BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śmierć x Cynamonka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śmierć x Cynamonka. Pokaż wszystkie posty

20 sierpnia 2023

Od Cynamonki CD. Śmierci

Zastrzygła uszami na dźwięk słów kocura. Ktoś kto był w stanie zabić kocięta, nie mógł być kimś dobrym. Betonowy Świat z każdym kolejnym księżycem okazywał się być brutalny. Bo taki właśnie był, jednak w końcu, gdy jej bańka bezpieczeństwa pękła przejrzała na oczy i zaczęła dostrzegać ten cały brud życia w mieście. Jej się poszczęściło, była pieszczochem i nie musiała martwić się o kolejne dni spędzone na ulicach miasta.
— Przykro mi, że cię to spotkało. — miauknęła cicho przypatrując się Śmierci, wyglądało na to , że w tej sprawie nie kłamał, a jeśli to zrobił to potrafił świetnie się maskować. Jeśli faktycznie ktoś wymordował mu rodzinę to nie wyobrażała sobie co musiał czuć w momencie śmierci bliskich. — A ci, których chcesz znaleźć... Szukasz ich po to by się zemścić... — stwierdziła, brak reakcji z jego strony odebrała jako potwierdzenie własnych słów. — Obyś więc odnalazł spokój, gdy ich już znajdziesz.
Ciężko było jej pojąć czasami tych całych samotników, potrafili przez głupotę rozpętać wojnę między sobą. A powinni się wspierać, nie ważne co. 
Oddaliła się od kocura, pozwalając mu zaznać odpoczynku, przed wyruszeniem w drogę. Sama również oddała się na spoczynek. Jednak dzisiejsza noc nie należała do spokojnych, cynamonowa wierciła się całą noc na swoim posłaniu. W końcu jednak padła ze zmęczenia.
Gdy nastał nowy dzień jedyne co wskazywało na obecność kocura w ogrodzie Cynamonki był jego zapach osiadły na krzewie, w którym przespał noc. Cynamonowa przyglądała się roślinie, mając nadzieję, że kocur, którego przenocowała nie stanie się kimś na kształt tych, których szukał. O ile już kimś takim nie był, zważywszy na to co powiedziała o nim Jeżyk. Krótka sierść na karku pieszczoszki nieco się zjeżyła, gdy spoglądała na ciąg domów dwunożnych siedząc na chodniku.
— Ma szczęście, że poszedł skoro świt, bo nie ręczę za siebie jeśli bym znowu jego pysk ujrzała... — Odwróciła się słysząc głos Jeżyk, która podeszła do niej
— Jeżyk. — odezwała się spoglądając na kotkę, której wyraz pyska wyrażała jedynie 'No co?' — On jest taki jak ty, nie wiele różni się od ciebie, Krokus czy Bylicy — miauknęła, na co kotka zrobiła niezadowoloną minę, że została porównana do kogoś takiego jak Śmierć — Wszyscy samotnicy są tacy sami. Chcą chronić bliskich i mścić się na tych, którzy ich skrzywdzili.

[365 słów, trening med]
[Przyznano 7%]

No i chyba to koniec krótkiej sesji, fajnie że mogli się poznać i że Cynamonek mógł pomóc Śmieci w zemście pozwalając mu wypocząć przed drogą 🤝 

27 czerwca 2023

Od Śmierci CD. Cynamonki

 *Porą Zielonych Liści*

Nos go już zawodził. Mógł domyślić się, że wrócił okrężną drogą z powrotem na tereny tej całej Jeżyk. Jednakże wiedział gdzie popełnił błąd. To wszystko oczywiście było winą tej zapchlonej samotniczki, która uniemożliwiła mu oznaczenie przestrzeni. Dlatego też tu wrócił zamiast iść wciąż naprzód przed siebie. Był... zły. Stracił tyle czasu! Jeżeli dalej będzie tak kluczył, zapach jego celu zwietrzeje i już nigdy ich nie odnajdzie. 
Wszedł do krzaka, w którym miał przenocować, owijając się ogonem ciasno w kulkę. Będzie musiał zachować czujność. Nie wiadomo co strzeli czekoladowej do łba. Zachowywała się jak nawiedziona. Naprawdę nie potrafił zrozumieć jej zbulwersowania. Jedyne słowa jakie pojawiały mu się w głowie to jedno - dziecko. Zwykłe, nic nie rozumiejące dziecko, które płacze, bo ktoś nadepnął na jej ziemię. 
Zamknął oczy i wsłuchiwał się w nocne odgłosy, gdy do jego uszu dotarły kroki. Roślinność dość gęsto go otaczała, więc zapewnioną miał prywatność, lecz obawa, że to mogła być ta wariatka wzmogła w nim czujność. 
Jego wzrok spotkał się z tym należącym do Cynamonki. Coś się w niej zmieniło. Wcześniejszy dość gościnny nastrój wyparował, pozostawiając niewypowiedzianą obawę. Zachował spokój, nigdy się nie unosił, po czym na powrót zamknął oczy, pokazując jej, że właśnie szedł spać. 
— Mam do ciebie kilka pytań — usłyszał jej głos. 
Pytania... Przez chwilę trwała cisza, w której jego umysł pracował na najwyższych obrotach nim leniwie odpowiedział.
— Pytaj.
— Kogo dokładnie szukasz? 
— Ciekawość to pierwszy stopień do śmierci — wymruczał, otwierając pomarańczowe ślepie, które się w nią wbiło. Ciekawe co teraz sobie o nim myślała. Że ścigał ich, aby zabić? No... W zasadzie to była prawda, lecz nie zamierzał jej tego uświadamiać. Ci samotnicy nawet nie wliczali się do rangi kotów. To były... Śmiecie i szumowiny jakich wiele. — Lecz nie obawiaj się. To nie są dobre ani niewinne koty. Wybili całą moją rodzinę. Nawet kocięta... Żałowanie takich ścierw nie jest tego wartę — miauknął ze spokojem, opatulając się ciaśniej ogonem, który spełniał się idealnie w roli poduszki. 

<Cynamonko?>

14 czerwca 2023

Od Cynamonki CD. Śmierci

 Pieszczoszka właśnie wracała do swojego domu, po dniu spędzonym w sercu Betonowego Świata. Udało jej się dzisiaj pozaczepiać obcych Dwunożnych, którzy na szczęście byli kotolubnymi, dzięki czemu otrzymała to czego od nich pragnęła: uwagę i drapanie za uchem. Zatrzymała się na podjeździe dostrzegając białego kota na swoim terenie. Przyjrzała mu się od łap do głowy, był młodszy od niej i wszystko wskazywało, że był samotnikiem. Ostatnio miała do nich jakieś szczęście, w tak krótkim czasie udało jej się poznać sporą ilość wolno żyjących kotów, jednak nie narzekała na ich towarzystwo.
— Nie będzie to problem — odparła uśmiechając się przyjaźnie, kocur nie wyglądał na takiego co mógł sprawić jej problemy, dlatego postanowiła zaproponować coś lepszego niż krzak — Możesz przenocować w szopie z tyłu, bądź w garażu. Znajdzie się tam koc lub poduszka, będzie to wygodniejsze od wbijających się w skórę gałęzi. Tyle, że w szopie miałbyś towarzystwo innych kotów, innych samotników, ale myślę że dogadacie się 
— Rozumiem i dziękuję. — Skinął jej łbem. — Te koty są przyjazne? Nie chciałbym problemów. Mam za sobą długą podróż i wolałbym odpocząć bez krzyków.
— Możesz sam się przekonać. Od jakiegoś czasu pomieszkują u mnie i jak na średnią grupkę kotów, są całkiem grzeczni — ruszyła wraz ze swoim gościem w stronę szopy, dolny róg drzwi był lekko uszczerbiony — Jeżyk, jesteś może? — zagaiła spoglądając przez otwór do ciemnego pomieszczenia
Czekoladowa szylkretka już po chwili wyszła na zewnątrz.
— Tak, Cynamonko, co... —  zamarła, następnie podskoczyła, wysuwając pazury i strosząc futro na widok białego kocura. -— TO TY! 
— Och — spojrzała to na Jeżyk, to na białego kocura. Czyli się znali i wyglądało na to, że się nie lubili. — Chyba nici z przenocowania w szopie... — zwróciła się do kocura, po czym zbliżyła się do kotki, przysunęła się do niej tak, że dotknęła jej boku — Jeżyk, proszę schowaj pazury i weź głęboki wdech — poprosiła, nie chciała dopuścić by pomiędzy nimi doszło do jakiejś szamotaniny
— Cynamonko... —  starała się być spokojna, jednak jej ogon latał na wszystkie strony —  Ten kocur nie dość, że zakpił sobie z całej naszej grupy, to rzucił mi się całkiem niedawno do gardła i jeszcze zabił samotnika. Tuż za rogiem. Na tym terenie. I obraził mą krew! Krew Bylicy!
— Nie ja rzuciłem się pierwszy, lecz ty. Nie atakuje kotów bez powodu. Ratowałem swoje życie — wytłumaczył się.
— Nieprawda. Próbowałam cię wyprowadzić z uliczki, a ty rzuciłeś mi się do gardła!
— Wyprowadzając mnie z uliczki siłą, dotykając mojej sierści i szyi, co uznałem za atak na swoje życie? — Uniósł brew. — Zapominasz się widzę.
— Ja się zapominam? Ostrzegałam cię, że jak nie przestaniesz oznaczać mi płotu i nie odejdziesz to to zrobię. Chwyciłam cię poza tym nie za szyję, a za kark.
— Chciałem przecież odejść, a ty zaatakowałaś
— Nie chciałeś odejść, tylko chamsko mnie wyminąłeś, idąc dalej w głąb terenu!
Stanęła pomiędzy nimi widząc, jak atmosfera robi się gęstsza. Zaskoczyło ją to co usłyszała, spojrzała się chłodno w stronę białego, gdy Jeżyk wspomniała o tym, że kocur ja zaatakował. On jednak powiedział co innego. Ich opis wydarzeń się nie pokrywał. 
— Cóż, po tym wszystkim może być to problem — odparła, po czym zerknęła na Jeżyk, która mimo prośby się nie uspokoiła i zapewne, gdyby nie obecność cynamonowej to rzuciłaby się na niego. Westchnęła, musiała znaleźć jakieś wyjście — Nie będę zmieniać zdania, skoro już zgodziłam się cię przenocować — spojrzała się przepraszająco na wnuczkę Bylicy, sama kiedyś była w podobnej sytuacji jak tułała się i szukała miejsca na odpoczynek — Możesz przenocować w tym krzaku, który sobie upatrzyłeś. A jutro rano ma cię już nie być — zwróciła się do kocura
— Nie martw się, nie zamierzam tu zostawać. Szukam kogoś. To jest dla mnie ważniejsze od przywłaszczania cudzych terenów. — Odwrócił się i odszedł.
Szylkretka odprowadziła wzrokiem kocura. Zza drzwi szopy wychylił się pyszczek Błotnistego Ziela będąc zmartwiona tym całym zamieszaniem. Kotka trąca starszą pyskiem i wprowadza z powrotem do środka.
Spogląda na oddalające się koty. Wzdycha ciężko, nie spodziewała się takiego obrotu wydarzeń. Miała nadzieję, że Jeżyk nie znienawidzi jej za to co zrobiła. Odczekała chwilę, po czym wyślizgnęła się do szopy. Spojrzała na świecące oczy w ciemności. Wskoczyła na stos rupieci, na którym leżała naburmuszona Jeżyk. Nie odzywając się położyła się obok niej.
— Czy samotnicy zawsze muszą prędzej czy później się ze sobą sprzeczać? — zagadnęła — Opowiedz mi jeszcze raz, spokojnie i ze szczegółami jak wpadłaś na tego białasa. Naprawdę on pierwszy cię zaatakował? Czy po prostu wyszło tak przez nieporozumienie? — coś czuła, że tak właśnie było
Spojrzała na Cynamonkę.
— Wracałam z ziołami do domu. Zobaczyłam, jak ociera się o płot oznaczając go. Powiedziałam mu, że nie ma prawa zaznaczać tego terytorium i że ma natychmiast odejść, skoro próbuje to robić. Uznał, że tylko kogoś tropi, ale do tropienia nie oznacza się płotów! — warknęła pod nosem — kazałam mu znowu odejść, ale ten po prostu mnie wyminął, z lekceważącą miną. Więc go za kark chwyciłam i chciałam wyprowadzić, a ten mi się odwinął i chwycił za gardło. Jakiś samotnik rzucił w niego kamieniem i ten za nim pognał. Porozmawiałam z drugim samotnikiem. Ten biały którego tutaj wpuściłaś nazywa się Śmierć, to morderczy kuzyn Litości, syna Enteldona! Ale nie ma własnego gangu, włóczy się po mieście. W trakcie mojej rozmowy z tamtym innym samotnikiem wrócił, rzucił pod łapy truchło tego, co mi pomógł. A potem jeszcze chciał z tym truchłem odejść. Ostrzegałam go, ale znowu nie reagował, więc zawołałam resztę, ale zmył zapach w oczku wodnym w jednym z ogrodów. — burknęła. — typ chciał mnie zabić, że bronię naszego terytorium! Przecież każdy tu u nas może polować, wchodzić, przechodzić, mieszkać, ale nie oznaczać! 
Na dźwięk imienia kocura, przeszedł ją dreszcz. Zaczęła mieć obawy, czy słusznie postąpiła nie zmieniając swojej decyzji. Nie powinna kogoś takiego wpuszczać do swojego domu, jednak czy to nie brzmiało znajomo? Bylica, którą uważała za rodzinę przez niektóre koty była uważana za okropną kocicę, nie umknęło jej usłyszeć plotek na jej temat po jej śmierci. A mimo to Cynamonka z jej strony nigdy nic złego nie doświadczyła. 
— Śmierć... — powtórzyła cicho jego imię — Cóż, faktycznie miałaś powód by go zaatakować. Myliłam się — przyznała się do pomyłki, poczuła się głupio, że zwątpiła w słowa kotki — Całe szczęście, że nie zrobił ci nic poważniejszego — skupiła wzrok na futrze na jej gardle, całe szczęście, że jej nie zabił — Jednak proszę cię, następny raz odpuść, gdy znowu znajdziesz się w takiej sytuacji. Wiem, że wy samotnicy rozwiązujecie w taki sposób konflikty, u pieszczochów robi się to trochę inaczej. Od czego w końcu mamy Dwunożnych — powiedziała uśmiechając się
Jeżyk mruknęła coś pod nosem, po czym przytuliła się do Cynamonki. Pieszczoszka jeszcze chwilę posiedziała w szopie z kotkami, po czym pożyczyła im dobrej nocy i skierowała się do domu. Nim jednak weszła przez drzwiczki do środka domu, skręciła w stronę krzaka, w którym nocować miał Śmierć. Była ciekawa czy kocur faktycznie grzecznie miał zamiar odpoczywać w nim. Jeżyk udało się ją nastraszyć, chyba wolała moment jak nie znała tożsamości kocura i nie miała do niego uprzedzeń. Wtedy jeszcze jej odczucia względem niego różniły się od aktualnych.

<Śmierć?>

[przyznano 5%]

09 czerwca 2023

Od Śmierci do Cynamonki

Ah... Tak... Rozejrzał się po terenie. Jego wzrok wodził po nieskalanych łapą płotach, a przystrzyżone trawniki informowały go, że dotarł do tej bardziej zadbanej części Betonowego Świata, gdzie zamiast gangów królowały pieszczochy. 
Widok umorusanego zaschniętą czerwienią kota, był tu dość rzadki, bowiem co jakie oczy wyjrzały zza płotu, to szybko cofały się z przestraszonym sapnięciem. Dzwoneczki w obróżkach pupili Wyprostowanych dzwoniły mu w uszach, gdy ci pędzili z powrotem w kierunku swojego Gniazda. Cóż miał począć? Nie mógł zgubić tropu. Już wystarczająco czasu stracił u Litości. Zszedł z obranej drogi, a wraz z mijającymi dniami, ich ślady mogły się zatrzeć. 
Ta zabawa mu się bardzo podobała. To wyzwanie, które przed sobą stawiał. Czasami wędrował i przez całą noc, nie zaznawszy snu. Nic dziwnego, że wyglądał dość nędznie. Na posiłek też brak mu było chęci czy czasu. Jednakże, gdy było już naprawdę źle, zbaczał z trasy. Każdy wschód słońca powodował, że zbliżał się do uciekinierów, ale jednocześnie i się od nich oddalał. 
Wskoczył na płot, który zatrzeszczał pod jego ciężarem. Był w końcu dość sporawy jak na kota. Zeskoczył z głuchym sapnięciem po drugiej stronie i zaczął badać węchem teren. Było cicho, a słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Mógł tutaj przenocować. 
Myśl o skierowaniu się do jakiegoś krzaku przerwał odgłos pazurów. Uniósł wzrok na cynamonową kotkę z obróżką, która właśnie wracała do swego domu, po codziennej wyprawie. Ich spojrzenia się spotkały. 
Usiadł, aby pokazać jej, że nie miał wrogich zamiarów. 
— Wybacz najście. We wszystkich Gniazdach znajdują się koty albo psy. Urokliwa dzielnica. Szukam tylko miejsca, aby dać ciału odpocząć. Mam nadzieję, że to nie problem, jeśli do rana prześpię się w twym krzaku? 

<Cynamonko?>

[przyznano 5%]