, zapominając o reszcie rodziny. Krokus świetnie się bawiła ze swą siostrzyczką. Brykanie razem po wnętrzu kryjówki było świetną zabawą, przyjemną chwilą spędzoną wraz z siostrą. Po pewnym czasie, gdy ponownie nadeszła kolej Kminek, brązowooka zatrzymała kamyczek, ku zaskoczeniu burej. Liliowa wzięła go delikatnie w zęby, uważając, żeby go nie połknąć ani nie zarysować i zbliżyła się do siostry. Położyła dotychczasową zabawkę przed cętkowaną i speszona podniosła głowę, od razu przejeżdżając językiem po jej sierści, tam, gdzie było wcześniej błoto.
– Dziękuję – mruknęła w futro żółtookiej, speszona. Krokus zrobiło się cieplej na serduszku.
Uśmiechnęła się lekko acz bardzo słodko po słowach które padły z pyszczka brązowookiej. Czuła się bardzo dobrze przy jednolitej. Tak miło i bezpiecznie, bo mama była obok, i tak przyjemnie oraz beztrosko, ponieważ miała kompankę. Kminek jeszcze chwilę stała zakłopotana, po czym szturchnęła kamyk w zachęcie do dalszej zabawy, jednak nim Krokus zdążyła zareagować, Skowronek niespodziewanie przejęła zabawkę. Trzy siostry radośnie pognały do dalszej zabawy nieuważnie zbliżając się do wyjścia. Któraś z nich musiała przypadkiem wykonać jakiś nieodpowiedni ruch, albo może po prostu podłoga była krzywa, i ich zabawka wypadła z ich pola widzenia. W błoto. Kminek aż się zachłysnęła, ale jako pierwsza wychyliła pyszczek, żeby sprawdzić gdzie spadł. Tuż po niej to samo uczyniło cętkowane kocię, a potem szylkretowa siostra.
- Idziemy go szukać? - spytała Krokus. To był prezent od jej mamy i jak dotąd ulubiona zabawka burej, jednak znalazło się jedno ale - pełno tam jest błota- wyszeptała.
- A tam, ja schodzę. - powiedziała Skowronek, po czym jeszcze na chwilę zerknęła na Bylicę tłumaczącą coś Fiołkowi, ktory najpewniej i tak te słowa później oleje i zbuntuje się przeciwko prośbom błękitnej. Już po uderzeniu serca dało się usłyszeć małe pazurki, które zachrobotały o korę, a potem tylko wielkie "plum". Skowronek szybko po nieudanym zejściu podniosła swe mizerne ciało z mazi, po czym posłała swym siostrom uśmiech i spojrzenie intensywnie pomarańczowych oczu pełnych iskier. Szylkretka zaczęła przeszukiwać teren w poszukiwaniu zabawki, w między czasie Krokus postanowiła sprawdzić, co robi mama, jednak starsza kocica dalej skupiona była na swym synu. Lub też po prostu nie przeszkadzało jej to, że młode kotki wyjdą po zabawkę, gdyż wiedziała, że nie odejdą daleko, w przeciwieństwie do srebrnego kocurka.
Już po chwili uwaga burej znów skupiła się na czekoladowej szylkretce, która usilnie szukała w błocie kamienia. Najwyraźniej musiał zostać przykryty lepką, brązową mazią, ponieważ liliowa i bura także nie mogły go wypatrzeć ze swojej pozycji.
-To...-zaczęła niepewnie Krokus. - schodzimy tam szukać razem z nią...? -spytała niepewnie. Nie wiedziała, czy Kminek zgodzi się na to, gdyż dopiero niedawno wymyła się z błota, które było na jej futrze po porannym spacerze.
<Kminek? Idziemy szukać ze Skowronek kamienia, siostrzyczko?>

23 kwietnia 2022

Od Kminek cd Krokus

Kminek lubiła spacery, choć na razie nazwanie tak jej przechadzek było wyolbrzymieniem. Dla kociaka jej rozmiaru wszystko wydawało się jednak duże. Tak więc nie oddalała się nigdy zbytnio od matki; nie chciała też, żeby jej drobne wycieczki wyszły na jaw - co jakby dostała zakaz?
Tak więc chodziła na nie gdy wszyscy spali; wolała wieczory, gdy ziemia była nagrzana słońcem, bo rano często było mokro od rosy lub po deszczu, a jej drobne ciało szybko marzło. Przekonała się o tym więcej niż dwa razy. Na jej nieszczęście, miewała mocny sen i tego ranka nie spodziewała się, że wyskakując z dziupli, zapadnie się w ziemię. Zdusiła zaskoczony pisk, dostrzegając że się nie zapada dalej niż do połowy łapek. Odruchowo chciała strzepać maź z sierści, ale tylko ją rozprzestrzeniła po klatce piersiowej.
Nie lubiła tego uczucia mokrości i ciężaru. Bardzo.
Spróbowała zrobić krok do przodu, bo ostatnio kałuża kończyła się po jednej łapie. Ale błoto nie dość, że wciąż było, to zdawało się głębsze. Zdegustowana więc obróciła się, by wrócić do domu. Wbiła pazury w korę by wskoczyć jak najciszej do środka, ale nie wyszło jej to tak zgrabnie jak zwykle. Z uniesioną na grzbiecie sierścią spojrzała w stronę rodziny i napotkała spojrzenie siostry. Postanowiła być szczera, bo co miała powiedzieć. Z wdzięcznością i lekkim zawstydzeniem przyjęła też pomoc, na chwilę zapominając o otoczeniu. Kiedy obudziła się mama, została uwolniona od brudu większym językiem. Z tyłu głowy oczekiwała pytań i nieco zesztywniała, ale uwaga szybko została przekierowana na Fiołka. Z ciekawością obserwowała rozwój akcji i prawie ostrzegła brata przed wyjściem z dziupli, ale nie zdążyła i ten wkrótce podzielił jej wcześniejszy stan.
Kątem oka dostrzegła ruch i spojrzała w na kamyczek, który popchnęła w jej stronę Krokus. Kotka chwilę na niego patrzyła, po czym zrozumiała o co chodzi i pacnęła go łapką z cichym mrrow. Siostra szybko odpowiedziała tym samym, a kamień poturlał się nieco w prawo od Kminek. Ta szybko do niego doskoczyła i pchnęła z powrotem i wkrótce biegały po całym schronieniu, zapominając o reszcie rodziny. W czasie zabawy koteczka zdała sobie sprawę że nie podziękowała za wcześniejszą pomoc. Zerknęła na żółtooką niespokojnie. Byłoby niezręcznie teraz tak z tym wyjechać, ale im dłużej będzie czekać tym bardziej będzie to niekomfortowe. Powoli też się męczyła, więc kiedy nadeszła jej następna tura, zatrzymała kamyczek. Wzięła go delikatnie w zęby, uważając, żeby go nie połknąć ani nie zarysować i zbliżyła się do siostry. Z bliska też dostrzegła błoto, które zostało na sierści Krokus i którego najwyraźniej nikt nie zauważył. Położyła dotychczasową zabawkę przed burą i speszona podniosła głowę, od razu przejeżdżając językiem po jej sierści.
– Dziękuję – mruknęła w futro, speszona. Chwilę stała zakłopotana, po czym szurnęła kamyk w zachęcie do dalszej zabawy, gdy nic innego nie przyszło jej do głowy. Tym razem przechwyciła go Skowronek, najwyraźniej obudzona ich wcześniejszą radochą i siostry pognały do dalszej zabawy, nieuważnie zbliżając się do wyjścia. Któraś z nich musiała przypadkiem wykonać jakiś nieodpowiedni ruch, albo  może po prostu podłoga była krzywa, i ich zabawka wypadła z ich pola widzenia. W błoto. Kminek aż się zachłysnęła, ale jako pierwsza wychyliła pyszczek, żeby sprawdzić gdzie spadł.

<Krokus?>

18 kwietnia 2022

Od Krokus do Kminek

Krokus zwinięta w kuleczkę spała u boku swej matki. Po chwili jednak otworzyła zaspane ślipia, gdyż usłyszała charakterystyczny dźwięk wchodzenia do dziupli. Skierowała spojrzenie swych miodowych ślipi w stronę liliowej koteczki, całej ubłoconej.
- Kminek? – powiedziała zaskoczona, po czym mimowolnie ziewnęła. – Gdzie byłaś? – spytała cętkowana.
- N-na spacerze. – odpowiedziała kotka, drżąc delikatnie. – wpadłam w błoto. – dodała, po czym podeszła bliżej burej. Cętkowana otarła bok swej głowy o szyję Kminek, przez co sama się ubłociła.
- Pomogę ci. – powiedziała nieśmiało, po czym zaczęła delikatnie lizać futerko córki Przepiórki. Kminek i ona rozpoczęły czyszczenie. Krokus wyciągnęła niewielką gałązkę z futra swej przybranej siostrzyczki, po czym odrzuciła ubłocony patyczek na bok.
- Mam cię, lisie! – Krokus podskoczyła, wyginając swój grzbiet w łuk. Od razu wbiegła za równie przestraszoną Kminek. Jednak już po sekundzie koteczki zorientowały się jednak, iż nie był to nikt obcy, a Fiołek.
Nagle trójka kociąt usłyszała potężne (przynajmniej dla nich) ziewnięcie. Była to Bylica, która właśnie się obudziła.
- Na stos kamieni, Kminek, gdzie byłaś? – powiedziała błękitna, po czym zaczęła wylizywać swe kocię. Już po chwili kotka była całkowicie czysta, podczas gdy Fiołek dalej obgryzał niewielki patyczek, który po chwili pękł na pół.
- Ał! – powiedział kocurek.
- Wbiła ci się drzazga? – spytała zielonooka kocica, po czym podeszła do swego syna. – daj, wyciągnę ją. – powiedziała, gdy dostrzegła resztkę drewna w pyszczku Fiołka.
- Nie! Nie! Nie mamo! – zaczął piszczeć kociak buntowniczo, próbując umknąć swej matce. Po chwili maluch wyskoczył z kłody, ale już po uderzeniu serca został przez matkę schwytany, cały w błocie, ponieważ niestety upadł na swój srebrny pyszczek prosto w błoto z nocnej ulewy. Bylica mimo protestów wnuka Sikorki wyjęła mu z pomiędzy zębów resztki patyczka, po czym zaczęła wylizywać kociaka, który i temu się opierał, ale na nieszczęście dla niego nie miał szans ze starszą kocicą.
Krokus spojrzała na Kminek, po czym popchnęła w stronę liliowej swój ulubiony kamyczek. Może się pobawią, podczas gdy mama będzie czyścić najbardziej buntowniczego kociaka z całej ich piątki?

< Kminek? >