— Dziękuję za informację, potem się nim zajmę — odparła Jagnięcy Ukłon.
— Bardziej się żaliłam, niż informowałam o potrzebie leczenia tego farfocla, ale niech ci będzie — uczennica wywróciła oczami, siadając przy swojej mentorce.
Kotka spojrzała na brzuch Kukułczego Wdzięku. Patrząc na to, jak duży on był, w miocie musiały się znajdować pewnie z troje kociąt. Kiedy przyszła mama ponownie jęknęła głośno z bólu, uczennica podsunęła jej pod pysk grubszy patyk.
— Chwyć go do pyska i zagryzaj, kiedy poczujesz większe bóle — poleciła, a Kukułka od razu chwyciła patyk między białe zęby.
Jagna dokładnie obejrzała brzuch ciężarnej, po czym zerknęła na Aldrowandę.
— Poród powinien się zacząć lada moment. Wody odeszły już dobry czas temu — poinformowała. Słowa medyczki spełniły się jak dobry omen, gdyż chwilę później Kukułczy Wdzięk zagryzła mocno patyk, a jej szylkretowe ciało wstrząsnął skurcz. — Trójoki Zającu, wyjdź, proszę, i zaczekaj, aż cię zawołamy. A ty, Kukułko, przyj — powiedziała starsza kocica.
Przejęty wojownik usłuchał się medyczki i opuścił żłobek, pozostawiając swoją partnerkę w łapach Jagny i Aldrowandy. Uczennica z uwagą obserwowała wysiłek szylkretki, patrząc czy nie pojawiają się żadne niepokojące symptomy. Kiedy wraz z mentorką ujrzały łebek kociaka, odetchnęła cicho z ulgą.
— Nie poddawaj się, Kukułko! Jeszcze trochę i pierwszy kociak wyjdzie! — miauknęła, próbując jednocześnie zmotywować i wzmocnić na duchu rodzącą kotkę.
Po dwóch kolejnych skurczach, Jagnie udało się odebrać pierwszego kociaka, po czym od razu podała go matce, aby ta przebiła worek owodniowy.
— Masz przepiękną córeczkę — poinformowała z uśmiechem medyczka, patrząc na piaskowe futerko nowonarodzonej koteczki. — Teraz musisz dokładnie obmyć kociaka i przygotować się na kolejne skurcze.
Dalsza część porodu przeszła na całe szczęście bez większych komplikacji. Jagnięcy Ukłon wraz z Aldrowandą odebrały trzy kolejne kocięta. Na świat jako drugi przyszedł biało-niebieski kocurek w niedługim odstępie od swojej siostry. Aldrowanda podała go od razu jego matce. Z kolejnym kociakiem, który okazał się być szylkretową koteczką, również nie było żadnego problemu. Większy stres pojawił się dopiero przy czwartym, już ostatnim kociaku. Kiedy zamiast wychodzącej główki, medyczki ujrzały podkulone kończyny tylne, spojrzały po sobie z lekkim zmartwieniem. Na całe jednak szczęście koteczka urodziła się bez problemu. Gdy pewnym jakimś czasie czwórka kociąt była już u boku swej matki, a Aldrowanda potwierdziła, że to już wszystkie kocięta, wszyscy odetchnęli z ulgą. Trójka kotek były zmęczone, Kukułka porodem, a medyczki czuwaniem i odebraniem porodu, ale wszystkie były szczęśliwe.
— Masz przepiękne kocięta — miauknęła Aldrowandowa Łapa, gdy Jagna poszła zawołać ojca kociąt.
— Dziękuję… Dziękuję również za waszą pomoc — uśmiechnęła się delikatnie świeżo upieczona mama.
— Nie ma za co. To nasz obowiązek. A poza tym cieszymy się, że mogłyśmy pomóc w przyjściu na świat tym czterem futrzanym kuleczkom.
[466 słów, udział przy odbiorze porodu]
[9% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz