饟啙 饟啛 饟啚 饟啙 饟啛 Ksi臋偶yce temu, atak wydr na Klan Nocy 饟啙 饟啛 饟啚 饟啙 饟啛
Wybieg艂a z legowiska wojownik贸w, s艂ysz膮c wrzaski. Rozejrza艂a si臋, a widz膮c zamieszanie, nie wiedzia艂a, na czym si臋 skupi膰. Gdy ju偶 mia艂a ruszy膰 do przodu, zobaczy艂a swojego ojca, przy kt贸rym by艂 L艣ni膮ca Ikra.— Nie… Nie!! — kotka podbieg艂a w t臋 stron臋, przera偶ona. Poczu艂a zapach krwi, a gdy zobaczy艂a jego ran臋… Nie mog艂a sama wzi膮膰 oddechu.
Kocur chyba poczu艂, 偶e kto艣 si臋 do niego zbli偶y艂. Kilkukrotnie poruszy艂 nosem, a k膮ciki jego pyska mimowolnie zadr偶a艂y. By膰 mo偶e by艂a to jego ostatnia 艣wiadoma my艣l, a by膰 mo偶e instynkt, ostatni ojcowski instynkt ch臋ci po偶egnania jedynej c贸rki. Jego druga, wolna 艂apa musn臋艂a paliczki Niezapominajkowej Nadziei, podczas gdy druga wci膮偶 spoczywa艂a na 艂apie brata.
Kocur wyci膮gn膮艂 si臋, tak jak zawsze wyci膮ga艂 si臋, gdy na jego czarn膮 sier艣膰 pada艂y ciep艂e promienie s艂o艅ca w Porze Zielonych Li艣ci, po czym zastyg艂. Uderzenie serca. Dwa. Trzy. Nie poruszy艂 si臋 ju偶. Jego 艂apy nie otuli艂y ju偶 nikogo, a oczy powoli zasnu艂y si臋 mg艂膮. Kotka patrzy艂a w szoku na cia艂o ojca. Poczu艂a na sobie jego 艂ap臋, a po chwili… Zobaczy艂a, jak jego oczy zalewaj膮 si臋 mg艂膮. Nikt opr贸cz niej i Kijankowych Moczar贸w nie wiedzia艂, co ich 艂膮czy艂o tak naprawd臋. Kotka po chwili, gdy zda艂a sobie spraw臋 z tego, co si臋 w艂a艣nie sta艂o, wyda艂a z siebie okrutny wrzask, pe艂en b贸lu… wtuli艂a sw贸j pysk w jego futro, b艂agaj膮c Klan Gwiazdy o to, aby obudzi艂 si臋, jednak… Nie by艂o na to szans. Niestety, ale kocur zasn膮艂, na wieki… Lulkowe Ziele prze艂kn臋艂o cicho 艣lin臋 i 艂ap膮 zamkn臋艂o oczy Kijankowych Moczar贸w. Tak wygl膮da艂... spokojniej. Jakby spa艂, gdyby z obrazka wy艂膮czy膰 potworn膮 ran臋 na gardle i krew, kt贸ra obryzga艂a wszystko dooko艂a. L艣ni膮ca Ikra ockn膮艂 si臋, gdy ujrza艂, jak drugi kot si臋ga ub艂ocon膮 艂ap膮 ku oczom jego brata, a nast臋pnie je zamyka. Pacn膮艂 go.
— Lulkowe Ziele, co ty robisz! Zostaw go, czemu zamykasz mu oczy? Co z ciebie za ogrodnik, za medyk!
Lulkowe Ziele wzdrygn臋艂o si臋 na to pacni臋cie. Spojrza艂 na L艣ni膮co Ikr臋 szeroko otwartymi oczami, mrugaj膮c.
— S艂ucham? To normalne... Na pewno by nie chcia艂 was widzie膰 w takim stanie... — miaukn臋艂o. Spojrza艂a na kota z nastroszonym futrem i 艂zami w oczach.
— Czemu go nie uratowa艂o艣?! Pozwoli艂o艣 mu umrze膰! — sykn臋艂a, nadal wtulona w cia艂o ojca. Lulkowe Ziele chwil臋 patrzy艂o na kotk臋, jednak po chwili odesz艂o z opuszczonym ogonem. Patrzy艂a, jak kocur odchodzi bez s艂owa. Raz jeszcze zerkn臋艂a na cia艂o swojego ojca. Gdyby tylko przyby艂a wcze艣niej na miejsce… Mo偶e by zdo艂a艂a go uratowa膰… Nie wybaczy sobie tego. Ani Lulkowemu Zielu, kt贸re nie uratowa艂o kocura… Przecie偶 na pewno by艂by w stanie to zrobi膰… Rozejrza艂a si臋, patrz膮c, jak kilka kot贸w walczy z wydr膮, ale zauwa偶y艂a te偶 walk臋 pomi臋dzy Mandarynkow膮 Gwiazd膮 a kremow膮 kotk膮. Czy to ona jest winna tej 艣mierci..? Zacz臋艂a oddycha膰 ci臋偶ko, zdruzgotana. By艂a w艣ciek艂a. Spojrza艂a na jedn膮 z wyder, kt贸ra atakowa艂a koty. Z nastroszonym futrem, pe艂na furii i gniewu rzuci艂a si臋 z wrzaskiem w jej stron臋. Kotka wbi艂a si臋 pazurami a jej bok w skoku, a ta pisn臋艂a zaskoczona. Przeturla艂y si臋 przez ob贸z, a gdy sko艂owane zwierz臋 sko艅czy艂o pod jej 艂apami, wgryz艂a si臋 z ca艂ej si艂y w jej gard艂o. Krew wytrysn臋艂a z wydry, kt贸ra wzi臋艂a ostatni, charcz膮cy oddech. Niezapominajkowa Nadzieja trz臋s艂a si臋, patrz膮c ze 艂zami w oczach na zwierz臋, gdy ju偶 zdo艂a艂a je zabi膰. Macha艂a ogonem pe艂na gniewu. Splun臋艂a krwi膮 na ziemi臋, patrz膮c jeszcze chwil臋 na wydr臋. Spojrza艂a na ziemi臋, widz膮c, 偶e le偶a艂 na niej jeden z z臋b贸w wydry, kt贸ry musia艂 jej wypa艣膰 przez uderzenie pyskiem w ziemi臋. Kotka podnios艂a go, jako swoje trofeum pomszczenia swojego ojca. Zwierz臋 zap艂aci艂o jej za morderstwo. Mia艂a tylko nadziej臋, 偶e Kijankowe Moczary widzia艂 jej odwag臋 oraz 偶e trafi spokojnie do Klanu Gwiazdy… Wzi臋艂a z膮b i rozejrza艂a si臋 po obozie. Zdecydowa艂a si臋 na zaniesienie go do swojego legowiska, aby mie膰 go ze swoimi skarbami. Gdy ju偶 od艂o偶y艂a go pomi臋dzy mchem i wysz艂a z legowiska, zacz臋艂a si臋 zastanawia膰, gdzie mo偶e by膰 teraz Trzcina, lub chocia偶by Liliowa 艁apa. C贸偶, nie musia艂a d艂ugo szuka膰, bo kocurek sam pojawi艂 si臋 w zasi臋gu jej wzroku. Patrzy艂 na ni膮 z wej艣cia do legowiska uczni贸w, wi臋c zdecydowa艂a si臋 p贸j艣膰 w jego stron臋, aby go uspokoi膰.
— Spokojnie, Liliowa 艁apo. Ju偶 wszystko dobrze… Nic ci nie jest. — K膮tem oka dojrza艂a, jak ostatnia wydra zostaje zabita, przez co kocurek lekko si臋 rozlu藕ni艂. Nadal jednak pozosta艂 wtulony w jej bok, wi臋c odwzajemni艂a gest, otulaj膮c go ogonem.
饟啙 饟啛 饟啚 饟啙 饟啛
Nie potrafi艂a zasn膮膰 tej nocy. Patrzy艂a z 艂zami w oczach na swojego ojca, czuwaj膮c u jego boku. Gdy z rana cia艂o zosta艂o wyniesione poza ob贸z, patrzy艂a t臋skno w jego stron臋. Nie potrafi艂a si臋 pogodzi膰 ze strat膮. Jej wsp贸艂klanowicze, cho膰 sko艂owani i ranni kontynuowali 偶ycie obozowe, jak gdyby nic si臋 nie sta艂o, a ona sama czu艂a si臋 tak, jakby nadal mog艂a odnale藕膰 mi臋dzy nimi ojca i porozmawia膰 z nim o tragicznym prze偶yciu. Jednak nie by艂a ju偶 w stanie tego zrobi膰. Tu偶 po czuwaniu ruszy艂a w stron臋 legowiska wojownik贸w. Gdy po艂o偶y艂a si臋 w nim, t臋skno spojrza艂a w stron臋 tego Trzcinowego Szmeru. Kotka nie wiedzia艂a o tym, 偶e Kijankowe Moczary to jej ojciec. Nikt nie wiedzia艂. Nikt nie by艂 w stanie jej teraz wesprze膰…
Brak komentarzy:
Prze艣lij komentarz