BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łuska x Gęgawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łuska x Gęgawa. Pokaż wszystkie posty

15 października 2023

Od Gęgawy CD. Łuski

skip
Powiedział o tym wszystkim Świergot. Naprawdę niezręcznie się z tym czuł, ale dłużej nie potrafił tego ukryć. Coś było, był tego pewny. Po prostu nie wiedział, jaki zrobić krok i czy w ogóle. Czarny desperacko potrzebował rady względem Łuski.
Siostra jednak nie była tak pomocna. "Zrób to, co podpowiada ci serce", wymruczała na koniec niezrozumiałego przez niego monologu. Co te słowa miały znaczyć? Serce nigdy nie podpowiadało mu nic. Nie był pewny co to znaczy. Czasami czuł się, jakby w te miłosne gierki potrafił grać każdy, jak gdyby wszystkim wytłumaczono dokładnie ich zasady, oprócz jemu. Popatrzył w ciemne niebo z grymasem. Jedyne co odczuwał to wstyd. Nie lubił żyć w niewiedzy, nie rozumieć. Zawsze zdawało mu się, że jest naprawdę inteligentny i trudno go zagiąć...
Eh.

***

Te uczucia uciekały i wracały. W końcu Gęgawa się temu poddał. Był zakochany, nawet jeżeli trudno było mu to sobie uświadomić. Nareszcie czas, pomyślał, patrząc na swoje lekko drżące (już nie wiedział czy ze stresu, czy z zimna) łapy. Dłuższą chwilę już nosiły go po świecie. A jeżeli miał żyć jeszcze dłużej, to nie sam, prawda? Jego przyjaciele od jakiegoś czasu przecież byli w związkach, ciesząc się towarzystwem siebie i swoich małych, słodkich kulek... On też będzie, przekonywał się. To będzie dobra decyzja. 
Niewiele wiedział o miłości. Wprawdzie większość swojej wiedzy czerpał z opowieści, tego, co widział w obozie i mglistych wspomnień o rodzicach. Kojarzyły mu się najbardziej z romantyzmem kwiaty. Środek pory nagich drzew nie był jednak najlepszym na ich zbieractwo. Jedynym miejscem, z którego mógł je wziąć było legowisko medyka, lecz czy naprawdę chciał pozbawiać Witkę ziół, gdy potrzebowali ich najbardziej? 
— Potrzebujesz czegoś? — spytała siostra, widząc głębokie zamyślenie na pysku Gęgawy, z którego został wyrwany. Speszył się. 
— Wiesz... — miauknął, po czym ściszył swój głos do szeptu, przybliżając się do jej ucha. — Zdecydowałem się na wyznanie.
Świergot natychmiast się uśmiechnęła od ucha do ucha, obracając się by spojrzeć prosto w oczy. Widział w nich więcej radości tą wieścią niż u siebie, jednak nic nie powiedział. Z pewnością łatwiej było myśleć o tym z perspektywy trzeciej osoby niż poddenerwowanej pierwszej.
— To świetnie! — Ucieszyła się. — Dzisiaj? Myślałeś już, jak to zrobisz?
— Chcę to zrobić jutro. A co do tego drugiego to muszę przyznać, że niespecjalnie — mruknął, kładąc po sobie uszy. — Planowałem dać jej kwiaty, jednak wszędzie śnieg i mróz, więc...
— Mogę ci dać — nie dała nawet mu dokończyć Świergot, co wywołało u zwiadowcy zaskoczenie. A tak, przecież kocica była zielarką – miała dostęp do składu ziół... Ale to nie było dla Gęgawy moralne.
— Rozumiem, co mówisz, ale nie mogę ich przyjąć — odmówił stanowczym tonem, jednak Świergot nie dawała się przekonać.
— Niektóre zioła nie są nam tak potrzebne. Z resztą, Witka nie zauważy gdy znikną z cztery kwiaty, naprawdę. Nie zrobi nam to większej różnicy, a ta chwila powinna dla was być magiczna! — miauknęła nieco za głośno, jednak poprawiła się. Czarny przez dłuższą chwilę wpatrywał się w jej oczy, przystępując z łapy na łapę. Chyba... miała rację? Nadal mu to śmierdziało, jednak ufał siostrze. Świergot była rozsądna i nie robiłaby nic, co mogłoby skrzywdzić Owocowy Las.
Skinął jej głową, z uciekającym z jego pyska westchnięciem. Pojawił się na nim mały uśmiech.
— Myślisz, że to wypali?
— Na pewno! Będziecie tak słodką parą — zmyła jego wątpliwości Świergot. — Jeżeli chcesz, by ten moment był jeszcze bardziej magiczny, to musisz też wybrać jakieś dobre miejsce, wiesz — mruknęła, szturchając Gęgawę w rozbawieniu. Zwiadowca nie był pewien o czym mówiła. No... na pewno na śmietnisku by tego nie zrobił, ale... jakie miejsce było odpowiednie?
To pytanie jej zadał.
— Upadła Gwiazda jest dobrym miejscem na randkę... tak myślę i słyszałam! — poprawiła się, choć zająknęła. Czyżby coś przed nim ukrywała? Nie był jednak tym zainteresowany, coś go do takich plot nie ciągnęło. — Myślę, że powinieneś je wybrać. Tajemnicze, nie aż tak przysypane śniegiem... Jakby była pora nowych lub zielonych liści można by było oglądać stamtąd gwiazdy, ale no cóż...
Gęgawa skinął siostrze głową. Ta tylko poklepała go po plecach, z mrugnięciem.
— Przygotuję ci bukiecik, a ty się zastanów co jej powiesz. I już od razu... powodzenia, bracie! — przytuliła go, zanim odeszła w stronę swojego legowiska. Gęgawa stał jeszcze chwilę, po czym wdrapał się do swego. Musiał faktycznie o tym pomyśleć...

***

odpis, początek pory nagich drzew
Świergot zostawiła mu ukleconą wiązankę kwiatów. Rozpoznawał w nich nagietek, parę łodyg sitowia i jeszcze jeden gatunek, którego nie znał. Zabrał go bez wahania. Był piękny – zielarka widocznie nie użyła do niego czterech kwiatów, a więcej i spędziła sporo czasu. Doceniał to. Pomagała mu bardziej, niż ktokolwiek inny.
Był nerwowy. Przecież nikt go nie uczył, jak być dobrym podrywaczem. Co jak nie wyjdzie? Powie coś nie tak? Co, jeżeli kotka tego nie czuje? Czy będzie chciała się z nim nadal przyjaźnić, jeśli go odrzuci? Ostatnie, czego chciał to utraty ich relacji. W końcu Łuska była dla niego tak ważna. Gdzieś w środku dusił w sobie myśl, że właściwie odrzucenie nie było tak złą opcją. Bał się nieznanego, tak to sobie tłumaczył. Przełknął nerwowo ślinę.
Czekał w wyznaczonym, poleconym wcześniej przez Świergot miejscu, bijąc regularnie ogonem o metal. Łuska mogła się tu pojawić w każdej chwili, co nie polepszało sytuacji. Miała przyjść kiedy skończy się poranny patrol zwiadowców (na który wyznaczony nie został). Słońce było już w połowie swojej drogi do południa, a zapachu niebieskiej nie było ani śladu w powietrzu. Może coś im się stało, pomyślał, marszcząc brwi. Wkrótce jednak szary łeb wyłonił się z między ośnieżonych drzew i krzewów. Brązowe oczy Gęgawy zalśniły, widząc idącą w jego kierunku kotkę. Czuł rosnącą gulę w jego gardle. Dawno nie odczuwał takich emocji.
— Hej — miauknęła do niego kotka z nieśmiałym uśmiechem, wypuszczając z pyska parę. — Co właściwie chciałeś mi powiedzieć? — spytała, a zwiadowca odetchnął, ale nie z ulgą. To teraz. Ten moment.
— Zanim to powiem, chcę ci powiedzieć, że to jest dla mnie ważne, lecz nie więcej ważne niż nasza więź, więc jakąkolwiek podejmiesz decyzję, chcę pozostać przy twoim boku — powiedział, starając się patrzeć kotce w oczy na tyle, na ile był w stanie. Ta nieco się wzdrygnęła, słysząc te słowa.
— Teraz zaczynam się nieco bać — mruknęła półżartem, machając ogonem. — Wszystko w porządku?
— Tak — odpowiedział natychmiast — Po prostu... myślałem. Myślałem wiele nocy i dni, by mieć pewność, że to wszystko to prawda. Łusko, jesteś jedną z najbliższych mi osób i już od dłuższego czasu duszę w sobie te słowa, które chciałem wypuścić już od księżyców. Przyjaźniliśmy się odkąd Komar wyznaczył nam naszych mentorów, aż do teraz, gdy powoli stajemy się starszymi, coraz bardziej szanowanymi zwiadowcami – czuję jednak, że to nie jest jedynie przyjaźń — jego głos drżał, podobnie jak łapy i końcówka ogona. Obrócił się prędko, by złapać leżące przedtem obok niego, zakryte przedtem futrem kwiaty i położył je przed siedzącą Łuską. Zanim ta zdążyła coś rzec, kontynuował: — Chcę, byśmy byli szczęśliwi i wierzę, że właśnie to nam to przyniesie. Więc, Łusko — przełknął nerwowo ślinę, wpatrując się w jej zielone oczy tak, jak gdyby próbował zobaczyć przez nie jej duszę — czy zostaniesz moją partnerką, czyniąc ze mnie najszczęśliwszego k-kocura w lesie? — zająknął się.
Między nimi zapadła głucha cisza, rozdarta oddalonym krakaniem ptaków. 
— J-ja... — Kocica spoglądała raz na ziemię, kwiaty, a raz na Gęgawę, budując w nim pokłady stresu — N-nie wiem co mam powiedzieć, naprawdę –
— Jeśli tylko tego chcesz, zostańmy tym, czym byliśmy — powiedział od razu, nie pozwalając jej dokończyć. Nie odwzajemniała. Nie chciała go znać. Źle to wszystko przeliczył. Mysi móżdżek! — To nie jest tak ważne. Wszystko czego potrzebuję to być, i być obok i nie liczy się nic innego, tylko – 
Kotka nachyliła się nad nim, przez co stopniowo ucichł. Była od niego o pół kocięcego kroku wyższa. Patrzył tylko w jej ślepia, samemu nie rozumiejąc, co się w tej chwili dzieje.
— Nie musimy zostawać — wymruczała cicho i niepewnie Łuska. — Myślałam o tym samym — przyznała, uciekając wzrokiem. — Też naprawdę dużo. Ja... chcę być z tobą. Być twoją partnerką — szepnęła. Zwiadowca bez dłuższego namysłu nieśmiale nachylił się tak, by ich mokre nosy się ze sobą zetknęły. Po pewnej chwili oderwali się od siebie. Gęgawa oddychał szybko, porównywalnie do oszalałego bicia jego serca.
— Nie potrafię nic już z siebie wyrzucić — powiedział w końcu, nieco śmiejąc się do samego siebie i drżąc na zimnie. — Nie sądziłem, że to się stanie.
— Ja także — wymamrotała Łuska, patrząc się na Gęgawę, jak gdyby ten miał zaraz rozpłynąć się w powietrzu, a ona wybudzić z jakiegoś snu. — Naprawdę czuję się teraz... lepiej — zaśmiała się delikatnie, owijając wokół łap swój ogon. — Zachowujemy się głupio, prawda? Nie wyobrażałam sobie, że to się stanie tak... teraz...
Czarny uśmiechnął się szerzej. Był lżejszy. Choć nadal pewien niepokój go nie opuszczał, teraz czuł radość. Zrobili to. Brakowało mu słów, by cokolwiek opisać. Nie wiedział, co jeszcze dodać.
Ale nadal czuł, że coś było nie tak.

<Łusko?>

14 października 2023

Od Łuski CD. Gęgawy

Wgapiła się w niego zdezorientowana.
— Przepraszam. — Wydukała, nerwowo podrygując ogonem.
— Nie masz za co. — Mruknął, speszony kładąc uszy po sobie.
Nastąpiła niezręczna cisza. Gęgawa odkaszlnął cicho, chcąc przełamać milczenie.
— Chciałabyś pójść coś zjeść? — Spytał, wbijając pazury w gałąź.
Łuska szybko kiwnęła głową, widząc okazję do zakończenia tej niezręcznej atmosfery. Pośpiesznie zeskoczyła z konaru i zaczekała, aż Gęgawa do niej dołączy. Chwilę potem zwiadowca z cichym szelestem wylądował metr od niej. Dwójka udała się do stosu zwierzyny.
Gęgawa kucnął przy stertce, omijając wzrokiem kilka ptaków. Zdecydowanym ruchem wyciągnął łapę po małą nornice. Zerknął na Łuskę pytająco.
— Nie jesz?
— Nie jestem głodna.
Zmarszczył brwi, ale najwidoczniej odpuścił sobie dyskusje.
— Co zamierzasz dzisiaj robić? — Spytał kocur po przeżuciu kęsa gryzonia.
— Jeszcze nie wiem. Zobaczę czy nie trzeba nikomu pomóc. Może znajdzie się gdzieś robota.
Zwiadowca pokiwał powoli głową.
— Chcesz pójść wieczorem na polowanie?
Uśmiechnęła się zadowolona.
— Jeszcze pytasz?
Gęgawa wywrócił oczami, jednak Łuska zdawała sobie sprawę z tego, że nie gniewa się na nią.
Podeszła do wyjścia z obozu, czekając na czarnego towarzysza. Słońce już zachodziło, rzucając pomarańczową poświatę na drzewa Owocowego Lasu. Dymna kotka przyszła wcześniej niż powinna. W zasadzie mogłaby jeszcze trochę pospacerować, ale wolała być wcześniej niż później.
— Cześć
Odwróciła się, słysząc znajomy głos zwiadowcy.
<Gęgawo?>

04 sierpnia 2023

Od Gęgawy CD. Łuski

dawno
Czarny szwendał się po obozie, obserwując trening Łuski z ziemi. Widział, jak uczy się tworzenia legowisk odpowiednich do warunkach wśród liści. Zanim jednak zdążył porozmawiać z kotką tak szybko jak tylko skończyła, Łuska umościła się na swoim legowisku wygodnie. Nie chciał już jej przeszkadzać. Odszedł, by sam po długim dniu pójść nareszcie spać.

***

Nie rozchmurzał się. Ten spadek humoru utrzymywał się już długo. Gęgawa wpatrywał się w tętniący życiem obóz, samemu kryjąc pod powoli narastającą na nowo koroną liści w prawie całkiem opustoszałym legowisku wojowników. Wodził ponuro wzrokiem po rozmawiających w najlepsze kotach, cieszących się ostatkami ciepła, wylegującymi się na słońcu.
Czy to była... zazdrość? Ale czego mógł zazdrościć? Przecież inne koty nie różniły się od niego tak bardzo. Nie mieli nic takiego, o co mógł być zazdrosny. Przecież nie potrzebował takich rzeczy jak tłum przyjaciół, wysoka posada, popularność, czy nawet dzieci i partnerka... Coś nagle było nie tak. Czyżby brakowało mu właśnie drugiej połówki? Od dawna zdawało mu się, że jej nie potrzebuje. Był szczęśliwy taki, jaki był. Przedtem nie czuł żadnej pustki, a rzadko kiedy choćby przez myśl mu przechodziło, że mógłby chcieć być w związku. A nawet wtedy szybko odrzucał tą myśl. Czuł się samotnie szczęśliwy.
Gęgawa spojrzał na swoje czarne łapy. Duże, silne, umięśnione... męskie... Może dopiero zdał sobie sprawy z tego, czego potrzebuje? Kotki, która będąc jego przeciwieństwem idealnie by go dopełniała? Popatrzył się z gałęzi na wojowniczki w obozie. Faktycznie, smukła i delikatna sylwetka Daglezjowej Igły nagle stała się wyjątkowo piękna. Niewielki wzrost Winogrona również. Ich jedwabisty krok, sposób, w który opadała im sierść... Nagle znikąd pojawiło się to dziwne uczucie, którego nie potrafił opisać. Uwielbienie? To to pchało Bryzę do dawania głupich całusów przypadkowemu kocurowi na ich pierwszym zgromadzeniu? Mimo, że zdawało mu się, że to uczucie będzie przyjemne wcale takim nie było. Gęgawa nie lubił, gdy coś było obce. 
— Ziemia do Gęgawy! — Poczuł mocne szturchnięcie, przez które zadrżał, wyciągnięty siłą z przemyśleń. Odwrócił głowę w stronę osoby, która raczyła to zrobić i ujrzał stojącą przy nim, rozbawioną Łuskę. — O czym tak myślisz?
Czarny parsknął cichym śmiechem, potrząsając głową, jak gdyby próbował z siebie strzepnąć wszystko, o czym wcześniej myślał. 
— Niczym ważnym. Jak ci mija dzień? — machnął ogonem, zapraszając, by kotka położyła się przy nim na gałęzi, co też uczyniła. Otworzyła pysk, gotowa opowiedzieć o wszystkim, co dziś ją spotkało.
— Poranny patrol był strasznie długi, albo przynajmniej mi się tak dłużył. Musiałam słuchać jakiejś kłótni Śliwki i Gruszki, która chyba byłaby w stanie przestraszyć wszystkie lisy z okolicy. Nie dziwię się, że patrol łowiecki wrócił z niewieloma zdobyczami. Miałeś szczęście, że dziś cię nie przydzielono.
— Nie przydzielili dziś, przydzielą jutro. Jeszcze dużo się będę męczyć. Właściwie ty też — mruknął lekko rozbawiony, mierząc zwiadowczynię od łap po same czubki uszu. — One nigdy nie przestaną działać sobie na nerwy. 
— Nie przepadam za Śliwką — przyznała Łuska, a jej ogon momentalnie zaczął podrygiwać. — Nie, żeby nie było tu innych energicznych kotów, ale czasami mam wrażenie, że zaraz wbiegnie na najwyższe drzewo i tak po prostu z niego zleci, szybciej niż ktokolwiek zdąży sobie zdać sprawę z tego, gdzie jest. 
— Nigdy nie wiesz, kiedy wybuchnie. — Zgodził się z nią czarny. — Pamiętam, że kiedyś próbowała zjadać inne kocięta w żłobku. Całkiem... dziwne.
Łuska przytaknęła.
— Całkiem bardzo. Przynajmniej teraz tego nie robi. 
— Jesteś pewna? — zapytał, utrzymując na pysku kamienny wyraz, która sprawiła, że Łusce na chwilę uśmiech zszedł z pyska, wyglądając na lekko przestraszoną ze względu na śmiertelną powagę przyjaciela. Ten jednak prędko uśmiechnął się delikatnie, widocznie rozbawiony. — Żartuję. 
Niebieska odetchnęła z ulgą, również się śmiejąc.
— Wiedziałam, że tobie nie można ufać.
— Skądże? Nie znasz się na żartach — wzruszył ramionami, mrużąc zadowolony z siebie oczy. Niebieska jeszcze chwilę parskała śmiechem, zanim w końcu przestała.
— Ale prawda, o wiele bardziej lubię, gdy inne koty są spokojne. Mam wrażenie, że wtedy...
— ...łatwiej kontrolować sytuację. Rozumiem — przerwał kotce, z czego zdał sobie sprawę po chwili. — Och, przepraszam, powiedz co chciałaś.
— Nie, nie! To było to co chciałam powiedzieć — miauknęła zaskoczona Łuska. — Z grubsza. Po prostu ci, co nie umieją usiedzieć w miejscu potrafią zrobić w chwilę chaos, gdy tylko stracisz wzrok z nich na kilka minut. 
— Wiem coś o tym — mruknął zwiadowca, mając w głowie nikogo innego niż Bryzę. Gdy w Klanie Wilka rozległ się pożar, zobaczony przez niego z czubka drzewa o mało by tam nie pobiegł, by na własne oczy zobaczyć ogień. Jakby szybko nie zszedł i go nie powstrzymał, może jakiś wilczak by go teraz wygrzebywał z popiołów lub bardziej same jego kości. Oczywiście, że kochał brata, ale z Świergotem czuł się bezpieczniej. Wiedział, że raczej gdy się odwróci to nie skończy w jakimś dole lub ścigany przez stado borsuków. Z resztą kotka była zielarką, więc to raczej świadczyło o tym, że była godna zaufania. Bryza był dobrym kotem, ale nigdy nie puściłby go do pełnienia żadnej ważnej roli. — Wiesz, Bryza czasami...
— Nie musisz nic dodawać. Wiem o nim dostatecznie dużo — potrząsnęła głową Łuska, jak gdyby przywoływała wspomnienia o wojowniku. — Jak w momencie, gdy zaczęły na patrolu gonić go pszczoły i wskoczył do rzeki, aby przed nimi uciec....
— Ale przypomniał sobie w połowie, że nie umie pływać i krzyczał tak głośno, że nawet jakieś burzaki przy granicy zaczęły się przyglądać. A Fretka musiała go stamtąd wyciągać! — wypalił nieco za głośno, przez co Łuska lekko się skrzywiła.
— Ćśś. Nie jesteśmy tu sami.
Gęgawa odwrócił się, by po raz kolejny popatrzeć na świecące pustkami legowisko wojowników. Jedyną osobą tutaj poza nimi był śpiący Lśniąca Tęcza, który mamrocząc coś do siebie z grymasem na pysku przewracał się na drugą stronę. Może powinni faktycznie być ciszej. 
— Ciesz się, że nie jestem taki jak Bryza. Wtedy już dawno Tęcza by nas zrzucił z tego drzewa.
Kotka z widocznym trudem próbowała ukryć śmiech.
— Cieszę się. Nie wiem, czy bym tyle z tobą wtedy wytrzymywała. — Uśmiechnęła się i spojrzała w dal, na wiszące już nisko nad zachodem słońce. Nie było jeszcze tak późno, ale pora nowych liści dopiero się zaczynała, więc musiał jeszcze pocierpieć krótkie, chłodne dni i długie, zimne noce. Na taką też zanosiło się teraz. Siarczysty podmuch wiatru, osłabiony nieco przez drzewa, ale nie na tyle by nie dało się poczuć jego siły, zawiał, szczypiąc Gęgawę w nos i oczy. Zobaczył, że kotka zaczyna się chwiać, więc bez namysłu wyciągnął łapę i wsadził ją pod pierś kotki, by nie spadła. Poczuł ciepło z jej ciała, rozgrzewające jego lekko zmarznięte łapy i strąki jej futra, między którymi utkwiły jego palce. Znowu poczuł to samo, co przed rozmową z niebieską. Nadal nie potrafił tego wytłumaczyć. Czy to wszystko, co czuł i teraz, i wcześniej, to wina Łuski? Nie wiedział. Pośpiesznie zabrał łapę i wbił wzrok w ziemię pod nimi, wyglądając na zawstydzonego.

<Łusko?>

nie, gęgawa się nie zakochał, to tylko gender crisis

23 maja 2023

Od Łuski CD. Gęgawy

 Dymna kotka rozpoznała, że jednak Gęgawa nie mówił tego na poważnie. Uśmiechnęła się słabo.
 - Nie. Wybrałam się na spacer aby odpocząć od Owocowego Lasu. Mam wrażenie, że Gwiazdnica rozgadała swoje teorie wszystkim członkom klanu. – Mruknęła – Po za tym… Już nawet bez tego sytuacja w klanie jest przygnębiająca. Przynajmniej dla mnie. – Skrzywiła się – Odkąd mama została zabita i odkąd w ogóle to wszystko się stało, atmosfera jest strasznie spięta. – Drgnęła nerwowo ogonem, obawiając się, że powiedziała zbyt dużo na temat tej sprawy.
 Czarny jednak tylko pokiwał powoli głową. 
– Rozumiem. – Mruknął. Teraz w jego tonie nie można było wyczuć nawet nikłej nuty radości. Zdecydowanie te wydarzenia wpłynęły na wszystkie koty z Owocowego Lasu w mniejszym lub większym stopniu, ale wpłynęły i nie dało się tego ukryć.
Na pysk niebieskiej wpełzł o wiele cieplejszy uśmiech, niż na początku spotkania z Gęgawą.
 - Chciałbyś się przespacerować? – Spytała.
 - Właśnie po to tutaj jestem – Zauważył. Łuska nieco się speszyła, nagle zdając sobie sprawę, że kocur mógł przecież wyjść z obozu w tak chłodny dzień tylko w jednym celu. Zamilkła.

***

Leżeli razem przy młodej gruszy, nawzajem ocieplając się swoimi ciałami. W tle słychać było cicho poćwierkujące sikory i wróble. Dymna kotka ziewnęła cicho, kryjąc pyszczek w napuszonym z chłodu ogonie. Słońce już zaszło za horyzont. Zza krzaków dobył się szelest. Łuska szybko odskoczyła od Gęgawy, jeżąc futro na karku. Po odgłosach dobiegających z jej lewej strony, brązowooki również poderwał się ze swojego miejsca. Cynamonowy pyszczek wyjrzał zza zarośli.
 - Tutaj jesteście? – Dymna od razu uspokoiła się, rozpoznając głos Mrówki. – Jest już późno, myślałam, że znaleźliście się w tarapatach! – Mruknęła z widoczną naganą wojowniczka.
 - Przepraszamy, Mrówko. Nie chcieliśmy ciebie niepokoić. – Miauknął Gęgawa – Już wracamy.

***

W obozie zastała nikogo innego jak Gwiazdnicę, która wpatrywała się w dwójkę kotów ze znaczącym uśmieszkiem na pyszczku.
- Hmmm? Więc co robiliście sami po za obozem w tak późną porę?
- Spacerowaliśmy. – Odparła szybko Łuska, nerwowo drgając ogonem. Kiedy w końcu się od nich odczepi? Westchnęła podirytowana i wskoczyła na niskie gałęzie kasztanowca, kładąc się na zwykłym gołym konarze. Odkąd została uczennicą, spała tylko tutaj, nie potrafiąc umościć sobie wygodnego posłania i bojąc zapytać się innych o przysługę jaką byłoby zrobienie legowiska na tym nietypowym miejscu. Od jakiegoś czasu widziała, że Mrówka nie jest z tego zadowolona, ale na razie nie odzywała się z tego powodu. Teraz jednak podeszła do zmęczonej już dniem uczennicy.
 - Nie masz posłania? – Spytała, jakby sama wcześniej tego nie zauważyła.
Łuska pokręciła głową na zaprzeczenie. Cynamonowa westchnęła tylko.
  - Wstawaj, musisz się kiedyś nauczyć. – Mruknęła, wskakując na gałąź.
Niebieska kiwnęła głową i pomimo zmęczenia, przysiadła obok Mrówki, czekając na jej wskazówki. Po nauce pełnej niepowodzeń i trudów, w końcu, już całkowicie wykończona dniem, niepewnie umościła się na legowisku, które wydawało jej się za chwile obsunąć z grubego konara.
  - Dobranoc, Mrówko. – Wymamrotała zaspana, z szacunkiem kłaniając przed mentorką łebek. Zamknęła oczy i zasnęła.

<Gęgawo?>

[Przyznano 10%]

07 maja 2023

Od Gęgawy CD. Łuski

Gęgawa wzdrygnął się, i to wcale nie z powodu ran. Słysząc podśmiechiwania Gwiazdnicy czuł się obrzydzony. Nie chciał być z nikim parowany (a zwłaszcza z przyjaciółką), wyjaśniał to kotce za każdym razem, a ona nadal nie potrafiła go uszanować. Stawało się to dla niego męczące.
— No wiesz co? Jeszcze to ukrywacie? — zaśmiała się pointka, uśmiechając do obojga szarmancko. — Każdy wie, że jesteście razem! Nie musicie udawać!
— Nie jesteśmy. Przyjaźnimy się — mruknęła zdziwiona wszystkim Łuska w stronę natrętki. Czarny przeprosił Plusk, która kończyła nakładanie opatrunków na jego świeże rany i wstał, by stanąć zaraz u boku przyjaciółki. 
— To, że Łuska jest kotką, a ja kocurem nie oznacza, że jesteśmy parą. Powinnaś to zrozumieć, bo to oczywiste — odpowiedział kotce ciemnym głosem i poczuł, jak o jego tylne łapy ociera się machający ogon niebieskiej. Musiała być zirytowana – on również był. Gwiazdnica zamiast tego usiadła i owinęła gruby ogon wokół swoich łap, wyglądając, jakby bawiła się w najlepsze.
— Och, moje słodkie ptaszki, teraz to już zupełnie wyglądacie jak partnerzy! — Skakała wzrokiem raz z Gęgawy, raz z Łuski. — Widzę wasze starania, ale niestety nie jesteście w tym za dobrzy. Z resztą nie musicie się wstydzić. Taka z was śliczna para! — mruczała, uśmiechając się szeroko. 
Gęgawa odsunął się momentalnie od ciepłego boku przyjaciółki. Zauważył, że Łuska posłała mu zdezorientowane i nieco zmartwione spojrzenie, ale wojownik jedynie wpatrywał się stanowczo w Gwiazdnicę z nadzieją, że w końcu jej się znudzi.
— Mogłabyś zostawić nas w spokoju? –
— O jejku, nie musicie się już tak burzyć. — Przerwała Gęgawie i przewróciła żartobliwie oczami. Wzięła jeden krok w tył, w stronę wyjścia z legowiska medyka. — Cóż, chyba w takim razie nic tu po mnie — mruknęła jeszcze Gwiazdnica, wzruszając ramionami. Odwróciła się w stronę wyjścia, ale zanim jeszcze przekroczyła próg odwróciła się do dwójki i dodała: — I tak wszyscy wiedzą!
Gęgawa patrzył jak liliowa odchodzi z wesoło uniesionym ogonem w górze. Gdy zniknęła mu z pola widzenia głęboko westchnął, wbijając wzrok w podłogę.
— Nie musisz się tym przejmować — zapewniła go Łuska, patrząc w stronę czarnego niepewnie.
— Nie przejmuję się nią. — Spojrzał w zielone oczy przyjaciółki. — Nie będę się martwił kimś, kogo zachowanie jest niedojrzałe, nieuprzejme i zwyczajnie dziecinne. Mam jedynie nadzieję, że prędko znajdzie sobie nowe zajęcie. Ani że w żaden sposób to na nas nie wpłynie — dodał z westchnięciem na pysku.
— Oczywiście, że nie. To tylko jakaś... — szukała odpowiedniego słowa — kupa futra. — Uśmiechnęła się w stronę Gęgawy, co odwzajemnił. — Jesteśmy przyjaciółmi.
— Mógłbym powiedzieć nawet, że najlepszymi. — Zmrużył oczy.
— Wszystko już w porządku? — zapytała sciszonym głosem Plusk z głębi legowiska, przypominając o swoim istnieniu. Uszy Łuski położyły się po sobie.
— Tak, jest dobrze — odpowiedział spokojnym głosem, ale czuł się niezręcznie z tym, że kocica przez ten cały czas tu była i przysłuchiwała się tej rozmowie. Ugh... Niech tylko Gwiazdnica na następny dzień o tym zapomni.

***

dzień później
Miał wrażenie, jakby był na językach wszystkich w Klanie. Czuł, jakby wszystkie oczy wylądowały na nim. Najwyraźniej ta zapchlona... nie, nie mógł się złościć. Gniew niszczył, a nie budował. Tak go uczyli ojcowie.
Ale dlaczego akurat on? Zastanawiał się, przechadzając po owocowym lesie. Stawało się coraz zimniej, ale potrzebował miejsca, gdzie mógłby pomyśleć w spokoju, bez poczucia, że legowisko wojowników aż wrze od jego imienia, i imienia Łuski. Dlaczego to, że byli odmiennych płci miało jakiekolwiek znaczenie? Gęgawa nie bał się nazywać Łuski swoim dobrym przyjacielem i nic by się nie zmieniło, gdyby niebieska była kocurem. Nie lubił tego. Nie podobało mu się to wszystko. Wcale a wcale.
— Wszystko w porządku? Wyglądasz na zatroskanego. — Usłyszał znajomy głos i wzdrygnął się, zanim zdał sobie sprawę, że to... Łuska? Co ona tu robiła? Treningi się skończyły, ostatni patrol wrócił. Huh, zbieg okoliczności.
— Myślę. To wszystko. Śledzisz mnie? — zażartował, choć ze swoją kamienną twarzą i równie poważnym tonem nie wyglądał ani nie brzmiał jakby żartował. 

<Łusko?>

31 marca 2023

Od Łuski CD. Gęgawy

Łuska, wyczuwszy w tonie Gęgawy ową pogardę, drgnęła nerwowo końcówką ogona. Co prawda wiedziała, że kocur nie zrobi nic mentorowi, jednak nadal nieco przejmowała się, czy nie wywiąże się między nimi kłótnia. Chociaż... nie, nie musiała się wcale martwić o tę sprawę. To nie było w stylu Gęgawy, tak nagle uciec się do przemocy. Wzięła głęboki oddech i uśmiechnęła się krzywo.
 - Chodźmy. Lepiej nie zabierać tej kuny, prawda? Może być chora na jakieś paskudztwo – mruknęła, wzdrygając się kiedy zauważyła, że zwierzę nadal wije się w konwulsjach. Podeszła do ofiary.
 - Biedactwo – miauknęła, przybliżając pyszczek do jej karku i niepewnie zaciskając zęby na szyi stworzenia, chcąc zakończyć jego cierpienie. Kuna drgnęła ostatni raz i zamarła w bezruchu. Po kilku uderzeniach serca jej kończyny opadły bezwładnie na ziemię.

***

- Na pewno wszystko dobrze? – Upewniła się po raz setny, przestępując niespokojnie z nogi na nogę.
 - Na pewno. Nie zamartwiaj się.
Kiwnęła głową na zgodę i usiadła nieco uspokojona na posłaniu obok kupek ziół, wydzielających nieprzyjemny swąd. Spokój jej skończył się wraz z przybyciem pewnej liliowej pointki.
 - A więc byliście obok Upadłej Gwiazdy, taaak? – Uśmiechnęła się rozbawiona, przeciągając samogłoski przy ostatnim słowie.
 - Tak, coś się stało? – spytała Łuska zdziwiona faktem, iż Gwiazdnica zwróciła na to uwagę.
 - Przecież każdy wie, że to miejsce na randki!
 - Byliśmy tam na polowaniu. – Gęgawa zmierzył ją stanowczym spojrzeniem brązowych ślepi. To chyba jednak przyniosło odwrotny skutek niż ten, który czarny kocur chciał osiągnąć, gdyż liliowa nakręciła się jeszcze bardziej niż wcześniej i zaczęła aż skakać z podekscytowania.
 - O co ci chodzi, Gwiazdnico? – mruknęła zmieszana Łuska, drgając nerwowo ogonem.
 - No wiesz co? Jeszcze to ukrywacie? – zaśmiała się – Każdy wie, że jesteście razem! Nie musicie udawać!
Plusk, nakładająca opatrunki na ranki Gęgawy strzepnęła uchem, jednak nie odezwała się.
 - Nie jesteśmy. Przyjaźnimy się – odparła Łuska zdezorientowanym głosem. Jednak w jej głowie zaczął rodzić się mały plan. Co gdyby przekonać Gęgawę do bycia w związku? W końcu normą w klanie było posiadanie partnera, ona również musiała go mieć. Ale może nie teraz, w końcu tak wczesne zawarcie partnerstwa byłoby źle przyjęte... Dlaczego ona w ogóle zastanawiała się nad czymś takim? Potrząsnęła łebkiem, chcąc odpędzić takie myśli. To był przyjaciel i tyle, nie mogła się nim wysługiwać. Zdobędzie partnera inaczej (ta jasne).

<Gęgawo? Zaczyna się >:)>

[przyznano 5%]

24 marca 2023

Od Gęgawy CD. Łuski

Żarzące się w słabym, wschodzącym świetle słońca wrogie oczy były przepełnione gniewem. Wycofał się na krok, zaskoczony nagłym pojawieniem się drapieżnika. Zwierzę wydawało z siebie pomruki wściekłości, zastygając w jednym miejscu, podobnie jak koty. Gęgawa ostrożnie i powoli cofał się, by uniknąć konfrontacji.
— I co sterczysz jak zaskoczona wiewiórka?! — zawarczał Komarnica, pchając ucznia przed siebie. Gęgawa nie zdążył zareagować ani się podeprzeć. Sprowokowana kuna wyskoczyła przed siebie i w ułamku sekundy wgryzła się w bok bezbronnego ucznia. Gęgawa wstał i pomimo przeszywającego go bólu próbował łapami zrzucić z siebie wroga, który tylko szarpał go bezlitośnie. Wbił zęby w kark kamionki, która jednak wyrwała się uczniowi, który zjeżył sierść. Krew pulsująca mu w uszach i okolicach rany zagłuszała ból. Spotkał się spojrzeniami z wystraszoną Łuską. 
— Uważaj! — zdążył jeszcze ją ostrzec. Stracił kunę na uderzenie serca, co wykorzystała, rzucając się teraz na przyjaciółkę kota. Niebieska pisnęła, próbując po omacku odgonić od siebie podgryzające ją zwierzę. Bez cienia zawahania uczeń pociągnął kunę za kark. Zamiast, ku jego oczekiwaniom, zdezorientowana pozwolić się odgonić gdy tylko poczuła silny uścisk szczęk owocniaka natychmiast odwróciła się i skoczyła mu prosto na twarz. 
— Gęgawa! — krzyknęła Łuska na widok przyjaciela, którego mordy doczepiło się wściekłe zwierzę. Gęgawa upadł, spanikowany pazurami i zębami z całych sił próbujący zrzucić kunę z głowy. Na jego pysku pojawiało się wiele ciętych, małych i pulsujących ran. Kolejne ślady ostrych pazurów i zębów paliły go jak żywy ogień. Powstawały jedna po drugiej, podrażniały się brudnym ciałem drapieżnika. Szarpnął gwałtownie głową, Łuską wraz z nim, a gniewna kamionka została rzucona jak przedmiot na ziemię z dużą siłą. Wybawiony Gęgawa poczuł ulgę i świeże cięcia, z których wypływała krew. Natychmiast dobił do zwierzęcia, którym jeszcze raz szarpnął za szyję i rzucił o ziemię. Kuna zdążyła z siebie wydać jedynie żałosny pisk bólu. Powtórzył to kilka razy bezlitośnie. W końcu ciało łasicy stało się bezwładne, a dyszący uczeń puścił ją, by samemu wziąć oddech. Brązowa tylko podrygiwała słabo łapami, wyczerpana i półżywa.
— Na sikorki i skowronki, n-nic ci nie jest?! — zapytała zmartwiona i zdumiona Łuska, podchodząc prędko, choć niepewnie, do przyjaciela. Ominęła kunę z dozą nieufności.
— Jest zbyt słaba, by się podnieść — wycharczał Gęgawa, pochylając się nad ziemią. — Umrze w przeciągu paru godzin, jeśli nie teraz.
— Na osty i ciernie, tak bardzo przepraszam! — miauknęła dymna, machając nerwowo ogonem. Spod sierści nie było widać obrażeń zadanych przez łasicę. Gęgawa odetchnął po raz ostatni przed podniesieniem łba. Był pokryty wieloma niedużymi, jednak palącymi jak ukłucia os bliznami. — Wszystko w porządku?
— Za co te przeprosiny? To nie twoja wina — rzucił, kręcąc głową. — Odczuwam świąd i ból, ale nic poważnego.
— Pozwól, że — przerwała i bez skrupułów przejechała językiem po czole i grzbiecie nosa Gęgawy, wylizując jego rany. — Lepiej?
— Owszem. Dziękuję.
Gdzie był Komarnica, zapytał samego siebie w głowie. To on wepchnął go na niebezpieczną kunę. Dlaczego zrobił coś tak ryzykownego dla własnego ucznia i bez słowa się ulotnił. O wilku mowa, chciał rzec, gdy zza wraku wyszedł biały kocur. 
— Zagoniłem ją od tyłu — tłumaczył wręcz od niechcenia Komarnica. Gęgawa zauważał jednak jego podrygujący nerwowo ogon i postawiona na sztorc sierść ze strachu. — Stałem z dala, by was osłaniać i chronić.
— Dziękujemy — wymamrotał, a w jego głosie można było wyczuć nutkę pogardy. Tchórz, nasuwało mu się na język, gdy patrzył na pysk z którego widocznie płynęły najbardziej oczywiste kłamstwa. Westchnął, by wyładować swoje emocje i spojrzał na Łuskę z zawiedzionym zachowaniem Komarnicy spojrzeniem. Zrezygnował jednak z powiedzenia jej czegokolwiek. W środku był wściekły. Jak Komarnica mógł to zrobić?

<Łusko?>

[przyznano 25%]

21 marca 2023

Od Łuski CD. Gęgawy

Podeszła do rozmawiającej dwójki kotów.
 – Cześć! – miauknęła, uśmiechając się promiennie. – Jak mija wam wieczór?
Łuska spięła się, wyczuwając na sobie podejrzliwy wzrok liliowej.
– Wszystko dobrze, Gwiazdnico? – spytała z troską w głosie. Co prawda nie widywała kotki często, a jeszcze rzadziej z nią rozmawiała, jednak czułaby się winna gdyby uczennica miała do niej jakieś pytania, a ona zostawiłaby ją bez odpowiedzi na nie.
Długowłosa zachichotała. 
– Tak bardzo się tego wstydzicie? Przecież to nic złego!
– Huh? – mruknęła zdziwiona. – O co ci chodzi?
– Nie ważne. Gwiazdnica jak zwykle myśli o samych głupotach. – Machnął ogonem, kończąc temat. Pointka rzuciła na koniec dwójce rozbawione spojrzenie i odeszła.
– Do zobaczenia, gołąbeczki! – krzyknęła przez ramię, na co od razu odpowiedział Gęgawa, piorunując ją wzrokiem.
Dymna drgnęła nerwowo ogonem. 
– Co miała na myśli? – zwróciła się zdezorientowana Łuska do czarnego kocura. 
Ten jednak tylko westchnął podirytowany, szybko zmieniając temat. 
– Mrówka przesiaduje teraz w żłobku, prawda? Jeśli chcesz, możesz dołączyć do mojego treningu z Komarnicą – mruknął na odchodne i udał się do legowiska.

***

Łuska wstała, kiedy tylko księżyc ustąpił delikatnym słonecznym promieniom, a pierwsze ptaki zaczęły nucić swoją całodzienną melodię, która od jakiegoś czasu prawie codziennie towarzyszyła kotom Owocowego Lasu. Ziewnęła cicho, czując ciężkość na powiekach. Zignorowała jednak uczucie niewyspania i usiadła czekając aż Komarnica zawoła Gęgawa na trening. Właściwie nie musiała czekać zbyt długo, czarny van zawitał do legowiska uczniów wczesnym rankiem, wybudzając brązowookiego z głębokiego snu.
Dymna kotka zeskoczyła z kasztanowca. To samo uczynił Komarnica i Gęgawa.
– Co teraz trenujecie? – spytała kolegę mając szczerą nadzieje, że nie będzie to nic zaawansowanego. Jej umiejętności nie były może najsłabsze, jednak zdawała sobie sprawę z tego, iż kocur jest od niej dwa razy lepszy we właściwie wszystkim.
– Polowanie – odparł krótko czarny.
Łuska kiwnęła głową. Chyba sobie poradzi, prawda?
Resztę drogi spędzili w komfortowej ciszy, do czasu kiedy zatrzymali się przy Upadłej Gwieździe. Niebieska uśmiechnęła się pod nosem. To miejsce zawsze było dla niej zadziwiające i pełne tajemniczości.
– Dawno nikogo tutaj nie było – stwierdził Komarnica, marszcząc nos.
– Może kota nie, ale zdecydowanie przebywała tutaj większa zwierzyna – mruknął Gęgawa ze skupionym wyrazem pyszczka. Te parę słów wystarczyło aby wytrącić Łuskę ze złudnego poczucia bezpieczeństwa.
– Tak sądzisz? – spytała uczennica, nieco przytłoczona faktem, że nie była w stanie rozpoznać woni.
– Owszem.
Wtem do uszu Owocniaków doszedł chrobotliwy pisk jakiegoś stworzenia, a zza krzewów wyłoniła się sporych rozmiarów kuna. Jej oczka zalśniły złośliwie.

<Gęgawo?>

[przyznano 5%]

19 marca 2023

Od Gęgawy CD. Łuski

Czarnuszek obserwował łowczynię, której zdobycz wyglądała imponująco.
— Nieźle, polowanie uznaję za skończone, zresztą i tak zwierzyna chowa się już w norach — wymruczała Łuska, chwytając zająca. Tym razem czarnemu się specjalnie nie poszczęściło w polowaniu – z pyska zwisała mu jedna, nieco smętna mysz. Gęgawa nie komentował swojego pecha. Skinął tylko przyjaciółce i oboje razem poszli do obozu. Polowanie uważał za udane. 

***

Łuska wyrwała z zajęczego boku kolejny kawał soczystego mięsa. Zaraz po niej zrobił to i Gęgawa, zatapiając zęby w smakowitej zdobyczy. Jeden z lepszych jakie jadł w całym swoim życiu.
— Świetne — pochwalił kotkę po przeżuciu (gdzie byłyby jego maniery?) kawałka. — Prawdziwie pyszne. Dobra robota
— Dzięki — wymruczała Łuska, leżąc wygodnie na rozgrzanej przez słońce ziemi. — Zgadzam się. Pora Zielonych Liści jednak czasami potrafi ten gorąc wynagrodzić.
— Czy ja wiem? — Gęgawa spojrzał w niebo po którym wędrowało upalne słońce. Wysuszało nie tylko jego organizm, ale też wodę z rzek. Większość zwierzyny nie była pulchna i smaczna. Przyzwyczajał się powoli do suchego, marnego mięsa. Ten okaz był jednak prawdziwym cudem. — Miałaś ogromne szczęście, że go wytropiłaś. 
— Tak... — miauknęła, chichocząc, po czym z uśmiechem na pysku przysunęła się bliżej czarnego. Gęgawie to w żadnym stopniu nie przeszkadzało. Oparł na głowie kotki własny łeb, nieco zmęczony całym dniem. Jak dobrze, że miał już wolne. Czuł do tego jak z każdym dniem zbliża się jego mianowanie. Cierpliwie i z zaangażowaniem na ten dzień pracował.
— Teraz mam ochotę na ucięcie sobie drzemki — przyznał czarny, ziewając. Opuścił opartą głową i położył ją na własnych łapach. Przyjemny cień drzewa był chłodny i było mu tak wygodnie, że wcale nie miał ochoty wstawać. Widocznie Łuska również – została u jego boku, po krótkiej chwili cicho chrapiąc, z głową wtuloną we własne łapy.

***

Przechodził tego wieczoru po obozie, szykując się już do spania. Musiał w końcu wstać rano, na trening. Z drugiego końca obozowiska obarczyła go jednak Gwiazdnica, która widocznie nie mogła się powstrzymać, by do ucznia podejść niepostrzeżenie zza pleców.
— Czyli to w tę stronę biegnie zwierzyna? — zaczepiła go liliowa kotka z dziwnym uśmieszkiem. Gęgawa zadrżał, jednak po mniej niż uderzeniu serca uspokoił się, widząc, że to tylko któraś jego koleżanka z legowiska.
— Słucham? — zapytał, zaskoczony. Nie rozumiał dlaczego Gwiazdnica do niego zagadała i co miała na myśli. A może się przesłyszał?
— Nie zgrywaj głuptasa — mruknęła pointka, siadając i owijając ogon wokół łap. Zanim Gęgawa zdążył otworzyć pysk zrobiła to za niego i powiedziała: — Widać jak na dłoni, że między tobą a Łuską iskrzy.
Gęgawa zastygł jeszcze bardziej zdębiały. Czy Gwiazdnica mówiła poważnie? On i Łuska... nigdy nawet o tym nie pomyślał, gdy spędzał z nią czas. Zawsze postrzegał ją jako zwyczajną bliską znajomą. To oskarżenie wywołało w nim falę obrzydzenia.
— Niestety bądź stety, między mną a wspomnianą przez ciebie kotką nie ma nic więcej niż zwykła przyjaźń. — odpowiedział jej spokojnym, choć niezadowolonym głosem. Miał nadzieję, że go zostawi. Zamiast tego kotka zachichotała.
— Borsuk chyba wyrwał ci język — przewróciła rozbawiona oczami. — Oh, nie wstydź się. Tak się do siebie tulicie, nawet na samym forum, a ty jeszcze masz odwagę kłamać mi w żywe oczy? Błagam! 
— Otóż mam odwagę, jednak brzydzę się kłamstwa. To, co wypada z mego pyska to prawda. Jesteśmy z Łuską przedstawicielami przeciwnych płci, ale to nie sprawia od razu, że jesteśmy parą. 
— Phi! Kocur, kotka, blisko jak nikt inny, a ty to jeszcze nazywasz zwyczajną przyjaźnią? — miauczała do ucznia, który odwrócił od liliowej wzrok. Widocznie pech wcale Gęgawy nie opuścił. Dojrzał pod pniem klonu znajomą, szarą sierść. Prędko i kocicę o której rozmawiali Gwiazdnica zauważyła i obarczyła znaczącym spojrzeniem. Czuł się zażenowany. Łuska skierowała się w stronę rozmawiającej dwójki Miał nadzieję, że Gwiazdnica nie będzie kontynuować tematu. Byłoby to okropnie niezręczne.

<Łusko?>

[przyznano 5%]

11 marca 2023

Od Łuski do Gęgawy

Łuska zamrugała powiekami, strzepując z oczu resztki snu. Wstała, przeciągając się tak, aby nie budzić reszty uczniów drzemiących smacznie w swoich legowiskach. W końcu było dosyć wcześnie, właściwie to na niebie widać było tylko skrawek słońca wychodzącego zza horyzontu. Mimo tego, że powietrze było jeszcze wilgotne wiedziała, że za chwilę to orzeźwienie minie. Czuła suchość w gardle. No tak, nie piła już od dłuższego czasu, za to nadmiernie się przemęczała, jak to miała w zwyczaju. Nadal wydawało jej się, że jest w stanie zrobić więcej, lepiej, jednak kiedy raz po raz lądowała u Plusk, medyczka jakby zwracała większą uwagę, cóż koteczka wyczynia, że wraca co chwilę z obdrapaniami, większymi lub mniejszymi, zakażonymi, lub nie, ale zawsze z obdartą skórą. Łuska zawsze odmawiała wyjaśnień, ewentualnie zganiała winę na kamienie lub kolczaste krzewy i chociaż starała się, nie zawsze uchodziło jej to płazem. W rzeczywistości rany pozostawiał jej ojciec, którego kotka podświadomie się bała… jednak przecież taki ojciec powinien być – powinien wzbudzać respekt, szacunek i odrobinkę strachu. Inaczej nikt, by się go nie słuchał i wychowanie jego potomstwa byłoby o wiele trudniejsze. Uczennica sapnęła, a raczej wydała z siebie niezidentyfikowany gardłowy odgłos, czując ból w zakwaszonych mięśniach i łapie, która pomimo dosyć szybkiego regenerowania się, nadal dawała uczennicy w kość. Racja. Przecież wczorajszego dnia latała po lesie w poszukiwaniu ziół dla Plusk, czym uszkodziła sobie nieco ową łapę i na dodatek dostała takiej zadyszki, że nie mogła złapać oddechu. Zawsze czuła, że rola medyka byłaby dla niej czymś idealnym, jednak pod wpływem lat i coraz częstszych kar od Szpaka, zdecydowała na zawsze – zostanie wojowniczką, choćby nie wie co. Przecież jest dużo kandydatów na ucznia medyka, a stanowisko, to i tak jest już zajęte przez Witkę. Nie żeby miała coś do tej vanki, wręcz przeciwnie, podziwiała ją za wytrwałość. Tak czy inaczej, dymna była pewna, że w tej przynajmniej sytuacji nic nie zmieni. Wyprostowała się, unosząc głowę do góry, aby wyglądać, jak należy przed klanem i wyszła z legowiska, wydając przy tym delikatny szelest, który natychmiast zarejestrował Gęgawa. Uczeń Komarnicy zerknął na nią, przymrużając brązowe ślepia. Drgnęła niezauważalnie ogonem, czując się nieco niepewnie pod jego, jakby oskarżycielskim spojrzeniem. Nie skomentował jej wczesnego wyjścia z legowiska, jedynie wstał i usiadł obok niej. Łuska, uspokajając się, że ten nic do niej nie ma, rozluźniła się, siedząc z przyjacielem w komfortowej ciszy.
— Planowałam pójść na polowanie. Teraz można złapać więcej zwierzyny, póki jeszcze jest chłodno. — Miauknęła. Niby nie musiała, jednak czuła potrzebę wytłumaczenia się ze swojego postępowania.
— Rozumiem — Burknął tylko uczeń, podnosząc się z siadu. — W takim razie idę z tobą, jedzenie zawsze się przyda, szczególnie kiedy kotów jest tak dużo w klanie.
Łuska nie miała nic przeciwko. Polubiła towarzystwo tego ucznia, nawet jeśli ten nie wyrażał w ich relacji wzajemności, którą można by zauważyć gołym okiem. Uśmiechnęła się, pocieszona jego obecnością i ruszyła w stronę wyjścia z obozu.

***

Łapy Łuski zadudniły o ziemię, dając znać całemu lasowi, że kotka właśnie gania za swoją ofiarą. Zacisnęła zęby, powstrzymując chęć gwałtownego zatrzymania się, aby ulżyć nieco łapie. Potem pójdzie z tym do medyczki. Kotka wybiła się do skoku, po chwili lądując przy brązowym szaraku. Chwyciła zająca za kark, podduszając zwierzę. Nie przepadała za brudzeniem się krwią, toteż właśnie tak zabijała swoje ofiary. W końcu tak było skuteczniej i estetyczniej.
— Strasznie hałasujesz.
Dymna podskoczyła zjeżona, usłyszawszy za sobą szorstki głos Gęgawy. Szybko jednak wygładziła sierść i spojrzała na niego.
— Znowu zachodzisz mnie od tyłu, nie nudzi ci się straszenie znajomych? — Uśmiechnęła się krzywo, chcąc zakryć tym pulsujący ból w całym ciele.
— Nie robię tego celowo. — Odpowiedział tylko i zerknął na szaraka leżącego u łap Łuski. Nic jednak nie powiedział. Wskazał łapą na dołek, w którym leżała mysz.
— Nieźle, polowanie uznaję za skończone, zresztą i tak zwierzyna chowa się już w norach. — Wymruczała, zabierając swojego zająca z uschłej ziemi.
Gęgawa również wziął mysz. Dwójka uczniaków powędrowała z powrotem do obozu.

<Gęgawo?>

[przyznano 5%]