BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

18 września 2026

Od Aronii

Przez okryty chłodnawą, choć przepełnioną spokojnym odcieniem zieleni sufit żłobka przesączały się delikatne promienie słońca, które wpadając do wnętrza, rozlewały się po mszystych posłaniach, pozostawiając na podłodze ciepłe, złociste plamy. W powietrzu wciąż unosił się mleczny zapach, przeplatający się z wonią świeżego mchu oraz miękkiego futra, a ciche oddechy śpiących kociąt sprawiały, że całe pomieszczenie zdawało się pogrążone w niemal zupełnym spokoju.
Aronia leżał pośród rodzeństwa, wtulony głębiej w miękką grzywę Miodowego Ulu, starając się znaleźć choć odrobinę miejsca, w którym nikt nie próbowałby przypadkiem zepchnąć go z posłania. Kiedy jedna z nieporadnych łap ponownie wylądowała na jego boku, drgnął lekko, lecz zamiast od razu się oburzyć, jedynie westchnął cicho i przesunął się jeszcze kawałek, jakby przekonywał sam siebie, że nie ma sensu robić z tego większego problemu.
Mimo tego spokoju jego myśli często uciekały ku przyszłości, która wydawała mu się ogromna i niemal niemożliwa do wyobrażenia — świat poza bezpiecznym wnętrzem żłobka skrywał zdecydowanie więcej, niż Aronia był jeszcze w stanie pojąć. Nie wiedział, kim zostanie, czego będzie pragnął ani jakie koty pojawią się na jego drodze, a jednak gdzieś głęboko w sobie nosił przekonanie, że jego życie nie może skończyć się na zwyczajnym dorastaniu i wykonywaniu tych samych obowiązków, które wykonywały tysiące kotów przed nim.
Nie potrafił powiedzieć, skąd właściwie wzięła się ta pewność, ponieważ nikt jeszcze nie wskazał mu żadnej konkretnej drogi ani nie powiedział, że czeka go coś wyjątkowego, lecz sama myśl o tym, że mógłby przeżyć całe życie, pozostając jednym z wielu, wydawała mu się dziwnie niepokojąca. Wolał wierzyć, że gdzieś przed nim znajduje się coś większego, nawet jeśli nie potrafił jeszcze określić, czym dokładnie miałoby być.
Może zostanie kimś ważnym, może dokona czegoś, o czym inne koty będą opowiadały przez wiele księżyców, a może pewnego dnia wydarzy się coś, co samo wskaże mu właściwą drogę; na razie nie potrzebował żadnej konkretnej odpowiedzi — tak naprawdę wystarczała mu sama świadomość, że jego przyszłość musi skrywać coś niezwykłego.
Z zamyślenia wyrwał go dopiero głos dobiegający z boku.
— Hej, możesz przestać się tak rozpychać, czy zamierzasz zająć całe posłanie?
Aronia zamrugał, po czym poczuł, jak coś niewielkiego, lecz zaskakująco zdecydowanego popycha go w bok, przez co na moment stracił równowagę i oparł się łapami o miękki mech.
Kiedy odwrócił głowę, dostrzegł Agresta, który przyglądał mu się z charakterystycznym, lekko zaczepnym uśmiechem, jakby właśnie czekał na reakcję brata.
Aronia warknął cicho, a na pysku pojawił się podobny uśmiech. Przy bracie łatwiej było mu zachowywać się w taki sposób, ponieważ Agrest swoją pewnością siebie niemal automatycznie pociągał go za sobą, sprawiając, że Aronia również nabierał ochoty na zaczepki i głośniejsze odpowiedzi.
— Ja się rozpycham? — powtórzył, unosząc lekko brew. — Wydaje mi się, że to raczej ty próbujesz zagarnąć całą przestrzeń dla siebie.
— No, w końcu to ja znalazłem tutaj najlepsze miejsce — odpowiedział Agrest, jakby sprawa od początku była oczywista.
— Od kiedy znalezienie miejsca oznacza, że można je sobie przywłaszczyć?
— Od kiedy ktoś jest wystarczająco sprytny, żeby zrobić to pierwszy.
Aronia parsknął cicho, a ponieważ Agrest najwyraźniej oczekiwał od niego odpowiedzi, nie zamierzał pozwolić mu zakończyć tej rozmowy zwycięsko.
— W takim razie chyba będę musiał być sprytniejszy od ciebie.
Ledwie wypowiedział te słowa, wyciągnął przed siebie łapy i delikatnie, choć wystarczająco stanowczo, odepchnął nimi brata, który zachwiał się na mchu.
— Ej, tylko nie mów, że naprawdę to zrobiłeś! — oburzył się Agrest, chociaż jego szeroki uśmiech zdradzał, że wcale nie był zły.
— Sam powiedziałeś, że trzeba być sprytnym, więc tylko zastosowałem twoją radę — odpowiedział Aronia, a jego własny uśmiech stał się szerszy.
Nawet nie zastanawiał się nawet nad tym, że jeszcze kilka chwil wcześniej najchętniej pozostałby cicho wtulony w matkę — przy bracie jego zachowanie zmieniało się niemal samoistnie. Skoro Agrest mówił głośniej, z jakiegoś powodu Aronia również podnosił głos, skoro tamten żartował, Aronia natychmiast szukał kolejnej zaczepki, a kiedy brat zachowywał się tak, jakby żadna rzecz na świecie nie mogła go speszyć, Aronia naprawdę zaczynał wierzyć, że sam również nie ma powodów do wahania.
— Skoro jesteś taki sprytny, to spróbuj mnie jeszcze raz odsunąć — rzucił Agrest, podsuwając się bliżej z wyraźnym wyzwaniem w oczach.
Aronia nie potrzebował dalszej zachęty — niemal natychmiast rzucił się na brata, próbując przepchnąć go na drugą stronę posłania, podczas gdy Agrest zaczął odpychać go równie zawzięcie. Ich futra szybko się zmierzwiły, łapy plątały się ze sobą, a stłumione piski i śmiech mieszały się z cichymi pomrukami pozostałych kociąt, które najwyraźniej nie zamierzały jeszcze wstawać tylko dlatego, że dwaj bracia postanowili rozpocząć potyczkę.
— Przestań się tak wiercić! — prychnął Aronia, próbując przytrzymać Agresta obiema łapami.
— To ty się wiercisz!
— Wcale nie!
— Właśnie, że tak!
Aronia roześmiał się, próbując odpowiedzieć coś równie zadziornego, lecz zanim zdążył znaleźć odpowiednie słowa, Agrestowi udało się wyswobodzić i odepchnąć go na bok. Niebieski kociak przez moment leżał na mchu, patrząc na brata z udawanym oburzeniem, po czym podniósł głowę i zmrużył oczy.
— Widzisz, jestem od ciebie silniejszy!
— Serioo? — miauknął Aronia, przeciągając słowo z wyraźnym niedowierzaniem, a jego pyszczek rozciągnął się w zaczepnym uśmiechu. — Jak na razie jakoś tego nie widzę, ale próbuj śmiało, skoro tak bardzo wierzysz w swoje możliwości. Może kiedyś rzeczywiście uda ci się być ode mnie silniejszym.
Aronia zmrużył oczy, czując, jak zaczepny ton brata ponownie budzi w nim ochotę do dalszej zabawy, a łapy niemal same napięły się pod jego ciałem, kiedy przygotowywał się do skoku. Już miał rzucić się na Agresta, chcąc udowodnić mu, że wcale nie zamierza dać za wygraną, gdy nagle kątem oka dostrzegł poruszenie Miodowego Ulu.
Matka przyglądała im się z wyraźnym zmartwieniem, a jej spojrzenie, które jeszcze przed chwilą było spokojne i ciepłe, teraz stało się nieco przygaszone.
— Proszę, nie kłóćcie się... — odezwała się cicho, a w jej głosie nie było złości, lecz raczej łagodna prośba. — Mogłabym wam pomóc znaleźć odpowiednią pozycję, tak żeby każdy miał wystarczająco dużo miejsca i żebyście nie musieli się przepychać.
Aronia zastygł w połowie ruchu, a cała wcześniejsza pewność siebie niemal natychmiast z niego uleciała, jakby jedno spojrzenie matki wystarczyło, żeby przypomnieć mu, że to, co jeszcze chwilę temu wydawało się tylko niewinną zabawą, mogło sprawić komuś przykrość.
Przeniósł wzrok na Miodowy Ul i dopiero wtedy zauważył, jak bardzo wyglądała na zmartwioną. Jej uszy były lekko opuszczone, a w oczach czaił się smutek oraz rozczarowanie, którego Aronia zdecydowanie nie chciał tam widzieć.
Niebieski spuścił głowę, czując, jak uszy powoli przylegają mu do czaszki, a wcześniejszy uśmiech znika z jego pyska. W gardle zaczęło nieprzyjemnie go ściskać, przez co musiał przełknąć ślinę, żeby powstrzymać napływające łzy. Nie chciał płakać, zwłaszcza przy rodzeństwie, ale jeszcze bardziej nie chciał, żeby matka pomyślała, że jej słowa nic dla niego nie znaczą.
Przecież była dla niego dobra.
Zawsze znajdowała dla niego miejsce przy sobie, otulała go swoim futrem, kiedy było mu zimno, uspokajała, gdy coś go przestraszyło, i cierpliwie słuchała nawet wtedy, gdy opowiadał jej o rzeczach, które dla innych mogły wydawać się zupełnie nieistotne. Nie potrafił więc znieść myśli, że mógłby odpłacić jej za to zmartwieniem albo sprawić, że poczuje się zawiedziona własnym synem.
Może rzeczywiście nie powinien był się z Agrestem przepychać.
Może powinien był od razu odsunąć się na bok.
A jeśli Miodowy Ul teraz uważała, że jest niegrzeczny?
Ta myśl zabolała go znacznie bardziej, niż powinna.
— Przepraszam, mamuś... — miauknął cicho, a jego głos zabrzmiał zupełnie inaczej niż jeszcze przed chwilą, kiedy droczył się z Agrestem. — Wiem, że nie powinniśmy byli się tak przepychać.
Przez moment zerknął na brata, jakby chciał upewnić się, czy Agrest również słucha, po czym szybko ponownie skierował spojrzenie ku matce.
— To już nie będziemy — dodał pospiesznie, jakby sama obietnica mogła naprawić wszystko, co wydarzyło się zaledwie kilka chwil wcześniej. — Jeśli chcesz, mogę się nawet ułożyć gdziekolwiek, tylko... proszę, nie martw się.
Na moment zamilkł.
— Mogę leżeć przy samym brzegu albo nawet trochę dalej od was, jeśli będzie trzeba — kontynuował niepewnie, przesuwając się kawałek po mchu, jakby już chciał zrobić miejsce wszystkim pozostałym. — Naprawdę mi to nie przeszkadza, więc nie musisz się przeze mnie martwić.
Nie zastanawiał się nawet, czy rzeczywiście byłoby mu wygodnie, ani czy ktoś poprosił go o takie poświęcenie, ponieważ w tej chwili znacznie ważniejsze było dla niego to, żeby na pysku matki znowu pojawił się ten spokojny, ciepły wyraz przy którym zawsze czuł się bezpiecznie.
Jeśli oznaczało to oddanie własnego miejsca, Aronia nie widział w tym niczego złego.
Jeśli dzięki temu Miodowy Ul przestałaby wyglądać na smutną, mógł przecież przesunąć się jeszcze dalej.
— Napewno? Chciałabym, żebyście wszyscy mogli mieć równą ilość przestrzeni. Nie musisz się odsuwać, ani ustępować miejsca Agrestowi jeśli tego nie chcesz.
— Naprawdę, mamuś... — odpowiedział cicho, choć przez chwilę nie był pewien, czy powinien tak powiedzieć. Zerknął na Agresta, a potem ponownie na Miodowy Ul, jakby próbował odgadnąć, która odpowiedź najbardziej ją uspokoi. — Ja... chyba nie potrzebuję aż tak dużo miejsca, więc mogę się trochę przesunąć, jeśli Agrestowi będzie wygodniej.
— Nie, nie. Aronio, mogę się trochę przesunąć a wtedy wszyscy się pomieścimy — miauknął Agrest, ogonem wskazując miejsce dla brata.
Sam nie wiedział już, czy dobrze postąpił, wdając się z bratem w tę całą „walkę”, skoro jeszcze przed chwilą był przekonany, że była to tylko niewinna zabawa. Przecież nic złego się nie wydarzyło, a on naprawdę świetnie się bawił, ponieważ przy Agreście znacznie łatwiej było mu zapomnieć o wszystkim innym i po prostu dać się ponieść chwili.
Właściwie chciałby jeszcze trochę się z nim pobawić, gdyby tylko nie zauważył wcześniej zmartwionego spojrzenia Miodowego Ulu.
To właśnie ono nie dawało mu spokoju, ponieważ za każdym razem, gdy o nim myślał, wcześniejsza radość gdzieś się rozpływała, ustępując miejsca nieprzyjemnemu ściskaniu w brzuchu. Nie chciał przecież, żeby mama była smutna, a tym bardziej nie chciał, żeby przez niego musiała się martwić.
Tylko czy to oznaczało, że nie powinien był się bawić z Agrestem?
Aronia przez chwilę próbował znaleźć odpowiedź, lecz żadna nie wydawała mu się wystarczająco dobra. Gdyby od razu odmówił bratu i spokojnie leżał na posłaniu, może Miodowy Ul nie musiałaby się odzywać, ale wtedy nie dowiedziałby się, jak przyjemnie jest śmiać się razem z Agrestem i przepychać z nim, dopóki obaj nie zmęczą się na tyle, że nie będą mieli już siły na kolejną zaczepkę. Z drugiej strony, gdyby dalej się bawili, mama mogłaby znowu wyglądać na zmartwioną, a tego Aronia zdecydowanie nie chciał.
Im dłużej o tym myślał, tym mniej rozumiał, która możliwość była właściwa.
Może powinien był ustąpić wcześniej, zanim Miodowy Ul zdążyła się odezwać, a może wcale nie zrobił nic złego, skoro Agrest również brał udział w zabawie i teraz bez żadnego żalu przesunął się, żeby zrobić mu więcej miejsca. Aronia zerknął na brata z ukosa, próbując odgadnąć, czy ten wciąż był na niego zły, lecz Agrest wyglądał tak, jakby już dawno zapomniał o całej sprzeczce.
Dlaczego więc on nadal nie potrafił o niej zapomnieć?
Aronia uśmiechnął się niepewnie, po czym położył się, ponownie wtulając pyszczek w futerko matki.
Miodowy Ul najwyraźniej zauważyła, że Aronia wciąż nie może się uspokoić, ponieważ po chwili pochyliła się nad nim i delikatnie polizała go między uszami. Ciepły język matki sprawił, że kociak przymknął oczy, a napięcie, które przez cały czas nieprzyjemnie ściskało jego brzuch, zaczęło powoli ustępować.
— Nie musisz się tak martwić, maleństwo — miauknęła łagodnie, przesuwając językiem po jego zmierzwionym futerku. — Nie jestem na ciebie zła. Wiem, że chcieliście się tylko pobawić.
Aronia uniósł głowę, przyglądając się jej z wyraźnym niedowierzaniem, jakby próbował upewnić się, czy rzeczywiście dobrze usłyszał. Jeszcze przed chwilą był przekonany, że zrobił coś niewłaściwego, a teraz nagle okazywało się, że wcale nie musiał się aż tak przejmować.
— Naprawdę? — zapytał cichutko, a kiedy Miodowy Ul skinęła głową, jego pyszczek od razu rozjaśnił się nieśmiałym uśmiechem. — Czyli nie jesteś smutna?
— Trochę się zmartwiłam, ale to przecież nie znaczy, że jestem na was zła — odpowiedziała, po czym otuliła go ogonem. — Czasami możecie się ze sobą bawić, nawet jeśli przy tym trochę się posprzeczacie, tylko pamiętajcie, żeby uważać na siebie nawzajem.
Aronia pokiwał głową, chłonąc każde jej słowo z ogromną uwagą, a wraz z nimi powoli wracało do niego wcześniejsze poczucie bezpieczeństwa. Skoro Miodowy Ul powiedziała, że wszystko było w porządku, to rzeczywiście musiało być w porządku, dlatego nie widział już powodu, aby dłużej zastanawiać się nad tym, czy powinien był zrobić coś inaczej.
— Dobrze, mamuś — wymruczał, wtulając się w nią mocniej.
Agrest, który przez cały ten czas milczał, nagle poruszył ogonem i trącił nim lekko bok Aroni.
— To co, skoro już nie jesteś smutny, to może kiedyś dokończymy naszą walkę? — zapytał, a w jego oczach ponownie pojawił się ten sam zaczepny błysk, który jeszcze przed chwilą tak łatwo udzielił się Aroni.
Kociak spojrzał na niego, a przez moment próbował zachować poważny wyraz pyska, jednak szybko przegrał z cisnącym się na pyszczek uśmiechem. Wystarczyło kilka słów Agresta, aby cała wcześniejsza niepewność zaczęła wydawać mu się mniej ważna.
— Jak będziesz gotowy przegrać, to możemy!
— Ja przegrać? Chyba śnisz.
Aronia zachichotał, a jego ogon poruszył się energicznie po mchu.
Jeszcze chwilę temu był przekonany, że najlepiej będzie po prostu siedzieć cicho i nikomu nie przeszkadzać, lecz teraz znowu miał ochotę się bawić, a wcześniejsze poczucie winy niemal całkowicie zniknęło. Nie zauważył nawet, jak szybko jego nastrój zmienił się pod wpływem Agresta, ani że jeszcze kilka chwil wcześniej potrzebował słów Miodowego Ulu, żeby uwierzyć, że nie zrobił nic złego.
Na razie nie widział w tym niczego dziwnego.
Po prostu pragnął zadowolić innych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz