Przeszłość, początek pory Nagich Drzew…
Ostatnie dni upływały pod znakiem białego puchu, który niczym delikatna, utkana z najdrobniejszych kryształków zasłona spowił ogród, przykrywając miękką warstwą śniegu wszystko, co jeszcze niedawno cieszyło oczy soczystą zielenią i feerią barw. Znajome ścieżki, którymi Diane zwykła przechadzać się w cieplejsze dni, niemal całkowicie zniknęły pod jego grubą pierzyną, podobnie jak rabaty kwiatowe, których płatki jeszcze przed kilkoma tygodniami kołysały się łagodnie na wietrze, rozsiewając wokół siebie subtelne, słodkawe wonie. Teraz ich miejsce zajmowały jedynie niewielkie, nierówne wzniesienia, spod których gdzieniegdzie wystawały zaschnięte łodyżki, przyprószone lodowymi drobinami, lśniącymi w świetle poranka niczym rozsypane na ziemi okruchy szkła. Nawet korony drzew, pozbawione większości liści, zdawały się przybierać zupełnie nową postać, gdy ich nagie gałęzie uginały się pod ciężarem śniegu, tworząc fantazyjne kształty, które przywodziły Diane na myśl rozłożyste poroża.
Kotka nie potrafiła jednak zdecydować, czy owa przemiana przypadła jej do gustu, czy też wolałaby, aby wszystko powróciło do swojej wcześniejszej postaci, kiedy ogród tętnił życiem, a każdy jego zakątek krył w sobie coś nowego do odkrycia. Z jednej strony zachwycała ją nieskazitelna biel, rozpościerająca się aż po najdalsze krańce widocznego jej świata, z drugiej zaś brakowało jej barwnych kwiatów, szelestu liści oraz ciepłego powietrza, które tak przyjemnie otulało jej policzki podczas popołudniowych przechadzek. Zimowa sceneria miała w sobie coś niezwykle majestatycznego, a zarazem niepokojącego, jak gdyby przyroda, dotąd tak hojna i skora do dzielenia się swoim pięknem, nagle postanowiła pogrążyć się w głębokim śnie.
To właśnie owa osobliwa przemiana skłoniła Diane do zwrócenia się do Celestyna z pytaniem o naturę dziwnego zjawiska, które w ciągu zaledwie kilku dni odmieniło oblicze całego ogrodu.
— Tato, czy śnieg na zawsze przykrywa cały ogród? — zapytała po chwili, nie odrywając wzroku od ośnieżonych krzewów. — Zastanawiam się, jak długo utrzyma się taka pokrywa. Nie chciałabym, żeby kwiaty, które rosły tam wcześniej, nie powróciły na wiosnę.
Przysunęła się do okna, opierając przednie łapy o chłodną szybę, i przyglądała się temu, co rozpościerało się przed jej oczami, jakby próbowała dostrzec wśród białych połaci odpowiedź na nurtujące ją pytanie.
— Nie masz powodów do obaw, Diane. Większość roślin potrafi przetrwać zimę, nawet jeśli ich nadziemne części obumierają lub zapadają w stan spoczynku. Śnieg zaś, choć wydaje się nieprzyjazny, może chronić ziemię przed silniejszym mrozem.
Diane skinęła lekko głową, przyjmując wyjaśnienie ojca z należytą uwagą, choć jej myśli wciąż powracały do ogrodu rozciągającego się za oknem. Spojrzenie kotki przesunęło się ku niewielkiej rabacie, której zarys można było dostrzec pod grubą warstwą śniegu. Jeszcze niedawno rosły tam kwiaty, a pomiędzy ich łodygami można było wypatrzyć drobne owady, uwijające się wśród liści. Teraz wszystko spoczywało pod białym puchem, jak gdyby świat postanowił ukryć przed nią swoje dotychczasowe oblicze.
— Chciałabym móc tam się znaleźć — odezwała się po chwili. W jej głosie nie pobrzmiewał dziecięcy kaprys, lecz szczere zaciekawienie, którego nie potrafiła całkowicie stłumić. — Nawet jeśli byłoby mi zimno, mogłabym przynajmniej po raz pierwszy poczuć ten mróz pod łapami. Zobaczyć, jak wygląda śnieg z bliska, zamiast polegać wyłącznie na cudzych opowieściach. Sycylia uważa jednak, że nie powinnam wychodzić.
Ostatnie słowa wypowiedziała z nieznacznym wahaniem, jak gdyby samo przywołanie stanowiska matki wystarczyło, by przypomnieć jej o granicach, których nie należało przekraczać. Nie miała w zwyczaju otwarcie sprzeciwiać się poleceniom Sycylii. Wiedziała, że jej matka rzadko podejmowała decyzje bez wyraźnego powodu, a posłuszeństwo stanowiło jedą z najważniejszych zasad, jaką wpajano jej od niemal zawsze. Mimo to trudno było jej pogodzić się z myślą, że nawet tak zwyczajna czynność, jak krótka przechadzka po ogrodzie, pozostawała poza jej zasięgiem.
Na pysku Celestyna pojawił się subtelny uśmiech. Przez moment przyglądał się córce, dostrzegając w jej postawie charakterystyczne napięcie, które pojawiało się zawsze wtedy, gdy rozsądek nakazywał jej zrezygnować z czegoś, co wzbudzało jej zainteresowanie.
— Twoja matka ma rację, zakazując ci wychodzenia — odparł spokojnie. — Choć rozumiem, że chciałabyś przekonać się o wszystkim na własnej skórze, nie powinnaś zapominać o konsekwencjach. Tak niska temperatura może ci zaszkodzić, a przeziębienie z pewnością nie należy do przyjemnych doświadczeń. Zwłaszcza teraz, kiedy Sycylia wspominała, że zamierza przećwiczyć z tobą kilka zagadnień, których nie omawiała nawet z twoim rodzeństwem.
Diane odwróciła ku niemu głowę. Przez krótką chwilę na jej pysku nie pojawiła się żadna wyraźna reakcja, lecz końcówka ogona drgnęła nieznacznie, zdradzając niezadowolenie, którego nie zamierzała otwarcie okazywać. Powstrzymała westchnienie, zanim zdążyło wydostać się z jej piersi, i ponownie spojrzała za okno.
Sycylia nakładała na nią coraz więcej obowiązków, a niektóre z nich wydawały się przygotowane specjalnie z myślą o jej przyszłości. Diane nie mogła zaprzeczyć, że wymagania matki bywały wyczerpujące, szczególnie gdy dotyczyły zagadnień, których nie poruszano podczas zwyczajnych rodzinnych rozmów. Etykieta, odpowiednia postawa, umiejętność prowadzenia konwersacji oraz dobór słów stanowiły zaledwie część wiedzy, którą miała przyswoić. Każdy gest musiał być przemyślany, każde skinienie głowy odpowiednio wyważone, a wypowiedzi należało formułować z taką starannością, by nawet w najzwyklejszej rozmowie nie zabrakło elegancji i opanowania.
Zawsze starała się sprostać oczekiwaniom Sycylii, niekiedy poświęcając na ćwiczenia więcej czasu, niż od niej wymagano. Pamiętała o zasadach, pilnowała manier i dbała o to, by jej zachowanie nie przynosiło wstydu ani jej samej, ani rodzinie, do której należała. Wiedziała, że w świecie, w którym liczyły się pochodzenie, reputacja i sposób, w jaki przedstawiało się własną osobę, nawet najdrobniejszy szczegół mógł mieć znaczenie.
Czasami zastanawiała się jednak, czy jej starania kiedykolwiek okażą się wystarczające.
— W takim razie może faktycznie powinnam wyjść na zewnątrz — rzuciła w końcu, pozwalając sobie na cichy śmiech. — Przynajmniej miałabym pewność, że przeziębienie zapewni mi kilka dni odpoczynku od dodatkowych lekcji.
Słowa zabrzmiały lekko, niemal żartobliwie, a Diane zadbała o to, by na jej pysku pojawił się stosowny uśmiech. Nie zamierzała pozwalać sobie na otwarte narzekanie, choć sama myśl o kolejnym zestawie ćwiczeń wywoływała w niej zmęczenie. Wiedziała, że Celestyn nie potraktuje jej wypowiedzi jako poważnej deklaracji, jednak liczyła na to, że przynajmniej odrobinę zrozumie jej położenie.
Ojciec pokręcił głową, a jego spojrzenie nabrało nieco poważniejszego wyrazu.
— Nie powinnaś tak mówić, Diane. Wiem, że obowiązki potrafią być męczące, zwłaszcza gdy stale pojawiają się nowe, ale nie traktuj ich jak kary. Sycylia widzi w tobie znacznie więcej, niż być może sama dostrzegasz.
Kotka odwróciła się ku niemu, uważnie słuchając dalszych słów.
— Rozmawiałem z nią o tobie — kontynuował Celestyn. — Wspominała, że masz predyspozycje do osiągnięcia rzeczy, których nie powierzyłaby każdemu. Chce przygotować cię do zadań, jakie mogą w przyszłości wymagać od ciebie nie tylko wiedzy, ale również rozwagi i odpowiedzialności. Wiem, że czasami może ci się to wydawać przytłaczające, jednak nie bez powodu poświęca ci tyle uwagi.
Diane opuściła na moment wzrok, przyglądając się własnym łapom. Nie była pewna, co powinna odpowiedzieć. Pochwały ze strony ojca zawsze przyjmowała z wdzięcznością, lecz tym razem towarzyszyło im coś jeszcze — świadomość, że oczekiwania Sycylii nie wynikały wyłącznie z jej przywiązania do zasad, lecz również z przekonania, że córka jest zdolna osiągnąć znacznie więcej, niż sama przypuszczała.
— Wspominała ci, co dokładnie ma na myśli? — zapytała w końcu. Jej głos pozostał spokojny, choć w spojrzeniu pojawiła się wyraźna ciekawość. — Rozumiem, że chce mnie przygotować do przyszłości, ale czasami trudno mi określić, dokąd tak naprawdę prowadzą te wszystkie nauki. Staram się sprostać jej oczekiwaniom, a mimo to mam wrażenie, że wciąż pozostaje coś, czego jeszcze nie potrafię.
Celestyn przyglądał jej się przez chwilę, jakby rozważał, w jaki sposób najlepiej odpowiedzieć na to wyznanie. Następnie uniósł łapę i delikatnie przesunął nią po jej barku, w geście pełnym ojcowskiej czułości.
— Nie musisz znać wszystkich odpowiedzi już teraz — powiedział łagodnie. — Najważniejsze, byś nie przestawała się uczyć i nie pozwalała, by własne wątpliwości przesłoniły ci to, co już osiągnęłaś. Twoja matka dostrzega w tobie potencjał, ale to od ciebie zależy, jak go wykorzystasz. Pamiętaj też, że rozwaga nie polega wyłącznie na posłuszeństwie. Czasami wymaga również cierpliwości wobec samej siebie.
Te słowa skłoniły Diane do dłuższej refleksji. W końcu skinęła głową, tym razem nieco pewniej.
— Postaram się o tym pamiętać — odparła. — Chociaż wolałabym, żeby nauka czasami obejmowała również rzeczy, które nie wymagają siedzenia w jednym miejscu przez kilka godzin.
W jej głosie ponownie zabrzmiała delikatna nuta rozbawienia. Celestyn odpowiedział jej cichym śmiechem, a atmosfera między nimi stała się nieco lżejsza.
Diane jeszcze przez chwilę obserwowała ogród, zastanawiając się, czy nadejdzie dzień, w którym będzie mogła swobodnie przejść po śniegu i przekonać się, jak wygląda świat pod zupełnie innym kątem. Na razie musiała jednak pogodzić się z ograniczeniami, które narzucała jej obecna sytuacja. Nie oznaczało to, że porzuciła swoje pragnienie. Po prostu postanowiła odłożyć je na później, uznając, że czasami cierpliwość bywa równie ważna jak odwaga.
A jeśli Sycylia rzeczywiście widziała w niej tak wielki potencjał, jak twierdził Celestyn, Diane zamierzała zrobić wszystko, by pewnego dnia udowodnić, że matka nie pomyliła się w swojej ocenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz