BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brzoskwiniowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brzoskwiniowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

24 maja 2018

Od Brzoskwiniowerj Gałązki C.D Ciernistej Łodygi

Kremowy podciągnął mocno nosem jednocześnie patrząc kątem oka na Ciernistą Łodygę, gdyż pysk skierowany miał w dół, na swoje łapy.
- N-no co ty - Załkał krztusząc się własnymi łzami. Uniósł delikatnie spojrzenie nad horyzont ich terenów, aby z oddali dostrzec delikatne wzniesienie. Kotu z innego klanu trudno byłoby zdać sobie sprawę, że to właśnie jest obóz Klanu Burzy, ale on jako wojownik doskonale wiedział, że to tam. Prawie z równą pewnością wiedział, że gdzieś tam krząta się Lamparcia Gwiazda, który nie byłby zadowolony z tego wszystkiego. A może byłby? Nie wiadomo co odczuwał. W końcu z początku nie był zbyt zadowolony z tego, że przynieśli tu Virusa, ale koniec końców zdecydował się, aby to klan zdecydował. Wtedy kudłaty syn Złotej Melodii przytulał młodego, chcąc dać mu otuchy. Stwierdził zgodnie ze swoją przyjaciółką, że jeżeli się nie zgodzą to i tak go nie odniosą. Wiedzieli, że wyrósłby na wojownika. Jednakże Nocne Niebo go poparł... i po co? Żeby siedział wieki w kociarni?
- To dobrze.
- Do-dobrze? Próbujesz mi popra-prawić hu-humor, tak? - Spytał prawie pewny wojownik i po chwili próbował się podnieść, ale jego łapy zadrżały. Delikatnie oparł się o drzewo, pod którym jeszcze przed chwilą leżała Ciernista Łodyga. Trawa kołysała się za każdym razem, kiedy z południa przybywał ciepły, przyjemny podmuch wiatru. Był on tak kojący, że było to aż frustrujące. Jakby natura chciała to wszystko zataić, wrzucić jak niepotrzebne brudy pod dywan. Wypuścił szybko przez nos powietrze, a następnie podniósł swoje zaszklone oczy w dal. - Na Gwiezdny Klan, trakto-traktowałam go jak własne dziec-dziecko! Był z nami tak kró-kró-krótko, że to aż dzi-dziwne...
- Bo nie masz dziecka, Brzoskwiniowa Gałązko! Z resztą... myślisz, że ja jestem z tego zadowolona?! Musimy po niego iść, zrobić cokolwiek.
- Gdzie chcesz iść? To tak jak wyszukane malutkiego węgielka wśród kamy-kamyków. - Parsknął, uderzając łapą mały, zaokrąglony przez wiatr wiejący tu na okrągło kamyk, a ten poturlał się w przód. Zniknął w trawie, ale to nie było teraz zbyt ważne. Z resztą, ten mały odłamek nigdy nie był ważny. W tym momencie w myślach obydwojga kotów krążyła jedynie jedna myśl, Virus. 
- W którą stronę pojechał ten potwór?
- W stronę Złotej Trawy.
Kocur zmarszczył brwi i skierował wzrok w dal. Ich tereny były praktycznie pozbawione drzew, oprócz pojedynczych dębów czy Czterech Sióstr, dlatego było tutaj bardzo przejrzyście. Z tego miejsca widział złote plamki, którymi mogły być wyższe kłosy. Gdyby nie pagórki to być może widziałby całe żółtawe pole, a obok niego ciemną, błyszczącą w blasku słońca Grzmiącą Ścieżkę.
- Jechali wolno, prawda?
- Co? Nie wiem, w porównaniu do innych potworów nie była to duża prędkość, ale nie zdążyłabym ich dogonić, jeżeli o to ci chodzi.
- Czyli im się nie śpieszyło! - Dalej kminiła bura Ciernista Łodyga, a po swoim słowach rzuciła się przed siebie, w stronę czarnego pasu i krańcu terenów Klanu Burzy. Była o wiele szybsza od wojownika, dlatego ten już po chwili był cały zmęczony, a jego grube futro w taką pogodę wcale nie pomagało. W końcu zatrzymał się zdyszany, a młodsza kotka spojrzała się na niego z ukosa i zatrzymała się. - No co, nie rozumiesz? Za bagnami, nieopodal Złotej Trawy jest siedlisko. Skoro im się nie spieszyło to najpewniej są gdzieś w pobliżu.
- Niestety, nie mogę podzielić twojego entuzjazmu, nie wiemy gdzie go wysadzili ani... nic!

<Ciernista Łodygo? :)>

09 maja 2018

Od Brzoskwiniowej Gałązki C.D Virusa

Pokiwał powoli głową spoglądając chyłkiem na to, co mieszał Gradowa Mordka. Zauważył, jak wkłada do na język czosnek, po którym z pewnością nie będzie mu pachnieć najlepiej z jego krzywego pyszczka. Szybko dodał też wrzosowy nektar i kilka innych rzeczy, których wojownik nie dostrzegł, gdyż poczuł jak Virus klepie go krótkim ogonem po boku. W jego oczach zabłysła ta znana niektórym łagodność, która dodawała otuchy w trudnych dla innych sprawach.
Brzoskwiniowa Gałązka oczywiście nie był prawdziwym aniołkiem, a i jego wbrew pozorom dało się zirytować, ale no cóż... kto nie uniósłby warg w delikatnym, pocieszającym uśmiechu widząc obok siebie biednego kociaka? W dodatku wydawał się o wiele za mały jak na swój wiek, co był nadzwyczaj zadziwiające. Przebierał niecierpliwie swoimi krótkimi, pulchnymi łapkami, kiedy biało-szary medyk nakładał mu na nie maść. Virus przejechał po mordce medyka ukradkiem zdziwionym spojrzeniem, ale było to normalne. Klanu Gwiazdy dzięki, że doświadczony, nieco brzydki kocur tego nie zauważył. Reszta klanu była przyzwyczajona do jego wyglądu i nie wiadomo jakby ten kociak uchybił mu przez to spojrzenie.
Maluch spuścił wzrok dopiero po chwili, aby wyglądać to co medyk mu nałożył. Piękna, słodka woń kwiatowego nektaru docierała do nosa kremowego, co było praktycznie uzależniające. Równie dobrze mógł wdychać i wdychać to, co docierało do jego różowych nozdrzy, gdyby nie to, że Gradowa Mordka po chwili zwrócił się bezpośrednio do nich - jego i Ciernistej Łodygi:
- Brzoskwiniowa Gałązko, Ciernista Łapo, wyłóżcie mu posłanie szczawiem i niech się zbyt nie rusza - Łaciaty przerwał na chwilę mierząc bacznym spojrzeniem młodego przybysza - ... i niech jutro też przyjdzie.
Syn Złotej Melodii kiwnął głową i już spojrzał na burą pytającym wzrokiem, gdyż nie był pewien co według niej powinni zrobić, ale nagle przed nimi pojawił się jak znikąd Burzowa Łapa. Z jego pyszczka zwisały dwa wątłe, ale dosyć długie patyki. Na jednym z nich była owinięta spora ilość pajęczyny, a drugi poobklejany był miodem. Nieco seplenił, ale dało się usłyszeć co mówi:
- Czo to za male, zblonkane stwozonko przyjelisicie pod szwoje skszydła?
Uniósł brew zaciekawiony, a zielonooka wojowniczka uśmiechnęła się szeroko. Uśmiech ten nie przejawiał radości, ale nie był też szczególnie zły czy, no, coś z tych rzeczy. Przejawiał w większości przyjacielską chęć dogryzienia, a inaczej zwyczajną ironię.
- Urokliwa znajda, czyż nie? - Zapytała, po czym spojrzała rzeczowo na kocura, aby po chwili dodać równie poważnie, chociaż Brzoskwinia zauważył błysk w jej oku - ale dwa kroki wstecz, jeszcze zarazisz go głupimi pytaniami
Puchaty kocur miał ochotę parsknął śmiechem, ale stłumił to, dlatego słychać było jedynie jak wypuszcza przez nos nagle wstrzymane powietrze, a polika mu się puszą. Uczeń medyka odłożył delikatnie gałązki w miejsce pod ścianką i zaraz spojrzał się na wojowniczkę, jednocześnie odsuwając się o lisią długość w tył.
- Oh, oczywiście madame, już cię cofam. Nie chcę zarazić się chorobą, tak zwaną "antychoroba".
- Co to jest? - Spytał Virus spoglądając ukradkiem na Ciernistą Łodygę, której ogon drgnął w rozdrażnieniu. Jej wyraz pyska wyrażał tak wiele, że trudno byłoby opisać jak dokładnie wygląda tym bardziej, że zmieniał się w zależności na kogo patrzyła.
- Uzależniająca chęć nie zarażenia się błahymi sprawami.
- No dobra, dobra, Burzowa Łapo. Na twoim miejscu posortowałbym te gałązki, bo tutaj leżeć nie powinny. - Wymamrotał z uśmiechem Gradowa Mordka, który dotąd krzątał się cicho pomiędzy nimi. Uczń kiwnął mu szybko głową i zaraz zniknął w cieniu norki. Wtedy odezwał się Brzoskwiniowa Gałązka:
- No dobrze, w takim razie pokażemy ci kociarnię i tam jak chcesz opowiemy ci co nie co, o różnych klanowych rzeczach.

<Virus? Cierń?>

04 maja 2018

Od Brzoskwiniowej Gałązki

Brzoskwinia leżał na grzbiecie wpatrując się w niebo, po którym leniwie przepływały chmury. Słońce już szczytowało i oświetlało w pełni tereny Klanu Burzy, sprawiając, że wszystkim było gorąco. Na szczęście jak to podczas Pory Nowych Liści raz po raz powiewał chłodny wiaterek, który sprawiał, że robiło się przyjemne. Znaczy, niektórym, bo syn Nocnego Nieba miał na tyle grube i puchate futerko, że nic nie dawało mu ukojenia od ciepła. Nie miał ochoty na praktycznie nic, dlatego tarzał się w pół wilgotnej trawie.
Usłyszał szelest, ale akurat przybył delikatny powiew, dlatego kremowy wojownik nie wyczuł kto się do niego zbliża. Nie bardzo miał ochotę podnosić się i iść w stronę dźwięku, dlatego dowiedział się, kto to jest dopiero kiedy ten położył się obok niego na plecach. Kątem oka widział jasne, szarawe futerko przecinane ciemniejszymi pręgami, które z pewnością należało do jego brata, Deszczowego Poranka. Został wojownikiem niedawno, równo z Brzoskwiniową Gałązką.
- Co robisz? Jest przecież taki piękny, ciepły dzień - Powiedział szary kocur rozkoszując się padającymi na jego pyszczek promieniami słońca. Mimo tego, że cętkowany na niego nie patrzył to dałby sobie łapę uciąć, że się uśmiecha.
- Ty nie urodziłeś się z takim długim futrem, Deszczowy Poranku.
- Narzekasz, a nie wiesz jak czuje się Nocne Niebo. On dodatkowo jest cały czarny, a wiesz chyba jak czerń przyciąga słońce. - Zaśmiał się Deszcz. - To co? Nie chcesz iść na jakieś polowanie?
- Wczoraj długo polowałam, niczego pokutować nie muszę. Na osty i ciernie, tak szybko zmieniła się pogoda. Wczoraj było... normalnie.
Brat kremowego kocura parsknął jedynie rozbawiony i podniósł się, aby ruszyć przed siebie. Najpewniej szedł na wcześniej wspomniane polowanie. Wtedy Brzoskwinia został sam na sam z otaczającą go naturą. Wpatrywał się w chmury, a każda z nich miała inny kształt. Na jednej z nich widział jakby kilka drzew, najpewniej brzóz. Druga wyglądała za to jak serduszko, a inna - jak Ciernista Łodyga. Patrząc tak na te chmury opadły mu powieki i pogrążył się w śnie.

Zamrugał kilkokrotnie, gdyż jego obraz chwiał się i był strasznie zamazany. Dopiero po chwili zobaczył zielone oczy, co wskazywało na to, że stoi nad nim jego przyjaciółka. Z początku nie był pewny czy jest to sen, czy nie. W końcu nie byłoby to takie dziwne, że o niej śni, skoro ostatnie co widział to chmura, która wyglądała jak ona. Kiedy jednak usłyszał jej rozbawiony głos od razu zdał sobie sprawę, że nie śpi. Był to zbyt realny dźwięk. Jednocześnie zaczął się jednak zastanawiał co jest zabawnego w tym, że sobie tu leży. Przecież każdy wiedział, że nie jest fit i nawet taki nie potrafi być, bo kondycji zbytniej nie ma.
- Cześć, Brzoskwiniowa Gałązko! - Wymruczała Ciernista Łodyga, a jej wąsy zadrgały. - Wydaję mi się, że już długo tu leżysz. Nie mogłam cię znaleźć.
- Klan Gwiazdy mi świadkiem, że przed lenistwem zdążyłam upolować dorodną sztukę pobliskiego zająca. Takie są najlepsze. Pyszne, duże i powolne.
- No, no. To bez różnicy i tak już dość tego leniuchowania. Miałam w planach zabrać cię na spacer i nie ma żadnego "ale".
Bez zapytania bura popchnęła delikatnie kudłatego, a ten stwierdził, że nie ma wyboru. Miał wybór. Mógł albo za nią pójść, albo być przez nią nękany. Wolał chyba rozprostować kończyny. Szli spokojnie rozglądając się wokół. Uwielbiał patrzeć jak świat budzi się do życia. Dudki na Czterech Siostrach uczyły swoje dzieci-pisklęta jak latać, a niektóre kwiatki wśród trawy już rozkładały pąki, a nawet kończyły zakwitać. Za księżyc zaczynała się już Pora Zielonych Liści, na co wskazywał otaczający ich świat.
W końcu doszli do Wielkiego Drzewa, przy którym byli kilka szczytowań księżyca temu. Wojownik nie wspominał tego szczególnie szczęśliwie, gdyż pomógł Blady Świt przewodzić ich klanowi. To ona zdecydowała, że powinien to robić. A Ciernista Łodyga, Sztormowe Niebo czy inni dobrzy wojownicy? Co z nimi?
- Co tu robimy?
- Spacerujemy - Powiedziała rozpogodzona córka Białej Sadzawki, która zaraz wskoczyła na przewalone drzewo. - Ekhem, przepraszam was za wszystkie niedogodności, ale Nocne Niebo przeszedł do starszyzny i teraz to ja jestem zastępcą!
Brzoskwinia tylko jednym uchem słuchał swojej przyjaciółki, gdyż patrzył w krzaki, tkóre zdawały się poruszać i szeleścić. Po chwili wyszedł z nich czarny kot, a zielonooka widząc to jak poparzona zeskoczyła z drzewa. Najwyraźniej było jej głupio, że ktoś nieznajomy słyszał to co mówiła.

<Ciernista Łodygo? Czarny Potoku?>

28 kwietnia 2018

Od Brzoskwiniowej Łapy (Gałązki) C.D Lamparciej Gwiazdy

Dzi8eje się podczas poprzedniej Pory Nowych Liści, a zatem przed akcją z Virusem
Brzoskwinia słysząc słowa czarnego niczym węgiel lidera rozejrzał się zdezorientowany wokół. Wyłapał spojrzeniem w tłumie bure futerko Ciernistej Łapy. Wlepił w nią swoje błękitne oczy, które wyraźnie prosiły o pomoc. Terminatorka jedynie łagodnie zmrużyła swoje, ale mimo tego, że wyraźnie przekazywała mu, że ma się zgodzić to jego umysł pożerały wątpliwości. Jego przodkowie będą się cieszyć, że ich praprapra... prawnuk? A może jeszcze dalszy wnuczek dostał imię wojownika. Od razu zrzędnie im jednak mina, kiedy pójdzie na patrol i nie nadąży za resztą lub przegoni zdobycz z lasu potykając się o swoje łapy. Zaraz jednak spojrzał na swoje łapy i zamknął oczy. Lider wreszcie go zauważył, a w dodatku stwierdził, że nadaje się na wojownika.
Widział z ukosa, że jego brat patrzy się na niego ze zdziwieniem i niedowierzaniem. To on zawsze był tym lepszym, ale Brzoskwince to bardzo nie przeszkadzało. To lepiej dla Klanu Burzy, że jest w nim mało takich łajz jak on.
- Lam-Lamparcia Gwiazdo... - Wymamrotał cały czas mając pochyloną głowę z szacunkiem. Jego głos drgał, a przez jego ciało przechodziły dreszcze. Bał się tego, co się za chwilę stanie. Bał się, że to zmieni jego życie. - Ja... zgadzam się.
- A zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Brzoskwiniowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Brzoskwiniowa Gałązka. Klan Gwiazdy cieni twoją lojalność i dobre serce, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy.
Przywódca zrobił kilka kroków naprzód, a przy stromym zejściu zeskoczył na dół. Mimo swojego wieku zeskoczył tak zgrabnie, że nawet się nie zachwiał. Wypiął się dumnie przed złocistym i dopiero po dłuższej chwili pochylił głowę i dotknął nosem czoła młodego wojownika. Ten nadal z nieco drżącymi wąsikami polizał go po barku. Dotąd trwała cisza, przerywana jedynie szeptem, jednakże po tym znaku pojawił się gwar w obozie.
- Deszczowy Poranek! Brzoskwiniowa Gałązka! - Wykrzykiwali z radością imiona, członkowie Klanu Burzy. Granatowooki kiwnął dwójce braci głową, a ci skoczyli w stronę tłumu, a przynajmniej Deszczowy Poranek. Otarł się o Nocne Niebo, a ten polizał go po uchu i wyszeptał mu coś do ucha. Był dumny, bardzo.
Brzoskwinka za to ruszył najpierw w stronę Złotej Melodii, która właśnie odchodziła od Deszcza. Nikomu nic nie mówcie, ale to ona wygrywała w konkursie na Najlepszą Wojowniczkę w mniemaniu kremowego. Matka polizała cętkowanego po uchu i uśmiechnęła się. Ten odwzajemnił delikatnie uśmiech, ale długo nie wpatrywał się w swoją mamę, gdyż poczuł, że ktoś obok niego stoi. Skierował wzrok w bok i zobaczył zielone oczy Ciernistej Łapy. Iskrzyły się radośnie.
- Cudne imię, Brzoskwiniowa Gałązko! - Powiedziała wyraźnie akcentując drugi człon imienia jej przyjaciela. - Czyż nie miałam racji?
- Klanu Gwiazdy dzięki, że nie zemdlałam przy wszystkich ze stresu. Nadal się trzęsę! Dobrze, że chociaż dostałam takie piękne i delikatne imię.
- Pamiętaj, że jeszcze czuwanie - Wtrąciła Złota Melodia.

23 kwietnia 2018

Od Brzoskwiniowej Gałązki C.D Ciernistej Łapy i Virusa

- Jesteś moją przyjaciółką? - Wyszeptał patrząc prosto w jej łagodne, zielone oczy. Bardzo ją lubił, wydawała mu się czasem nawet jedynym kotem w klanie, który doceniał go tak jakby był już wspaniałym wojownikiem. A właściwie dlaczego tak o tym wtedy myślał? Kilka bić serca później znowu przypomniał sobie, że nigdy nie będzie wspaniały. Wojownikiem też zresztą nie będzie, bo jest za wolny jak na prawdziwego wojownika z Klanu Burzy.
- No jasne.
Kotka delikatnie uderzyła Brzoskwinkę ogonem, na co ten zamruczał z zadowoleniem. Był szczęśliwy, że bura kotka siedziała obok niego, a na jej pyszczku gościł przyjazny wyraz. Nie wiedział ile czasu miał wlepione spojrzenie w jej pyszczek, który dodawał mu w tym momencie siły za każdym razem jak zaczynał wątpić w to, dlaczego w ogóle się na to zgodził. Czuł miłe ciepło gdzieś w jego głębi, tak jakby stado motylków przelatywało w jego wnętrzu.
- Najbardziej chciałbym mieć ucznia. Takiego mądrego, którego uczyłbym tego co umiem. - Wymamrotał nagle przerywając cisze, jakże przyjemną, ale z drugiej strony tak nużącą, że ktoś w końcu musiał ją przerwać. Spojrzenie uczennicy od razu zmieszało się, kiedy czekała na to co dalej powie jej kolega. - Szkoda tylko, że dostają go jedynie najlepsi wojownicy.
- Jak się postarasz to nim zostaniesz.
- To jest tak prawdopodobne jak to, że zostanę liderem Klan Lwa. - Parsknął nadal postawiając na swoim i skuli się w kłębek kładąc swoją puchatą główkę nieopodal Ciernistej Łapy, które westchnęła. Najwidoczniej nie miała już siły na to przekleństwo losu. Nie dziwię się jej.

Minęło już sporo czasu od kiedy wyszedł z legowiska medyka, zaraz po nim znalazła się tam jednak także córka Białej Sadzawki, co trochę pokrzyżowało im plany. W dodatku ta dziwna choroba! Nie wyglądało to najlepiej, ale na szczęście dzięki ciekawej składance ziół większość kotów poczuła się lepiej. Nie znał składu, ani nic z tych rzeczy, ale doszły go słuchy, że to właśnie Ciernista Łapa to odgadła. Zgodził się zostać wojownikiem, ale cały czas śniło mu się o tej ceremonii. Nie był pewien czy aby na pewno powinien odpowiadać. Jednak... już to zrobił i nie mógł zawieść Klanu Gwiazdy. Musiał wytrwać i pokazać, ile jest warty. O ile w ogóle był czegoś warty. Brzoskwiniowa Gałązka kroczył powoli raz do tyłu, a raz do przodu czekając na reakcję swojej koleżanki, która również przesuwała się wyczekując dobrego momentu, aby zaatakować kremowego kocura. Dopiero po chwili skoczyła w jego stronę, a ten zamknął oczy i skulił się nagle czując jakby miał łapy z waty. Chciał odskoczyć zrobić cokolwiek, aby go nie przewa... chwila. Nadal nie poczuł bolesnego uderzenia i ubrudzenia się w błocie, które powstało po roztopach. Uniósł głowę i postawił uszy na sztorc, aby rozglądnąć się wokół. Uczennica z zadowoleniem przyglądała się mu, a w jej zielonych oczach błyszczała radosna iskierka.
- Udało ci się! - Wymruczała i zrobiła sus przed siebie rozrzucając za sobą krople błota, które uderzyły w już i tak poplątane futerko syna Złotej Melodii.
- Żarty, to był jedynie przypadek.
- Przypadek, ale jaki trafny! Trochę się ubrudziłam, huh. - Wymruczała i otrzepała się z brudu, który zgromadził się na jej krótkiej sierści. - Oby więcej było takich przypadków.
Kocur uśmiechnął się delikatnie i ruszył w stronę burej, aby zaraz skierować się z nią do obozu. Trenowali przy samym skraju Północnego Zbocza, nieopodal Grzmiącej Ścieżki, ale na tyle od niej daleko, aby nie słyszeć uciążliwych hałasów potworów. Mieli już dość na dzisiaj trenowania, dlatego postawiali - a w szczególności Brzoskwinia - ociężałe kroki. Nagle jednak kocurek zatrzymał się widząc ciemny, malutki punkcik malujący się wśród trawy. Przesunął wzrokiem po swojej koleżance i nic nie mówiąc ruszył w stronę tajemniczej... istoty? Widział, że spała, gdyż boki delikatnie jej się unosiły. Dopiero kiedy był trzy mysie długości od stworzenia zdał sobie sprawę, że to kot, a dokładniej kociak. Powoli uniósł łapę i szturchnął kociaka, a ten zamrugał kilkokrotnie, a później mlasnął i spojrzał prosto w oczy kremowego. Odbijało się w nich zmieszanie i strach, ale również niezwykła ciekawość.
- Kim wy jesteście? - Powiedział powoli dokładnie literując każde zdanie, jak gdyby nie był pewny swojej wypowiedzi. Widać było jednak, że zaimponowały mu te "dzikie koty", gdyż patrzył z żywym zainteresowaniem raz na świeżo upieczonego wojownika, a raz na uczennicę Rdzawego Ogona. Widać było, że nie wie na kim skupić w pełni swoją uwagę. Wlepił trwale na więcej niż kilka bić serca spojrzenie w cętkowanego, dopiero kiedy ten odezwał się łagodnie z przyjaznym uśmiechem:
- Jestem Brzoskwiniowa Gałązka, a to Ciernista Łapa.
- Dlaczego macie takie dziwne imiona?
- Tutaj nie są dziwne. - Tym razem odpowiedziała kotka mrużąc oczy w zastanowieniu. - Znajdujesz się na terenach Klanu Burzy...
 Jej wypowiedź przerwał z zaciekawieniem czarny podnosząc się na równe łapy:
- Kla... co to?
- Dość tych pytań. - Powiedziała szybko Cierń przyglądając się uważnie maluchowi. Dopiero po chwili zerknęła na Brzoskwinię, który rozczulał się nad malcem poruszając w miłym geście swoim puchatym jak u wiewiórki ogonem. - Skąd jesteś i co tu robisz, mały? A w ogóle jak się nazywasz?
Nie musieli długo czekać na odpowiedź, gdyż pieszczoch odpowiedział szybko:
- Miałem dom, ale moja siostra mnie nienawidzi, bo zrobiłem coś nie tak. A w dodatku tutaj jest o wiele fajniej. Tyle czerwonych kwiatuszków, prawda? Ah, i jestem Virus.
- Maków, mały. - Wymamrotał Brzoskwiniowa Gałązka i nachylił się nad kwiatem, który dodawał barw do łąk, które rozciągały się na ich terenach. W dodatku ich ziarenka były pomocne i łagodziły ból. - Zabieramy cię do obozu. Ciekawe co powie o tobie Lamparcia Gwiazda, mmm...

Szybko dotarli do obozu, gdyż cętkowany wziął kociaka na grzbiet. Wydawał się zmęczony, więc nie wiadomo ile by z nimi szedł. Klanowicze spoglądały na nich i szeptali coś między sobą, a czasem słychać było głośniejsze pomruki zaciekawienia. Królowe mrużyły oczy spoglądając na jego krótkie łapy, ale niektórzy twierdzili, że wygląda słodko. Nikogo nie obchodziło, że kociak wszystko słyszy i ciekawie rozgląda się wokół. Podszedł do nich Lamparcia Gwiazda mrużąc delikatnie oczy i dopiero po chwili spytał twardym tonem:
- Dlaczego go tu przynieśliście?
- Znaleźliśmy go na naszych terenach. Był wyczerpany, w niektórych miejscach odrapany. Wydaje... wydaje mi się, że powinien go oglądnąć medyk. Mówi, że nazywa się Virus.- Virus... brzmi jak imię piecucha.
- Być może, ale nie powiedział dokładnie gdzie mieszka. Jest ciekawski, ale zdaje mi się, że również pełni pokory. - dodał zaraz Brzoskwinka.

31 marca 2018

Od Brzoskwiniowej Łapy C.D Ciernistej Łapy

Zapanowała kompletna głęboka cisza, wszyscy mieli wlepione spojrzenia w Brzoskwinię jakby oczekując jego reakcji. Kocur natomiast kompletnie nie wiedział jak zareagować, dlatego patrzył ze zdezorientowaniem raz na Ciernistą Łapę, a raz na ziemię. Zastanawiał się poważnie nad tym jak zareagować. Jego łapki drżały pod wpływem nagłego stresu. Nie spodziewał się, że kotka nagle wydrze się na niego jak gdyby nigdy nic. W jego głowie kłębiły się różne myśli. Jedne kłóciły się z innymi, a on sam nie wiedział kompletnie na którą z nich zareagować. Zaczęły piec go oczy, dlatego wziął głębszy wdech, ale to było na nic. W kącikach oczu Brzoskwinki zalśniły łzy, które spłynęły mu po policzkach. Nie mógł ich powstrzymać, dlatego popłynął falą emocji. Po kilku biciach serca rozbeczał się już na dobre, a żaden z kotów, które się na niego gapiły nie potrafiły zareagować, tak jak on przed chwilą.
- Jestem beznadziejny, to puste kłamstwa! - Zaczął łkać, a jego długie, puszyste futerko robiło się coraz bardziej mokre od wylewu łez. Bura nachyliła się nad nim i przymrużyła oczy w nieco łagodniejszym wyrazie. Cętkowany wykrzywił jednak jedynie pyszczek, a łzy leciały nadal same. Cały czas patrzył w łapy i zdawał się nawet nie słyszeć głosu Kwiecistego Wiatru:
- No, to wy sobie tu radźcie, a ja idę szukać mleczy. Wolę być z dala od tych wrzasków.
Córka Białej Sadzawki zerknęła na szylkretową, która bez dalszych ogródek po prostu wyszła zostawiając trójkę uczniów samych. Brzoskwinia podciągnął nosem.
- Przecież mówiłam ci, że będziesz świetna, jak tylko się postarasz - Wymamrotała Ciernista Łapa i zmarszczyła nos, przez co wyglądała nieco śmiesznie. Widać było, że jest nieco zdenerwowana, ale w jej oczach odbijała się troska.
- Nie.
- Jak to nie, jak tak.
- Nie! - Parsknął kremowy nieco łamiącym się głosem i podciągnął nosem, a później spojrzał załzawionymi oczami na młodszą od niego kotkę. Łzy przestały już lecieć, ale nadal wyglądał mizernie. - Myślisz, że się nie staram? Robię wszystko, byleby zadowolić Nocne Niebo, a i... i tak jes-jestem słaba i kru-krucha.
- Jeżeli starasz się tak bardzo, to dlaczego się załamujesz? Ten kto się stara idzie tak długo, aż nie dosięgnie gwiazd.
- Szkoda tylko, że tym wyżej wejdziesz tym boleśniej upadniesz. Kiedy Lamparcia Gwiazda zabrał mnie na zgromadzenie czułam się wyróżniona. Pierwszy raz! A później wróciłam do obozu... znowu to samo. Zawsze źle, nigdy dobrze.

<Ciernista Łapo? KLIK-zrozumiesz co czuje Brzo :*>

27 marca 2018

Od Brzoskwiniowej Łapy C.D Ciernistej Łapy

Czas dłużył się nieubłaganie, kiedy większość czasu spędzał w tym samym miejscu. Najbardziej beznadziejne było to uczucie, że chciał się przejść po obozie, ale po prostu nie mógł. Głowa pękała mu czasem z bólu, a pyszczek, który posklejany był pajęczyną sprawiał, że nie mógł się nawet uśmiechnąć. Patrzył więc na pracę medyków z niewyrażającą nic miną, co wyglądało jakby cały czas się nad czymś zastanawiał. Czasami miał taki zły humor, że nawet kiedy ktoś się go o coś pytał kiwał jedynie głową. Westchnął i ułożył się w kłębek chowając głowę pod łapy. Nagle usłyszał jednak głos, który sprawił, że uniósł delikatnie kąciki pyszczka i zaczął się rozglądać. Zobaczył mordkę burej kotki, z którą tak dawno nie rozmawiał. Ciernista Łapa była ciekawska, a jednocześnie nie była zbyt energiczna w porównaniu do innych kociaków. Właściwie to poczuł ukłucie gdzieś w pobliżu serduszka, kiedy zdał sobie sprawę jak dawno z nią nie rozmawiał.
- Źle - Odpowiedział w końcu Brzoskwinia. Nie było sensu owijać tego w bawełnę, skoro nigdy nie czuł się gorzej niż teraz. Z jednej strony miał z głowy kolejne porażki na oczach ojca, ale z drugiej nie miał nawet szansy żeby się poprawić. Teraz będzie tu leżał, aż jego stan się nie poprawi. Nie wiadomo ile minie czasu. Może kilka szczytowań słońca, ale zdarzyć może się nawet tak, że kolejne księżyce. W końcu zakażenie nie jest wykluczone.
- Tak tu niefajnie? Myślałam, że nie lubisz treningów.
- Oh, nie myślałam, że moje skrywane utrapienia będą powodem takiego wypadku.
- Klan Gwiazdy czasem spełnia niecelowe prośby - Przerwała im ze śmiechem Kwiecisty Wiatr, która układała ciekawie pachnące rośliny. Jednym z nich była gwiazdnica, ale reszta była mu nieznana. A może był już tak zmęczony, że jego szare komórki nie chciały pracować? Wszystko było możliwe.
- Jestem pewien, że Klan Gwiazdy nie sprowadziłby czegoś takiego na kota.
- Ale ktoś musiał to wywołać - Zauważyła Ciernista Łapa grzebiąc w mchu, którym wysłane było legowisko Brzoskwiniowej Łapy. Kocur zmrużył oczy, a jego ogon drgał niespokojnie kiedy układał sobie wszystko w głowie. Dopiero po dłuższej chwili ciszy wysunął swój wniosek:
- Nie kierują każdym z nas.
Westchnął i ułożył się tak, aby trzymać łepek na łapach. Terminatorka usiadła obok niego przygryzając wargi. Trwali tak dłuższy czas w ciszy. Zazwyczaj Brzoskwinia wysuwał interesujące opowieści jak asy z rękawa, ale w tym momencie nie miał zbytnio ochoty opowiadać o czymkolwiek. Ale w końcu każdy musiał zadać to straszne, nurtujące pytanie, które sprawiało, że kremowy nie mógł spać.
- Wiesz co się tam stało?
- Pamiętam tylko urywki. Niebo, gwiazdy. Krzyczałam coś, wiesz? Nie wiem co. A tym wspomnieniom towarzyszy ból głowy. Zawsze.

<Ciernista Łapa? Tyle czasu, a taki gniot ;__;>

10 marca 2018

Od Brzoskwiniowej Łapy C.D Przepiórki

Stali pod legowiskiem medyka, gdyż uczeń mimo upływu czasu nadal nie czuł się na siłach, aby krzątać się po obozie jak dawniej. Jego policzek był cały posklejany w pajęczynach, ale nie tylko wygląd zmienił się od pamiętnego wydarzenia. Siedział w swoim legowisku zamyślony, gdyż starał sobie przypomnieć co tam zaszło, ale nie mógł. To było dla niego zupełnie nowe doświadczenie, które przyprawiało go czasem o zawroty głowy.
- Ja? - Wymruczał zaskoczony Brzoskwiniowa Łapa słysząc prośbę małej kotki. Był przyzwyczajony do tego, że kociaki chętnie wysłuchiwały różnych historii, ale zazwyczaj nie pytały się tak bezpośrednio, tym bardziej jeżeli obok stała starsza Klanu Burzy. - Przecież to twoja babcia jest znawczynią historii, tyle już przecież przeżyła. Wyobrażasz sobie Przepiórko, że kiedy była taka mała jak ty, to jeszcze Klanem Burzy rządziła Srebrna Gwiazda?
Wąsy Mysiego Nosa zadrżały z rozbawienia, kiedy rozemocjonowany kocur zaczął chwalić jej wiedzę. Po chwili spojrzał jej prosto w oczy z wyraźną troską i szacunkiem. Tak naprawdę mimo tego, że jego mentorem był Nocne Niebo, to właśnie Blady Świt i Mysi Nos uważał za swoje mentorki, gdyż to one podzieliły się z nim szlachetną wiedzą i wydarzeniami, które działy się za ich życia jako wojownika, terminatora czy kociaka. Po chwili starsza stwierdziła:
- Z pewnością znasz dużo ciekawych opowiastek, skoro wiesz takie rzeczy.
Brzoskwinia uśmiechnął się delikatnie , ale w środku czując, że robi mu się gorąco. A co jak pan fajtłapa i zapominalski znowu się pomyli? Najgorzej, jak przekręci imię jakiegoś dzielnego wojownika, wtedy biedna córka Pręgowanego Piórka będzie żyła w przekonaniu, że na przykład nie Biała Gwiazda rządziła Klanem Burzy, a jakaś Pobielona Gwiazda. To byłby absurd, ale z pewnością utonąłby w oceanie innych potknięć terminatora ślamazary.
- W takim razie opowiem ci historię o Lampartku i Myszce.
- Lamparciej Gwieździe i Mysim Nosie? - Wtrąciła prawie od razu Przepiórka z zaciekawieniem i ambicją w oczach. Brzoskwinia pokiwał głową powoli i położył spokojnie swój puchaty ogon na łapkach. Zaczął od momentu, kiedy Czarna Gwiazda bardzo pragnął mieć swoje wnuki przy sobie i planował odebrać je pokojowo.
- Chociaż nie jestem pewny czy pokojowo to dobre określenie. On chciał ich wyrwać z łap naszego klanu.
Przerażona koteczka spojrzała na starszą, szarą kotkę, a ta pokiwała powoli głową. Brzoskwinia podobnie jak malutka również co chwila spoglądał na siostrę Lamparciej Gwiazdy, jak gdyby bojąc się, że zaraz wytknie mu błąd. Minęło kilka bić serca od przerwania opowieści i dopiero po przełknięciu śliny zabrał się do opowiadania dalej. Zaczął opowiadać o tym jak Błękitna Burza obudził Klan Burzy, kiedy Czarna Gwiazda wdarł się do obozu*, a później zaczął opisywać walkę. Starał się robić to jak najłagodniej, tuszując krew i wrzaski, które z pewnością również tam występowały. Zadrżał na samą myśl o tym, że kiedyś również będzie musiał tak walczyć. Nie chciał, po prostu nie chciał. Czuł ból w serduszku, zdając sobie sprawę, ile obiecał matce, kiedy cieszył się, że zostanie najlepszym wojownikiem Klanu Burzy. Od dawna bowiem trwał w przekonaniu, że jest tylko zbędnym paprochem w swoim rodzinnym klanie i do niczego się nie przyda. W końcu Brzoskwinia wyszeptał pod nosem:
- Nigdy nie powinno wywoływać się wojen bez powodu...
Mysi Nos widząc jak się rozkleja delikatnie przejechała mu językiem po uchu. Właściwie, starsza była dla niego jak druga babcia. Nigdy nie kwestionował jej zdania, a także uwielbiał spędzać z nią czas. To jeszcze bardziej przywiązywało go do Klanu Burzy, nawet jeśli w nim tylko garstka kotów była prawdziwą rodziną.
- To było przez wojnę? - Kotka wskazała jego ranę, a ten pokręcił głową. - To od czego?
Kocur położył uszy na łebek i przygryzł wargę nie wiedząc co odpowiedzieć. Sam wywołał sobie ból i cierpienie, na oczach wszystkich gwiazd na niebie. Nie był pewien czy kiedy leżał omdlały trochę czasu albo i więcej, ale to było bez różnicy, skoro i tak trochę krwi się polało. A przynajmniej w jego mniemaniu. Pręgowana starsza wtrąciła się po chwili w rozmowę:
- Przepiórko, nie powinnaś wracać?
- Nie, mamusia powiedziała, że możemy się przejść. Znaczy, ja i Błądzący.
- W takim razie idź go poszukać, dobrze?
- Dobrze - Powiedziała niepewnie Przepiórka, a później odwróciła się i pobiegła przed siebie, rozglądając się za bratem.

07 marca 2018

Od Brzoskwiniowej Łapy C.D Ciernik

Terminator spojrzał z zastanowieniem na Ciernik nie do końca wiedząc o co mogło chodzić kotce. Pytanie samo w sobie było łatwe, ale cętkowany był pewny, że miało jakieś głębsze znaczenie. Ze wszystkich pytań, które słyszał to było wyjątkowo dziwne. W końcu stwierdził jednak, że dużo czasem śmiesznych rzeczy chodzi po głowie kociakom, więc nie ma sensu do tego zbyt dochodzić. Zmarszczył nos nadal idąc przed siebie. Zbliżali się już do obozu, ale wiedział, że tak naprawdę minie więcej czasu zanim dojdą, niż gdyby szedł sam. Nie twierdził, że kotka jest powolna, ale po prostu była kociakiem i miała krótsze nóżki od niego. Po dłuższym zastanowieniu odpowiedział:
- Zależy.
Tak naprawdę w jego głowie kłębiło się o wiele więcej myśli, niż można byłoby się spodziewać po jego spokojnej odpowiedzi. Od zawsze zastanawiał się, dlaczego Nocne Niebo uważa go za kocura, skoro tak nie jest. Sam do końca nie wiedział, dlaczego jako jedyny spośród rodziny wie dobrze, skoro wszyscy wokół są tacy... mądrzy. O wiele bardziej mądrzy od pana Brzoskwini Ślamazary, jak twierdził od zawsze, ale pod tym aspektem wszystko jakoś mu się mieszało. Z resztą była to jedna z niewielu racji, których się wytrwale trzymał.
- Jak to zależy?
Z zamyślenia wyrwała go dopiero Ciernik, a kiedy spojrzał w jej oczy zobaczył błysk ciekawości. Najwyraźniej bardzo zainteresowała ją odpowiedź Brzoskwini.
- Nie wiem - Odpowiedział zgodnie z prawdą i spojrzał przed siebie. Przygryzł wargi w nagłym zastanowieniu, nikt nigdy nie pytał go o takie rzeczy. Czy wyszedłby na kogoś głupiego, gdyby powiedział, że to sprawa o której nie powinni rozmawiać? - Po prostu... to trudne.
Zauważył kątem oka, jak czarna kotka otwiera pyszczek, ale nie zdążyła nic powiedzieć, gdyż już doszli do obozu. Kremowy kiwnął uprzejmie głową Kaczeńcowemu Pazurowi, który stał na straży, ale ten nie zwracał na niego zbytniej uwagi. Ilustrował za to uważnie wzrokiem córkę Białej Sadzawki, a uczniu zdawało się prawie, że dojrzał jak przez jej małe ciałko przechodzą dreszcze. Przyśpieszyła i weszła do obozu, a tam od razu skoczyła w jej stronę zatroskana mama. Przejechała jej kilka razy językiem po głowie, a ona wygięła się widząc jak wszyscy się patrzą, ale w końcu pozwoliła dokładnie się wylizać. Brzoskwinia poczuł za to na sobie czyiś wzrok, dlatego odwrócił się i zobaczył Lamparcią Gwiazdę, który stał przed nim. Co chwila zerkał na Ciernik, a po kilku biciach serca uniósł jedną brew do góry oczekując wyjaśnień. Kotka podeszła do Brzoskwini i już miała zamiar otworzyć pyszczek, kiedy on jej przerwał:
- Wyszła z obozu i się zgubiła - Mruknął, spoglądając z ukosa na małą. Uratowała go od kolejnego upokorzenia, to on też ją uratuje. Na tym polega... koleżeństwo, prawda?
- Wyszła? No cóż, wydaje mi się, że kociakom nigdy nie wolno było wychodzić, więc następne 20 wschodów słońca nie będziesz mogła wychodzić z legowiska kociąt.
- Lamparcia Gwiazdo, z całym szacunkiem, ale wydaje mi się, że to nie w porządku. Przecież każdy mógł się zgubić?
- Niestety, ale zasady to zasady.
Najwyraźniej lider nie zamierzał złagodzić swojego postanowienia, dlatego Brzoskwinia dalej nie próbował. Spojrzał ze współczuciem wymalowanym w oczach na Ciernik, a później z westchnieniem odszedł

<Ciernik? Jakiś tajmskip daj>

03 marca 2018

Od Brzoskwiniowej Łapy

Do końca nie wiedział gdzie idzie, gdyż obraz zamazywał deszcz wymieszany z jego słonymi łzami. Potknął się o własne łapy i wylądował w błocie. Splunął przed siebie, aby pozbyć się błota z pyszczka. Powoli podniósł się i pociągnął nosem, a później łapą zmył z pyszczka łzy. Tak naprawdę nie chodziło teraz o Blady Świt, najbardziej zastanawiał się czy w ogóle warto wracać do Klanu Burzy? Głupek, ślamazara, leniuch - te wszystkie przezwiska towarzyszyły mu od zostania terminatorem, dlatego naprawdę przestawał wierzyć w to, że kiedykolwiek się do czegoś przyda. Czasem myślał sobie czy docenialiby go, gdyby nauczył się znakomicie walczyć i przynosiłby do obozu same dorodne sztuki królików, ale później przypomniał sobie, że nadal jest w swoim ciele ślamazary i nagle ot tak nie zacznie być taki jak inni. Starał się, naprawdę się starał, ale kiedy widział niechętne spojrzenie swojego ojca zdawał sobie sprawę, że i tak nic mu nie wychodzi. A co jak wróci do domu? Od razu go okrzyczą, że gdyby zaczął szukać Bladego Świtu umarłby po dwóch dniach rozszarpany przez zło, czające się w lesie niczym jego własny cień. Nocne Niebo, by go pokonał. Sztormowa Łapa też. Ale on? Mógł tylko sobie pomarzyć podczas snu w swoim miękkim legowisku. Głupi, głupi, głupi.
Wysunął pazury i przejechał sobie nimi po policzku. Poczuł gorącą krew, który spłynęła wprost do jego pyszczka. Jej metaliczny smak sprawił, że wykrzywił się w grymasie. Wbił mocniej pazury, aż w końcu upuścił łapę na ziemię. Podniósł łapę i zahaczył o gardło, ale zawahał się. Już miał zamiar powtórzyć zamach, kiedy zdał sobie co tak naprawdę robi. Spojrzał w niebo, które przysłaniały szare chmury. Patrzył w górę z nadzieją, że go zobaczą. Mijały kolejne bicia serca dłużącej się ciszy przerywanej uderzaniem kropel wody o ziemię. Chmury rozrzedzały się, aż w końcu zobaczył ciemniejące niebo, na którym widać już było pierwsze gwiazdy.
- Czy to może doprowadzić do zagłady, Klanie Gwiazdy? - Wyszeptał czując, że jego policzek coraz bardziej czerwieni się od krwi. W jego oczach odbijały się migoczące gwiazdy, kiedy wpatrywał się z żywym zainteresowaniem w niebo. Wyglądał tak, jakby odzywał się do starego, dobrego przyjaciela. Wsłuchiwał się w szum trawy i piski myszy, jak gdyby chciał usłyszeć głos. Nic nie usłyszał - Znam was jedynie ze śpiewu ptaków o południu i szumu wiatru o zmierzchu, każdy czasem zaczyna wątpić. Szkoda tylko, że zrobiłem to na waszych oczach.
Odpowiedziała mu jedynie cisza. Schylił głowę, aby wlepić wzrok w swoje łapy. Poczuł się jakby lepiej, dlatego na jego pyszczek wstąpił delikatny uśmiech. Tereny przed nim oświetlił blask księżyca, a obłoki zwiastujące kolejna ulewę odeszły w niepamięć.
- Hej, jak chcesz robić z siebie głupka to chociaż na swoich terenach, smarkaczu - Syknięcie z oddali przeszyło kremowego od czubku nosa aż po końcówkę ogona. Jak poparzony odwrócił się w stronę głosu i zobaczył wielkiego, pręgowanego kocura z białymi łatami. Brzoskwinia przełknął mysią żółć w gardle i zrobił krok do tyłu. - Dalej do siebie! Jak sobie pójdziesz, to może przejdzie ci to na sucho.
Terminator zaraz posłuchał rozkazu i zaczął cofać się do tyłu, aż w końcu odwrócił się i zrobił kilka susów, aby znaleźć się na terenach Klanu Burzy. Kiedy znalazł się mysią długość, a może mniej od granicy upadł na trawę czując ból narastający w głowie, a także oszołamiający strach. Krew nadal płynęła. Wykrwawiam się? Nie! - to ostatnie o czym pomyślał.

Obudził się nagle, a do jego nosa dotarł obrzydliwy zapach mysiej żółci i różne inne ciekawe zapachy oryginalne dla... legowiska medyka. Zamrugał kilka razy, aby odgonić mroczki sprzed oczu. Obok niego siedział Burzowa Łapa, który otworzył szerzej oczy widząc, że się obudził.
- Kwiecisty Wietrze! - Krzyknął ile sił w płucach, a zaraz szylkretowa pojawiła się obok niego. Zmrużyła oczy spoglądając na terminatora. Parsknęła niezadowolona, ale w jej głosie kryła się prawie niezauważalna troska:
- Wiedziałam, że tak to się skończy. Nawet Blady Świt cała i zdrowa wróciła do domu, a ty? Co się stało?
Brzoskwiniowa Łapa zmrużył oczy starając sobie przypomnieć co dokładnie się stało. Pamiętał jedynie oszołomienie i ból głowy. To wszystko? Z pewnością nie, a przynajmniej tak twierdził. Wziął głębszy wdech. Wszystko urywało się w momencie, kiedy podniósł łapę i przejechał sobie po policzku. Powiedział w końcu cicho:
- Nie pamiętam.
- Pewnie, że nie pamiętasz! Straciłeś sporo krwi - Powiedziała szylkretowa kotka i wstała wracając do swoich czynności.

<Ktoś z Klanu Burzy?>

Ta i druga, poprzednia część wątku dzieje się po zgromadzeniu :*

21 lutego 2018

Od Brzoskwiniowej Łapy

Brzoskwinia sunęła szybko poprzez ulewę w poszukiwaniu Bladego Świtu, która dawno temu stwierdziła, że rozprostuje kości, ale nadal nie wracała. Obok niej przemykała Korowa Skóra i Kaczeńcowy Pazur, których wybrał Lamparcia Gwiazda. Zadanie było proste, a jednocześnie trudne przez aktualną pogodę. Wysłał ich kiedy dopiero zaczynało delikatnie kropić z nadzieją, że zdążą znaleźć zagubioną. Kremowy przerwał poszukiwanie i zerknął kątem oka na chmury, które całkowicie zasłoniły niebo. Nie było widać ani skrawka błękitu. Wielkie krople deszczu uderzały o ziemię, która zamieniała się powoli w błoto. Większość kotów twierdziła, że musi się porządnie wypadać po księżycu ciszy, ale w tamtym momencie cały czas ulewa tylko się powiększała tworząc coraz to nowe kałuże. Jeżeli łaciatej starszej faktycznie grozi niebezpieczeństwo, to z pewnością znajdą ją dopiero wtedy, kiedy będzie już po wszystkim. Przez ciało kłębka sierści przeszły dreszcze.
- Nigdy jej nie znajdziemy - Parsknął pesymistycznie Kaczeńcowy Pazur, ale mimo wszystko nadal rozglądał się wokół, jak gdyby mając nadzieję, że nagle Blady Świt wyjdzie z szarości, którą wywołała burza. Po kilku biciach serca cętkowana wykrzyknęła chcąc zagłuszyć grzmoty w oddali:
- Ale przecież tak po prostu nie zniknęła!
Mimo krzyku, jej ton był niepewny i przepełniony nadzieją. Liczyła na to, że tak naprawdę jej czarno-biała babka znalazła jakąś norę i teraz czeka na koniec tej burzy. Stwierdziła jednak, że to jedno z niewielu dobrych wyjść na tysiące gorszych. Trafił ją piorun, upadła przez ból stawów, a może się zgubiła i teraz błądzi w ulewie przemoknięta do szpiku kości? W końcu odezwała się Korowa Skóra z troską w głosie:
- Brzoskwiniowa Łapo, rozpadało się na dobre. Może być wszędzie, nie wiemy nawet czy jest na terenach Klanu Burzy.
- A gdzie miałaby być? - Spytała z żalem córka Złotej Melodii i ruszyła przed siebie nadal rozglądając się wokół. Futro przemokło jej już całkowicie i chodziło jej się o wiele ciężej, a także widać było jaka chuda była naprawdę.
- Słuchaj, z pewnością nic jej się nie stanie. Przeczeka gdzieś burzę i później wróci do obozu.
- Jestem pewna, że Blady Świt ma ponad 100 księżyców. Nie wątpię, że większość członków Klanu Burzy, by tak zrobiła, ale wątpię, aby jej się to udało... bo przecież stawy jej wysiadają, wzrok też ma nie najlepszy.
- Nie... - Kaczeńcowy Pazur chciał coś dodać, ale przerwał widząc Brzoskwinię znikającą pośród wysokiej trawy. Biegła przez siebie, a błoto opryskiwało jej łapy. Zostawiała ślady, które robiły się niewyraźne przez nadal lejący deszcz. W końcu zatrzymała się, aby zabrać kilka większych oddechów i przypomnieć sobie jak okropną ma kondycję. Usłyszał z oddali wołanie. - Brzoskwiniowa Łapo!
- Pff... jestem beznadziejna. Nie umiem walczyć, ani nawet szybko biegać.
Wyszeptała do siebie i ruszyła przed siebie z nosem przy ziemi. Czuła samą wilgoć, a wszystkie zapachy się zmieszały. Stwierdziła więc, że lepiej wykorzysta w jej sytuacji wzrok. Po jej poliku spłynęła łza, która po chwili spadła na błoto i wymieszała się z nim.
- Może odnajdę swoją zagubioną mnie, wtedy kiedy znajdę Blady Świt...

C.D.N :^

20 lutego 2018

Od Brzoskwiniowej Łapy C.D Złotej Melodii

- Mamo... - Wyszeptała niewyraźnie do ucha Złotej Melodii terminatorka i spojrzała z przestrachem na tatę, brata i Cienistego Pazura - Zrobię z siebie pośmiewisko. Nie, nie.
Otrzepała się mocniej, aby strzepnąć z siebie pozostałości kłębków króliczego futra i piachu. Czasami ubolewała nad swoim długim futrem, które dziwnym trafem wchłaniało wszystko co znalazło na swojej drodze. Ciekawiło ją jakim prawem Nocne Niebo znajdował wolny czas poza swoimi ważnymi obowiązkami na wylizywanie swojego równie długiego futra. A może to tylko Brzoskwinia miała takie długie i puszyste futro, które brudziło się po każdym polowaniu? A może to taka ilość upadków powiększała brud i kołtuny w jej cętkowanym, kremowo-białym futerku?
Kocury patrzyły na nią z wyczekiwaniem, a większości Cienisty Pazur, któremu śpieszyło się do dalszego patrolu. Stali tak w milczeniu, a Brzoskwinia czuła, że niewygodnie robi się jej we własnej skórze i gdyby nie fakt, że jest chodzącym kłakiem, to widać byłoby zalewającą ją falę rumieńców. W końcu jedyny niespokrewniony z nią wojownik odezwał się z westchnieniem:
- Nie bardzo mam ochotę marnować czas. Idźmy już.
Sztormowa Łapa stanął przy nim gotowy do odejścia, za to Złota Melodia również otarła się o bok Brzoskwini i była gotowa iść dalej. Jedynie Nocne Niebo zatrzymał na niej dłużej wzrok, w którym kryło się widoczne zmartwienie. W końcu ruszyli, ale matka Brzoskwinki szła o wiele wolniej niż reszta.
- Nie nadaję się do polowania. Z resztą do jakichkolwiek innych czynności też nie. - Parsknęła uczennica Nocnego Nieba i z westchnieniem usiadła na trawie. W jej oczach zabłysły łzy, które starała się powstrzymać. Odprowadziła wzrokiem Złotą Melodię, a kiedy zniknęła z zasięgu jej wzroku po polikach Brzoskwiniowej Łapy spłynęły długo powstrzymywane łezki.

<Nocne Niebo? Złota Melodia? Sztormowa Łapa?>

Od Brzoskwiniowej Łapy C.D Ciernika

 - W takim razie już zaraz wrócisz do bezpiecznego żłobka - Powiedziała Brzoskwinia spoglądając na wejście w oddali, które znajdowało się niedaleko, jednakże nie dało się go jeszcze zauważyć. Stawiała mimo wszystko spokojne kroki, jak gdyby nie śpieszyło jej się do odprowadzenia kociaka. Prawda była jednak taka, że sprytnie korzystała z okazji w spacerze po terenach Klanu Burzy. Nikt jej nie narzuci, że się leni, bo prawda była odwrotna. A przynajmniej połowicznie. - Nudzisz się tak zapewne, co?
Powróciła myślami do czasów, kiedy sama musiała tam siedzieć przez całe 6 księżyców. Mimo wszystko nie przeszkadzało jej to jakoś bardzo, ale strasznie nie lubiła, kiedy rodzeństwo uczepiało się jej jak rzep psiego ogona i łaziło po obozie razem z nią. Lubiła zadawać pytania i rozmawiać z innymi, ale niezbyt dobrze się czuła, kiedy wszystkiego słuchały czujne uszy braci. Najgorzej było z Sztormem, który cały czas chciał ją wciągać do zabawy, ale zdaje się, że teraz stał się o wiele mniej zakręcony i da się z nim normalnie posiedzieć. Ale prawda była taka, że jeżeli Ciernik również miała takiego brata, to jeszcze trochę potrwa zanim się wreszcie zmieni.
- Trochę.
- Zawsze mogę jeszcze do ciebie wpaść.
Ciernik pokiwała powoli głową i zaczęły iść w ciszy przed siebie. Młodsza kotka patrzyła na swoje łapy tylko raz po raz spoglądając przed siebie, za to cętkowana z zainteresowaniem rozglądała się wokół. Skierowała wzrok na czarną dopiero po dosyć długiej chwili.
- Każdy nawet najlepszy wojownik musiał być kiedyś bezbronnym, malutkim kociakiem. - Powiedziała w końcu Brzoskwiniowa Łapa, a Ciernik skierowała na nią wzrok swoich zielonych, wielkich oczu. W jej oczach zabłysło zaciekawienie. - Ale niektórzy po prostu nie są stworzeni do tej roli. Niektórzy są jedynie marnym strzępkiem spod pazura w porównaniu do innych i nigdy nie będą się do niczego nadawali...
- ...jeśli się nie postarają.
Zamruczała pręgowana, a starsza spojrzała na nią spod przymrużonych oczu. Podniosła delikatnie wargę w zdziwieniu, zdając sobie sprawę ile prawdy było w słowach o wiele młodszej córki Białej Sadzawki. Nie chciała jednak dopuścić do siebie tej myśli.
- To dlaczego niektórym cały czas podwijają się łapy, gubią myśli, które odchodzą razem z nim daleko, aż do Srebrnej Skórki?
- Nie wiem.
- Ja do nich należę. Jaką bujną miałam wyobraźnię, kiedy jako kociak myślałam, że zostanę najwspanialszą wojowniczką jakiej Klan Gwiazdy nie widział.

<Ciernik?>

Od Brzoskwiniowej Łapy C.D Błądzącego

- Błądzący. Nigdy nie słyszałam o takim imieniu... jest wyjątkowe - Wymruczała i spojrzała z ciekawością na kocurka. Chwilę błądziła myślami kogo mógłby być synem, ale w końcu stwierdziła, że jedynym sensownym wyjściem jest Pręgowane Piórko. Co się z tym wiązało był wnukiem jednej ze starszych, czyli Mysiego Nosa. Lubiła skromną i dosyć spokojną, ale mimo wszystko mającą poczucie humoru kotkę. Sama nie do końca wiedziała, dlaczego tak dobrze czuje się ze starszyzną Klanu Burzy, ale to może dlatego, że oni jedyni byli tacy podobni do cętkowanego kocurka.
Z bezsensownym myśli, które niezbyt dużo wprowadzały do życia Brzoskwiniowej Łapy wyrwał ją dopiero kociak, który patrzył na nią swoimi wielkimi, przeszywającymi oczami. Poczuła ciarki, które przeszły jej od czubka nosa, aż po końcówkę ogona.
- Przecież to tylko mały kociak - Kremowa skarciła siebie z myślach, a jej ogon zadrgał, kiedy spojrzała się nieco w bok. Na jej pyszczek wstąpił delikatny uśmiech, który wykrzywiał się za każdym razem, gdy czuła na sobie wzrok rudego. W końcu z resztą trafnie zauważył maluch:
- Wyglądasz jakoś inaczej niż powinnaś wyglądać.
- No, co ty... - Zmieszana pogrzebała łapą w piachu zdając sobie sprawę, że znalazł się kolejny kocur, który wątpił w jej, powiedzmy kobiecość. Jednakże panna Brzoskwinia znawczyni świata, którego poznała za pomocą historii zawsze znajdzie dziurę przez, którą wybrnie z trudnej sytuacji. - Gradowa Mordka również ma niecodzienne rysy pyszczka. W dodatku dawni medycy z Klanu Wilka i Klifu, których imiona nie pamiętam, również wyglądali niecodziennie. Zastanawia mnie nawet czasem, dlaczego to medycy zazwyczaj wyglądają tak jak nie inaczej.
- Domyślasz się, dlaczego tak jest?
- Upośledzony wojownik nie radzi sobie w walce. Znaczy, nie mówię, że medycy są upośledzeni!
Zaśmiała się nerwowo i wygrzebała jeszcze większą dziurę własną łapą. Malec najwyraźniej zainteresował się opowieściami Brzoskwini, co nie co ją zestresowało. Dosyć sporo wiedziała o wydarzeniach z przeszłości, ale nie znała ciekawych walk, ani żadnych technik walki. A była pewna, że ktoś pokroju Błądzącego - kocur kociak z miotu Pręgowanego Piórka, będzie chciał słuchać o takich rzeczach.

<Błądzący?>

19 lutego 2018

Od Brzoskwiniowej Łapy

Brzoskwiniowa Łapa jak każdego popołudnia wkroczyła szybko do legowiska starszyzny, a z jej pyszczka zwisały dwa, pulchne króliki. Potykała się co chwila nie do końca wiedząc jak iść, aby nie wypadły jej z pyszczka. Co chwila podciągała je językiem, aby nie ubrudzić jej w piachu, którego było pełno w obozie.W końcu zobaczyła Mysi Nos i Blady Świt, które dzieliły języki. Kiwnęła im głową na powitanie i odstawiła króliki pod ich łapy. Na jej pyszczek wstąpił delikatny uśmiech, który świadczył o tym, że miło było je widzieć. Szara kotka zmrużyła oczy i przystąpiła do powolnego jedzenia swojego obiadu. Kremowy uwielbiał patrzeć jak wszystko wolno robi starszyzna, która mogła delektować się do woli chociażby takim jedzeniem, gdyż miała strasznie mnóstwo czasu. Blady Świt nadal jednak siedziała, a kiedy pochyliła się ku jedzeniu skrzywiła się lekko. Druga starsza nie zwracała jednak na to uwagi, więc Brzoskwinia też przymknęła na to oko. W końcu siostra Lamparciej Gwiazdy wymamrotała pomiędzy kęsami:
- Upolowałeś świetnego królika.
Gdyby nie fakt, że posiadała gęste futro to widać by było jak cała się czerwieni. Prawdą było, że nie upolowała go, gdyż było no... za cudny. Miała większego pecha i mniejszy refleks niż upośledzony borsuk. Najwyraźniej jednak Mysi Nos widziała w nim potencjał co sprawiało, że teraz wyglądała dobrze w jej oczach. Zaczerwieniła się jeszcze bardziej niczym burak.
- To upolował Nocne Niebo. A mo-moje jest na stosie. - Powiedział szybko i po kilku biciach serca zobaczył na sobie przenikliwy wzrok Bladego Świtu, która otworzyła pyszczek w prawie niewidocznym grymasie, ale i trosce:
- Brzoskwinko! Jak tak dalej pójdzie to nigdy nie zostaniesz wojowniczką. Musisz się przyłożyć. Bardzo!
- Ale ba-babciu, przecież wiesz jak to jest i, że się bardzo sta-staram...
Usiadła spuszczając wzrok na swoje łapy. Uszy opadły na jej łepek, kiedy wyciągnęła język, aby polizać nerwowo nos. Usłyszała uspokajający głos żółtookiej starszej:
- Blady Świcie, znasz go od dawna. Doskonale wiesz, że o wiele bardziej interesują go opowieści, niż praktyka. To niekoniecznie dobrze, ale... możesz zostać medykiem, prawda? Lubisz kwiatki.
- Nie. Burzowa Łapa jest uczniem, nic z tego.
Jej ciałko zadrżało, gdy zdała sobie sprawę, że nie ma większego wyboru. Musi zostać wojownikiem i koniec, bo inaczej nie zadowoli taty. Nie było już innej ścieżki do wyboru.
- Odpocznij sobie. - Stwierdziła szybko czarno-biała, kiedy cętkowana odwróciła się mając zamiar wyjścia. - Ale pierw udaj się po jakieś zioła, bo strasznie bolą mnie stawy.
Kremowa pokiwała szybko głową i pobiegła z przejęciem do legowiska medyka. Zastała tam Kwiecisty Wiatr, która chodziła tu i tam z Burzową Łapą u boku. Układała zioła i podawała niektóre kocurkowi, który musiał je nazwać. Wyciągnęła w jego stronę stosunkowo małą roślinę, ale o sporych liściach. Widać było jej różowe, ładne kwiatki, a także dosyć grube korzenie.
- Żywokost - Powiedziała niepewnie Brzoskwinia wchodząc do środka. Terminator medyka spojrzał na nią przechylając delikatnie głowę - Jest na stawy, prawda Kwiecisty Wietrze? Miałam donieść to starszym.
- Prawie, trzeba to zmielić. Burzowa Łapo!
Uczeń szybko zabrał się za roztarcie na gładką papkę żywokost wymieszany z wrzosowym nektarem. Trwało to dłuższą chwilę, aż w końcu wypluł to wszystko na kawałek mchu. Chwilę jeszcze na to patrzył, jakby się czegoś upewniał, aż w końcu dał to wszystko cętkowanej, długowłosej kotce.
- Nie dawaj tego do pyszczka, tylko rozsmaruj - Ostrzegła Kwiecisty Wiatr, a Brzoskwinka kiwnęła głową równocześnie odwracając się, aby pobiec do Bladego Świtu. Kiedy wpadła jednak do miejsca, gdzie powinna być zastała tam jedynie Mysi Nos, która spała spokojnie.

C.D.N dududu!!

12 lutego 2018

Od Brzoskwiniowej Łapy

Trening nie szedł mu zbyt dobrze. Nocne Niebo zaproponował, aby wybrali się do nor królików, a to co upolują zaniosą do starszyzny. Oczywiście cętkowany łyknął haczyk, gdyż uwielbiał kiedy dwie starsze kotki z Klanu Burzy go chwalą i dawał z siebie wszystko. Ale czy to wystarczyło, aby ślamazara poradził sobie z danym mu zadaniem? Jak można się spodziewać nie, dlatego z pochylonym łebkiem ruszył ku legowisku starszyzny, a w pyszczku niósł dosyć tłustego, ale drobnego i młodego królika. Jego mina nie wyrażała zbyt wiele, ale postura wskazywała na to, że bardzo się zawiódł samym sobą. Mimo tego, że jego ojciec stwierdził, że dobrze się spisał to widział w jego oczach zawód. To było dla puchatego straszne uczucie, które doświadczał prawie cały czas! Był piątym kołem u wozu w Klanie Burzy. Pełnił funkcję terminatora, a był mniej przydatny niż malutkie, ślepe kociaki. Przywitał się z wylizującymi się Bladym Świtem i Mysim Nosem, które spojrzały na niego dosyć pokrzepiająco.
- Witaj Brzoskwiniowa Łapo! - Wymruczała szara, pręgowana kotka przerywając dzielenie języków. Zerknęła na królika, który niósł terminator. - Oh... Deszczowa Łapa przyniósł nam dwa króliki. Ale nie martw się! Gradowa Mordka na pewno chętnie przyjmie taki smaczny podarunek.
Kremowy westchnął i pokiwał głową, ponownie chwytając swoją zdobycz. Odwrócił się i wymruczał niewyraźne słowa pożegnania wychodząc z legowiska. Skierował się w stronę miejsca, w którym z pewnością krzątał się jeden z medyków. Postawiał niepewne, aczkolwiek szybkie kroki, chcąc jak najszybciej wykonać zadanie kiedy w połowie drogi zatrzymał go Nocne Niebo.
- Stwierdziłem, że przyda ci się patrol. Żmijowa Łuska i Rdzawa Łapa już na ciebie czekają.- Powiedział poważnie czarny i wskazał głową na wyjście z obozu, gdzie stały już dwie kotki. Zmrużył oczy zatrzymując wzrok na szylkretowej, ale nic nie dodał, dopóki Brzoskwinia nie ruszył przed siebie, aby zanieść jedzenie dla medyków. Kocur ponownie go zatrzymał - Ja to zabiorę i powiem, że jest od ciebie. Ty lepiej już idź.
Uczeń posłusznie oddał króliczka i ruszył szybko w stronę wyjścia. Kotkom, z którym miał towarzyszyć w patrolu kiwnął głową, ale nic nie odpowiedział. Żmijowa Łuska ruszyła ku terenom Klanu Burzy i mruknęła od niechcenia
- Dalej, idziemy. Jak dobrze pójdzie to może i nawet jak twierdzi Nocne Niebo, ten mały się do czegoś przyda. W co szczerze wątpię.
- Mój tata naprawdę tak mówił? - Spytał cichym, nieco łamiącym się głosem Brzoskwiniowa Łapa.
- Może tak, może nie
Syn Złotej Melodii zmrużył oczy, ale nic na to nie odpowiedział i podążał posłusznie za kotkami. Nikt zbytnio nie rozmawiał, dlatego panowała głęboka cisza przerywana jedynie szumem wiatru. Uczeń skupiony był na rozglądaniu się wokół. Dopiero wtedy, kiedy Nocne Niebo go nie poganiał na treningu był rozkoszować się widokami Pory Zielonych Liści. Wrzosy rosły wokół pomiędzy wysoką trawą, a inne kwiatki dodawały terenom Klanu Burzy kolorów. Jako jedyny z patrolu skupiał się na takich patrolach, dlatego jako pierwszy zobaczył kłębek łaciatej sierści wśród kwiatów. Nie mógł dokładnie ustalić czy jeszcze żyje, ani skąd pochodzi, gdyż wszystko tuszował słodki zapach kwiatków. Zbliżył, więc się do kociaka i tknął go łapą.

<Rdzawa?>

11 lutego 2018

Od Brzoskwiniowej Łapy C.D Ciernika

Nocne Niebo zmierzył Brzoskwinię wzrokiem, a później spojrzał niepewnie na Ciernik, ale nic nie odpowiedział, jak gdyby się nad czymś zastanawiał. Jego ogon zadrgał, kiedy zauważył jak wyraźnie na pyszczku uczennicy maluje się zakłopotanie, a mimo starań poczuła się niewygodnie we własnym futrze. Nigdy jeszcze nie kłamała komuś w żywe oczy, ale z nagłej sympatii do młodszej ona również nie miała zamiaru ujawniać prawdziwej wersji zdarzeń. Była prawie całkowicie pewna, że obydwie dostałyby ochrzan - jedna za to, że jest ślamazarą i nie potrafi polować, a druga za to, że zasnęła poza obozem.
- Brzoskwiniowa Łapo, na pewno? - Upewnił się czarny, ale najwyraźniej to łyknął, gdyż rozluźnił się. Najwyraźniej stwierdził z góry, że to niemożliwe, aby kremowa go okłamywała, gdyż nigdy nie przejawiała takich zachowań. - Już się tak nie stresuj. Doskonale wiem, że słyszałeś jak rozmawiałem ze Złotą Melodią o tym, że kilka królików zbudowało nory nieopodal obozu. Nie pogryzą was!
Terminatorka pokiwała niepewnie głową mimo tego, że z początku chciała odpowiedzieć a co jeśli?. Jednakże nie potrafiła nic powiedzieć, dopóki zastępca nie odwrócił się i pobiegł przed siebie znikając wśród trawy. Kamień spadł jej z serca i odetchnęła z ulgą, jednocześnie zerkając na córkę Cienistego Pazura. Z jej pyszczka wymsknął się mamrot, o wiele spokojniejszy niż można było się spodziewać:
- Ale ty wiesz, że mimo wszystko nie powinnaś kłamać?
Mała jednak nie odpowiedziała, wlepiając swoje zielone ślepka w osobę Brzoskwiniowej Łapy. Zmrużyła oczy jakby nad czymś intensywnie się zastanawiała, ale cętkowana nie mogła zrozumieć o czym, dlatego ponownie się odezwała:
- Coś się sta-stało?
- Nie, nic - Powiedziała szybko kotka i spojrzała w przód. Cętkowana ruszyła przed siebie, a malutka za nią. Starsza nadal jednak zastanawiała się nad czym tak rozmyślała kotka. Przez chwilę pomyślała, że może jej też jak tacie przeszkadza jej męski głos i postura, ale szybko to odrzuciła. Była kotką i koniec, nikt nie mógł jej niczego narzucić. Aby przerwać tą głęboką ciszę, przerywaną jedynie szelestem łap zamruczała:
- Wiesz, ostatnio byłam u Bladego Świtu, mojej babki i chwaliła twojego tatę.
Pręgowana pokiwała powoli głową, a puchata przełknęła ślinę. Po chwili jednak znowu na jej pyszczek wstąpił mały, a zarazem delikatny jak maliny uśmiech. Ciągnęła dalej:
- Często chodzę do starszych. Można się od nich dużo nauczyć. Wiedziałaś, że Srebrna Gwiazda była pierwszą liderką od czasu powstania naszych klanów, która aż do śmierci naturalnej nie straciła żadnego życia? To fascynujące jak musiała władać sprawiedliwie klanem, że sam Klan Gwiazdy wynagrodził jej to spokojnym żywotem.

<Ciernik?>

07 lutego 2018

Od Brzoskwiniowej Łapy C.D Złotej Melodii

Brzoskwinia została jak zwykle wygoniona z obozu, aby zapolowała mimo tego, że każdy dobrze wiedział iż nie do końca potrafiła tego robić. Zdecydowanie bardziej lubiła słuchać opowieści starszyzny. Mysi Nos opowiadała o czasach, kiedy Klanem Burzy rządziła jeszcze Srebrna Gwiazda i jakie koty zamieszkiwały klan, a za to Blady Świt, jej babcia o wiele bardziej skupiała się na dawnych terenach Klanu Burzy. Tam przynajmniej mogła dowiedzieć czegoś wartościowego w przeciwieństwie do polowania, na którym potrafiła jedynie męczyć się nad upolowaniem jakiegoś nawet lichego zajączka. Najgorszy był sam fakt, że regułki i teorię miała wykutą na pamięć, ale reszta rzeczy nie wychodziła ją za nic. Potknęła się o swoje łapy i parsknęła niezadowolona, zastanawiając się kiedy wreszcie wszyscy będą z niej dumni. Przecież obiecywała mamie, że zostanie najwspanialszą wojowniczką Klanu Burzy, a w tym momencie nie potrafiła nawet normalnie chodzić. Uderzyła z nie tylko co złością, a smutkiem kilka razy łbem o ziemię i runęła na ziemię ponownie tym razem celowo. Leżała tak na plecach gapiąc się w niebo, kiedy usłyszała jakieś rozdrażnione głosy. Przez to, że została wyrwana z zamyślenia chwilę zajęło ją dopasować sobie te rozmowy do członków Klanu Burzy. Szybko jednak przekonała się kto zmierza w jej kierunku - Cienisty Pazur i Deszczowa Łapa, jej brat. Innych kotów nie wyczuła, gdyż zachowywały się ciszej niż inne. Miała ochotę zmarszczyć nos ze złością, że nie rozpoznaje nawet członków Klanu Burzy, ale zamiast tego szybko podniosła się i poruszyła zamaszyście ciałem, aby wytrzepać się z piachu. Gdy mentor Deszcza wsunął łeb spomiędzy wysokiej trawy Brzoskwiniowa Łapa przylgnęła do ziemi jak do polowania na królika i właściwie wszystko byłoby dobrze, gdy nie sam fakt, że kręciła się już tutaj na tyle długo, że wokół nie było żadnych oznak życia oprócz jej i patrolu.
- Nocne Niebo, jedyne "niebezpieczeństwo" jakie znaleźliśmy to ten twój synek fajtłapa - Wymruczał rozgoryczony Cienisty Pazur, chociaż jego wąsy drgnęły jakby z rozbawienia. Deszczowa Łapa wychylił bardziej głowę, aby zobaczyć swojego brata. Cętkowana nie była głupia, więc podniosła się na równe łapy, aby nie wyglądać dziwnie. Jej oczy zabłysły ze smutku, gdyż wolała nie rozbeczeć się na oczach wszystkich. Po chwili zza dwójki wyszła Złota Melodia, która otarła się o bok Brzoskwiniowej Łapy. Wyszeptała jej do ucha:
- Upolowałaś już coś? Widzę, że jesteś na polowaniu.
- Nic

<Złota? Nocny? Deszczowy? Ktoś?>

06 lutego 2018

Od Brzoskwiniowej Łapy C.D Ciernika

- O nie, wy-wybacz - Wymamrotała szybko i wylizała odruchowo futerko, które napuszyło się po zetknięciu z ziemią. Jej ojciec, Nocne Niebo wysłał ją na polowanie, aby przyniosła co nie co dla starszyzny. Nigdy nie miała zbytnio talentu do wyszukiwania zdobyczy, dlatego kiedy podczas skradania zauważyła kłębek futra wśród trawy od razu stwierdziła, że to musi być ładna, duża mysz. Jakież było jej zdziwienie, gdy skacząc w jej stronę zorientowała się na szczęście szybko, że to nie przyszła piszczka, a raczej kociak. Wyhamowała więc czego skutkiem był upadek. Kiedy wpatrywała się z przerażeniem i zakłopotaniem w oczach na delikwentkę nawet nie zdawała sobie sprawy, że przyłapała małą na gorącym uczynku. Pręgowana po kilku biciach serca wymamrotała:
- Wybacz, wybacz! Chciałam pospać!
Nadal buzowała złością i przez to podniosła się mierząc o wiele większą od siebie, cętkowaną terminatorkę wzrokiem. Wiatr zawiał mocniej, ale kotka nadal trwale przyglądała się Brzoskwini.
- Po-pospać, tak? Ale prze... no przecież to w kociarni się śpi. - Szybko trafnie spostrzegła córka Złotej Melodii. Zmarszczyła delikatne czoło nadal liżąc językiem futerko, które było całe brudne od piachu i kurzu. Podczas gdy w jej głowie kłębiło się wiele myśli polizała łapkę, aby przejechać nią po uchu, na którym futro najpewniej też stanęło, a przynajmniej tak twierdziła. Zmrużyło oczy, jak gdyby baczniej przyglądając się śpioszce i na ten moment przerwała pielęgnację - Czy panienka nie powinna być przypadkiem w obozie?
- A jak to co?!
- No, no, no... ja tam sama nie wiem, bo jakoś nigdy na treningach się skupić nie mogłam! I, i, i...
W tym momencie z jej oczu pociekły łzy, a jej mordka skrzywiła się. Załkała głośno, dokładnie tak jak kociak, który został nakryty na robieniu czegoś złego. Pogrzebała w ziemi łapą, a biedna Ciernik jakby nie wiedziała co robić dlatego patrzyła się na nią jakby zestresowana.
- Hej, ale no nie płacz... - Przerwała i nabrała znowu jakby twardości. Tak pyk!, przez ledwo może dwa bicia serca - Nie miziaj się, bo jeszcze ktoś usłyszy.
Wtedy stanęła w jeszcze większym płaczu, ale po chwili wciągnęła smary przez nos i jedynie westchnęła, przecierając łzy. Przez smary wymamrotała, starając się powrócić do poprzedniej formy mowy:
- Idźmy do obozy, lepiej tu nie przychodź. Bo jeszcze przyjdzie mój tata czy coś, a on by mógł nakrzyczeć czy coś, no wiesz. Czy coś.

<Ciernik?>

23 grudnia 2017

Od Brzoskwinki C.D Pręgowanego Piórka

Złapała liść! Brzoskwinka była strasznie dumna, dlatego zaczęła trącać listek, który wyfruwał w powietrze, a po kilku biciach serca opadał. Nagle jednak przestała się bawić i spojrzała na Pręgowany Listek.
- Nie - Wymruczała cicho i spojrzała na żółtawego listka, który wyleciał ze żłóbka razem z wiatrem, który pojawił się wraz z Porą Opadających Liści - moi blacia chcą być najlepsymi wojownikami, a ja będę... najlepsym clonkiem.
Usłyszała parsknięcie śmiechu, dlatego odwróciła się i zobaczyła braciszka, który skakał dokładnie w jej stronę i nim zdążyła zrobić unik on już przygniótł ją do ziemi. Zmarszczyła nosek, co musiało wyglądać śmiesznie, a później pacnęła brata łapą, gdyż to niespodziewane wyzwanie do walki strasznie ją przestraszyło przez co bez opamiętania zaczęła klepać swojego braciszka - nie zdążyła nawet zorientować się, który to brat, gdyż już po chwili jeszcze bardziej ją przydusił i odrzucił w kąt.
- Hej, nie ma tyle dobrego, Sztormiku!
Usłyszała głos Złotej Melodii i zamrugała kilka razy ślepiami, żeby wszystko lepiej widzieć. Bolała ją głowa po tym co zrobił Sztormik i miała mu to trochę za złe, bo nie była workiem treningowym, ale nie miała zamiaru mu tego wytknąć czy coś. Westchnęła i spróbowała się podnieść, a gdy wreszcie stanęła na chwiejnych łapkach powoli i niepewnie podeszła do mamy.
- Boli mnie glowa - Pisnęła cicho i wtuliła łepek w futerko królowej. Ta polizała ją i stwierdziła, że mogą udać się po mak do Gradowej Mordki.
~*~
Od tamtego czasu raz po raz przychodziła do szaro-białego kocura. Z początku nie czuła się zbyt dobrze w towarzystwie medyków, ale w końcu stwierdziła, że da się z nimi wytrzymać, a może to chęć zdobywania wiedzy na temat ziół wygrała. Właściwie to nie przychodziła zbyt często, ale za każdym razem chłonęła wiedzę jak gąbeczka. Pewnego bladego ranka przybyła do legowiska medyka, gdzie zastała jedynie Kwiecisty Wiatr.
- Po co tu przyszłaś? Jesteś chora czy chcesz nam przeszkadzać? - Spytała segregując zioła. Brzoskwinka wiedziała, że jednym z nich był mak, ale reszty nie znała. Właściwie to znała tylko podstawy, a może i o wiele, wiele mniej. Milczała, nie odpowiadając na słowa medyczki.

<Grad?>